w poszukiwaniu siebie cz.5 - allaska
Proza » Długie Opowiadania » w poszukiwaniu siebie cz.5
A A A

Wracając do problemów z nauką: na polu psychologii, neurologii a szczególnie psychiatrii wypadałam bardzo dobrze. Nazywałam te przedmioty „ludzkimi”, chłonęłam jak gąbka wodę i ssałam długo, i namiętnie. Dzięki ciężkiej pracy, szczególnemu zamiłowaniu do wymienionych przedmiotów oraz marzeniom by pomagać ludziom, dobrnęłam prawie do końca studiów. Po pogrzebie mamy miałam zaliczyć jeszcze egzamin z kardiologii, kilka egzaminów praktycznych oraz obronę pracy licencjackiej.
Rozmiłowana w psychiatrii, na początku trzeciego roku podjęłam decyzję, że właśnie z niej napiszę końcowe dzieło czyli pracę licencjacką. Tematem miał być jeden z czynników warunkujących zaburzenia psychiczne. Wybór wypływał nie tylko z zamiłowania i zdobytej wiedzy, ale przede wszystkim z własnego doświadczenia. Niektóre z zaburzeń, zwłaszcza odżywiania, poznałam na własnej skórze; inne były mi znane z obserwacji ludzi, szczególnie tych najbliższych.
Jednak pisanie, wbrew pozorom, nie było takie łatwe. Długie godziny spędzone w bibliotekach; stosy nieprzeczytanych kartek ksero piętrzyły się na półkach. Na początku semestru napisałam raptem kilka stron o anoreksji, mimo że pani docent doradzała pisać o schizofrenii. Pod kilku miesiącach utknęłam na anoreksji i bulimii. Dalej mi nie szło. Pustka. Nie wiedziałam w którą stronę uderzyć. Z każdej wyrastało zaburzenie i waliło piąstkami w skorupkę, domagając się wyjścia, a ja stałam ze ślepymi nabojami i gąszcz martwych pomysłów zaczął mnie pochłaniać. „Jak to napisać?" – myślałam i spoglądałam na ściany. – "Jak?”


Tydzień pierwszy pisania


Po pogrzebie mamy, dokładnie już w akademiku nagłe olśnienie, niesamowity przypływ weny ogarnęły moją duszę. W furii ścisnęłam zapisane wcześniej strony i pomarszczone kulki papieru wyrzuciłam do kosza. Nie zmieniając niczego poza samą treścią, zaczęłam pisać nową pracę licencjacką.

Kumulowane przez lata żal, ból, nagle, o niespotykanej dotychczas skali, wybuchły.


To był krzyk. Krzyk zranionego dziecka.
Jednocześnie w dziedzinie zaburzeń psychicznych poczułam się „prawdziwym” ekspertem. Rozłożyłam na czynniki pierwsze każdą rodzinę, każdego napotkanego na drodze człowieka. Każdy przypadek przeanalizowałam odrębnie i w powiązaniu z innymi przypadkami oraz okolicznościami, każdy czynnik chorobowy, przyczyny, skutki itd. Nie oszczędzałam nikogo, nawet lekarza, który szczypał mnie po sutkach, gdy w wieku czternastu lat miałam usg nerek. Oczywiście mając na uwadze dobro osób, jak i własne oraz stan w jakim się wówczas znalazłam, nie będę tutaj przytaczać całości pracy tylko kilka fragmentów w formie listów do bardziej lub mniej znanych osób czy instytucji.
Byłam bardzo szczęśliwa. Doszłam do wniosku, że każdy posiada jakieś zaburzenia psychiczne. Wewnętrzny głos szalał – „Eureka! Eureka!”
Spałam i jadłam niewiele; niemal biegałam w akademiku ze słuchawkami na uszach od pokoju do sali komputerowej i z powrotem. Słuchałam muzyki, jakiej do tej pory unikałam; słowa same się rymowały. Jedynymi dopalaczami były papierosy i kawa. Była w raju.

Ludzie jestem w raju! – wołałam.

Wszystko nabrało wyrazistych barw, odcieni, wypiękniało i lepiej smakowało. Czasem siadałam na parapecie w korytarzu akademika i z papierosem w dłoni, uśmiechałam się szeroko do studentów.
– Agnieszka, zostawiłaś „Herolda” w cichaczu, on nie jest tani – wołała wesoła Czeszka Helenka, która cudnie poruszała się w krótkiej minióweczce.
– Dzięki, Helenka.
Pewnego dnia spytała w mnie w łazience przy umywalce:

Nie chciałaś zostać lekarzem, Agusiu?
– Ja? Coś takiego! Oj, Helenka, nie żartuj sobie ze mnie, ja chcę być pielęgniarką.

