Miasto Innowacji: 02 Konserwatywny Nauczyciel cz.1 - Brunon Laguna
Proza » Humoreska » Miasto Innowacji: 02 Konserwatywny Nauczyciel cz.1
A A A
Od autora: e komiks Drugi świat: syn rzeźnika

http://www.gandalf.com.pl/e/drugi-swiat-syn-rzeznika/
http://www.empik.com/drugi-swiat-syn-rzeznika,p1140596165,ebooki-i-mp3-p

 

 

 

MIASTO INNOWACJI 02: KONSERWATYWNY NAUCZYCIEL

Polska, Miasto Innowacji, lata 70 te, XX w.

Osiedle Projekt było niewielkim blokowiskiem składającym się głównie z jednakowych,
trzypiętrowych budynków. Obok bloku był skromny parking, na kilkanaście samochodów i mały
plac zabaw składający się z piaskownicy i zjeżdżalni.
Państwo Batorowie byli cichą, spokojną rodziną. Żona umarła przy porodzie chłopaka Bartosza.
W dwupokojowym mieszkaniu samotny ojciec Dawid wychowywał syna. Tata był średniego wzrostu
szczupłym, sprężystym mężczyzną. Jego twarz zdobiła długa zadbana blond broda. Nosił
zazwyczaj szare bądź bordowe swetry.
Był z wykształcenia i zamiłowania historykiem, pracował w liceum ogólnokształcącym z
tradycjami. Bartosz był wątłym, cichym chłopcem o blond włosach. Ojciec od najmłodszych lat
zarażał syna swoją pasją.
Dawid uważał przekazywanie prawdy historycznej z pokolenia na pokolenie za ważny element
budowania tożsamości narodowej. W opowieściach przekazywanych synowi nie pomijał wydarzeń,
które nie uwzględniał oficjalny program nauczania w szkołach.
Za oknami panowała niepewność i podejrzliwość. Ojciec chronił chłopca przed panującą na
zewnątrz ideologią. Stworzyli w domu swój własny świat.
W mieszkaniu regały uginały się od książek. Przykrywały je paprotki szeroką peleryną liści.

Ograniczał jego kontakty z rówieśnikami. Nie chciał, żeby o jego naukach syn mówił głośno na
podwórku podczas zabawy z kolegami.

Dlatego od małego Bartek był zamknięty w sobie.
Ojciec współpracował z nielegalną drukarnią. Pomagał opracowywać ulotki i materiały do
opozycyjnych wydawnictw.
Pisał artykuły do podziemnej prasy o tematyce patriotycznej.

O różnych porach dnia, przychodziły do nich tajemnicze postacie, przebywali w domu, nawet jak
nie było ojca. Kiedy Bartosz przechadzał się po mieszkaniu, dużymi, zdziwionymi oczami
obserwował brodate postacie, ubrane w brązowe i szare swetry, pochylone nad stołem, zawalonym
stertami papieru. Palili fajki, papierosy i popijali gorzką herbatę. Prowadzili burzliwe
dyskusje, absorbujące spory. Wspólnie przygotowywali materiały do podziemnych publikacji.

Ojciec czasami znikał na dłużej, nie mówiąc, gdzie idzie. Bartkiem wtedy opiekowała się
ciotka mieszkająca na innym osiedlu lub zaufana sąsiadka.

Dawida Batora prześladował złowrogi cieć.
Zgarbiony, z rozczochranymi, jasnymi włosami, niedokładnie ogolony, niezadbany w
niewyprasowanych ubraniach.
Nikt w bloku go nie lubił. Cały czas spiskował. Podsłuchiwał przez ścianę, śledził ludzi,
chowając się za winklem.
Pojawiał się znikąd i zagadywał gości rodziny Batorów. Próbował się dowiedzieć, gdzie
zmierzają. Zawsze mieli z góry przygotowane alibi, na takie wypadki. Urywali rozmowę, idąc w
swoim kierunku.
Rysiek nawet podczas luźnej rozmowy, u swojego introlokutora z sąsiedztwa, szukał podtekstów,
które mogłyby uderzać we władzę. Z czasem ludzie starali się go unikać. Zmienił się w
nachalnego stalkera. Szukał sposobu jak za wszelką cenę, zapunktować u rządzących.


