Ciasteczko na białym stoliczku. - szybki_pisarz
Proza » Obyczajowe » Ciasteczko na białym stoliczku.
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Ukształtowałem poglądy. Zamknąłem w klamry wszystkie niespokojne myśli i sowie zwierzenia. Objąłem formę, by wyrosnąć niepewnym spojrzeniem zatrzymanym na wzroku umiejscowionym gdzieś na stu siedemdziesięciu pięciu centymetrach. Jakoś sucho zrobiło się w moim gardle i ślina nie chciała się tam pojawić. Świętości i ideały można było cisnąć w kąt hotelowego pokoju razem z jej stanikiem.

Budowałem przyszłość. Otwierałem drzwi potrzebującym i dawałem im rady godne prawego człowieka. Obserwowałem każdy jej fragment ciała, by mieć doskonały obraz kobiecości podczas przymykania oczu w łóżku z żoną. Długo czekałem na ten moment i wreszcie zacisnąłem dłonie na jej jędrnych piersiach. Nie spojrzę w oczy jej bliskich, nie wiem czy spojrzę we własne. Od teraz, przez kilkadziesiąt delikatnie płynących minut ona jest mi najbliższa.

 

***

 

Odważyłem się zatrzymać ją przed wyjściem z gabinetu, ale czy po wszystkim będę w stanie wrócić do swojego domu, do swojego łóżka w przytulnej sypialni piętrowego domu? Objąłem ją mocno po pocałunku i wyszeptałem:

- Spotkajmy się jutro. - A następnego dnia siedziała naprzeciw mnie z rumieńcami ukrywanymi pod jej chłodnymi dłońmi. Spoglądała na mnie sponad brzegu filiżanki z czarną kawą, a ja błagałem Boga żeby ją zabrał i nie pozwolił mi popełnić tego błędu. Rozejrzała się po kawiarni i rzekła z zamkniętymi oczami, tymi swoimi ustami pomazanymi na bordowo:

- Chodźmy gdzieś, gdzie nie będzie innych źrenic. Pragnę teraz tylko ciebie. - I chociaż zazwyczaj była blada jak ściana to tamtego dnia znów schłodziła swoje malinowe policzki dłońmi. Cierpiała na białaczkę limfocytową lecz o chorobie wiedzieliśmy tylko my dwoje. Nasza tajemnica, by nie niepokoić jej bliskich, by być ciągle o centymetry od unoszącego się wokół niej zapachu wiosny. Starałem się jej pomagać i zbliżałem się do jej chudnącego ciała każdego dnia. Choroba przestała postępować, ale nasze uczucia pulsowały ciągle w naszych żyłach. Nie da się opisać uczucia do znacznie młodszej od siebie kobiety. Dwadzieścia cztery lata różnicy, cztery kilometry pomiędzy naszymi domami, trójka skrzywdzonych dzieci i dwa zmarnowane małżeństwa. Za to jedna wspólna historia. Mam doskonały obraz kobiecości naprzeciw siebie, mam propozycję na którą czekałem przez długie miesiące. Mam jej usta mówiące tylko dla mnie i tylko do mnie.

Poruszałem własnymi, ale nie wydawałem dźwięków. Gapiłem się na jej powieki zasłaniające mi wszystko w co chciałbym spojrzeć. Przesunęła rękę po blacie stolika i splotła swoje palce z moimi. Blisko pięćdziesiąt lat na karku, złota obrączka i kilka siwych włosów, ale nie okazało się to żadnym lekarstwem na febrę, która opanowała moje ciało w tamtym momencie. Chciałem wyjść, zadzwonić do żony i powiedzieć, że zrezygnowałem z romansu, że ją kocham, ale z moich ust wyrwało się tylko krótkie, płytkie i ciche:

- Okej...

