Nazywam się Sylwester Stallone - alea
Proza » Humoreska » Nazywam się Sylwester Stallone
A A A
Od autora: Przed przeczytaniem proponuję odnaleźć soundtrack do Rambo i Rocky'ego na Youtubie i sobie puścić. Potem można sobie w kącie popłakać, tak po męsku. Nikt się nie będzie śmiał.
Klasyfikacja wiekowa: +18

Wracam często do tamtych amerykańskich lasów. Skaliste szczyty, ostre kamienie, grube pnie drzew, zimne strumienie. Nie pamiętam, czy uciekałem, czy goniłem niewinnego człowieka.
Brodziłem po kolana, strzelałem w znikające cienie. Czułem bliskie zwycięstwo, zapach krwi. Z przyjemnością, nie ukrywam tego,  wracałem myślami do czasów, gdy mieszkałem w wielkim, smutnym mieście. Jego główną część wypełniał stary surowy park, pełen wieczornych i porannych homoseksualistów, chowających się po krzakach. W dzień prostymi, jasnymi ścieżkami szły matki, pchające różowe lub błękitne wózki. Kiedy biegłem zmierzchem, zdumiewało mnie jak nasz purytański i chrześcijański świat, oddaje pola satanistom, punkom oraz wykolejeńcom. Nie przeszkadzało mi to, miałem swoje sprawy. Pragnąłem jedynie trenować, z czerwoną przepaską na czole, w beżowo - szarym dresie. Biegłem, zatrzymywałem się na brzuszki i pompki. A gdy nikt nie patrzył robiłem przysiady. Do walki został wówczas miesiąc. Okres ciężki: wypełniony treningiem, sparingami z Meksykańcami, bezsensownym bieganiem, oraz moją ulubioną skakanką. Pragnąłem przygotować się najlepiej jak umiałem. Jeszcze nie wiedziałem, że to czas, kiedy przygotowuję się, nie do bokserskiego pojedynku, lecz do walki o ojczyznę, o amerykański styl życia.
Marzyłem o medalach, pasach, a dostałem na koniec ordery i uścisk dłoni Prezydenta w Białym Domu.
Przyznaję się, straciłem poczucie rzeczywistości. Byłem zwykłym amerykańskim chłopakiem z marzeniami, wrzuconym na głębszą wodę. Nauczyłem się pływać, ale kiedy dopłynąłem do brzegu, okazał się pełen wrogów.
Uciekałem, przestałem być bohaterem. Ścigali mnie, i to po zdarzeniu, które było przecież niepotrzebnym nieporozumieniem.
Ale oni podeszli do tego poważnie, wzięli sobie za punkt honoru złapać mnie.


- Słuchaj, koleś - wielki facet w podkoszulku na ramiączkach przypominał wyrośnięta dziewuchę z obwisłym biustem.
Gdyby jego wypłowiała, zbyt często prana biała koszulka, była nieco dłuższa to mógłbym przysiąść, że to jest to kusa, ale jednak sukienka. Taka weselna, szalona kreacja. Kobieca fanaberia.
Nie podzieliłem się z nikim rewelacjami. Wolałem siedzieć cicho w kącie.
- Nic, ale to nic, nie chcę od ciebie. Po prostu próbuję obejrzeć film. Rozumiesz, że to dla mnie ważne? - wypuściłem w stronę wielkoluda potok słów, ale nie zrozumiał. Jedyne, co docierało do pustego łba  to ciemność głębokiej nocy.  On chciał spać, a ja świeciłem mu w oczy swoim smartfonem. Przeszkadzałem.
Nie mógł zrozumieć, że filmy z Sylwestrem Stallone są dla mnie ważne, że dzięki Sylwkowi potrafiłem przetrwać wszystko. Wszystko!
I najważniejsze.
Sylwester Stallone to ja. Stałem się nim. W każdej postaci. Głupek zadarł z Rambo i Rocky.
Nie miał szans. Nie miał, kurwa, żadnych szans!

- Do cholery! Zamknij wreszcie tę mordę i daj spać! - z tylnej pryczy odezwał się mały, łysawy gościu. Był typowym, wystraszonym nerwusem, ale plecy wielkiego kolegi pozwalały mu na małą, jakże ważną dla niego, chwilę odwagi.
- Przepraszam i dobranoc - powiedziałem, bo żadna kłótnia w więzieniu nie ma sensu. Przykryłem się kołdrą, włożyłem mocniej w uszy słuchawki i przyciszyłem delikatnie fonię. Dali mi spokój.
Wróciłem do moich lat osiemdziesiątych i wreszcie zasnąłem.

