Poufny raport o stanie umysłu - GregoryJ
Proza » Humoreska » Poufny raport o stanie umysłu
A A A
Od autora: Teoretycznie, tekst mógłby się mieścić w konwencji uniwersum „Przychodzi baba do lekarza”, lecz stężenie męskiego szowinizmu kładzie kres takim spekulacjom.

Poufny raport o stanie umysłu

Pająki w narożnikach ścian zidentyfikowałem już do poziomu podgatunku, a nawet odmiany barwnej. Przyjrzałem się warstwom przyrostów rocznych na ławce pode mną i zgodnie z dendrochronologiczną wiedzą, stodwudziestotrzyletni dąb musiał się przewrócić niemal równocześnie z murem berlińskim. Już nie mam pojęcia czym zająć uwagę. Umów się człowieku na konkretną godzinę. Co to za subkultura? Wejdzie taki nieudacznik do głowy pacjenta i gubi drogę powrotną. No nareszcie!

- Szarak! Proszę uprzejmie!

Wchodzę niepewnie, lecz inicjatywę z miejsca przejmuje serdeczny uścisk gospodarza:

- Nazywam się Polak i jestem anonimowym psychiatrą.

- Więc po co to nazwisko? - powoduje mną ciekawość.

- Nie, nie w tym rzecz. Po prostu zapewniam dyskrecję. Ludzie obawiają się stygmatyzacji, wykluczenia, ostracyzmu towarzyskiego. Wie pan jak wielu nie trafia z tego powodu pod właściwą opiekę?

- Ilu? Że zapytam.

- Prawie wszyscy. Tak! Nie istnieją normalni - najwyżej źle zdiagnozowani. A pan to niby dlaczego zrezygnował z państwowej opieki, na rzecz medycyny konspiracyjnej?

- Rzeczywiście - potwierdzam - nie chcę zostać celebrytą, ale to rodzinka zbzikowała. Żeby uroić sobie chorobę urojeniową syna! Wyobraża pan sobie taką paranoję? Powinien ich pan niezwłocznie zbadać.

- Dobrze, ma pan całkowitą słuszność. Proszę się wyciszyć, podyskutujemy jak Polak z polakiem i wszystko będzie dobrze.

Już niemal dotykam kozetki, gdy wzrok przykuwa biblioteczka, więc doskakuję jak gówniarz do motocykla.

- Widzę, że ma pan ciągotki intelektualne – zainteresował się medyk.

- Doktorze, żeby pan wiedział co czuję patrząc na półki bezwstydnie wygięte pod naporem książek; popęd płciowy jest przy tym najsubtelniejszym zefirkiem. Pusty regał, dla odmiany, wywołuje stany lękowe. To zabawne, że w sklepie meblowym żona musi mnie trzymać za rękę. Ale wie pan - to tak tylko między nami.

- Sporo pan czyta?

- Pytanie! Nieustannie, z przerwami na sen, posiłki i wizyty u specjalistów. No, może trochę ubarwiłem, rozumie pan, tak dla dramaturgii.

- O ile tylko normalne, codzienne funkcjonowanie nie zostaje zaburzone, to czytać, czytać i czytać! Książka niejedną głowę ukształtowała, a jeszcze nikogo nie zabiła.

- Jeśli pominąć tę nieszczęsną bibliotekarkę, co przystawiając drabinę do najwyższej półki, rozbujała "Leksykon wojny polsko-polskiej" w twardej obwolucie - uzupełniam jego wywody.

- Każda reguła winna mieć wyjątek, by pozostała regułą - elokwentnie błysnął doktorek.

Podniecony logiką wypowiedzi, zaczynam ją namiętnie i gorączkowo rozbierać, jednak intymny akt zostaje brutalnie przerwany.

- Na początek obejrzymy kwestionariusz osobowy. Pan Szarak Maciej, tak?

- Oczywiście - potwierdzam retoryczne zapytanie.