 

Zawsze dzieliłem się z żoną historiami moich pacjentów, to mnie odprężało i pozwalało złapać oddech po długich wizytach pacjentów. Jednak o niej nigdy jej nie wspomniałem, chociaż po pierwszej wizycie u mnie nie przypuszczałem, że może między nami być coś, pomimo to zachowałem jej kartotekę tylko dla siebie. Szliśmy do samochodu w milczeniu. Wiatr podwiewał jej sukienkę i odsłaniał dla mnie jej łydki i skrawek uda. Przysięgam, chciałem wtedy zacząć biec w przeciwnym kierunku, krzyczeć z żalu, znów pragnąć tylko tego co już mam i tylko tego co znam, a przecież to nie "tylko", a aż "wszystko" na co pracowałem od liceum. Pamiętam jak poznaliśmy się z żoną, staliśmy pod listami przyjętych na medycynę i po przeczytaniu swoich nazwisk wybraliśmy się na spacer. Od tamtej pory byliśmy jednością. Miłość od pierwszego wejrzenia...

Zamknąłem drzwi auta i przycisnąłem czoło do kierownicy. Ona siedziała wyprostowana ze wzrokiem wbitym w mężczyznę prowadzącego wózek z płaczącym dzieckiem. Czuliśmy duszność, słońce wraz z boskimi promieniami urządzało nam małe piekło w blaszanej puszce.

- Jedź już. - Odezwała się pierwsza. - Jedź. Nie mogę znieść tego pożądania, które zabijam w sobie co noc. Mam już dość jego wzroku, pieluch, tego mieszkania z sypialnią z oknami na wschód. Chcę tylko ciebie. Jedź. - Spojrzałem na nią, na jej dekolt i piersi z gęsią skórką. Nie odrywała wzroku od mężczyzny z dzieckiem i spokojnie mrugała, jakby nie rozumiała do czego chce doprowadzić. Wtedy poczułem w sobie gniew i obrzydzenie do jej ciała i tego wszystkiego co w niej siedzi. Do jej infantylności, naiwności, steku bzdur jakie przeczytała w kolorowych pismach. Złapałem ją za gardło, zacisnąłem na jej szyi dłonie krzycząc do jej ucha:

- Co ty pleciesz?! Masz dość pieluch?! Wiesz co chcesz zrobić? Wiesz do czego dążymy?! - Zaczęliśmy się szarpać, uderzyła mnie w twarz i dopiero wtedy ochłonąłem. Położyła na mojej potylicy chłodne palce, a językiem przejechała po moim uchu. Demony pożądania zostały rozbudzone. Szalone języki przenosiły naszą ślinę z ust do ust razem z każdym grzechem jakiego się dopuszczaliśmy. Ścierając jej szminkę ze swych warg powiedziałem:

- Nie zniósłbym braku twojego cienia, rozumiesz?

- Błagam cię, jedź.

 

W hotelowym korytarzu unosił się kurz, który można było dostrzec przez promienie światła wpadającego przez podłużne, wąskie okna z widokiem na szklaną taflę jeziora. Szedłem przodem, teraz ją dopadły wątpliwości. Gdy płaciłem za pokój, widziałem jak gryzła paznokcie pomalowane na czarno. Uderzałem kluczem o drewniany numerek drzwi, a ona zaczęła nucić piosenkę którą słyszeliśmy w czasie jazdy. Może chciała ukryć tymi wesołymi dźwiękami wszystkie wyrzuty sumienia? Żałuję, że nigdy jej o to nie zapytałem.

Nie wiedziałem wtedy jak zdradza się żonę, zawsze byłem wierny, ona była jedyną kobietą w której byłem, ale nie jedyną która miała mnie w sercu. Usiedliśmy przy białym stoliku, nie patrzeliśmy na siebie tylko na łóżko z wykrochmaloną pościelą. Ona zaczęła:

- Ten biały stolik...

- Co z nim?

- On jest jak białaczka.

- Co ty pleciesz?

