Gryzienie miałKOŚCI - retro
Proza » Inne » Gryzienie miałKOŚCI
A A A

Res severa est verum gaudium – Prawdziwa radość jest rzeczą poważną.

 

Sobota. Tylko wtedy Jarmiła miała czas dla siebie. Co, obok zadowolenia z zaistniałego faktu, wywołało w niej również odczucie lekkiego przygnębienia oraz uświadomiło, że tak dalej być nie może. Jeśli kiedyś ma spocząć w drewnianym prostopadłościanie zwężanym od dołu (co niewątpliwie nastąpi) to z satysfakcją płynącą z tego, że nie sponiewierała swoich własnych potrzeb, choćby najbardziej błahych, idiotycznych i tych które nie odnajdywały zrozumienia w szerszym gronie - wykazującym wątpliwą nadopiekuńczość - przyjaciół i rodziny. 

Postanowiła ze szczególną troskliwością zająć się tymi  powodującymi salwy śmiechu (tak zareagowali, gdy powiedziała, że chce zostać kierowcą ciężarówki) lub - co było znacznie gorsze - przyjętymi z dezaprobatą ukoronowaną smutnym wyrazem oczu oraz beznamiętnym kiwaniem głową (taka reakcja była wtedy, gdy rzuciła pracę, w której jałowość i rutyna zdominowały radość płynącą z nauki i rozwoju).

Jednak, uczciwie musiała przyznać sama przed sobą, że nikt bardziej nie przysłużył się do zaniedbań  w temacie: ja i moje marzenia - od niej samej.

Ile to już razy spychała na dalszy plan chęć sprawienia sobie chociażby drobnej przyjemności, bo zawsze było coś ważniejszego do zrobienia i to na cito! Coś, czego priorytet był niepodważalny i wymagał natychmiastowej realizacji? A ona? Cóż ona… Życie nie zając, nie ucieknie - szeptała pod nosem, koloryzując kolejne pasma siwych włosów.

Aż, podczas kolejnego szorowania lodówki (może to ten ocet, może freon) pozwoliła sobie na  snucie retorycznych rozważań: czy mycie okien konieczne jest wtedy, gdy pojawia się ochota na taniec? Czy można tańczyć szorując okna… ale dlaczego sąsiad z naprzeciwka wyposażony jest w przyrząd optyczny na oboje oczu? I dlaczego ochota na taniec pojawia się w niezbyt zagęszczonej częstotliwości? Czy weekendowe spotkania z przyjaciółmi są możliwe częściej niż dwa razy do roku? Czy pichcenie nieznanych (co za tym idzie być może i niezjadliwych) potraw dla samej zabawy nie zakrawa na marnotrawstwo?

Miałaby (ze względu na wiek – już niemłody i położenie geograficzne – strefa klimatu umiarkowanego) zrezygnować z wyzwań? Dać za wygraną? Popaść w egzystencjonalny letarg i biernie oczekiwać nieodwracalnego?

Jarmiła chciała, aby odpowiedź na to pytanie brzmiała: za nic w życiu, póki trwa! Brzmiała i owocowała.

Z lekkością w sercu (tak charakterystyczną dla nowo powziętych pomysłów), uśmiechem na ustach (niesłusznie ograniczanym przez strach przed zmarszczkami mimicznymi) i kartą płatniczą w gotowości (jednakowoż z niewystarczającymi środkami, co główna bohaterka odkryje znacznie później) ruszyła ku realizacji tego, co do zrealizowania.

 

O, sancta simplicitas! – O święta naiwności!

 

Forma. Zadba o nią w końcu, aby nie mieć zadyszki po gonitwie za autobusem; wspinaczce na trzecie piętro;  dokonaniu, a co istotniejsze doniesieniu i rozpakowaniu zakupów na cały tydzień; czy uciekając przed chmarą wściekłych wiewiórek i zajęcy (celowy zabieg wytrącający z marazmu czytającego i wywołujący lekki uśmiech u piszącego).

Od czego zacząć? Najprościej byłoby codziennie biegać, wydłużając ten dystans do maksymalnego wedle indywidualnych uwarunkowań organizmu, ale czy nie lepiej znaleźć coś stacjonarnego, co wiernie czeka i nie wymaga wychodzenia poza obręb czterech ścian, w których nie ma opadów atmosferycznych?

