Baśń o złym królu i kobiecie w masce - Carvedilol
Proza » Dla dzieci i młodzieży » Baśń o złym królu i kobiecie w masce
A A A
Od autora: Baśń o tym, jak pewien król zmienił się ze szlachetnego władcy we wcielenie zła, oraz o kobiecie w masce, która podjęła walkę, by przywrócić mu dobroć i serce, nie zważając na cenę, którą trzeba było zapłacić. A także o złym czarowniku i Turnieju Rycerzy.


                                     Baśń o złym królu i kobiecie w masce
 
   Dawno, dawno temu… Tak kiedyś zaczynały się baśnie. I ta również tak się rozpocznie – dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, było sobie pewne królestwo, mały zamek (o ile zamek może być mały), a w nim żyli król i królowa. Król, pomimo młodego wieku, mądrością dorównywał starszym i bardziej doświadczonym władcom. Chociaż był surowy, wydawał sprawiedliwe wyroki, co wzbudzało szacunek wśród poddanych. Wiedzieli, że kto uczciwie pracuje, ten nie zazna głodu, a w potrzebie może liczyć na zapomogę z królewskich zapasów. Król nie tolerował jednak leni, kłamców i darmozjadów – próżno było takim szukać u niego wsparcia. Poddani uwielbiali go, jednak stokroć mocniej jego żonę. Młoda królowa była piękna i dobra, a jej uśmiech tak promienny, że zdawał się rozjaśniać całe królestwo. Król kochał ją ponad życie.
 
   Niestety, pewnego dnia królowa zachorowała; z dnia na dzień traciła apetyt, chudła, a jej cera zaczęła przypominać popiół. Król wzywał medyków z całego świata; przybywali, jeden znamienitszy od drugiego, ale każdy, wychodząc z komnaty królowej, rozkładał bezsilnie ręce. Żaden z nich nie znał ani nawet nie słyszał o chorobie, która przykuła królową do łoża. Król obiecywał wielkie bogactwa temu, kto zdoła uleczyć jego żonę. Dni jednak mijały, a stan królowej tylko się pogarszał. Była już tak lekka, że król mógł podnieść ją nawet jedną ręką. Jego stan również uległ zmianie; zmartwienie i bezsilność zabrały z jego twarzy uśmiech i przyozdobiły ją siecią zmarszczek, włosy pokryły się siwymi pasmami, a smutek na stałe zagościł w jego oczach. Znikąd nie było ratunku. Król oddałby życie za zdrowie żony; czuł, że bez niej nic nie ma sensu. Jeśli ona umrze, to i w nim coś umrze, jeśli wpierw serce nie pęknie mu z rozpaczy. A dni nieubłaganie mijały, powoli zabierając kruche istnienie dobrej królowej… 
 
   Minęło dziesięć lat.
 
   Na tronie nadal zasiadał ten sam król, ale u jego boku nie było już królowej. Władca zmienił się w tym czasie w bezlitosnego tyrana żądnego tytułów i złota. Mało kto pamiętał, jak mądry i sprawiedliwy był kiedyś. Jego oblicze, tak wesołe dawniej, stało się maską pełną zimna, w którym żywe wydawały się tylko lodowate oczy. Wszystkich mężczyzn, którzy ukończyli lat szesnaście i nadawali się do walki, kazał wcielić do wojska, rozdać im broń i wyszkolić w sztuce wojennej; w ten sposób stworzył ogromną armię. Kolejno podbijał okoliczne królestwa i nie spoczął, aż ostatni król nie ukorzył się przed nim, oddając koronę i berło. Sam nazwał się Imperatorem Wielkim i Jedynym.
   Po cichu nazywano go jednak Królem Kukiełką. Odkąd bowiem pojawił się przy nim szkaradny mały człowieczek zwany Nigerumem, król liczył się tylko z jego zdaniem i nigdy nie odrzucał rad zausznika. Nigerum ubierał się na czarno, twarz miał żółtą, oczy skośne, a wąska długa bródka upodabniała go do kozy. Chociaż, jak szeptali złośliwi, kozy bywały ładniejsze, a na pewno milsze. Mówiono tak jednak tylko potajemnie, bowiem za znieważenie go, zarówno słowem, jak i uczynkiem, groziła taka sama kara, jak za znieważenie króla. Nigerum był znienawidzony przez wszystkich, wzbudzając zarówno odrazę, jak i strach. Wiadomo było, że król ślepo ufa swojemu doradcy. Niektórzy widzieli w tym czary. Czarom też przypisywano wygrane bitwy, w których to wielokrotnie liczniejsze armie musiały uznać swoją słabość i poddać się wojskom Imperatora. Mówiono o znakomitej taktyce, świetnie wyszkolonych wojownikach, nikt jednak nie wątpił, że kryje się w tym jeszcze coś ponadto.
 
