Dziwka z baru Na Dechach cz.1 - Gatsby
Proza » Obyczajowe » Dziwka z baru Na Dechach cz.1
A A A

Schyłek lat 90. Wieś od niedawna posiadająca prawa miejskie zlokalizowana gdzieś pomiędzy Katowicami a Czechami, prawdopodobnie w pobliżu linii kolejowej relacji Zwardoń-Katowice. Dom Nowakównych, kuchnia, piętro powyżej słynnego w całej wsi baru Na Dechach.

   –Wykres. Dobrze, że go robisz. Dowiesz się, córuś, jaką jesteś zołzą. Pierwsze pytanie, drugie, trzecie, czwarte aż w końcu: "Czy masz ciężki charakter?” tak, ale nic nie mogę na to poradzić. –Bardzo mi się twoja odpowiedź podoba. Biedny twój mąż jeśli w ogóle go będziesz miała. Nie patrz tak na mnie, to jest ważne, bo to o twoja przyszłość chodzi. Może będziesz miała męża, może będziecie mieli dzieci a może zostaniesz starą panną i całe życie będziesz z mamusią siedziała? Nie wiadomo. Wracając do wykresu, co ci wyszło?

   Matka pochyliła się nad Agnieszką i spojrzała na wypełnioną przez nią łamigłówkę w jednej z popularniejszych w tamtych czasach gazet ezoterycznych. Wszystkie cztery, matka Nowakówna (męża nie miała więc panieńskim nazwiskiem się posługiwała), i trzy córeczki Agnieszka, Monika i Aleksandra lubowały się w tego typu prasie. Pomimo pobożności, co chwila w horoskop zerkały, by się czegoś co przyszłość przyniesie wywiedzieć. Gdy się jednak im przyszłość zbytnio nie podobała, to karty najrozmaitsze stawiały, pasjansy i Tarot a gdy przepowiednie zbyt klarownymi nie były to w tedy, telefon Moniczki i do wróżki Anieli dzwoniły.  

   –Nic? A połączyłaś dobrze punkty? Hmm, to nie przypomina nic konkretnego, ale gdyby odwrócić kartkę... teraz lepiej, coś na wzór serca! Tak, to serce! Może faktycznie poznasz księcia z bajki i się zakochasz, pójdziecie na randkę, na dyskotekę, na kiełbaskę, do kina, teatru, wesołego miasteczka, w romantyczną podróż tylko dla dwojga, tylko dla zakochanych, tylko dla was…

  –Nie, Agnieszce nie wyszło serce, lecz raczej wątroba. –wtrąciła się starsza, jak zawsze najmądrzejsza i najfajniejsza siostra, chodzące cool i trendy –Taka sama jak w reklamie Wątrobeksu, tego leku, co go ta stara jędza pod delikatesami tak zachwalała, że niby tani, wygodny, i że się po nim nie odbija.

  –Może i masz racje, a przy takich porcjach alkoholu jakie pochłaniacie z wątrobą faktycznie możecie mieć problemy, szczególnie Agnieszko ty –zauważyła mamuśka, spoglądając na porozsiadane w kuchni latorośle –was też uczyła ta Kwiatkowska, co jak się nachyliła nad człowiekiem a chuchnęła, to nie wiadomo było gdzie z nosem uciekać?  Aż wstyd że taka baba była nauczycielem. Nie dość że wyziewała na mnie swe umęczone opary, to jeszcze miała pretensje, że mam bezczelny wyraz twarzy! Tupeciara. W kulturalny sposób zaproponowałam jej gumę, jeszcze tę dobrą Turbo, a ta jędza w dzienniczku wpisała że prosi o jak najszybszy kontakt z rodzicami w związku z moją naganną i bulwersującą postawą.

   Siostrzyczki jakby się ożywiły, Agnieszka oderwała nos od wykreślanek i łamigłówek ezoterycznych, Moniczka od telefonu (ówczesnego cudu techniki, niemożliwej gadającej plastikowej kosteczki. Bez kabla!) a chodzące Cool i trendy od piłowania krawędzi stołu, pilnikiem ślusarskim przeznaczonym do matczynych paznokci.