- Zamieszkały... - a dlaczego wpisał pan wszechświat? Przy zainteresowaniach - to samo, nawet przebyte choroby pisze pan wszechświat i plany na przyszłość także. Gdyby była jeszcze rubryka "orientacja seksualna", to co by się w niej znalazło?

Ostrzegany przed próbą polemiki z debilnym „trollingiem”, poprzestaję na pokazie uzębienia w serdecznym uśmiechu. Dodatkowo odczułem potrzebę skomentowania procedur, dosadnie i wyczerpująco:

- Czy te wykopaliska są naprawdę konieczne, by posunąć sprawę? Proszę tylko pomyśleć; rozmazany na ścianie stolec, od dawna suchy, nie wydziela już woni, toteż nikogo nie drażni. A pan podchodzi ze spryskiwaczem i niepotrzebnie nawilża kłopot. Proszę nie zapominać - obaj jesteśmy dorosłymi ludźmi, lecz przede wszystkim - mężczyznami i ufam, że przez duże "M". Teraz niby niewinnie pochichoczemy nad pamiętnikiem, ale wystarczy chwila nieuwagi, a możemy obudzić się z palcami w nocniku, odkrywając łączący nas dylemat - kto też ma ładniejsze koronki na majteczkach? Czy naprawdę pan tego chce?

Doktor, neurotycznym ruchem szachowego hetmana przesuwa kubek po biurku, następnie poprawia okulary i zabiera głos:

- Owszem - takie może być pierwsze wrażenie. Jest jednak mylące. Pozorny infantylizm procedur szybko blednie w zderzeniu z efektywnością - plonem wspólnego wysiłku pokoleń badaczy i terapeutów. Krótko mówiąc - wszystko sprowadza się do wypraktykowanej skuteczności.

- Ja również mam pomysł - nie daję za wygraną - do czego się to wszystko sprowadza? Ludzie chętnie udowadniają umiejętność usunięcia dwustu problemów jednym cięciem, generując zarazem tysiąc nowych.

Doktor patrzy w nieokreślony punkt na biurku. Usiłując zlokalizować obiekt skupienia jego uwagi niespodzianie odkrywam własne buty, nawet w komplecie z nogami.

- To wyjaśnia, dlaczego nie mogę znaleźć ich na podłodze - próbuję pokracznie załagodzić wpadkę. Cholera, mam nadzieję, że nie jest pamiętliwy. - Proszę wybaczyć, ale podejście do pacjenta trochę zbiło mnie z tropu.

- Wcale się nie dziwię ani panu, ani innym klientom, bo sam łatwo wpadam w irytację. Haruję jak wół całymi dniami, krążę niczym szaman wokół tych wszystkich nieszczęśników, aby poprawić zrozumienie tematu sam nieraz próbuję wpaść w objęcia obłędu. To wszystko zaczyna człowieka przerastać, osaczać. Mój gabinet często przypomina sortownię przesyłek; problemy sercowe popychające do samobójstwa - kardiolog, słyszący głosy - ja, niesłyszący głosów - laryngolog. Następnie wracam do domu i grzebię do wieczora po literaturze, czy aby na pewno nie istnieje zaraźliwa psychoza. Ale nic to wszystko, dopóki mam świadomość misji i czuję się potrzebny, niezastąpiony. Lecz później nadciągają chmury i przychodzi czas gorzkiej refleksji, że ostatnim prawdziwym elementem tożsamości, jedyną rzeczą osobistą, moją i tylko moją, jest uszczerbek fizyczny; krzywe szóstki i szrama po usunięciu wyrostka.

- Czy to są pańskie oryginalne przemyślenia doktorze?

- Jak najbardziej, a o co chodzi?

- Wie pan, bo istnieją takie sytuacje, kiedy myślimy, że jesteśmy błyskotliwie kreatywni, a w rzeczywistości odtwarzamy fragment książki przeczytanej w dzieciństwie, nie pamiętając, że pamiętamy.

- Tak, nieświadomy plagiat - całkiem pospolite zjawisko.

- To proszę spojrzeć powtórnie na mój formularz.