   Król rządził okrutnie, nie tolerował żadnego sprzeciwu; kiedyś rozsądzał spory sprawiedliwie, teraz, gdy tylko usłyszał (a chętnie mu wszystko donoszono, licząc na przychylność) o jakichkolwiek niesnaskach, kazał zabierać przedmiot sporu, a na awanturników nakładał kary. Podbitym królestwom kazał płacić olbrzymie daniny, a w razie odmowy wtrącał podbitych władców do lochu lub karał śmiercią.      
  Zdawać by się mogło, że zły król jest niepokonany, ale pojawiła się pogłoska, jak to bywa z pogłoskami, nie wiadomo skąd i kiedy, iż króla można zgładzić – i że istnieje na to jeden, jedyny sposób. Król nosił bowiem na prawej ręce złotą bransoletę, której nigdy nie zdejmował, nawet do snu czy kąpieli. Ponoć była ona źródłem jego siły, a utrata jej oznaczałaby śmierć Imperatora. Znalazło się więc natychmiast wielu śmiałków, którzy podjęli wyzwanie. Niestety, mało który z nich zdołał dostać się do zamku, a tylko kilku potrafiło dotrzeć w pobliże władcy. Im częstsze były próby, tym większą strażą otaczał się król i tym rzadziej pokazywał publicznie na tyle blisko tłumu, by ktoś mógł go zaatakować. Mijały lata, a nikomu nie udało się nawet dotknąć bransolety. Władcy okolicznych podbitych królestw zmówili się wspólnie i zaoferowali niezmierzone bogactwa temu, komu uda się zgładzić tyrana. Wszystko oczywiście przekazywano w tajemnicy, aby nie doszło do uszu imperatorskich donosicieli. Niestety, śmiałków było coraz mniej.
 
   Aż pewnego dnia pojawiła się tajemnicza wojowniczka w białej masce. Przybyła ona do Genroda, który kiedyś był wielkim i walecznym władcą. Kiedy stawiła się przed jego obliczem, od razu przeszła do sedna:
     – Ja podejmę się waszej misji. Potrzebuję jedynie złota na wykupienie miejsca w Turnieju Rycerzy.
  Genrod uniósł krzaczaste brwi i roześmiał się głośno. Kiedy po dłuższej chwili udało mu się przestać, wykrztusił:
     – Oto najznakomitsi rycerze próbowali zgładzić tyrana i nikomu się nie udało, a tu nieznana kobieta, na dodatek z niewiadomych powodów ukrywająca twarz pod maską, ośmiela się twierdzić, że zabije Imperatora? Przedni to żarcik, ale wystarczy, pośmiałem się, możesz odejść.
  Straż już zbliżała się do wojowniczki, aby ją odprowadzić, gdy ta podniosła rękę i zwróciła ją w stronę Genroda.
     – Spójrz, o panie, zanim zrezygnujesz ze swojej szansy.
  Wszyscy skierowali wzrok na przegub, na którym zalśniła złota bransoleta. Genrod wahał się tylko przez chwilę.
     – Podejdź no tu bliżej. Jak się nazywasz? – zapytał.
     – Alba, Wasza Wysokość – odpowiedziała, pochylając głowę w wyrazie szacunku.
     – Albo, to zaiste ciekawe, skąd u ciebie bransoleta podobna do tej, którą posiada Imperator. Mało kto ją widział, ale ja, gdy musiałem się ukorzyć, oddając swoje insygnia, byłem na tyle blisko, że nie mam wątpliwości. To bliźniacza kopia. Co masz na ten temat do powiedzenia?
     – Niestety, nie mogę tego wyjawić. Jeszcze nie teraz.
     – A zatem i ja nie mogę ci pomóc.
     – Dobrze – zgodziła się Alba po chwili namysłu. – Nie mam wyboru.
Po czym zbliżyła się do Genroda i uniosła na moment maskę. Król zastygł i na dłuższą chwilę stracił głos.
     – A zatem… Albo. Chodźmy do skarbca. Turniej już niedługo, a myślę, że i ja powinienem go w tym roku zobaczyć.
   Wojowniczka zwana Albą, po otrzymaniu sakiewki pełnej złotych monet, niezwłocznie udała się do zamku Imperatora. Genrod długo stał na wieży i w zadumie patrzył, gdy oddalała się na śnieżnobiałym wierzchowcu.
 
