Samotnik rodział 1: Kryjówka - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Samotnik rodział 1: Kryjówka
A A A

Gdy wróciłem po raz kolejny do miasta, ludzie w nim zdążyli już się zorganizować. Na terenie Miasta powstało kilka grup, które zorganizowały się razem, by przetrwać. Dołączyłem do jednej z nich i okazało się, że z moimi umiejętnościami survivalu byłem dla nich bardzo cenny. Całe doświadczenie, jakie zdobyłem, bawiąc się w ASG, również było bardzo przydatne. Szybko musieliśmy nauczyć się bronić. Na początku wyłącznie przed dzikimi psami… Potem było tylko gorzej. Wraz z kończącymi się zapasami jedzenia ludzie stawali się coraz bardziej agresywni. Zarówno wewnątrz własnej grupy, jak i wobec innych. Normą było, że organizowano zbrojne napady na inne grupy celem zdobycia pożywienia. Co gorsza, coraz częściej zdobywano nie tylko pożywienie, ale i ludzi, do pracy. Zwłaszcza kobiety. W pewnym momencie miałem tego dość. Nie chciałem takiego życia. Przywódca mojej grupy, przed Katastrofą, był najwyraźniej szefem jakiegoś małego gangu. Albo był pospolitym bandziorem, który poczuł władzę. Wymagał posłuszeństwa, ślepego wykonywania rozkazów, a wszelkie głosy sprzeciwu karał natychmiast i zwykle bardzo brutalnie - pamiętam, że dwie, trzy osoby z naszej grupy zmarły po tym, jak zostały pobite. Mi się udawało, bo wiedział że moje zdolności były bardzo cenne. Nie czekałem na to, co będzie dalej, uciekłem. Wolałem zaryzykować i poradzić sobie sam, gdzieś w mieście, niż zostać dłużej w jego obozie. Ponieważ nie zabrałem ze sobą zbyt dużo zapasów i tylko jeden, stary pistolet z zapasem amunicji, podejrzewałem, że nie ruszy za mną pościg. Myliłem się.

Mariusz, bo tak nazywał się przywódca mojego obozu, wysłał za mną trzech swoich ludzi. Szybko mnie dogonili, ale zabrakło im wojennego doświadczenia - ja byłem przecież świetnym żołnierzem ASG. W ruinach miasta miałem nad nimi całkowitą przewagę. Dzięki nim zyskałem jeszcze dodatkowe zapasy i broń, zabraną im. I pozwoliłem odejść, nie robiąc nikomu krzywdy. Jednak nie zrezygnowali. Od tamtego czasu mam na wierzchu lewej dłoni trzy niewielkie, podłużne blizny po ranach, jakie zrobiłem sobie nożem. Po to, by zapamiętać i po to, by w chwili, gdy będę musiał kogoś pozbawić życia wiedzieć, że pojawi się czwarta blizna. Bo ja nie chcę tego robić. Nie chcę zabijać. Chcę przeżyć.