Polak czyta:

- Znaki szczególne: krzywe szóstki i szrama po usunięciu wyrostka. Niech to szlag! Słowo w słowo!

Znowu zapada w dziwny letarg drążąc mą twarz spojrzeniem, przy czym tyka rytmicznie głową, zupełnie jakby postukiwał dłuto. Odruchowo sprawdzam, czy nie założyłem nogi za kark, lecz wszystko w najlepszym porządku.

Teraz wyjmuje stos kartonowych tabliczek, z przepięknymi wprost opisami rzeczywistości, stylizowanymi na prymitywne symbole graficzne. Losowo wybiera jedną i podkłada mi pod oczy:

- Dobrze, co to według pana może być?

- Doktorze, to pytanie jest uwłaczające. Czy ma pan przed sobą przedszkolaka?

- Spokojnie. Proszę zapomnieć o emocjach i skupić się wyłącznie na zadaniu.

- To oczywiście jest seksistowski symbol znany z wychodków, nagminnie dyskryminujący połowę ludzkości.

- A czy dałoby się to jakoś inaczej zinterpretować?

- Naturalnie! Przecież wszechświat dostarcza multum rozwiązań. Może być chociażby chrześcijańskim przedstawieniem bytu doskonałego.

- Czy można jeszcze prościej?

- Jak najbardziej - schemat bielizny typu "bikini"

- Czyli tak po prostu, jednym słowem...

- O nie! Tak jednym słowem to się nie da, choć fanatyczni prymitywiści używają pojęcia "trójkąt". Pan wybaczy, ale unikam wulgaryzmów, pomijając działanie w afekcie, rzecz jasna.

- No dobrze.

Widzę w jego ręku kolejny znak, dla odmiany dyskryminujący tę drugą połowę ludzkości, jednak ostatecznie, nie wiedzieć dlaczego, zostaje odłożony na boczny tor.

- A co pan powie na... przykładowo taki oto obrazek?

- Proszę się uśmiechnąć doktorze. Powoli zaczynam rozumieć pański problem.

- Niechże się pan skupi, błagam.

Pomyślałem, że warto dać szansę, by się chłopina wygadał, nim usłyszy prawdę o szewcu bez butów.

- Otóż jest to, głęboko osadzone w symbolice fallicznej, wyrażenie impotencji i braku samorealizacji. Ewentualnie, co już mniej prawdopodobne, efekt współżycia z imadłem.

- Cóż, ta klamka trochę pana przerosła, więc spróbujmy z innej beczki. A to?

- Niedawno udomowiony pustorogi ssak parzystokopytny z podrzędu przeżuwaczy. Panie doktorze, pańskie obsesje seksualne dryfują już w stronę zoofilii.

- Co też pan powie?

- Nie! Przepraszam! To oczywiście głupi żart, tak dla rozluźnienia atmosfery. Chyba mnie pan nie uważa za debila, co?

- Pomyślimy. W takim razie - ostatni obrazek. Co pan może na jego temat powiedzieć?

- Indianin wypróżniający się na szczycie góry, przy czym całość uchwycona w perspektywie "z lotu ptaka".Chyba, że będzie to zarys Australii na starej, korsarskiej mapie.

- A może, tak po prostu - serce?

- Serce? Czy ten czerwony, pokerowy kleks wygląda panu na mięsień sercowy? Rany boskie! Jakim cudem ukończył pan medycynę? Panie doktorze, cierpi pan na ORP czyli "obsesyjny redukcjonizm psychopercepcyjny".

- Słucham? A cóż to takiego, jeśli w ogóle cokolwiek?

- Z uporem maniaka usiłuje pan sprowadzić złożoność wszechświata do krótkich pojęć.

- W całej swej praktyce nigdy nie...

- Bo tego nie ma w żadnym opracowaniu. Przynajmniej na razie. To robocza nazwa nowej jednostki chorobowej. Niebawem skończę artykuł - praktycznie pozostała mi część dyskusyjna i wykaz literatury.

