Cmentarz - Dobra Cobra
Proza » Inne » Cmentarz
A A A
Od autora: Opowiadanie tradycyjnie dostępne także w formie do słuchania na: YouTube/dobra cobra

 

   Rozkopywanie świeżego grobu nocą na opustoszałym cmentarzu z pewnością nie należy do rzeczy przyjemnych. Oprócz wysiłku wkładanego w tę, ze wszech miar naganną i potępianą społecznie czynność, dochodzi jeszcze sprawa pracującej na wysokich obrotach wyobraźni. Nerwowo kręcisz głową w poszukiwaniu postaci ukrywających się gdzieś w mroku. Znasz to z filmów, znasz z książek, gazet i z ludzkich opowiadań. Ksiądz na pogrzebie też zawsze odprawia modły za tych, co rzekomo już w niebie. Wszyscy z całych sił próbują cię przekonać, że dusza zmarłego wciąż żyje, i że właśnie szybuje w zaświatach. A  potępieńcy - z jakichś nieznanych bliżej powodów - zostają na ziemi, aby co pewien czas ożywać i wychodzić z grobów. 

 

Słuchając tego wszystkiego mimowolnie stajesz się wewnętrznie przekonany co do prawdziwości teorii życia po śmierci. 

 

Strużki potu spływały obficie po mojej szyi. Ziemia niby świeżo zasypana, a jednak trzeba włożyć wiele wysiłku, by odkopać trumnę. I na dodatek to cholerne napięcie, wynikające z obawy, czy ktoś nagle nie przyjdzie i cię nie nakryje. Przy każdej wysypywanej na zewnątrz łopacie nerwowo rozglądałem się po otoczeniu. Od tej zdradliwej mieszaniny stresu oraz wysiłku musiałem w pewnym momencie zaprzestać dalszego kopania i udać się w pobliskie krzaki za większą potrzebą.

 

 

Dobra Cobra prezentuje opowiadanie rozgrywające się głównie

czarną nocą i tym samym trzymające czytelnika przez cały czas w pewnym napięciu z powodu ciemności oraz nietypowego miejsca akcji, 

 

pt.

 

Cmentarz

 

 „Dopiero, gdy przychodzi odpływ, widać, kto pływał bez majtek”  

 

Warren Edward Buffett.

 

 

 

   Wszystko szło względnie dobrze, każda gruda wyrzuconej ziemi przybliżała mnie do celu. Gdy łopata odbiła się wreszcie głucho od zasypanego wieka trumny, usłyszałem przytłumione krzyki dochodzące z oddali. To była właśnie jedna z takich chwil, kiedy człowiek musi dokonać wyboru między tym, w co wierzy i do czego jest wewnętrznie przekonany, a rzeczywistością. Wyszedłem na alejkę i z nerwami napiętymi jak postronki zacząłem nasłuchiwać. Odruchowo pomacałem kieszeń, w której nosiłem kamyk na szczęście, kupiony w sklepie z talizmanami. 

 

 

W moją stronę szybko zbliżała się jakaś biała postać w długiej szacie. Cholera jasna, zauważyła mnie! Serce od razu zaczęło walić jak młot pneumatyczny, a zimne krople potu wystąpiły na czoło. Mocno zacisnąłem trzonek łopaty, gotowy do zadania nocnej marze potężnego ciosu. 

 

  • Panie, panie - dyszała postać. - Ratuj pan!

 

Przede mną stała starsza kobiecina, ubrana w jasny płaszcz oraz chustkę bezładnie narzuconą na głowę. Jej twarz nabrała w świetle księżyca upiornego wyglądu.

 

- Panie, tam jest jeden nieboszczyk, co jeszcze żyje!

- Gdzie?

- No tam, coś się tłucze przy grobie mojej matki. Chodź pan szybko!

 

 

*

 

   Przytłumione stukania i ludzkie odgłosy zdawały się dochodzić z okolic jednej z okazałych, marmurowych kwater. Kobieta nerwowo uderzyła kluczami o jej ścianę. Odpowiedzią było nasilone pukanie. Mimowolnie odskoczyłem na pół metra.

