Anatomia prawdy cz.2 - Krzysztof Konrad
Proza » Długie Opowiadania » Anatomia prawdy cz.2
A A A
Od autora: Ponieważ już kiedyś dostałem wiadomość, iż to co piszę jest chore:

Treść tego opowiadania omyka się o sadyzm i będzie dość często poruszać tematy, nad którymi rozważanie może urazić Twoje poglądy, a nawet Ciebie, jako jednostkę. Sam bohater cechuje się nadwyraz infantylnym systemem wartości i anormalnym poczuciem winy. Nie czytaj tego artykułu, jeżeli nie jesteś pewien, jak mógłbyś zareagować na taki opis.
Klasyfikacja wiekowa: +18

II

 

    Tarzałem się po łóżku i traktowałem pościel własnymi wymiocinami. W kącie oka cały czas ukazywał się obraz zmasakrowanego dziecka. Miał tyle dziur po nożu, ile nie ma nawet kuchenna tarka. Żaden ze mnie kryminolog, ale litry lekko przysychającej krwi wskazywały, że został zamordowany dopiero w tym pokoju, nie wcześniej. Poza w jakiej leżał była makabryczna i zarazem niesamowita. Najlepszy gimnastyk, co ja gadam, człowiek guma nie wykonałby tak niemożliwych rzeczy ze swoim ciałem. Szyja Alfreda była okręcona podobnie do kabla telefonicznego, a jego nogi powyłamywane w stawach. Próbowałem zmierzyć mu puls, choć już logika wskazywała, że nie da się być bardziej nieżywym. Nie wiedziałem, gdzie przy tak skręconej szyi, mogłoby się znajdować miejsce do zmierzenia tętna. Drgawki ustąpiły, a mój mózg się włączył. Stwierdziłem, że mierzenie czegokolwiek nie ma tutaj absolutnie żadnego sensu. Po spuszczeniu wzroku z ciała, odchyliłem głowę w kierunku sufitu i upadłem bezwiednie na łóżko. Obudziłem się ponownie i ucieszyłem, że wszystko było tylko chorym snem. Lekki chłód smyrał mnie po nogach. Wszystko przez to, że nie miałem na sobie kołdry. Była pomięta i zrzucona na podłogę. Sięgając po nią, wpierw zobaczyłem własną nogę umazaną krwią, a później poszukiwaną przeze mnie pościel, która leżała akurat na zmasakrowanym Alfredzie. Wszystko zaczęło się od nowa. Po raz kolejny zrzygałem się na prześcieradło i dopiero wtedy zobaczyłem plamy po poprzednich wymiotach. Wydaje mi się, że nikt nie zareagowałby inaczej, pomijając ohydny smród, wydobywający się z treści pokarmowej żołądka i jelit malca. Ten moment jest jedynym, w którym słowo „rzygi” występuje z taką częstotliwością.

 

    To moje życie. Mogłem zadzwonić po policję. Miałem też na uwadze, że jestem pierdolniętym paranoikiem. Bardzo możliwe, że straciłem świadomość, porwałem dzieciaka, a później rzeczywiście go zadźgałem. To moje życie – powtarzałem sobie nieustannie, wyjmując worki na śmieci i ząbkowany nóż z kuchennej szuflady.

 

    Tak po prostu wiedziałem, że muszę go poćwiartować, spakować, wywalić albo zakopać gdzieś na odludziu i pójść do pracy. Łatwo jest jednak myśleć o rzeczach abstrakcyjnie nieprawdopodobnych. Taki moment traci swoją niemożliwość, bo jest przecież bardzo prawdziwy . Minęły dwie godziny od chwili objęcia noża dłońmi, a syn Czerwińskiego nadal leżał w jednym kawałku. Przy łóżku była koszulka, którą już dawno powinienem wrzucić do prania. Okryłem nią trupie oblicze, a później powtarzałem sobie, że nie zamierzam zrobić tego z przyjemnością. Była w tym konieczność przetrwania, jak w łańcuchu pokarmowym.