Wtedy, gdy trzej ludzie Mariusza nie wrócili, żaden kolejny pościg już nie ruszył za mną. A ja znalazłem kryjówkę. Idealną kryjówkę, chociaż na początku byłem zaskoczony jej obecnością. Dotarłem do elektrociepłowni  moim mieście. W jego hali znalazłem… Rosomaka. Wojskowego, pancernego Rosomaka. Był ustawiony pod jedną ze ścian i dość mocno przysypany gruzem i resztkami instalacji elektrociepłowni.  O ile zdołałem się zorientować, był w wersji służącej do ewakuacji medycznej. Dla mnie było to idealne rozwiązanie! Idealna kryjówka. Oczywiście, nie działał już niemal cały, obecny na pokładzie sprzęt. Jednak całkiem wygodne nosze, apteczki, lekarstwa... Bez trudu zaadaptowałem go dla moich potrzeb - bez wahania mogłem wyrzucić ze środka mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, jeszcze bardziej powiększając i tak przestronne dla mnie jednego wnętrze. W dodatku ktoś, kto wprowadził tą maszynę do hali elektrowni, wyposażył ją również w podstawową broń oraz sprzęt do ochrony przed skażeniami. Myślę, że to w dużej mierze umożliwiło mi przeżycie. Ten zaparkowany już na zawsze Rosomak był moim domem. Musiałem tylko dla dobrze się dobrze przygotować. Ale miałem dużo czasu. Wiecie, że w ciągu pół roku można nauczyć się spawania? Ja nie wiedziałem. Ale nabyłem tą wiedzę. I w ciągu pół roku zaspawałem większość drzwi prowadzących do hali, korzystając z odkręconych z Rosomaka pancernych płyt, a potem dodatkowo ukryłem cały pojazd możliwie najlepiej, korzystając z resztek wyposażenia elektrowni. Poprawiłem również tylne drzwi pojazdu, by były dobrze ukryte i zamykane zarówno od środka, jak i od zewnątrz w tylko mi znany sposób. Dzięki temu mogłem zamykać się na noc od środka i spokojnie wychodzić w miasto, wiedząc, że nikt nie dostanie się do środka. To była moja kryjówka, mój nowy, bezpieczny dom.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 19.05.2017 00:17 · Czytań: 386 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 6
Komentarze
Niczyja dnia 21.05.2017 23:42
I co dalej?
Zaintrygowałeś mnie, a raczej Twój bohater:)
MarcinD dnia 22.05.2017 12:48
Dalej... Dalej jest ciąg dalszy oczywiście. Regularnie będę wrzucał kolejne części, dłuższe i krótsze. Cieszę się bardzo, że tekst intryguje i zostawia za sobą pytania "co dalej" :).
Usunięty dnia 22.05.2017 14:01
Można się jedynie nauczyć podstaw spawania.
Spawanie ma się w swojej koordynacji ruchowej, koncentracji albo nie.
Naweti magistrura i chęć szczera nie zrobią ze smarkacza Schwiesera.
MarcinD dnia 22.05.2017 20:15
Grain, ależ oczywiście. To taki skrót myślowy. Jak najbardziej wyłącznie podstawy. I z błędami. Takimi, że pierwszy lepszy "fachowiec" chwycił by się za głowę i zawył coś w stylu "panie, kto panu to tak spier...ił?!". Ale myślę że na potrzeby świata który kreuję w pełni wystarczy :-).
Alen Dagam dnia 25.09.2017 21:48 Ocena: Bardzo dobre
Witaj, Marcinie.

Cytat:
mia­sta, lu­dzie w nim zdą­ży­li już się zor­ga­ni­zo­wać. Na te­re­nie Mia­sta


powtórzenie, niejednolita pisownia

Cytat:
już się zorganizować. Na terenie Miasta powstało kilka grup, które zorganizowały się razem


powtórzenia

Zastanawia mnie Mariusz i to bardzo. Jest przywódcą grupy - nie wiem, jak dużej, ale pewnie z 10 osób w niej jest, a może i więcej - i nasuwa się logiczny wniosek, że w jakiś sposób pozycję tą musiał sobie zdobyć. Ale jest także sugestia, że mógł być tylko "zwykłym bandziorem". Trochę nie pasuje mi to do jego umiejętności kierowania zorganizowaną paczką. Czy miał jakichś pomocników, na przykład zaufanych ludzi, którzy wykonywali jego rozkazy, czy sam pobił tych trzech biedaków, którzy okazali mu nieposłuszeństwo? Jeśli to drugie, to musiał być z niego nie lada chłop. Przywództwo w grupie zdobywa się i utrzymuje poprzez zaimponowanie innym i pokazanie, że posiada się cechy jakich nie przejawia nikt inny. Sam strach nie powstrzymałby chyba całej grupy przed sprzysiężeniem się przeciwko niemu? Nawet, jeśli był silny i jeśli miał najlepszą broń, to kiedyś chyba też musiał spać, co pozwoliłoby buntownikom na odebranie mu broni i władzy, związanie, uduszenie, czy co tam innego. Istnieje także możliwość, że grupa składała się z ludzi biernych i ociężałych umysłowo na tyle, by poddać się charyzmie, urokowi osobistemu, groźbom bądź obietnicom Mariusza.

Troszeczkę więcej informacji - w końcu jest to bohater, który na dodatek nie jest anonimowy: nosi swoje własne imię - i mam przeczucie, że może się jeszcze pojawić w tej historii.

Cytat:
W pewnym momencie miałem tego dość. Nie chciałem takiego życia. (...) Nie cze­ka­łem na to, co bę­dzie dalej, ucie­kłem.