Ojciec Bartosz zniknął nagle, kiedy ten był nastolatkiem. Bartek obudził się w środku nocy,
słysząc rozgardiasz. Ojciec w pośpiechu przepraszając, pożegnał się z synem. Potem odezwał
się do niego, ale nie chciał powiedzieć, skąd dzwoni. Kilka tygodni później skontaktował się
z zagranicy. Mówił, że mieszka w Niemczech. Na początku często dzwonił i przysyłał listy.
Potem z czasem coraz rzadziej, w końcu przestał. Syn dostawał tylko kartki na święta, jakby
za granicą coś w Dawidzie umarło.

Bartkiem zaopiekowała się ciotka. Skończył szkołę podstawową i liceum. Był sumiennym, cichym
uczniem. Cały czas towarzyszyło mu zamiłowanie do polskiej historii.
Na studia od ciotki wrócił na stare śmieci, do osiedla Projekt.

Bartosz wyrósł na średniego wzrostu mężczyznę, miał ok. 175 cm.
Był wysuszonym, bladym blondynem, o gładkiej wyschniętej twarzy.


W latach 90 tych, po studiach podjął pracę w liceum jako nauczyciel historii. Tym samym, w
którym pracował jego ojciec.
Przyjęto go z otwartymi ramionami, ze względu na rodzica, którego dotąd dobrze wspominano.

Co ciekawe dyrektorem placówki był dawny cieć bloku Batorów, Ryszard.
Zmienił się nie do poznania. Widać było, że stanowisko mu służy.

Teraz był postawnym mężczyzną, sprawiał wrażenie wysokiego. Miał elegancko przystrzyżonego
wąsa i dokładnie zaczesane krótkie włosy na łysiejącym czole.
Nosił się w eleganckich, dobrze skrojonych garniturach, obowiązkowo pod krawatem.

W pokoju nauczycielskim, w towarzystwie dominowała przebojowa czwórka.
Przewodził jej nauczyciel WF, który co przerwę zabawiał kolegów. Zawsze był w centrum
zainteresowania, wszyscy go uwielbiali. Bawił ludzi opowieściami ze swoich szalonych nocnych
eskapad albo opowiadał anegdoty o uczniach.

Wuefista Jurek był krępym, niskim mężczyzną ok. 35 lat. Brunet, z krótką, nażelowaną fryzurą.
Lubił ubierać się w obcisłe ubrania, podkreślające jego wyrzeźbioną sylwetkę. Zazwyczaj można
go było zobaczyć w ciemnej krótkiej koszulce lub czarnej skórzanej kurtce.
Butny kogucik w kurniku.

Szczególnymi wielbicielkami jego popisów były nauczycielki chemii, geografii i biologii.
Wszystkie trzy były rozkosznymi tlenionymi blondynkami o bujnych kształtach, w wieku ok. 40-
50 lat. Z niecierpliwością wypatrywały Jurka i wniebogłosy śmiały się z jego dowcipów.
Przebojowa czwórka cieszyła się parasolem ochronnym dyrektora, który wyraźnie ich
faworyzował i pozwalał na więcej.


Jurek żartując, puszył się jak paw. Patrzył kątem oka na polonistkę Beatę czy śmieszą ją,
jego żarty.
Beata była 30-letnią szatynką z końskim ogonem i miłą dla oka grzywką. Plasowała się gdzieś
pośrodku, hierarchii towarzyskiej pedagogów. Cieszyła się sympatią energicznej czwórki, jak i
utrzymywała dobre stosunki z resztą nauczycielskiego grona.
Na uboczu był cichy historyk Bartosz. Trzymał się w cieniu, nie chodził na imprezy, którymi
mógłby się popisać.
Unikał używek. Prowadził raczej ascetyczny tryb życia.
Po powrocie z pracy zagłębiał się w świat swoich bohaterów, wspólnie z nimi przeżywał
ryzykowne misje i niebezpieczne akcje.


