Bele (horror) - tewilla
Proza » Historie z dreszczykiem » Bele (horror)
A A A

 Moja opowieść miała miejsce 2 listopada 1996 roku (w dzień zaduszny), kiedy to (jak mówią starodawne legendy) umarli powstają z grobów, aby straszyć swoich bliskich. Z początku nie chciało mi się w ogóle w to wierzyć, „umarli wstają z grobów”, uważałam to za nonsens, jakąś bajeczkę wymyśloną przez starszych, aby straszyć nią dzieci, aby były posłuszne rodzicom, ale okazało się, że te opowieści są prawdziwe i, że umarli naprawdę w ten dzień wstają z grobów, nie chcecie mi wierzyć, to posłuchajcie opowieści o Bele.

 Bele, była to młoda, piękna, energiczna, pełna życia osoba, miała masę przyjaciół i żadnych wrogów, tak by się przynajmniej mogło wszystkim zdawać, jednak to nie do końca było prawdą, bowiem Bele (ze względu na swoją niepospolitą urodę, oraz wspaniały charakter) zaskarbiła sobie wroga, który pragnął się za wszelką cenę pozbyć rywalki, wróg ten był gotów nawet się zjednać z diabłem i oddać na wieki swoją duszę panu piekieł, byle tylko pozbyć się rywalki.

 Rywalka Bele miała na imię Wanda, Wanda była piękną, młodą kobietą, o nie pospolitej urodzie, jednak uroda żadnej innej dziewczyny nie mogła się równać z urodą Bele, wszystkim się zdawało, że jest ona nieśmiertelna, albo, że ma jakieś nad przyrodzone zdolności, bowiem, nikt nie mógł pojąć, jakim cudem tak piękna osoba, może chodzić po świecie.

 W dzień 2 listopada, Bele poszła na grób swojej matki, dzień ten był dla niej taki sam jak każdy inny, niczym nie różnił się od dni codziennych, jak zawsze po odwiedzeniu grobu matki miała zamiar wrócić do domu i zjeść w zaciszu swoich czterech ścian obiad. Jednak nie miało to być jej dane, bowiem jej rywalka nie spała nawet tego dnia i już od dłuższego czasu myślała nad tym jak może pozbyć się Bele, aż w końcu wpadła na naprawdę straszny pomysł, nie zamierzała zabić Bele, o nie to było jej zdaniem zbyt proste, Ona chciała ją jak najbardziej upodlić i zgnębić, dla tego postanowiła, że Bele musi wylądować w szpitalu psychiatrycznym.

 Był piękny poranek, słońce świeciło, ptaszki śpiewały, a roślinność miarowo kiwała się w rytmie wiatru, Bele była szczęśliwa ze wszystkiego, co ją otaczało w około, ona umiała tak zwyczajnie, pięknie cieszyć się tym, co miała dookoła siebie, wszystko ją radowało.

 Była, jak zawsze, dla wszystkich ciepła i miła, wszyscy na około to doceniali i byli tacy sami dla niej. Wszystko było po prostu wspaniałe, niestety tyko do czasu.

 Około godziny 14: 00 zadzwonił telefon, Bele podniosła słuchawkę i powiedziała „Hallo”.

 Przez chwilę słyszała w słuchawce tylko jakieś trzaski, już miała zamiar odłożyć słuchawkę na miejsce, kiedy nagle spośród tych trzasków rozległ się głos jej przyjaciółki z dzieciństwa.

Hallo, Bele. Jesteś tam? - spytał głos w słuchawce.

Cześć Kristin. Jestem, jestem. – powiedziała Bele.

To fajnie. – powiedziała Kristin i nagle trzaski w słuchawce ustały. – Posłuchaj Bele, dzwonię w dość nietypowej sprawie, a mianowicie chciałam zapytać czy mogłybyśmy się dzisiaj spotkać?

Oczywiście. – powiedziała Bele zdziwionym głosem, bo nie widziała niczego dziwnego w tym, że jej przyjaciółka chce się z nią spotkać. – Może wpadniesz do mnie to porozmawiamy. – zaproponowała.

