Anatomia prawdy cz.4 - Krzysztof Konrad
Proza » Długie Opowiadania » Anatomia prawdy cz.4
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

                                                                  IV

        Zaplecze świeciło pustkami, a w tej pustce znajdowałem się, przygaszony ja. Nie wpasowywałem się w ten gustowny nastrój. Pan Lucjusz Szatan reklamował się w chwytliwym hasłem „przed moimi drzwiami znajdziesz tylko jedno krzesło” co miałoby być pewnego rodzaju zapewnieniem, że do każdego z pacjentów podchodzi indywidualnie, a czas spędzany na rozmowie jest tylko i wyłącznie czasem pacjenta. Wchodząc do budynku widziałem starszą kobietę, która mijając się ze mną ochładzała wilgotną szmatką napuchnięte od płaczu oczy. Facet po prostu dobrze rozplanowywał wizyty.

Ściany były okupowane przez jelenie głowy, ze sztucznego tworzywa oczywiście. Poroży naliczyłem więcej niż długopisów w szpitalnej poczekalni. Wszędzie kunszt, dobry gust i elegancja. Każdy centymetr tej wystylizowanej klitki na kilometr zajeżdżał dżentelmeństwem i tanim winem, któremu ktoś omyłkowo nadał etykietkę ze zbyt wysoką ceną. Miałem nadzieję, że zza drzwi nie wyskoczy Hannibal Lecter. Na odgłos naciskanej klamki czekałem około dwudziestu minut, z których dziesięć spożytkowałem na lekturę jednej z gazet leżących w gablotce. Zza futryny wyłonił się mój Hannibal. Zgadzały się przylizane do tyłu włosy, choć bynajmniej nie powiedziałbym tego o chuderlawej budowie ciała, gówniarskich rysach twarzy i jakimś luzie, który rzucał się w oczy już od chwili wskazania mi miejsca do siedzenia. Zrobił to, jakby zamiast kości miał gumę. Nazwisko zobowiązuje, ale widocznie Szatan traktował swoje z przymrużeniem oka. Nie mogłem przestać obserwować tych dziwacznych ruchów. Każde skinięcie, jakikolwiek gest z puli tych, które zdążył pokazać w kilka minut po zobaczeniu go, wkurwiało mnie. Obawiałem się psychopatycznego psychiatry, a dostałem Jacka Sparrowa. Był tak niski, że gdy rozsiadł się na bujanym fotelu, prawie straciłem go z oczu. Przyłożył palec wskazujący obok oczodołu, a podbródek oparł na kciuku, nadając sobie postawę specjalisty. Patrzył się na mnie kilka sekund. Te sekundy zdawały się być tak długie, że sam miałem ochotę rozpocząć rozmowę. Na tamten moment sądziłem, że jego psychologiczne zdolności są wprawdzie niesamowite, bo jedynie w pracy jako pierwszy zabieram głos.

– Jak to jest z tymi lękami, panie Natalu? – wyprzedził mnie.

– Dotąd jakoś się trzymałem, chociaż ostatnio jest dużo gorzej – mówiłem szybko, żeby jeszcze szybciej dopowiedzieć: – ale skąd pan wie o tych lękach?

– To pan nie widzi? Nie widzi pan tej plakietki? – Wskazał tabliczkę z imieniem i nazwiskiem, która zapełniała pustkę na jego biurku. – Wiem wszystko, przecież jestem diabłem. – Przydusił się śmiechem.

Nawet śmiejąc się, wywoływał we mnie pewien rodzaj poddenerwowania. Na ogół uczepiam się takich szczegółów, gdy mam do czynienia z wyjątkowo upierdliwym usposobieniem. Wiedziałem, że gdzieś już spotkałem się z taką frustracją czyjąś osobą i dopiero w tym momencie, po kładzeniu palców na twarzy, po przyjrzeniu się dziecięcej twarzy, zobaczyłem w nim swojego dawnego klienta.

– Wszystkowiedzący diabeł, który nie pamięta swojego budowniczego?