Bartosz i Beata mieli razem często dyżury na przerwach. Obserwowali dokazującą młodzież.
Ubolewali nad brakiem kultury i brakiem zainteresowania dla polskiej historii i sztuki.
Zauważali fascynację nastolatków efektowną, kolorową amerykańską popkulturą. O filmach z
USA prowadzili żywe rozmowy i naśladowali ich bohaterów podczas zabaw.

Bartek był podekscytowany, kiedy zaczynał pracę. Cieszyła go możliwość podzielenia się swoją
wiedzą z młodymi ludźmi. Przypominał sobie swoja młodość, kiedy ryzykownie było mówić o
pewnych rzeczach. Teraz zakładał jako pewnik, że młodzież jest głodna tej wiedzy.
Jego nadzieje szybko spaliły na panewce.

Nie rozumiał ich zachowania. Byli kompletnie niezainteresowani polska historia ani
tradycją.

Gdy próbował na lekcji przemycić bliskie mu treści, nastolatkowie nie zwracali na niego
uwagi. Jak uderzał w poważniejsze tony, widział na twarzach uczniów zbierający się śmiech.

Kiedy próbował im przekazać coś ważnego z historii, niekoniecznie ujętego w programie
nauczania. Jego ściszony głos i poważna mina, przeważnie spotykały się z przedrzeźnianiem.

Tego dnia poszedł na zajęcia jak zwykle zrezygnowany. To była ostatnia lekcja, na której miał
się odbyć sprawdzian. Liceum było już praktycznie opustoszałe. Spodziewał się, że będzie tak
jak zawsze. Większość uczniów w połowie lekcji skończy pisać i ze znudzeniem zacznie
wpatrywać się w sufit. Robił sobie wyrzuty, że tak starał się przygotowywać ciekawe zajęcia.
Przynosił materiały, wyszukiwał atrakcyjne ciekawostki historyczne. Nawet teraz na sprawdzian
wymyślił pytania, na które uczeń, choć trochę zainteresowany historią, powinien bez trudu
odpowiedzieć.

Kiedy kończyła się lekcja, siedział przy biurku, z pochyloną głową wpatrując się w podłogę.
Wyprostował się, żeby ogłosić zbliżający się koniec i stanął jak wryty. Była cisza jak makiem
zasiał, a uczniowie skrupulatnie zapisywali kartki.


Przez chwilę pomyślał, że może był zbyt surowy, za ostro ich oceniał.
Poinformował klasę o skończeniu czasu.
Docenił zaangażowanie, jakie zobaczył podczas pisania.
W zamian za przygotowanie się chciał im zrobić przyjemność.
Pomyślał, że może zaintonuje fragment patriotycznej pieśni lub opowie część podniosłego
wiersza. Tak dla rozluźnienia atmosfery po stresującym sprawdzianie.

Po zebraniu kartek Bartosz stanął na środku sali, jakby chciał coś powiedzieć. Nastała cisza,
uczniowie zaczęli się w niego wpatrywać. Historyk zbierał się, żeby zanucić pierwsze takty.

Wtem usłyszał nieprzyjemnie kojarzący się dźwięk.
- Pprrrr...- wydał go chłopak z ostatniej ławki pod ścianą, na co kolega siedzący obok
zareagował śmiechem. Radość podchwyciła, od razu połowa klasy. Rozległ się gromki śmiech.

Bartek spuścił głowę, przełknął spokojnie zniewagę, stłumił gniewną reakcję.
Grzecznie podziękował i pożegnał uczniów. To była ostatnia lekcja. Szkoła pustoszała.
Panowała przeszywająca cisza. Bartosz z zebranymi kartkami udał się do kantorka. Zaczął
przeglądać sprawdziany.
Większość prac planował poprawić w domu, teraz postanowił tylko pobieżnie rzucić okiem. To,
co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Pomylone ważne nazwiska, nietrafione daty,
szczątkowe odpowiedzi na pytania opisowe. Dostawał szału, przeglądając każdą kolejną pracę.
Nie potrafił opanować gniewu. Walczył sam ze sobą. Coś w nim pękło, nie mógł się opanować.
Szlag go trafił.