Będę za dwie godziny. – powiedziała Kristin.

To czekam na Ciebie. – powiedziała Bele i Kristin się rozłączyła.

 Po dwóch godzinach ktoś zapukał do drzwi domu Bele, Bele otworzyła drzwi i ujrzała w nich Kristin.

Cześć Bele. – przywitała się Kristin.

Cześć Kristin. – przywitała się Bele. – Proszę wejdź.

Powiedziała Bele wchodząc do wnętrza domu.

Kiedy Kristin weszła do kuchni Bele zaraz nastawiła wody w czajniku.

Czego się napijesz? – spytała Bele.

Może zielonej herbaty, jeżeli masz. – powiedziała Kristin.

 Bele wyjęła, więc dwie szklanki i włożyła do nich zieloną herbatę.

A więc opowiadaj. – powiedziała Bele siadając naprzeciwko Kristin. – Co się stało? Dlaczego byłaś taka tajemnicza?

 Kristin rozejrzała się uważnie po wnętrzu kuchni i powiedziała.

Zaraz Ci wszystko opowiem, ale najpierw powiedz mi czy jesteśmy same? – spytała.

Tak. – powiedziała Bele podejrzliwie. – Nikogo poza nami dwiema tutaj nie ma.

No dobrze. – powiedziała Kristin.

No więc? – spytała Bele. – Co się stało?

Posłuchaj, może uznasz mnie za histeryczkę, ale od wczoraj czuję się prześladowana. – powiedziała Kristin.

W jakim sensie? – spytała Bele.

Ktoś cały czas za mną chodzi, wczoraj pod moim domem zaparkował jakiś czarny samochód z przyciemnianymi szybami i stał tam od rana do późnego wieczora, a dzisiaj dostałam to. – powiedziała Kristin i położyła na stole przed Bele jakąś złożoną na pół kartkę.

 Bele rozłożyła tą kartkę i dokładnie przyjrzała się zapisanym na niej cyfrom (2 11 1996), poza nimi nie było nic więcej napisane.

Co to może znaczyć? – spytała Bele, Kristin.

Nie wiem. – powiedziała Kristin. – Ale to mi się nie podoba. Czuję, że to jest jakiś zły znak. – powiedziała.

Nie. – powiedziała Bele. – To niemożliwe. To nie może być żaden znak.

Możliwe, możliwe. – powiedziała Kristin. – Skoro nie jest to jakiś zły znak to, co to jest w takim razie? – spytała.

Nie wiem. – powiedziała Bele. – Może to jest jakaś Twoja przypominajka o czymś, o czym zapomniałaś.

Ale, o czym mogłabym zapomnieć. – powiedziała Kristin.

Nie wiem. – powiedziała Bele. – Może miałaś jechać do kogoś na urodziny tego dnia, albo coś odebrać z poczty, albo coś podobnego. – powiedziała.

Nie to raczej nie to. – powiedziała Kristin.

No to nie wiem co to może być. – powiedziała Bele.

Czuję, że to jest zły znak. – powiedziała Kristin.

Nie zamartwiaj się na zapas. – powiedziała Bele. – To na pewno nic takiego.

Obyś miała rację. – powiedziała Kristin.

 Później, jak Bele trochę wyciszyła roztrzęsioną Kristin, obie zaczęły rozmawiać swobodnie na każdy jeden temat, jaki im się tylko nawinął od butów zaczynając a na chłopakach kończąc.

 Było już dość późno, kiedy Kristin w końcu wyszła z domu Bele i udała się w drogę powrotną do swojego domu.

 Po wyjściu Kristin Bele zauważyła, że na chodniczku, który był we wnętrzu domu, była położona jakaś niezaadresowana koperta. Bele podniosła kopertę i uważnie się jej przyjrzała, później poszła z nią do kuchni wzięła nóż stołowy i zgrabnie rozcięła górną część koperty i wyjęła z niej kartkę, na której były zapisane tylko cyfry (2 11 1996).

To ciekawe. – powiedziała do siebie Bele. – Taką samą kartkę pokazała mi Kristin.

