Przypadki Jana Wardo - Vigo
Proza » Inne » Przypadki Jana Wardo
A A A

W pokoju było ciemno, znacznie ciemniej niż powinno być.
- Pewnie nie ma prądu - pomyślałem.
Okno które zwykle przepuszczało przez zasłony delikatne światło ulicznych lamp, przypominało czarną plamę, ledwie mogłem dostrzec kontury mebli. Było zimno, a w dłoniach czułem nieznośne mrowienie. Chciałem unieść głowę, jednak miałem koszmarne wrażenie jakby to moja twarz uniosła się nieznacznie, pozostawiając głowę na poduszce. Wtedy je poczułem, węże pod moimi stopami. Wiły się pełznąc coraz wyżej, czułem ich zimny dotyk, byłem przerażony gdy zaczęły oplatać moje nogi. Ich uścisk był coraz mocniejszy gdy docierały do kolan.
Zacząłem krzyczeć, jednak mój umysł podpowiadał - i tak nikt cię nie usłyszy - dotarło wtedy do mnie że z moich ust, szeroko otwartych w przerażeniu, nie dobiega żaden dźwięk. Mój krzyk rozdzierał przestrzeń pod sklepieniem czaszki, nie wydostając się na zewnątrz, czułem wbijane w moje ciało zęby jadowe.
Wtedy w narożniku pokoju zjawiło się coś niepokojącego. Wpatrywałem się tam chcąc wiedzieć, czym jest niebieskawa kulista poświata, która zdawała się rosnąć z każdą chwilą. Wyglądała jak świecąca piłka i podczas gdy mój umysł starał się ze wszystkich sił zracjonalizować to zjawisko, zobaczyłem na jej powierzchni wyładowania elektryczne. Wciąż rosła, aż wypełniła połowę mojego pokoju, odczułem silne pieczenie na całym ciele, roznoszący się zapach sprawił że zacząłem się dusić i znów moje usta rozwarły się szeroko w bezgłośnym krzyku.
Czułem się jak sparaliżowany, jakbym był uwięziony we własnym ciele nad którym ostatecznie straciłem władzę. Elektryczna kula wypełniała już cały pokój, miałem wrażenie że jeszcze kilka chwil i mnie zmiażdży.
Nie potrafię nawet opisać tego co czułem gdy zwarła się ze mną swoją powierzchnią, przebiegały po mnie wyładowania, moje usta zamarły niczym zepsuty mechanizm, wypełniał mnie odór elektryczności, gdy kula napierała na odrętwiałe ciało jak prasa hydrauliczna. Byłem jak plastelina wgniatana bezlitośnie w róg pokoju.
- Dlaczego jeszcze czuję ?! - słyszałem swój własny krzyk - kiedy to się skończy ?! - Czy tak wygląda śmierć ?!
Wtedy stało się coś czego nigdy bym nie przewidział, zostałem wypchnięty przez ścianę z pokoju.
Poczułem chłód, zobaczyłem jakieś czarne zasłony i zacząłem spadać w otchłań.
Ocknąłem się na dywanie, w pokoju wciąż było ciemno, jednak świeciła nocna lampa wisząca na ścianie, jej zielona żarówka nie dawała dużo światła, lecz na tyle by się zorientować że pokój jest zupełnie pusty. Dookoła panowała straszliwa cisza - czy ja ogłuchłem ?! - zapytałem sam siebie w przerażeniu - co tu się stało ?
Klęczałem podparty rękoma, wpatrując się w dywan, coś było nie w porządku, miałem wrażenie jakby miliardy niewielkich insektów poruszały się między nitkami dywanu. Wtedy poczułem że pod lampą zjawiło się coś złego, bałem się podnieść wzrok, jednak nawet w tej pozycji zauważyłem jakąś postać w tamtym narożniku. Poczułem łzy które zaczęły obficie płynąć po moich policzkach, kapały z mojej brody na dywan. Podniosłem oczy, postać wyglądała jak Matka Boska, jednak wiedziałem że to złudzenie, to był ktoś inny.
Chciałem wybiec, jednak nie mogłem się poruszyć, postać trzymała coś na rękach - dziecko - pomyślałem - to jest dziecko !
Zacisnąłem powieki z całych sił, próbując choć w ten sposób odgrodzić się od zjawy, lecz nawet wtedy wciąż miałem ją przed oczami. Kiedy spojrzałem ponownie w jej kierunku, zobaczyłem że dziecko mi się przygląda, jego twarz była koszmarnie wykrzywioną twarzą pajaca. I znów ten sam bezgłośny krzyk wypełnił moją głowę.