Czułam się „wybraną”. Służebnicą bożą naznaczoną piętnem przekazania całemu światu najwyższej prawdy jaką jest miłość, ale też tej prawdy, która siedziała głęboko i bolała. Miłość i nienawiść – dwa różne, jakże odległe bieguny, a jednocześnie bliskie. A może coś innego? Na ulicy zaczepiałam przerażonych zakonników, przeważnie franciszkanów, bo „ Kwiatki św. Franciszka” były mi szczególnie bliskie. Pukałam do drzwi przeważnie zamkniętych kościołów. Czasem jakiś ksiądz otwierał i wtedy słyszałam, jak mówił z przerażeniem:

Sprawa jest poważna. Niech pani idzie do pani docent.

Sala komputerowa była dosyć mała, ciągle ktoś wchodził, wychodził; brakowało mi nieco intymności, ale mimo to, pisałam i przez tydzień dobrnęłam prawie do stu stron. Na pierwszej stronie napisałam:

Brak spisu treści

???

Dochodzicie panie i panowie?

List dziecka do mamy

proszę...

Horror!!!

???

„Kto nigdy nie wszedł w ruiny Getta
Nie zna przeznaczeń własnego ciała
Gdy śmierć je święci i serce gnije
Gdy zamiast niego tworzy się próżnia”

 

MATRIX AKCJA


W mieście belzebubów ciemność nastała wielka. Mrok i czerwona łuna pokryły zakątki ziemi. Czarne chmury kłębią się nad miastem demona śmierci. Szaleńcy tańczą! Judasze cieszą z perfidną świadomością. Już dokonali szatańskiego dzieła. Wisła zatruta i cuchnie ludzkim gównem. Belzebuby śpiewają na cześć władcy śmierci i zakreślają okrąg piekielny. Z wielką ironią się uśmiechają i szczerzą po cichu zębiska. Diabelskie, czerwone spojrzenia palą niewinne ofiary. Dzieciaki uciekają; matki i ojcowie piją; brat zabija brata. Belzebuby coraz bardziej się cieszą, już są na szczycie, już są na czubie.
– Ci...nie pozwólmy im się rodzić.
– Powysysajmy trochę krwi, towarzyszu.
– Słońce już zaszło bracie, liczmy srebrniki. She was the sun, she was the moon.
– O kim mówisz, bracie?
– Jak to, nie wiesz? O tej wieśniaczce mówię przecież.
– Kim była, w jakim państwie żyła?
– Nie mogę sobie przypomnieć. Hm... zdaje się, że to buntowniczka, jedna z tych, które na krzesła sadzaliśmy.
– Ej... pomyliłeś coś bracie. Tamta aktorką, nie wieśniaczką była.
– Cicho bracie. Stworzyliśmy jej świetne warunki do rozwoju. Niedożywienie, wieloletnie stresy, itd. Kilku naszych do niej wysłaliśmy.
– Myślisz, że to dobry pomysł?
– Pytasz o zabijanie?
– Nie wiem, co mam powiedzieć.
– Nie mów nic towarzyszu, nikt się nie dowie. To pozostanie między nami, nasz folwark najładniejszy, nasza rodzina najważniejsza, nasze dzieci również. Tylko z naszymi pójdziemy do kina, na lody, do cioci na imieniny.
– A co z „Matriksem”?
– Nie martw się. Dam ci szynkę, komórkę, telewizorek i komputerek, wszystko o czym tylko zamarzysz, czego tylko zapragniesz, bracie.
– Ale pod warunkiem, że rano się obudzę "i nie będę pamiętał".
– Nie ma sprawy. Dla ciebie wszystko, bracie miły.

***

MATRIX REAKTYWACJA


Akademio Medyczna, mamo moja.
– Kocham cię, studentka trzeciego roku pielęgniarstwa, klasa „druga”. Niechciane dziecko, ale z miłości pierwszej, prawdziwej.

Mama!

Nie mam siły na zabawę w miłość!

Nie!!!

Krzyk!!!

On się smuci. Chce żebym napisała ten list. Tatuś się smuci, ponagla bym pisała.

Wchodzę do akademika, a tam panie sprzątaczki z pięknym uśmiechem na usteczkach, wołają:
– Medycyna to zboczenie!
Wiwat Dziekanat! Wiwat Akademia Medyczna!
Wiwat panie sprzątaczki! Wiwat zboczenie! Wiwat wszyscy pisarze! Wiwat poeci!