Choć celem mojego zawodu było dawanie pożyczek i, przeważnie żerowanie na ludzkiej niewiedzy tudzież głupocie, to jeszcze większą radość sprawiało mi ich nieudzielanie. Traktowałem tą zabawę na równi ze sprzątaniem. Wystarczyła drobna rysa na zdolności kredytowej, choroba, malutkie przewinienie, a z pełną przyjemnością odmawiałem klientowi. Trafił się i Lucjusz. Podszedł do mojego stanowiska zaraz po rolniku, którego puściłem z kwitkiem. Dokładnie pamiętam ten chód, przez który zdefiniowałem go jako kompletnego idiotę. Dochodziła szesnasta. Był piątek, czyli jeden z nielicznych dni, gdy nie musiałem zostawać po godzinach na wypełnianiu cholernych papierków. Chciałem jak najprędzej puścić go płazem, żeby za pół godziny poczuć ciepło laptopa grzejącego się na moim brzuchu. Zasraniec był zdrowy jak ryba, miał zdolność do trzystu tysięcy, zero obciążeń, nie dostał nawet mandatu. Do tego posiadał wszystkie dokumenty, jakich tylko mógłbym żądać. Poprosiłem nawet o deklarację podatkową za ostatni rok. To optymalny krok i kredytodawcy raczej już o to nie proszą, ale ja chciałem iść do domu. Nie dosyć, że pokazał mi tą, to jeszcze inne, z pięciu poprzednich lat. Zagadywał mnie, nazywając budowniczym swojego nowego domu. Cała paplanina zmęczyła mnie na tyle, by po powrocie z pracy paść na łóżko jak kłoda i obudzić się następnego dnia.

– Udzieliłem panu kredytu na dom – dopowiedziałem, dedukując po głupiej minie, że nie zrozumiał.

– O cholerka, rzeczywiście! – wrzasnął – Wtedy nazwałem cię moim budowniczym. Rzeczywiście, gdyby nie ty, dalej patrzyłbym, jak moja stara chata się rozlatuje. – Po raz kolejny roześmiał swoją plastyczną twarz, zachowując jednak odrobinę powagi. – Opowiesz coś o tych lękach?

– Mam je od dziecka. Czasem żartuję, że od urodzenia, bo nie pamiętam, by kiedykolwiek ich nie było. Do okresu dorosłości bałem się wszystkiego, co związane z ludźmi. Wyjście do sklepu było dla mnie jak bieg przez przełaje, ale wtedy mieszkałem jeszcze z Nadią, moją siostrą. Wszystko robiła za mnie, była jak...

– Kiedy się pojawiają, czujesz przelewanie w żołądku, ale to tylko początek – mówił, nie zważając, że przerwał moje wyznanie – bo po chwili zaczynają trząść ci się wszystkie kończyny, a najbardziej głowa. Zgaduję, że zminimalizowałeś te objawy już kilka lat wcześniej, dzięki pracy w której musisz użerać się z ludźmi. Masz zaniki pamięci. Przyszedłeś pół godziny przed spotkaniem, bo nie pamiętałeś na którą to spotkanie ustaliliśmy. Nie pamiętasz, że szukałeś psychologa od lęków, nie pamiętasz, że ja jestem psychologiem, który zajmuje się lękami. Teraz stało się coś niedobrego. Coś makabrycznego, co przywróciło to piekło. Powiedz mi o tym, czy to twoja pierwsza ofiara?

– Już o tym mówiłem?

– To wynika z umowy, która zawarliśmy w banku, Natalu. Przeczytaj, proszę. – Rozwinął ją i podał, ale gdy trzymałem kartkę w dłoni, nie było na niej żadnego zgięcia, jakby dopiero wyszła z drukarki.


Wezwanie do zawarcia paktu.

Za pośrednictwem Lucjusza – zesłańca przedpiekła – Natal Sujuszcz zawiera pakt. Po zapoznaniu z jego treścią, zobowiązuje się do odbycia zadośćuczynienia w postaci klątwy, której przedmiotem jest kłamstwo. Każdą osobę dotkniętą łgarstwem Natala Sujuszcza spotka śmierć najbliższej tej istocie, osoby. Każda ze śmierci ziści się z ręki ukaranego pod osłoną nocy.

Podpis cyrografu zobowiązuje do odbycia zadośćuczynienia.
Podpis cyrografu jest obowiązkowy i niepodważalny.