 

- Przychodzę do mamusi codziennie, bo nie miała, biedaczka, łatwego życia... - szeptała rozemocjonowana kobieta. - A dzisiaj byłam w województwie na badaniach i późno wróciłam. Więc jestem tu dopiero teraz. Zapaliłam świece i już miałam odchodzić, gdy usłyszałam te odgłosy. Zamarłam, a po chwili uciekłam z tego całego strachu. Dobrze, że chociaż pana spotkałam...

 

Odgarniałem świeże wieńce z grobu, a moja towarzyszka zaczęła paplać w tle jakąś niesamowitą historię:

- Otóż babka moja - dasz pan wiarę, właścicielka browaru na terenie Prus Wschodnich - uciekając przed Armią Czerwoną, była po wielokroć gwałcona przez wyzwolicieli. Jednak za każdym razem dzielnie podnosiła się z ziemi, otrzepywała zgrzebną spódnicę i brała na ręce małego Ericha, mego ojca. Zarzucała na plecy swój jedyny dobytek, zgromadzony w dużej, pamiętającej lepsze czasy chuście i kontynuowała podróż ku starej ojczyźnie na południu, gdzie od zawsze chodzi się w skórzanych portkach i jodłując, śpiewa piękne, ludowe melodie.

 

 

*

 

Udało mi się zrzucić wszystkie ozdóbki z grobowca i ostrożnie pchnąłem marmurową płytę. Ani drgnęła.

 

- Przemarznięta, wraz z tysiącami innych uchodźców, zbliżała się do Odry i powoli zaczynała wierzyć, że już niedługo zawita do swojej rodzinnej wioski. - Kobiecina kontynuowała swoją zawiłą historię. - Widząc jednak nadciągający kolejny radziecki oddział, kobiecym szóstym zmysłem przeczuła kres swoich dni. Dokładnie zawinęła więc swego syna - a mego ojca - we wszystko, co miała, po czym skonała z wycieńczenia podczas wielokrotnego gwałtu, dokonanego na niej przez dziarskich czerwonoarmistów.

 

Naparłem na płytę z całej swojej siły. Kobieta paplała dalej. W jej oczach ujrzałem autentyczne przerażenie zaistniałą sytuacją. Tym ciągłym gadaniem chciała przykryć strach.

 

- Ojciec mój – Erich - został zabrany do najbliższego sierocińca, gdzie przebywały już dziesiątki, podobnych jemu, opuszczonych dzieci. Po ukończeniu socjalistycznych szkół został wzorowym pracownikiem NRD-owskiego wywiadu Stasi. Ożenił się z właściwą kobietą z ludu pracującego i dostał przydział na własnościowe mieszkanie w jednym z nowowybudowanych socjalistycznych osiedli w Berlinie Wschodnim. Tam zostałam poczęta w kolejną rocznicę zwycięstwa nad faszyzmem. Po ukończeniu matury uciekłam do Niemiec Zachodnich, a ojciec mój z tego powodu został wyrzucony z pracy i marnie zakończył swój żywot, przejechany na śmierć przez radziecki traktor Władimirec. Matka moja natomiast...

 

 

Zrzuciłem kamienną płytę, która spadła z głuchym łoskotem na murek okalający grobowiec. Pod nią natrafiłem na zabetonowane płyty. Pobiegłem po kilof i kilkoma szybkimi uderzeniami skruszyłem tę ostatnią przeszkodę. Ostrożnie, przy pomocy łopaty, zrobiłem małą dziurę w trumnie. Zaświeciłem do środka latarką. 

 

Kobieta, stojąca obok mnie, krzyknęła krótko i uciekła. Zostałem sam.

 

 

*

 

   Zazwyczaj staram się rozkopywać tylko świeże groby. Nie ma tam wtedy niemiłych niespodzianek, jak przydługie paznokcie czy włosy, które rosną u nieboszczyka ponad miarę w kilka dni po wyjęciu ciała z lodówki. Trupy są wtedy jeszcze w miarę świeże i spokojnie można pościągać - naprawdę już im do niczego niepotrzebne - obrączki, pierścionki, naszyjniki czy co lepsze ubrania, w małym stopniu narażając się przy tym na śmiertelne zakażenie kadaweryną.