W myślach Jarmiły zarysowała się odpowiedź: odpowiedni sprzęt sportowy. Taki, którego stosowanie codziennie od kilku do kilkudziesięciu minut udowodni, że mięśnie są namacalne, a zadyszka to mgielne wspomnienie nie mające nic wspólnego ze stanem faktycznym. Zakupi swój prywatny, osobisty, domowy trenażer eliptyczny, którego czar używania zaemanuje aż na osiemdziesiąt procent ludzkiego ciała (tu można poprawić autora, jeśli od czasu ukazania się opowiadania parametry te uległy zmianie).

Lustrowanie stron internetowych sklepów sportowych oraz konsultacje z tymi co-się-znają – bo-i-wyglądają odsuwały w czasie zakup wymarzonego urządzenia do ćwiczeń. A to długość kroku była nieodpowiednia (tak bardzo zależna od wzrostu), a to koło obrotowe za lekkie, a to koszt abstrakcyjny (ten argument niesłusznie uciekł na koniec listy).

Aż dnia pewnego, pięknego, będącego zapowiedzią wiosny ukazał się on. Idealny orbitrek z szesnastokilogramowym kołem obrotowym; nowoczesnym designem; prawie czterdziestocentymetrową długością kroku; o idealnej kolorystyce i tyle miał pozytywnych opinii użytkowników, że w głowie Jaromiły zawirowało od czytania achów i ochów. I cena, jakaż ta cena zgrabniutka, taka bez zbędnych dodatkowych cyfr. Zachęcająca, kusząca, wręcz wymagająca zakupu, ale tylko na tej jednej stronie, tylko w tym jednym sklepie, być może nawet tylko w tej jednej chwili.

Czy to dzieje się naprawdę? - Jaromiła poprzez odświeżanie strony odsunęła od siebie  zwątpienie w ostrość własnego wzroku i niesiona euforią - zamówiła wytęsknione ustrojstwo w rewelacyjnej cenie.

Gdy tylko to uczyniła zadzwonił telefon, po nim mail, a w nim treść krótka, acz treściwa:

„Szanowana Pani, w zamówieniu znajduje się produkt, który w wyniku pomyłki miał ustawioną cenę oraz dostępność zupełnie innego produktu całkowicie niezwiązanego z wybranym przez Panią sprzętem. Ponieważ orbitrek, którego zakupu chciała Pani dokonać aktualnie jest u nas niedostępny, nie jesteśmy w stanie zrealizować Pani zamówienia, jednak w formie przeprosin za zaistniałą sytuację, możemy udzielić Pani pięć procent rabatu na dowolnie wybrany przez Panią sprzęt lub akcesoria sportowe.”

Już żaden inny trenażer, wioślarz magnetyczny, rower poziomy, bieżnia, czy cokolwiek innego nie mogło zająć miejsca tego (te ochy i achy, które nadal migały jej przed oczyma), no i te parametry, z których pozostało szesnaście kilo rozczarowania, wystarczająco gadżeciarstwa marketingowego, a długość kroku zależna od wzrostu (jak się okazało: pensji) mogłaby się tylko przełożyć na regresywne stąpnięcie w finansach.

Jaromiła pocieszyła się porą roku sprzyjającą spacerowaniu i postanowiła wprowadzić w czyn swój zamiar zakupując wygodne buty, tym razem w sklepie stacjonarnym. Mierząc na obie stopy i przespacerowując się co najmniej trzy razy tam i z powrotem przez całą długość posadzki, aby mieć pewność, że ma je na nogach.

 

Vivitur parvo bene – Ludziom o małych potrzebach żyje się dobrze.

 

Ostatni dzień ubezpieczenia OC nie jednemu spędza sen z powiek. Jaromiła miała podobnie. W trosce o siebie, zatroszczyła się też o innych. Zaraz po śniadaniu poszła ubezpieczyć swoje niewymagające autko - ale jak się okazało – niewymagające tylko do pewnego momentu.

- Dzień dobry – przywitała się grzecznie przekraczając próg jednej z wielu agencji ubezpieczeniowych.

- A pani to…

- Nie – odpowiedziała pospiesznie, dedukując, że koleś w garniturze ewidentnie na kogoś czeka, a tym kimś  z pewnością nie jest ona, ale z drugiej strony może to kolejny chwyt marketingowy mający na celu stworzenie przyjaznych warunków, poprzez uświadomienie wyczekiwania właśnie na nią?