Karany: Natal Sujuszcz
Pośrednik: Lucjusz

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krzysztof Konrad · dnia 19.04.2017 10:29 · Czytań: 339 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 8
Komentarze
al-szamanka dnia 03.05.2017 21:42 Ocena: Świetne!
Cytat:
Trak­to­wa­łem tą(ę) za­ba­wę na równi ze sprzą­ta­niem.

Ach, jak ja tego typu błędów nie lubię!
No i jakieś przecinki były.
Ciekawy, barwny tekst, chociaż tak po dwóch trzecich musiałam dwa razy nawracać, gdyż wydawało mi się, że nie zrozumiałam;)
Przeplotłeś to wszystko mgiełką przebiegłego humorku, który bardzo mi odpowiada.
A końcówka?
No cóż, od dawna wiemy, że Lucjuszom różnej maści nie należy niczego podpisywać, bo w każdej chwili może podpisane przybrać postać paktu... albo nie daj Boże recepty plastrów na odciski.
Aaaa... zabawne zdanko:
Cytat:
Był tak niski, że gdy roz­siadł się na bu­ja­nym fo­te­lu, pra­wie stra­ci­łem go z oczu.

Czytało się super.

Pozdrawiam :)
Krzysztof Konrad dnia 03.05.2017 22:02
Szamanko, jeżeli jest tu tyle błędów, dlaczego dałaś "świetne"? Wydaje mi się, że jeśli nie rozumie się 2/3 tekstu, co Twoim zdaniem - jest winą autora, to raczej nie zasługuje na taką ocenę. Pozdrawiam
Ania_Basnik dnia 03.05.2017 22:15 Ocena: Świetne!
Świetnie czyta się Twój tekst. Trafny obrazek obyczajowy ubarwiony fajnym humorem :) Zaczęłam może nietypowo od 4 części. Wychodzę z założenia, że jak coś jest świetne to da się czytać i od końca. A teraz pójdę do innych części. Jestem pod wrażeniem :)
Krzysztof Konrad dnia 03.05.2017 22:28
Wiolinowa baśnio...? Haha, powiedz proszę, jak Ci na imię:)

Fajnie, że się podoba, aczkolwiek z oceną się wstrzymaj, bo uwierz - możesz się zawieść. P. S czytajcie proszę "notatki od autora"

Dzięki! :)
Ania_Basnik dnia 03.05.2017 22:39 Ocena: Świetne!
Właśnie przeczytałam poprzednie części. Ta jednak jest najlepsza. Czyli - z każdą częścią idziesz wyżej. Życzę szczytu. Jest od kogo się uczyć. Pozdrawiam
Ania
al-szamanka dnia 04.05.2017 06:03 Ocena: Świetne!
No to jeszcze raz mój koment:

Trak­to­wa­łem tą(ę) za­ba­wę na równi ze sprzą­ta­niem.

Ach, jak ja tego typu błędów nie lubię!(znalazłam tylko jeden, a nie TYLE błędów)
No i jakieś przecinki były.
Ciekawy, barwny tekst, chociaż tak po dwóch trzecich musiałam dwa razy nawracać, gdyż wydawało mi się, że nie zrozumiałam;)(WYDAWAŁO mi się, nigdzie nie ma, że nie zrozumiałam i że jest to z Twojej winy)
Przeplotłeś to wszystko mgiełką przebiegłego humorku, który bardzo mi odpowiada.
A końcówka?
No cóż, od dawna wiemy, że Lucjuszom różnej maści nie należy niczego podpisywać, bo w każdej chwili może podpisane przybrać postać paktu... albo nie daj Boże recepty plastrów na odciski.
Aaaa... zabawne zdanko:
Cytat:
Był tak niski, że gdy roz­siadł się na bu­ja­nym fo­te­lu, pra­wie stra­ci­łem go z oczu.

Czytało się super.

Podkreślam jeszcze raz... ciekawy, barwny tekst, przebiegły humorek, czytało się super. ... i masz odpowiedz na swoje pytanie :D

Pozdrawiam :)
mike17 dnia 06.05.2017 20:39 Ocena: Bardzo dobre
Opowiadanie rozbija się na dwie części: treściową i literacko-językową.
W tej drugiej, bo od niej zacznę, jest znacznie lepiej, jest momentami wręcz błyskotliwie, zdania płyną sobie lekko, choć wiadomo, że nie na lekki temat.
Posługujesz się dobrą polszczyzną, i z interpunkcją także nie masz problemów.
Więc sumując, jeśli idzie o walory literackie, nie jest źle.