   –I co w tedy? Co babka?

   –No co… wpierdol dostałam za głupią szmatę. Jeszcze matka miała półtora metra kabla, z obory, ze ściany wydłubanego, jak się zamachnęła to przez trzy dni siedziałam bokiem na dupie.

   Lekko wzburzona nieprzyjemnym wspomnieniem podeszła do kuchenki obładowanej bulgoczącymi i parującymi garnkami, przemieszała, posmakowała i wspierając się o blat kuchenny odwróciła się do rozleniwionych córeczek.

   –No ale co ma wspólnego Kwiatkowska z Wątrobeksem? –Moniczka najwyraźniej nie była w temacie. Sprawiała wrażenie, jakby jeszcze nie doszła do siebie po zakrapianej gorzałką i ruskim krokodylem imprezie.

   –Och inteligencją Moniko nigdy nie grzeszyłaś! Chodzi o to, że Kwiatkowska miała problemy z wątrobą dlatego woń była taka jaka była. Ponimajesz? Nic z tym nie robiła. Absolutnie nic. Medycyna w tamtych czasach była nie mniej dostępna niż dzisiaj, dla własnego dobra mogła pójść do lekarza.

   –Pewnie się wstydziła bo ten lekarz to już w tedy z Janotową komitywę trzymał i paplał jej wszystko jak do konfesjonału. –zauważyła Cool i trendy Aleksandra.

   –tak, a ta plotkara niemiłosierna, te informacje na swój użytek przerabiała, a jak kogo nie lubiła to bójta się Boga…. Jezusie Przenajświętszy, Najjaśniejsza Panienko i wszyscy święci. Nagadała, dodała i wyśmiała w tak bezczelny sposób że raz Janinka Kozakowa nie wytrzymała i przed kościołem po mszy niedzielnej taki wpierdol spuściła że plotkara cały tydzień z domu nie wychodziła. Jak wyszła to ciemnotę wciskała że przeziębienie złapała.  Ona to już od najmłodszych lat plotkami się zajmowała, założę się że zaraz po narodzinach jakby tylko mówić potrafiła to wszystkie położne w szpitalu by obgadała a i innych noworodków nie oszczędziła.

    –ona raczej się w szpitalu nie narodziła….  

    –Aga, pewnie że nie! Metafora taka, przenośnia, nie czepiaj się szczegółów bo to nie o nie, a o sens chodzi.

    –Wracając do nauczycielki –kontynuowała matka –została starą panną na mieszkaniu, w domu nauczyciela mieszkała, bez jakichkolwiek szerszych perspektyw na życie. Kompletnie sama. Po roku jak ukończyłam zawodówkę to Kryśka ze spożywczego mówiła że nawet  jej kot zdechnął. Kot Kaśka. Zasnął i się więcej nie obudził….

    –Możliwe lecz gdy myśmy z Moniczką chodziły do szkoły to kręciła z konserwatorem Heniem, nawet chyba razem mieszkali a na pewno jeździli tym samym busem do domu. –zaznaczyła Aleksandra grzebiąc pilniczkiem w prawej dziurce nosa.

    –Gienkiem chyba, Heniek to był ten piegowaty szatniarz co uwielbiał podglądać siostry Kominkowe jak na wuefie ćwiczą. –dodała olśniona Moniczka

    –Leciał też na Wróblową wuefistkę, lecz bez odwzajemnienia. Nic dziwnego, ona dama, elegancka, wykształcona i widać było że też podobnego szuka… a taki Henio, no nie oszukujmy się… wieśniak i tyle. 

    –tak, tak te wyższe damy na malućkich nawet nie spojrzą… nie miłością się kierują a walorami zewnętrznymi. To przykre, lecz jak babka wasza powiadała z ładnej miski się nie najesz….

    –a z brzydkiej wyrzygasz –z triumfem zripostowała Aleksandra –czyż nie mam racji kochane?  