 Nagle w całym domu zaczęło wariować światło, raz gasło a później znowu się zapalało, okna same zaczęły się otwierać i zamykać wpuszczając do środka chłodny listopadowy wiatr i nagle wszystko tak jak się zaczęło tak też nagle ucichło, Bele nie rozumiała, o co chodzi i co się tak właściwie przed chwilą zadziało, dla tego wzięła to za złą wróżbę i miała rację.

 W czasie, kiedy Bele myła się w wannie, nagle w całym domu zrobiło się zwarcie i wyrzuciło korki, Bele przyniosła, więc z dołu świecę mając zamiar zająć się korkami jak już się umyje, kiedy wreszcie wyszła z wody i zrobiła porządek z korkami poszła do swojej sypialni, aby się położyć spać, kiedy otworzyła drzwi od sypialni ujrzała na żyrandolu zawieszone ciało 12 – sto letniej dziewczynki, Bele wrzasnęła tylko i zemdlała w progu pokoju.

 Kiedy się ocknęła ciała dziewczynki już nie było ani na żyrandolu, ani nigdzie indziej, uznając to za wymysł swojej chorej wyobraźni położyła się do łóżka i po chwili zasnęła.

 Następnego dnia rano Bele obudziła się niewypoczęta, słabo spała, ponieważ ciągle śniły się jej obrazy topielców, wiszące na żyrandolach kobiety, oraz różne inne senne mary, jedyny pożytek, jaki z tego był dla Bele to taki, że nie musiała się zastanawiać, o czym w tym tygodniu napisać książkę (Bele była, bowiem pisarką), miała jedynie nikła nadzieję, że tej nocy będzie już spała lepiej niestety strasznie się myliła, bowiem kiedy zapadła noc było jeszcze gorzej niż wczorajszej nocy.

 Bele długo nie mogła tej nocy zasnąć, kiedy więc w końcu straciła nadzieję, na to, że w ogóle zaśnie podniosła się z łóżka i poszła do kuchni, aby zażyć tabletkę na senną, kiedy weszła do kuchni ujrzała w niej zawieszone na żyrandolu małe dziecko, Bele zdążyła tylko wrzasnąć i runęła jak długa na ziemię, kiedy obudziła się po jakichś 2 godzinach niczego na żyrandolu nie było a przez okno widać było padający deszcz, który musiał się zacząć, niedługo po tym jak straciła przytomność, pomimo tego, że zemdlała Bele nie poczuła się ani trochę senna, dla tego wzięła tabletkę nasenną i poszła z powrotem do swojej sypialni, następnego dnia rano o niczym już nie pamiętała.

 Dzień minął Bele jak z bicza strzelił, wszystko zdawało się być w jak najlepszym porządku, Bele całkowicie się odprężyła i na chwilę zapomniała o tym nocnym koszmarze, którego była świadkiem, jednak nie miała mieć możliwości zapomnieć o tym na stałe, ponieważ jeszcze dziś w nocy wszystko miało się powtórzyć.

 Wieczorem, kiedy Bele kładła się spać w jej łóżku znajdowała się (pod kołdrą) mała dziewczynka, która miała zawiązaną linę wokół małej, sinej szyjki, Bele wrzasnęła przeraźliwie i wybiegła z sypialni, w kuchni za to na stole leżał człowiek z siekierą w sercu, koło niego na ziemi leżała jakaś kobieta (najprędzej jego żona) z siekierą w głowie, Bele pełna najgorszych przeczuć podeszła do lodówki, otworzyła ją i ujrzała w niej leżącą na talerzu, odciętą damską głowę z otwartymi oczami. Przytłoczona tym wszystkim Bele zemdlała.

 Nazajutrz przyjechała do niej Kristin.

Cześć Bele. – powiedziała Kristin od progu.

Cześć Kristin. – przywitała się Bele z przyjaciółką. – Czy coś się stało? – spytała.

Nie wpadłam tak tylko zobaczyć jak się miewa moja ulubiona przyjaciółka. – powiedziała Kristin.

Świetnie. – skłamała Bele. – A Ty jak się miewasz? Czy w końcu przestały Cię prześladować te samochody? – spytała.

