Anatomia prawdy cz.1 - Krzysztof Konrad
Proza » Długie Opowiadania » Anatomia prawdy cz.1
A A A
Od autora: Hej. Postanowiłem poprawić Niesprecyzowanego. To ten tekst, który zawierał masę błędów. Teraz pewnie też je zawiera, ale będę poprawiał do u****** śmierci. Poświęciłem temu opowiadaniu dziesiątki godzin i nie chcę go porzucać. Zmieniłem też tytuł, choć ten także nie oddaje istoty fabularnej, która tu zachodzi, a przynajmniej powinna zajść. Pozdrawiam.

P.S. Coś mi się tu zlaksiło z czcionką, poproszę faith o pomoc.
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

I

 

Witaj. Właśnie czytasz moje video. Nie traktuj tego dosłownie, to jedynie pewna metafora. Czym jest video? Takim filmem z mojej głowy, którego treść przekazuję na kartkę papieru za pomocą tanich długopisów, a którego nie mogę zatrzymać w tym momencie życia. Nie jestem do końca normalny. Już w szkolnych latach miewałem problemy ze społeczną interakcją, przez co moja głowa stosunkowo często lądowała w kiblu. Gdy miałem dwanaście lat, dzieci udekorowały ściany naszego domu napisem „kukła”. To niechlubne pseudo miało swoje odzwierciedlenie w zachowaniu, bo raczej stroniłem od ludzi, emocji, a nawet wyrazów twarzy, których pakiet obejmował aż dwie miny. I tak nikt ich nie rozróżniał. Na ten moment nie mogłem pozwolić sobie na swobodę. W moim przekonaniu swoboda to taki dzień, w którym leżę na łóżku z laptopem. On ogrzewa mi brzuch i dodatkowo zapodaje dziesiątki durnych filmów, z których nic nie wynoszę, a jedynie zapełniam godziny składające się w dobę. Niestety, takiej doby nie miałem od wielu lat, bo pochłania mnie praca, która wymaga rozmowy z ludźmi. Robotę załatwiła mi siostra, Nadia. Choć to wyznanie jest aktem samokastracji, broniła mnie w dzieciństwie. Gdy miałem osiem lat, zaatakował mnie pitbull, odgryzając pokaźny kawał łydki. Gdyby wgryzł się kilka centymetrów głębiej, dziś bym nie chodził. Nadia otruła bydlaka i rozwaliła mu czaszkę kamieniem, później wywiozła jego truchła nad wzgórze oddalone o siedem kilometrów za pomocą swojego roweru z koszykiem przy kierownicy, posypała go ziarnem i wpatrywała się, jak ptactwo zaciera po wszystkim ślady. Miała wtedy czternaście lat.Tylko ona wie o tym, że od dziecka walczę z napadami lękowymi, które w efekcie tej walki prawie ustąpiły. Pojawiają się w postaci ostro pojebanych drgawek tylko wtedy, gdy mówię do zbyt wielu ludzi. Jeżeli chodzi o przyjaciół, jest takich dwoje. Z tych dwojga jedynie siostrę nazwałbym prawdziwą. Tylko Nadia gwarantuje namiastkę swobody z laptopem na jajach i bez odrobiny fałszu. Drugi z przyjaciół zwie się Adam. Jest moim szefem. Gość mierzy chyba z metr sześćdziesiąt, ma zakola do potylicy i wyjątkowy dar do irytowania ludzi. Co tydzień zaprasza mnie do siebie, żeby pooglądać filmy o superbohaterach na swoich obrzydliwie drogim telewizorze o przekątnej mierzącej siedemdziesiąt dwa cale.

