Piotruś i smocza zaraza - Carvedilol
Proza » Dla dzieci i młodzieży » Piotruś i smocza zaraza
A A A
Od autora: Bajka o Piotrusiu, który wyrusza w niebezpieczną podróż, by zdobyć magiczną smoczą wodę. Wodę, która może uwolnić jego rodziców od tajemniczej choroby. Co spotka go w trakcie wędrówki i czy uda mu się na czas powrócić z czarodziejskim lekarstwem? Dowiedzcie się sami.


                                                Piotruś i smocza zaraza
 
 Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma lasami był sobie… jeszcze jeden las. A w tym lesie mała chatka. W chatce zaś – Piotruś. Piotruś miał osiem lat i mieszkał razem z mamą i tatą. Ubogi to był domek, ale jego mieszkańcy cieszyli się z tego, co mieli, i wiedli szczęśliwe życie. Niestety, pewnego dnia tato i mama Piotrusia zachorowali. Na ich skórze pojawiły się dziwne zielone plamy, które z dnia na dzień robiły się coraz większe i większe, a w miarę jak się powiększały, rodziców Piotrusia zaczęły opuszczać siły. Doktor, który przyjechał z bardzo daleka, zbadał ich dokładnie i powiedział, że nigdy wcześniej nie widział takiej zarazy. Ale przypomniał sobie, iż kiedyś czytał o czymś podobnym w jakiejś bardzo starej księdze.
      – Jest to choroba zwana smoczą zarazą. I jedyne lekarstwo stanowi woda ze smoczego źródła. Musicie ją jednak wypić, zanim całe ciała zrobią się zielone, bo wtedy zamienicie się w smoki. To wszystko, co pamiętam, ale któż by teraz jeszcze wierzył w smoki?
     – A gdzie można dostać taką wodę? – zapytał rezolutnie Piotruś.
     – Daleko stąd wznoszą się Smocze Góry, a tam, w smoczej grocie, tryska jej źródełko. Jednak groty strzeże smok. Tak mówi legenda, ale to pewnie tylko bajka. Nigdy nie widziałem żadnego smoka, ani nie znam nikogo, kto by kiedykolwiek powrócił ze Smoczych Gór – dodał doktor.
 
 Piotruś, nie zastanawiając się długo, przygotował worek z prowiantem, poprosił doktora o narysowanie drogi do Smoczych Gór i wyruszył w podróż.
     – Zaopiekuję się twoimi rodzicami, ale pamiętaj, nie masz wiele czasu, bo po miesiącu choroba obejmie całe ciała i nawet cudowna woda nie pomoże.
     – Dziękuję – odparł Piotruś i poprawiając worek na plecach, zniknął wśród drzew.
 Szedł w dzień i w nocy, odpoczywając tylko tyle, ile musiał. Spał niewiele, i to w najróżniejszych miejscach, zawijając się w koc przy naprędce rozpalonym ognisku. Po kilku dniach wędrówki napotkał na drodze dziwną karawanę – liczne wozy wypełnione po brzegi piaskiem.
     – Witam, jestem Piotruś i zmierzam do Smoczych Gór. Nie wybieracie się czasem w tym kierunku? – zapytał.
     – Wybieramy się na północ, więc jeśli zabierzesz się z nami, to za pięć dni będziesz musiał udać się dalej na wschód, aby do nich dotrzeć.
  W ten sposób Piotruś znalazł się na górze piachu i w czasie jazdy zaznajomił się z hrabią Andrzejem, który był właścicielem karawany.
     – Po co panu tyle piasku? – zapytał z ciekawością chłopiec.
     – Widzisz, chłopcze – rozpoczął opowieść hrabia. – Na świecie wszystko ma już swoją nazwę. A ja chciałbym, żeby wśród nich było również moje imię. Zjeździłem całą kulę ziemską, widziałem liczne góry, morza i jeziora. Niestety, każde jest już nazwane. Postanowiłem zatem, że sam zrobię coś, co będzie godne mojego imienia. Nie potrafię uformować wielkiej góry ani stworzyć potężnego morza, ale wpadłem na pomysł zbudowania pustyni. Pustyni, którą nazwę Pustynią Hrabiego Andrzeja i tak oto ślad po mnie nie zaginie. Bo jeśli ktoś za sto, dwieście, ba… za tysiąc lat zapyta: Co to za pustynia? – usłyszy jej nazwę i w ten sposób będę trwał w pamięci potomnych. Dlatego od dwóch lat kupuję piasek i rozsypuję na polach, które od wieków należą do mojej rodziny.
     – Od dwóch lat? A dużo tego piasku jeszcze potrzeba? I nie szkoda pól, które staną się teraz nieurodzajne? – zdziwił się Piotruś.
     – Och, dziecko, nic nie zrozumiałeś! – zdenerwował się hrabia. – Cóż znaczy jakieś tam pole w porównaniu do wielkiej pustyni, pierwszej stworzonej przez człowieka. Pierwszej, czy to rozumiesz? Nawet jeśli komuś kiedykolwiek przyjdzie do głowy zbudować pustynię, to i tak nie zdobędzie już podobnej sławy, bo będzie jedynie naśladowcą. Jesteś za mały, aby to pojąć, chłopcze – dodał już spokojniej.
      – No, a kiedy ta pustynia w końcu powstanie?
     – Hmm – stropił się hrabia – widzisz, Piotrusiu, tu właśnie tkwi problem. Pytałem różnych mędrców, czytałem różne księgi i nigdzie nie znalazłem odpowiedzi, kiedy piasek staje się pustynią i ile go potrzeba. Nie śpię po nocach, mam już go nawet pod powiekami, ale nie poddaję się. Wciąż zwożę i zwożę, i za każdym razem wydaje mi się, że to jeszcze za mało.
     – Nie szkoda panu na to czasu? Nie lepiej cieszyć się życiem, niż budować nikomu niepotrzebną pustynię? Tylko dla sławy?
  Ale hrabia, zamiast odpowiedzieć, zrobił to, co w takich sytuacjach czynią dorośli na całym świecie, kiedy proste pytanie staje się niewygodne, czyli stwierdził:
      – Jesteś jeszcze za mały, żeby to zrozumieć, dziecko! – Uciął w ten sposób dyskusję i do końca wspólnej podróży prawie się już nie odzywał.
  Piątego dnia Piotruś, żegnając się, zapytał:
     – A czy w trakcie swoich podróży był pan również w Smoczych Górach?
     – Tak, byłem i tam, ale one mają już nazwę, poza tym spotkałem wielkiego smoka, który nie pozwolił mi wejść do swojej groty, ale – tu westchnął – ona też jest już nazwana, więc nawet nie byłem ciekawy, co jest w środku.
     – Czyli smok istnieje naprawdę! – ucieszył się Piotruś.
  To dodało mu otuchy i dziarsko udał się w dalszą wędrówkę, zarzucając teraz już nieco lżejszy worek na plecy.


  Po następnych kilku dniach Piotruś zobaczył studnię przy drodze, a jako że był spragniony, zbliżył się i zajrzał do środka. W dole, na zielonym listku, siedział mały czarny pająk.
     – Co ty tam robisz? – zapytał chłopiec.
     – Chciałem łyknąć wody i zsunąłem się po ścianie, ale była mokra i śliska, więc spadłem. Gdyby nie listek, już dawno bym utonął.
     – I nie możesz wyjść?
     – Nie dam rady się wspiąć.
     – Poczekaj chwilkę – powiedział Piotruś, po czym ostrożnie opuścił wiadro. Pająk wskoczył do środka, a Piotruś zręcznymi ruchami wyciągnął je, uwalniając wyczerpanego zwierzaka.
     – Wiesz, Piotrusiu – wyznał pająk, gdy trochę odpoczął. – Wielu ludzi tędy przechodziło, a ja nieustannie wołałem o pomoc. Niektórzy mówili, że nie mają czasu, ale na pewno przyjdzie ktoś inny, kto mi pomoże. Inni zaglądali do studni, stwierdzali: Eee, to tylko pająk – i odchodzili. Byli i tacy, co nie chcieli się zmęczyć albo przypadkiem zabrudzić. Jeszcze inni złośliwie dodawali: – Dobrze mu tak. Żaden nawet nie pokusił się, by spróbować wczuć się w moje położenie i pomóc. Ty zaś jesteś prawdziwym bohaterem.
     – Przecież ja tylko opuściłem wiadro, zresztą i tak chciałem zaczerpnąć wody.
     – Dla ciebie to „tylko”, a dla mnie całe życie. Czasami mały gest, krótka, poświęcona komuś chwila, to wielki dar, Piotrusiu.
     – E, tam – zawstydził się Piotruś – zwykła pomoc.
     – Uratowałeś mi życie – powtórzył pająk, gdy Piotruś opowiedział mu o chorobie rodziców. – Wobec tego chciałbym, żebyś zabrał mnie ze sobą, a ja, choć mały, postaram ci się pomóc. Będę twoim sługą.
     – Nie zgadzam się. Ale możesz zostać przyjacielem.
     – To dla mnie zaszczyt.
  Piotruś chętnie przystał na towarzysza podróży i pająk wskoczył do kieszeni jego koszuli, po czym ruszyli w dalszą drogę. Wkrótce zabrakło im jedzenia, ale Piotruś nie poddał się i uparcie dążył do celu – do źródła tajemniczej wody.

