Szukając metki Producenta - tsole
Publicystyka » Eseje » Szukając metki Producenta
A A A
Od autora: Refleksje nad koncepcją Inteligentnego Projektu.
Szkic ukazał się w periodyku "Czas Fantastyki" nr 1/2012

Zapewne każdy zgodzi się ze stwierdzeniem, że celem nauki powinno być poszukiwanie prawdy o świecie. Lecz co to znaczy konkretnie, różnie już jest postrzegane. Piłat pytał Chrystusa „co to jest prawda?” Dziś, w dobie różnej maści relatywizmów modnie jest utrzymywać, że „każdy ma swoją prawdę”, „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” etc. Czasem myślę sobie, że gdyby Einstein przewidział jak dalece rozpleni się idea względności, dałby sobie spokój z relatywizmem i do końca swych dni stawiałby stemple na dokumentach w biurze patentowym.

W zależności od bieżącej sytuacji wahadło w nauce (żeby było jasne – mam na myśli nauki przyrodnicze) wędruje sobie od pesymizmu do optymizmu poznawczego i z powrotem. Ostatnie apogeum tego optymizmu przypadło na koniec XIX wieku, kiedy to zadowoleni z siebie uczeni byli przekonani, że gmach poznania jest na ukończeniu (szerzej piszę o tym w eseju „Dwie wieże na zgliszczach”[i]). Potem dostali od Konstruktora prztyczka w nos i wahadło gwałtownie odbiło w drugą stronę (gdzie się dziś znajduje, trudno wyrokować, ale niechybnie zmierza w kierunku apogeum pesymizmu poznawczego).

Wraz z optymizmem przychodzi hardość i zadufanie, a z nimi hegemonia empirii i umocnienie w przeświadczeniu, że „człowiek to brzmi dumnie”. Pesymizm z kolei przynosi ciągotki w kierunku okultyzmu, spirytualizmu, mistycyzmu i umocnienie w przeświadczeniu, że  „człowiek to puch marny”.

 

Dyktatura naturalizmu

To było z przymrużeniem oka. Mówiąc serio, w nauce nie ma miejsca na dyktat. W nauce nie powinniśmy osądzać a priori, co jest prawdą, nie powinniśmy przyjmować wyjaśnień lub ich odrzucać z tego powodu, że nam się one podobają lub nie. Mówiąc ściślej: paradygmaty w metodologii nauki nie powinny ograniczać możliwości wyjaśnienia zjawisk. Lecz gdy wahadło zmierza ku któremukolwiek apogeum, takie ograniczenia się pojawiają. To, które przyszło wraz ze schyłkiem XIX wieku nosi nazwę „naturalizm metodologiczny” i domaga się od naukowców, aby w badaniach ograniczać się wyłącznie do wyjaśnień opartych o przyczyny naturalne. Każde inne postępowanie jest uznawane jako „nienaukowe”.

Z jednej strony to dobrze, bo w nauce ma być porządek, a nie wolna amerykanka. Uprawiający ją powinni być ograniczeni jasnymi i jednoznacznymi regułami gry, inaczej nie będzie nauki tylko bełkot. Z drugiej jednak strony narzucone apodyktycznie ograniczenie wypacza poznanie. Tak było w czasach średniowiecza, kiedy to, koncentrując się na logice, nie doceniano roli empirii, tak jest dziś, kiedy rolę tej ostatniej się absolutyzuje. A właściwa droga leży zapewne gdzieś pośrodku.

Naturalizm domaga się więc wyjaśnień opartych o przyczyny naturalne. Nie dopuszcza aby powoływać się na inne przyczyny. Na przykład na inteligencję. A przecież w sposób naturalny (sic!) wciąż odwołujemy się do inteligencji. Rozpoznawanie inteligencji jako przyczyny działania, powstawania rzeczy i zjawisk, jest w naszym życiu nagminne. Nikt przy zdrowych zmysłach nie przypisze hieroglifom wykutym na ruinach egipskich budowli przyczyn naturalnych, takich jak erozje, burze piaskowe, ruchy tektoniczne. Widząc piramidy w Egipcie czy też w Meksyku, nie stawiamy hipotez, że są one efektem procesów górotwórczych. Wyrytego na pniu drzewa serca ze strzałą i inicjałami nie uznajemy za naturalny wizerunek powstały przypadkowo, np. wskutek trafienia piorunem, tylko domyślamy się działań młodzieńca zdeterminowanego miłosnym uniesieniem. Widząc ogrodowe drzewa uformowane w postacie zwierząt nie uwierzymy, że mogłyby one przybrać taką formę samodzielnie, bez inteligentnego prowadzenia przez ogrodnika. W wizerunkach na pustyni Nazca dopatrujemy się działania inteligencji pozaziemskiej. I wcale wszystkich tych naszych domniemań nie mamy za „nienaukowe”.

 

Nobilitacja Inteligencji

Apodyktycznie wprowadzone przez naturalizm metodologiczny rygory uczyniły proces poznania jednostronnym, spychając cały szereg dyscyplin usiłujących wyjaśniać zjawiska w sposób z tymi rygorami niezgodny w getto „nienaukowości”. A ponieważ natura nie znosi próżni, rychło powstała przeciwwaga. Jest nią Inteligentny Projekt (ang. Intelligent Design, ID) - koncepcja filozoficzna, która utrzymuje, że wyjaśnieniem dla pewnych cech tudzież zjawisk Wszechświata jest siła sprawcza – „inteligentna przyczyna”, a nie działające samoistnie niesterowane procesy przyrodnicze. Dokładniej, koncepcja ta zakłada, że jesteśmy w stanie odróżniać cechy i zjawiska powstałe w wyniku procesów czysto naturalnych, bez żadnego udziału inteligencji od tych, w których powstanie zaangażowany musiał być jakiś rozumny czynnik.

Pojęcia Intelligent Design użył po raz pierwszy w 1897 r. F.C.S. Schiller w obszarze teorii ewolucji, pisząc że nie można odrzucać możliwości, że proces ewolucji może być kierowany przez inteligentny projekt.[ii]

Lecz już znacznie wcześniej angielski teolog William Paley (1743-1805) zaprezentował w książce „Natural Theology” słynną „tezę o zegarmistrzu”. Argumentował on, że jeśli ktoś przechodzący przez wrzosowisko ujrzy tam kamień, może racjonalnie wyjaśnić jego obecność naturalnymi przyczynami, jednak gdy zobaczy zegarek i stwierdzi, że jego różne części są dopasowane i celowo złożone, jedyną sensowną konkluzją będzie ta, że zegarek ten został zaprojektowany[iii].

Prekursorem współczesnego nurtu ID jest chemik i filozof Michael Polanyi, który w 1967 r. stwierdził, że maszyny są nieredukowalne do fizyki i chemii, oraz że mechanistyczne struktury organizmów żywych również wydają się nieredukowalne.

Dziś głównym ośrodkiem propagującym ID jest Discovery Institute w Seattle (stan Waszyngton) – prywatna organizacja deklarująca promowanie konserwatywnych idei.

Trzeba tu zauważyć, że metodologia proponowana przez ID nie jest jakimś novum: wykrywanie działania inteligentnego czynnika jest od lat stosowane w takich dyscyplinach jak detektywistyka i kryminalistyka, archeologia czy kryptologia.[iv]

 

Elementarz ID

Podstawowe pytanie ID brzmi: jakie cechy pozwalają nam rozpoznać inteligencję?

Wyróżniamy tu dwa kryteria: wyspecyfikowaną złożoność wprowadzoną przez matematyka Williama Dembskiego i nieredukowalną złożoność zaproponowaną przez biochemika Michaela Behe.

 

Wyspecyfikowana złożoność

Teoretyk ID, matematyk William Dembski zaproponował filtr eksplanacyjny, według którego wszystkie obserwowane zjawiska można wyjaśnić na trzy wzajemnie wykluczające się sposoby:

- przypadek,

- konieczność (odwołanie się do prawa przyrodniczego),

- czynnik inteligentny.

Według Dembskiego logiczne, naukowe kryteria wskazujące na to, czy w grę wchodzi ta trzecia opcja stanowią: złożoność (utożsamiana z małym prawdopodobieństwem wystąpienia badanego zjawiska) i specyfikacja (wykazywanie przez zjawisko pewnego wzorca, który jest znakiem inteligencji, np. kamienie na plaży ułożone w napis „tu jestem!”).