    –no wiecie, ja osobiście zawsze na wnętrze uwagę zwracałam –zaczęła stara siadając przy stole, na chwiejącym się taborecie –nie chodzi o to by atletę, eleganckiego, z żurnalu wziętego do łóżka targać, by chwilową rządzę zaspokoić. Chodzi o to by zdobyć mężczyznę czułego i mądrego a by miłość na wieki niezerwaną została.

    –Mamuś, nie żebym się czepiała ale gdzie ty masz tego męża? –wypaliła Agnieszka –nie pamiętam by takowy, choć przez chwilkę w twym życiorysie zagościł!

    -kochana, nie zapominaj się. Nie wiesz jak było więc siedź cicho! I módl się byś TY starości przed lustrem spędzać nie musiała.

    Matka wkurwiona, lekki wypiek na twarzy zagościł. Wnet powstała i stanęła nad krnąbrną córką, oczy kobry, twarz pokerzysty i kazanie niedelikatne odprawiać zaczęła.

    –Agnieszka, musisz w końcu wziąć życie w swoje ręce. –położyła dłonie na jej barkach zaczynając lekko masować –Masz urodę wymagającą sporo uwagi, oczy gubiące się w bogatej w tkankę tłuszczową facjacie, wargi wizualnie nieprzypominające nic innego jak dwa złożone do kupy banany, spojrzenie zagubionego w tłumie gęsi kaczątka. Twoje siostry i mamusia są inne. Młodsza zgrabna i jędrna, starsza bynajmniej zgrabna ale za to rezolutna i gibka…

    –Jeszcze przykładasz tą szklankę do ust w taki ohydny sposób, odrażający i obleśny. –przerwała Cool i trendy –wręcz nie mogę na to patrzeć!

    -To patrz się na siebie szmato! –Agnieszce z nerwów żyłka fioletowa na czole wyskoczyła.

    -Tak,  tak krzycz, marszcz czoło i  wyłupiaj ze zdziwienia gały. Jeśli ci teraz tego nie powiemy to kto to zrobi i kiedy? Obcy ludzie? Słowa matki są najważniejsze i choćby były najbardziej cierpkim jadem to masz się do nich stosować. A matkę winnaś po gołych stopach całować i wodę z uwielbieniem pić, w podzięce za cenne życiowe wskazówki.

    Siostrzyczki uradowane wpatrywały się w swoją siostrunię słoninkę. Siostrę najwspanialszą, którą uwielbiały mieć zawsze w pobliżu. Choćby dla takich momentów jak ten.

    Agnieszka była po to by z niej kpić, śmiać się i zawsze najlepsze rady całkowitemu bezguściu dawać, by potem po wsi w kreacjach najoryginalniejszych z zasłon i firan skleconych ganiała, odmalowana przez siostrzyczki na styl a’la Madonna, z makijażem wziętym wprost z holenderskiej dzielnicy de Wallen, czy w gumiakach z elegancko wymalowanym farbą olejną znaczkiem Nike.

    No wiadomo że Nike to prestiż i każdy chce mieć no ale żeby gumiaki…

   –Więc wiesz, zero dąsów, pełna mobilizacja i w podskokach do fitnessu ze sztangielkami po macie ganiać. Trzy miesiące i masz figurę Pameli ze Słonecznego Patrola. A pamiętaj, będzie się działo, będzie grubo i pamiętnie. To już w czerwcu Ola?

    -Wesele? nie w lipcu....

    -Monika jak to się je? Czy to są krewetki czy kraby?

   -Pozwólcie kochane ale z tą małżą pomogę sobie w inny sposób. Chyba nie zamierzasz… owszem zamierzam, patrz! –Ściągnąć obcasa to żaden problem ale trafić nim w skorupiaka to sztuka. –Puk, puk i wszystkie pary oczu skierowane na nasz stolik. Rodzice państwa młodych, świadkowie i sami nowożeńcy. Śmiech na sali, wskazujące z niedowierzaniem paluchy, ukradkowe spojrzenia i leżąca na talerzu nadal nierozbita małża. Nie dość że wstyd bo gorsze niż wieśniackie zachowanie, to jeszcze wstyd bo małża nawet nie drgnęła.