Chwilowo tak. – odpowiedziała Kristin, ale nie wiem na jak długo.

 Nagle Kristin spojrzała w okno i zakrzyknęła.

O nie.

Co się stało? – spytała Bele i spojrzała w tym samym kierunku, w którym patrzyła Kristin, przed domem Bele stał czarny opel.

No nie, co on tutaj robi? – spytała Kristin z jękiem.

Nie wiem. – powiedziała Bele, wyjęła komórkę i zadzwoniła do swojego przyjaciela z gimnazjum.

Cześć Jon. – powiedziała Bele do chłopaka stojącego po drugiej stronie aparatu. – Sorry, że zawracam Ci głowę, ale mam wielką prośbę, czy mógłbyś do mnie teraz podjechać, bo ktoś stoi pod moim domem i boję się, że może mi zrobić coś złego jak bym spróbowała wraz z Kristin wyjść z domu. – powiedziała.

 Po paru minutach Jon przyjechał z odsieczą, kiedy właściciel czarnego opla zobaczył tylko, że ktoś parkuje pod domem Bele zaraz odjechał.

No i jestem. – powiedział Jon wchodząc do domu Bele. – Niestety ten ktoś uciekł zanim zdążyłem, chociaż by zapisać jego numery.

To nie szkodzi. – powiedziała Bele. – Siadaj z nami, czego się napijesz? – spytała.

Może herbaty. – powiedział Jon siadając za stołem. – A właściwie, kto to był i dla czego was obserwował? – spytał.

Nie mamy pojęcia. – odpowiedziała Kristin. – Ale ten samochód prześladuje mnie już od pewnego czasu.

A czy zgłaszałaś to na policję? – spytał Jon.

Nie. – odpowiedziała szczerze Kristin.

To musisz to zgłosić. – powiedział Jon upijając łyk herbaty.

Wezmą mnie za histeryczkę i niczego z tym nie zrobią. – powiedziała Kristin. – Ale dobrze zgłoszę to na policję.

 Kiedy? – spytał Jon.

Jutro rano, teraz nie będę miała na to czasu, ponieważ jestem strasznie zapracowana. Pracuje właśnie nad nową książką i nie mam w ogóle czasu.- powiedziała Kristin.

O a o czym piszesz? – spytał zaciekawionym głosem Jon.

O prześladowanej dziewczynie. – powiedziała Kristin.

Która ginie w niewyjaśnionych okolicznościach i jej ciało znika z kostnicy? – spytała Bele.

Tak, taką miałam koncepcję. – powiedziała Kristin. – Skąd to wiedziałaś? – spytała.

Ja piszę o tym samym. – odpowiedziała Bele.

No to dziewczyny musicie się jakoś dogadać, która z was napiszę coś innego. – powiedział Jon.- Bo będziecie miały problem z wydawnictwem. (Bele i Kristin wydawały swoje książki w jednym wydawnictwie).

Jakoś się dogadamy i coś tam pozmieniamy. – powiedziała Kristin. – Spokojna głowa.

Dalszy ciąg spotkania przyjaciół przebiegł bez szczególnych zakłóceń, około 20:00 Kristin i Jon opuścili dom Bele i wrócili do swoich domów. Bele została sama, umyła się i położyła się spać.

Na zajutsz rano w domu Bele zadźwięczał telefon, Bele podniosła słuchawkę i jeszcze zaspanym głosem powiedziała do aparatu.

Halo. Kto mówi? – spytała z potężnym ziewnięciem.

Bele. – odezwał się po drugiej stronie kabla głos jej przyjaciela (Jona).

Przy telefonie. – odpowiedziała Bele.

Kristin nie żyje. – powiedział Jon grobowym głosem.

Że co?! – wykrzyknęła Bele.

Kristin nie żyje. – powtórzył Jon.

Bele zamurowało. Kristin nie żyje, jak to możliwe.

Jon nie czekając na reakcję Bele zaczął opowiadać.