Kryterium wykrywania projektu: nikłe prawdopodobieństwo plus zgodność z istniejącym wzorem (czyli wyspecyfikowana złożoność) opisują to, co nazywamy informacją. Wiliam Dembski postulował, że w przyrodzie funkcjonuje prawo zachowania informacji głoszące, że ilość informacji mającej cechy wyspecyfikowanej złożoności w układzie może się zwiększać tylko za sprawą ingerencji czynnika inteligentnego.

Ostatecznym kryterium wykrywania ID jest więc wyspecyfikowana złożoność. Dembski podaje tu klarowny przykład: Pojedyncza litera w alfabecie jest specyficzna ale nie złożona. Długa sekwencja losowo wybranych liter jest złożona, ale nie wyspecyfikowana. Sonet Szekspira jest zarówno złożony jak i wyspecyfikowany.

Magazynowanie i przetwarzanie informacji jest jedną z głównych domen człowieka – zwłaszcza dziś, w dobie informatyki. Człowiek jednak nie ma tu monopolu. Nieprawdopodobnie złożoną i pojemną kopalnią informacji jest jądro żywej komórki. Cząsteczki DNA posiadają strukturę idealną do gromadzenia i przetwarzania informacji. Pełny komplet ludzkiego DNA zawiera 3 miliardy znaków. Bill Gates powiedział, że DNA jest jak program komputerowy, tylko że o wiele bardziej skomplikowany niż jakikolwiek, który człowiek potrafił napisać. Podobnie jak sonet Szekspira, podobnie jak program komputerowy, ciąg DNA jest zarówno złożony jak i wyspecyfikowany – spełnia więc kryterium wykrywania ID. Dlatego też zwolennicy ID twierdzą, że odwołanie się do inteligentnych przyczyn jest konieczne do prawidłowego wyjaśnienia złożoności i bogactwa informacji obserwowanych w biologicznych układach, które są dostępne empirycznemu badaniu.

 

Nieredukowalna złożoność

Pojęcie to zostało zdefiniowane przez Michaela Behe w książce pt. „Czarne Pudełko Darwina” i odnosi się do systemów biochemicznych w komórce. W czasach Darwina uczeni zakładali, że komórki są prostymi strukturami podobnymi do galaretki, które mogły powstać z sześciu elementów organicznych. Jednak wyniki badań biochemicznych prowadzonych techniką mikroskopii elektronowej wykazały, że komórki są w rzeczywistości bardzo skomplikowane. Michael Behe uważa, że tak wysoka złożoność nie mogła rozwinąć się przypadkowo, lecz została zaprojektowana. Komórki zawierają bowiem liczne układy, które musiały powstać od razu w gotowej postaci, a to jest skrajnie nieprawdopodobne. Przypadkowa mutacja genetyczna może przyczynić się do rozwoju nowej części, ale nie może przyczynić się do równoległego rozwoju innych licznych części, które muszą działać, by cały system funkcjonował prawidłowo.

Jako przykład Behe podaje budowę wici bakterii, której obrotowy silniczek umożliwia jej przemieszczanie się w płynie na zasadzie łodzi podwodnej z zewnętrznym silnikiem. Jak wykazał wraz ze Scottem Minnichem, witka ta cechuje się tzw. nieredukowalną złożonością, tzn. nie wykształciła się z mniej skomplikowanego systemu na drodze ewolucji. Wystarczy usunąć jeden element witki, a całe „urządzenie” przestanie działać. A witka jest tylko jednym z wielu złożonych, wieloczęściowych mechanizmów, jakich w samej komórce znajduje się bardzo wiele[v].

Podobnie jest w organizmach o większym stopniu komplikacji. Ludzkie oko jest przydatnym systemem tylko pod warunkiem, że wszystkie jego części są obecne i działają poprawnie w tym samym czasie.  Przypadkowo zmutowane przestałoby produktywnie wpływać na przetrwanie gatunku, i dlatego zostałoby wyeliminowane przez proces doboru naturalnego. [vi]

 

Ewolucja: zamysł czy wrażenie zamysłu?

Ponieważ stopień komplikacji (złożoności) materii a także jej wyspecyfikowania największy jest w organizmach żywych, nie dziwota, że najbardziej aktywną rubież, na której dochodzi do starć ID z „klasyczną” nauką, stanowi biologia, konkretnie teoria ewolucji.

Godzi się podkreślić, że teoria ID nie kwestionuje samej ewolucji. Zwolennicy ID twierdzą jedynie, że nawet jeśli ewolucja miała miejsce, to ujawnia ślady projektu. Dlatego zdecydowanie wykluczają oni neodarwinistyczną wizję ewolucji pojmowanej jako bezcelowy proces bazujący na przypadkowych mutacjach i doborze naturalnym. Ich zdaniem choć neodarwinistyczne mechanizmy są właściwe do opisu małoskalowych zmian w organizmach, to kompletnie zawodzą przy większych strukturalnych i funkcjonalnych transformacjach.

Z kolei ewolucjoniści często mówią o projekcie organizmów, ale mają na myśli zupełnie coś innego, niż to, co się zwykle przez to słowo rozumie. Nie wierzą, że organizmy zostały zaprojektowane. Wierzą natomiast, że powstały przypadkiem i tylko z pozoru wyglądają na rezultat projektu. Richard Dawkins tak opisał tę sytuację: Biologia zajmuje się obiektami złożonymi, tworzącymi wrażenie celowego zamysłu. [vii] Nawiasem mówiąc, Dawkins należy do grupy biologów, którzy odmawiają w ogóle debat ze zwolennikami teorii ID, bo uważają, że takie polemiki tylko uwiarygodniałyby tę teorię na gruncie nauki i dawały jej jakiś kredyt zaufania przez to, że angażują poważnych naukowców. Przypomina to historię Galileusza, który usiłował nakłonić pewnego biskupa, funkcjonariusza Inkwizycji do zerknięcia w okular teleskopu, aby przekonać go, że księżyce Jowisza istnieją. Biskup odmówił, mówiąc: nigdzie nie będę patrzył, ja WIEM, że Jowisz nie ma księżyców! Różnica jest taka, że o ile ów biskup deprecjonował wartość poznania empirycznego, o tyle Dawkins i jego koledzy deprecjonują rolę logicznego wnioskowania i naukowego dyskursu. 

Zwolennicy teorii ID uważają, że projekt, jaki widzimy, jest realny, nie pozorny. Twierdzą, że ignorowanie koncepcji ID stwarza więcej problemów, niż rozwiązuje. Tworzy się karkołomne hipotezy mające wyjaśnić, jak złożone organizmy mogły powstać przez przypadek. Popatrzmy jak to wygląda od strony liczbowej. Wybitny kosmolog, matematyk i astrofizyk Fred Hoyle (agnostyk, nawiasem mówiąc) powiedział: prawdopodobieństwo utworzenia życia z materii nieożywionej jest liczbą z 40 tysiącami zer po niej. To wystarczy, by pogrzebać Darwina i całą teorię ewolucji. Nie było żadnej zupy kwantowej, ani na tej planecie, ani na żadnej innej, a skoro początki życia nie były przypadkowe to musiały być produktem celowo działającej inteligencji.[viii]

 

Przyjazny Wszechświat

Obszar koncepcji ID nie ogranicza się tylko do biologii. Potrzeba nowych wyjaśnień dotyczy problemów z różnych dziedzin nauki, zwłaszcza astrofizyki i kosmologii. Jako świadectwa ID mogą służyć takie cechy jak precyzyjne dostrojenie lub matematyczność świata.

O co chodzi z tym precyzyjnym dostrojeniem? Podam dwa przykłady.

Przykład pierwszy: kosmiczna inflacja, która zaczęła się zaledwie 10^−34 s. po Wielkim Wybuchu i trwała około 10^−32 s. zdumiewająco dokładnie (do 59 miejsca po przecinku!) dostroiła równowagę między grawitacyjnym hamowaniem a ekspansją energii. Gdyby owo dostrojenie było ciut mniej dokładne, Wszechświat nie mógłby wyglądać jak wygląda![ix]

Przykład drugi: gdyby 6 podstawowych stałych fizycznych miało nieznacznie inne wartości, inteligentne życie nie mogłoby we Wszechświecie powstać. Poruszony tą prawdą wspomniany już Fred Hoyle powiedział: interpretacja tych faktów za pomocą zdrowego rozsądku prowadzi do wniosku, że superintelekt manipulował przy fizyce, chemii i biologii i że w przyrodzie nie występują żadne przypadkowe siły, o których warto by rozmawiać[x].