    –Nie, u Maryśki takich akcji nie będzie –stwierdziła Aleksandra –Z kim pójdziesz Agnieszka?

    -nie wiem jeszcze.

    -Nie wiesz?

    -nie wiem ale raczej z wami.

    –Fakt, nie miałaś nigdy szerokich możliwości w wyborze. Gdybyś posłuchała byłabyś teraz mężatką. Matka miała dla ciebie taką partię!

    –Że cooo?  Stasiek?

   –Tak a co od niego chcesz? Dobra sztuka, robotny, obrotny, rolnik na dodatek. Pan na włościach. Do mamusi byś miała nie daleko a mąż... spełnieniem marzeń by twoich był...

   –Moniko z kim romansujesz? –Agnieszka zmieniła temat–Ciągle esemesy i esemesy? Bardzo cicha dziś jesteś.

  –Wymyślili te bezprzewodowe telefony, by tylko ludziom czas zżerały. Niepotrzebne to i niebezpieczne. Tylko nowotworu możesz do ucha dostać bo to plastik radioaktywny jest jakiś a i ponoć fale toksyczne wysyła –dodała matka

  –Mamusia, spokojnie, w końcu dla ludzi ten wynalazek więc nic złego się nie śmie wydarzyć. Inżynierowie nad tym myśleli więc spokojnie –uspokoiła Moniczka –a ty Aga patrz się na siebie!

   –No powiedz chociaż kto to jest –ciągnęła matka.

   –Nie

   –Przestań, mi matce musisz powiedzieć, kto to jest?

   -nikt ciekawy

   –komu powiesz jak nie mamie? Lekceważyć matkę dorosłej pannie nie przystoi. 

   -nie powiem

   -to nie mów, ja i tak się za ciebie kochana pomodlę. Byś mi przypadkiem złej drogi nie obrała a teraz… teraz idę posprzątać zaplecze, bo się po wczorajszym skrzynki powywracały.

   Wyłączyła gotujące się na piecu garnki, przetarła ścierką blat, przymknęła otwarte okno i wyszła.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gatsby · dnia 11.05.2017 10:05 · Czytań: 282 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 5
Komentarze
Gatsby dnia 16.05.2017 21:30
Co Sądzicie?
al-szamanka dnia 17.05.2017 20:30
Cytat:
–()Wy­kres. Do­brze(,) że go ro­bisz. Do­wiesz się(,) córuś(,) jaką je­steś zołzą.

Cytat:
Nie patrz tak na mnie, to jest ważne i trze­ba taką ewen­tu­al­ność wziąć pod uwagę(,) bo nie wia­do­mo co los zgo­tu­je, może męża, może czwór­kę dzie­ci(,) a może celę i czte­ry ścia­ny

Cytat:
Hmm(,) to nie przy­po­mi­na nic kon­kret­ne­go(,) ale gdyby od­wró­cić kart­kę... teraz le­piej, coś na wzór serca! Tak(,) to serce!

Cytat:
–()Nie, Agniesz­ce nie wy­szło serce, lecz ra­czej wą­tro­ba. –wtrą­ci­ła się star­sza, jak za­wsze naj­mą­drzej­sza i naj­faj­niej­sza sio­stra, cho­dzą­ce cool i tren­dy –()Taka sama jak w re­kla­mie Wą­tro­bek­su(,) tego leku(,) co go ta stara jędza pod de­li­ka­te­sa­mi tak za­chwa­la­ła(,) że niby tani, wy­god­ny(,) i że się po nim nie od­bi­ja.

etcetera, etcetera
Cytat:
za­pro­po­no­wa­łam jej gumę, jesz­cze tą(ę) dobrą Turbo

Cytat:
–I co w tedy?

wtedy
Cytat:
zdo­być męż­czy­znę czu­łe­go i mą­dre­go a by mi­łość na wieki nie­zer­wa­ną zo­sta­ła.

aby

Hmm, co o tekście myśleć?
Niestety, ze względu na formę podania nie potrafiłam skupić się na treści.