 Po dwóch dniach bez kęsa pokarmu napotkał w polu kilkoro dzieci, które zbierały ziemniaki.
Bluuuurp – zaburczało Piotrusiowi w brzuchu.
     – O, widzę, że ktoś jest głodny! – zawołał jeden z chłopców, mniej więcej w wieku Piotrusia.
     – Zaraz coś na to poradzimy – dodała dziewczynka.
  Zaprowadzili go do swojej chatki, wysłuchawszy po drodze opowieści o tym, gdzie i po co idzie. Kiedy usiedli przy stole, Wojtuś wyciągnął wielki bochen chleba i poczęstował Piotrusia. Ten jadł łapczywie, ale nie zapomniał wsunąć paru okruszków dla siedzącego w kieszeni pająka.
     – Weź ze sobą cały, żebyś nie głodował w drodze – powiedział Wojtuś po chwili.
     – Ale przecież was jest siedem osób, potrzebujecie go bardziej niż ja.
     – Nie martw się, my nie głodujemy. Teraz, oprócz chleba, mamy ziemniaki, mleko i masło. Nie jest to wykwintne jedzenie, ani nie jest tego wiele, ale nam wystarcza. A jeśli chodzi o chleb… to już inna historia.
  I Wojtuś opowiedział, jak to przed kilku laty, po nieurodzajnym lecie, przyszła ciężka zima i jak oszczędzali skromne zapasy, a nim nadeszła wiosna, został im już tylko jeden bochenek chleba. Kiedy pewnego dnia obgryzali ostatnie skórki, do ich domu zawitał stary wędrowiec. Widać było, że jest strudzony podróżą i głodny. Wtedy siostra Wojtusia, Asia, bez wahania ułamała pół swojej skórki i poczęstowała gościa. Pozostali zrobili to samo.
     – To niewiele, ale prosto z serca.
  Wtedy starzec wyprostował zgarbione plecy, uśmiechnął się i rzekł:
     – Zaiste, to więcej niż królewski posiłek. Wiedzcie, że jestem czarodziejem i widząc wasze dobre serca, nie pozwolę, abyście kiedykolwiek w życiu głodowali.
 Po czym wyciągnął worek i kazał każdemu dmuchnąć do środka. Potem wypowiedział magiczne zaklęcie, machnął różdżką i zawiązał worek, a na stole pojawił się wielki, świeży bochen chleba. I od tej pory codziennie się taki pojawia. Więc ten weź sobie, Piotrusiu, a my jutro znajdziemy nowy – dokończył opowieść.
     – A co się stało z workiem?
     – Tam czarodziej uwięził nasz głód. Worek wrzuciliśmy do piwnicy. Baliśmy się jednak, żeby głód nie wydostał się, dlatego nikt tam nie wchodzi. Wybudowaliśmy nową piwnicę.
     – Zatem ja, w podzięce za chleb, zabiorę worek, i będziecie mogli korzystać z obydwóch – powiedział Piotruś.
  Po czym zszedł po schodkach do piwnicy i bez trudu odnalazł w kącie worek głodu. Następnego dnia pożegnał się i wyruszył w dalszą podróż, mając, dzięki dzieciom, wystarczająco dużo chleba na dalszą wędrówkę.
  Minęły prawie trzy tygodnie, zanim dotarł do Smoczych Gór. Gdy podszedł do groty, usłyszał przeraźliwy odgłos człapania. Chłopiec przystanął zlękniony, a po chwili z groty wysunął się olbrzymi zielony smok o trzech głowach.
     – Kto zakłóca nasz spokój! – krzyknęły głowy.
     – To… ja… – ledwo wydusił z siebie Piotruś.
  Pierwsza głowa rozkazała:
     – Mów, co cię tu sprowadza. – I chłopiec opowiedział, kończąc prośbą o parę kropel wody ze źródełka.
     – Ha! – odrzekła druga głowa. – Nie wystarczy przyjść i poprosić.
     – Trzeba przejść… – dopowiedziała trzecia.
     – Trzy…
     – Próby… – dodały pozostałe.
     – Jakie próby?
     – Musisz zmierzyć się…
     – Z każdą głową…
     – Ze mną… – rzekła Głowa Filozof,
     – Z Głową Waleczną, czyli ze mną – dodała druga,
     – I na koniec z Głową Łakomczuchem – zakończyła trzecia.
     – Tylko wtedy…
     – Wpuścimy cię…
     – Do źródełka – naprzemiennie wyjaśniły głowy.
 Piotruś nie zastanawiał się ani chwili.
     – A więc zaczynajmy!
 Głowa Filozof powiedziała:
     – Od wieków poznaję świat, wertuję pradawne księgi i śledzę najnowsze. Jestem filozofem – jeśli znajdziesz dla mnie zagadkę, jakiś problem, nad którym będę się musiał zastanawiać dłużej niż godzinę, uznam się za pokonanego.
  Piotruś zasępił się, usiadł i próbował wydobyć z pamięci coś, co będzie godne takiego mędrca. Siedział i myślał, dumał i dumał… W końcu rzekł:
     – Wiem. Mam pytanie. Powiedz mi, ile piasku trzeba, żeby powstała prawdziwa pustynia, której można by nadać nazwę?
  Głowa Filozof zadumała się… Mijały sekundy, minuty. Głowa robiła się coraz bardziej czerwona, coraz mocniej marszczyła brwi, ale milczała i zastanawiała się dalej. Po godzinie Piotruś wykrzyknął:
     – Nie odpowiedziałeś, smoku!
  I tak Głowa Filozof musiała przyznać się do przegranej, choć zastrzegła, że chce jeszcze spokojnie przemyśleć zagadkę.
  Następną w kolejce była Głowa Waleczna.
     – Ze mną nie pójdzie ci tak łatwo, musisz pokonać mnie w walce. Na przestrzeni wieków zwyciężyłem niezliczoną ilość razy, ale cóż… staraj się, chłopcze.
  Piotruś struchlał. Jak on, taki maciupeńki przy wielgachnym potworze, może liczyć na wygraną?
 I wtedy z kieszeni wyskoczył pająk.
     – Na pohybel! Za Piotrusia! – wykrzyknął i skoczył na paszczę drugiej głowy.
     – Aaaa! Ratunku! – zawył smok, rzucając głową na boki i starając się zrzucić pająka. – Zabierzcie ode mnie tego stwora, poddaję się, tylko niech on już zniknie mi z oczu. Ratunku!
     – Na pewno się poddajesz?! – zawołał mu do ucha pająk.
     – Tak, tak! Nie będę stawał Piotrusiowi na drodze!
 Okazało się, że każdy, nawet największy bohater, ma jakieś własne lęki i czegoś się boi. Głowa Waleczna panicznie bała się pająków.
 Następnie Piotruś stanął przed trzecią głową.
 Głowa Łakomczuch rzekła:
     – Ja jestem wielkim smakoszem, przez wieki próbowałem wszystkich ziemskich potraw, znam każdy smak – jeśli znajdziesz albo przyrządzisz coś, czego nie rozpoznam, będziesz mógł przejść.
  Piotruś podrapał się po czuprynie i po chwili wiedział już, czym takiego obżartucha przechytrzyć.
     – Zamknij oczy i otwórz paszczę, a dam ci coś, czego smaku nigdy nie zaznałeś.
  Głowa Łakomczuch posłusznie rozdziawiła szczęki i zamknęła oczy. Piotruś szybko wyciągnął z zanadrza worek i wrzucił mu do gardła.
     – Już! – zawołał.
  Głowa Łakomczuch zamknęła mordę i zamarła.
     – Cóż to za smak, ale… och… och… jaki on straszny. Co to jest?!
     – A więc przyznajesz, że nie znasz go i przegrałeś?
     – Tak, przyznaję.
     – To jest smak głodu wyhodowanego przez dzieci. Ty zawsze byłeś najedzony, więc słusznie odgadłem, że nie wiesz, co to głód.
     – Teraz już wiem i nikomu go nie życzę.
 
 Po tych trzech próbach Trójgłowy Smok odstąpił od wejścia do Smoczej Groty i wpuścił Piotrusia. Chłopiec szybko odnalazł źródełko, w którym mieniła się wszystkimi kolorami zaczarowana woda. Napełnił buteleczkę i wyszedł do smoka. Rozpłakał się i usiadł.
     – Dlaczego płaczesz? – zapytał pająk.
     – Dotarła do mnie okrutna prawda, której nie chciałem do siebie dopuścić. Jutro jest ostatni dzień, kiedy mogę odczarować rodziców; jeśli tego nie zrobię, zamienią się w smoki. A przecież nie zdążę do nich wrócić, nawet gdybym cały czas biegł niczym jeleń.
  Trzy głowy naradziły się szybko.
     – Piotrusiu, jesteś dzieckiem o czystym sercu…
     – Odważnym, dobrym i mądrym…
     – Nie możemy pozwolić, żeby twój trud poszedł na marne.
 
 
 Tato i mama Piotrusia już prawie całkowicie pokryci byli zieloną łuską, jeszcze chwila, a na zawsze zostaliby smokami.
 Nic już nie mogę dla nich zrobić – pomyślał doktor, czuwając ostatniego dnia przy łóżkach chorych.
 Nagle usłyszał szum skrzydeł tak potężny, iż żaden ptak nie byłby w stanie go wywołać. Wybiegł przed chatkę i zobaczył, jak na polanie przed domem ląduje olbrzymi trzygłowy smok z Piotrusiem na grzbiecie.
     – Mam! Mam! – wykrzyknął chłopiec, zeskakując na trawę.
 Czym prędzej wbiegł do domu i podał rodzicom czarodziejską wodę. Zielone plamy zaczęły znikać i po chwili nie było już po nich ani śladu. Smok tymczasem opowiedział doktorowi historię zarazy.
     – Dawno, dawno temu, kiedy smoków na świecie było bardzo wiele, ludzie, bojąc się, atakowali je i zabijali. Gdy jeden z najstarszych smoków został śmiertelnie zraniony, rzucił klątwę na ludzkie plemię, chorobę, która po miesiącu zamieniała ludzi w smoki. I tak smocza zaraza poszła w świat. Teraz, dzięki Piotrusiowi, czar został przełamany i nikt już nigdy nie zachoruje. A wszystko dlatego, że znalazł się chłopiec, który potrafił obdarzyć przyjaźnią nie tylko ludzi, lecz i lichego pająka, a nawet groźnego smoka.
  Po czym smok pożegnał się ze wszystkimi, rozwinął skrzydła i odleciał. I nigdy go już nie widziano.
 Piotruś dorastał szczęśliwie, w przyjaźni z całym światem, i przeżył jeszcze niejedną przygodę.
  Ale to już zupełnie inna bajka...
 
 
 
 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Carvedilol · dnia 18.03.2017 09:22 · Czytań: 756 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 26
Komentarze
Niczyja dnia 18.03.2017 10:04 Ocena: Świetne!
Piękna i mądra bajka:) Przeczytałam jednym tchem, choć chciałam tylko zobaczyć początek. Nie mogłam przestać i po prostu przeczytałam od początku do końca.

Na pewno nie jesteś debiutantem;) Piszesz zbyt dobrze i zbyt lekko, aby nim siebie nazywać.

Dziękuję za wspaniały początek dnia,
Niczyja
Carvedilol dnia 18.03.2017 12:14
Dziękuję za doczytanie do końca i pozytywną opinię.

Do tej pory tylko opowiadałem bajki, teraz je zapisuję. A z tym debiutantem - mam "na koncie" wiele śmiesznych, częstochowskich rymowanek dla dzieci, ale ani to poezja, ani proza, więc poza zasięgiem portalu.

Mam nadzieję, że "Piotruś" spodoba się dzieciom i nie usną w trakcie.

Pozdrawiam,
Carvedilol
JOLA S. dnia 18.03.2017 12:26 Ocena: Świetne!
Podobnie traktujemy maluchy i opowiadamy bajki.:)
Twój Piotruś i jego świat bardzo mi się podoba. Dzieci zapewne będą słuchały z otwartymi buziami. :)
Masz talent.

Serdeczności :)

JOLA S.
Jaga dnia 18.03.2017 23:03
Niczyja napisała już to, co chciałabym napisać. :)
Dodam tylko, iż bardzo czytelne motywy wędrowne w Twojej baśni nie przeszkadzają, bo jest w niej powiew świeżości. Mnie ująłeś już w pierwszym zdaniu kolejnym lasem, a potem jeszcze pustynią. Tekst posiada wszystkie niezbędne cechy, aby nazywać go baśnią. Poza tym duża dawka filozofii (jak na baś dla dzieci!) pozawala również dorosłym na chwilę zadumy.