Przykłady takie można mnożyć. Na Ziemi, w Układzie Słonecznym i poza nim spotykamy taki układ parametrów fizycznych, który zapewnia możliwość istnienia życia. Gdyby np. orbita Ziemi biegła o 5 % bliżej słońca, woda w oceanach wygotowałaby się, gdyby leżała 1 %  dalej - oceany zamarzłyby. Siła grawitacji jest precyzyjnie wyważona: większa spowodowałaby zbyt duże ciśnienie atmosferyczne, mniejsza – brak atmosfery. Gdyby stosunek cząsteczek w atmosferze ziemi został zmieniony nieznacznie, wiele gatunków nie mogłoby istnieć lub życie nie powstałoby wcale. Zatem istnienie i rozwój życia na Ziemi wymaga dostrojenia tak wielu warunków, że byłoby niemożliwe, aby dokonało się to przez przypadek i w chaotyczny sposób. Drobne odstępstwa od tego jak jest, sprawiłyby, że życie na Ziemi byłoby niemożliwe (znakomicie przekonuje o tym Hoimar von Ditfurth w książce „Dzieci Wszechświata”). Odkryte przez naukę prawidłowości są bardzo precyzyjne, i sugerują celowość istnienia wszystkiego co znamy.

Z kolei poznawalność i matematyczność świata jest tą jego właściwością, która bardzo intryguje przyrodników i filozofów przyrody. Ponieważ świat można skutecznie badać przy pomocy metod matematycznych, panuje powszechny podgląd, że posiada on racjonalność typu matematycznego. Powszechne jest też przekonanie, że prawa matematyczne są czymś, co ludzie odkryli, a nie wynaleźli. Dlatego zwolennicy ID uważają, oczywiście, że matematyczność Wszechświata to niepodważalny dowód na to, iż jest on rezultatem inteligentnego działania.

 

Z laboratorium czy z kruchty?

Wiemy już że koncepcja ID jest interdyscyplinarna. Ale gdzie ją zakwalifikować? Do nauki, filozofii, religii? I kto powinien o tym decydować?

Zdrowa nauka to taka, która szuka wyjaśnień empirycznie poznanych zjawisk, budując (matematyczne) konstrukty myślowe zwane modelami, a w przypadku całej klasy zjawisk - teoriami. Według zwolenników ID jest nowym narzędziem dla poznania naukowego, które korzysta z założenia, że inteligentne przyczyny są prawdziwe. Argument przemawiający za ID opiera się na obserwacji faktów, a przecież na tym właśnie polega prawdziwa nauka. Zatem koncepcja ID jest całkowicie naukowa, nie opiera się na religijnych przesłankach, choć, oczywiście, może za sobą pociągać konsekwencje religijne, ale przecież dotyczy to każdej nauki.

Teoretycy Inteligentnego Projektu wychodzą od poznania empirycznego i drogą logicznej analizy dochodzą do wniosku, że życie na Ziemi zostało zaprojektowane przez Inteligentnego Stwórcę, lecz nie dociekają jego natury albowiem ID jako teoria naukowa nie zajmuje się pytaniami ze strefy religijnej dotyczącymi tożsamości, czy metafizycznego charakteru stwórcy (architekta),  jedynie szuka wniosków z “inteligentnych przyczyn” i jest zgodna z większością różnorakich poglądów (stanowisk) religijnych włączając w to panteizm i agnostycyzm[xi].

W kwestii naukowości koncepcji harcownicy zwolenników i przeciwników ID przerzucają się argumentami. I tak:

  • Przeciwnicy ID odmawiają tej koncepcji naukowego charakteru, przede wszystkim powołując się na łamanie zasady metodologicznego naturalizmu nauk przyrodniczych. Zwolennicy zaprzeczają, twierdząc, że program badawczy ID nie wykracza poza metodologiczny naturalizm, jako że odróżnianie procesów naturalnych od tych, które są rezultatem rozumnego działania nie musi wiązać się z przywoływaniem jakichkolwiek sił nadnaturalnych.
  • Przeciwnicy zarzucają zwolennikom brak falsyfikowalności ID, która jest jednym z podstawowych kryteriów naukowości. Zwolennicy odpierają atak bronią przeciwnika: jaka niefalsyfikowalność? Skoro nauka ponoć dowiodła, że żywe układy nie były rozumnie zaprojektowane, to tym samym ID został sfalsyfikowany!
  • Przeciwnicy wytykają zwolennikom stosowanie metody God of the gaps („Bóg zapchajdziura”) - że niby widzą oni działanie inteligencji tam, gdzie jeszcze mechanizm przyrodniczy nie został do końca rozpoznany. Zwolennicy na to: idea ID nie wynika z braku wiedzy, ale właśnie z jej posiadania – potrafimy odróżnić, czy biologiczne układy są wynikiem projektu, czy mają naturalistyczne pochodzenie tak samo jak jesteśmy w stanie odróżnić, czy np. samolot lub komputer są tworami rozumnych ludzi, czy też powstały w wyniku działania naturalnych procesów[xii].

Widać już wyraźnie, że obu stronom nie o spór naukowy idzie, ale o światopogląd. Że paliwem napędzającym ich argumentacje jest ideologiczne zacietrzewienie.

Zacietrzewienie to objawiło się wyraźnie podczas procesu, jaki miał miejsce w 2005 r. w sądzie okręgowym w Dover (stan Pensylwania). Rodzice 11 uczniów Dover Area School District zaskarżyli decyzję władz szkoły, zezwalającą na wzmiankowanie o teorii inteligentnego projektu w podręcznikach, jako niezgodną z pierwszą poprawką do konstytucji USA, która zakazuje popierania religii przez państwo.

Kluczową rolę w procesie odegrało oświadczenie podpisane przez 72 laureatów nagrody Nobla z różnych dziedzin, w którym sprzeciwili się oni wzmiankowaniu o teorii ID w programach obowiązujących w publicznym szkolnictwie. Sąd, po kilkumiesięcznym procesie, wydał wyrok uznający racje oskarżenia. W sentencji wyroku sąd stwierdził autorytatywnie, że w związku z religijną naturą ruchu ID, w opinii sądu nie może on być częścią nauki. W ten sposób spór o naukowość został rozstrzygnięty… na ławie sądowej. No i już wiemy, kto powinien kwalifikować dyscyplinę wiedzy do odpowiedniej szufladki! Sąd oczywiście!

Wedle sądu zatem ID ma naturę ruchu religijnego. Co innego twierdzą liderzy ruchu: Teoria jest teorią naukową, ponieważ nie podejmuje zagadnień religijnych i nie odwołuje się do argumentów pozanaukowych; bazuje stricte na wiedzy zdobytej w sposób naukowy[xiii] (Casey Luskin, członek Center for Science and Culture przy Discovery Institute, współzałożyciel Intelligent Design and Evolution Awareness (IDEA) Center). Symptomatyczne, że właśnie na rubieżach religii ruch ID znajduje zdecydowanych przeciwników. I tak:

  • Teoria ID jest sprzeczna z teistycznym ewolucjonizmem, czyli poglądem, że Bóg sterował procesem ewolucji. Doktryna ta twierdzi, że sterowanie procesem ewolucji przez Boga nie da się odróżnić od mechanizmów naturalistycznych, a przecież to rozróżnienie stanowi sedno koncepcji ID.
  • Teoria ID nie jest też zgodna z kreacjonizmem. Kreacjoniści wychodzą od wniosku, że biblijny opis stworzenia jest prawdą objawioną, którą należy przyjąć jako opis dosłowny, faktyczny i szukają naukowych dowodów, by ją poprzeć. Tymczasem teoria ID nie opiera się na świętych pismach jakiejkolwiek religii. Jej podstawą są tylko fakty empiryczne. Teoretycy ID wychodzą od dowodów naukowych i docierają dzięki nim do wniosku, że życie na Ziemi zostało zaprojektowane przez inteligentnego Stwórcę. Nie głoszą jednak, że Projektant musi być Bogiem w rozumieniu tradycji żydowskiej, chrześcijańskiej czy muzułmańskiej. Identyfikacja Projektanta jako Boga jest bowiem zadaniem wykraczającym poza ramy naukowe. Zwolennicy ID uważają, że metodami naukowymi można jedynie wykazać fakt projektu, a nie to, kim był Projektant. Dobitnie wyraził to jeden z liderów ID chemik Charles Thaxton: Byłem niezadowolony z typowego, używanego przez większość kreacjonistów słownictwa, ponieważ nie wyrażało ono tego, czego usiłowałem dokonać. Oni chcieli wprowadzić do dyskusji kwestię Boga, a ja chciałem pozostać na gruncie nauki i zrobić tyle, ile da się realnie zrobić w jej ramach[xiv].