Obudziła mnie codzienna krzątanina. Krzysiu wstał wcześniej. Próbował robić przysiady, ale ponieważ oficjalnie bolały go plecy to powiedział tylko "Pierdolę gimnastykę, wolę się napić". Nie miał czego, więc kopnął ze złości w moje łózko.
- Krzysiu - jęknąłem - możesz się łaskawie ode mnie odpierdolić?
- Co? Co powiedziałeś, jebany lamusie w okularkach? - Wściekł się na mnie, ale wiedział, że to nie ja, a jego własne ciało robiło mu na złość.
- Po prostu nie kop w moje łóżko - odpowiedziałem łaskawie.
- Będę, kurwa, kopał ile chcę! - wrzasnął i znowu się zamachnął. Powstrzymał go baryton, który odezwał się z góry:
- Ono też jest moje. Kiedy zrozumiesz ten prosty fakt?
Krzysiu się przestraszył, że kolejny raz będzie moczenie włosów w kiblu, ale Adam, leżący nad moją pryczą ulitował się. Zszedł z góry niespiesznie, niemalże majestatycznie. Poczułem jak moja prycza sprężynuje, oddycha przy każdym jego ruchu. Gdy postawił wielkie, niemyte od tygodnia, stopy na zimnej posadzce, nasza wspólna konstrukcja sypialna odetchnęła z ulgą. Adam stanął obok Krzysia. Górując nad nim dwie głowy i kilkadziesiąt kilo, delikatnie, nieinwazyjnie pstryknął go w twarz. Krzysiu upadł i nie wstał do siódmej piętnaście rano czyli do pierwszego obchodu klawiszy.
- Co się stało, Krzysiu? - zapytał strażnik, dokładnie kwadrans przed śniadaniem.
Krzysiek wstawał powoli, badając każdą chrząstkę w twarzy.
- Nic wielkiego. Upadłem i później postanowiłem protestować.
- Protestować? - klawisz przestraszył się prowokacji. Nie miał ochoty na żadną polityczną drakę. Był głodny i jedyne czego pragnął, to ciepły, poranny posiłek razem z więźniami. Oczywiście serwowany w osobnej, bezpiecznej sali.
- Chodzi o przeciążenie ziemskie. Nie mam zaufanie do liczby "g". Jest przerysowana. Weźmy takie piórko, pierze gęsie na ten przykład...
- Krzysiu, nie interesuje mnie to... - zniecierpliwił się strażnik.
- Pana nie interesuje grawitacja?
- Nie interesuje wcale.
- Ach, pozazdrościć tylko - rzekł Krzysio i posmutniał. Często tracił humor jeszcze przed pierwszym posiłkiem.
Poszliśmy na śniadanie, a potem rozeszliśmy się do codziennych zajęć.
Ja siedziałem w bibliotece. Był tam stary odtwarzasz video i kilka kaset. Kasety były moje, oczywista sprawa.
Włączyłem pierwszą z brzegu. Usiadłem razem z Marcelem, Wojtkiem zwanym Sebą i Markiem, ksywka Komiks. W zachwyceniu obejrzeliśmy pierwszą część Rambo. Strażnik miał nas wołać na obiad, ale sam się przysiadł i tak spędziłem jeden z nielicznych, beztroskich dni w więzieniu.
Takich dni nie było później za wiele.

Kilka dni później odwiedziła mnie dziewczyna,  z którą się spotykałem przed odsiadką. Pracowała wciąż u jebanego Wietnamczyka i tej jego niskiej, pyskatej żony. Mieli parkę dzieci. Wyglądały jak miniaturowe skośne pudelki, tyle że dużo brzydsze i potrafiące różne sztuczki na hulajnodze.
Wietnamczyk w nachalny sposób podrywał moją dziewczynę, aż się doczekał.
Teraz jeździ na wózku, w środy ma opłaconą przez NFZ rehabilitację. Ogólna diagnoza: niedowład dolnych kończyn. Są unerwione, ale bardzo słabe, można rzec pozbawione naturalnych odruchów.
Nie rozumiem nic a nic. Skakałem po jego głowie, a on nie może, kurwa, chodzić? Gdzie tu sens i logika?
- Nigdzie nie ma sensu, mój misiu-patysiu. To on powinien siedzieć, a nie ty - uspokajała mnie po raz enty.