- Czym mogę służyć?  - zapytał elegancko wyglądający pan.

- Chciałabym wykupić OC na samochód – rzekła, podając dowód rejestracyjny pojazdu wraz z dowodem osobistym.

- Czyli chce pani odpowiedzialności cywilnej.

- Zabrzmiało to tak, jakbym miała chajtnąć się z własnym samochodem…

- A wie pani, że hajtanie oznacza również okaleczanie?

- Nie!

- Tak.

- Wracając do sedna: świetnie się składa, że pani przyszła. Proszę siadać.

- Dziękuję.

- Dzieci pani ma?

- Już są ubezpieczone, jeśli do tego pan zmierza.

- Nie… Dla posiadaczy dzieci jest większa zniżka na OC.

 - Posiadaczy? – powtórzyła, oczekując sprostowania, ale się nie do doczekawszy, dokończyła - Aha… to mam.

- Chłopiec, czy dziewczynka?

-  To zależy, na które wyższa jest ta zniżka.

- Nie ma różnicy.

- To dlaczego pan pyta?

- Bo dajemy gratis proce, ale tylko dla chłopców z załączoną mapką ze wskazaniem celów… Taka gra w terenie.

- Aaaa… to  w takim razie chłopca, ale nie uważa pan, że to jest krzywdzące dla dziewczynek? Niektóre też zapewne lubią postrzelać z procy.

- Takie odgórne wytyczne, nic na to nie poradzę.

Pan nadal uprzejmie pytał, a Jaromiła równie grzecznie odpowiadała:

- Często pani prowadzi auto? I czy jest to świadome kierowanie, czy jazda bez trzymanki?

- To zależy od dnia tygodnia. Najmniej w weekend, bo wtedy jest przeciążenie ulic i oczywiście, że świadomie.

- Aha…

- A jaki ma pani zawód?

- Wolny.

- Jak daleko odsunięte jest siedzenie kierowcy od kierownicy? Istotne jest też oparcie: jaki procent siedziska dotyka pleców, a jaki pośladków?

- Przy obcasach zawsze jest większa, ta odległość. A  oparcie… - poprawiła się na krześle - to opieram się na fakcie, że to zależne jest od stanu czystości tego ostatniego.

- Faktu?

- Nie, siedziska.

Po czym klikając odpowiednie dane uwzgledniające wszelakie dostępne zniżki pan od ubezpieczeń podawał jej ceny oferowane przez różne firmy ubezpieczeniowe.

- Dlaczego cena tak bardzo wzrosła?  - zapytała spostrzegły ogromną różnicę z zeszłorocznym OC.

- Wszystko idzie w górę, niech pani popatrzy na ceny mleka, mąki, chleba, mieszkań, alkoholu, klocków i innych części wymiennych. Dziś trzeba czyhać na okazje, jak kiedyś na papier toaletowy.

- To niech pan mi da okazyjne OC.

- Ale jest pani świadoma, że okazyjne oznacza bezkolizyjne?

- Tak. Zerknie pan na moje nazwisko.

- Ach tak, faktycznie: Świadomska.

- Po mężu. Więc?

- Dobrze, ale niech pani ostrożnie jeździ. Żadnych wypadów za miasto, żadnego zwiedzania atrakcyjnych turystycznie miejsc zwłaszcza w sezonie urlopowym. Proszę zrezygnować z odwiedzin u dalekich krewnych z odległych stron. Z pracy wcześniej musi pani się wymykać, żeby nie trafiać na natężenie ruchu drogowego, bo wtedy każdy się spieszy i jest poddenerwowany, bo głodny, a wówczas łatwiej o wypadek.

- To ile za to najtańsze OC?

- Jak dla pani, po uwzględnieniu wszelakich przysługujących zniżek, około dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu złotych i dziewięćdziesiąt dziewięć groszy.

- Na samochód z tak małym silnikiem?

- Małe pojemności bardzo poszły w górę.

- A duże w dół?

- Nie, też w górę, ale procentowo mniej niż te małe.

- Czyli lepiej wyszli ci z dużą pojemnością?

- Ci z dużą zawsze wychodzą lepiej.

Jaromiła zapłaciła, uzyskując niezbędny świstek papieru i wyszła z postanowieniem nabycia większego auta.