Co było tą ostatnią kroplą, która przeważyła szalę goryczy?
To jest ważny moment - wydaje mi się - ponieważ bohater, Maciek jeśli dobrze pamiętam, podejmuje decyzję. Do tej pory biernie brał udział w walkach międzygrupowych, brał w jasyr kobiety, zmuszał je do pracy, ogladał pobicie trzech kolegów. To wszystko są oczywiście bardzo dobre powody, które nagromadzone prowadzą u kogoś, kto nie zatracił do samego końca cech ludzkich w tej postapokaliptycznej rzeczywistości do ucieczki... ale brakuje mi tu czegoś. Marzyłaby mi się w tym miejscu jakas brutalna albo nawet krwawa scenka, w której Maciek widzi lub słyszy coś, co nim wstrząsa - na przykład Mariusz źle traktujący jedną z kobiet albo wygłaszający kazanie do grupy... albo cokolwiek innego.

Co się stało w drugim akapicie jeszcze zanim prześladowcy zostali zabici przez bohatera? W jaki sposób pokazał swoją przewagę nad nimi w ruinach? Ciekawy byłby tu, choćby krótki, opis tego, jak praktycznie wykorzystał to swoje doświadczenie z ASG. Zranił ich? Zapedził do punktu, z którego nie było wyjścia?

Cytat:
Wtedy, gdy trzej lu­dzie Ma­riu­sza nie wró­ci­li, żaden ko­lej­ny po­ścig już nie ru­szył za mną


Hmmm. Pierwsza część tego zdania mi zgrzyta. "Wtedy" jest chyba zbędne. Z perspektywy bohatera nie bardzo też pasuje tu użycie czasownika "wrócili". Brzmi to wszystko tak, jakby Maciek miał możliwość zobaczenia tego, co działo się w obozie po jego zniknięciu. Do tej pory nie było chyba wszechwiedzącego narratora i mieliśmy tylko relację w osobie pierwszej?

Czy Mariusz nie brał pod uwagę tego, że jego trzej wysłani ludzie mogli po prostu zdezerterować? W końcu Maciek uciekł. Mogli się do niego przyłączyć.

Tak sobie piszę to i przychodzi mi jeszcze do głowy, że w sumie skąd pewność i tym, że żadnego pościgu nie było? Może dalej go szukają, a on po prostu jeszcze o tym nie wie?

Cytat:
Do­tar­łem do elek­tro­cie­płow­ni  moim mie­ście


+ w



Cytat:
Mu­sia­łem tylko dla do­brze się do­brze przy­go­to­wać


Za dobrze tutaj.


Cytat:
Ale na­by­łem tą wie­dzę.


Skąd? Były tam jakieś instrukcje?


Cytat:
za­my­kać się na noc od środ­ka i spo­koj­nie wy­cho­dzić w mia­sto, wie­dząc, że nikt nie do­sta­nie się do środ­ka


powtórzenia

____

Moja wiedza znowu powiekszyła się wydatnie. Rosomak-WEM został przeze mnie obejrzany na obrazkach google od zewnątrz i w środku.

Generalnie czyta się Twoją historię w dalszym ciągu płynnie i dobrze. Nie przepadasz, jak widzę, za dialogami, ani nawet za przytaczaniem myśli bądź refleksji bohatera. Już w prologu, przy kominach, o ile dobrze pamiętam, wpadło mi w oko coś, co pozwolę sobie nazwać "nieoczekiwanym przyzoomowywaniem/przybliżaniem". Wygląda to tak, że opisujesz generalnie, bez masy szczegółów, jakbyś zdawał relację z wydarzeń, których już tak dobrze nie pamiętasz z perspektywy czasu. Historia biegnie sobie na dalekim horyzoncie. I nagle... obraz przybliża się tak, że wszystkie szczegóły mamy pod samym nosem.

Przykład: widzę oczami wyobraźni dokładnie halę elektrociepłowni, czołg oraz przyspawane płyty. Odczuwam jednak bolący mnie wręcz niedosyt tego, co jeszcze działo się w mieście i jak wyglądało życie w nim po katastrofie. Plus wszystko to, co zostało już wspomniane wcześniej.

Co musiały robić dokładnie te kobiety?

Jakie pożywienie pozostało jeszcze? Pewnie tylko puszki, bo nieskażone.

Ludzie przetrwali, psy przetrwały, co z roślinnością? Gdzieś za miastem chyba były jakieś sady itp. Zima po katastrofie już się skończyła, czy jeszcze nie?