Carvedilol napisał:
Do tej pory tylko opowiadałem bajki, teraz je zapisuję.

Zapisz i pomyśl o wydaniu książki. Na pewno ją kupię.

Pozdrawiam,
Jaga
Carvedilol dnia 20.03.2017 08:34
Dziękuję za Wasze miłe komentarze.
Pozdrawiam wszystkich

Carvedilol
Jaga dnia 23.03.2017 12:18
Przeczytałam tekst pięciolatce i mam kolejne wnioski. Należy zrobić porządek z interpunkcją i usunąć pewne dłużyzny np. rozmowę z Andrzejem oraz wyjaśnienia w finale.

Nadal twierdzę, iż tekst jest bardzo dobry! Nie zamykałabym przedziału wiekowego. Nastolatek i dorosły również mogą przy nim przystanąć i zastanowić się nad życiem.

Pozdrawiam,
Jaga
Carvedilol dnia 23.03.2017 15:08
Dziękuję Jago

Interpunkcja - wiem, wiem, staram się ale mam z tym duże problemy. Poprawię się i ją.
Motyw z pustynią faktycznie przynudzi małe dzieci (a pewnie i starsze osobniki), spróbuję skompresować, żeby pozostawić przekaz a nie przeciągać motywu.

A te wyjaśnienia w finale - myślisz, ze niepotrzebna historia o genezie smoczej zarazy?
A co się pięciolatce podobało?

Wielkie dzięki za uwagi, skróciłem końcówkę rozmowy Andrzeja z Piotrusiem i poprawiłem interpunkcję.

Pozdrawiam
Carvedilol
wioskowy52 dnia 09.05.2017 18:27
Ja się przejadę po "babolach". :)
Cytat:
o na­ry­so­wa­nie mapy do Smo­czych Gór

mapy Smoczych Gór, albo drogi do
Cytat:
Ina­czej w takim tem­pie cho­ro­ba obej­mie całe ciała

w takim tem­pie zbyteczne
Cytat:
roz­kła­da­jąc po pro­stu na ziemi koc

bez po prostu
Cytat:
nie po­zwo­lił mi wejść do tej swo­jej groty

bez tej
Cytat:
na zie­lo­nym list­ku znaj­do­wał się mały czar­ny pająk.

siedział
Cytat:
- Co ty tam ro­bisz? - za­wo­łał.

zawołał (kto?) Piotruś
Cytat:
Już wcze­śniej doj­rzał wia­dro

widział
Cytat:
już dawno bym za­to­nął.

utonął
Cytat:
co po pro­stu nie chcie­li się po­bru­dzić.

czym??? znowu po prostu
Cytat:
Żaden nawet się nie po­ku­sił aby mnie wy­słu­chać

Nieprawda. Przeczytaj parę linijek powyżej
Cytat:
Po ko­lej­nych kilku dniach wę­drów­ki

bez kolejnych - dla pająka nie były kolejne
Cytat:
nie­ste­ty po dro­dze nie spo­tka­li żad­nych ro­ślin

raczej nie widzieli
Cytat:
chło­piec (na­zy­wał się Woj­tuś)

skasuj nawias - może być sam Wojtuś (poza tym miał na imię)
Cytat:
ale nie za­po­mniał wsu­nąć paru ka­wał­ków do kie­sze­ni, dla pa­ją­ka.

może raczej okruszków :) poza tym, pająk chyba był w kieszeni?
Cytat:
Nie jest to wiele, ani wy­kwint­ne je­dze­nie,

niegramatyczne!
Cytat:
a nim przy­szła wio­sna,

nadeszła przyszła...przyszła
Cytat:
ob­gry­za­li ostat­nie za­cho­mi­ko­wa­ne skór­ki,

koszmarek :)
Cytat:
każ­de­mu dmu­chać do środ­ka

dmuchnąć
Cytat:
wy­po­wie­dział ma­gicz­ne za­klę­cie

zaklęcia przeważnie bywają magiczne
Cytat:
za­wo­ła­ły wtó­rem trzy głowy.

wtórem???
Cytat:
za­koń­czy­ła pre­zen­ta­cję trze­cia.

prezentację??? nawiasem mówiąc, koszmarnie wygląda to słowo na tle używanego języka
Cytat:
na­prze­mien­nie od­po­wia­da­ły głowy.

odpowiadały? komu?
Cytat:
godne dla ta­kie­go

godne takiego
Cytat:
coraz moc­niej za­ci­ska­ła brwi,

może marszczyła?
Cytat:
że nigdy nie spo­tka­ła się z po­dob­nym pro­blem i oczy­wi­ście przy­zna­je się do po­raż­ki,

język mało bajkowy :)
Cytat:
Dzię­ki temu Pio­truś sta­nął przed trze­cią głową.

dzięki czemu? to jest źle
Cytat:
Głowa Ła­kom­czuch po­łknę­ła worek za jed­nym za­ma­chem i za­mar­ła.

- Cóż to za nie­zna­ny mi smak, ale... och... och... jaki on strasz­ny. Co to jest?

Nielogiczność. Jak głowa mogła poczuć smak, skoro połknęła worek?
Cytat:
które samym swoim ol­brzy­mim cia­łem wpra­wia­ły je w strach,

gramatykaaaa!!! je? co to w ogóle ma być?
Całe zakończenie od słów
Cytat:
Dawno, dawno temu,

zostało napisane na kolanie i wymaga gruntownej przeróbki

Interpunkcja leży, ale to już wiesz.

Pozdrawiam
wioskowy52
Carvedilol dnia 09.05.2017 19:49
Wioskowy
Rozłożyłeś mój tekst na łopatki i uwidoczniłeś braki językowe
Muszę kiedyś nanieść poprawki ale chyba lepiej żebym bajki opowiadał niż pisał
Musialbym wrócić do szkoły żeby swoje braki nadrobić i nawet najlepszy pomysł ugrzęźnie w szufladzie bez takiego firewalla jak np Ty

Dzięki za pomoc
Carvedilol
wioskowy52 dnia 10.05.2017 06:51
Opowieść jest doskonale "pozapinana". Prawie nie ma w niej niczego niepotrzebnego. Wszystko czemuś służy. Tylko ten nieszczęsny Pan Andrzej! Coś Ci podpowiem: wywal go na zbity pysk. (chociaż sam jestem Panem Andrzejem :)) Niech to będzie król! W porządnej bajce powinien być król. Poza tym, zostawianie po sobie pustyni jest domeną wielu władców. Niektórzy, nawet piachu wozić nie muszą.
Dzięki wstawieniu króla możesz uniknąć w tym fragmencie znacznej ilości ględzenia, które tam na nic.
"Długo już panuję, poddani mnie kochają, ale..." Jakoś tak.
Zakończenie koniecznie przerób. Niech już wszyscy "żyją długo i szczęśliwie i pojadą nad morze". Wywal tych "oprawców" i takie tam. Zabijali smoki i tyle.
No i tytuł. "Piotruś", jak karty dla dzieci. Błeee. "O Piotrusiu, trójgłowym smoku i zaczarowanej wodzie" Czy coś podobnego.
Jak już wszystko popoprawiasz i powstawiasz przecinki, będziesz mógł, trawestując piosenkę Bułata Okudżawy, zaśpiewać radośnie:

Redadaktor resztę błędów mi pokaże
Jak trudno być pisarzem
Pisarzem


pozdrawiam
wioskowy52
Carvedilol dnia 22.06.2017 18:29
Bajka poprawiona, dorzuciłem dwie garści przecinków, skróciłem trochę dwie dłużyzny, mam nadzieję, że będzie bardziej strawna dla dzieci. No i tytuł bardziej bajkowy.
Dziękuję bardzo za wszystkie pomocne uwagi.
Carvedilol
wioskowy52 dnia 03.07.2017 16:24
Przyjacielu,
Mam dla Ciebie dwie wiadomości. Zła jest taka, że w tekście jest dalej kupa kocopałów. Jeszcze ze cztery razy go przerobisz i pewnie da się przeczytać.
Jeśli to ma być bajka dla dzieci, to pisz prostymi zdaniami i nie "mędrkuj". Np. co dorośli zwykli robić.

Po paru dniach Piotrusia dogonił dziwny orszak. Przodem jechała kareta zaprzężona w cztery konie, zaś za nią ciągnął długi sznur wozów z piaskiem.

Karetą może jechać król, sułtan, a nawet chiński mandaryn. Hrabia na furze z piaskiem to pomysł do dupy, bo hrabiowie tak nie jeżdżą nawet w bajkach.

przywiązał wiadro do liny - raczej linę do wiadra

O imieniu Wojtuś?
Chłopiec miał na imię Wojtuś. Kropka. Nie udziwniaj, bo jeszcze trochę i wyjdzie chłopiec zwany Wojtusiem.

Cytat:
A Pio­truś do­ra­stał szczę­śli­wie, choć w skrom­nych wa­run­kach, razem z tatą i mamą

Tata z mamą też dorastali?

Nazbierałoby się jeszcze sporo, ale teraz nie chce mi się w tym dłubać.
Chcesz ten tekst doprowadzić do ładu?

Pozdrawiam
wioskowy
Carvedilol dnia 13.12.2017 14:52
Piotruś czeka na akceptację.
Jedno "niebawem" zastąpiłem "wkrótce", reszta poprawiona lege corectoris.

Carvedilol
Miladora dnia 13.12.2017 15:26
Tekst po korekcie. Rekomenduję do wirtajek. :)




Sugeruję taką zajawkę, Carve:

Bajka o Piotrusiu, który wyrusza w niebezpieczną podróż, by zdobyć magiczną smoczą wodę. Wodę, która może uwolnić jego rodziców od tajemniczej choroby. Co spotka go w trakcie wędrówki i czy uda mu się na czas powrócić z czarodziejskim lekarstwem? Dowiedzcie się sami.
Esy Floresy dnia 28.01.2018 15:48
Carvedilol, taki tam drobiazg

Cytat:
Nie jest to wykwintne jedzenie(,) ani nie jest tego wiele, ale nam wystarcza.
- według mnie, bez przecinka.

Pozdrowienia/
Miladora dnia 28.01.2018 17:18
Esy Floresy napisała:
- według mnie, bez przecinka.

To dopowiedzenie, dlatego jest przecinek. :)
Esy Floresy dnia 28.01.2018 17:24
Przypominam o regulaminie i niekomentowaniu innych komentarzy.

Według mnie zdanie jest równorzędne, stąd bez przecinka, ale to moje zdanie.
Carvedilol dnia 28.01.2018 20:49
Miladoro, EF, teraz czuję się niekomfortowo - dwa różne zdania, a ja z moja mizerną znajomością interpunkcji nie wiem po czyjej stronie racja.