 

Arcus nimium tensus rumpitur – Łuk zbytnio naciągnięty pęka.

 

Uroda Jarmiły, tak jak jej samochód, po zimie wymagała odgruzowania, ale szczerba w górnej trójce powstała po zbyt łapczywym jedzeniu popcornu (jedno ziarenko kukurydzy nie pękło)  zepchnęła na dalszy plan troskę o image, powodując skupienie na zaplombowaniu ubytku. Jakże często następują cudowne synchronizacje: akurat dziś miała wizytę u stomatologa, na którą zapisała się w zeszłym roku.

- Próchnica – rzeczowo skwitował pan doktor zabierając się do wwiercania.

- Ale… może znieczulenie? – zapytała przerywanym głosem Jarmiła.

- To nie będzie przyjemne.

 - Ale mniej nieprzyjemne niż wiercenie na żywca na unerwionym zębie!

- Płatne z góry na wypadek, gdyby nie znieczuliło…

Po chwili oboje czekali na tymczasowe odrętwienie jamy ustnej. W tym czasie wywiązał się między nimi dialog:

- Panie doktorze, kiedy mogę przyjść na kontrolę ze swoim synkiem?

- Niech zerknę do jego karty. A tak… dobrze byłoby już się przyjrzeć, co się tam dzieje.

- Czyli?

- Wolne terminy mam za pół roku.

- A jak u niego ze zgryzem?

- Tego to nie pamiętam, ale skoro nie zapisałem żadnych uwag, to pewnie prosty. Poza tym to mleczaki, one jeszcze o niczym nie przesądzają, ale teraz rodzice popełniają ogromny błąd.

- Jaki błąd? – zapytała Jaromiła chcąc się zorientować, czy sama go nie popełnia.

- Dają dzieciakom miałkie jedzenie, wszystko w formie papek. A one muszą gryźć, aby żuchwa mogła pracować i się rozrastać, a nowo wyrzynające się zęby miały miejsce. To tak jak z każdym organem - nieużywany zanika.

- Aaaa.

- To między innymi miałkość jedzenia powoduje noszenie aparatów ortodontycznych. Marchewka, mięso, jabłko, a nie same jogurciki i wszystko starte, albo zmielone.

- A to ciekawostka – rzekła Jaromiła, zastanawiając się kiedy ostatni raz dała swojej latorośli warzywo do zjedzenia bez obróbki cieplnej, która to miała zlikwidować wszelkie bakterie, mikroby i inne żyjątka, czyhające na zdrowie jej synka.

- Czyli badanie pod kątem…

- Proszę pani, ja tu nie badam pod kątem. To nie ginekologia.

- Pod kątem krzywizny zgryzu…

- Marchewka i nie będzie zakrzywień.

- No niby tak, ale… to nie jest dziedziczne?  Bo jego stryj od strony pradziadka męża miał tak krzywe górne trójki, że ludzie na jego widok uciekali, krzycząc: Drakulaaaa atakuje!

- I co na to stryjek?

- Atakował. Wrodzona podatność na sugestie.

- Ze zgryzaniem włącznie?

- Niestety… zaraził się cholerą i zmarł w krótkim czasie.

- A czy zarażanie nie następuję przez przewód pokarmowy?

- No tak, wgryzł się w przewód.

- To poraził go prąd?

- Nie. No ta cholera!

- Chyba znieczulenie już działa. Zaczynamy? – pan stomatolog wziął w dłoń odpowiedni przyrząd.

- Jak pan zacznie, to niech i skończy.

- Ale widzimy się na kontroli. Bo odkamienianie by się przydało i nie chciałaby pani wybielania?

- A wybielanie nie osłabia szkliwa?

- Osłabia, ale jaki efekt!

- Osłabiania?

- Proszę otworzyć usta.

Wrrrrrrrrrrrr – dało się słyszeć działanie wiertła.

- Paaaańeeee dooookosze … - próbowała mówić Jaromiła, bo chciała zadać jeszcze wiele pytań o stan swego uzębienia, ale wtedy poczuła świdrujący, intensywny ból, który sparaliżował ją mocniej niż zastrzyk znieczulający, za który już wcześniej przecież zapłaciła.

Jak protestować nie mając paragonu? Do tego z ustami wypchanymi ligniną nasączoną śliną, od której puchną policzki? W pozycji niemalże embrionalnej, powstałej na skutek nagłego bólu?