 

Ale z pewnością nie chcielibyście nigdy w życiu zobaczyć tego, co  ujrzałem w trumnie tamtej nocy. 

 

 

Przed moimi oczami drgające pokrwawione palce zaczęły poszerzać dziurę w drewnie. Odskoczyłem na pewną odległość, ścisnąwszy mocno stylisko kilofa. Po niedługiej chwili z dołu wydostał się mężczyzna ubrany w czarny garnitur i mocno sfatygowane czarne buty, wykonane na ostatnią drogę z ekologicznej tektury. Nie wyglądał zbyt świeżo.

 

Stanął obok otwartego grobu, poprawił ubranie, chrząknął i przemówił donośnie:

 

- Szanowni zgromadzeni. Temat konia w filmie nie jest wcale tak wąski, jak się nam może wydawać. Niemal od razu narzuca się pytanie o rolę zwierzęcia na ekranie, o rolę samej natury wśród kultury. A także pytanie o pewien typ tradycji chłopskiej, rycerskiej i innej... 

 

Słuchałem oniemiały.

 

 

*

 

- Wreszcie to sprawa antropomorfizacji, zwierzęcej symboliki, bajki w kinie i sztuce - kontynuował. - W początkach literatury europejskiej pojawił się koń trojański. Później koń w eposie i powieści rycerskiej, aż do Rosynanta w Don Kichocie Cervantesa, znaku degradacji tematu. Kiedy natomiast myślę o roli konia w kinie, to najpierw nie przychodzą mi na myśl westerny - owe współczesne powieści rycerskie, które go wprowadziły na ekran - lecz pamiętny kadr z filmu „Październik” Eisensteina, kiedy zaczynają się podnosić mosty na Newie, a z jednego z nich zwisa martwy koń - obraz niewinności życia w środku wielkiej historii…

 

- Ehm - chrząknąłem dość głośno.

- Na pytania publiczności będzie czas później, gdyż… - nie dokończył i dopiero teraz uważnie rozejrzał się wokoło. Powoli zajrzał do grobu, z którego niedawno wyszedł, potem uważnie obejrzał swoje mocno poranione dłonie, całkiem jeszcze niedawno desperacko szukające wyjścia z miejsca niechybnej śmierci.

- Co się stało? - spytał.

- Ja nie wiem, panie, co się stało, ale pan byłeś pogrzebany tutaj żywcem.

- Co? - rzucił z niedowierzaniem.

- Wyciągnąłem pana przed chwilą z grobu.

- Z grobu, pan powiada… - podrapał się za uchem po czym cicho syknął z bólu. - Istotnie, to by mogło tłumaczyć, dlaczego stoimy tutaj nocą... Chyba coś sobie przypominam... Tak! Otóż ojciec mój, człowiek srogi i zasadniczy, kazał mi za młodu zawsze odciągać skórę z ptaszka. Gdy dorosłem mój żołądź był już na tyle twardy, że mogłem kochać się bez żadnego wytrysku całymi godzinami. Kobiety wręcz błagały, żebym się z nimi przespał. Miewałem nawet kolejki do mojego łóżka… - uśmiechnął się na to wspomnienie. - Nie dawało mi to jednak satysfakcji! Przestraszyłem się nie na żarty, gdy po kolejnych igraszkach, jedną z dam ledwo odratowano na pogotowiu ze stanu skrajnego wyczerpania... Eee, nie to chyba nie to... - zafrasował swoje oblicze. Po chwili jednak jego twarz rozświetlił uśmiech:

 

- Dopiero, gdy poznałem Olgierdę - kobietę dużą, łudząco podobną do foki, odnalazłem prawdziwe szczęście rodzinne i całkowite spełnienie w alkowie. Co prawda stawiała stopy szeroko, jak jakaś szlapusa, ale widać każda piękna kobieta musi mieć jakąś wyraźną skazę, by nie lecieli na nią hurmem wszyscy faceci. Ale - jak może sobie pan wyobrazić - nie zaznałem z nią tej ulotnej nici porozumienia na polu intelektualnym.

