Anatomia prawdy cz.5 - Krzysztof Konrad
Proza » Długie Opowiadania » Anatomia prawdy cz.5
A A A
Od autora: Oczywiście przestrzegam przed wulgaryzmami, hasłami mogącymi urazić wrażliwych czytelników oraz innymi złymi rzeczami, które piszę.
Klasyfikacja wiekowa: +18

V

 

      Gdy byłem jeszcze pięcioletnim szczylem, babcia Zosia dużo opowiadała o dziadku. On już dawno nie żył, a ja nie pamiętam nawet tych wspomnień, którymi rzekomo częstowała nas w trakcie niedzielnych obiadów. O wszystkim dowiedziałem się od starszej siostry, podczas jednej z naszych dwuosobowych imprez.

 

      Nazywał się Grunwald i był strasznym frustratem. Podobno za młodu miał takie łapska, że koszula napinała się na jego bicepsach do granic możliwości. Nawet na starość mógłby pochwalić się lepszą sylwetką od niejednego młodzieńca. Był dobrym mężem i jeszcze lepszym gospodarzem. Zofia działała na niego jak pole siłowe. Zmiatał z powierzchni ziemi każdą belkę i wszystkich, którzy próbowali mu je podkładać, ale babcia nigdy nie dostała choćby drzazgą z tej roztrzaskanej kłody ani nie poczuła smaku krwi skarconych przez niego złośliwców.

 

      Na jednej z takich wspólnych libacyjek z Nadią, epatowałem negatywnym usposobieniem. To Adam był powodem, dla którego stałem się wampirem energetycznym. Od kilku lat nie przychodziło mu na myśl, żeby dać mi choć jeden, malutki awans. Wiecznie byłem wkurwiony na szefa-pseudoprzyjaciela, ale tamten dzień zwieńczył wisienką w kształcie nadgodzin. Siedziałem w pracy tak długo, że nowy konserwator pomylił mnie z włamywaczem, a nie miałem przy sobie identyfikatora. Przez cholernego Czerwińskiego jechałem do domu z komisariatu, a Nadia zdążyła wydudlić ćwierć litra koniaku pod moimi drzwiami. Wściekłość wyciekała wszystkimi dziurami, po które miałem tego małego łysola. To był koniec października, a w moim pokoju cały czas rozbrzmiewał monolog muchy, której wcześniej nie mogłem pozbyć się nawet dwiema puszkami środka na owady. Uparcie usiłowałem wysłuchać kolejnej opowieść kryminalnej podpitej siostry-policjantki. Polowałem na tego latającego szkodnika od kilku tygodni, a wystarczył jeden irytujący kurdupel, ciekawa opowieść Nadii oraz amok, żeby brzęczącą sukę ubić. Tutaj stało się coś niemożliwego. Gdy w końcu posadziła swój mikroskopijny tyłek na lodówce, zaserwowałem jej butelkę jeszcze nieotwartego piwa. Po ujrzeniu muchy, którą zalewały krople piwa kapiącego z drzwi od lodówki, zwyczajnie poprosiłem Nadię by kontynuowała. Nie dokończyła tej opowieści, a zamiast tego otworzyła szczękę z niedowierzaniem i dopiero po kilkudziesięciu dobrych sekundach zeszła na temat jednej z opowieści naszej seniorki.

 

      Z biegiem czasu, Zofia coraz bardziej lubowała się w alkoholu, ale on pewnego dnia z niej ten nałóg wytępił. Wrócił kiedyś po kilkugodzinnej harówie w szopie i zastał swoją kruszynkę nachlaną jak żul pod całodobowym. Grunwald był od niej starszy aż o dwadzieścia lat i szwankowały mu wszystkie zmysły. Dopiero w trakcie jedzenia obiadu, gdy stół zbliżył ich na wystarczającą odległość, był w stanie ujrz babinkę próbującą ukroić brzeg talerza zamiast kotleta. Dziadzio nigdy nie uderzyłby kobiety, więc celem wyładowania amoku stał się stół, w który wbił widelec od nadmiaru wściekłości. Od tamtego dnia, aż do swojej śmierci, nie wzięła do ust nawet alkoholowego trufla. Nadia udowodniła mi tą historią, że pod wpływem działania amoku człowiek jest w stanie przenieść góry. Skutkiem wpływu amoku na dziadka Grunwalda, było wbicie widelca w stół i wyleczenie problemu babci, natomiast mojego – rzut butelką i zabicie muchy. Działanie afektu przynosi z reguły dwa efekty.

 

      Obudziłem się w szpitalu psychiatrycznym i nie pamiętałem, który dzień był moim poprzednim. Wariatkowo i amnezja były skutkami. Wolałem już, by przyczyną był jakiś amok, zamiast mojego DNA pozostawionego na truchłach Alfreda. Okrągłą godzinę modliłem się o to w myślach. Po takim czasie przeszkodził mi mój niedoszły terapeuta – Lucjusz Szatan – w trakcie zmawiania ostatniej zdrowaśki do czegoś, w co nie wierzę. Nigdy wcześniej nie wpadłem w refleksję, że Boga nie ma. – Uderzyła mnie myśl. Jakim cudem ją pamiętam? Uwierz mi, drogi czytelniku, że zapamiętasz każdą myśl, na którą ktoś ci odpowie.

 

      – Wpadłeś, tylko nie pamiętasz. Ty w ogóle mało pamiętasz, ale wkrótce to naprawimy.