-Co za imbecyle historyczni!!!- zakrzyknął wściekły.
Podniósł ręce do góry, palce w połowie zaciskały mu się w pięści, piekielny grymas rozrywał
twarz. Głęboko z trzewi, wydarł się ogromny krzyk, jakby uwolniło się coś skrywanego od lat.
Pokój zatrząsł się w posadach. Odsunął się od biurka. W szale chwytał garściami kartki ze
sprawdzianami i rozrzucał je po pokoju. Gwałtownie rozerwał koszulę na piersi. Wybiegł z
kantorka, machając rękami w powietrzu.


Zaczął biegać jak opętany po korytarzu, bijąc się pięściami w klatkę piersiową. Darł się
wniebogłosy, aż szyby się trzęsły.
Spadały kartki z tablicy ogłoszeń.

W amoku chwycił jedno z krzeseł stojących na korytarzu i z impetem cisnął w kierunku
szklanej szafki z trofeami szkolnymi. Gablotka uległa doszczętnemu zniszczeniu.

 



C. D. N.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Brunon Laguna · dnia 05.05.2017 12:13 · Czytań: 174 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
25/07/2017 04:26
szalony tekst :) »
zbycho
24/07/2017 21:38
piękny tekst »
skroplami
24/07/2017 20:50
AJW chociaż wiem że ma być ajw :). Witaj wśród prozy. Masz… »
skroplami
24/07/2017 20:12
Przypadkiem. Nie pamiętam kiedy i gdzie czytałem tak dobry… »
skroplami
24/07/2017 20:01
Bajkowo marzenna miłość :). Dobrze, jest i niech taka… »
Toya
24/07/2017 16:45
Świetny, Alku, ale zgodzę się z puszczykiem. Za dużo tego.… »
Toya
24/07/2017 16:39
Nie porwał. Całość dość chaotyczna i przegadana. Męcząca… »
skroplami
24/07/2017 16:37
Takie spokojne a takie zaskakujące zakończenie :). No… »
skroplami
24/07/2017 15:46
Co do joty zgadzam się z JOLA S. :). S-f, thiller, horror… »
Autor
24/07/2017 15:39
Dziękuję Wiktorio. Miłego dnia :) »
wiktoria
24/07/2017 15:33
Autorze, bardzo dobrze doczytałeś, chodzi o agresję słowną,… »
Autor
24/07/2017 13:11
I to jest to, niby miniatura, a dużo akcji, wiele się… »
Autor
24/07/2017 12:57
No tak, najpierw należy wyjąć belkę ze swojego oka. W… »
Toya
24/07/2017 12:56
Robaczki, jak to robaczki. Są wszędzie. Haaa... :p »
wiktoria
24/07/2017 10:31
Autorze, nie widzisz jej, bo jej tu nie ma. Za to jest to,… »
ShoutBox
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 22:09
  • Tru. Ale niektórych słucha się pierońsko dobrze :)
  • Krzysztof Konrad
  • 24/07/2017 21:41
  • Mam taką teorię, że pisarze to kretacze i krasomowcy. Gadają dużo o niczym, ale sami nie wiedzą co i jak :
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:57
  • Rozumiem, nie znam niestety dobrych podręczników warsztatowych, chociaż Pinkera już mam kupionego i czeka na czytanie. Jest dużo takiej literatury po angielsku.
  • Maru
  • 24/07/2017 20:51
  • Uwaga, chwalę się! ^^ Lipcowy numer Histerii, a w nim moja "Sprawiedliwość"! :D
  • Krzysztof Konrad
  • 24/07/2017 20:38
  • Właśnie takie mnie nie interesują, gdyż nie mam kłopotów z motywacją. Jak chce to po prostu to robię. Ale byłoby miło dobrze wykonywać tę robotę.
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:37
  • Ale jeżeli ktoś lubi i potrzebuje takiego klimatu, to ksiazka spełnia swoje zadanie.
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:05
  • Krzysztof Konrad, "Będę pisarzem" Dorothei Brande jest całkiem całkiem, tylko trzeba wziac pod uwagę, że to jest poradnik czysto inspiratywny, motywujący. Nie ma tam za wiele o warsztacie.
Ostatnio widziani
Gości online:38
Najnowszy:muaser
Wspierają nas