Nie zmienia to jednak faktu, że większość zwolenników i propagatorów ID nie kryje się ze swoimi przekonaniami religijnymi, choć twierdzi, że nie mają one wpływu na ich poglądy w dziedzinie ID, że można badać projekt będąc wolnym od religijnych uprzedzeń. Stanowisko takie prezentuje zresztą wielu wierzących naukowców, w tym także sceptycznie podchodzących do ID. Należy do nich np. wybitny polski kosmolog ks. Prof. Michał Heller, czy Owen Gingerich, wybitny astrofizyk i historyk astronomii, który jednoznacznie wyznaje: wierzę również, że Księga Natury w swoich wszystkich zadziwiających szczegółach (…) sugeruje istnienie Boga celu i Boga zamysłu. I sądzę, że moja wiara nie czyni ze mnie gorszego uczonego[xv]. Gingerich  dystansuje się jednak od Inteligentnego Projektu uważając, że jest on często postrzegany jako ruch polityczny tak jakby był alternatywą dla ewolucji Darwina[xvi].

Sceptycyzmu Gingericha wobec ID nie podziela wielu znanych naukowców wyznających światopogląd teistyczny, zajmując stanowisko bardziej wyważone. Przykładem może być Charles Hard Townes, fizyk (Nobel w 1964 r.): Uważam, że istnieją namacalne dowody inteligentnego projektu, lecz zazwyczaj nie używam tego słowa, gdyż zostało ono skażone. Wierzę, że Bóg tworzył wszechświat na przestrzeni czasu, oraz iż ewolucja jest częścią Boskiego procesu. Twierdzenie jakoby inteligentny projekt dyskredytował ewolucję jest całkowicie szalone[xvii].

Warto zauważyć, że w gronie zwolenników ID są także ateiści. Skłaniają się oni ku koncepcji zaludnienia Ziemi przez rasę pozaziemską (ruch raeliański).

 

Moje credo

Osobiście przyznam, że najbliżej mi do poglądów Gingericha, zwłaszcza tam, gdzie mówi: wierzę we Wszechświat mający cel i sens, Wszechświat pomyślany tak, by okazał się zdumiewająco przyjazny dla inteligentnego życia[xviii]. Mam się za teistycznego ewolucjonistę, dla którego ewolucja jest cudem cudów, majstersztykiem Stwórcy. Stanisław Lem ustami Golema (raczej głośnikiem bo przecież GOLEM XIV to był superkomputer) głosił, że ewolucja podwójnie błądzi: ustrojami, że są przez zawodność nietrwałe, oraz kodem, że przez zawodność dopuszcza błędy; błędy te nazywacie eufemicznie mutacjami[xix]. Zaiste wielkie to mistrzostwo zaprojektować taki samograj, który bazując na podwójnym błędzie i wykorzystując NATURALNE prawa przyrody wiedzie niezawodnie w rubieże coraz perfekcyjniejszej komplikacji struktur materii! I nie jest to bynajmniej sztuka dla sztuki, bo owe struktury mają ściśle określone spektrum funkcjonalne i służą bardzo konkretnym celom – całkiem jak wytwory naszego umysłu.

Swoją drogą, jeśli traktować mechanizmy ewolucyjne jako element „Boskiej technologii”, nie sposób nie zauważyć, jak ona jest odmienna od naszej. Nasza bowiem polega na eliminowaniu (minimalizowaniu) błędów, podczas gdy „Boska” umieszcza go jako główny element całego mechanizmu. Pewnie dlatego, ze Bóg może pozwolić sobie na rozrzutność -my nie :)

Patrząc na fenomen Wszechświata w skali „makro”, zauważamy, że proces komplikacji materii (ewoluowanie od mniej do bardziej skomplikowanych struktur) ma wymiar uniwersalny. Czy jest on „wpisany” w prawa tego świata? Dlaczego w ogóle we Wszechświecie występuje owa skłonność do wyłaniania coraz to bardziej złożonych struktur, jakby wbrew fizyce (konkretnie II zasadzie termodynamiki; co ciekawe, zasada ta wcale nie jest naruszana, bo lokalne spadki entropii kompensowane są jej ciągłym wzrostem w skali uniwersalnej)? Te pytania stawiali sobie filozofowie, ale nie dawały też one spokoju fizykom. Największe zasługi położył tutaj Ilya Prigogine, laureat Nagrody Nobla za pracę na temat termodynamiki układów działających dynamicznie w warunkach nierównowagowych. Wykazał on (matematycznie, nie eksperymentalnie), że układy dalekie od równowagi, z dużym przepływem energii, mogą produkować wyższy stopień porządku. Jego badania doprowadziły do podważenia modelu nauki klasycznej, koncentrującej się na badaniu procesów deterministycznych i do odejścia od deterministycznego modelu rzeczywistości na rzecz modelu świata, w którym regułą jest przypadkowość i nieodwracalność. Prigogine sformułował jedną z podstawowych teorii procesów nierównowagowych. Właściwie można mówić, że jest on ojcem współczesnej termodynamiki. W klasycznej termodynamice dyssypacja energii przy przepływie ciepła, tarciu i podobnych procesach zawsze powiązana była ze stratą. Pojęcie struktury dyssypatywnej Prigogine'a wprowadziło radykalną zmianę w tym ujęciu, pokazując, że w otwartych systemach dyssypacja może stać się źródłem porządku[xx].

Mamy więc fizyczny model wyjaśniający, jak to się dzieje, że we wszechświecie występuje skłonność do tworzenia coraz to bardziej złożonych struktur. Nie oznacza to, że aspekt teleologiczny zagadnienia zawędrował z rubieży filozofii do nauk przyrodniczych, choćby dlatego, że fizyka teleologią się nie zajmuje.

 

Made by God

W filmie „Łowca androidów” mamy do czynienia z mikrobiotechnologią – produkowane są np. idealne niemal podróbki zwierząt. Ale ich rozróżnienie od naturalnych jest możliwe: pod silnym mikroskopem można znaleźć „tabliczkę znamionową” z numerem serii producenta.

Na naturalnych produktach świata przyrody nie ma napisu „Made by God”. Aby dowiedzieć się co lub kto jest konstruktorem, należy wyjść poza wąską dyscyplinę biologii. Trzeba rozpocząć od dialogu obejmującego dwie lub więcej dziedzin nauki. Będzie to filozofia, socjologia, historia, antropologia oraz teologia. Sam ID jest opartym na solidnych podstawach, ale jednak tylko domniemaniem. Nigdy nie będzie stanowił dowodu na istnienie Boga. W moim przeświadczeniu takiego dowodu po prostu nie ma. Bóg bowiem tak zaprojektował świat, aby można było Go dostrzec jedynie w świetle wiary. Świat ten egzystuje w niepojętej dla nas symbiozie z Tajemnicą. Lecz przecież to ona właśnie jest gwarantem naszej wolności. Wolności tak wielkiej, że umożliwiającej człowiekowi wybór między wiarą w Stwórcę, a wiarą w Jego brak.

 

[i] Tadeusz Solecki, “Dwie wieże na zgliszczach”, Czas Fantastyki 4/2010

[ii] F.C.S. Schiller, „Darwinism and Design Argument”, Contemporary Review, 1897

[iii] William Paley, „Natural Theology; or, Evidences of the Existence and Attributes of the Deity”, 12th ed J. Faulder, London 1809, s. 1

[iv] Za Wikipedią (http://pl.wikipedia.org/wiki/Inteligentny_projekt)

[v] Thomas Woodward, “Darwin Strikes Back”, Baker Books, Grand Rapids, MI, 2006, s. 11

[vi] Michael Behe, „Czarna skrzynka Darwina. Biochemiczne wyzwanie dla ewolucjonizmu”, Biblioteka Filozoficznych Aspektów Genezy t. 4, Wydawnictwo Megas, Warszawa 2008

[vii] Richard Dawkins, „Ślepy zegarmistrz czyli, jak ewolucja dowodzi, że świat nie został zaplanowany”, Biblioteka Myśli Współczesnej, PIW, Warszawa 1994, s. 21

[viii] Nature, vol. 294:105, November 12, 1981

[ix] Owen Gingerich, „Boski Wszechświat”, Warszawa 2008, s. 60

[x] Fred Hoyle, The Universe: Past and Present Reflections, “Enegineering and Science”, listopad 1981.