- Co pan wyprawia, do cholery ! - usłyszałem.
Klęczałem na dywanie w jakimś gabinecie przed biurkiem.
- Niechże pan wstanie ! - człowiek siedzący za biurkiem był wyraźnie zdenerwowany - czy panu słabo, wody ?
- Nie, dziękuję - odparłem i wróciłem na krzesło.
Wpatrywałem się w siedzącego za biurkiem mężczyznę, nie miałem pojęcia kim jest.
- Czy pan się dobrze czuje ? - padło kolejne pytanie.
- Przepraszam - odpowiedziałem - skorzystam z toalety.
Gospodarz obserwował mnie z wyraźną dezaprobatą, nie tracąc czasu wstałem i wyszedłem z gabinetu na korytarz.
Po obu stronach znajdowały się rzędy identycznych drzwi, a sam korytarz zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Oparłem się ręką o ścianę i zamknąłem oczy.
- Co się dzieje u diabła - pomyślałem i wtedy poczułem chłód pod dłonią, spojrzałem w kierunku ściany o którą się oparłem i zobaczyłem grafitowe kafelki, na wprost mnie wisiało duże lustro. Stałem dłuższą chwilę wpatrując się bezmyślnie w odbicie.
- Czy to ja ?! - zapytałem sam siebie, widząc nieznanego mi człowieka w szklanej tafli lustra.
Zacząłem nerwowo obmacywać marynarkę w którą byłem ubrany, po chwili wyczułem portfel, wyciągnąłem go pośpiesznie, otwierając drżącymi dłońmi, rozsypałem jego zawartość na posadzkę. Kilka kart kredytowych, kawałek kartki starannie zwinięty w niewielki kwadrat, dowód i prawo jazdy. Chwyciłem dowód porównując zdjęcie z lustrzanym odbiciem, wszystko się zgadzało, obok zdjęcia napisane było - Wardo, Jan Stanisław.
Przeszukując całe ubranie znalazłem pęk kluczy, pognieciony bilet autobusowy, obrączkę i różaniec. Porozkładałem wszystko na umywalce wiszącej przede mną, podniosłem do oczu obrączkę, po wewnętrznej stronie było wygrawerowane - K & J na zawsze, 20. 06. 2015. Obmyłem twarz i pozbierałem wszystkie te zupełnie mi nieznane przedmioty.
Podszedłem do drzwi, chwytając klamkę zawahałem się przez moment. Zamknąłem oczy i pchnąłem je, natychmiast poczułem chłód, miałem wrażenie jakbym znalazł się w wielkiej słabo ogrzewanej hali. Powoli podniosłem powieki, zobaczyłem rzędy ławek i ołtarz, to był kościół. W żółtym migoczącym blasku świec, cienie rzucane przez filary zdawały się poruszać, na sklepieniu odbywał się sąd ostateczny, wszystkie zgromadzone w świątyni figury zdawały się wpatrywać w groźne oblicze Boga, który swą muskularną ręką skazywał potępionych na wieczne męki. Chrystus umierał jak co dzień na krzyżu i wtedy dostrzegłem jakiś ruch przy ołtarzu.
- To przez te świece - pomyślałem - tu niemal wszystko się porusza.
Jednak ten ruch był inny, wyróżniał się jak rozstrojony instrument, to była jakaś postać, już ją widziałem, w pokoju. Matka boska z dzieckiem na ręku u stóp krzyża. Poczułem jak zimny pot spływa mi po plecach, nie chciałem znów zobaczyć tej twarzy, twarzy dziecka. Nagle dotarło do mnie że krzyż stoi pusty, Jezus swymi poranionymi rękami obejmował kobietę i jej dziecko. Zamknąłem oczy w przerażeniu.
- Boże ! - usłyszałem swój krzyk, który odbijał się echem wśród sklepień.
Poczułem wtedy dotyk czyjeś dłoni na mojej ręce.
- Proszę pana, trzeba być dobrej myśli, trzeba zaufać Bogu - usłyszałem.
To był ksiądz, siedział w ławce obok mnie. Wciąż byłem w tym samym kościele, lecz było jasno. Kilkoro ludzi modliło się w ławkach dookoła, siostry zakonne poprawiały kwiaty na ołtarzu, Jezus, Bóg na sklepieniu, wszystko było na swoim miejscu.
- Proszę mnie zrozumieć, ja bardzo chcę pomóc - ciągnął dalej ksiądz - jednak istnieją pewne procedury. Mamy XXI wiek, pan musi zasięgnąć opinii psychiatry.
Otwarłem szeroko oczy, wpatrując się w księdza.