   W tym miejscu należy wyjaśnić, czym był Turniej Rycerzy. Otóż, raz w roku, Imperator organizował walki, w których rozliczni śmiałkowie rywalizowali w kilku konkurencjach o miano najlepszego rycerza. Aby jednak samemu nie fundować nagrody, od każdego uczestnika żądał worka złota. Zwycięzca otrzymywał połowę, resztę zabierał król. Zresztą uważał on, że sama możliwość zbliżenia się do niego i ucałowania w rękę, jest już największą nagrodą. Jak można się domyślić, jedynym sposobem, by znaleźć się w pobliżu Jego Wysokości Imperatora, była wygrana w turnieju.
   W rozgrywkach miało stanąć w szrankach dwudziestu siedmiu śmiałków. Jednym z nich, wzbudzając niemałą sensację, była Alba, zwana Kobietą w Masce.
  Pierwszą konkurencją było strzelanie do celu, który stanowiła nieruchoma tarcza. Najlepsi przechodzili do dalszego etapu, a tarcze odsuwano na większą odległość. Alba raz za razem trafiała w czarny środek, a z każdym strzałem liczba osób, które śmiały się z jej udziału w turnieju, zmniejszała się. W końcu w rozgrywce została już tylko dwójka zawodników: Kobieta w Masce i Herat z Bagnisk, a tarczę odsunięto na jeszcze większą odległość.
     – Pierwszy strzela Herat – obwieścił szambelan.
  Olbrzym przygotował się do oddania strzału. W jego wielkich dłoniach łuk wyglądał jak dziecięca zabawka. Kiedy napiął cięciwę i wypuścił strzałę, wszyscy wstrzymali oddechy.
     – W sam środek! – krzyknął z oddali imperatorski pachołek.
  Ludzie zaczęli klaskać, ale Alba nie straciła pewności siebie. Jej wyprostowana dumnie postać zdawała się lśnić w słońcu. Zanim wypuściła strzałę, większość gawiedzi zdążyła już dotrzeć do miejsca, gdzie znajdowała się tarcza. Później każdy chwalił się, że na własne oczy widział, jak Alba rozszczepiła na pół strzałę Herata.
 
   Kolejną próbą miał być wyścig konny polegający na jak najszybszym pokonaniu najeżonej przeszkodami trasy; przez ciemny bór, bagna i piaszczystą równinę, do Góry Chwały, na szczycie której znajdowała się wbita w ziemię królewska dzida. Jedynym warunkiem było utrzymanie się na koniu do końca wyścigu. Na całej trasie rozstawiono imperatorskich ludzi strzegących zasad. Po odtrąbieniu sygnału rozpoczynającego wyścig, w powietrze wzbił się tuman kurzu wznieconego przez końskie kopyta.
Alba jechała na czele, przytulając się do grzbietu zwierzęcia. Z daleka zdawali się zlewać w jeden biały kształt pokonujący z niesłychaną szybkością wszystkie zastawione przez naturę i ludzi przeszkody. Bezbłędnie przeskakiwała palisady, zwalone drzewa i rozpadliny, brnęła przez rozlewiska, strumienie i niepewne stałego podłoża mokradła. Do piaszczystej równiny dotarło pięcioro śmiałków.
     – Kobieta w Masce jest trzecia – ogłosił herold z wieży. W jednej ręce trzymał lunetę, przez którą obserwował zawody, a w drugiej tubę, do której wykrzykiwał informacje spragnionemu wieści tłumowi
     – No, dalej, Śnieżynko! – ponaglała konia Alba. – Jeszcze trochę wysiłku, a potem obiecuję ci długi odpoczynek.
Śnieżynka, jakby rozumiejąc swoją panią, przyspieszyła, i kiedy dotarła do zbocza góry, był przed nią już tylko jeden zawodnik. W połowie drogi na szczyt Ajtan z Sowiboru zsunął się ze zmęczonego konia, posyłając Albie gniewne spojrzenie, i niechętnie zawrócił. W chwilę później wojowniczka dumnie uniosła nad głową złotą dzidę i nawet do niej dotarł ryk wiwatującego tłumu.
 
   Trzecią próbę stanowiły pojedynki na miecze. Kiedy Alba wyszła do pierwszego starcia, nikt już się nie śmiał z drobnej kobiety w masce, a rzesza jej fanów ciągle rosła. Pierwszą walkę wygrała błyskawicznie, w kolejnych nie było już tak łatwo. Na widowni nieraz pojawiały się okrzyki trwogi, gdy zdawało się, że dużo więksi przeciwnicy, uderzając z impetem, dosłownie wbiją ją w ziemię. Alba jednak, zwinna niczym sarna, zręcznie unikała ciosów i natychmiast przechodziła do ataku. Gdy w ostatniej walce pokonała Tartuna, zwanego Zabijaką z Wrzosowisk, zmuszając go do upadku na plecy, gromkie brawa popłynęły nawet od strony samego Imperatora. Jeszcze większy podziw wzbudziła, gdy wbiwszy miecz w ziemię, pomogła wstać pokonanemu przeciwnikowi. Owacjom nie było końca.
 