- Gotowe! – uradowany głos dentysty wyrwał Jaromiłę z chaosu własnych myśli.

Po wypluciu wszystkiego i dokładnym przepłukaniu szczelin między zębami zapytała o to, o co chciała zapytać od pewnego czasu:

- Dlaczego tak bolało? Panie doktorze! Zapłaciłam za znieczulenie!

- Owszem, z podatkiem VAT. On zawsze boli.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
retro · dnia 05.04.2017 12:46 · Czytań: 377 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 12
Komentarze
Dobra Cobra dnia 06.04.2017 20:47
Ojoj, ile rzeczy do zdecydowania!


retro,

Miła obyczajówka, gdzie kobieta zawodu wolnego dowiaduje się uubezpieczyciela, że długośc ma jednak znaczenie. To dziwne, ale zbytnio nie oponuje, by po chwili zgodzić się z tym faktem.

Miła próba pokazania kobiety w działaniu. Takie obrazy sa zawsze najsłodsze.


Pozdrawiam,

DoCo
retro dnia 06.04.2017 21:40
Dzięki DoCo za odwiedziny.

Ale, że tylko próba??? A już miałam przychylać się do stwierdzenia, że Czytelnik zawsze rację ma... Czyli moje starania, dociekania, badanie rynku, ankietowanie przypadkowo napotkanych ludzi i tych napotkanych celowo, lustrowanie stron internetowych, to tak po to tylko, aby miło było? I teraz nie pofruwam! Liczyłam na więcej entuzjazmu. Uśmiech chociażby. A był??

Słodko i miło, że byłeś i przepraszam, że tak krótko się rozpisałam, ale padam. Porządki przedświąteczne.

Dobrej nocy:-)
LuchoBlanquez dnia 07.04.2017 00:37
Zabierałem się do tego tekstu bodaj pięć razy. Pierwsze cztery zakończyły się utknięciem na pierwszym fragmencie, moim zdaniem wyraźnie odstającym in minus od reszty. Na szczęście nadszedł ten piąty, gdy udało mi się przebrnąć przez tę nieszczęsną poważną radość.

Purnonsensowy fragment o ubezpieczalni wywołał na mojej twarzy wyszczerz, który kota z Cheshire wpędziłby w kompleksy. Podatny na sugestie wampiryczny przodek - bomba. Cała reszta też trzyma poziom. Aż do nazbyt płaskiego, moim zdaniem, szmoncesu z VATem.

Ogółem warto było. Bardzo warto.

Kłaniam się, wysoce ukontentowany lekturą.

L.B.
retro dnia 07.04.2017 11:16
Witaj L.B.:)

To tak szybciutko:

Wiem, że tu dużo absurdu (tak miało być). A historie w większości są (niestety) autentyczne.

Pierwsza to zdarzenie, które ostatnio spotkało jedną z moich znajomych. A, że nie jest to typ roszczeniowy, to nie dochodziła swoich racji drogą sądową. Z drugiej strony profesjonalnie prowadzony sklep internetowy nie powinien popełniać tego typu błędów, gdzie cena pod danym artykułem nie jest ceną tegoż artykułu.

Druga historyjka i tu muszę Cię zaskoczyć, ale to, czy masz dzieci, czy nie stanowi o uldze, podczas ubezpieczania auta. A i dla kierowcy zawodowego, który często prowadzi samochód nie dadzą takiego samego jak dla niedzielnego kierowcy. Tak samo istotne są lata ubezpieczenia. Po sześciu masz pełne składki.

Trzecia. To, co jedzą nasze dzieci jest ważne. Bardzo ważne. A jeśli masz dzieciaczki, to polecam świetną książkę (uważam, że każdy rodzic powinien ją przeczytać), pt. „Duński przepis na szczęście”.

Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego weekendu,
Retro
LuchoBlanquez dnia 07.04.2017 12:41
@ Retro:

Prowokujesz mnie, bym znowu Ci posłodził:)

Gwoli pełnej jasności: pierwszy fragment, który z początku mnie od tekstu odrzucał, to ten o verum gaudium, co to res severa est. Przeczytawszy go, spodziewałem się dalszego ciągu w postaci quasizabawnej przejażdżki po meandrach psyche bohaterki w stylu - nikogo nie urażając - "z tyłu liceum, z przodu muzeum". Jakże to dobrze od czasu do czasu zostać miło zaskoczonym.