 

Cmentarz nocą to dziwne miejsce na takie opowieści, ale jego historia powoli mnie wciągała.

 

 

*

 

- Ostatnią rzecz, którą sobie przypominam to... Siedziałem przed komputerem i miałem wspaniałe natchnienie. Właśnie zabierałem się, żeby napisać najmądrzejsze zdanie mojego życia - takie, co to je zrozumie może jedynie ze sto największych umysłów w naszym kraju i które będzie latami cytowane w literaturze fachowej. Naraz żona moja zaczęła walić pokrywkami, wołając głośno, żebym zszedł na obiad. Natchnienie od razu szlag trafił, w jednej chwili zapomniałem, co miałem przenieść na papier i tak się zdenerwowałem, że coś mi mocno ścisnęło klatkę piersiową i... chyba wtedy upadłem. Obudziłem się dopiero tutaj. Wokoło było ciemno, obmacałem otoczenie i zrozumiałem, gdzie jestem. Zacząłem krzyczeć i walić, a gdyby nie pan... - Dopiero teraz dotarła do niego cała groza sytuacji, w której przed chwilą się znajdował.

 

Usiedliśmy we dwóch na ławeczce przy sąsiednim grobowcu.

- Pali pan? - spytał.

- Nie.

- A ja od czasu do czasu tak - pomacał się po kieszeniach. - No, ale na ostatnią drogę oczywiście nie włożyli mi fajek... 

 

Milczeliśmy przez dłuższą chwilę.

- Ma pan szczęście, że się tu znalazłem - rzuciłem.

- Oj, tak ! - ucieszył się nerwowo. - Wystąpię do władz o przyznanie panu Medalu za Ofiarność i Odwagę.

- Naprawdę nie potrzeba...

- Powinien pan...

- Nie...  - przerwałem mu zdecydowanie. - Naprawdę dziękuję.

- To co możemy z tym zrobić...? - zafrasował się. - Wiem! Mieszkam na Sokolej 18. Proszę przyjść jutro, będziemy się wspólnie radować, że wstałem z grobu. Zjemy razem porządny obiadek, napijemy się wódeczki, tradycyjnie zakąsimy ogórkiem ze znawstwem ukiszonym przez żonę.

 

Pokiwałem głową na zgodę. I tak się u niego przecież nie pojawię.

 

 

*

 

   Zaraz po jego odejściu znienacka z nieba spadło pęto kiełbasy. Przyjrzałem się jej bliżej. To bez wątpienia była krakowska podsuszana. W sam raz na dobrą kolację. Czegóż to ludzie nie wyrzucają dziś z samolotów.

 

 

   Gdy dwa dni później, oczekując na obiad zamówiony w barze „Zdrowy Wybór”, przeglądajłem lokalną gazetę natrafiłem na bardzo dramatyczny reportaż. Opisano w nim historię znanego uczonego, który po swojej śmierci jakimś cudem ożył, nie wiadomo jak wyszedł z grobu i powrócił o własnych siłach do domu. Na jego widok doznali szoku ostatecznego i zmarli: żona, jej hiszpański kochanek (u którego w surducie znaleziono napoczętą buteleczkę hiszpańskiej muchy), trzy córki (z czego najstarsza z biustem wielkości miseczki F, co mogłem podziwiać na załączonym zdjęciu), nadzwyczaj seksowna pasierbica, tłum krewniaków, przypadkowy przechodzień oraz gruba sąsiadka i jej zły pies o imieniu Waruj. Wszyscy mają być pochowani już jutro we wspólnej mogile. 

 

Myślę, że nie powinienem się wybierać na ten uroczysty pogrzeb. Muszę na pewien czas dać sobie spokój z odwiedzaniem naszego cmentarza.

 

 

KoNiEc.