- Białaczka dzieli mnie z mężem, jego nieświadomość i nasza tajemnica są jak ten stolik... Nie pozwól żeby kawałek drewna, żeby cokolwiek nas dzieliło. - Podniosłem się gwałtownie i chwyciłem ją za ramiona. Później byliśmy jak wygłodniałe zwierzęta. Dałem radę rozpiąć tylko jeden guzik jej sukienki, nie byłem w stanie skupić się na pozostałych, więc szarpnąłem za fragment materiału, a one kolejno uderzyły w lustro, które pokazało mi w odbiciu jej ciało zasłaniane tylko przez miętową, koronkową bieliznę. Gryzła mnie po torsie, wbijała w plecy swoje paznokcie, a ja dyszałem jak pociąg, pociąg do zdrady. Rzuciłem stanik w kąt pokoju i opierając ręce na jej ramionach zmusiłem ją do przyklęknięcia przede mną. Nie była moją żoną, więc nie pytała co ze mną, tylko zamruczała rozpinając rozporek. Zawiesiłem wzrok na firance, takiej samej jak ta w urzędzie stanu cywilnego przed dwudziestu pięciu laty.

- Mamy podwójną rocznicę.

- Co? - Odrzekła ze zdezorientowanym spojrzeniem.

- Pierwszy raz przyszłaś do mojego gabinetu dwa lata temu. Zapamiętałem to, bo to dzień mojego ślubu cywilnego.

- Zamknij się. Nie mów o naszych rodzinach. - Podniosła się z kolan i dodała: - pieprzmy się w naszą, a nie waszą rocznicę.

Chwilę później leżeliśmy na łóżku, przesuwałem język od jej kostek po łydkach do kolan. Całując jej uda zapomniałem jak miała na imię, zapomniałem kim jestem.

 

Zakładała figi gdy wyciągałem z kieszeni spodni telefon. Dwa nieodebrane połączenia, kolejny raz tamtego dnia zadrżałem, ale wolałem nie sprawdzać kto dzwonił.

Schodząc po wybrukowanych schodkach na parking wyjęła z torebki papierosa, którego wetknęła w swoje usta. Kolejny raz wykazała się brakiem dojrzałości, nie mogłem tak na to patrzeć.

- Karmisz córkę mlekiem pełnym toksyn po tym gównie. Nie zachowuj się jak rozpieszczone dziecko. - Wyrwałem jej papierosa z ust i rzuciłem na trawnik.

- Nie mów mi co mam robić! - Krzyczała. - Nie jesteś moim ojcem!

- Ale mógłbym nim być! - Stanęła jak wryta po tych słowach i przeprowadziła dla mnie krótki wykład o życiu, który kończył się takimi słowami:

- Co chcesz jeszcze powiedzieć? Co, że jestem jak twoja córka, że jestem nieodpowiedzialna i głupia, bo dałam dupy kolesiowi przechodzącemu kryzys wieku średniego? Chcesz mi zarzucić nieodpowiedzialność? To wypieprzaj do swojej żonki i wyznaj jej prawdę, pokaż jak jesteś, kurwa, dojrzały! - Nic nie odpowiedziałem. Opuściłem głowę i odczekałem kilka chwil nim dopaliła papierosa.

 

Pożegnaliśmy się krótkim całusem gdy nasze czoła przylegały do siebie, następnie urwaliśmy spojrzenia. Szła szybkim krokiem w stronę klatki swojego bloku. Odczekałem moment, by przyjrzeć się kształtom w sukience z jednym guzikiem i luce odsłaniającej jej plecy.

 

***

 

Przysłuchując się opowieści córki o skomplikowanym egzaminie, gładziłem dłonią na zmianę łydki mojej małżonki, co jakiś czas popijając koniak. Mimo rodzinnej atmosfery nadal nie potrafiłem opędzić się od myśli o jędrnym tyłku i miętowych figach. Nawet cholerny koniak pachniał mi jej wiosennymi perfumami. Na białym stoliku leżały ciastka niedawno wyjęte z piekarnika i wydawało się, że nic nie będzie w stanie zakłócić panującej harmonii. Wtedy dźwięk przychodzącego SMS rozerwał płaszcz spokojności i oderwał moją dłoń ze zmęczonych łydek żony. Podniosłem telefon ze stolika, przegryzłem świeże ciasteczko i głęboko wciągnąłem powietrze oglądając zdjęcie mojej Tajemnicy w nowej bieliźnie z dopiskiem "Nie mogę się doczekać kiedy ją ze mnie zdejmiesz". Usłyszałem:

- Skarbie, kto do ciebie pisze o tej porze?