Znalazłem ją dzisiaj rano, w jej domu leżącą na podłodze w kuchni w piżamie nocnej. – powiedział.- Nie mam pojęcia, co się stało, przy jej ciele leżały dwa puste pudełka po tabletkach na sennych i kartka, na której było napisane

„To nie była niczyja wina. Już dłużej nie potrafiłam żyć w ciągłym kłamstwie. Przepraszam was za wszystko, co złego wam wyrządziłam, przepraszam, żegnajcie”

Kristin

 Bele stała jak zaczarowana, nie mogła wprost uwierzyć w to, co usłyszała, Kristin nie żyje, to się Bele nie mogło pomieścić w głowie.

A co na to jej rodzice? – spytała Jona.

O niczym nie wiedzą. – powiedział Jon. – Nie miałem serca ich o tym informować.

Dobrze zrobiłeś. – powiedziała Bele.- A gdzie teraz jesteś? – spytała.

U Kristin w domu. – powiedział Jon.

Dobrze to czekaj tam na mnie ja będę za jakieś 20 minut, przyjadę tam i porozmawiamy. – powiedziała Bele i się rozłączyła.

Po 20 minutach Bele była w domu Kristin, było tam pełno policji i lekarzy, był również zakład pogrzebowy.

Czy wiesz, co się tutaj stało? – spytała Bele Jona.

Podobno udana próba samobójcza. – powiedział Jon przytłumionym przez łzy głosem. – Ale nie chcę w to wierzyć. Kristin nie mogłaby nam tego zrobić, ona nas przecież kochała, nie mogła nas od tak zostawić, nie mogła. – powiedział Jon i zaniósł się głośnym szlochem, Bele nie wiedziała jak może pocieszyć zrozpaczonego przyjaciela, sama, bowiem była równie bardzo wstrząśnięta śmiercią przyjaciółki, nie mogła pojąć jak mogło dojść do czegoś takiego, przecież jeszcze wczoraj widziała się z Kristin i jak to możliwe, że niczego nie zauważyła, jak to możliwe, że Kristin tak dobrze ukrywała się ze swoimi myślami samobójczymi tak, że nikt tego nie dostrzegł, Bele coś w tym wszystkim nie pasowało i miała się zamiar dowiedzieć, co choćby nawet miała przepłacić to życiem to i tak miała zamiar dowiedzieć się prawdy.

 Po odjeździe policji Bele rozejrzała się po domu Kristin, wyglądało na to, że nic z niego nie zginęło, wszystkie ubrania, biżuteria i sprzęty były na swoim miejscu, Kristin poza tym krótkim liścikiem nie zostawiła, dla nikogo żadnej wskazówki, dla czego to zrobiła, co w znacznym stopniu komplikowało sprawę dowiedzenia się powodów, dla których Kristin odebrała sobie życie.

- Kristin nie zostawiła żadnego listu, żadnej wskazówki. – powiedziała Bele do Jona.

- Jakiej wskazówki? – spytał nieprzytomnie Jon.

- Wskazówki, dla czego to zrobiła. – odpowiedziała Bele.

- A cha. – powiedział Jon pochmurnym głosem i spuścił głowę.

- Na pewno musiał być jakiś powód, dla którego Kristin to zrobiła.- powiedziała Bele.

 Jon nie odezwał się ani jednym słowem, patrzył się tylko tempo w stojącą przednim szklankę. Bele to zauważyła i powiedziała do niego miękkim głosem.

- Jon. Jon, słuchasz mnie? – spytała.

- Co? – powiedział rozkojarzonym głosem Jon odrywając na chwilę wzrok od szklanki i przenosząc go na Bele. – Coś mówiłaś?

- Mówię, że na pewno musi być jakiś powód, dla którego Kristin odebrała sobie życie. – powiedziała spokojnie Bele.

- A może ona tego w cale nie zrobiła. – powiedział Jon. – Może ktoś ją zaatakował, a Ona nie zdążyła się obronić przed atakiem.

- Nie wiem. – powiedziała Bele. – Policja twierdzi, że nie została przez nikogo zaatakowana.