Jako, że Mila wzięła bajkę w korektę, nie uważam, że komentuje komentarz, tylko wyjaśnia dlaczego ma być. Nie potrafię rozstrzygnąć, chociaż bardziej skłaniam się ku zdaniu mili. Jeżeli się mylimy, to oczywiście usunę comę.

Pozdrawiam. Dzięki za wnikliwe czytanie tekstu.

Carvedilol
Jacek Londyn dnia 28.01.2018 21:57
Mam trochę uwag, część zamieszczam poniżej (może je przemyślisz):

Doktor, który przyjechał z bardzo daleka, zbadał ich dokładnie i powiedział, że nigdy wcześniej nie widział takiej zarazy. - Użyłbym określenia: takich oznak choroby.

I jedyne lekarstwo stanowi woda ze smoczego źródła. - po co "i"? Jedynym skutecznym lekarstwem....

Daleko stąd wznoszą się Smocze Góry, a tam, w smoczej grocie, tryska jej źródełko. - źródełko wody? Wiadomo.. może lepiej napisać cudowne źródełko?

poprosił doktora o narysowanie drogi do Smoczych Gór i wyruszył w drogę.

bo po miesiącu choroba obejmie całe ciała - niefortunne sformułowanie

napotkał na drodze dziwną karawanę – liczne wozy wypełnione po brzegi piaskiem. - napotkał karawanę wozów wypełnionych po brzegi piaskiem

Wybieramy się na północ, więc jeśli zabierzesz się z nami, to za pięć dni będziesz musiał udać się dalej na wschód, aby do nich dotrzeć. - jest to mało zrozumiałe

Na świecie wszystko ma już swoją nazwę. A ja chciałbym, żeby wśród nich było również moje imię. - to nie jest dobre, istnieje przecież już coś, co ma na imię Andrzej :) Trzeba znaleźć inny sposób zapisu.

Nawet jeśli komuś kiedykolwiek przyjdzie do głowy zbudować pustynię - zbudować? może po prostu: przyjdzie do głowy podobny pomysł?

Chciałem łyknąć wody i zsunąłem się po ścianie, ale była mokra i śliska, więc spadłem. - zsunął się czy spadł?

– Wiesz, Piotrusiu – przyznał pająk, gdy trochę odpoczął. – Wielu ludzi tędy przechodziło - to nie ma sensu

a Piotruś zręcznymi ruchami wyciągnął je, uwalniając wyczerpanego zwierzaka. - te zręczne ruchy są konieczne?

pzdr
Jl
Miladora dnia 28.01.2018 22:00
Carvedilol napisał:
Nie potrafię rozstrzygnąć

To zdanie można zapisać na dwa sposoby - albo bez przecinka przed "ani", traktując obie części jako równorzędne, albo z dwoma przecinkami, traktując tę część jako dopowiedzenie.
Pomyśl, Carve, jako autor, co Twoim zdaniem bardziej pasuje do tej wypowiedzi i tak zrób. Żaden z tych zapisów nie jest błędem. :)
Carvedilol dnia 28.01.2018 22:24
Milu - bardziej mi pasuje z przecinkiem, więc tak zostawię.

Jacku - odnoszę się do Twoich uwag

takiej zarazy. - Użyłbym określenia: takich oznak choroby. oznaki choroby to mało dziecięce, zaraza nie brzmi mi tu źle

I jedyne lekarstwo stanowi woda ze smoczego źródła. - po co "i"? Obie wersje ta z "i" i bez niego nie różnią się specjalnie

Daleko stąd wznoszą się Smocze Góry, a tam, w smoczej grocie, tryska jej źródełko. - źródełko wody? Wiadomo.. może lepiej napisać cudowne źródełko? Ok, można zamiast zaimka, zgodzę się.

poprosił doktora o narysowanie drogi do Smoczych Gór i wyruszył w drogę. - tak to do poprawki dam w podróż

bo po miesiącu choroba obejmie całe ciała - niefortunne sformułowanie hmm na czym polega niefortunność?

napotkał na drodze dziwną karawanę – liczne wozy wypełnione po brzegi piaskiem. - napotkał karawanę wozów wypełnionych po brzegi piaskiem tutaj tylko kwestia szyku, poza tym pierwszy podkreśla, że karawana była nietypowa

Wybieramy się na północ, więc jeśli zabierzesz się z nami, to za pięć dni będziesz musiał udać się dalej na wschód, aby do nich dotrzeć. - jest to mało zrozumiałe tutaj sam nie wiem

Na świecie wszystko ma już swoją nazwę. A ja chciałbym, żeby wśród nich było również moje imię. - to nie jest dobre, istnieje przecież już coś, co ma na imię Andrzej :) Trzeba znaleźć inny sposób zapisu. - może i racja

Nawet jeśli komuś kiedykolwiek przyjdzie do głowy zbudować pustynię - zbudować? może po prostu: przyjdzie do głowy podobny pomysł? - tutaj też do zastanowienia

Chciałem łyknąć wody i zsunąłem się po ścianie, ale była mokra i śliska, więc spadłem. - zsunął się czy spadł? pająki się potrafią zsunąć, ale jako, że było ślisko pająk upadł - tutaj dwie różne sprawy, nie widzę rozbieżności

– Wiesz, Piotrusiu – przyznał pająk, gdy trochę odpoczął. – Wielu ludzi tędy przechodziło - to nie ma sensu - co nie ma tutaj sensu???

a Piotruś zręcznymi ruchami wyciągnął je, uwalniając wyczerpanego zwierzaka. - te zręczne ruchy są konieczne? a czy sformułowanie to powoduje, że zdanie jest gorsze?

tak więc parę rzeczy przemyślę na szybko, a reszty nie łapię, albo nie zmieniają wg mnie wiele

Dzięki za podpowiedzi, niektóre wprowadzę
Carvedilol
Jacek Londyn dnia 29.01.2018 08:17
Niektóre rzeczy postaram się wytłumaczyć:

"– Wiesz, Piotrusiu – przyznał pająk, gdy trochę odpoczął. – Wielu ludzi tędy przechodziło, a ja nieustannie wołałem o pomoc". - Pająk przyznaje; musiałby przyznać rację Piortusiowi, zgodzić się z jego wcześniejszą wypowiedzią, ale to nie ten przypadek. Gdy już przyznasz mi rację i wyrzucisz "przyznał", połącz wypowiedź pająka w całość. Może to "wiesz" na początku nie jest konieczne.

"Chciałem łyknąć wody i zsunąłem się po ścianie, ale była mokra i śliska, więc spadłem". -Zastosowałeś czas przeszły dla obu czasowników, określenie "zsunąłem się" wskazuje na czynność zakończoną. Gdyby się zsuwał, mógłby w trakcie tej czynności spaść. :) Wtedy miałoby to sens.

"takiej zarazy. - Użyłbym określenia: takich oznak choroby. oznaki choroby to mało dziecięce, zaraza nie brzmi mi tu źle" - na pierwszy rzut oka trudno określić, czy to zaraza, czy choroba skórna (może niewłaściwa dieta?), ponadto zaraza jest tak samo dziecięca jak dżuma czy cholera :)

Okej, już kończę, zrobisz, co uważasz.

pzdr
J
Carvedilol dnia 29.01.2018 09:08
Jacku

w pierwszej kwestii PRZYZNAJĘ heh rację, zmieniłem na wyznał

w drugim nie do końca się zgodzę - najpierw pająk zsunął się na dno studni, żeby się napić, ale było ślisko więc spadł do wody, czyli oderwał się niechcący od ściany - nie widzę kolizji

w dawnych czasach słowo zaraza było prawie równoznaczne z chorobą (zerknij np. do Avicenny lub Paracelsusa jeśli nie wierzysz)

Pozdrawiam
Carvedilol
Alen Dagam dnia 11.02.2018 15:55
"Pieczątka" obsługi strony

Utwór został wybrany przez komisję do umieszczenia na stronie wirtajki.pl .
(http://www.portal-pisarski.pl/forum/temat/3473/iii-obrady-komisji-lista-zaakceptowanych-tekstow-wirtajki-pl#208564)

Tekst dodałam do strony wirtajki.pl .

Dziękujemy serdecznie!

Kilka ważnych uwag:
- Jeśli nie podoba Ci się wybrany przeze mnie obrazek główny (czarno-biały) lub obrazek tła, lub jeśli uważasz, że któryś z nich zupełnie nie pasuje do treści bajki, proszę napisz do mnie wiadomość - na pewno uda nam się dojść w tej sprawie do porozumienia :)
- Jeśli ogólnie coś jest nie tak z Twoją wirtajką na stronie, również możesz napisać do mnie. A może masz pomysły na więcej tagów dotyczących Twojego tekstu?
- Koniecznie zapoznaj się z poradnikiem dla wirtajkowiczów dostępnym tutaj: (http://www.portal-pisarski.pl/forum/temat/3450/poradnik-wirtajkowicza). Poradnik ten zawiera wyjaśnienie, co możesz samodzielnie zmienić na stronie, a czego nie dotykać (na przykład: “szybka edycja” usuwa obrazek tła i prosimy o niekorzystanie z tej funkcji!)

Mam nadzieję, że nigdzie nie pomyliłam się podczas przypisywania tekstów do autorów. Jeśli jednak tak się stało, bardzo przepraszam i poproszę o napisanie mi o tym faux pas jak najszybciej.

Naszej stronie potrzebna jest reklama! Powiedz swoim znajomym o wirtajkach i zaproś ich do polubienia nas również na Facebook’u!

Kolejne wirtajki wybieramy już na wiosnę. Czekamy na więcej tekstów!
Ten_Smiertelny dnia 23.02.2018 12:31
Ogólnie nawet mi się podobało, ale… nie do końca… Uczucia mam odrobinę mieszane. Bardzo chcę uporać się z paroma punktami które mi nie podeszły, więc pewnie dalsza część komentarza zdominowana będzie przez krytykę. Nie sądź jednak, że uważam tą twoją bajkę, za złą – jak mówię – ogólnie uznaję ją za całkiem ciekawą i dobrze napisaną.


Na bajki zawsze chyba będę patrzył przez pryzmat bardzo cenionego przeze mnie Andersena i braci Grimm. Dlatego denerwuje mnie infantylność, a tym bardziej unikanie sytuacji dramatycznych, czy też śmierci. „Dziewczynka z zapałkami” była cudowną bajką, ale była cudowna właśnie dlatego, że dziewczynka umarła.

Gdy spojrzysz na stare bajki i baśnie zobaczysz tam takie rzeczy, że horrory przy nich wymiękają. Dosłownie. Sam czytałem jakiś czas temu horror Edgara Allana Poe i wzruszyłem ramionami, później zaś przeczytałem jedną z baśni braci Grimm i dosłownie mnie zmroziło. I nie sądzę by te dramatyczne i straszne historie źle działały na psychikę. Czy dawni ludzie wychowani na nich, byli gorsi od obecnych? Bardzo wątpię.

