Przekładne noce Roselle cz.1 - Krzysztof Konrad
Proza » Historie z dreszczykiem » Przekładne noce Roselle cz.1
A A A

I

     Zamykamy powieki. Z każdą nocą kończy się pewne przedstawienie i przemyka przez zakłamane twarze cień opadającej kurtyny. To samo dzieje się z publicznością – rodziną, szefem, współpracownikami, sąsiadem – wszystkim bez wyjątku kruszeją warstwy nieszczerych gestów i zachowań. Śpimy spokojnie, gdy nasze maski okazują się cienkie jak biblijne kartki. Lunatykujemy, bo pragniemy iść, gadamy we śnie, gdy chcemy dialogu. Mimo że za dnia chodziliśmy, mimo że rozmawialiśmy – to nie my.

 

     Matka nazwała mnie Roselle, choć kwieciste mam jedynie brwi. Mój facet twierdzi, że nie powinnam ich wyrywać, bo „zniknie z tego morza rozpuszczonego plastiku jedyny ślad krystalicznie czystego złota”. Ja twierdzę, że pomalowany na różowo czołg nie przestanie być czołgiem. Robert jest pisarzem i ma głowę do tworzenia efektownych i efektywnych wywodów. Poznałam go na spotkaniu autorskim, gdy jako debiutant sygnował swoim podpisem świeżo wydaną powieść. Wziął wtedy mój egzemplarz, spojrzał w oczy i pod autografem umieścił numer telefonu. Nie zadzwoniłabym, gdyby nie fakt, że zignorował zniecierpliwiony tłum ludzi tylko po to, by moje imię w dedykacji ozdobić piękną różą. Ukradłam tym osobom czas, a on skradł mi serce, lecz nie będzie to historia o pięknie rosnącej miłości, a zakalcu, którym się staje, gdy odkrywam prawdę. Ten pamiętnik powstaje w obawie o moje życie oraz z nutą obojętności co do odbiorcy, gdybym przestała gdzieś w trakcie oddychać.

 

     Każdego dnia, gdy wracam z apteki, Robert i sól rozpuszczona w misce ciepłej wody czekają na mnie przy dużym, dwuosobowym łóżku, w naszym wielkim i drogim domu. Podkłada pod spód ręcznik, żeby się nie przelało, a po moczeniu nóg masuje mi obolałe barki. Najbardziej kochałam w nim to, że pod każdym względem zajmowałam największą część jego świata. Gdybym zabiła człowieka, zapytałby, czy się przy tym nie skaleczyłam. Czy ja zrobiłabym to samo?

 

     Zmęczenie objawiało się u mnie w postaci czysto somatycznej. Przeważnie mam problemy z kręgosłupem, choć nigdy wcześniej nie przeszkadzało mi to podczas snu. Z czasem dolegliwość stawała się nie do wytrzymania nawet wieczorami, a później i nocami. Próbowaliśmy wszystkiego, łącznie z kręgarzem, który przyjeżdżał osobiście – bez skutku. Klepałam męża po umięśnionym ciele, gdy w środku nocy łapał mnie ostry, miażdżący ból. Spał jak suseł i nie obudziłyby go kościelne dzwony.

 

     Mimo elastycznej pracy, Rob często budził się niewyspany, miał podkrążone oczy i mówił przez sen. Tym, co łączyło jego problemy z gwarzeniem były imiona, które wymieniał cyklicznie. Co jakiś czas do swojej bazy danych osobowych dołączał nowe. Gdy się budziliśmy, nigdy nic nie pamiętał. Oprócz tego, wymawiał czasem któreś z nazwisk, prawdopodobnie tych ludzi. Początkowo podejrzewałam go o zdradę. Zwątpiłam, gdy w wypominkach pojawili się też mężczyźni. Przez jakiś czas wierzyłam, że chodzi o postaci z którejś powieści, ale uświadomiłam sobie, że w żadnej z nich one nie występują. Najczęściej jego mowa była niewyraźna i rozumiałam co nieco jedynie przez fakt, że dobrze się znaliśmy dzięki długiemu związkowi. Postanowiłam to sprawdzić, gdy którejś nocy wypowiedział bardzo wyraźnie: Walter Kutter. Przejrzałam wszystkie portale społecznościowe, na których Robert miał konta, obejrzałam wyciągi bankowe, historie przelewów i nic nie znalazłam. Spoglądałam w okienko przeglądarki internetowej, w którą wpisywałam imię tego faceta. Jest tam funkcja dopasowywania wyników wyszukiwania i jedynym co odnalazłam było ogłoszenie o zaginięciu, a później nekrolog Waltera Kuttera – mieszkańca Texasu. Ten stan znajduje się dwieście mil od naszego miasta.

