Każda myśl może zostać skreślona - Szymek
Proza » Historie z dreszczykiem » Każda myśl może zostać skreślona
A A A
Od autora: Nie jestem pewien kategorii.

                Godzina piętnasta dziesięć. Dwudziesty dziewiąty luty. Piętnastoletni Marek jak zwykle o tej porze wracał ze szkoły do domu. Z drogi liczącej nieco ponad półtorej kilometra przebył właśnie około jednej trzeciej. Jak wielokrotnie liczył, zostało mu około piętnastu minut spaceru jego własnym tempem. Po tym czasie będzie już w domu, mama zapyta go jak było w szkole, on powie, że jak zwykle, a ona poda mu talerz z obiadem.
                Wedle rannej zapowiedzi czekało go spaghetti.
                Marek właśnie mijał charakterystyczny budynek z czerwonej cegły – do domu dotrze za dokładnie dwanaście minut, o ile nic go nie zatrzyma.
                Dziś na religii ksiądz Henryk poruszył sprawę, która zaitrygowała Marka do tego stopnia, że właśnie teraz – po pięciu godzinach od dzwonka oznaczającego koniec tegoż przedmiotu – zaczął o niej myśleć.
                Pan w sutannie – jak to zwykł mawiać Marek – powiedział, że nikt nie jest ateistą. Że każdy ma jakąś teorię. Zaczął nawet przedstawiać kilka, ale nasz bohater niestety dosłyszał tylko jedną, ponieważ właśnie w tamtej chwili mu przyszło kłaść kartę. Chyba nigdy nie przegrał w pana, zawsze był pierwszy lub drugi.
                Teoria, którą przedstawił ksiądz Henryk brzmiała pokrótce tak: żyjemy w komputerowym świecie, coś na wzór „Matrixa”. W gruncie rzeczy jesteśmy tylko symulacją, a istoty, które nas stworzyły są odzwierciedleniem naszej cywilizacji w przyszłości. Ksiądz napomknął też, przy akompaniamencie  wiwatujących chłopaków z klasy Marka, że to kompletna bzdura.
                W sumie Marek nigdy nie oglądał „Matrixa”. Nie wiedział nawet jak zapisać poprawnie ten tytuł. Wiedział natomiast, że bardzo kochał czytać książki. Był pogrążony w fikcji po same uszy. Kiedy już w podstawówce został zapytany o swoje hobby, powiedział, a raczej wykrzyknął: książki!
                Nic więc dziwnego, że chłopak w luźnej rozpinanej bluzie mijający bardzo stary budynek z czerwonej cegły pomyślał o własnej teorii.
***

                Żyjemy w wielkiej książce podobnej do Biblii – pisanej przez wieelu autorów. Każdy autor ma swój sektor. To znaczy:  jest jeden szef, główny redaktor, który kontroluje prace ludzi pod nim. Dziennie taki szef dostaje ponad milion stron, które z przelewa przez swój umysł bardzo, ale to bardzo szybko, aby skleić z nich logiczną całość. Jego podwładni też mają swoich podwładnych i oni też, i tak dalej. Najpierw są ci, którzy zajmują się kontynentami, później państwami, województwami, powiatami, gminami, sołectwami, miastami, wsiami czy nawet poszczególnymi domami, zdarzają się też przypadki wyjątkowe, kiedy, uwaga, piszący jest przywiązany do JEDNEJ osoby. Można by rzec, że to taki anioł stróż. Ale nie bardzo.
                Obserwują oni, bez mrugania, przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, swój sektor, o północy zatrzymują czas i piszą scenariusz następnego dnia.
                Da się zauważyć różnice w poszczególnych sektorach – wynika to z nawyków i charakterów osób do nich przypisanych.
                Za przykład weźmy Azję. Jak wszystkim wiadomo, ludzie piszący kontynenty są raczej tradycjonalistami, nic dziwnego, że piszą ręcznie. Piszący Azję jest do tego stopnia przy starych zasadach świata, że nie przyjmuje żarówki - na którą wpadł jeden z podwładnych piszącego Amerykę – i piszę przy świecy, która raz po raz gubi wosk spadający na kartkę. Nie trzeba chyba napominać, że ów wosk jest koloru żółtego.
                Piszący Afrykę wcale nie pisze w – jak wielu których pisze piszący w toalecie uważa  – toalecie. Pisze ją wielbiący czekoladę ktoś. Nie wiedzieć czemu uważa on, że bieda dodaje pokory, która jest potrzebna do zbawienia(szkoda tylko, że nikt zbawienia jeszcze nie napisał).
                Kiedy ktoś obejmujący sektor uważa, że nie daje rady, dzieli ów sektor na pomniejsze i pisze nowych piszących. Jest to oporna praca i czasochłonna, i nie można ot tak napisać sobie podwładnego. Przed tym należy porozumieć się z szefem, który, rozpatrza – zazwyczaj pozytywnie – tę prośbę, a i tak trzeba czekać. Zwykle zbiorowe pisanie nowych piszących przypada co cztery lata, wtedy każdy kto powoli się wykańcza marnując to kolejny długopis lub utwardzając swoje opuszki palców, jeszcze bardziej musi się przyłożyć, aby później mieć nieco lżej. Szef zmuszony jest nawet do porozmawiania z samym Czasem i poproszenie go o wydłużenie roku. Zdarza się też, że bohaterowie żyją wtedy własnym życiem, sami siebie piszą. Trzeba to później korygować. Jeśli szef dowie się o takiej akcji – piszący natychmiast trafia do swojego sektora jako bohater, skazany na nieobliczalność jego zastępcy, który zazwyczaj okazuje się niezbyt miłym gościem.