 

      Zabiłem muchę butelką, Grunwald wbił widelec w stół, a Lucjusz czyta w myślach. Po czymś takim, człowiek zaczyna podnosić półkę z rzeczami niemożliwymi do wykonania.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krzysztof Konrad · dnia 16.05.2017 09:56 · Czytań: 281 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 7
Komentarze
JOLA S. dnia 16.05.2017 11:02
Krzysztofie,

to inny tekst niż poprzedni, inaczej się go czyta. Wydaje mi się, że tamten bardziej czułem. Może to kwestia nastroju i chwili.
Ogólnie mi się podoba. :)

Pozdrawiam ciepło :)

JOLA S.
Krzysztof Konrad dnia 16.05.2017 11:58
Dzięki Jolu za komentarz. Jak już pisałem wcześniej - eksperymentuje ze stylem. Dzięki raz jeszcze. Pozdrawiam :)
Ania_Basnik dnia 16.05.2017 12:29 Ocena: Świetne!
Podoba mi się Twój tekst Krzysztofie! Z każdym nowszym jest dużo lepiej. Ale w pewnym momencie zwątpiłam, kto to jest Alfred? Bo szef miał na imię Adam?
Cytat:
za­miast mo­je­go DNA po­zo­sta­wio­ne­go na tru­chłach Al­fre­da
Generalnie wyszystko bardzo spójne.
A tu mi się niezwykle spodobało, monolog muchy - to jest coś!
Cytat:
cały czas roz­brzmie­wał mo­no­log muchy

pozdrawiam
Krzysztof Konrad dnia 16.05.2017 12:50
Od razu zadam pytanie: dlaczego nie mogę takze Joli podarować dziękuję? Jakiś skrypt padł?

Wiolinowo - Alfred jest synem Adama :) to jego zwłok... Nie będę spoilerowal :) dzięki za opinie i pozdrawiam.
Ania_Basnik dnia 16.05.2017 13:46 Ocena: Świetne!
Krzysztof Konrad napisał:
Nie będę spoilerowal
Rozumiem, ale ten Alfred tu nie pasuje. Zgrzyta. Ogłupia czytelnika. Może daj jakoś ogólniej? Tamtego mężczyzny? Coś pokombinuj
mike17 dnia 10.06.2017 12:15 Ocena: Świetne!
Bardzo życiowa część i to, co mi się tu najbardziej podoba, to gawędziarski styl.
Lubię go w literaturze, bo wnosi nową wartość - bliskość autora i czytacza.
I u Ciebie tak właśnie jest: gdzieś po drodze zanika dystans i jest tak, jakbym siedział przy browarku z kimś, kto mi to wszystko opowiada.

Pewnie to jeszcze parę razy powtórzę przy kolejnych częściach, ale masz wyrobiony język i we względzie stylistyki i jasności wyrażania poglądów nie masz problemów.
Czyta się bardzo gładko i bez zgrzytów.

Widać, że masz wizję i ją konsekwentnie realizujesz :)

Way to go!
Krzysztof Konrad dnia 10.06.2017 12:18
Dzięki. Ostatnio mało mam czytelników, toteż poświęce więcej czasu na edukację w zakresie literatury i pokory. Pozdrawiam majku.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ElaM
19/10/2017 22:51
Wiersz dobry, lecz przeszkadza wybiórcza interpunkcja.… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 22:04
Raczej żywot człowieka malującego. Ale bardzo dziękuję… »
domofon
19/10/2017 22:00
ElaM, jak miło. Dzięki braparb, wielkie dzięki za… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 21:55
Jeszcze tutaj - ram pam pam. Violka - już był u Niej ja on… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 21:45
A ja tam nigdy bym jej nie zamienił na nic innego. Taki… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 21:27
Nie czaruję bo od tego zmarszczek można dostać. Napisałem… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 21:20
Chm. Kiwa oczywiście na Christophera Marlowe, czyli na… »
Zola111
19/10/2017 21:17
Gastonie, co do cytatu: Twój też jest piękny. Wszech -… »
liathia
19/10/2017 21:13
Introwerka i Nalka, bardzo Wam dziękuję za słowa pod… »
gaga26111
19/10/2017 21:09
Cudo. Nie wiem nawet która fraza mi bardziej leży przy… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 21:07
Oj, jeszcze... Takie deszcz wydeszczył puste doliny.… »
gaga26111
19/10/2017 21:06
Nie spodziewałam się u ciebie takiego tekstu. Dość oderwany… »
allaska
19/10/2017 21:06
Oryginalny, ciekawy tekst :) zdarzenia z okresu PRLu dobrze… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 21:05
Tutaj to Pani podryfowała... Całkiem całkiem. Dobrze - to… »
gaga26111
19/10/2017 21:02
Obcasy to taka codzienność niezwykła w uchwyceniu chwili. A… »
ShoutBox
  • mike17
  • 19/10/2017 20:20
  • By poznać bliżej zasady gry, zapraszam tutaj : [link]
  • mike17
  • 19/10/2017 20:19
  • Konkurs czeka i wzywa z daleka! Czyli zapraszam serdecznie wszystkich śmiałków pióra do udziału w MUZO WENACH 5, a więc zabawie w prozie, gdzie musimy napisać miniaturę na 5000 słów i tyle. Łatwe?
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
Ostatnio widziani
Gości online:52
Najnowszy:Mulcahyaq6
Wspierają nas