Odnośnie OC: żadna siurpryza. Tak się składa, że mam nie tylko dwa samochody (z różnych względów absolutna konieczność) i dwoje dzieci, lecz nawet licencję agenta ubezpieczeniowego. Co prawda od dawien dawna służy mi ona wyłącznie w charakterze zbieraczki kurzu na dnie szuflady, niemniej aby ją dostać i przez jakąś chwilę używać, musiałem się paru rzeczy nauczyć. Wciąż jednak te proce, odległości od fotela, zakazy wypadów za miasto - mniammm:)

Patrząc szerzej, jeśli historie są autentyczne, to tym bardziej chapeau bas. Od zawsze - a w szczególności od momentu, gdy sam zacząłem coś, pożal się Boże, tworzyć - żywię głębokie przekonanie, że upchnąć prawdziwość w słowa jest znacznie trudniej, niż samemu coś od zera wymyślić.

Gratuluję ponownie.

L.B.
Jaga dnia 08.04.2017 22:37
Tekst o życiu. Retro, uważam, że marnujesz swój talent. Świetny język, wyczucie dialogów, ale temat nudnawy. Przynajmniej dla mnie. Mając na głowie ubezpieczenie samochodu, rachunki, wizyty lekarski i tysiąc innych przyziemnych spraw, nie śmieszy mnie absurdalna rzeczywistość, bo muszę się w niej poruszać;)

Dlaczego mnie nie śmieszy?Bo mnie wkurza! Wkurzają mnie też kabarety, które teoretycznie powinny mnie śmieszyć. Przyjmij, że jestem dziwadłem?;)

Pozdrawiam,
Jaga
retro dnia 09.04.2017 21:27
L.B., ale to właśnie wstęp jest istotny, a wiek kobiety już mniej. Może mieć dwadzieścia, trzydzieści, czy pięćdziesiąt lat. Kiedy jest za późno na marzenia?? Co je ogranicza?

Z tą autentycznością to do pewnego stopnia;) Inspiracje z codzienności, ale dialogi mocno podkręcone. Cieszy mnie to, że się podobało. Dziękuję serdecznie:)

Jago- to miał być tekst o marzeniach, a wyszedł o życiu. Ale, wszak jedno zależne od drugiego. I absolutnie nie przyjmę tego co sugerujesz. Jest czas na śmiech i na zadumę. Ja też ostatnio nie oglądam kabaretów. Wiadomości w sumie też. Ale, jak czas pozwoli, to będzie klasyka kina (lata osiemdziesiąte)i "Moonlight".

A któż z nas się nie marnuje? Marząc, a nie działając?

Pozdrawiam i dziękuję za obecność:)
LuchoBlanquez dnia 11.04.2017 20:44
@ Retro:

Ależ ja się nie czepiam wieku bohaterki. Jeszcze czego:) Chodzi mi wyłącznie o język i lekkość dowcipu (a raczej jej - tam akurat - brak), które wywołują skojarzenia z quasiśmiesznymi historyjkami w stylu, o jakim wspomniałem powyżej. Marzyć może każdy. Nie każda opowieść o marzeniach będzie równie godna uwagi.
Niczyja dnia 12.04.2017 20:29
Witaj retro,
Zrelaksował mnie Twój tekst, gdy śmiertelnie zmęczona wracałam dziś z pracy.
Dziękuję za lekkość i przyjemność czytania:) Umiliłaś mi powrót do domu.
Pozdrawiam ciepło,
Niczyja
retro dnia 14.04.2017 22:39
L.B. - bo to nie jest dowcipne. Ile kobiet rezygnuje z siebie?! I często dla faceta, który nie jest tego wart, który je ogranicza, ucina skrzydła. A kobieta musi mieć obok takiego, który będzie ją wspierał, motywował, dodawał sił. Będzie jej opoką. Dobrze, jak to dojrzy i zadziała, gorzej jak utkie w cieniu pana i władcy jej świata.

Lubię marzyć, ale i realizować marzenia:) I do tego zachęcam każdego.
No i rzecz jasna do uśmiechu, bo radość - jak nic innego pomaga.

Niczyja, cieszę się, że jesteś. O to chodziło w tym opku: o relaks w codzienności, w zabieganiu.