Na niedzielny seans przyniosłem replikę łuku sokolego oka. To jeden z tych komiksowych bohaterów, który strzałą trafi dosłownie wszędzie. Jestem na tyle dobrym aktorem, że pseudo-przyjaciel nawet nie zauważył chęci oddania strzału w jego klatkę piersiową. Wydałem na to gówno prawie tysiaka, a on tylko potrzymał ją przez dwie minuty i więcej na nią nie spojrzał. Tak samo, jak nie zauważał mnie w czasie rozdawania awansów. Usłużna żona Adama Czerwińskiego zaniosła prezent do salonu. Jakby nie patrzeć, szafa na graty jest rzeczywiście częścią salonu, choć liczyłem na trofealne przytwierdzenie go do ściany. Często zastanawiałem się, co w tym karle widzi kobieta, która tak zgrabnie podaje drinki. Tę zagwozdkę zagłuszał ryk jej syna z poprzedniego małżeństwa. Nie sposób nie napisać czegoś więcej o dzieciaku. Nazywał się Alfred. Tego dnia uparł się na serowe chrupki. Choć zeżarł ich dwie paczki, bachor cały czas domagał się więcej. Nie zapomnę jego różowej, żywej twarzy. Nie znikną mi sprzed oczu ruchliwe nogi i ciepło oddechu, który w wyimaginowanych obrazach muska mój kark odrobiną życia. Video przypomina, gdy stał za mną i ciamkał tłustym ryjkiem. Nigdy w życiu nie spotkałem bardziej rozpieszczonego, proszącego się o lanie, dziecka. Nawet nie wiesz jak bardzo chciało się zaszyć ten tłusty pysk, w którym wiecznie znajdowały się serowe chipsy, spadające na moją głowę w postaci zmieszanych z ciepławą śliną kropli.

Wracałem nawalony, jak rockman przed koncertem, ale nie przewróciłem się ani razu. Nikt mnie nie zaczepił, a ciemność rozświetlały gęsto osadzone latarnie. Nie wpadłem do rowu ani nie zabłądziłem. Co jest ciekawego w tej historii? Dlaczego miałbyś dalej czytać o pijanym dziwaku, skoro kilka półek wyżej, tony stron dalej, Harry Potter ubija Voldemorta? Być może zainteresujesz się tą opowiastką, gdy napiszę o podeszwach moich stóp. Powinny poczuć chłód paneli podłogowych, zamiast serowego gówna wydobywającego się z poszarpanych jelit Alfreda Czerwińskiego.

Witaj. Nazywam się Natal Sujuszcz. Jestem kredytodawcą bankowym z napadami lękowymi i mam dziwną przypadłość. Pewnego dnia obudziłem się obok zwłok syna mojego szefa. Od tego momentu moje życie przestało być nudne.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krzysztof Konrad · dnia 14.04.2017 12:06 · Czytań: 234 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 3
Komentarze
Niczyja dnia 17.04.2017 13:33
Przyszłam z rewizytą. Nie masz nic przeciwko, mam nadzieję?:)
A teraz do tekstu...
Dziwny, bardzo dziwny. Wygląda jak wycinek z jakiejś większej całości.
Na pewno ciekawe, intrygujące i dobrze napisane, bez zacięć.
To tyle, tutaj:)
Niczyja
mike17 dnia 28.04.2017 12:25
No, Krzysiek, całkiem nieźle się zaczyna :)
Powiem Ci, że ten drobny kawałek wciągnął mnie do tego stopnia, ze odbadam całość.
Język, jakim się posługujesz jest wyrobiony, trudno się tu do czegoś przyczepić, może tu coś mi zazgrzytało:

Cytat:
Je­że­li cho­dzi o przy­ja­ciół, jest ta­kich dwoje.

Proponowałbym - jeśli chodzi o przyjaciół, mam ich dwoje.

Cytat:
Z tych dwoj­ga je­dy­nie sio­strę na­zwał­bym praw­dzi­wą.

Tu jest pewna nielogiczność.
Otóż brzmi to jakby siostra była prawdziwa, a nie była prawdziwym przyjacielem.
Czytacz odbiera to tak, że może istnieć "przyszywana", nieprawdziwa siostra.

Styl gawędziarski odpowiada mi, sam go często stosuje.
Daje ten niespotykany gdzie indziej luz.
Przybliża bohatera czytającemu.

Styl poza tym jest bardzo spójny - nie ma przynudzania o wątkach pobocznych, jest zbita treść i o to chodzi.
Kolejnym atutem jest szczerość - sprawiasz, że bohater staje się nam bliski w jakiś osobliwy sposób, choć wcale nie musimy go lubić.

Zanosi się tu na jakąś makabrę, więc tym bardziej jestem ciekaw ciągu dalszego.

I na koniec powiem, że ponosi Cię w pisaniu i to się czuje i ceni - nie masz literackiego szczękościsku, wręcz przeciwnie, sypiesz z rękawa treścią i to jak wcześniej rzekłem, na luzie, a to jest sztuka.

Odniosłem wrażenie, jakbym siedział z kimś przy barze, sącząc browara, i ktoś mi to wszystko opowiedział :)
Krzysztof Konrad dnia 29.04.2017 20:03
Cześć Michale :) Chyba zostanę przy "Michale" bo to spoko imię właściwie.