   Czwartą konkurencją miały być zawody w strzelaniu do wypuszczonych z klatek gołębi.
     – Dosyć! – ostro zareagowała Alba. – Ja w tym nie wezmę udziału. To niepotrzebny rozlew krwi. I jeżeli wygrałam już trzy konkurencje, to tym samym wygrywam turniej. I niech mi ktoś zaprzeczy.
     – Co za zuchwałość… – szeptano w tłumie i oczy wszystkich skierowały się na Imperatora. Ten, o dziwo, wstał i zdejmując rękawice, zaklaskał powoli, co w zapadłej nagle ciszy zabrzmiało jak odgłos gongu.
     – Zaiste, prawdę powiadasz, nie ma potrzeby dalszego prowadzenia turnieju, bo oto mamy zwycięzcę. Podejdź więc przed Najjaśniejsze Oblicze, aby odebrać nagrodę dla Rycerza Roku.
   Alba, sprawdzona uprzednio przez straż, czy nie ma ukrytej broni, została dopuszczona do samego władcy. Zbliżała się wolno wąskim korytarzem utworzonym przez ciasno zbitych po obu stronach królewskich rycerzy. Serce jej drżało bardziej, niż w czasie wszystkich niedawnych prób. Imperator łaskawie wyciągnął prawą dłoń do pocałunku, nie racząc nawet spojrzeć w oczy kryjącej się pod maską wojowniczki, a ona, schylając się, szybko chwyciła za bransoletę na ręce króla. Ich oczy spotkały się i król zamarł.   
     –To… ty? – wyszeptał, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi.
   Spod maski zalśniły czułe oczy zamglone łzami.
     – To ja, kochanie, to ja.
   W tym momencie rozległ się wrzask Nigeruma:
     – Zatrzymajcie ją, zabijcie, ona chce śmierci króla, zabijcie!…
     – Stać! – wykrzyknął król. – Nie zgadzam się! To jego zabierzcie!
   Wszyscy zgromadzeni oniemieli. Pierwszy raz widziano, by król sprzeciwił się swojemu doradcy, jednak natychmiast Nigerum został przytrzymany, mimo iż szarpał się i miotał tajemnicze klątwy.
 
     – Szybko, kochany, szybko – ponagliła Alba.
   Król zdjął jej maskę i wszyscy ujrzeli… oblicze królowej.
     – Powinieneś dać mi umrzeć dawno temu. A teraz to nasza ostatnia szansa na pozbycie się tej przeklętej bransolety – powiedziała, ściskając ją mocno.
     – Na pewno chcesz to zrobić? – zapytał król, płacząc. – Wiesz, co się wtedy stanie.
     – Wiem, ale nie ma innej możliwości. Musimy to zrobić natychmiast, bo więcej okazji nie będzie.
   Król odparł:
     – Czyń więc, co trzeba.
   Po policzkach spływały mu łzy, ścierając chłód z lodowatego od tak dawna oblicza. Królowa schyliła się i powiedziawszy coś szeptem ukochanemu, gwałtownie ściągnęła złoto z jego ręki. Zaraz potem osunęła się bezładnie, król zaś pochwycił ją w ramiona.    
     – Kocham cię. Będę na ciebie czekać... – wyszeptała jeszcze, po czym zamknęła powieki.
 
 
   Żeby zrozumieć, co stało się, i dlaczego, trzeba cofnąć się do chwili, gdy w zamku pojawił się czarnoksiężnik, który obiecał wyleczyć królową. Król bez wahania obiecał wszystko, czego zapragnie nieznajomy, w zamian za życie ukochanej. W ten sposób czarnoksiężnik został królewskim doradcą. I wtedy dopiero, z cieniem satysfakcji na szkaradnym obliczu, powiedział:
     – To nie choroba, tylko magia. Nie można całkowicie pozbyć się zaklęcia, ale jest sposób, aby je uśpić.
   I Nigerum wyciągnął z aksamitnego woreczka dwie złote bransolety, mówiąc:
     – Musisz, Najjaśniejszy Panie, nałożyć na rękę amulet życia, a drugi dać królowej. Ma moc przekazywania sił witalnych; dopóki będziesz żył w zdrowiu, i ona będzie zdrowa. Gdy jedno z was zdejmie bransoletę, królowa umrze.
Król posłuchał Nigeruma i wtedy królowa otworzyła oczy. Oczy pełne miłości, ciepła i błękitu. W całym królestwie świętowano ozdrowienie. Stopniowo jednak coś złego zaczęło dziać się z kochanym przez poddanych władcą. Jego ciepło powoli przykrywał lodowaty pancerz, uśmiech zamieniał się w zimny grymas, mądrość pochłaniały porady Nigeruma, sprawiedliwość została wyparta przez bezwzględność, a całe dobroć, jeżeli gdzieś pozostała, to bardzo głęboko ukryta. Nie słuchał nikogo z wyjątkiem czarodzieja i nigdy nie podważał jego decyzji. Niestety, nie słuchał też żony; pomimo niezliczonych próśb, płaczu i błagania postępował coraz bardziej haniebnie i bezwzględnie.
 