Bajka nie może unikać dramatu ani rzeczy strasznych, gdyż bajka to horror, który dobrze się kończy. I odwrotnie, horror to właśnie taka bajka, która nie ma dobrego zakończenia.

Wyobraź sobie, że z bajki o czerwonym kapturku, wytnie się szczęśliwe zakończenie i myśliwego – czy nie wyszedłby wtedy horror? Zły wilk, potwór, pożarł babcię i przebrawszy się podstępnie, oszukał małą dziewczynkę, którą następnie również pożarł. Gdyby przedstawić to w krwawy sposób, z odpowiednią muzyką i kolorami, wyszedłby z tego naprawdę przerażający film.

Wszystkie tradycyjne bajki opierają się na prostym dualizmie: dobro – zło. Wilk jest zły, myśliwy dobry. Zły zabija dobrego, a dobry często musi zabić złego. Wyraźna czerń i biel; bez półtonów. Świat jest czarno-biały, ktoś może być albo dobry, albo zły. Między tymi dwoma pierwiastkami wrze wojna.

U ciebie tego zabrakło. Nie ma zła, a przez to nie ma i walki. Dobro również nie może przez kontrast ze złem, ujawnić się w całej swej okazałości. Światło świecy tym bardziej błyszczy, gdy tło stanowi dla niej ciemny pokój.

Martwię się, że może i ty dałeś się ponieść temu współczesnemu nurtowi, nawołującemu do niepostrzegania rzeczywistości w kategoriach dobra i zła. Do niepostrzegania świata jako czarno białego.

Tak jednak świat przedstawia Pismo Święte – zło i dobro walczące ze sobą. Sama też bajka o czerwonym kapturku jest przecież alegorią chrześcijańską. Przebranie się wilka za babcię, jest nawiązaniem do Biblijnego: „przychodzą do was w odzieniu owczym, a wewnątrz są wilki drapieżne”. Myśliwy symbolizuje Chrystusa; a wyjęcie babci i kapturka, z brzucha wilka – zmartwychwstanie.

Nie żebym się tego spodziewał po twojej bajce, ale i tego mi u ciebie zabrakło. Największe bowiem i najwspanialsze bajki i legendy były częstokroć symbolicznymi, alegoriami chrześcijańskimi, które prócz doraźnego morału i nauki, zawierały ukryty sens odnoszący się do historii Biblijnej. Myślę, że Andersen nie wahał się z tego korzystać.

Gdyby tak było i w twojej bajce, byłbym zachwycony.

Smok mógł przecież tradycyjnie symbolizować Diabła, smocza zaraza zaś, hmm… grzech, śmierć, złe pożądliwości, nienasycenie (różnie można by zrobić). Cudowna woda mogłaby być odniesieniem do chrztu, albo do słów Jezusa przy studni, iż jest on wodą żywą, którą gdy ktoś się jej napije już więcej nie pragnie na wieki.

Gdyby tak było, opowieść jako całość, mogłaby być przesłaniem. Tak zaś, zawiera oczywiście pewne morały czy znaczenia, lecz jako całość jest jedynie zlepkiem wydarzeń. Nie można powiedzieć by sam ogólny zarys twojej historii, zawierał jakieś odgórne znaczenie (albo ja go po prostu nie dostrzegłem).

///
Trochę bardziej niż z bajką „Piotruś i smocza zaraza”, kojarzy mi się z legendą. A nawet z dość konkretną legendą… A dokładniej z „Szewczykiem Dratewką”, nie tym ze smokiem Wawelskim, lecz tym, który najpierw pomógł ptakom, mrówkom, rybom i pszczołom, nie chcąc od nich zapłaty, a później one pomogły mu przy zadaniach zleconych przez złą czarownicę, doprowadzając go do poślubienia więzionej królewny.

Skojarzenie z twoim utworem, wynika z obecności wyzwań i historii o pająku, który odwdzięcza się za wcześniejszy ratunek. Historia Dratewki niezbyt mi się podobała, była jednak w swej istocie spójniejsza od twojej, gdyż wszystkie próby szewczyk pokonał tam dzięki pomocy tych którym pomógł wcześniej bezinteresownie, u ciebie zaś tylko jedna z prób w ten sposób została rozwiązana. „Szewczyk” zawierał więc jednoznaczne spójne przesłanie i motyw wydarzeń.

Nie jest to wielka krytyka, gdyż szczerze powiedziawszy, twoja historia bardziej podoba mi się od „Szewczyka Dratewki”, ale chodzi o to, że u ciebie trochę brakuje tej spójności. Twoja bajka zawiera kilka morałów, nie ma jednak morału przewodniego; łączącego całą historię w jedność.

Nie można powiedzieć, by motyw przyjaźni był w istocie tym spoiwem. Prawda, Piotruś pokonał różne przeszkody dzięki sile przyjaźni, jednak głowę filozofa, zwyciężył dzięki poznaniu historii głupoty hrabiego, co nijak się z przyjaźnią nie łączyło.

Zdaje się, że gdyby Piotruś nie miał szczęścia i przypadkowo nie napotkał hrabiego Andrzeja, cała jego przyjaźń na nic by się zdała i nie udałoby mu się uratować rodziców.

///

Zastanawia mnie, czy walka z głowami zawiera w sobie jakiś dodatkowy symboliczny sens.

-Głowę filozoficzną pokonał dzięki zadaniu jej niedorzecznego pytania, wynikającego ze spotkania głupca. Pytania ogólnego i w rzeczy samej bezsensownego – bo przecież każda odpowiedź na nie będzie równie dobra jak i inna.

To by się zgadzało. Filozofia bowiem właśnie dlatego upadła i jakby popełniła sama w sobie samobójstwo, że zajęła się roztrząsaniem zagadnień ogólnych i bezsensownych. Dopóki bowiem filozofia trzymała się gruntu praktyki, stała równo na nogach, kiedy jednak zajęła się sprawami ogólnymi, straciła grunt i popadła w bezsensowne dywagacje, niepotrafiące przynieść niczego pożytecznego.

Mądrość ludzką zniszczysz więc, przez ludzką głupotę. Skomplikowaną filozofię, przez zadanie jej najprostszego niedorzecznego pytania.

-Głowę waleczną. Pokonał dzięki temu, że pomógł komuś w potrzebie i zyskał przyjaciela.

Więc: przyjaźnią zwyciężysz w chwili bitwy, gdy z pomocą przyjdą ci sprzymierzeńcy.

-Głowę łakomą zwyciężył dzięki temu co otrzymał z ręki biednych dzieci. Co mogłoby oznaczać, ze pomoc otrzymasz raczej od biednych niż bogatych.

Z drugiej strony, głód zwyciężył łakomstwo. Co mogłoby być odniesieniem, iż postem zwyciężysz zbytnią chciwość ciała.

Cóż, może to tylko moja nadinterpretacja… ;)

///

Nie zgodzę się z tym, że do dzieci należy pisać prostymi słowami, bez żadnych udziwnień, czy trudnych spraw. Sam Chrystus przecież jako dziecko w świątyni, uczył się wraz z innymi dziećmi z Pisma Świętego. Tak też tradycyjnie wychowywano dzieci Izraela, ucząc z często dramatycznych i trudnych historii Biblijnych. Nie było oddzielnego podręcznika dla najmłodszych.

Biblia jest zresztą świetnym materiałem dla dzieci. Zawiera dramatyczne wydarzenia, tragedie, cudowne zwroty akcji i jasne rozgraniczenie dobra od zła.

Zamiast upraszczać swoje historie, wszyscy powinniśmy pamiętać o znanej sentencji: „Dla dzieci należy pisać tak jak dla dorosłych, tylko lepiej.”

Pisząc dla dojrzałych możemy pozwolić sobie na złe zakończenie – czyli właściwie rzecz biorąc zakończenie urwane. Nic bowiem nigdy nie kończy się źle, lecz jak powiedział Ed Sheran: „Na końcu wszystko będzie dobrze. Jeśli tak nie jest, oznacza to, że to jeszcze nie koniec.”.

Chcąc przestraszyć, czy też przestrzec czytelnika, możemy zatem urwać historię i zostawić ją bez szczęśliwego zakończenia. I tak Orwell w swym sławnym roku, mógł zakończyć rozpaczą, gdyż chciał poruszyć czytelników.

Instynktownie jednak rozumiemy, że zaskoczenie nieszczęśliwe, jest też nieprawdziwe. Koniec końców, sprawiedliwość zawsze tryumfuje. Dzieci nie znoszą fałszu, więc pisząc dla nich musimy doprowadzić historię do końca i pokazać ostateczne zwycięstwo dobra nad złem.

Podobnie pisząc dla dorosłych, możemy pozwolić sobie na postacie i czyny, niejednoznaczne moralnie. I jak na szkicu postaci, nie widać jeszcze, czy będzie ona piękna, czy brzydka, a sam zarys umożliwia różne spekulacje i domniemania, tak też w powieściach dla dorosłych, niejednoznaczność sytuacji, służy pobudzenia czytelnika do myślenia.

Dzieci jednak nie zadowalają się samym szkicem. Dlatego też dla nich, musimy pisać lepiej i zamiast kolorowej plamy, jasno rozgraniczyć światło od ciemności i dobro od zła.

Takie zero-jedynkowe myślenie bardzo pasuje do dzieci. Wbrew pozorom one łatwiej od dorosłych, mierzą się z zagadnieniem śmierci. Jeśli prześledzisz stare bajki, zobaczysz bez wątpienia, że tam zagadnienie umierania, występuje w nasileniu większym niż w powieściach dla dorosłych.

Dla dzieci zupełnie naturalne jest, że złą czarownicę należy spalić na stosie, a dobrego żebraka obwołać królem. I tak mamy bajkę „Braciszek i siostrzyczka” braci Grimm, w której złą czarownicę spala się na stosie.


Dziś oczywiście budzi to wszystko wielkie oburzenie i wciąż nawołuje się do niepostrzegania świata zero-jedynkowo. Taka jednak jest poetyka dawnych bajek i tak też uczy Pismo Święte.

Chrystus uczący (Ew. Mateusza 13, 47.): „Również podobne jest Królestwo Niebieskie do sieci zapuszczonej w morze i zgarniającej ryby wszelkiego rodzaju. 48. i wyciągnąwszy ją, gdy była pełna, i usiadłszy na brzegu, dobre powybierali do naczyń, a złe precz wyrzucili. 49. Tak będzie przy końcu świata. Wynidą aniołowie i wyłączą złych spośród sprawiedliwych, 50. i wrzucą ich w piec ognisty. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.” – nie daje żadnej możliwości na istnienie stanów pośrednich.