- Ksiądz uważa że powinienem pójść do psychiatry ?! - zapytałem.
- Najlepiej gdyby zobaczył się z pana żoną - odrzekł.
- Ksiądz uważa że ja...
- Powiem wprost, żaden ksiądz nie podejmie się egzorcyzmów bez opinii psychiatry. Konsultacje są tu wymagane.
- Kogo, kto... - próbowałem coś powiedzieć, jednak język ugrzązł mi w gardle.
- Jest pan zmęczony, powinien pan wrócić do domu. Czy ma pan kogoś do pomocy przy żonie ?
- Przy żonie ?
- Tak, przy żonie.
Czułem że to zbyt wiele jak dla mnie. Przecież nie miałem nawet pojęcia o jakiej żonie tu mowa. Piętnaście minut temu przeczytałem w dowodzie jak się nazywam. "J" na obrączce to Jan, lecz kim była "K" ?
- Będę się modlił za pańską żonę i za pana - powiedział ksiądz - proszę pamiętać że jestem do dyspozycji, choćby nawet w nocy, jednak musicie państwo udać się do psychiatry. Mogę polecić pewnego specjalistę, jest kimś w rodzaju naszego konsultanta, to ułatwi nieco sprawę.
- Bardzo dziękuję - odpowiedziałem - tak zrobię.
Wstałem pośpiesznie i niemal wybiegłem z ławki.
- Proszę pana ! - usłyszałem za sobą wołanie księdza, lecz biegłem już główną nawą w kierunku bramy.
Czułem bicie serca, jakbym stał obok kotła w który ktoś rytmiczne i z coraz większą siłą uderza. W końcu chwyciłem wielką klamkę i zamarłem.
- Co się stanie kiedy je otworzę ? - zapytałem sam siebie.
Czułem że nie mam siły by to zrobić, osunąłem się na posadzkę i zacząłem płakać.
- Niechże pan będzie poważny - usłyszałem znany mi już głos - proszę nareszcie wstać.
Byłem w gabinecie z którego jakąś godzinę temu wyszedłem, a tak przynajmniej mi się wydawało.
- Patrząc na pana zachowanie, to pana w pierwszej kolejności poddałbym obserwacji, jednak rozumiem że sytuacja nieco pana przerosła.
Człowiek zza biurka, wyciągnął z szufladki pliczek papieru i zaczął coś pisać.
- Zapiszę tu panu środek na uspokojenie - powiedział - czy pan pracuję ?
- Nie wiem - odpowiedziałem zgodnie z prawdą, skąd mogłem wiedzieć.
Psychiatra zdjął okulary i zaczął mi się uważnie przyglądać.
- Tak, oczywiście że pracuję - szybko się poprawiłem - przepraszam, jestem trochę roztrzęsiony.
Czułem że znów oblewa mnie zimny pot, miałem wrażenie że ktoś ściemnia obraz gabinetu, widziałem coraz mniej wyraźnie, człowiek za biurkiem jakby urósł, jego twarz wypełniała prawie cały gabinet. Wtedy zauważyłem wyładowania elektryczne, najpierw na jego nosie, jednak stopniowo rozchodziły się po całej twarzy. Zacząłem się śmiać, coraz głośniej, nie mogłem się opanować, wkrótce śmiech przerodził się we wściekły krzyk, węże oplatały moje nogi i ręce, nie mogłem się poruszyć.
Jakiś człowiek wbijał igłę w moje ramię i nagle zapanowała cisza.
Było przyjemnie ciepło, leżałem na łóżku, jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze. Poczułem na mojej twarzy delikatny dotyk włosów, pachniały niczym wiosenne łąki.
- Kochanie - usłyszałem najpiękniejszy głos na świecie.
- Tak ? - zapytałem nie otwierając oczu.
- Kochanie - usłyszałem jeszcze raz, a później poczułem cudowny pocałunek. Wiedziałem że to była ona, moja jedyna, najpiękniejsza.
- Będziemy mieli dziecko - powiedziała.
Otwarłem oczy, stała w czerni w słabym zielonym świetle nocnej lampy, trzymała coś złego na rękach, zapadłem się we własnym, dławiącym krzyku.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Vigo · dnia 13.05.2017 09:49 · Czytań: 100 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
Vigo dnia 18.05.2017 07:01
W związku z brakiem komentarzy, skomentuję się sam :)
Należy to traktować jako słowo od autora, nieco może spóźnione.
W tym krótkim opowiadaniu próbowałem ukazać poważne zaburzenia świadomości, z perspektywy osoby, która ich doświadcza. To dramat człowieka, zamkniętego w pułapce własnych urojeń, który nie jest w stanie odróżnić rzeczywistości od halucynacji.