Pozdrawiam :)
Gatsby dnia 20.05.2017 21:43
Interpunkcja...
dziękuje, każdy komentarz wskazujący błędy i niedoskonałości jest na wagę złota :D
Ania_Basnik dnia 20.05.2017 22:40 Ocena: Bardzo dobre
Podoba mi się! Treść opowiadania niezwykle życiowa podana w lekki sposób. Dopracować musisz interpunkcje i będzie idealnie. Pomysł na szóstkę. Czekam na ciąg dalszy!
Gatsby dnia 29.05.2017 21:17
Dziękuję bardzo! Taki komentarz to jest olbrzymia motywacja :)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Procesja
26/06/2017 18:55
Podoba mi się Twój wiersz. Można go czytać jako apoteozę… »
Przema24
26/06/2017 18:39
Dziękuję za trafne spostrzeżenia i rady ;) »
clockworklukis
26/06/2017 18:26
Nic nie rozumiem. Dzisiaj zabrałem się za czytanie Twoich… »
Procesja
26/06/2017 18:13
Clockworklukisie, póki jeszcze pamiętam, o co mi chodziło:… »
clockworklukis
26/06/2017 18:06
Coś mi wadzi w pierwszych dwóch wersach. Zastanawia mnie czy… »
clockworklukis
26/06/2017 17:57
Wiersz trochę zbyt rozpisany, wydaje mi się, że zbyt dużo… »
clockworklukis
26/06/2017 17:46
1. Trochę zbyt minimalistyczny, jak na mój gust brakuje mu… »
clockworklukis
26/06/2017 17:31
Co do technicznego aspektu wiersza nie mam żadnych… »
clockworklukis
26/06/2017 17:18
Mileno, dziękuję za wizytę. Jeśli chodzi o czasownik… »
Zola111
26/06/2017 15:13
Intro, dziękuję bardzo. Cieszę się, że jednak wiersz jest… »
Procesja
26/06/2017 14:08
wiktorio, miło mi, że się pochyliłaś nad tym tekstem. Nie… »
Procesja
26/06/2017 13:50
Voytku, dziękuję za komentarz i poprawki. Z niektórych z… »
introwerka
26/06/2017 12:49
Piękny wiersz z bardzo jasnym i konsekwentnym przekazem.… »
Lilah
26/06/2017 12:42
Mileno, według mnie zwraca się do bliskiej mu osoby.… »
Miladora
26/06/2017 12:10
No to popatrzmy. :) Wers ma wprawdzie 12 zgłosek, ale… »
ShoutBox
  • wiktoria
  • 25/06/2017 23:43
  • Ania_Basnik, niektórzy wiedzą, a niektórzy się dowiadują, bo inni wiedzą ;) Niczyja, to zabrzmiało jak ostatnie pożegnanie... choć z pewnością nie jest :)
  • Niczyja
  • 25/06/2017 21:35
  • Będzie nam Ciebie brakowało Michale...
  • Ania_Basnik
  • 25/06/2017 21:08
  • Kochani teraz jestem pod Nickiem Ania_Basnik. Dawniej Wiolinowe Basnie. Niektórzy to już wiedzą :)
  • mike17
  • 25/06/2017 21:08
  • Kochani! Nadszedł piękny czas wyjazdów wakacyjnych, odpoczynku od internetu, i to także dotyczy mnie. Mianowicie nie będzie mnie na portalu aż do końca sierpnia - wszystkim życzę fajoskich wakacji :)
  • Gatsby
  • 25/06/2017 15:35
  • Cześć :)
  • wiktoria
  • 25/06/2017 12:09
  • Hej Anielico, głosuj. Też właśnie zagłosowałam, choć udziału tym razem nie brałam:)
  • akacjowa agnes
  • 25/06/2017 12:07
  • Hej, Anioły :) Wpadłam, by zagłosować na Zaśrodkowanie. Ono wciąż we mnie tkwi ;) Wy też, choć rzadko tu już zaglądam. Buziaki :*
  • wiktoria
  • 24/06/2017 22:05
  • Cześć Alka :)
  • alkestis
  • 24/06/2017 21:01
  • Cześć wszystkim :)
Ostatnio widziani
Gości online:42
Najnowszy:Scheibelhutaq8k