   Królowa nie mogła znieść tego, co dzieje się z mężem; z dnia na dzień zmieniał się w kawałek lodu, a ona czuła się całkowicie bezradna. Pewnego dnia, nie potrafiąc już patrzeć na to, kim stał się jej ukochany, zrozpaczona uciekła. Miesiąc później, samotna, wyczerpana i głodna, trafiła w górach Karmonu na starego mędrca. Ten wszystko jej wyjaśnił. Otóż jej choroba wcale nie była chorobą. To Nigerum, znany kiedyś czarownik, wyrzucony poza obręb klanu z powodu czarnej magii, rzucił na nią czar. Zaplanował to, by zdobyć władzę. Nie mógł zostać królem, jako nisko urodzony, więc postanowił przejąć nad nim kontrolę. Musiał tylko zmusić go do założenia zaczarowanych amuletów, które wprawdzie zatrzymywały zły czar, lecz jednocześnie czyniły go zależnym od woli maga.
     – Nie można zdjąć bransolety – powiedział mędrzec. – Ponieważ wrasta w ciało. Ale…
     – Tak? – zapytała przerażona, lecz równocześnie zaintrygowana królowa. – Jeśli jest jakaś szansa, mów, proszę.
     – Jest jedna siła, która może przezwyciężyć zło.
     – Jaka? Jestem gotowa na wszystko.
   Mędrzec popatrzył na nią ciepło.
     – Dobrze wiesz, jaka. Siła, której nic nie jest w stanie pokonać, a która wszystko potrafi złamać. Nie zastanowiłaś się, dlaczego Nigerum nie ma władzy nad tobą? Zaiste, musiał to bardzo przeżyć, bo to jest coś, czego on nigdy nie pojmie. Siła większa od jego czarów.
   Królowa zrozumiała.
     – Czy to oznacza, że mogę… mogę zdjąć bransoletę? I umrę? Tak, tak właśnie uczynię. Niech ten koszmar się skończy – rzekła i chwyciła amulet, jednak starzec zadziwiająco sprawnie unieruchomił jej dłoń.
     – Skoro twoja siła powstrzymała zaklęcie, to może również będziesz mogła zdjąć bransoletę króla. Ale musisz wiedzieć, jakie konsekwencje pociągnie to, co trzeba zrobić.
     – Rozumiem – powiedziała cicho po chwili zastanowienia – rozumiem…
     – Pamiętaj, Nigerum ma wielu szpiegów i jeżeli dowie się o tobie, na pewno uniemożliwi ci dostanie się do męża. Musisz go przechytrzyć, a to nie będzie łatwe.
   Od tej pory przez wiele lat ćwiczyła się w rycerskim rzemiośle. Wiedziała, że jedynym sposobem zbliżenia się do króla jest przebranie, a szansą wygrana w turnieju. I tak stała się Albą, Kobietą w Masce.
 
 
   Kiedy jej oczy spotkały się z oczami męża, siła miłości osłabiła moc czaru i można było zerwać bransoletę. Oboje wiedzieli, co się wtedy stanie. Pochylając się nad mężem, szepnęła mu:
     – Powinieneś był dać mi umrzeć dawno temu. Żaden człowiek nie może stać się panem życia i śmierci. Ty poświęciłeś się w imię miłości, nie wiedząc, jakie będą tego skutki. Gdybym wtedy umarła, zło nie zapanowałoby na świecie. Skoro jednak twoją siłą była miłość, na pewno dostaniesz drugą szansę, by odkupić winy. Nic, co jest zrobione w imię miłości, nie obraca się w pył. I pamiętaj, ludzie ci przebaczą, widząc twoją prawdziwą dobroć. Kocham cię i będę na ciebie czekać… – To były jej ostatnie słowa.
 
   Od tego dnia nastała nowa era. Nigerum został wtrącony do więzienia, a król oddał to, co zagarnął; zwrócił innym władcom insygnia królewskie i unieważnił przyrzeczenia poddaństwa. Ubogim rozdał większość swojego majątku. Powrócił do rządzenia mądrego i sprawiedliwego, rozsądzał spory, sprawował pieczę nad najuboższymi i wspomagał potrzebujących. Musiało jednak minąć dziesięć lat, zanim ludzie naprawdę mu uwierzyli, a kolejne dziesięć, by mu przebaczono.
Po czterdziestu latach król poczuł się zmęczony i stary. Pewnego dnia, gdy położył się do łoża, ukazała się przed nim biała poświata. Przymrużył oczy i ujrzał świetlistą postać idącą w jego kierunku.
     – Przyszłam po ciebie. Teraz jesteś gotów, odkupiłeś winy.
   Król zobaczył żonę taką, jaką zapamiętał – piękną i młodą. Pałającą miłością do niego i wszystkich na świecie.
     – Jakże… jestem stary, pomarszczony i brzydki.
   Alba uśmiechnęła się szelmowsko.
     – Naprawdę, mężu mój?…
   Król popatrzył na dłonie, z których zniknęły zmarszczki; jego włosy znów stały się mocne i błyszczące, a mięśnie odzyskały młodzieńczą siłę.
     – Tak, kochanie, już pora. Zaprowadzę cię do nieba, gdzie nic nas nie rozdzieli.
 
 
 
 
 
 
 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Carvedilol · dnia 25.03.2017 11:37 · Czytań: 409 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 10
Komentarze
JOLA S. dnia 25.03.2017 20:34
Dobry tekst.
Bez fajerwerków, bez silenia się, z raczej z oczywistą puentą. Ale bardzo solidny, uczciwy, zarówno konceptem, jak i formą .
Podniosłabym próg wiekowy, może dla czytelników od lat 8 lub nawet 10 lat.
Dzieci zaskakują nas coraz bardziej swoją dojrzałością, ale.....