 

    Zacząłem od głowy. Szyja jest najmiększym miejscem do cięcia, a poza tym nie musiałbym więcej oglądać twarzy, którą mogłem oddalić od reszty ciała po jej dekapitacji. Gdybym miał przyrównywać do czegoś pierwszy ruch, dałbym za przykład sześcioletniego amatora rysowania szlaczków, ale bez tej radości w oczach i przygryzania języka w trakcie. Małe ząbki noża kuchennego wplątywały się co chwilę w elementy tkanek. W połowie przypomniałem sobie te wszystkie filmiki na portalach o sadystycznej tematyce. Gdy tam obcinano komuś łeb, robiono to bardzo szybko. Rzeczywiście, jeśli przestaniesz się z tym pieprzyć i rozlewać łzy nad biedną ofiarą, wszystko idzie jakoś lepiej. Można powiedzieć, że przy następnej okazji zrobiłbym to nawet dwa razy sprawniej. Od razu lepiej, choć „lepiej” nie oznacza ulgi. Bez głowy wyglądało to po prostu upiornie i całkowicie porąbanie. Do kończyn podszedłem z myślą, że nie widząc twarzy Alfreda będzie mi lżej. Była jakaś ulga, by wykonać pierwszy szlaczek, ale faktem jest, że nie da się uciąć ręki kuchennym nożem. Miałem do wyboru się poddać albo wymyślić coś głupiego. Wymyśliłem coś głupiego. W filmach, które uwielbiam, często obcinano kończyny szlifierką. Nie miałem takiego narzędzia. Nigdy ich nie potrzebowałem, bo nie jestem typem psujtuna. W kiblu leżała gazeta z Castoramy. Mieli dobry sprzęt za trzy stówy. Pomijając, że poszedłem tam w koszuli piżamowej umazanej krwią zamordowanego dziecka, a pracownik działu uznał to za plamy po farbie i proponował niechlapiące pędzle, wszystko inne się powiodło.

     Pojawił się w końcu taki moment, gdy na chwilę zapominałem co właściwie wyprawiam. Te czynności nie dochodziły do mojej świadomości i zwyczajnie to robiłem. W pewnym momencie zachwyciłem się skutecznością szlifierki, przy której nóż jest zwykłym żartem. Ten odgłos piłowanych kości, a później ścięgien, wypełniał pustkę hałasem, przez który nie musiałem myśleć. Wydawało mi się, że odeszła struna lęku, grająca od lat różne melodie na moich nerwach. Całe zdarzenie wpędziło mnie w szok, którego efektem była jeszcze większa apatia i całkowita redukcja stresu. Jakoś uspakajała mnie myśl, że za chwilę będzie po wszystkim. Uwielbiam sprzątać. Po dwudziestu minutach tors Alfreda mówiąc w przenośni pozbył się kończyn. Ja, pozbyłem się koszulki, która od jakiegoś czasu i tak miała wylądować w praniu. W dodatku posłużyła za kurtynę, dzięki której nie musiałem spoglądać na moją ofiarę. Tak, on był ofiarą. Mimo że nie wiedziałem, jak to się stało, nie zadzwoniłem po odpowiednie służby, tylko pozbyłem się niewygodnego balastu. Zbezcześciłem ciało dziecka, które mój szef i przyjaciel chciałby pochować. Panika ogarnęła mnie dopiero w chwili związywania pakunków, kiedy to mała, pulchna twarzyczka prześwitywała przez materiał z którego składa się worek. Jego odcień dodawał temu widokowi złowrogiego wyrazu. Wtedy puściłem ostatniego pawia i zalałem się łzami. Widocznie tylko hałas szlifierki spajał pękającą we mnie tamę.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krzysztof Konrad · dnia 15.04.2017 13:00 · Czytań: 235 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 7
Komentarze
Niczyja dnia 17.04.2017 13:39
Witaj ponownie Krzysztofie Konradzie, choć nie wiem, które to imię, a które nazwisko:)
A to już straszne, obrzydliwe, trudno było mi dobrnąć do końca, choć nie z powodu stylu. Domyślasz się pewnie sam. Napisane w sposób ciekawy, bardzo obrazowy, nawet zbyt obrazowy jak na takie sadystyczne sceny, trochę ironii o samym sobie i innych, w tym sprzedawca w sklepie, który nie rozróżnił krwi, od farby...
Napisane dobrze, ale nic więcej nie mogę napisać o tym strasznym fragmencie.
Niech nie będzie już kolejnej części, proszę... Mam zbyt dużą wyobraźnię.
Niczyja
Krzysztof Konrad dnia 17.04.2017 15:13
Witaj :) kolejna część, jak najbardziej będzie. Tekst ma swoją głębię, nie jest to jedynie mord. Pozdrawiam :)
allaska dnia 22.04.2017 19:07
"Była pomięta i zrzucona na podłogę" - była zrzucona? hm... dziwna składnia, może lepiej - leżała na podłodze.
"komuś łeb" "jakoś" - oj jak ja nie lubię takich słów. :)
"Całe zdarzenie wpędziło mnie w szok, którego efektem była jeszcze większa apatia i całkowita redukcja stresu." - a ja myślałam, że apatia często towarzyszy stresowi, a nie redukcja tego ostatniego następuje :)
"Puściłem ostatniego pawia" - a nie lepiej - po raz ostatni zwymiotowałem?
pozdrawiam