 

 

Dobra Cobra 

21, 11, 2011/Luty 2017

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 15.05.2017 11:18 · Czytań: 672 · Średnia ocena: 4,4 · Komentarzy: 13
Komentarze
JOLA S. dnia 15.05.2017 13:46 Ocena: Bardzo dobre
Ostatnimi czasy nad tym właśnie rozmyślałam - jak niebywale trudne jest odpowiednie emocjonalne rozegranie jakiegokolwiek tekstu, ażeby był on przekonujący nie dla mnie, lecz dla Czytelnika.
Mój ulubiony autor dodał nowy tekst, głosi komunikat, więc wyłączam się i ...wkrada się niepokój.;)

DoCo,

Po przeczytaniu Twojego tekstu miałam wrażenie, że ten utwór jest w pewnym sensie skończony; zamknięty pomiędzy pierwszym zdaniem i ostatnim - widzę celową klamrę.
W ogólnym odbiorze, jest jakby zapisem jednego kadru ze scenariusza filmu; mógłby posłużyć jako fragment większej całości. To mi się podoba.

W obecnej formie, wszystko co znajduje się w środku, jest groteskową relacją jednej nocy z życia bohaterów.
Skojarzyło mi się to trochę ze stylem niektórych opowiadań Hemingway'a, w których pisarz przedstawia prostą historię z życia bohatera, bez językowych fajerwerków.
Zabrakło mi w nim, w mojej ocenie, jakiegoś jednoznacznego tropu. Coś z moim węchem nie tak ;)

Czytało mi się twój utwór płynnie, bez żadnych potknięć, zawahań. To jest troszkę inny styl niż ten, do jakiego zdążyłeś nas przyzwyczaić na PP.

Osobiście, szczerze - bliżej mi do niego.

Serdeczności :) :)

JOLA S.
Ania_Basnik dnia 15.05.2017 13:54
Świetny tekst!
Cytat:
Po­ki­wa­łem głową na zgodę. I tak się u niego prze­cież nie po­ja­wię.

oj, uśmiałam się, nie tylko z tego. Niby tak cmentarnie nam tu zarzuciłeś koc na oczy, ale pośmiać się można. Tylko tak jakoś niewiele o seksie, uuu
Usunięty dnia 15.05.2017 14:04 Ocena: Bardzo dobre
Widzę, że Do-Co w formie :) Groteskowo i makabrycznie, acz z przymrużeniem oka. Jedno mi tylko nie pasi: to postanowienie bohatera
Cytat:
Muszę na pe­wien czas dać sobie spo­kój z od­wie­dza­niem na­sze­go cmen­ta­rza.

Przecież pochowają całą grupę zamożnych (mniemam) za życia ludzi! Gratka dla ludzi uprawiających profesje bohatera!
Pozdrowienia (jeszcze nie z krypty), tsole
Dobra Cobra dnia 15.05.2017 22:21
Droga JOLU S,

Opowiadanie nie sili się na bycie na wyżynach i inne Pulitzery. To samo życie. Większość dni ludzkich jest drogą do jakiegoś celu w przyszłości bliższej lub dalszej. No, czasem jakieś fajerwerki czy udany seks aż do zadyszki.

Trzeba byc w zgodzie z sobą, wtedy wychodzi szczere pisanie, potoczyste, nie wymyślone na silę. A takie mają najwiekszą siłę u czytelnika. Trzeba podejmować proste historie, szukać bohaterów z krwi i kości oraz szcżerych. A reszta sama się układa w zdania.

Ach, ten Hemingway. To był ostry dzidek.

Pozdrawiam, dziękując za odwiedziny.

Do

-------

Wiolinowe Basnie,

Seks na cmentarzu to czynnosc wysoce naganna! Należy o tem pamiętać i z całych sił tłumić chucie w takich miejscach.

Pięknie, ze się podoba. Widać tak miało być.