Czy może pan rozwinąć temat? - ciągnie mnie za język.

- To tyle pospolite, co niebezpieczne schorzenie, a wy - przepadniecie a nie zobaczycie. Tymczasem pozornie błahe niedomaganie może być śmiertelnym zagrożeniem. Ludzkość strzela sobie w stopę pociskiem ignorancji. ORP to eutanazja dla naszego człowieczeństwa - jeszcze wspomni doktor moje słowa.

Łapiduch podchodzi do mnie z subtelnością sapera, obejmuje ramieniem i pyta:

- Panie Szarak, co by pan powiedział na propozycję współpracy; współautorstwo, tudzież nadzór merytoryczny, co?

- A wie pan, że byłbym zaszczycony. Świeże, fachowe spojrzenie z konstruktywną krytyką może publikację tylko wzmocnić.

- Wobec tego proponuję panu warsztaty, kilku, może kilkunastodniowe. W mojej placówce, rzecz jasna.

- Pan wybaczy, ale nie do końca zrozumiałem dowcip.

- Będzie sporo okazji do nowych spostrzeżeń, notatek. Chodzi głównie o monitoring, ale można także poznać wielu interesujących ludzi. Obiecuję najwyższy komfort i profesjonalizm w obserwowaniu tak wybitnego obserwatora. Mamy świetnie wyposażone, duże, wręcz astronomiczne obserwatorium.

- Czyta pan w myślach, bo ja właśnie w tej sprawie. Chodzi głównie o azyl przed szurniętą rodzinką, a medycyna przy okazji zyska czas, by się nimi spokojnie zająć. Dobrze wykombinowałem?

- Zatem jutro, ósma rano, izba przyjęć. Jeszcze proszę chwilę zaczekać, nim wypełnię pole "opinia specjalisty" na tym zakichanym formularzu.

- Tylko niech pan nie wciąga w to wszechświata - wysilam się na dowcip, jednak na tyle daremnie, że lekarski wąsik ani drgnie.

Doktor Polak zastyga w bezruchu nad papierem.

- Siedemdziesiąt dwa na minutę - przerywam ciszę.

- Przepraszam? Teraz z kolei jest problem z pańskim dowcipem - żali się Polak.

- Obliczyłem panu tętno, śledząc mikro drgania długopisu. Przyjemne z pożytecznym - nie cierpię marnować czasu.

Psychiatra ponownie zamyślił się nad formularzem, zupełnie jakby miał dylemat, czy wpisać "idiota", czy może "geniusz". Czego też ich, do ciężkiej cholery, uczyli na tych pseudostudiach? Przecież odpowiedź jest nader oczywista.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
GregoryJ · dnia 19.03.2017 14:01 · Czytań: 467 · Średnia ocena: 4,33 · Komentarzy: 11
Komentarze
KoRd dnia 20.03.2017 11:40 Ocena: Świetne!
Lubię takie teksty :yes: Świetna narracja, dialogi super. Takich mi tu brakowało.

Jednak... puenta zbyt prosta, jak na to co treści :| ale jest i to ważne.
Gratuluje pomysłu!

Ps. Zagrałem w totolotka i wygrałem, bo nie straciłem :p
Pozdrawiam KoRd
GregoryJ dnia 21.03.2017 11:50
Witam Cię KoRd, wraz z podziękowaniami za uznanie. I pomyśleć, że jeszcze kilka dni temu zastanawiałem się, czy tekst w ogóle dostanie się na PP, a tu z marszu górna półka. Potraficie mile zaskoczyć. Rzeczywiście, puenta mogłaby być efektowniejsza, jednak jakoś brakło inwencji.
Teraz dopiero dostrzegłem pewną nieścisłość we własnym tekście. Zamiast „w twardej obwolucie” winienem raczej napisać „w twardej oprawie”, bądź okładce - chyba że niekoniecznie. Chętnie poznam opinię.
Zapewne komentarz speca od interpunkcji sprowadzi mnie na Ziemię, bo mam z tym wybitne problemy. Ale też - między innymi po to - tu właziłem.
Dziękuję i pozdrawiam
Grześ
wiktoria dnia 25.03.2017 14:17
Fajny tekst, całkiem zabawny, choc może nie do końca. Bo zastanawiam się kto tu był bardziej chory, pacjent czy doktor? I dlaczego każde wyjście poza powszechnie uznawaną normę, określa się mianem choroby psychicznej?