Pozdrawiam Was cieplutko i życzę cudownych Świąt:)
LuchoBlanquez dnia 18.04.2017 14:48
@ Retro:

Cytat:
Ile kobiet rezygnuje z siebie?! I często dla faceta, który nie jest tego wart, który je ogranicza, ucina skrzydła.


Ojej, pewnie sporo. Gdyby pociągnąć ten temat szerzej, niewykluczone że okazałoby się, iż cała masa ludzi, bez względu na chromosomy, rezygnuje z siebie. I to często z naprawdę nie najmądrzejszych powodów. Tylko... czy akurat w tym tekście warto machać aż tak ciężkim toporem? Mnie się wydaje - i to właśnie próbuję przekazać od początku tej dyskusji - że wystarczyłby sztylecik. Ale to w końcu Twoje dzieło.
retro dnia 21.04.2017 16:52
Może warto, może nie. Nie wiem.
Dzięki za naukę walki białą bronią;)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
domofon
21/08/2017 07:57
Pewnie to nie jest wiersz, ale na pewno kawał (jeżeli wręcz… »
bruliben
21/08/2017 07:13
Jakbym widział typową acz nietypową kłótnię małżeńska. Od… »
Bernierdh
21/08/2017 06:54
@Dobra Cobra Co do Pragi to święta prawda :) Z jednej… »
JaDziekuje
21/08/2017 01:55
Dobre pisanie, ale chyba za mało, żeby się wczuć. Skojarzyło… »
Infernus
21/08/2017 00:42
Lady, po Twoim tekście mam nie lada zagwozdki. Co było… »
damian wrotycz
21/08/2017 00:32
ee tam nie znasz się :D dziękuje, kocham, miętoszę… »
damian wrotycz
21/08/2017 00:29
dziękuje, kocham, miętoszę pozdrawiam czochram :p ps… »
GreenTeaFan
21/08/2017 00:20
Dziękuję za zainteresowanie Silvus. W zasadzie dobrze… »
JaDziekuje
21/08/2017 00:19
Siema... Na Brzeskiej znajomy ma"Pyzy flaki… »
Silvus
21/08/2017 00:14
Ja tu widzę chęć czegoś, ale brak możliwości w… »
wiktoria
20/08/2017 23:59
Ghost-writer, fatalna wersyfikacja i wiele powtarzających… »
Zola111
20/08/2017 23:19
Lilu, ma, ma. Dziękuję pięknie. Sereczności i buziaki,… »
Dobra Cobra
20/08/2017 23:18
Ależ kto wie lepiej od Ciebie, jaka jest ta Agnieszka i co… »
wiktoria
20/08/2017 23:14
Aleś Amerykę odkrył Domofonie. Nic nie może być takie samo… »
Dobra Cobra
20/08/2017 23:14
Pokrzepiasz mą duszę pisząc, że Karoline to twarda sztuka.… »
ShoutBox
  • JaDziekuje
  • 21/08/2017 02:02
  • Każdemu należy się uznanie, jeśli swoją pracę wykonuje z sercem.
  • Infernus
  • 21/08/2017 01:27
  • Dlatego należy się szczere uznanie dla tych, którzy robią to z sercem..
  • chawendyk
  • 21/08/2017 01:01
  • a wiesz ile śmierci można uniknąć dzięki profilaktyce? odpowiem. większości.
  • Infernus
  • 20/08/2017 23:50
  • Zawsze byłem pełen podziwu dla tego typu zawodów..
  • chawendyk
  • 20/08/2017 23:44
  • no i oczywiście "trzymania głowy w słoikach" nie trzeba brać dosłownie:) ale każdy zawód ma swoje detale
  • chawendyk
  • 20/08/2017 23:39
  • a jeśli ma drugą specjalizację ?
  • Infernus
  • 20/08/2017 23:24
  • To mój lekarz trzyma głowy w słoikach? :p
  • chawendyk
  • 20/08/2017 23:04
  • dlaczego, popatrz:) tak wyglądają po części te sprawy:)
  • Infernus
  • 20/08/2017 21:38
  • Maru, spoko nuta można się nieco zrelaksować, ale klip... za bardzo medyczny :)
  • chawendyk
  • 20/08/2017 21:17
  • Maru, a byłeś w realu w takich miejscach z tego linka? Mi się zdarzyło. Nie polecam
Ostatnio widziani
Gości online:35
Najnowszy:PayHeed
Wspierają nas