Ukłaniam,

DoCo

------

ach, drogi tsole,

Widzę chciałbyś popróbować fachu cmentarnej hieny, gdzie i zastrzyk adrenalinki, i bogactwo. ;). Ciagnie wylka do lasu??? :)

Pozdrawiam, dziękując za wizytację,

DoCo
Tjereszkowa dnia 16.05.2017 10:26
Witaj DoCo!
Przeczytałam z przyjemnością, tym bardziej, że temat bliski. Od razu dodam, że grobów nie rozkopuję (jak dotąd), ale przechadzki po cmentarzu uwielbiam, w zasadzie bardziej niż po jakimkolwiek parku.
Dzięki Tobie, otwierając się na nowe doznania, następnym razem będę pilnie nasłuchiwać, a na wszelki wypadek zawsze będę miała przy sobie saperkę.
Lubię Twoje pisanie - smaczny absurd, dawka humoru, wszystko ładnie wyważone. Samo się czyta.
No i muszę dodać, że skutecznie namówiłeś mnie ostatnio na słuchanie. Realizacja jak zawsze pierwsza klasa, świetna interpretacja Dariusza Odiji, wysłuchałam z uśmiechem.

Pozdrowienia!
Dobra Cobra dnia 16.05.2017 14:17
Jak powiada znajomy grabarz: - Panie, do dołka każden iśc musi.


Tjereszkowa,

Przyjemność po mojej stronie wielka też. Jednak oprócz saperki wrto mieć także przy sobie kilka innych drobiazgów: latarkę, sznur (liną zwany) oraz kompas. Gdyż jak powiada pogańska tradycja (a z jakimż pietyzmem wypełniana przez kościół dominujący) zmarłych trza chować tak, by lezeli nogami do wschodu słońca, by jak powstaną pierwsze co ujrzeli był wschód. Oczywiście wyrobiony czytelnik wie doskonale, że wschód utożsamiany jest z szatanem. I nawet PiS tego nie może ruszyć, choć dobra zmiana ma być dobra na wszystko.

Produkowane audycje, zwane docowymi audobookami, to pierwszorzędna sprawa i oczko w głowie. A wszystko dla Czytelnika (w tym wypadku także słuchacza).


Fajnie, że wpadłaś! Rób o częściej, zapraszam, gdyż słodki komentarz zawsze mile czytać, oraz koszula bliższa ciału).


Ukłony

DoCo
Tjereszkowa dnia 16.05.2017 14:53
DoCo, latarka, sznur, kompas... cholerka, muszę kupić większą torebkę.

Do Twojego grabarskiego powiedzenia, dołożę hasło, które był łaskaw przytaczać znajomy gawędziarz - nekrofil: Co się odwlecze, to nie uciecze...


pozdrawiam!
Dobra Cobra dnia 16.05.2017 17:42
Taaa, czyli można zdobyć każdą pannę w ten sposób (wcześniej lub później) ;) Kuuurka!


Uszanowania!

DoCo
al-szamanka dnia 16.05.2017 18:18 Ocena: Świetne!
Pamietam, jako dziecko oglądałam film, którego tytułu nie pamiętam, a w którym też było o żywcem pogrzebanym, z tym że on sam wykopał się z ziemi. Z przerażeniem spoglądałam na brudne ręce torujące sobie drogę powrotną na świat. Jeszcze przez parę kolejnych lat scena ta nawracała w snach, a ja budziłam się roztrzęsiona, niezdolna zasnąć do białego rana.

W związku z tym chyba zrozumiesz, że od tamtych czasów nie gustuję w takich tematach.
Chociaż...
Chociaż muszę przyznać, że swoim specyficznym humorem i lekkością pisania rozładowałeś tamte wspomnienia. Nawet uśmiechnęłam się, myśląc o dawnych strachach.

Oczywiście nie zmieni to nic w mojej niechęci do takich tematów, niemniej byłabym niesprawiedliwa, gdybym tylko tym się kierowała w ocenie tekstu.
Bo przecież jak zwykle brawurowo napisany i jestem przekonana, że u niejednego czytelnika wywołał salwy śmiechu.

Pozdrawiam :)
Niczyja dnia 16.05.2017 20:03 Ocena: Bardzo dobre
DoCo, tym razem okazałeś się lekarstwem na... chorobę lokomocyjną:)
Nie śmiej się, bo skutecznym, a to najważniejsze, aż do następnego razu.