Zaś tematyka jest oklepana i denna.
Ileż było już opowieści o szatanie i jego uczniu - choćby kultowy "Harry Angel" z Mikey'em Rourke.
Temat ograny na maxa tudzież motyw mordu - ileż tego było już w literaturze i filmie :)

W związku z tym, temat uważam za porażkę.
Wykon za całkiem niezły pokaz umiejętności literackich.
Zbierz to teraz do kupy i będziesz mieć moją ocenę.

Póki co daję za walory literackie, nie za temat, "bardzo dobre".
Krzysztof Konrad dnia 07.05.2017 11:04
Mike - nie wiesz, co będzie dalej :D ale to za jakiś czas. Pozdrawiam i dziękuję, że konsekwentnie przeczytałeś :)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Jaga
18/08/2017 21:57
Autor, dziękuję :) To bardzo stary tekst. Napisałam go,… »
Jaga
18/08/2017 21:51
Al, bardzo dziękuję za wyszperanie;) Mam do tego tekstu… »
Jaga
18/08/2017 21:46
Początek mnie nie zachwycił. Jednak od słów: „Osiem cienkich… »
Lilah
18/08/2017 21:35
Bardzo dziękuję, gabi, za obecność i miłe słowa.… »
chawendyk
18/08/2017 21:25
"Co ona w nim widzi" :) może zajrzała do środka... »
gabi
18/08/2017 21:16
Tak to jest, gdy pustą maszyną do losowania zawiaduje ślepy… »
gabi
18/08/2017 21:09
Wiersz śliczny, romantyczny i liryczny. Gdyby takie wiersze… »
Infernus
18/08/2017 21:08
W sposób ciekawy oprowadziłeś mnie po Twoim mieście.… »
gabi
18/08/2017 21:06
Świetny wiersz. Niemalże ujrzałam Mariannę. Być może sprawił… »
Ekszyn Dupacycki
18/08/2017 19:09
Dobra uwaga. Analogicznie nie dałoby się widzieć Realności… »
wiktoria
18/08/2017 18:40
A z tym się zgodzę i nie zgodzę. Owszem, może i wraca do… »
Zola111
18/08/2017 18:37
Miladoro, Marianna to kobieta bez wykształcenia, mocna,… »
pociengiel
18/08/2017 18:32
przyszedł tu Bóg białych ludzi posiąść z Środka Ziemi wiatr… »
Lilah
18/08/2017 18:09
Dzięki, dzięki, Milu. Zwłaszcza za tę ulubioną, co poczytuję… »
Miladora
18/08/2017 17:59
Masz rację. :) Może więc - Duch-Ojciec białych ludzi?… »
ShoutBox
  • Vanillivi
  • 18/08/2017 13:33
  • Wiem, ale nie każdy sięgnie po produkcje ambitniejsze, a bez tego, nie będzie widział nawet różnicy
  • Ekszyn Dupacycki
  • 18/08/2017 13:18
  • przecież te produkcje są jak pozszywane z reklam społecznych, słabych i niepomysłowych.
  • JOLA S.
  • 18/08/2017 12:42
  • ( z płomieniem w oczach)
  • Vanillivi
  • 18/08/2017 12:37
  • (to przez Ranczo i piwko? fakt, mówienie w tym kontekście o nowej jakości jest mocno kontrowersyjne, ale niech ludzie się cieszą latem i wypoczywają jak lubią)
  • Silvus
  • 18/08/2017 12:31
  • Co się dzieje?
  • chawendyk
  • 18/08/2017 08:40
  • Słuchowisko radiowe "Matysiakowie" to przykład dobry naśladowania:)
  • Silvus
  • 18/08/2017 00:18
  • Ranczo w radiu? Chyba dałoby radę, gdyby bardzo dobrze znać aktorów. ;)
  • chawendyk
  • 18/08/2017 00:00
  • Cholera. TV nie oglądam:) ...ale radia słucham:)
  • mike17
  • 17/08/2017 23:31
  • Cały tydzień masz na TVP HD na dekoderze numer 3. Dwa odcinki naraz, full wypas :)
Ostatnio widziani
Gości online:51
Najnowszy:Toevsgty
Wspierają nas