- Kochanka. - Powiedziałem z uśmiechem.

- Tato! - Krzyknęła córka. - Musisz zachowywać się jak gówniarz? - Moja żona podniosła głowę i obróciła ją delikatnie w moją stronę, mówiąc:

- Najbardziej kocham cię za twoje poczucie humoru.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
szybki_pisarz · dnia 29.06.2017 11:37 · Czytań: 199 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 3
Komentarze
Bellona dnia 01.07.2017 20:11 Ocena: Świetne!
Najbardziej kocham cię za twoje poczucie humoru.
szybki_pisarz dnia 03.07.2017 20:51
Niespodziewane wyznanie;)
Dziękuję:)
purpur dnia 11.07.2017 17:34
No kurcze.

Świetne.

Ciężko coś dodać "szybki", bo naprawdę napisałeś kompletny tekst.

Nie...

Nie będę się silić na jakieś pseudo mądrości, nic ode mnie nie usłyszysz, wybacz...

Świetny tekst :)!
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
25/07/2017 04:26
szalony tekst :) »
zbycho
24/07/2017 21:38
piękny tekst »
skroplami
24/07/2017 20:50
AJW chociaż wiem że ma być ajw :). Witaj wśród prozy. Masz… »
skroplami
24/07/2017 20:12
Przypadkiem. Nie pamiętam kiedy i gdzie czytałem tak dobry… »
skroplami
24/07/2017 20:01
Bajkowo marzenna miłość :). Dobrze, jest i niech taka… »
Toya
24/07/2017 16:45
Świetny, Alku, ale zgodzę się z puszczykiem. Za dużo tego.… »
Toya
24/07/2017 16:39
Nie porwał. Całość dość chaotyczna i przegadana. Męcząca… »
skroplami
24/07/2017 16:37
Takie spokojne a takie zaskakujące zakończenie :). No… »
skroplami
24/07/2017 15:46
Co do joty zgadzam się z JOLA S. :). S-f, thiller, horror… »
Autor
24/07/2017 15:39
Dziękuję Wiktorio. Miłego dnia :) »
wiktoria
24/07/2017 15:33
Autorze, bardzo dobrze doczytałeś, chodzi o agresję słowną,… »
Autor
24/07/2017 13:11
I to jest to, niby miniatura, a dużo akcji, wiele się… »
Autor
24/07/2017 12:57
No tak, najpierw należy wyjąć belkę ze swojego oka. W… »
Toya
24/07/2017 12:56
Robaczki, jak to robaczki. Są wszędzie. Haaa... :p »
wiktoria
24/07/2017 10:31
Autorze, nie widzisz jej, bo jej tu nie ma. Za to jest to,… »
ShoutBox
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 22:09
  • Tru. Ale niektórych słucha się pierońsko dobrze :)
  • Krzysztof Konrad
  • 24/07/2017 21:41
  • Mam taką teorię, że pisarze to kretacze i krasomowcy. Gadają dużo o niczym, ale sami nie wiedzą co i jak :
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:57
  • Rozumiem, nie znam niestety dobrych podręczników warsztatowych, chociaż Pinkera już mam kupionego i czeka na czytanie. Jest dużo takiej literatury po angielsku.
  • Maru
  • 24/07/2017 20:51
  • Uwaga, chwalę się! ^^ Lipcowy numer Histerii, a w nim moja "Sprawiedliwość"! :D
  • Krzysztof Konrad
  • 24/07/2017 20:38
  • Właśnie takie mnie nie interesują, gdyż nie mam kłopotów z motywacją. Jak chce to po prostu to robię. Ale byłoby miło dobrze wykonywać tę robotę.
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:37
  • Ale jeżeli ktoś lubi i potrzebuje takiego klimatu, to ksiazka spełnia swoje zadanie.
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:05
  • Krzysztof Konrad, "Będę pisarzem" Dorothei Brande jest całkiem całkiem, tylko trzeba wziac pod uwagę, że to jest poradnik czysto inspiratywny, motywujący. Nie ma tam za wiele o warsztacie.
Ostatnio widziani
Gości online:40
Najnowszy:muaser
Wspierają nas