[xi] David K. DeWolf, John G. West, and Casey Luskin, “Intelligent Design Will Survive Kitzmiller v. Dover,” 68 Montana Law Review 7, 28-30 (Spring, 2007)

[xii] Za Wikipedią (jw)

[xiii] Filozoficzne Aspekty Genezy 2009/2010, t. 6/7

[xiv] Zeznanie Charlesa Thaxtona w sprawie Kitzmiller v. Dover, 400 F. Supp. 2d 707, M. D. Pa. 2005, 53:5-11

[xv] Owen Gingerich, „Boski Wszechświat”, Warszawa 2008, s. 95

[xvi] Tamże, s. 82

[xvii] Charles W. Bell, „Faithful Nobel scientist is honored”, New York Daily News – Boroughs (March 12, 2005)

[xviii] Owen Gingerich, „Boski Wszechświat”, Warszawa 2008, s. 82

[xix] Stanisław Lem, „Golem XIV”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1981, s. 36

[xx] Za Wikipedią (http://pl.wikipedia.org/wiki/Ilya_Prigogine)

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
tsole · dnia 09.05.2017 11:33 · Czytań: 187 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 14
Komentarze
JOLA S. dnia 09.05.2017 17:44
Cytat:
Za­pew­ne każdy zgo­dzi się ze stwier­dze­niem, że celem nauki po­win­no być po­szu­ki­wa­nie praw­dy o świe­cie.


Tak zaczynasz, swój esej, pięknie.
Tu na tym portalu, ale nie tylko na tym, każdy piszący zadaje sobie pytanie, jak pisać, aby mnie czytali. Piszącemu, tak jak aktorowi potrzebny jest widz, chce być zwyczajnie przeczytany, jeżeli będą to nawet słowa krytyki, sam fakt, że "byłem komentowany cieszy". Komentarz czasem boli, nawet rani bo wszyscy kochamy nasze dzieci, te ułomne też, a może bardziej. Rok temu przeczytałam na raty"Piękny styl" Stevena Pinkera. Mówią o nim znawcy przedmiotu, że jest to " przewodnik człowieka myślącego o sztuce pisania XXI wieku. Trudno przytaczać " mądrości tego dzieła, napisanego bardzo przystępnym, zrozumiałym dla zwykłego "zjadacza chleba" językiem, uzbrojonym w liczne z życia wzięte przykłady. Śmiem twierdzić, że to poradnik dla każdego, jeżeli taka "oślica" jak ja go zrozumiała, to inni pojmą jego myśli na pewno. Czcigodny autor gruby rozdział poświęca " klątwie wiedzy". On mnie najbardziej zafrapował, było w tym określeniu, przynajmniej dla mnie coś mistycznego, no i wsiąkłam na dobre. ;) Wyjaśnię to co zapamiętałam": autorowi nie przychodzi nawet do głowy, że czytelnicy nie wiedzą tego co on, nie potrafią odgadnąć, brakujących kroków, które autorowi wydają się zbyt oczywiste, aby o nich wspominać, że nie mogą sobie wyobrazić sceny, która w oczach autora jest jasna jak słońce. Dlatego piszący, nie zadaje sobie trudu,żeby wyjaśnić żargon zawodowy,wyłożyć logikę przytaczanych zjawisk, albo podać niezbędne szczegóły. Ofiara klątwy wiedzy czyli nieczytany autor cierpi, bez względu czy jest poetą, prozaikiem czy naukowcem wygłaszającym odczyt, bo będzie niezrozumiany i odrzucony i nie pomoże unoszenie się - " moje dzieła są tylko dla wybrańców".
Rozpisałam się i oby to nie był efekt niedawnego uderzenia w głowę, byłabym jeszcze bardziej gadatliwa. W przypadku kobiety fakt ten jest nie do zniesienia.;) ;)
Ale do rzeczy czytając Ciebie, a wiele tego było, gdyż jesteś "płodny". :)
Mam wrażenie, oczywiście tylko w mojej ocenie, że bardzo dobrze sobie radzisz, potrafiłeś przegonić demona. Wyrazy uznania.
Wracając do eseju, ciekawie otwierasz kolejne drzwi do wiedzy i nie tylko do Twojej. :)

A nauka nie idzie w las. :)

Serdeczności i do następnego :)

JOLA S.
tsole dnia 09.05.2017 18:40
Dzięki Jolu za ten komentarz; na kanwie lektury rozwijasz refleksje powiedziałbym wręcz filozoficzne. Pisanie tekstów popularnonaukowych jest sztuką żeglowania między Scyllą ścisłości a Charybdą przystępności, zwłaszcza gdy chce się adresować rzecz do szerokiej rzeszy czytelników - od profanów do znawców dyscypliny, której rzecz owa dotyczy. Powiem od razu: każdy żeglarz stoi tu na pozycji przegranej, bo dyscypliny są obecnie tak specjalistyczne, że np. jeden biolog nie znajdzie wspólnego języka z drugim, akurat w innej gałęzi biologii się specjalizującym - a cóż dopiero mówić o profanie. Popularyzator jest więc skazany na wybór między przystępnością, narażając się na gromy specjalistów, a ścisłością, narażając się na lament profanów. Tertium non datur.
Moje próby popularyzacyjne to także owoc kompromisu i cieszę się, że lament profanów jest niezbyt głośny, zaś ze strony specjalistów raczej tylko pomruki sygnalizujące pewną wyrozumiałość (wiem to stąd, że mój cykl szkiców, którego niniejszy jest sygnałem na PP, prócz publikacji "papierowej" w Czasie Fantastyki" ukazywał się na portalach w necie - m. in. S24, gdzie sporo naukowców parających się naukami ścisłymi się kręci).

Serdecznie odpozdrawiam:)
Vigo dnia 10.05.2017 19:38 Ocena: Bardzo dobre
Witaj tsole :)

Gdybym miał zebrać i przedstawić wszystkie myśli jakie rozszalały się w mojej głowie po przeczytaniu Twojego artykułu, obawiam się że mój komentarz mógłby być dłuższy niż sam tekst :)
Dlatego postaram się ograniczyć i wyłowić z chaosu moich spostrzeżeń, rzeczy najistotniejsze.

Starasz się przedstawić obie strony sporu, jednak mam wrażenie że nieco po macoszemu traktujesz ewolucjonizm.
Zwolennicy ID, mówiąc o ingerencji czynnika inteligentnego, powołują się na "analogiczne" przykłady samolotów, komputerów, czy zegarków, co w moim odczuciu jest absurdem. Wszystko to są maszyny wyprodukowane przez człowieka, nie żywe organizmy. Maszyny nie ewoluują pod wpływem zmieniającego się środowiska, czy też warunków życia, są udoskonalane przez człowieka, by spełniały określone zadania, dlatego nie jest to żadna analogia.
Zegarki niestety (dla zwolenników ID) nie rosną na drzewach :)

Dalej, Michael Behe i wić bakteryjna, przez jakiś czas robili wrażenie, to rzeczywiście zdumiewający "mechanizm". Jednak biologia molekularna wykazała, że elementy wici bakteryjnej, są wykorzystywane w zupełnie różnych celach, nawet przez niespokrewnione ze sobą bakterie. W ten sposób nieredukowalna złożoność, sama się zredukowała.
Podobnie z okiem, które jest przydatne takie jakim jest, jednak oko widzące gorzej, też byłoby przydatne, wobec braku oka.
Chodzi o to że funkcja nie jest nadrzędna wobec budowy narządu, a odwrotnie.

Dodatkowo jeśli idzie o samego Behe, skompromitował się jako biegły powołany przez kreacjonistów, we wspomnianym przez Ciebie procesie w Pensylwanii. Upierał się tam że system immunologiczny jest przykładem nieredukowalnej złożoności.
Sędzia John E. Jones, odnotował:
"Podczas przesłuchania stron zapytano profesora Behe'ego o jego twierdzenie z 1996 roku, że nauka nigdy nie znajdzie ewolucjonistycznego wyjaśnienia powstania tego układu (immunologicznego). Przedstawiono mu pięćdziesiąt osiem recenzowanych publikacji, dziewięć książek oraz kilka rozdziałów z podręczników na temat ewolucji systemu immunologicznego; jednakże profesor Behe nadal upierał się, że i tak nie jest to wystarczające świadectwo na rzecz teorii ewolucji i że nie jest ono dość dobre." (cytat z książki "Bóg urojony" Richarda Dawkinsa)
W dalszej części procesu, Behe przyznał że nie czytał większości z przedstawionych publikacji (!)
Faktycznie, mam wrażenie że ktoś tu nie chce zerknąć w okular teleskopu.