Współcześni źle znoszą taką mowę, dzieci zaś z łatwością ją przyjmują. Skądinąd też wiemy, że dziatwa radośnie przyjmowała naukę Chrystusową; jak sądzę, wynika to właśnie z tego przyrodzonego jasnego rozgraniczenia moralnego (na dobre i złe).

Chrystus zaś powiedział, że jeśli nie staniemy się jak dzieci i jak oni nie przyjmiemy jego nauki, nie wejdziemy do jego Królestwa. Tak też dobrze, byśmy umieli wrócić do naturalnego spojrzenia na świat, w którym czyny są dobre, albo złe.


Piszę to wszystko dlatego, że u ciebie, tego rozgraniczenia trochę zabrakło. Jakbyś bał się pokazać zła i skontrastować go z dobrem. Taka jednak jest poniekąd rola bajki.

///

Może teraz zacznę po kolei…

Cytat:
Dok¬tor, który przy¬je¬chał z bar¬dzo da¬le¬ka, zba¬dał ich do¬kład¬nie i po¬wie¬dział, że nigdy wcze-śniej nie wi¬dział ta¬kiej za¬ra¬zy. Ale przy¬po¬mniał sobie, iż kie¬dyś czy¬tał o czymś po¬dob¬nym w ja¬kiejś bar¬dzo sta¬rej księ¬dze.
– Jest to cho¬ro¬ba zwana smo¬czą za¬ra¬zą. I je¬dy¬ne le¬kar¬stwo sta¬no¬wi woda ze smo¬cze¬go źró¬dła. Mu¬si¬cie ją jed¬nak wypić, zanim całe ciała zro¬bią się zie¬lo¬ne, bo wtedy za¬mie¬ni¬cie się w smoki. To wszyst¬ko, co pa¬mię¬tam, ale któż by teraz jesz¬cze wie¬rzył w smoki?
– A gdzie można do¬stać taką wodę? – za¬py¬tał re¬zo¬lut¬nie Pio¬truś.
– Da¬le¬ko stąd wzno¬szą się Smo¬cze Góry, a tam, w smo¬czej gro¬cie, try¬ska jej źró¬deł¬ko. Jed¬nak groty strze¬że smok. Tak mówi le¬gen¬da, ale to pew¬nie tylko bajka. Nigdy nie wi¬dzia¬łem żad¬ne¬go smoka, ani nie znam ni¬ko¬go, kto by kie¬dy¬kol¬wiek po¬wró¬cił ze Smo¬czych Gór – dodał dok¬tor.

Pio¬truś, nie za¬sta¬na¬wia¬jąc się długo, przy¬go¬to¬wał worek z pro¬wian¬tem, po¬pro¬sił dok¬to¬ra o na¬ry¬so-wa¬nie drogi do Smo¬czych Gór i wy¬ru¬szył w po¬dróż.
– Za¬opie¬ku¬ję się two¬imi ro¬dzi¬ca¬mi, ale pa¬mię¬taj, nie masz wiele czasu, bo po mie¬sią¬cu cho¬ro¬ba obej¬mie całe ciała i nawet cu¬dow¬na woda nie po¬mo¬że.


Ja odbieram doktora, jako drania. Nie umie spełnić swego zadania i wyleczyć, miast tego wysyła bezbronne dziecko w góry, w imię legendy, w którą sam nie wierzy (!), samemu siedząc sobie spokojnie w domu. Myślę, że nawet dziecko dostrzeże ten dysonans.

Spójrz sam, czy nie wychodzi przez to jakby na złego. Przecież nawet, zamiast dodawać chłopcu otuchy, dołuje go, powątpiewając o prawdziwości legendy i przypominając, że zostało mu mało czasu.

Jak już pisałem, w bajkach należy uwidocznić bardziej dobro i zło – by było jednoznaczne. Jak rozumiem, doktor jest tutaj postacią pozytywną. Trzeba więc to bardziej uwidocznić.

Niech to będzie więc bardzo stary i biedny lekarz, który leczy wszystkich ubogich nieodpłatnie i jest bardzo wrażliwy na ludzkie cierpienie. Zamiast przypominać sobie coś co kiedyś dawno czytał, niech będzie tak, że zasmuci się bardzo, że nie potrafi wyleczyć rodziców chłopca i przez to całymi nocami wertuje stare księgi, poszukując rozwiązania. Niech nie je i nie pije, aż w końcu odkryje jakąś starą, zniszczoną księgę, w której odnajdzie, iż to smocza zaraza. [W ten sposób bardziej będziesz też pokazywał wydarzenia.]

Niech pocieszy chłopca i doda mu otuchy, twierdząc, że Bóg wspomoże go w drodze i doda mu sił, oraz pokaże wyjście z trudnej sytuacji. Niech wreszcie będzie wytłumaczone, że nie może z nim pójść, bo jest stary i musi opiekować się bardzo wieloma ubogimi pacjentami w swoim szpitalu. Niech jednak, życzy mu Bożej ochrony i wsparcia, mówiąc, że będzie go wspierał z daleka swą myślą i modlitwą, bardzo żałując, że nie może sam się z nim zabrać.

Tak przedstawiony doktor, byłby jednoznacznie dobry i dodawałby dramaturgii całej opowieści. Oczywiście można by przedstawić doktora jako złego, lecz problem w tym, że twoja kreacja, jest ni to zła, ni dobra – a więc niebajkowa.

Cytat:
– Po co panu tyle pia¬sku? – za¬py¬tał z cie¬ka¬wo¬ścią chło¬piec.
– Wi¬dzisz, chłop¬cze – roz¬po¬czął opo¬wieść hra¬bia. – Na świe¬cie wszyst¬ko ma już swoją nazwę. A ja chciał¬bym, żeby wśród nich było rów¬nież moje imię. Zjeź¬dzi¬łem całą kulę ziem¬ską, wi¬dzia¬łem licz¬ne góry, morza i je¬zio¬ra. Nie¬ste¬ty, każde jest już na¬zwa¬ne. Po¬sta¬no¬wi¬łem zatem, że sam zro¬bię coś, co bę¬dzie godne mo¬je¬go imie¬nia. Nie po¬tra¬fię ufor¬mo¬wać wiel¬kiej góry ani stwo¬rzyć po¬t꿬ne¬go morza, ale wpa¬dłem na po¬mysł zbu¬do¬wa¬nia pu¬sty¬ni. Pu¬sty¬ni, którą nazwę Pu¬sty¬nią Hra¬bie¬go An¬drze¬ja i tak oto ślad po mnie nie za¬gi¬nie. Bo jeśli ktoś za sto, dwie¬ście, ba… za ty¬siąc lat za¬py¬ta: Co to za pu¬sty-nia? – usły¬szy jej nazwę i w ten spo¬sób będę trwał w pa¬mię¬ci po¬tom¬nych. Dla¬te¬go od dwóch lat ku-pu¬ję pia¬sek i roz¬sy¬pu¬ję na po¬lach, które od wie¬ków na¬le¬żą do mojej ro¬dzi¬ny.


Bardzo podoba mi się pomysł z pustynią! Jest ciekawy, oryginalny i głęboki symbolicznie. Mam tutaj kilka uwag, jednak wiedz, że naprawdę ująłeś mnie tą koncepcją.

A teraz uwagi:

Sprawa pierwsza: Kreacja świata w którym wszystko jest już odkryte i nazwane. Straszny to i żałosny świat. Jednym pierwotnych dziecięcych marzeń jest właśnie odkrywanie świata, dotarcie w miejsca, w które nikt wcześniej nie dotarł itd. A to bajka dla dzieci… Czy zatem naprawdę musisz, tak brutalnie gnieść te marzenie, twierdząc, że już jest niemożliwością? że już wszystko odkryte i nazwane?

Czy źle jest, że dzieci marzą o odkrywaniu świata i poznawaniu nowych rzeczy? Czy nawet historia Piotrusia nie byłaby bardziej epicka, gdyby zamiast wyruszać po lekarstwo, wyruszył z domu w celu odkrycia nowego lądu?

Osobiście uznaję za godne pożałowania, że współczesny świat uznaje, że wszystko już odkrył i nazwał. Że tak sugeruje i próbuje udawać, że tak też jest. Jestem na to szczególnie wrażliwy, gdyż tyczy się to mojego dziecięcego marzenia i nawiązywałem też do tego w swojej mandze.

Andrzej mógłby przecież wpaść na pomysł pustyni, nawet gdyby były rzeczy jeszcze do odkrywania, to mógłby być po prostu jego sposób. Łatwiej zrobić pustynię, niż przemierzyć cały świat.

Sprawa druga: hrabia, mimo iż ma być postacią negatywną, nie jest wcale taki zły. A przecież zły być powinien!

Cytat:
– Och, dziec¬ko, nic nie zro¬zu¬mia¬łeś! – zde¬ner¬wo¬wał się hra¬bia. – Cóż zna¬czy ja¬kieś tam pole w po¬rów¬na¬niu do wiel¬kiej pu¬sty¬ni, pierw¬szej stwo¬rzo¬nej przez czło¬wie¬ka. Pierw¬szej, czy to ro¬zu-miesz? Nawet jeśli komuś kie¬dy¬kol¬wiek przyj¬dzie do głowy zbu¬do¬wać pu¬sty¬nię, to i tak nie zdo¬bę-dzie już po¬dob¬nej sławy, bo bę¬dzie je¬dy¬nie na¬śla¬dow¬cą. Je¬steś za mały, aby to pojąć, chłop¬cze – dodał już spo¬koj¬niej.
– No, a kiedy ta pu¬sty¬nia w końcu po¬wsta¬nie?
– Hmm – stro¬pił się hra¬bia – wi¬dzisz, Pio¬tru¬siu, tu wła¬śnie tkwi pro¬blem. Py¬ta¬łem róż¬nych mę¬dr-ców, czy¬ta¬łem różne księ¬gi i ni¬g¬dzie nie zna¬la¬złem od¬po¬wie¬dzi, kiedy pia¬sek staje się pu¬sty¬nią i ile go po¬trze¬ba. Nie śpię po no¬cach, mam już go nawet pod po¬wie¬ka¬mi, ale nie pod¬da¬ję się. Wciąż zwożę i zwożę, i za każ¬dym razem wy¬da¬je mi się, że to jesz¬cze za mało.
– Nie szko¬da panu na to czasu? Nie le¬piej cie¬szyć się ży¬ciem, niż bu¬do¬wać ni¬ko¬mu nie¬po¬trzeb¬ną pu¬sty¬nię? Tylko dla sławy?


Cieszenie się życiem niekoniecznie jest czymś dobrym. Wilk zjadający babcię i czerwonego kapturka, z pewnością cieszył się życiem. Podobnie hrabia mógłby zamiast męczyć się z pustynią, lekkomyślnie przehulać wszystko co ma z pijakami i nierządnicami, ciesząc się życiem – i byłby wtedy gorszy niż obecnie.