Rzeczywiście. Z tymi dwoma zdaniami, to zrobiłem boba. Będzie do poprawki.

Boję się właśnie o ten gawędziarski styl, bo nie chciałbym uchodzić za osobę o wąskim zakresie słownictwa.

Wątki poboczne były, aczkolwiek usunięte zostały. Ten tekst to reedycja mojego 100-stronnicowego chłamku :) Fajnie, że się podoba.

Tak, makabra jest, ale też delikatnie ją przytępiłem. Pierwowzór zbyt mocno dawał po nerwach - zarówno w kontekście odczytu, jak i popełnionej tam masy błędów.

Jeśli chodzi o sypanie z rękawa. Wiesz, Ty czytasz i widzisz wiele słów, ale w praktyce to wygląda tak, że potrafię kilkadziesiąt minut spędzić nad jednym zdaniem. Ale to chyba wszyscy wiemy. Przecież każdy z nas pisze :)

Pozdrawiam.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Niczyja
25/06/2017 10:48
Wiolinowe Baśnie, Piękny wiersz:) Choć zwykle nie czytam… »
JOLA S.
25/06/2017 10:42
Może tu sa jakieś wady, nie wiem; wiem, ze jest to wiersz… »
Niczyja
25/06/2017 10:37
Lilah, Ty wiesz, Ty wiesz... że trafiasz zawsze w sedno… »
ApisTaur
25/06/2017 10:19
Dziękuję Ci Aniu za baardzo niskie pochylenie się nad moimi… »
Ania Ostrowska
25/06/2017 10:02
wiktorio, bruliben, serdecznie dzięki za odwiedzenie wiersza… »
Ania Ostrowska
25/06/2017 09:59
zamiast "trochę żal" napisałabym "tak mi… »
Ania Ostrowska
25/06/2017 09:48
smutna dola Wytykacza, biedak miał na pewno dobre intencje… »
Ania Ostrowska
25/06/2017 09:36
delikatnie i obrazowo, podoba mi się, choć gdybym miała… »
Autor
25/06/2017 03:13
Lubię muzykę i gram na gitarze, przyciągnął mnie tytuł i nie… »
bruliben
25/06/2017 01:12
Przemawia do mnie ten wiersz. Jakbym złapał dziecko na… »
bruliben
25/06/2017 01:08
Ha ha , po miastowemu. Fajne spojrzenie. Mówię mojemy… »
bruliben
25/06/2017 01:03
Ja nigdy nie pamiętam dat i rocznic. Podziwiam takich co… »
bruliben
25/06/2017 00:55
Dzieci KOD i pokrewne im dusze. Lekko i zwiewnie - z… »
Florian Konrad
25/06/2017 00:04
dziękuję! »
kamyczek
24/06/2017 23:20
Zolu, podoba ma się Twój wiersz, zarówno w formie jak i w… »
ShoutBox
  • wiktoria
  • 24/06/2017 22:05
  • Cześć Alka :)
  • alkestis
  • 24/06/2017 21:01
  • Cześć wszystkim :)
  • trawa1965
  • 24/06/2017 20:05
  • Zaskoczę Was znowu- zobaczycie!
  • mike17
  • 24/06/2017 19:09
  • Nie ma to jak letnie śpiewanie na plaży : [link]
  • trawa1965
  • 24/06/2017 17:46
  • Na razie- jeśli zechcecie- komentujcie jeszcze moje dawne utwory.
  • trawa1965
  • 24/06/2017 16:24
  • Nie porzuciłem Was. Zbieram tylko materiały. Cierpliwości!
  • Zola111
  • 23/06/2017 23:52
  • Jeśli jeszcze nie głosowałeś, a nie głosowałeś, poczytaj wiersze z Zaśrodkowania i rozdziel swoje 10 pktów.
  • oldakowski2013
  • 23/06/2017 17:35
  • Jestem już od tygodnia na Mazurach, mam utrudniony dostęp do komputera. Pozdrawiam wszystkich!
  • mike17
  • 23/06/2017 14:00
  • W Dniu Ojca życzę wszystkim ojcom, w tym też sobie, byśmy dali radę na każdym odcinku naszego rodzicielskiego życia : [link] Wszystkiego dobrego :)
Ostatnio widziani
Gości online:40
Najnowszy:paburheaty47