Richard Dawkins stanowczo zaprzecza by dobór naturalny był przypadkowy, w wymienionej książce, jak i w debacie telewizyjnej z kardynałem Georgem Pellem.
Podkreśla że alternatywą dla inteligentnego projektu nie jest w żadnym razie przypadek.

https://www.youtube.com/watch?v=F6rtnhYE7M4

Dlaczego ja o tym wszystkim piszę. Mam po prostu wrażenie tsole, że próbujesz zrównać obie strony sporu, czego w moim przekonaniu nie da się zrobić żadną siłą. Nawet Wikipedia określa ID, jako pseudonaukową koncepcję.

Nie będę się odnosił do spraw fizyki, czytam z dużym zainteresowaniem, jednak nie mam ochoty się wypowiadać :)

Wierzę w Boga pierwszą przyczynę, sprawcę wszystkiego, jednak Bóg, w moim przekonaniu nie ingeruje w proces doboru naturalnego (i nie tylko), nie musi tego robić, bo ewolucja działa i nie potrzeba jej regulować. Najbliżej mi chyba do Boga deistów i nie zgadzam się z Dawkinsem że to Bóg lenistwa. Nie mamy dowodów na to że Bóg istnieje, tym bardziej niedorzeczne jest zastanawianie się nad tym co Bóg teraz porabia.
Na dodatek Dawkins kompletnie nie rozumie Carla Gustawa Junga, nazywając go w przywołanym tu "Bogu urojonym" skrajnym teistą :)
Jednak, cenię go jako biologa i niezwykle sprawnego pisarza, ma nadzwyczaj lekkie pióro i potrafi przedstawiać w sposób zrozumiały trudne zagadnienia dotyczące biologii. To właśnie z tego powodu wystąpiłem tu trochę w jego obronie.

W zasadzie Twój artykuł spełnił chyba swoje zadanie, zainteresował mnie, wywołał małą burzę i powyższą polemikę.
Strasznie byłoby nudno gdyby ludzie we wszystkim się zgadzali :)

Serdecznie pozdrawiam.
tsole dnia 10.05.2017 22:23
Dziękuję za ten obszerny i wnikliwy komentarz. Zgadzam się z ostatnim jego zdaniem, toteż pozwolę sobie nie zgodzić się z niektórymi Twoimi argumentami :)

„Starasz się przedstawić obie strony sporu, jednak mam wrażenie że nieco po macoszemu traktujesz ewolucjonizm.”

Starałem się w tej refleksji spojrzeć na problem bezstronnie, stosując zasadę metodologiczną podobną do tej, która przyświeca w ID: odróżnić płynące z obu stron informacje skażone ideologicznie od nieskażonych. Oczywiście, nie mam tu jakichś wyrazistych kryteriów, jeno intuicję sześćdziesięciolatka, który niejedno w życiu widział, słyszał i czytał. I muszę stwierdzić, że ideologią najbardziej ocieka wpis w Wikipedii (na którą się niefortunnie powołujesz). Jego autor (autorzy) tak zajadle broni ewolucjonizmu, że miejscami jest to żenujące. Rzecz jasna ideologiczne zacietrzewienie pojawia się także po drugiej stronie, zwłaszcza że nie jest to ruch jednorodny i próbują na nim ugrać coś kreacjoniści, od czego nazwijmy to „rzetelni” ID-owcy się odcinają (vide Charles Thaxton).

„próbujesz zrównać obie strony sporu, czego w moim przekonaniu nie da się zrobić żadną siłą.”

Owszem, chcę zrównać obie strony sporu, lecz w kwestii przysługujących im praw dociekania prawdy. Napiętnujemy Inkwizycję za to, że usiłowała zamknąć drogę zwolennikom poznania empirycznego, napiętnujmy wszystkich, którzy w imię swoich przekonań chcą zamknąć usta tym, którzy z obserwacji Wszechświata wyciągają inne wnioski.
Obie strony się wadzą, lecz to ewolucjoniści usiłowali metodami administracyjnymi zablokować koncepcję ID. Czego się boi Dawkins i jego ferajna, odmawiając naukowego dyskursu? A jak wygląda ich naukowa argumentacja? Dawkins spytany o naukowe podstawy twierdzenia, że człowiek który utracił wiarę w Boga doświadcza wolności odpowiada „otrzymuję dużo listów od ludzi”. Spytany o to jakie jest prawdopodobieństwo że Boga nie ma, odpowiada że 99%. Spytany dlaczego nie np. 97% nie wie co odpowiedzieć. (całość można obejrzeć tu: http://www.youtube.com/watch?v=Q74FjHxX0eI&feature=related). To ma być naukowa argumentacja? Zaś jądrem „naukowych” argumentacji mających pogrążyć ID jest wiadomość, że Behe nie chciał zeznawać na procesie.
A propos: podobnie stronniczo zachowywał się sąd na tym procesie w Dover, o którym wzmiankuję w tekście. Piszę tam, że „w sentencji wyroku sąd stwierdził autorytatywnie, że w związku z religijną naturą ruchu ID, w opinii sądu nie może on być częścią nauki.” Moim zdaniem sąd nie ma kompetencji orzekania w tej sprawie. Owszem, mógł zakazać nauczania o ID w szkołach publicznych, tj. przyznać rację stronie oskarżenia powołującego się na 1 poprawkę do konstytucji zakazującej popierania religii przez państwo (w wielu szkołach prywatnych program edukacji zawiera elementy ID) ale nie wyrokować w kwestii naukowości bądź nie tej dyscypliny. Zwolennicy ID twierdzą że „IP jako teoria naukowa nie zajmuje się pytaniami natury religijnej dotyczącymi tożsamości, czy metafizycznego charakteru stwórcy (architekta). Takie było niezmienne (jednolite) stanowisko zwolenników IP wyrażane przez ostatnie dwadzieścia lat, a Discovery Institute, jak również FTE przedstawiły sędziemu Jones dość szeroką dokumentację na ten temat, która jednak, jak wynika z opinii przez niego wydanej, wydaje się być przez niego niezauważona.
Sąd najwyraźniej był rozgrzany :) Kto go rozgrzał?

W kwestii merytorycznej swoje stanowisko prezentuję bardzo (jak sądzę) wyraźnie i jednoznacznie w rozdziale „Moje credo”. Jestem ewolucjonistą tak bardzo, że bardziej się nie da :). W rozdziale tym piszę: „Mam się za teistycznego ewolucjonistę, dla którego ewolucja jest cudem cudów, majstersztykiem Stwórcy. Zaiste wielkie to mistrzostwo zaprojektować taki samograj, który bazując na podwójnym błędzie i wykorzystując NATURALNE prawa przyrody wiedzie niezawodnie w rubieże coraz perfekcyjniejszej komplikacji struktur materii! I nie jest to bynajmniej sztuka dla sztuki, bo owe struktury mają ściśle określone spektrum funkcjonalne i służą bardzo konkretnym celom – całkiem jak wytwory naszego umysłu.
Konkretnie jestem zwolennikiem Teilharda de Chardin.

Dziękuję raz jeszcze za ciekawą wypowiedź i pozdrawiam :)
Vigo dnia 11.05.2017 15:20 Ocena: Bardzo dobre
Myślę że w przypadku ewolucji, problem polega na tym że zahacza ona mocno o kwestię wiary w Boga.
Richard Dawkins jest ekspertem w dziedzinie biologii, jednak wszystko co dotyczy Boga, to jego prywatne przekonania.
Zgodzisz się chyba ze mną, że nie można traktować Biblii dosłownie. Mam wrażenie że Dawkins tak ją właśnie traktuje (podobnie Koran), tylko po to, by zaatakować religię, czego zupełnie nie rozumiem.
Nie wiem też po co Dawkins wymienia liczby w odniesieniu do Boga (nie istnieje na 99%), przecież sam się w ten sposób podkłada.

Zgadzam się z Tobą całkowicie, że każdy ma prawo głosić własne poglądy, ma prawo dowodzić swoich racji na równych warunkach, nawet skrajni kreacjoniści mają do tego prawo. Wszystko jest w porządku, dopóki nikt nikomu nie próbuje narzucić swoich własnych przekonań.
Lubię natomiast dyskusje, pod warunkiem że adwersarze dyskutują, a nie wygłaszają własne "prawdy ostateczne".
Mam wrażenie że Dawkins dyskutuje, a że w przytoczonym przez Ciebie filmiku poległ, no cóż, słaby był :)

Osobiście uważam że zwolennicy ID, powołując się na nieredukowalną złożoność, jako na dowód Boskiego projektu, nic takiego, jak nieredukowalna złożoność dotąd nie przedstawili. Wić bakteryjna, oko, skrzydło ważki, wszystko to okazuje się jak najbardziej redukowalne, przy czym formy przejściowe (zredukowane) istnieją współcześnie.
Dlatego na chwilę obecną nie widzę tu możliwość zrównania ID, z ewolucją Darwinowską. Wydaje mi się że nieredukowalna złożoność to jak dotąd przykład myślenia życzeniowego.