Nie chciałem tego. Kiedy patrzyłem na nią, wyobrażałem sobie, co powinien zrobić Stallone. Tego nie znalazłem w jego filmach i strasznie mnie to złościło. Nie powinna przychodzić do więzienia, nawet jeśli coś do mnie czuje. Co dają takie wizyty, oprócz pogłębiającego się smutku, który ogarnął mnie?

Milczałem, co mogłem więcej? Tak długo nie przejawiałem zainteresowania, aż upokorzona sobie poszła w cholerę. Załzawiona, z zaczerwionymi, podkrążonymi oczami i drżącymi ramionami. Bez nadziei na lepsze życie.

Wróciłem na pryczę. Tu czułem się najlepiej. Nikt nie zauważył, kiedy znowu znalazłem się w gęstym, amerykańskim lesie. Zimny wartki strumyk płynął w dół, Zacierał moje ślady, lecz nie dawał wytchnienia. Dookoła było cicho, drzewa wysoko w niebo wystrzeliły, zasłaniając mnie przed światem. Stałem się samotnym uciekinierem. Jak Sylwester Stallone.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
alea · dnia 11.05.2017 10:12 · Czytań: 156 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 10
Komentarze
wiktoria dnia 11.05.2017 12:48
Ucieczka w marzenia to całkiem niezły sposób na przetrwanie. Tyle tylko, że żyje się wtedy jakby nie żyło się naprawdę, bo ciało w jednej rzeczywistości, a umysł w drugiej. I z żadnej nie korzysta się w pełni.
Jednak czegóż nie robi się, żeby przetrwać w niesprzyjających okolicznościach, niekoniecznie więziennych. Nie przynosi to rozwiązania, ale umila czas.

Na początku tekstu rymują się dwa słowa, kamienie/strumienie, chyba niepotrzebnie.

Uśmiechnęłam się przy zdziwieniu bohatera, że skakanie komuś po głowie wywołało niedowład nóg w efekcie końcowym.Nie jestem specjalista od medycyny, ale to zdaje się z mózgu pochodzą wszelkie impulsy poruszające ciałem.
Więc jeśli on tak intensywnie trenuje w swoim innym świecie, kiedy wyjdzie z więzienia, będzie z niego prawdziwy Rambo i Rocky razem wzięci. ;)

Ciekawy tekst.

Pozdrawiam :)
alea dnia 11.05.2017 22:42
Miło Cię widzieć u mnie, Wiktorio!
Dziękuję za komentarz. Błędy poprawię, nie tylko te, bo teraz jak czytam, kilka rzeczy trzeba zmienić.
Bardzo ciekawe spostrzeżenie, że nie da się uciec w pełni od rzeczywistości, nie da się przeżyć życia "w głowie". Nawet jeśli bardzo, bardzo się chce tego...
Dobra Cobra dnia 12.05.2017 20:19
To były filmy... :)


aleo,

Jakiż sielski obrazek nam dziś prezentujesz!

Słodkie porównujesz tu super bohaterów, konfrontując ich z kolegami z więźnia. Jak to pieknie, że nikt tu nikogo nie wali w pupala ani nic. Nawet telefonik miec mozna i se oglądać, kiedy się chce. Mjody lejesz na zlęknioną duszę, wychowaną na potwornych, amerykańskich filmach.

Ucieczka, nie tylko w więźniu, zawsze jest jakąś opcją.


Pozdrawiam,

DoCo
JOLA S. dnia 12.05.2017 21:47
aleo,

Najbardziej spodobała się pierwsza część, wyważona, pomysłowa, potem ostatnia, a środkowa, trochę zgrzytnęła w czytaniu.
Ogólnie jednak "git majonez", jestem za taką zabawą, jak najbardziej :)

Pozdrawiam cieplutko

JOLA S.
alea dnia 12.05.2017 22:05
Widzę, że starzy znajomi mnie odwiedzają :)
Dobra Cobra, dzięki, że przeczytałeś i zostawiłeś komentarz.
Filmy ze Stallone nie były wybitne (chociaż w sumie Rocky chyba jednak był), ale miały swój niepowtarzalny urok. Tak jak seriale z lat osiemdziesiątych (Drużyna A, Airwolf, MacGyver czy też Knight Rider). No i te ścieżki dźwiękowe...

Co do paki...
Ja rzeczywisćie wolę pamiętać obraz więzienia z filmów takich jak "Osadzony" ze Stallone niż taki, jaki jest przedstawiony np. w polskim filmie "Symetria".