Pozdrawiam :)

JOLA S.
Carvedilol dnia 25.03.2017 20:59
Witam

Gdy zaczynałem pisać, miała to być bajka dla maluchów, ale potem dopisałem sporo (większość to właśnie ten fragment) główny koncept to drugi fragment. Może nie tak oczywisty, mam nadzieję że zaskakujący nie tylko dla 8-10 latków. Już poprawiłem zakres.

Dziękuję za pozytywną opinię
Pozdrawiam
Carvedilol
Ustiusza dnia 04.04.2017 12:57
Bardzo mi się podoba, gonię do części drugiej. Swoją drogą, wyobrażam sobie ten tekst jako broszurkę dla dzieci, z wieloma, wieloma rysunkami :)
wioskowy52 dnia 12.05.2017 20:25
Cytat:
nie to­le­ro­wał jed­nak le­ni­stwa, kłam­stwa i pie­niac­twa – próż­no było takim szu­kać

to może jednak: nie znosił leni, kłamców i pieniaczy?
Cytat:
ni­czym lilia i we­so­ła ni­czym skow­ro­nek

niczym...niczym
Cytat:
po­sza­rza­ła ni­czym po­piół.
znowu
Cytat:
a przy­ozdo­bi­ły sie­cią zmarsz­czek,


Cytat:
walki, kazał wcie­lić do woj­ska, roz­dać im broń i szko­lić w sztu­ce walki;

walki... walki
Cytat:
wy­kwa­li­fi­ko­wa­nych wo­jow­ni­ków

wy­kwa­li­fi­ko­wa­ny to może być robotnik
Cytat:
od­da­jąc ko­ro­nę i berło, i nie uznał jego zwierzch­nic­twa.

berła?
Cytat:
jego boku szka­rad­ny mały czło­wie­czek zwany Ni­ge­ru­mem, król li­czył się tylko z jego zda­niem i nigdy nie od­rzu­cał jego rad.

jego...jego...jego
Cytat:
upodob­nia­ła

upodab­nia­ła
Cytat:
za znie­wa­że­nie króla. Był on znie­na­wi­dzo­ny przez wszyst­kich

kto? król?
Cytat:
Dla­te­go na­zwa­li go Kró­lem Ku­kieł­ką (rów­nie po­ta­jem­nie co Ni­ge­ru­ma). Nie­któ­rzy wi­dzie­li w tym ja­kieś czary.

fragment niezrozumiały
Cytat:
nie­raz wie­lo­krot­nie

a to co? :)
Cytat:
Pod­bi­tym kró­le­stwom na­ka­zał pła­cić ol­brzy­mie da­ni­ny, a w razie nie­po­słu­szeń­stwa wtrą­cał do lochu

królestwa?
Cytat:
ist­nie­je na to jeden, je­dy­ny spo­sób. Nosił on bo­wiem

kto nosił? sposób?
Cytat:
jego siły, a zdję­cie jej ozna­cza­ło­by jego śmierć.

jego... jego - zbyt często używasz zaimków
Cytat:
wielu ta­kich śmiał­ków

bez takich
Cytat:
do­trzeć w po­bli­że wład­cy. Im częst­sze były próby ataku,

dotarcie to jeszcze nie atak
Cytat:
komu uda się za­koń­czyć misję suk­ce­sem.

jaką misję?
Cytat:
Nie­ste­ty śmiał­ków i złota było coraz mniej

śmiałkom, którzy niczego nie dokonali nie wypłacano złota, więc czemu go ubywało?
Cytat:
nie­zna­na ni­ko­mu wo­jow­nicz­ka w bia­łej masce.

jeśli była w masce, to skąd wiadomo, że nieznana nikomu?
Cytat:
Po­dejdź no tu bli­żej.

wcześniej rozmawiali na dystans?
Cytat:
A zatem

po co to?
Cytat:
Chodź­my do skarb­ca.

to podbici królowie mieli skarbce?
Cytat:
Gen­rod długo stał na wieży i w za­du­mie pa­trzył jak od­da­la się na swym bia­łym wierz­chow­cu.

kto?
Cytat:
W te­go­rocz­nych roz­gryw­kach

rzecz ma się obecnie?
Cytat:
a z każ­dym eta­pem licz­ba drwią­cych ki­bi­ców zmniej­sza­ła się;

a co niby było powodem drwin
kibice - niespecjalny język
Cytat:
gdy na placu zo­sta­ły tylko dwie osoby

reszta sobie poszła?
Cytat:
licz­ba drwią­cych ki­bi­ców zmniej­sza­ła się; gdy na placu zo­sta­ły tylko dwie osoby, wzbu­dza­ła już szcze­ry po­dziw

ta liczba wzbudzała podziw? czyj?
Cytat:
ob­wie­ścił jeden z or­ga­ni­za­to­rów tur­nie­ju

jak to w bajkach
Cytat:
że oso­bi­ście wi­dział,

a można widzieć nieosobiście?
Cytat:
wy­strze­lo­na przez nią strza­ła

przez tarczę?
Cytat:
Wy­ścig konny po­le­gał na jak naj­szyb­szym po­ko­na­niu wy­ty­czo­nej i upstrzo­nej prze­szko­da­mi trasy; przez ciem­ny bór, bagna i piasz­czy­stą rów­ni­nę, do Góry Chwa­ły, na szczy­cie któ­rej znaj­do­wa­ła się wbita w zie­mię,

jakiś językowy koszmar
Cytat:
Ten kto do­trze do niej

znowu "niej" odnoszące się nie wiadomo do czego
Cytat:
koń­czy­ło się swój udział w tej od­sło­nie za­wo­dów.