Otóż miałam Ciebie w torbie i zaczęłam czytać, ale było mi coraz gorzej. W autobusie trzęsło, kierowca hamował często, a mi do gardła podchodził cały obiad. Zewsząd ścisk i tłok, dobrze, że chociaż siedziałam. Pochylona nad kartką czytałam, tylko zajmująca treść pozwoliła mi jako tako dotrwać do końca podróży. Wysiadłam, zapewne zielona, słaniając się z osłabienia na nogach i w takim stanie, nadal trzymając Ciebie w ręku - czytałam. Oczywiście na głos, bo już mogłam. Bo inaczej nie można czytać DoCo - tylko na głos. Wesołym krokiem weszłam do mięsnego i nawet w kolejce czytałam Ciebie, tym razem cicho. Dzięki Tobie nabrałam apetytu, szybko i wyraźnie, bo zazwyczaj jego brak po powrocie z pracy w korku trwa kilka godzin. Tym razem minął w oka mgnieniu.
Z kabanosem wieprzowym w dłoni ( 45 zł/kg) i śledziami łososiowymi z migdałami w torebce powoli zmierzałam do domu, zaśmiewając się z treści opowieści.

I tym kończę mój, mam nadzieję, mój przeuroczy komentarz, zachęcając tym samym wszystkich cierpiących na chorobę lokomocyjną pasażerów - czytajcie DoCo!:)

A mi pozostaje wystawić zasłużone laury za skuteczny medykament.

Pozdrawiam znad kapuśniaka,
Zaleczona, tymczasowo, aż do następnego napadu choroby,
Niczyja
Dobra Cobra dnia 16.05.2017 20:11
al-szamanko,

W ramach leczenia strachów młodości należałoby być może takze oglądnąć dzieło amerykańskiego rezysera Quentina Tarantino o nazwie Kill Bill (polski dystrybutor nie zdecydował na szczęście o spolszczeniu tytułu, no bo jak by to miało zabrzmieć?). I tamże główna bohaterka też zostaje zakopana żywcem, no i się wykopuje. Eh, amerykańskie kino...

Jednak faktem jest, że pewien odsetek ludzi potrafi się obudzić po śmierci... Na szczescie spopielenie zwłok nie daje szansy na powrót.

Jak zwykle jesteś sprawiedliwa w oceniach. Taki constans to piekna rzecz, gdyż stałośc najważniejszą.

Dziękuję za wpadnięcie, było miło pogadać pod tekstem.

Do następnego,

DoCo


-----

Komenarz przeuroczy, Niczyja. A na dodatek uczący i ratujący życie w chwilach mu zagrażających oraz słabości. I jeszcze to czytanie na głos - zapewne przyroda się cieszyła, gdy słyszała DoCo.

Znam moc przyrody - oto gdy o świtaniu wychodzę z domu i recytuję proze dobrocobrową (by sprawdzic jej moc) zlatuje się ptactwo oraz zbiegają zwierzęta. Lis - ich lekarz - wylizuje im rany i zadrapania, gdy są zajęte słuchaniem. Tylko przebiegły szop pracz wciąż nastawia do lizania penisa, argumentując potrzebę licznymi otarciami.

Chcę Cię zapewnić, że istnieje także leczenie głosem, w sam raz skuteczne w podrózy wszelakiej. Spróbuj: youtube/dobra cobra. Będziesz zadziwioną wynikami. Szczerze polecam.

Dziękuję za quasi żywieniowy komentarz - piekny dodatek do dzieła.

Pozdrawiam i zapraszam następnym razem.