W sprawie Behego, bardzo mi się nie podoba, że wypowiadał się na temat publikacji których nie znał, twierdząc że nie są to wystarczające świadectwa na rzecz teorii ewolucji.
W ten sposób, uważam, stanął na stanowisku "własnej prawdy ostatecznej".

Celem każdego żywego organizmu jest przetrwanie. Z punktu widzenia człowieka to dość przerażająca wizja, dlatego człowiek nadaje swojemu życiu inne cele, odnajdując w nich sens istnienia.
Jednak czy życie jako takie, ma inny sens niż przetrwanie, nie wiem. Z przetrwaniem kojarzy się natychmiast darwinizm społeczny i inne tego rodzaju koszmary. Jak się jednak okazuje, moralność też może być produktem ewolucji, jak uważa Frans de Waal, na co zwróciłem uwagę w komentarzu pod wierszem Maurycego "Troglodyta".
Jest to chyba dość optymistyczne :)

Bardzo się cieszę że możemy się czasem nie zgodzić i po prostu wytłumaczyć swoje stanowisko :)
tsole dnia 11.05.2017 16:08
Vigo, to naturalne, że ludzie mają różne poglądy, różnie postrzegają świat i zjawiska w nim zachodzące. Każdy ma prawo bronić swoich racji, a schody zaczynają się nie wtedy, gdy ktoś próbuje narzucić własne przekonania (bo to jest wszak celem każdej ze stron - przekonać oponenta) tylko wtedy gdy jedna ze stron skłania się ku zastosowaniu argumentów niemerytorycznych rodzaju "jesteś ze wsi", "nie masz racji bo większość ma w tej sprawie inne poglądy" (slogan reklamowy restauracji: "stołujcie się u nas! pięć tysięcy much dziennie to robi!" :) ) etc.
W sprawie Behego nie chcę sie wypowiadać ani jako jego adwokat ani adwersarz, bo nie mam takich kompetencji. W szkicu starałem się jak umiałem bezstronnie przytoczyć racje obu stron. Jakem rzekł, nie jestem zwolennikiem ID w tej wersji jaką oficjalnie się prezentuje. Jestem zwolennikiem panewolucjonizmu, czyli ogólnego trendu zmian strukturalnych materii we Wszechświecie, jak to napisałem w moim credo:
Cytat:
Pa­trząc na fe­no­men Wszech­świa­ta w skali „makro”, za­uwa­ża­my, że pro­ces kom­pli­ka­cji ma­te­rii (ewo­lu­owa­nie od mniej do bar­dziej skom­pli­ko­wa­nych struk­tur) ma wy­miar uni­wer­sal­ny. Czy jest on „wpi­sa­ny” w prawa tego świa­ta? Dla­cze­go w ogóle we Wszech­świe­cie wy­stę­pu­je owa skłon­ność do wy­ła­nia­nia coraz to bar­dziej zło­żo­nych struk­tur, jakby wbrew fi­zy­ce (kon­kret­nie II za­sa­dzie ter­mo­dy­na­mi­ki; co cie­ka­we, za­sa­da ta wcale nie jest na­ru­sza­na, bo lo­kal­ne spad­ki en­tro­pii kom­pen­so­wa­ne są jej cią­głym wzro­stem w skali uni­wer­sal­nej)?

Na te pytanie nauki przyrodnicze nie odpowiedzą, bo nie jest to ich kompetencja. Aspekt teleologiczny leży w kompetencji filozofii. Mam nadzieję, że zgodzimy się iż ta dyscyplina znajduje się w rewirach nauki :)
Nie "kupuję" też zwrotu "dowód Boskiego projektu" w stosunku do zwolenników ID (poza odłamem kreacjonistów, którzy pod właściwe ID chcą się podpiąć). Wedle mojej wiedzy jest tak, jak napisałem tu:
Cytat:
Teo­re­ty­cy In­te­li­gent­ne­go Pro­jek­tu wy­cho­dzą od po­zna­nia em­pi­rycz­ne­go i drogą lo­gicz­nej ana­li­zy do­cho­dzą do wnio­sku, że życie na Ziemi zo­sta­ło za­pro­jek­to­wa­ne przez In­te­li­gent­ne­go Stwór­cę, lecz nie do­cie­ka­ją jego na­tu­ry al­bo­wiem ID jako teo­ria na­uko­wa nie zaj­mu­je się py­ta­nia­mi ze stre­fy re­li­gij­nej do­ty­czą­cy­mi toż­sa­mo­ści, czy me­ta­fi­zycz­ne­go cha­rak­te­ru stwór­cy (ar­chi­tek­ta), je­dy­nie szuka wnio­sków z “in­te­li­gent­nych przy­czyn” i jest zgod­na z więk­szo­ścią róż­no­ra­kich po­glą­dów (sta­no­wisk) re­li­gij­nych włą­cza­jąc w to pan­te­izm i agno­sty­cyzm

Przypomnę, że w gronie zwolenników ID są także ateiści. Skłaniają się oni ku koncepcji zaludnienia Ziemi przez rasę pozaziemską (ruch raeliański). Zatem przypisywanie ID cech ruchu wyłącznie religijnego jest nieuzasadnione.

Jeśli coś mnie łączy z ID to przekonanie o matematyczności świata czyli o tym, że świat można skutecznie badać przy pomocy metod matematycznych. Zgadzam się też z poglądem, że prawa matematyczne są czymś, co ludzie odkryli, a nie wynaleźli.

Mam nadzieje, że tych moich zastrzeżeń nie będziesz uważał za próby narzucenia poglądów, lecz przekonania do nich :)

I z tą nadzieją pozdrawiam serdecznie!
Vigo dnia 11.05.2017 19:14 Ocena: Bardzo dobre
Zapewniam Cię tsole że nie traktuję Twoich zastrzeżeń jako próby narzucania poglądów, również i ja nie mam zamiaru czegoś takiego czynić :)
Przekonujemy się i choć nikomu z nas, jak dotąd to się nie udało, sądzę że jest przynajmniej ciekawie (mam nadzieję :) ).
I również z tą moją nadzieją, pozdrawiam Ciebie :)
tsole dnia 11.05.2017 19:28
Vigo, zapewniam Cię, że nie było i nie jest moim zamiarem przekonywać kogokolwiek do ID, jak też do tej koncepcji zniechęcać. Jeśli już miałbym Cie do czegoś przekonywać, to do istnienia BOga, lecz nie muszę, bo się sam w pierwszym komentarzu zdeklarowałeś :)
Pozdrowienia! :)
Maurycy Rubikon dnia 12.05.2017 21:49 Ocena: Świetne!
Witaj Tsole, witaj Jolu i witaj Vigo. :)

Bardzo ciekawie napisany tekst, bardzo wartościowy esej – przeczytałem z ogromną ciekawością. Dyskusja też mocno wciągnęła – przedyskutowaliście cały tekst tego eseju – bardzo dziękuję Tsole za takie prace, są niezmiernie ciekawe.

:)
tsole dnia 13.05.2017 10:30
Maurycy, dzięki za wizytę i komentarz, który każe przypuszczać, że razem z Jolą i Vigo skonsumowaliśmy cały zasób dyskusji :)
Maurycy Rubikon dnia 13.05.2017 13:30 Ocena: Świetne!
... dodam Tsole, :) że ukazałeś bardzo wartościową literaturę - jest też głosem w dyskusji.

:)
tsole dnia 13.05.2017 14:20
Dzięki za tę ocenę!
:)
al-szamanka dnia 16.05.2017 19:01 Ocena: Świetne!
Tyle już tu na rozmawialiście, że na nic tu moje uwagi, pytania, czy domniemania.
Dlatego dorzucam dwa ciekawe linki:

https://www.youtube.com/watch?v=kb5kvM38hvY
Wyjątkowo ciekawe od 7-ej minuty o prawach fizyki.

http://potop-exodus.w.interiowo.pl/stworzenie/prawdopodo.html

Aha, świetnie napisane, lubię takie teksty.

Pozdrawiam serdecznie :)
tsole dnia 17.05.2017 09:52
Dzięki al-szamanko wielkie za wizytę i dobrą ocenę! Także za ciekawe linki. Pierwszy, wywiad z Ks. Prof. Michałem Hellerem, którego jestem fanem od lat 70. XX wieku (na marginesie: Ks. Prof. Heller zrecenzował mi bardzo pozytywnie opowiadania "Muzyka Sfer Niebieskich", które ukazało się w zbiorku pod tym samym tytułem).