Oczywiście piszący nie chcą, aby bohaterowie cokolwiek o nich wiedzieli.
                I tak dalej.
***

                Markowi, sądząc po charakterystycznym słupie, do domu zostało około trzech minut. Powoli kończył swoją teorię, kiedy nagle światło mu zgasło. Znalazł się w ciemnym pomieszczeniu. Siedział na twardym krześle. Ciszę rozszarpywał tyko dźwięk wciskania klawiszy.
                - No więc domyśliłeś się – powedział głos piszącego, który nagle pokazał się w zimnym blasku laptopa. Miał on niewielkie okulary na krótkim nosie i był ubrany cały na czarno. Siedział na podobnym krześle co Marek.
                Chłopak prawie zamarł, kiedy zobaczył na jego koszulce: „...lino”. Domyślił się całości: Bulino – miejsce jego zamieszkania.
                - T-tak – zająkał się – chyba tak.
                - Pozwól, że Ci coś pokażę.
                Palce pianisty obróciły laptop o dziewięćdziesiąt stopni ukazując czarny ekran z dobrze znaną strzałką „play” na środku. Piszący nacisnął spację.
                - To przecież moja mama! – wrzasnął chłopak.
                Na ekranie pani Barbara gotowała makaron kiedy nagle....

                ...do drzwi zadzwonił dzwonek.
                Po otworzeniu drzwi przed oczami mamy Marka pojawiła się postać cała ubrana na czarno – była łudząco podobna do piszącego Bulino, różniło ich chyba tylko, że ten na filmie nie miał okularów i miał nieco dłuższy nos.
                - Dzień dobry – powiedział nieznajomy w prostokącie. Wszedł do mieszkania, pani Barbara tylko się uśmiechnęła.
                - Co? Kim on jest?! – Marek nieco się zdenerwował.
                - Chwileczkę – powiedział piszący.
                Pani Barbara stanęła. Mężczyzna za jej plecami zaczął grzebać w kieszeni. Po chwili wyjął malutki przedmiot. Marek nie wiedział co to może być do czasu, kiedy malutkie ostrze nie wystrzeliło zmuszone naciśnięciem przycisku przez przybysza.
                Marek chciał krzyczeć, ostrzec mamę, ale jego wargi skleiły się, nie mógł otworzyć ust.
                Ścięgna w zgięciach kolan zostały przecięte jak ugotowany makaron przez nóż do mięsa.
                - Ała! – wrzasnęłą pani Barbara.
                - Ała? – zdziwił się mężczyzna. – Po takiej dawce bólu?
                Złapał za włosy klęczącą już panią domu i pociągnął do siebie tak, że jej głowa opierał się o jego kolana.
                Z impetem wbił nóż w lewe oko pani Barbary.
                - Dość! – krzyknął Marek.
                Jednak końca nie było.                
                Tajemniczy facet wyjął ostrze ciągnąc za nim gałkę oczną, którą, jak gdyby nigdy nic, połknął.
                Mama Marka już nie żyła. Nie przeszkodziło mu to jednak w rozdarciu jej cienkiego fartucha oraz żółtej bluzki i wycięciu na jej brzuchu tajemniczego symbolu. Robił to baardzo powoli.
                Giętkie palce ponownie obróciły laptop o dziewięćdziesiąt stopni.
                - No więc – zaczął piszący – jeśli jeszcze raz zdarzy Ci się o nas pomyśleć, to nie zawaham ci się o tym przypomnieć.
                Podniósł palec wskazujący i wycelował nim w „backspace”.