DoCo
ajw dnia 05.07.2017 14:22 Ocena: Świetne!
O kurde-belek! Ale żeś temacik zapodał - ciężki jak wieko trumny, ale jak zwykle przekazany lekko jak lekkie mogą być tylko podeszwy ekologicznych butów z tektury ;) Często zastanawiałam się co by było, gdyby mnie pochowali w jakimś zamroczeniu wskazującym na zejście i co bym wtedy zrobiła. Zdecydowałam się więc na spalenie, ale mam teraz dylemat co będzie jak mnie obudzi żar pieca. To jeszcze gorzej. Nie wiadomo co lepsze. Może życie wieczne? No, ale na to trzeba zasłużyć i najpierw umrzeć. Najlepiej ze śmiechu ;)
Trochę fajno, trochę straszno, ale jak zwykle jest klimacik i czuć rękę Mistrza powieści dziwnej treści :) Pozdrawiam serdecznie.
Dobra Cobra dnia 05.07.2017 22:35
Słodko, że owe klimaty akceptujesz.


Droga ajw,

najlepiej zasłużaj na żywot wieczny, choć znawcy Księgi powiadają, że nie trzeba zasłużać sobie. A tektura jest materiałem zatępczym, bo sztywny już nie będzie chodził, prawda?

Jednak nijak się Miszczem nie czuję. Tak Bolek Prus, albo inny Reymont, który w czasach, gdy brak było Worda i maszym do pisania potrafili skrobać opasłe tomiszcza - to jest wyczyn. A teraz???


Poooozdrawiam szalenie,

DoCo
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
dodatek111
11/12/2017 15:09
Poprawiłem i jest fajnie. To taka impresja, pierwsza zwrotka… »
dodatek111
11/12/2017 14:54
Dziękuję bardzo Milu, wciąż jeszcze błądzę bez Twojej pomocy… »
Miroslaw Sliwa
11/12/2017 14:16
Dziękuję Krysiu. Na ten temat w różnych gazetach i… »
Ania_Basnik
11/12/2017 13:15
Jest to twoja pierwsza bajeczka i jak mówisz napisana w 10… »
Ania_Basnik
11/12/2017 12:58
Wszyscy jesteśmy czasami takimi Kwasiżurkami (rym… »
Ania_Basnik
11/12/2017 12:52
Podoba mi się Twoja bajeczka. Świat dziecka rządzi się… »
Carvedilol
11/12/2017 11:52
Widzę, że to był dzień na kotki. Ja również w tym temacie.… »
Hubert Z
11/12/2017 11:35
Michal Dzieki za pochylenie sie nad tym tworem, to taki… »
pociengiel
11/12/2017 11:32
Nie, działa dobrze - ten tekst jeszcze bez edytora, odręczna… »
Miladora
11/12/2017 11:04
Edytor złożył wymówienie, panie F.? ;) »
Miladora
11/12/2017 11:02
Ładny obraz, Dod. :) Ale: To pleonazm. Daj… »
pociengiel
11/12/2017 10:49
Dzięki o Sugestywna. Pozdrawiam. »
Miladora
11/12/2017 10:43
Podoba mi się zderzenie rachunkowego rozliczania czasu z… »
Miladora
11/12/2017 10:14
Całkiem ładnie to płynie, Dod. :) Mimo to mam małe… »
Amarylis
11/12/2017 10:04
Dziękuję za odwiedziny braparb. Zastanawia mnie tylko… »
ShoutBox
  • Ula
  • 11/12/2017 16:09
  • Już znalazłam ;)
  • Alen Dagam
  • 11/12/2017 15:45
  • Kochani. Zgłaszajcie nam wszystko, co jest nie tak ze stroną wirtajek! Jesteście naszymi głównymi testerami beta! [link]
  • Silvus
  • 11/12/2017 13:58
  • W imieniu wszystkich dziękuję. :)
  • pociengiel
  • 11/12/2017 13:15
  • Gratuluję i dziękuję pomysłodawcom oraz wszystkim z wkładem w ichpowstanie.
  • pociengiel
  • 11/12/2017 13:14
  • Świetne sa te Wirtajki.
  • Zola111
  • 11/12/2017 00:06
  • a, jasne!
  • Miladora
  • 10/12/2017 23:58
  • Zoooola! Jesteś? :)
  • Miladora
  • 10/12/2017 23:30
  • Zoleńka - porwiesz Kamysię? Bo ja mam i tak co robić. :)
Ostatnio widziani
Gości online:41
Najnowszy:Neasese6q
Wspierają nas