– Wszystko w porządku, Agnieszka? – pytały koleżanki z pokoju.
– Are you okej? – pytali koledzy Kanadyjczycy.
– Tak, Yes – odpowiadałam, uśmiechając się od ucha do ucha.
– Wiesz … Agnieszko, martwimy się o ciebie. Chyba powinnaś odwiedzić psychologa...
– Dlaczego? Ja jestem psychologiem! Dziewczyny... nie sądzicie, że powinnam pojechać do mamusi na obiadek?
– Twoja mama nie żyje, Agnieszko – powiedziała ze smutkiem ciemnowłosa Asia o twarzy bladej z miną podobną do świętej Tereski, której fotografia wisiała nad moim łóżkiem.
– Muszę sprawdzić, o której mam pociąg – mówiłam dalej, jakby jej nie słysząc. – Pobiegnę do sali komputerowej. Muszę coś natychmiast napisać.
– Idź do psychologa – usłyszałam jeszcze za plecami.
W sali komputerowej zaczęłam pisać „List do mamusi– Hades”:

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
allaska · dnia 15.05.2017 11:17 · Czytań: 311 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Jesienny syn
19/06/2018 21:38
Mistrzem nigdy nie będę, bo i nie chcę nim być. A twoje… »
Jesienny syn
19/06/2018 21:27
Dobrze, zmieniłem. »
allaska
19/06/2018 19:31
no taki portalowy tekst, podobać się może - to w końcu… »
allaska
19/06/2018 19:27
dobry, ale smutny wiersz. każdą cząstkę z zainteresowaniem… »
allaska
19/06/2018 19:20
W pierwszej części za dużo tych piątek jak dla mnie, w… »
allaska
19/06/2018 19:13
to powyższe ładne. - a tu już przedobrzyłeś:) z… »
al-szamanka
19/06/2018 11:30
Jakieś tam przecinki pouciekały, ale tak ogólnie mocno mnie… »
al-szamanka
19/06/2018 10:01
poprawnie, ale ze wzrokiem lepiej brzmi Ha, ha, ha...… »
Darcon
19/06/2018 09:42
Nawet gdybym chciał, Pulsarze, to nie mogę dać na górna… »
Gramofon
19/06/2018 08:19
Ten wiersz był w pocztówkach. :) »
viktoria12
19/06/2018 08:05
Poprawiona wersja jest znacznie lepsza. Ode mnie:… »
viktoria12
19/06/2018 07:32
Bez przecinka przed ,, sami".… »
Jesienny syn
18/06/2018 20:24
viktoria12, pierwotna wersja dodana, a ten niezręczny wers… »
Jesienny syn
18/06/2018 20:09
Czy do faryzeuszy nie mam racji? Nie sądzę, raczej znajdą… »
mike17
18/06/2018 19:49
Aldonko, znasz mnie na tyle, że wiesz, że takie teksty… »
ShoutBox
  • Decand
  • 19/06/2018 06:43
  • Za mocno uderzył swoją dziewczynę i mu się ręka urwała? Ja wiem, talentom się zdarza.
  • jskslg
  • 19/06/2018 01:19
  • umarł dzisiaj jeden z większych talentów naszych czasów xxx
  • AntoniGrycuk
  • 18/06/2018 20:10
  • A jak ja widzę kogoś w sandałach i skarpetach, to od razu darzę go małą sympatią. Też mi PROBLEM - jak się ubrać...
  • jskslg
  • 18/06/2018 19:17
  • noszenie koszuli z krótkim rękawkiem, która nie jest hawajska jest gorsze niż skarpety i sandały
  • Decand
  • 18/06/2018 18:49
  • Dzięki wspaniałym motywatorze @allaska "zjebka" poszła. Enjoy
  • allaska
  • 18/06/2018 15:44
  • niż gniotami świecić na górnej, bo to kompletnie nie rozwija, wręcz uwstecznia, lepsza fuksiarzu szczera dobra zjebka niż zachwyt nad gniotem,tu życzliwych nie brakuje,jak poprosisz to ktoś skomentuje
  • allaska
  • 18/06/2018 15:41
  • Później i tak się wszystko wyrówna, bo chcąc przejrzeć dzieła danego Autora nie wiadomo która to była półka, ciesz się fuksiarzu z dobrej krytyki, lepiej na dolną wylądować, to uczy pokory, niż
  • Krzysztof Konrad
  • 18/06/2018 14:13
  • Mój tekst został kiedyś przeniesiony z dolnej na górną. Więc tak, jest to możliwe.
  • viktoria12
  • 18/06/2018 08:54
  • A, Fuksiarzu, napisałeś coś i znalazło się na dolnej?
  • viktoria12
  • 18/06/2018 08:52
  • Było jednego razu tak, że przewędrował z dolnej na górną. Autor wziął sugestie do serca, zajął się poprawkami, czym ucieszył czytaczy i dostał nagrodę. Z górnej lepiej widać.
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:yotmr
Wspierają nas