                Czas jakby zawrócił na pięcie i pobiegł poganiając każdą sekundę, minutę, godzinę; każdą literę, słowo, zdanie.
                ***
                Marek właśnie mijał charakterystyczny budynek z czerwonej cegły – do domu dotrze za dokładnie dwanaście minut, o ile nic go nie zatrzyma.
                Dziś na religii ksiądz Henryk poruszył sprawę, która zaitrygowała Marka, jednak nie mógł sobie przypomnieć dlaczego. Podejrzewał, że to przez to, że zamiast go słuchać po prostu grał z kolegami w pana, w którego chyba nigdy nie przegrał.
                Pomyślał o nadchodzącym daniu, do którego de facto to on nadchodził – sphagetti.
                Myśląc o makaronie poczuł dziwne uczucie.
                Dèjà vu.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Szymek · dnia 15.04.2017 13:04 · Czytań: 389 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Jaga
18/08/2017 21:57
Autor, dziękuję :) To bardzo stary tekst. Napisałam go,… »
Jaga
18/08/2017 21:51
Al, bardzo dziękuję za wyszperanie;) Mam do tego tekstu… »
Jaga
18/08/2017 21:46
Początek mnie nie zachwycił. Jednak od słów: „Osiem cienkich… »
Lilah
18/08/2017 21:35
Bardzo dziękuję, gabi, za obecność i miłe słowa.… »
chawendyk
18/08/2017 21:25
"Co ona w nim widzi" :) może zajrzała do środka... »
gabi
18/08/2017 21:16
Tak to jest, gdy pustą maszyną do losowania zawiaduje ślepy… »
gabi
18/08/2017 21:09
Wiersz śliczny, romantyczny i liryczny. Gdyby takie wiersze… »
Infernus
18/08/2017 21:08
W sposób ciekawy oprowadziłeś mnie po Twoim mieście.… »
gabi
18/08/2017 21:06
Świetny wiersz. Niemalże ujrzałam Mariannę. Być może sprawił… »
Ekszyn Dupacycki
18/08/2017 19:09
Dobra uwaga. Analogicznie nie dałoby się widzieć Realności… »
wiktoria
18/08/2017 18:40
A z tym się zgodzę i nie zgodzę. Owszem, może i wraca do… »
Zola111
18/08/2017 18:37
Miladoro, Marianna to kobieta bez wykształcenia, mocna,… »
pociengiel
18/08/2017 18:32
przyszedł tu Bóg białych ludzi posiąść z Środka Ziemi wiatr… »
Lilah
18/08/2017 18:09
Dzięki, dzięki, Milu. Zwłaszcza za tę ulubioną, co poczytuję… »
Miladora
18/08/2017 17:59
Masz rację. :) Może więc - Duch-Ojciec białych ludzi?… »
ShoutBox
  • Vanillivi
  • 18/08/2017 13:33
  • Wiem, ale nie każdy sięgnie po produkcje ambitniejsze, a bez tego, nie będzie widział nawet różnicy
  • Ekszyn Dupacycki
  • 18/08/2017 13:18
  • przecież te produkcje są jak pozszywane z reklam społecznych, słabych i niepomysłowych.
  • JOLA S.
  • 18/08/2017 12:42
  • ( z płomieniem w oczach)
  • Vanillivi
  • 18/08/2017 12:37
  • (to przez Ranczo i piwko? fakt, mówienie w tym kontekście o nowej jakości jest mocno kontrowersyjne, ale niech ludzie się cieszą latem i wypoczywają jak lubią)
  • Silvus
  • 18/08/2017 12:31
  • Co się dzieje?
  • chawendyk
  • 18/08/2017 08:40
  • Słuchowisko radiowe "Matysiakowie" to przykład dobry naśladowania:)
  • Silvus
  • 18/08/2017 00:18
  • Ranczo w radiu? Chyba dałoby radę, gdyby bardzo dobrze znać aktorów. ;)
  • chawendyk
  • 18/08/2017 00:00
  • Cholera. TV nie oglądam:) ...ale radia słucham:)
  • mike17
  • 17/08/2017 23:31
  • Cały tydzień masz na TVP HD na dekoderze numer 3. Dwa odcinki naraz, full wypas :)
Ostatnio widziani
Gości online:45
Najnowszy:Toevsgty
Wspierają nas