Nie sposób zaś nie czuć sympatii, do tego nieszczęsnego marzyciela, niedosypiającego, pokrytego od stóp po uszy piaskiem, wciąż, wóz za wozem, przenoszącemu piach aby zachować swe imię. Przypomina w tym Donkiszota, który przecież też powstał w zamyśle wyśmiania pewnej postawy, a skończyło się na tym, że wszyscy stanęli po jego stronie.

Podobnie, czy Achilles ginący dla sławy, nie jest postacią wspanialszą i bardziej godną podziwu, niż zwykły konformista cieszący się życiem? Czyż nie lepiej zginać w sławie, niż żyć w niesławie? Czy to nie pewien heroizm?

Kto też powiedział, że hrabia realizując swoje pustynne marzenie, nie cieszy się życiem bardziej, od tych którzy tego nie robią? Może on widząc jak jego dzieło się rozrasta, ma z tego więcej radości, niż nie jeden szarak pracujący w biurze. ;)

Chociaż więc pustynia hrabiego jest niepotrzebna i bezsensowna, nie można odmówić mu marzycielstwa, pracowitości i dzielności. A to są przecież wielkie cnoty, których brakuje niejednemu zwykłemu człowiekowi. Poza tym przecież bezinteresownie podwiózł go – ma więc w domyśle, dobre serce.

Hrabia Andrzej wychodzi więc na dobrego, a przez to Piotruś patrzący nań z góry, staje się gorszy. Nie tak to miało chyba być.


Pomysł zaś z tworzeniem bezsensownej pustyni jest przecież świetny i bardzo nadaje się do bajki. Znów jednak należałoby podkręcić kontrast; wzmocnić czerń i biel.

Niech więc hrabia Andrzej będzie zły, skoro ma być zły. Zły zaś, nie brudzi sobie rąk pracą, lecz innych do tego zmusza. Mógłby więc być to król, z motywacjami Andrzeja, który uciska poddanych, zamęczając ich żmudnym zadaniem wożenia piasku na pola – i to tych poddanych uciśnionych, spotkałby Piotruś. Wtedy też król dowiedziawszy się o smoku, mógłby wpaść na inny sposób zachowania swego imienia i pójść z nim walczyć – a przez to zginąć.

Lepiej jednak byłoby to zrobić w ten sposób, że Andrzej jest złym magiem, który siłę czerpie z paktu który zawarł ze smokiem i czarami zmusza ludzi do wożenia piasku; przez co nie mogą wrócić do swych domów, lecz ciągle muszą pracować. W ten sposób, Piotruś pokonawszy na koniec smoka, odbierałby moc czarnoksiężnikowi, ratując zaczarowanych nieszczęśników wiozących piasek.


Gdyby tak było, hrabia wyszedłby na potwora, tak zaś jest jak doktor; ni to zimny, ni gorący – a przez to, mało bajkowy.

Cytat:
Wiesz, Pio¬tru¬siu – wy¬znał pająk, gdy tro¬chę od¬po¬czął. – Wielu ludzi tędy prze¬cho¬dzi¬ło, a ja nie¬ustan¬nie wo¬ła¬łem o pomoc. Nie¬któ¬rzy mó¬wi¬li, że nie mają czasu, ale na pewno przyj¬dzie ktoś inny, kto mi po¬mo¬że. Inni za¬glą¬da¬li do stud¬ni, stwier¬dza¬li: Eee, to tylko pająk – i od¬cho¬dzi¬li. Byli i tacy, co nie chcie¬li się zmę¬czyć albo przy¬pad¬kiem za¬bru¬dzić. Jesz¬cze inni zło¬śli¬wie do¬da¬wa¬li: – Do¬brze mu tak. Żaden nawet nie po¬ku¬sił się, by spró¬bo¬wać wczuć się w moje po¬ło¬że¬nie i pomóc. Ty zaś je-steś praw¬dzi¬wym bo¬ha¬te¬rem.


Historia z pająkiem rzecz jasna mi się podoba, bo jest jasnym nawiązaniem do tzw. „Przypowieści o dobrym Samarytaninie” – i tu mam jednak pewne uwagi…

Jedną z niepisanych zasad pisarstwa jest pokazywać, a nie opowiadać o wydarzeniach. Naturalnie jednak łatwiej nam opisać wydarzenie, niż dobrze je zobrazować, co jednak nie ma takiego samego wydźwięku.

Spójrz na opowieść pająka; nie jest ona jakaś bardzo przekonująca, czy porywająca. Zamiast pokazywać jak pająk opowiada o tym co mu się przytrafiło, powinieneś… pokazać co mu się przytrafiło.

W ustach pająka brzmi to mniej przekonywująco, niż wygłoszone przez wszechwiedzącego narratora. Po raz kolejny też nie ma wyraźnego zła, bo przechodnie którzy nie pomogli pająkowi, są tylko bezimienni i bezosobowi, przez co ciężko sobie ich wyobrazić – a więc poczuć całą sytuację.

To powinno chyba zaczynać się od pająka spacerującego sobie po studni. Nagle wieje wiatr i rzuca go w środek. Widzimy jak spada i woła na ratunek. Marznie w zimnej wodzie i długo nawołuje.

W końcu pojawia się ktoś – niech to będzie na przykład – rycerz w śliniącej zbroi.

– Któż to wzywa pomocy. Oto idę, ja Ksawier Waleczny, zawsze gotowy bronić uciśnionych! – pochyla się rycerz nad studnią.

– To ja mały pajączek! Uratuj mnie proszę!

– Phi! Dla zwykłego pająka miałbym się męczyć! – prycha pogardliwie Ksawier Waleczny i odchodzi.

[Oczywiście to tylko przykładowy, uproszczony opis]

Później przychodzi jakiś błazen, który w odpowiedzi na wołania o pomoc pająka, postanowi zrobić sobie zabawę. Wrzuca kamienie do studni, w taki sposób by przestraszonego pajęczaka, rozpryskująca się od uderzenia kamienia, woda ochlapywała. Męczy w ten sposób długo nieboraka, aż w końcu mu się to nudzi i odchodzi.

Wtedy też pojawia się bohaterski Piotruś i go ratuje. Taki opis wydarzeń, byłby bardziej przekonywujący i pobudzający wyobraźnię, niż zwyczajna powieść poszkodowanego – że nikt nie przyszedł mu z pomocą.

Cytat:
– Prze¬cież ja tylko opu¬ści¬łem wia¬dro, zresz¬tą i tak chcia¬łem za¬czerp¬nąć wody.
– Dla cie¬bie to „tylko”, a dla mnie całe życie. Cza¬sa¬mi mały gest, krót¬ka, po¬świę¬co¬na komuś chwi-la, to wiel¬ki dar, Pio¬tru¬siu.
– E, tam – za¬wsty¬dził się Pio¬truś – zwy¬kła pomoc.
– Ura¬to¬wa¬łeś mi życie – po¬wtó¬rzył pająk, gdy Pio¬truś opo¬wie¬dział mu o cho¬ro¬bie ro¬dzi¬ców. – Wobec tego chciał¬bym, żebyś za¬brał mnie ze sobą, a ja, choć mały, po¬sta¬ram ci się pomóc. Będę twoim sługą.
– Nie zga¬dzam się. Ale mo¬żesz zo¬stać przy¬ja¬cie¬lem.
– To dla mnie za¬szczyt.


Uuu… Źle. Nawet najbardziej bohaterskie czyny blakną, gdy się o nich rozmawia i robi się wokół nich wiele szumu. Ten dialog wbrew pozorom osłabia heroizm Piotrusia, a do tego niepotrzebnie przedwcześnie, zdradza nastawienie pająka.

Uważam, że lepiej byłoby gdyby zziębnięty pajęczak powiedział:
– Dziękuję, za ratunek, ale czy nie pozwoliłbyś mi teraz zagrzać się na chwilę w twojej kieszeni, zmarzłem bardzo w tej studni.

– Pewnie, wskakuj – odpowiedziałby mu.

W ten sposób pokazałbyś, że dla bohatera naturalne było to zachowanie i że nie oczekuje on żadnej nagrody za swój czyn. Później mógłby podobnie nakarmić go chlebem – jak już było.

Całe zaś podziękowanie, należało zostawić na puentę i walkę ze smokiem. W chwili kiedy Piotruś jest już pewny przegranej i myśli, że nic go nie uratuje, nagle z kieszeni wyskakuje mały pajączek, o którym zdążył już zapomnieć.

– Uratowałeś mnie, kiedy inni porzucili! – mówi. – Zagrzałeś we własnej kieszeni i nakarmiłeś chlebem, którego sam mało miałeś. Dlatego też jesteś moim przyjacielem i gotowy jestem oddać za ciebie życie w walce ze smokiem! Za Piotrusia! – rzuca się do walki.

– Ale przecież ja tylko opuściłem wiadro do studni – dziwi się malec.

– Dla ciebie to „tylko” a dla mnie całe życie. Czasami mały gest, krótka, poświęcona komuś chwila, to wielki dar!

Takie odroczenie tego wyjaśnienia, spotęgowałoby je i wzmocniło cały wyraz przesłania. W mym odczuciu, byłoby też bardziej bajkowe.

Do walki/prób z głowami większych zastrzeżeń nie mam. Czas zatem na powrót uwag ogólnych.

///

Objawienie/Apokalipsa św. Jana 12, 7. I rozegrała się wielka bitwa na niebie: Michał i aniołowie jego walczyli ze smokiem i smok walczył i aniołowie jego 8. i nie przemogli ani nie znaleziono już więcej miejsca ich w niebie. 9. I zrzucony został ów SMOK wielki, wąż starodawny, nazwany "DIABŁEM I SZATANEM," który zwodzi cały świat; i zrzucony został na ziemię i aniołowie jego zostali z nim zrzuceni.

Smok jest, był i zawsze będzie, symbolem Diabła. W tym znaczeniu występuje on w Biblii, w tysiącach opowieści, legend i bajek. Jakimś jednak szalonym trafem zachciało się współczesnym przyjaznych smoków i dobrych wilków…

Poroniony i chory pomysł. Nikt już dziś nie chce wierzyć w istnienie Diabła, wyobraża sobie przy tym jednak, że wyrugowanie z opowieści zła i udanie, że ono nie istnieje, uczyni opowieść mądrzejszą. Dzieci nie staną się lepsze jeśli wychowamy ich w przeświadczeniu, że zło nie istniej, a ze wszystkim można się zaprzyjaźnić. Szatanowi bardziej zależy byśmy w niego nie wierzyli, niż wierzyli.

Jak powiedział Hejnalista w „Dwunastu Mistrzach”: „Nie może być pokoju między ofiarą a zdobyczą; między zabójcą i zabijanym! Między dobrem i złem!!! Jedyne co pozostaje to… Wojna na śmierć i życie!!!”.