Dla mnie pacjent był całkiem normalny, miał tylko szersze postrzeganie świata.
A doktor, cóż, ewidentny obsesyjny redukcjonizm psychopercepcyjny. Jak zresztą u wielu we współczesnym świecie. Myślę, że współpraca dobrze im zrobi. Może będą się zamieniać rolami i dojdą do jakiegoś wzajemnego konsensusu.

Pozdrawiam :)
JOLA S. dnia 25.03.2017 22:01
Opowiadanie bardzo zgrabne, łączące w sobie zarówno humor ,, lekkość języka, jak i odrobinę filozoficznej zadumy.
Prawdziwy doktor pewnie przyczepiłby się do fragmentów naukowych, ale nie wpływa to na jakość opowiadania, bo przecież nie o stuprocentowy realizm tu chodzi.
Gratuluję dzieła! :)

Pozdrawiam

JOLA S.
GregoryJ dnia 25.03.2017 22:32
Miło mi poznać Wiktorię, Jolę S. i ich opinie. Tak, tekst jest w znacznej mierze o różnicach w postrzeganiu świata. Można nawet odnieść wrażenie, że gabinet jest tylko przykrywką dla dysput akademickich. Trafnie odczytałyście przekaz, a to także satysfakcja dla mnie, ze względu na informację, że fabuła z narracją sprawdziły się w roli kurierów. To, że uważasz - Wiktorio - tekst za nie do końca zabawny jest także, wbrew pozorom, komplementem. Osobiście stawiam humor, jako środek wyrazu, na piedestale. Jednakże, mam taką ambicję, aby to co piszę było o krok dalej niż skecze męczące mrągowską scenę. By po uśmiechu nadeszła konsternacja, jakaś refleksja. Na ile się to udaje? Nie mam bladego pojęcia.