- Ale mogło tak być. – powiedział Jon.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
tewilla · dnia 09.06.2017 09:49 · Czytań: 428 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Nuria
25/08/2019 22:16
Zaimków osobowych tyle, że można obdzielić z trzy utwory.… »
Lilah
25/08/2019 21:10
To świetnie, Mike. :) »
Opheliac
25/08/2019 21:04
Kreseczka, głównie Podoba mi się Olaboga City,… »
Opheliac
25/08/2019 20:57
Wodniczko, dziękuję za obecność i "odkopanie" ;) »
AntoniGrycuk
25/08/2019 20:28
Jolu, napisałem ten tekst po przeczytaniu tekstu… »
Kazjuno
25/08/2019 19:28
Narracja niezmiernie ciekawa. Pełno znakomitych porównań i… »
Marek Adam Grabowski
25/08/2019 19:25
Witaj na tym portalu. Na poprzednim nie czytałem demona,… »
Carvedilol
25/08/2019 18:43
Kazjuno Jolu dzięki za przeczytanie i komentarze… »
mike17
25/08/2019 18:22
Całkiem to fajne, Zdzisławie, z humorem i pewnym morałem.… »
Decand
25/08/2019 18:12
Kazjuno - za odczyt dziękuję, za komentarz również.… »
Decand
25/08/2019 18:09
Madawydar - bardzo dziękuję za odczyt i tak pozytywny… »
Kazjuno
25/08/2019 18:09
Zapomniałem o ocenie. Ale, Upsss... i nie mam możliwości… »
JOLA S.
25/08/2019 18:05
Odnajduję w tym tekście znajomy zapach. Czytając, pragnęłam… »
Kazjuno
25/08/2019 18:04
Na mój gust dużo tu poetyckiej prozy pomieszanej z… »
mike17
25/08/2019 18:03
Niebawem trzy nowe miniatury miłosne :) »
ShoutBox
  • Carvedilol
  • 25/08/2019 18:44
  • Vanillivi, dzięki i ode mnie za wrzucenie tekstu
  • AntoniGrycuk
  • 25/08/2019 16:10
  • Vanilivi, ja też dziękuję za dodanie tekstu po krótkiej przerwie.
  • Kazjuno
  • 25/08/2019 13:36
  • Dzięki Vanilivi
  • Vanillivi
  • 25/08/2019 13:29
  • Przepraszam wszystkich za problemy z publikacją.
  • Vanillivi
  • 25/08/2019 13:28
  • Wrzuciłam jeszcze kilka waszych tekstów, tych które najdłużej zalegały, korzystając z tego, że Wiktor nie zabrał mi jeszcze uprawnień. Mam nadzieję, że sytuacja się niebawem wyklaruje.
  • Kazjuno
  • 25/08/2019 11:51
  • Jednak Antoni Grycuk masz rację! Moja koleżanka rzeczywiście zasuwa w prozie. Trzeba JEJ dać ochłonąć. Chyba ledwo dyszy przygnieciona stertą makulatury, oczywiście też mojej...
  • Kazjuno
  • 25/08/2019 11:27
  • Komentujemy tylko ja z Tobą i jeszcze kilka miłych pań i łaskawych facetów. Reszta milczy; A Feith to moja dobra znajoma, ale od POETÓW. Mnie by na pewno opublikowała. Jednak cisza online. Przykre...
  • AntoniGrycuk
  • 25/08/2019 10:33
  • Ze specjalną, niekoniecznie związaną, dedykacją: [link]
  • AntoniGrycuk
  • 25/08/2019 08:57
  • Kazjuno, jest jedna Pani redaktor od prozy, Faith się zowie. Ale widzę, że ten portal umiera. Nie tylko ten. W ciągu 2 lat mojej bytności ilość komentarzy pod prozą spadła drastycznie.
  • Kazjuno
  • 25/08/2019 07:21
  • Szkoda, nie mamy redaktor od prozy. Nie mam nic do poetów, ale CI mają wykwalifikowaną trójkę. Nie dziwię się Vanilivi, że nie podołała. Ech, co za niesprawiedliwość...
Ostatnio widziani
Gości online:9
Najnowszy:Wojciech
Wspierają nas