po co swój? i nie lepiej konkurencji?
Cytat:
byli im­pe­ra­tor­scy lu­dzie oce­nia­ją­cy i strze­gą­cy zasad.

oceniający co? dawali punkty za styl?
Cytat:
po od­trą­bie­niu star­tu

czyli wystartowaniu na łapu-capu?

wrócę jeszcze do:
Cytat:
Pod­stęp po­my­sło­daw­cy

Jaki w tym podstęp? chyba zasady były jawne?
Cytat:
aby sta­no­wić mniej­szy opór

??? stawiać?

**************
Mam już dosyć.

Język, generalnie rzecz biorąc, jest koszmarny. Pomijając błędy, mnóstwo w nim "gazetowych" wyrażeń, a przecież to ma być bajka. Całość "uzupełnia" brak "dużej sakiewki" przecinków.
Gdy czytam pochlebne opinie pod niektórymi Twoimi tekstami, robi mi się smutno. Opinie te pokazują wyraźnie, że wielu ludzi nie rozumie tego, co czyta.
Ja taką bajką dziecka bym nie męczył.

Pozdrawiam
wioskowy52
Miladora dnia 30.11.2017 11:13
Tekst po korekcie. Rekomenduję do wirtajek. :)





Cytat:
oraz (o kobiecie w masce), która podjęła walkę, by przywrócić mu dobroć i serce, nie zważając na cenę, którą trzeba było zapłacić. A także o złym czarowniku i Turniej(u) Rycerzy.

Carve - zjadłeś tu co nieco, więc uzupełnij, zanim czytelnicy zgłupieją. ;)))
Możesz też podciągnąć bajkę trochę do góry, żeby nie wpadali w studnię.
Carvedilol dnia 30.11.2017 11:44
Ech te problemy przy kopiowaniu, często tekst się rozjeżdża i nie wszystko wyłapuję.
Ale w końcu się udało - Korektorski walec rozjechał i poskładał na nowo bajkę.
Dzięki Mila
Pozdrowienia
Carvedilol
Alen Dagam dnia 09.12.2017 17:02
Utwór został wybrany do umieszczenia na stronie wirtajki.pl .
(http://www.portal-pisarski.pl/forum/temat/3441/ii-obrady-komisji-lista-zaakceptowanych-tekstow-wirtajki-pl)

Kategoria: Bajki dla dzieci -> Bajki dla starszych dzieci

Zajawka: Jest!

Tekst dodałam do strony wirtajki.pl .

Dziękujemy!
Ten_Smiertelny dnia 15.05.2018 11:35
Pomysł mi się podoba, zwrot akcji zaskakuje, a całość jest napisana niezwykle dobrze i sprawnie.

Mam parę rzeczy które trochę mi przeszkadzały; wolałbym gdyby bohaterka była mniej pewna siebie – na co jej ta pewność siebie?

Niechęć do strzelania do gołębi jest trochę dziwna, w końcu gołębie przecież jedzono, a umiejętność strzeleckie nie były tylko dla sportu, lecz przydawały się zwyczajnie podczas polowania. To żadne większe okrucieństwo, niż uciąć głowę kurczakowi i zrobić z niego rosół… Jestem miłośnikiem zwierząt i pewnie niechętnie patrzyłbym na takie zawody, ale jednak trochę mi ten fragment przeszkadzał.

Krzywym okiem patrzę też na fakt, że bohaterka zwyciężyła dzięki treningowi. Gdyby to było tylko dzięki sile miłości: „Gdy strzelała, trafiała – bo miłość prowadziła strzałę do celu. Gdy walczyła zwyciężała – bo miłość ją chroniła” itd. byłbym o wiele bardziej zadowolony. Ktoś może uznałby takie wyjaśnienie za naiwne, ja jednak uznałbym je za realistyczne; naiwne zaś wydaje mi się, że ćwicząc, choćby pobudzona miłością, mogłaby dokonać czegokolwiek… Gdy zdjęła maskę, małżonek zdziwił się:
– Ale przypakowałaś!
– To przez lata ćwiczenia się w rycerskim rzemiośle – wyjaśniła mu.

Wolałbym też by Nigerum ostatecznie został ścięty… Sprawy należy pozostawiać dokończone. W baśni to, że czarownik został zamknięty w więzieniu, niemal sugeruje, że tajemnymi mocami, z czasem się z niego wydostanie i sprowadzi na powrót na ziemię zło, które nie śpi.

Nie traktuj tej ostatniej uwagi zbytnio poważnie, najbardziej przeszkadzała mi część z ćwiczeniami.