Dziękuję i pozdrawiam
Grześ
Aronia23 dnia 26.03.2017 06:43 Ocena: Dobre
Dzień dobry Gregory. Muszę się przyznać, opowiadanie podobało mi się, choć nie zachwyciło. Debiut na PP. Trochę nuty znużenia wdarło się się do niego. Oni gadają, gadają. To zdanie wg mnie jest najciekawsze:
"Obiecuję najwyższy komfort i profesjonalizm w obserwowaniu tak wybitnego obserwatora. Mamy świetnie wyposażone, duże, wręcz astronomiczne obserwatorium". Czy to jest o inwigalicji. Tajemniczy Polak? Tak nas przestrzegają przed ludźmi jego pokroju. A on dobry, choć i szczery, i ukrywający pewne doświadczenia. Myślę, że historia fajnie oddaje charakter opowieści. Ludzie - jacy dziwni! I tak jakoś "Niewygodne" Znalazłam też błąd ortograficzny:
"Świerze, fachowe spojrzenie z konstruktywną krytyką może publikację tylko wzmocnić. W ogóle. Ale po co? Aby pracować z ludźmi. Niedowierzając im? To ten pracodawca jakiś dziwny jest. Generalnie opowiadanie (jeśli chodzi o treść) po trochę mało stabilne. Pozdrawiam A23
GregoryJ dnia 26.03.2017 12:36
Dzień dobry Aronio (ponoć szlachetny to owoc). W pierwszej kolejności poprawiam "orta", aby nie robić sabotażu względem zapamiętujących wzrokowo.
Odbierasz tekst, tak jakby traktował o inwigilacji. Hm... Cóż. I tak, i nie. Jakaś permanentna inwigilacja rodem ze zorganizowanych reżimów, czy teorii spiskowych to na pewno nie przyszła mi do głowy. Ale wiesz, Aronio. Relacje międzyludzkie to nieustanna, wzajemna inwigilacja w mikro skali. Wiele przecież zależy od właściwego odczytania ludzkich intencji. Żona inwigiluje męża, czy nie pachnie alkoholem, bądź obcymi perfumami i.t.d. Psychiatrzy uczeni są zagrzebać głębiej i metodycznie. To ich praca. Zupełnie nie chodziło mi o insynuowanie nieczystych intencji. Po prostu chcą rozpoznać sytuację i czasami uciekają się do fortelu - współpraca w "obserwatorium";). W tekście bardziej już chodzi o ten drugi sens. Adwersarze rozmijają się w pojmowaniu rzeczywistości, lecz brak tu szczególnie wyrazistego konfliktu. Każdy ma swoją argumentację. Trudno jednoznacznie kibicować którejś ze stron i takie klimaty mnie „kręcą”.
Ocena stabilności treści także będzie zależała od tego, jaki obraz interakcji społecznych przechowujemy w głowie.
Twój komentarz (jak i pozostałe) jest bardzo cenny. Pozwala spojrzeć z nieco innej strony i poznać potencjał interpretacyjny. Wszyscy możemy się czegoś nauczyć. I to jest fajne. Dziękuję.
Pozdrawiam
Grześ
Aronia23 dnia 26.03.2017 13:08 Ocena: Dobre
Cześć GregoryJ. Aronia jest szlachetna i bardzo dobrze wpływa na organizm człowieka. Wiesz, a Twój nick - to Gregory Peck - pełen uroku, silny mężczyzna. Mam nadzieję, że mój odbiór Twojego tekstu nie uraził Cię w żaden sposób. Ja, tak mam, jeśli jakiś utwór mnie zainteresuje, to piszę i piszę o nim. Bardzo lubię czytać (tak w ogóle). Twoje opowiadanie naprawdę jest istotne dla mnie - stąd może lekka krytyka, ale wiesz, ona pomaga (jeśli jest konstruktywna) odnaleźć się w świecie literatury , który dla mnie jest światem czarodziejskim, wspaniałym. Na pewno będę czekać na Twoje n. utwory. Ja też piszę - raz lepiej, raz gorzej, nie zrozum źle Twoja opowieść jest fajna, z tym że, jeśli potrafiłeś taki temat podjąć, tzn. że jesteś inteligentny i żadna tematyka nie będzie Cię odstraszać. Zacytuję Twoje zdanie:
" Pozwala spojrzeć z nieco innej strony i poznać potencjał interpretacyjny. Wszyscy możemy się czegoś nauczyć. I to jest fajne. ". Zapraszam Cię też do siebie, Grzesiu. Miłej niedzieli.
GregoryJ dnia 27.03.2017 20:32
Witaj ponownie Aronio. Gregory Peck powiadasz. Nie wiem, czy moja skromna postać nadaje się do zestawienia z którymkolwiek amantem filmowym. No, może jedynie Rowan Atkinson ;)
Ależ, droga koleżanko po piórze. Przecież nikt o nic nie ma pretensji. Wymieniamy poglądy, często bardzo odmienne, ale kulturalnie i taktownie. Właśnie tak ma być. Gdybyśmy tylko sobie kurtuazyjnie słodzili – byłaby to większa krzywda niż pożytek. Być może, odczytałaś którąś wypowiedź jako pretensjonalną. Jeśli tak, to zapewne wina mego braku precyzji a nie intencji. Z góry przepraszam.
Aronio! Głowa do góry i dużo uśmiechu na co dzień, a póki co, upajajmy się literackimi uniesieniami. Na pewno zahaczę o Twoje dzieła.
Pozdrawiam gorąco
Grześ
Vigo dnia 31.03.2017 19:17 Ocena: Świetne!
Świetne opowiadanie !