Nie ze wszystkim można się zaprzyjaźnić; zło istnieje na świecie. Także groźne pozostaje groźne. Co roku amerykańscy turyści zostają pokiereszowani, bo w Parku Yellowston chcą zaprzyjaźnić się z niedźwiedziami…


Ignorowanie naturalnej symboliki, złego smoka, jako Szatana Diabła i czynienie go dobrym, jest w swej istocie zaprzeczeniem wszystkich tradycyjnych bajek, legend i opowieści, i wypowiedzeniem im wojny. Symbolika nie powinna gryźć się wzajemnie. Mieszanie pojęć, prowadzi jedynie do mętliku w głowie – szczególnie w głowie dziecięcej.

Nieomylna Biblia nazywa smoka, Diabłem – masz inne zdanie?


Spójrz zresztą jak koncepcja dobrego smoka, psuje cały zamysł. Skoro smok jest dobry i bycie smokiem to nic złego, to dlaczego Piotruś w ogóle ma wyruszać po cudowną wodę?

Przecież skoro potrafił się zaprzyjaźnić ze smokiem, to i nie powinno mu przeszkadzać, gdy jego rodzice się w smoki zamienią! Mógłbyś tak to zakończyć: rodzice zamienieni w smoki i jeszcze zadowoleni z tej sytuacji; bo dzięki temu stali się silniejsi i potrafią latać! Do tego wedle tradycji smoki żyją o wiele dłużej niż ludzie, więc byłoby to dla nich bardziej błogosławieństwem, niż przekleństwem.

No gdybyś tak zrobił, byłbym wściekły… <lol>

Skoro smok to nic złego, cały dramatyzm wytrąca się. Nie ma znaczenia, czy ich ratował czy też nie, jak już wspomniałem, lepiej byłoby chyba, gdyby ich nawet nie leczył.

Sprzeczność logiczna istnieje również w założeniu, że przyjaźń ze smokiem, pomaga nie zostać smokiem. To tak jakbyśmy zaprzyjaźnili się ze złodziejami, aby nie stać się złodziejami. To tak jakbyśmy zbratali się z mafią, aby nie być mafiozami. Kto z kim przystaje takim się staje!


Smok powinien być zły. Powinien mieszkać w grocie ze źródełkiem, właśnie po to by bronić ludziom do niego dojścia. By stanowić przeszkodę pozornie nie do pokonania. Zresztą skoro smok jest dobry, to czemu od razu mu nie pomoże, lecz stawia przed nim jakieś próby? dlaczego chce z nim walczyć?


Do tego w twoim opowiadaniu wcale nie widać, w jaki sposób Piotruś zaprzyjaźnił się z tym smokiem. Nic właściwie nie zrobił. Mógł się z nim zapoznać, albo nawet zakolegować, ale przyjaźń to chyba coś więcej…

Nawet gdyby to nie był smok, uznawałbym to za wysoce naciągane, że się z nim zaprzyjaźnił, nic szczególnego przecież nie robiąc.

Cytat:
Pio¬truś do¬ra¬stał szcz꬜li¬wie, w przy¬jaź¬ni z całym świa¬tem


List św. Jakuba 4, 4. Cudzołożnicy, czy nie wiecie, że przyjaźń tego świata jest nieprzyjaciółką Boga? Ktokolwiek więc chciałby być przyjacielem tego świata, staje się nieprzyjacielem Boga.

Cytat:
Dawno, dawno temu, kiedy smo¬ków na świe¬cie było bar¬dzo wiele, lu¬dzie, bojąc się, ata¬ko-wa¬li je i za¬bi¬ja¬li.

To jeden z wielkich stereotypów i fałszów naszych czasów – wmawianie ludziom, że zło wynika ze strachu przed nieznanym. Gdy dzieci dręczą swojego rówieśnika w szkole, nie robią tego ze strachu; gdy kibole obiją kibiców drużyny przeciwnej, nie kieruje nimi trwoga; Hitler nie zabił milionów Żydów w obozach zagłady, bo się ich bał; populacja mamutów nie została wyniszczona przez to, że były one dla ludzi przerażające!

Wątpliwe jest by ktokolwiek i kiedykolwiek, zaatakował kogoś, albo zabił, ze strachu – choć non stop takie teorie są lansowane przez media i edukację. Można by ewentualnie powiedzieć, że Amerykanie wybijają Islamistów, ze strachu, ale i to jest tutaj naciągane.

Biblia nigdy nie mówi o „strachu przed nieznajomym”, jako o przyczynie zła – to tylko mit. Wolałbym już byś napisał, że ludzie zabijali je z chciwości (np. dla skór), albo nienawiści, niż dał taki stereotypowy, nowoczesny nonsens jako wyjaśnienie.

Oczywiście też, jestem przeciwko całemu temu smoczemu wytłumaczeniu, bo to trochę tak jakbyś mówił, że „Legenda o smoku Wawelskim”, została zainicjowana przez jakiegoś tchórza, który nie znosił smoków, bo się ich bał („a przecież wystarczyło się tylko z nimi zaprzyjaźnić!”). Jest to wyśmiewanie i wyszydzanie motywacji postaci, z innych bajek i legend.

/////

Dlaczego jednak mi się podobało? – bo naprawdę mi się jednak podobało.

Przede wszystkim twoja bajka zawiera treść, głębię i ciekawe pomysły. Widać, że chcesz uczyć ludzi czegoś mądrego. Jest to literatura dobra i zaangażowana. Wcale niegłupia i pożyteczna.

Przeczytałem już kilka bajek w Internecie i mimo szczerej chęci, często nie byłem wstanie ich w żaden sposób skomentować. Zwyczajnie nie było w nich żadnej treści, żadnej mądrości, ani przesłania, nie wiedziałem nawet co na nie odpowiedzieć; były zupełnie puste.

Jak widać zaś u ciebie, mogłem rozpisać się do woli. Skupiłem się na tym co mi przeszkadzało, dlatego też nie uwypukliłem wszystkiego tego co było dobrze. Widać jednak w tym wszystkim dobre intencje i dobrą pracę. Dzieło nie jest jałowe, jest wręcz przesycone morałami. Dlatego też podoba mi się.

///

Na koniec chciałbym powiedzieć, że nie pisałem tych wszystkich uwag, byś zmienił swój tekst. Jasne, nie miałbym nic przeciw temu, lecz to chyba nawet niemożliwe…

Chodziło mi raczej o to by na jego przykładzie, pokazać ci kilka ważnych kwestii, tak byś mógł wziąć je pod uwagę podczas pisania kolejnych bajek. Tak, by mogły być one dzięki temu, jeszcze lepsze.

Mimo bowiem, że przeczytałem dopiero trzy twoje utwory, należysz, w mym osobistym rankingu, do najlepszych Internetowych pisarzy. Dlaczego tak cenię twoją twórczość? – kto wie? W każdym razie doceniam to co robisz i nie mam złych intencji; proszę, nie obraź się z powodu tej obszernej krytyki.

Na tym też kończę ten przydługi komentarz.

Pozdrawiam cię Carvedilol, bardzo serdecznie!
Ten Śmiertelny

PS
Ciekawostki:
1. Smocze Góry, ponoć góry na pd. Afryki, w RPA.
2. Ktoś już sztuczną pustynię chyba zrobił. Bo ta jedyna polska, jest właśnie chyba sztuczną pustynią (a przynajmniej tak słyszałem). Ale spoko; bajka dzieje się w czasach wcześniejszych, wiec można powiedzieć, że to naśladownictwo ;)
3. Słówko o prawdziwych smokach:
http://potop-exodus.w.interiowo.pl/potop/pytania.html
Bardzo polecam!
Carvedilol dnia 24.02.2018 19:28
Ten Smiertelny

Dzięki za komentarz i przeczytanie uważnie bajki.
Pozdrawiam i zapraszam do kolejnych

Carvedilol
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wiosna
14/10/2019 21:08
Bardzo melodyjny, przynoszący wspomnienia wiersz:) »
wiosna
14/10/2019 21:00
ApisTaur dziękuję:) allaska, dziwnie Ci się przeczytało.… »
ApisTaur
14/10/2019 20:53
wspomnienia sepią zabarwione których nie zniszczy nawet… »
Lilah
14/10/2019 20:48
:) »
ApisTaur
14/10/2019 20:34
Lilah Jasne że razem! :) Muszę się przyznać, że to… »
ApisTaur
14/10/2019 20:23
w jej włosach wiatr słoneczny szalał nieujarzmionych pląs… »
Lilah
14/10/2019 20:23
Ze starej szuflady wiersz, ale jakże aktualny, Apisie.… »
Arkady
14/10/2019 20:17
:) :) :) »
Yaro
14/10/2019 20:16
Wiosenko ja już bym cię nominował do nagrody Nobla , Spoko… »
Lilah
14/10/2019 20:13
Bardzo dziękuję, Mike. Pozdrawiam :) Arkady, to… »
Arkady
14/10/2019 19:56
Przepiękne są twoje tłumaczenia... Mój kolega doskonale zna… »
allaska
14/10/2019 19:54
Bardzo dobry :) skarbonka przeczytała mi się jak… »
Arkady
14/10/2019 19:50
Dzięki Lilah, lubię wyprowadzać gwiazdy na spacer...… »
allaska
14/10/2019 19:49
Niestety pogubilam się :) ubierala rękawiczki raczej… »
ApisTaur
14/10/2019 19:46
po domu chodził wciąż w ostrogach w nim każde słowo… »
ShoutBox
  • mike17
  • 14/10/2019 19:35
  • Zapraszam do udziału w konkursie dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie piszemy miniaturę na 5000 znaków i wchodzimy do historii: [link]
  • bruliben
  • 14/10/2019 02:15
  • No, no, co za linki ;)
  • Vanillivi
  • 12/10/2019 15:46
  • Ryzykowny tytuł :) Ale dziękuję za informację, zobaczę jak to wygląda :)
  • bruliben
  • 11/10/2019 02:45
  • Wszyscy śpią? Grzeczne brzdące :)
  • mike17
  • 10/10/2019 17:11
  • Hej, ho, do konkursu by się szło! A więc MUZO WENY 8 zapraszają i pragną zmotywować Was do napisania miniatury : [link]
  • chawendyk
  • 10/10/2019 16:07
  • Vanillivi Nie miałem kiedy odpisać. Tytuł "To nie jest czas dla poetów" Michał Andruk Jest na lportalu aukcyjnym i "Lubimy czytać".
  • Kazjuno
  • 10/10/2019 14:43
  • A Olga to moja znajoma! Wysłałem gratulacyjnego mejla. A może chcielibyśta jej adres? A wieta jaką opinię napisała o mojej książce? Super! Nie bądźta zazdrosne. To nie ładnie...
  • Kazjuno
  • 10/10/2019 14:39
  • Mamy Nobla!
  • zawsze
  • 10/10/2019 13:53
  • Tokarczuk dostała Nobla!
Ostatnio widziani
Gości online:29
Najnowszy:icygur
Wspierają nas