Drugi link zawiera informacje, do których podchodzę sceptycznie. W szczególności do tego, że obliczone prawdopodobieństwo samoistnego ułożenia się aminokwasów tak, by utworzyły zaledwie początek 2000 protein ameby wynoszące 1 do 10^40000 może stanowić jakikolwiek argument dyskredytujący pogląd o samoistnym powstaniu życia. Sprawa jest bowiem bardziej złożona. Co innego wyliczyć prawdopodobieństwo jakiegoś zdarzenia wyizolowanego od otoczenia, a co innego wtedy, gdy zachodzi w ramach pewnego procesu. Posłużę się przykładem:
Wyobraźmy sobie ulicę którą przechodzi tłum mężczyzn. W tym tłumie co dziesiąty jest łysy. Obok stoi dom z bramą do hallu. Bramkarz stojący w bramie wyłapuje łysych i kieruje ich do hallu. Po pewnym czasie, gdy ulicą przeszło 1000 osób, w hallu znajduje się ok. 100 łysych osobników. Z rachunku prawdopodobieństwa wynika, że powinno ich być ok. 10. I tak byłoby, gdyby bramkarz nie dokonywał selekcji, tylko brał jak popadnie. Właśnie ta selekcja jest tu procesem, który wpływa na rezultat.
Powstawanie życia także było procesem, który generalnie nazywamy ewolucją. Miała ona być argumentem na rzecz ateistów, tymczasem można odwrócić to ostrze, tak jak napisałem w rozdziale „Moje credo”:

Cytat:
Mam się za te­istycz­ne­go ewo­lu­cjo­ni­stę, dla któ­re­go ewo­lu­cja jest cudem cudów, maj­stersz­ty­kiem Stwór­cy. Sta­ni­sław Lem usta­mi Go­le­ma (ra­czej gło­śni­kiem bo prze­cież GOLEM XIV to był su­per­kom­pu­ter) gło­sił, że ewo­lu­cja po­dwój­nie błą­dzi: ustro­ja­mi, że są przez za­wod­ność nie­trwa­łe, oraz kodem, że przez za­wod­ność do­pusz­cza błędy; błędy te na­zy­wa­cie eu­fe­micz­nie mu­ta­cja­mi[xix]. Za­iste wiel­kie to mi­strzo­stwo za­pro­jek­to­wać taki sa­mo­graj, który ba­zu­jąc na po­dwój­nym błę­dzie i wy­ko­rzy­stu­jąc NA­TU­RAL­NE prawa przy­ro­dy wie­dzie nie­za­wod­nie w ru­bie­że coraz per­fek­cyj­niej­szej kom­pli­ka­cji struk­tur ma­te­rii! I nie jest to by­naj­mniej sztu­ka dla sztu­ki, bo owe struk­tu­ry mają ści­śle okre­ślo­ne spek­trum funk­cjo­nal­ne i służą bar­dzo kon­kret­nym celom – cał­kiem jak wy­two­ry na­sze­go umy­słu.


Podobnie sądzi wspomniany ks. Prof M. Heller. W książce „Filozofia przypadku” wprowadza metaforycznie pojęcie Wielkiej Matematycznej Matrycy, którą utożsamia z Einsteinowskim Zamysłem Boga (the Mind of God). Autor przyznaje, że z chęcią nazwałby ją Inteligentnym Projektem, gdyby ta nazwa nie została skompromitowana (uważam, że to za mocne słowo, bardziej na miejscu byłoby: „gdyby się tak, wskutek zawłaszczenia przez kreacjonistów, źle nie kojarzyła”).
W tej Matrycy, rozumianej jako zespół praw rządzących Wszechświatem, jest miejsce zarówno na mechanizmy deterministyczne jak i probabilistyczne. Jedne i drugie cechują się powtarzalnością i pozwalają ująć zachodzące w świecie zjawiska w ryzy racjonalności, choć każde w nieco inny sposób.
Jeśli człowiek ma wolną wolę, to Wielka Matryca musi ją w obrębie Wszechświata umożliwiać. Zatem – wnioskuje Heller - przypadki nie są klęską Matrycy, lecz jej bardzo subtelną strategią. Siła Wielkiej Matrycy polega na tym, że każdy, kto chce wykazać, że jej nie ma, lub ograniczyć jej skuteczność, jeżeli tylko posługuje się racjonalnymi argumentami, sam korzysta ze środków, które dostarcza Matryca.

Szerzej na ten temat będzie w szkicu "Wojna przypadku z koniecznością", do lektury którego już dziś zapraszam (choć kiedy to nastąpi, nie mam pojęcia, bo młyny PP mielą wolno :) )

Za to ja szybko i gorąco pozdrawiam :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Niczyja
24/05/2017 23:21
Witaj purpurze, Wiesz, że się cieszę z Twojego powrotu i… »
tsole
24/05/2017 23:00
Dzięki Jaga! Ja jestem w moim stosunku do Star Treka lekko… »
Niczyja
24/05/2017 22:51
Witaj skinnywords, Przeczytałam Twoje opowiadanie powoli i… »
Jaga
24/05/2017 22:28
Takich recenzji szukam. Wiem, czego mogę spodziewać się po… »
hopeless
24/05/2017 22:23
Odpozdrawiam:) Dziękuję za wizytę. »
Florian Konrad
24/05/2017 22:16
dziękuję i pozdrawiam »
Carvedilol
24/05/2017 21:43
Tjereszkowa, Miladora, maak, dzięki za komentarze, już… »
maak
24/05/2017 21:22
Carvedilol, no świetnie Ci wyszedł ten wiersz. Pytania… »
mike17
24/05/2017 20:40
Jakże to beznadziejne w całej swej krasie, Lilu. Jakże… »
Nalka31
24/05/2017 20:25
Kolejny romans, kolejna duszu szczipielnaja ballada. Czuć… »
Lilah
24/05/2017 19:14
Witaj, Milu! Bardzo dziękuję za cenne uwagi. Dokonałam… »
Bozena B
24/05/2017 18:44
Grain i Miladora Wasza dyskusja zaczyna nieco odbiegać… »
Miladora
24/05/2017 18:44
Bardzo pomysłowe, Carvedilol. :) Ubawiłam się przy… »
Grain
24/05/2017 18:19
Nie będę się spierał, każda sprawa ma inny kontekst. A… »
Miladora
24/05/2017 17:47
Mallory powiedział niegdyś, że zdobycie góry zaczyna się… »
ShoutBox
  • mike17
  • 24/05/2017 23:12
  • Jak śpiewać o miłości, to tylko tak : [link] Bo słowa cicho szeptane mają swoją magię i tylko tak dotrzeć mogą do serca - a gdy to już się stanie, staje się cud :)
  • mike17
  • 24/05/2017 18:37
  • Ilekroć wspominam lata, co minęły, wraca ten kawałek : [link] Pamiętam, że bardzo często otwierał "Lato z radiem", to był piękny, niezapomniany czas, nie wróci...
  • allaska
  • 24/05/2017 13:29
  • "Bij słowo kiedy odstaje" - T. Karpowicz
  • Miladora
  • 24/05/2017 13:03
  • A mnie ostatnio skasowano komentarz wyjaśniający różnicę pomiędzy "mi" a "mnie", chociaż dotyczył wiersza. Z rozpędu? :)
  • Ania Ostrowska
  • 24/05/2017 10:45
  • Chciałabym wiedzieć na przyszłość, bo pytanie i odpowiedź dotyczyły wyłącznie wiersza. Nie było żadnych wycieczek osobistych. Z zasady szanuję rozmówców, ale wolno mi chyba mieć inne zdanie?
  • Ania Ostrowska
  • 24/05/2017 10:42
  • No właśnie :( speszyło mnie to ostrzeżenie, a j tylko odpowiedziałam na pytanie, imiennie skierowane do mnie. Miałam nie odpowiadać, żeby nie naruszać tutejszych zasad?
  • allaska
  • 24/05/2017 09:41
  • Miłego dnia
  • allaska
  • 24/05/2017 09:39
  • a jak autor sie nie odzywa?, myślałam, że można z innym użytkownikiem wymienić myśli na temat wiersza, tu była rozmowa tylko i wyłącznie o wierszu, droga redakcjo czy Pani B., jak zwał tak zwał.
Ostatnio widziani
Gości online:31
Najnowszy:ssfueuczv95