PS język powieści nie podoba się , troszkę ubogie słownictwo
Krzysztof Konrad dnia 22.04.2017 19:48
Allasko - Dziękuję za komentarz.

"była" tyczy się pierwszego członu, więc nie obejmuje frazy "zrzucona". Przecinek gdzieś uciekł.

Nie wiem, co jest złego w słowie "jakoś". Idąc tym tokiem myślenia, mógłbym uczepiać się każdego wyrazu w każdym tekście.

Apatii towarzyszy nawet kilkadziesiąt objawów, a uwierz mi, znam temat. Dlatego właśnie stres może występować, bądź nie, więc warto zaznaczyć, że tym razem stres nie wystąpił.

Nie może być "po raz ostatni zwymiotowałem" gdyż celowo taką stylistyką się tu posługuję, ale o tym poniżej.

Co do ostatniego - zaraz mnie szlag jasny trafi, za przeproszeniem. Dostałem już wcześniej lekcję, że powinienem ograniczyć wyszukane frazy. Teraz czytam na temat ubogiego słownictwa. Czy ja jestem jakimś ułomem, czy widzę sprzeczności wśród ludzkich opinii? Rozumiem, każdy ma inne zdanie, ale nie zawarłaś w tym stwierdzeniu "moim zdaniem". Nie wiem, może nie jest mi to wszystko pisane. Nie bierz tego za atak, po prostu nie umiem się uczyć, kiedy w nauczaniu widnieje tyle skrajności i paradoksu.