JOLA S.
Cieszę się, że tekst Ci podoba. Myślę, że sporo racji jest w tym co napisałaś, bo te miniopowiadanie poszło bez wielu poprawek i pracy z nim. Biorę sobie Twoje uwagi do serca i postaram się jeszcze nieco dopracować tekst.
Niczyja dnia 14.05.2017 11:27 Ocena: Bardzo dobre
Witaj aleo,
Na pewno nie zajrzałam tutaj z powodu tytułu - nie lubię Sylwestra Stallone, ale może to również wynikać z niewiedzy lub niewytłumaczonej niechęci do niego. Nigdy nie oglądałam też filmu "Rambo". Z zasady też nie lubię humoresek.
Jednak stało się - zajrzałam. I zostałam. Przeczytałam całość i nie żałuję. Podobało mi się:)
Czyta się jak tekst napisany przez faceta z jajami. Czasem, jako odskocznię, lubię taki rodzaj tekstów, jak np czytany tu tekst z Królami w tytule. Nie mogę sobie teraz przypomnieć, ale odbiegam od tematu.
To bardzo dobry tekst, taka analiza psychologiczna postaci, bardzo ciekawa zresztą, i na pewno nie zaliczyłabym go do kategorii humoreska.
I wiesz co, po lekturze Twojej miniatury mam ochotę obejrzeć "Rambo". Poznać jego historię i przeanalizować psychikę uciekiniera... Bez Ciebie pewnie nigdy nie nabrałabym takiej ochoty:)

Pozdrawiam,
Niczyja
alea dnia 16.05.2017 13:04
Witaj Niczyja!
Bardzo się cieszę, że przeczytałaś tekst i napisałaś kilka słów o nim. Dla mnie to ważne i pomocne. Dzięki temu, mogę ocenić, czy w zrozumiały sposób udało mi się przedstawić historię, która powstała nagle w głowie i tak naprawdę rozwijała się w trakcie pisania.

Sylwester Stallone to ciekawa postać, trochę taka smutna i tragiczna. Facet uczuciowy, delikatny, a zarazem mięśniak grający twardzieli. Nie gra nigdy pyszałka, raczej chłopaka, którego da się lubić, takiego z sąsiedztwa. Z jednej strony bohater, z drugiej ofiara - ciągle dostaje cięgi.
Wczoraj na w TVPuls leciała trzecia część Rambo. Oczywiście były wybuchy, ucieczki, strzelanie z łuku(!) do helikoptera i mnóstwo innych nieprawdopodobnych zdarzeń. Przy tym Stallone wcale nie miał łatwo. Co chwila ktoś go bił, spadał z różnych wysokości, musiał nawet sam opatrzeć własne rany. Jego twarz, gdy gra, jest zupełnie inna niż np. Arnolda Schwarzeneggera. Ma smutne oczy, minę w podkówkę, rzadko się uśmiecha. Ma w sobie coś z bohatera romantycznego, tragicznego.
Czytam właśnie autobiografię Arnolda pt. "Pamięć absolutna". To mnóstwo pozytywnej energii, poprawia nastrój. Ciekawe jakby wyglądała autobiografia Stallone. Myślę, że byłaby zupełnie inna, pełna niezamierzonego cierpienia, upadków (grał np. w erotykach) i byłaby chyba ciekawsza...
Dobra Cobra dnia 16.05.2017 21:59
Słodycz czytać coś Twojego, bo jakoś dawno Cię nie czytałem.

Co do Sylwka Stalowego - owszem ma taką minę zbitego psa, co cierpi za miljony niewinnych. Wtedy, miiedy powstawały kolejne Rocky i rambo - to były strasznie rewolucyjne świeżynki. Nawet i dziś siadł bym w dobrym towarzystwie i zalukał, niestety szydząc z filmu.

O i tak kręcą się koleje losu.

Ukłaniam,

DoCo
Vigo dnia 18.05.2017 07:30
Bardzo mi się podoba Twoje opowiadanie Aleo.
Pomysł przypomina mi film z udziałem Woody Allena, jak i sztukę teatralną "Zagraj to jeszcze raz Sam" w których postać pierwszoplanowa Allan, utożsamia się z Humphrey'em Bogartem, co rodzi szereg zabawnych sytuacji.
Muszę przyznać że wybór Sylwestra Stallone jest znakomity, bohaterowie przez niego kreowani, zwłaszcza Rocky Balboa i John Rambo, to zwykli faceci o niezwykłych umiejętnościach i sile. Rambo w pierwszym filmie serii, to postać niemal tragiczna, człowiek zagubiony, wyrzutek, który sprowokowany przez małomiasteczkowego szeryfa okazuje się prawdziwą maszyną do zabijania, równocześnie uosabia poczucie elementarnej sprawiedliwości, wobec wyraźnych nadużyć władzy, w tym przypadku policji.
Nie trzeba zatem tłumaczyć dlaczego bohater Twojego opowiadania utożsamił się właśnie z Sylwestrem Stallone i jego bohaterami, w sytuacji w której lekko mu nie jest. To sposób na przetrwanie, natomiast dla czytelnika okazja do niezłej zabawy, przyprawionej jednak nutką goryczy.
Lubię tego rodzaju humor, lekki i inteligentny zarazem.