Carl Gustav Jung uważał że przyczyną psychozy jest inwazja treści nieświadomych, które prowadzą do stopniowej dezintegracji (rozpadu) świadomości. Powstawanie takich zaburzeń, udało mu się świetnie uchwycić w znakomitym studium "Symbole przemiany", które okazało się kością niezgody między nim a Sigmudem Freudem. Ostatecznie zakończyło ich współpracę, a także rzuciło się cieniem na ich przyjaźń.
Występujące przy tego rodzaju zaburzeniach urojenia, mają często silne podłoże religijne, przez co "Symbole przemiany" są też znakomitą analizą porównawczą wierzeń, mitów i występujących w nich postaci, choć sam Jung aż takich ambicji w stosunku do swojego dzieła nie miał.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Niczyja
24/05/2017 23:21
Witaj purpurze, Wiesz, że się cieszę z Twojego powrotu i… »
tsole
24/05/2017 23:00
Dzięki Jaga! Ja jestem w moim stosunku do Star Treka lekko… »
Niczyja
24/05/2017 22:51
Witaj skinnywords, Przeczytałam Twoje opowiadanie powoli i… »
Jaga
24/05/2017 22:28
Takich recenzji szukam. Wiem, czego mogę spodziewać się po… »
hopeless
24/05/2017 22:23
Odpozdrawiam:) Dziękuję za wizytę. »
Florian Konrad
24/05/2017 22:16
dziękuję i pozdrawiam »
Carvedilol
24/05/2017 21:43
Tjereszkowa, Miladora, maak, dzięki za komentarze, już… »
maak
24/05/2017 21:22
Carvedilol, no świetnie Ci wyszedł ten wiersz. Pytania… »
mike17
24/05/2017 20:40
Jakże to beznadziejne w całej swej krasie, Lilu. Jakże… »
Nalka31
24/05/2017 20:25
Kolejny romans, kolejna duszu szczipielnaja ballada. Czuć… »
Lilah
24/05/2017 19:14
Witaj, Milu! Bardzo dziękuję za cenne uwagi. Dokonałam… »
Bozena B
24/05/2017 18:44
Grain i Miladora Wasza dyskusja zaczyna nieco odbiegać… »
Miladora
24/05/2017 18:44
Bardzo pomysłowe, Carvedilol. :) Ubawiłam się przy… »
Grain
24/05/2017 18:19
Nie będę się spierał, każda sprawa ma inny kontekst. A… »
Miladora
24/05/2017 17:47
Mallory powiedział niegdyś, że zdobycie góry zaczyna się… »
ShoutBox
  • mike17
  • 24/05/2017 23:12
  • Jak śpiewać o miłości, to tylko tak : [link] Bo słowa cicho szeptane mają swoją magię i tylko tak dotrzeć mogą do serca - a gdy to już się stanie, staje się cud :)
  • mike17
  • 24/05/2017 18:37
  • Ilekroć wspominam lata, co minęły, wraca ten kawałek : [link] Pamiętam, że bardzo często otwierał "Lato z radiem", to był piękny, niezapomniany czas, nie wróci...
  • allaska
  • 24/05/2017 13:29
  • "Bij słowo kiedy odstaje" - T. Karpowicz
  • Miladora
  • 24/05/2017 13:03
  • A mnie ostatnio skasowano komentarz wyjaśniający różnicę pomiędzy "mi" a "mnie", chociaż dotyczył wiersza. Z rozpędu? :)
  • Ania Ostrowska
  • 24/05/2017 10:45
  • Chciałabym wiedzieć na przyszłość, bo pytanie i odpowiedź dotyczyły wyłącznie wiersza. Nie było żadnych wycieczek osobistych. Z zasady szanuję rozmówców, ale wolno mi chyba mieć inne zdanie?
  • Ania Ostrowska
  • 24/05/2017 10:42
  • No właśnie :( speszyło mnie to ostrzeżenie, a j tylko odpowiedziałam na pytanie, imiennie skierowane do mnie. Miałam nie odpowiadać, żeby nie naruszać tutejszych zasad?
  • allaska
  • 24/05/2017 09:41
  • Miłego dnia
  • allaska
  • 24/05/2017 09:39
  • a jak autor sie nie odzywa?, myślałam, że można z innym użytkownikiem wymienić myśli na temat wiersza, tu była rozmowa tylko i wyłącznie o wierszu, droga redakcjo czy Pani B., jak zwał tak zwał.
Ostatnio widziani
Gości online:34
Najnowszy:ssfueuczv95