Nie wiem tylko dlaczego, mam wrażenie że Szarak/Polak to jedna osoba, a całe opisane zdarzenie jest przeżyciem wewnętrznym bohatera.
Czytałem już trzy razy i wciąż to samo :)

Pozdrawiam :)
GregoryJ dnia 31.03.2017 21:45
Cześć Vigo!
Radość to dla autora jeśli komuś się podoba. Dziękuję serdecznie. Te problemy z odbiorem to może być po prostu efekt mojej nieporadności początkującego – braku doświadczenia. Albo… Hm… Szarak = Polak? Być może, my szaracy Polacy to taki trochę monolit jesteśmy. A że może to wszystko przeżycia wewnętrzne bohatera? Cóż, też tak można. W końcu ludzie potrafią obrabiać równolegle w swych głowach znacznie bardziej kontrastowe kwestie. Choć ja po trzech czytaniach nadal widziałem dwie osoby;) Wielkie dzięki za komentarz, gdyż uwielbiam się przyglądać różnym interpretacjom i skojarzeniom.
Pozdrawiam
Grześ
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
JOLA S.
22/10/2017 23:39
Milu, zgoda. Twoje światełka znaczą drogę. :) Moje bobole… »
kamyczek
22/10/2017 23:31
- (podmiot liryczny, tak sobie czytam) to wieczny… »
Miladora
22/10/2017 23:10
Jakim ciemnym, skoro tyle światełek. ;) Idź od jednego do… »
Miladora
22/10/2017 23:04
Dwa wiersze - jeden pod drugim - z malutkimi różnicami.… »
JOLA S.
22/10/2017 23:02
Milu, to jak wycieczka po ciemnym lesie. ;) Jesteś… »
Ustiusza
22/10/2017 22:41
Ten fragment psuje rytmikę tekstu, nie jest też istotny,… »
JOLA S.
22/10/2017 22:38
Tak, tak ja też sobie posiedzę przy tym ciepełku. Hope,… »
Miladora
22/10/2017 22:31
I dobrze. Teraz zrobił na mnie większe wrażenie. :)»
ma_rychna
22/10/2017 22:07
Mike, dziękuję. Do ściągi dopiszę kolejne marzenie.… »
Carvedilol
22/10/2017 22:06
Jago Dobry wstęp do dłuższej opowieści z odrobiną… »
Zola111
22/10/2017 21:37
Procesjo: - Miałam na myśli interpunkcję :) Reszta -… »
Zola111
22/10/2017 21:35
No nie mów, że u Ciebie już zima! Wiersz o wierszu, z… »
Zola111
22/10/2017 21:28
Domofonie, ujął mnie temat. Bardzo wzruszający wiersz.… »
Zola111
22/10/2017 21:19
Intro, mocny, dobry wiersz o gorzkiej wymowie. jak to u… »
Zola111
22/10/2017 21:03
Rzeczywiście - dobry, mądry tekst. Sprawny w obrazowaniu,… »
ShoutBox
  • JOLA S.
  • 23/10/2017 00:10
  • Droga Milu, skończyłam, tuż po północy. Cóż za, piękny widok.:)
  • Miladora
  • 22/10/2017 22:00
  • AGNESKO! Zbawienie przyszło! :)
  • Miladora
  • 22/10/2017 21:43
  • Agnesko - masz odpowiedź. :)
  • Infernus
  • 22/10/2017 20:30
  • Pisanie komentarzy na tel jest nader męczące :)
  • allaska
  • 22/10/2017 19:53
  • Silvus, dzięki :) sprobuje
  • Silvus
  • 22/10/2017 19:44
  • @Allasko, wiadomość wyślij do kogoś z redakcji.
  • akacjowa agnes
  • 22/10/2017 19:16
  • Oki, czekam na Ciebie, jak na zbawienie ;)
  • Miladora
  • 22/10/2017 18:50
  • Agnesko - niedługo wrócę. :)
  • Miladora
  • 22/10/2017 18:40
  • Już odbieram, Agnesko. :)
Ostatnio widziani
Gości online:41
Najnowszy:Lenahtafpf
Wspierają nas