Pozdrawiam :)
alea dnia 20.05.2017 19:43
Dobra Cobra, również ukłony :)

Vigo, coś kojarzę ten film Allena, ale przyznam się słabo. Chociaż osobiście bardzo lubię jego filmy, szczególnie różne sceny-smaczki, które nie wpływają na akcję (np. jak pomagał parkować na ulicy w filmie "Bananowy Czubek";).
Cieszę się, że udało mi się spowodować, że nie nudziłeś się i dobrze bawiłeś czytając te krótkie opowiadanie. Jak inni zwrócili, jest trochę niedopracowane, ale fajnie, że litościwie skupiłeś się na pozytywach :)
Sylwester Stallone to mój ulubiony aktor akcji i tylko Arnold mu potrafi dotrzymać kroku. Oczywiście Bruce Willis w Szklanych Pułapkach też był rewelacyjny z tym swoją skrzywioną miną "półtwarzową", kiedy czemuś lub komuś dziwił, ale to jednak nie ten poziom.

Dzięki, Vigo, za ciekawy komentarz!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
clockworklukis
28/05/2017 23:49
Introwerku, musimy mieć zatem podobny gust. Fale V. Woolf… »
Ania Ostrowska
28/05/2017 22:35
Cały ten wiersz odbieram jako ujęty w cudzysłów; tak jakby… »
maker
28/05/2017 22:25
Myślę, że to niekoniecznie takie oczywiste, ale za to bardzo… »
Ania Ostrowska
28/05/2017 22:21
sheCat, nie wiem, jak Ci wyjaśnić treść, to zapis obrazu,… »
ajw
28/05/2017 21:41
Lilu, niezmiennie jestem pod wrażeniem :) »
ajw
28/05/2017 21:40
Właściwie nie ma czego się czepić. Piękny, mocno wiolinowy… »
ajw
28/05/2017 21:38
Czytałam go już kiedyś, bo poprzez obraz utkwił mi w… »
Celt11
28/05/2017 21:14
Zacznijmy od tego, że nie zrozumiałaś różnicy między 1 a 2… »
Grain
28/05/2017 20:08
Serdeczne dzięki. Obie interpretacje bliskie rzeczywistości.… »
sheCat
28/05/2017 19:52
Widzę posiniaczoną prostytutkę pragnącą normalności - albo… »
introwerka
28/05/2017 19:50
Ophelio, cieszy bardzo Twój ciepły odbiór :) Co do tytułu… »
Opheliac
28/05/2017 19:37
Podoba mi się zwłaszcza pierwsza zwrotka, jak dla mnie… »
Opheliac
28/05/2017 19:30
Krakowa nie lubię, ale wiersz jak najbardziej. Tutaj… »
Tjereszkowa
28/05/2017 19:28
Vigo, dalej na pewno było pięknie. :) Masz rację z tym… »
Opheliac
28/05/2017 19:24
Aniu, masz rację. Od początku mi coś nie pasowało w tych… »
ShoutBox
  • mike17
  • 28/05/2017 18:32
  • Wieczorową porą miłosne śpiewanie : [link]
  • SanaiStark
  • 28/05/2017 16:36
  • W ten gorący dzień pozdrawiam was zimnym Leszkiem z dodatkiem pomarańczowej lemoniady ^_^
  • allaska
  • 27/05/2017 21:03
  • Whole Ttruth, dziękuję za wyrozumiałość :) Pozdrawiam
  • SanaiStark
  • 27/05/2017 20:11
  • Ech, ponad pół roku zabrało mi zebranie się do ponownego napisania czegokolwiek... W każdym razie witam (tak, jeszcze żyję xD) i oznajmiam, iż wkrótce pojawi się moje nowe opowiadanie :3
  • Niczyja
  • 26/05/2017 22:03
  • Piękny kawałek...
  • mike17
  • 26/05/2017 13:18
  • Wszystkim Mamom w dniu ich święta życzę szczęścia, powodzenia w życiu, zdrówka i morza miłości : [link]
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:Poredaaq8g