Skoro psy nie wyginęły, to pewnie inne zwierzęta też? Już je zjedzono, czy co się z nimi stało? Słonie i inne zwierzaki z zoo pewnie zaraz rozchwytano. A może miasto było za małe na zoo? A może nie powinno się jeść skażonej padliny?

A jeśli można, to czy panuje już kanibalizm?

Na razie nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Jak widzisz, moja fascynacja opowieścią trwa. Mam nadzieję, że marudzenie dalej jest przydatne i podkreślam, że to wszystko to jedynie sugestie i luźne refleksje.

Pozdrawiam serdecznie!
MarcinD dnia 26.09.2017 08:22
Nic nie cieszy autora tak, jak fascynacja jego opowieścią ;). Bardzo Ci dziękuję za taki wnikliwy komentarz. Oczywiście, jak najbardziej każdy z punktów, jakie znalazłeś, zostanie przeanalizowany przy kolejnych poprawkach. Cóż, teraz widzę, że rzeczywiście bardzo dużo wątków pominąłem i zostawiłem niedopowiedzianych, mam więc nad czym pracować przy edycji i korekcie całego tekstu :-).
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Bernierdh
19/11/2017 02:16
Powiem ci, że mam nieco mieszane uczucia. Wiadomo, że… »
JOLA S.
18/11/2017 22:59
Brawo! Wielkie Dzięki. :) :) :) :) :) »
Jacek Londyn
18/11/2017 22:57
Myślę, że abstrakcji tu nie uświadczy. Przyznaję się co… »
Pulsar
18/11/2017 22:48
Nie mam żadnego wpływu na którą półkę mnie położą. »
hopeless
18/11/2017 22:29
Miladora - - dzięki:) »
hopeless
18/11/2017 22:25
Miladora - i tak zrobię:) »
Miladora
18/11/2017 22:14
Niewiele. ;) Za to wiersz jest całkiem, całkiem. :)»
ajw
18/11/2017 22:08
Dziękuję, Mileno :) »
ajw
18/11/2017 22:08
Bardzo lubię Twoją narrację, która jest zawsze jakimś… »
Dobra Cobra
18/11/2017 22:06
Alesz jak najbardziej rozumiem taki stan w pisarnictwie!… »
Milena1
18/11/2017 22:04
Jest klimat, obrazowanie. Pozdr :) »
Miladora
18/11/2017 22:03
I daj Ci, Boże, zdrowie. :) Dorzuć do kompletu. »
Dobra Cobra
18/11/2017 22:02
Jeśli będą następne - to piękna sprawa! DoCo »
Miladora
18/11/2017 22:00
Ja już w to uwierzyłam. ;) Może tak? Lubię rozbijać… »
Lilah
18/11/2017 21:57
Dzięki, ajw. Altanka jest super. Miło Cię gościć. :) »
ShoutBox
  • Alen Dagam
  • 19/11/2017 00:18
  • Ankiety zakończone! Wyniki na forum. Dziękujemy!
  • Esy Floresy
  • 18/11/2017 23:01
  • Kto żyw nie próżnuje, łapie ankietę i głosuje. :)
  • Alen Dagam
  • 18/11/2017 22:17
  • @mike17 - jutro już będziemy ciszej w SB, sorki za wcinanie się ciągle :/
  • Alen Dagam
  • 18/11/2017 22:15
  • Jeszcze niecałe 2 godziny do zamknięcia ankiety. 1. Nazwa: [link] 2. Kategorie: [link] . Głosujcie!
  • Alen Dagam
  • 18/11/2017 22:06
  • [link] Heh, ucięło cyferki w linku. Ten jest właściwy.
  • Jaga
  • 18/11/2017 21:59
  • Otwiera mi się "Mark Twain, czyli magiczny czar Tomka Sawyera :)"
  • Jaga
  • 18/11/2017 21:57
  • Alen, na pewno chodziło Ci o ten link?http://www.portal-pisarski.pl/forum/temat/342
  • mike17
  • 18/11/2017 21:56
  • GŁOSOWANIE w MUZO WENACH 5 wciąż trwa, zapraszam : A tu konkursowe info : [link]
  • mike17
  • 18/11/2017 21:54
  • No i pozostało nam już tylko 4 dni do zakończenia GŁOSOWANIA. MUZO WENY 5 potrzebują nowych głosów, nowej krwi, więc już dziś nie wahaj się, zagłosuj i wyraź swoją opinię o utworach.
Ostatnio widziani
Gości online:19
Najnowszy:rkpru1282
Wspierają nas