Dziękuję za opinię.
allaska dnia 22.04.2017 20:38
To że ubogi język napisałam, to nie przejmuj się za bardzo. Może taka ma być stylizacja, w końcu czego można się spodziewać po bohaterze, który przyznaje się do 'pawia". Bohater taki jest i taki ma język i to też może być sztuka.
A i jeszcze:"zrzucona na podłogę" - nawet gdyby to oddzielnie traktować to masło maślane wyszło, bo nie może być zrzucona na sufit;) jeśli zrzucona na podłogę to inaczej bym to napisała. Np: Była pomięta. Leżała na podłodze. No nie wiem to "zrzucenie" kojarzy mi się tak dziwnie, ze zrzuceniem bomby prędzej bym porównała...
mike17 dnia 03.05.2017 22:18
Tego typu tekściorów to ja czytałem od pyty, więc zupełnie tym razem nie zagadało.
Jakieś z lubością babranie się w zbrodni mnie zupełnie nie wali, więc tym bardziej jestem na nie.
Już o powielaniu slaszerków nie wspomnę.
Tekst, choć napisany poprawnie, nic do światowej literatury nie wnosi.
Jakieś zatrute wynurzenia...
A i pod względem literackim nieszczególnie.
Także tym razem niewypał.
Wrażenie, jakie mi pozostało, jest takie, że nadal nie wiem, jakie jest przesłanie.
Patrząc na treść, trudno dojść.
I to mnie martwi.
Odnośnie stylu - jest on suchy, zimny i reporterski, w sam raz do takich rzeczy, acz przeżycia mordercy mile byłyby tu widzianymi.
Krzysztof Konrad dnia 03.05.2017 22:26
Dzięki Mike. Muszę powiedzieć, że to tylko kawaluszek tego całego opowiadania i, jedyny kawałek, w którym taki horror występuje. Szkoda, że taki gatunek Ci nie gada. Czy styl jest suchy i zimny? No nie wiem, lecz szanuję Twoje opinie. Pozdro :)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
allaska
23/06/2017 20:36
mam wrażenie, że wiersz, Procesjo jest niespójny. Tak jakby… »
Niczyja
23/06/2017 20:17
Maaczku, Opowieść jest zbudowana na kanwie snu i taka ma… »
JOLA S.
23/06/2017 20:08
Dziękuję za komentarz, Dobra Cobro! Mój największy fanie :)»
Dobra Cobra
23/06/2017 19:39
Żyć nie umierać, a na dodatek w tle fajny seksik. JOLU S,… »
Szymek
23/06/2017 11:06
Wiersz smutny. Dla mnie w dechę, lubię takie. Fajnie się… »
bemik
23/06/2017 09:59
Bardzo sympatyczna rymowanka. Dżemu nie zjem, bo nie… »
Carvedilol
23/06/2017 09:25
Dzięki za komentarze Zapraszam wszystkich na dżem… »
Carvedilol
23/06/2017 09:23
Autor cieszę się Dzięki za wpis Pozdrawiam Carvedilol »
Autor
23/06/2017 08:45
Carve, ha ha . Bardzo mi się podoba. Pzdr :) »
Ustiusza
23/06/2017 05:17
Nic nie poprawia nastroju z rana, jak taki… »
maak
22/06/2017 23:50
Ni, to bardzo osobisty tekst. Wyjątkowo ciężko go… »
Ania Ostrowska
22/06/2017 20:10
Zgadzam się w stu procentach, że czasami trzeba tylko bawić… »
Carvedilol
22/06/2017 18:29
Bajka poprawiona, dorzuciłem dwie garści przecinków,… »
Carvedilol
22/06/2017 17:32
Heh Aniu, dzięki za komentarz, z jednej rymowanki urodziła… »
Ania Ostrowska
22/06/2017 12:53
A z wierszyka anty-morał taki: by w budyniu była siła… »
ShoutBox
  • oldakowski2013
  • 23/06/2017 17:35
  • Jestem już od tygodnia na Mazurach, mam utrudniony dostęp do komputera. Pozdrawiam wszystkich!
  • mike17
  • 23/06/2017 14:00
  • W Dniu Ojca życzę wszystkim ojcom, w tym też sobie, byśmy dali radę na każdym odcinku naszego rodzicielskiego życia : [link] Wszystkiego dobrego :)
  • Zola111
  • 22/06/2017 16:38
  • Głosujcie. Czekam na Wasze punkty na pw.
  • Lusia
  • 22/06/2017 10:46
  • Pomoże ktoś z tym?
  • Zola111
  • 21/06/2017 18:55
  • Już można głosować! Na pw do Zoli 111
  • Zola111
  • 20/06/2017 22:21
  • Jeszcze półtorej godziny trwa Zaśrodkowanie#25.
Ostatnio widziani
Gości online:56
Najnowszy:fuuxhqqyu92