Ogólnie jednak podobało mi się, pozdrawiam serdecznie,
Ten Śmiertelny
Carvedilol dnia 16.05.2018 14:11
Dzięki za przeczytanie i komentarz.

Ta scena o strzelaniu do gołębi - zamysł jeden. Pokazać, że Alba brzydzi się zabijaniem zwierząt dla rozrywki, zwłaszcza, że konkurencja nic już nie wniesie do ostatecznego rozstrzygnięcia.
A gdyby nie trenowała przez lata, to nie wiem czy i dzieci bym przekonał, że nagle dzięki sile miłości jej się udało. Starałem się przesłanie przekazać w sposób oczywisty, ale też nie tak bezpośrednio.

Pozdrawiam
Carvedilol
Ten_Smiertelny dnia 08.06.2018 13:20
Masz zupełną rację, ja chyba jestem bardziej naiwny od dzieci ;)
Zabijanie dla rozrywki jest zdecydowanie naganne.
Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
AntoniGrycuk
18/08/2018 19:30
Darcon, Bardzo dziękuję za pochylenie się nad tekstem. Sam… »
wodniczka
18/08/2018 19:10
jedna para jest pijana druga trzeźwa pijane ręce wchodzą w… »
wodniczka
18/08/2018 19:00
Vanillivi Tylko, że ja nie chciałam kolejnego wiersza-… »
Vanillivi
18/08/2018 18:27
Wodniczko, nie mogę się wypowiadać za Bożenę i Esy, czemu… »
22227
18/08/2018 18:12
Za dużo dziwacznych słów, przez które trudno przebrnąć:… »
Darcon
18/08/2018 17:52
Pozwól, Antonii, że skupię się na stronie warsztatowej. Nie… »
22227
18/08/2018 17:45
Dobry wiersz, prowokuje do zadawania pytań : " robił… »
wodniczka
18/08/2018 16:52
Witaj Jesienny! Masz rację! Dopiero zauważyłam to budzić -… »
liathia
18/08/2018 16:19
Witaj Zola. Dziękuję za komentarz (aż się przestraszyłam,… »
mike17
18/08/2018 15:26
Prościutkie toto, ale może się podobać :) Mnie przypadło do… »
Gatsby
18/08/2018 13:56
Dziękuję za komentarz! Jest troszkę tych błędów.… »
Jesienny syn
18/08/2018 13:24
Ładny wiersz Wodniczko, prosty... ale liryczny. Takie lubię.… »
introwerka
18/08/2018 13:17
Tak, myślę, że jest dużo lepiej :) PS. Mój nick to… »
kasialan
18/08/2018 13:02
@introwertka: bardzo dziękuję za komentarz. Trochę… »
AntoniGrycuk
18/08/2018 12:47
Tak, jest tu humor. Już sobie wyobrażam, jak ciotki próbuję… »
ShoutBox
  • Esy Floresy
  • 18/08/2018 19:21
  • Wiem, że lato, upał i rozleniwienie, ale dzieciaki czekają na Wasze Wirtajki, tak że w chwilach, kiedy dopadnie Was wena pamiętajcie o maluchach :)
  • Vanillivi
  • 18/08/2018 18:03
  • Esy Floresy lub Bożena B
  • mariaczekanska
  • 18/08/2018 17:20
  • hej! chciałabym usunąć jeden wiersz z poczekalni. do kogo się zgłosić?
  • Gramofon
  • 18/08/2018 10:57
  • Co to znaczy dobrze pisać? Nie ma wytycznych jak się piszę, chociaż mam wrażenie, że gdzieś są bo ci "najlepsi" piszą na jedno kopyto i wszyscy temu przyklaskują, z krytykami na czele.
  • wodniczka
  • 18/08/2018 10:47
  • 3-majcie się ciepło i piszcie piękne wiersze. Oby jak najmniej na dolną półę :D. Chociaż tam niby zawsze łatwiej sięgnąć. Pamiętajcie-ostatni będą pierwszymi. 3-mam kciuki za debiutantów:))
  • wodniczka
  • 18/08/2018 10:45
  • Wszystkim życzę-również redaktorom miłego dnia!
  • wodniczka
  • 18/08/2018 10:37
  • ale to takie moje osobiste odczucia z którymi zgadzać się nikt nie musi:). Tak od czasu do czasu sobie wejdę i poczytam, czasami dodam ale uczucia zawsze mieszane.
  • wodniczka
  • 18/08/2018 10:32
  • coś innego. Czasami mam wrażenie że poezja na dolnej półce czy na górnej trafia od samych upodobań tego, co klasyfikuje i z tym czy coś jest dobrze napisane czy źle nie ma nic wspólnego.
  • wodniczka
  • 18/08/2018 10:31
  • co jest nie tak z wierszem - szalony wypad- lecha nieduziaka. Na dolną półką nie zasługuje. To że ktoś wydaje tomiki nie znaczy, że jest bogiem i encyklopedią wyroczni dobrego pisania.Każdy lubi
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Roselandaq8
Wspierają nas