 

     Mijały kolejne tygodnie. Bóle przestały doskwierać w cudowny sposób, dzięki czemu nie byłam zmuszona do wysłuchiwania jego jęków. Nasze życie toczyło się bez zarzutu, jednak którejś nocy zbudził mnie krzyk Roberta. Rano zapytałam, czy pamięta swój koszmar. O niczym nie wiedział. Postanowiłam po raz ostatni skorzystać z wyszukiwarki w tych celach. Wprowadziłam dane tego faceta, który doprowadził mojego męża do stanu z poprzedniej nocy. To był Jack Makowsky – Czech amerykańskiego pochodzenia. Zniknął dwa lata temu. Jego też znalazłam w nekrologu.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krzysztof Konrad · dnia 29.06.2017 11:43 · Czytań: 306 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
JOLA S. dnia 30.06.2017 11:15
Krzysztofie,
tekst jest niezłym zalążkiem:), ale na razie zbytnio mi się nie kojarzy z ziarenkiem szlachetnego kruszcu, za wcześnie by rozwijać na jego temat dyskusję. Na plus - widać, że próbujesz pisać prościej.
Czekam na dalszy ciąg.
Serdeczności :) :)
JOLA S.
Krzysztof Konrad dnia 30.06.2017 14:09
Rzeczywiście, to pewne wprowadzenie. Dopiero w trzecim rozdzialiku coś się dzieje. Mojej dziewczynie podoba się najbardziej ze wszystkich moim opowiadań, to wstawiłem - a co mi tam : D
Maru dnia 02.07.2017 12:43
Cóż można jeszcze rzec... Wincyj! :D
Krzysztof Konrad dnia 02.07.2017 13:11
Wincyj będzie, tylko czasu mało. Ostatnio, gdy piszę, nawet nie wnoszę poprawek. Otwieram laptopa, tworzę i publikuje. Wiem, że to grzech, ale mam masę roboty. Nie chcę z niczego rezygnować. W wolnym czasie czytam tutejszą twórczość, ale już na komentarz brak czasu. Tak obiecuję sobie, że tu zabiorę głos i tam, ale już od dawna mnie tu nie słychać pod niczyim tekstem. Pozdrawiam i dziękuję.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Infernus
24/09/2017 02:20
A może błąd leży po obu stronach... Napisałaś tekst… »
Silvus
24/09/2017 02:02
Zgodzę się. Jednak idąc podobnym tokiem rozumowania można… »
GreenTeaFan
24/09/2017 00:05
Zacznę od wyjątkowo ważnej dla Ciebie sprawy interpunkcji.… »
Infernus
24/09/2017 00:05
Przez chwilę poczułem się pijany :) napisałeś luźno i… »
Miladora
23/09/2017 23:51
Cała przyjemność po mojej stronie, Kamysiu. :) Uściski.… »
Miladora
23/09/2017 23:48
Niezła opowieść, Hope. I brzmi tak prawdziwie, że zrobiło… »
Esy Floresy
23/09/2017 23:38
Purpur, rzadko bywam w prozie, żeby nie powiedzieć, że… »
Tomasz Kucina
23/09/2017 23:38
Dziękuję, wielka motywacja, asumpt do pracy. Najbardziej… »
kamyczek
23/09/2017 23:04
- ok, Ty tu rządzisz. - jesteś moim niedoścignionym wzorem,… »
Miladora
23/09/2017 23:02
Pomysłowy tytuł z pralką i włoską flagą, a pod nim… »
Miladora
23/09/2017 22:41
Też się nad tym zastanawiałam. :) I trochę mi zeszło,… »
JOLA S.
23/09/2017 22:12
Drogi skroplami, dziękuję za ten mam nadzieję nie ostatni,… »
Miladora
23/09/2017 22:09
Bo lepiej brzmiałoby - stado kawek, które wciąż drą się,… »
Miladora
23/09/2017 22:02
Dziękuję, Tetu - miło Cię zobaczyć ponownie pod wierszem.… »
Miladora
23/09/2017 21:58
Bo byłam jeszcze wtedy piękna i młoda, Lil. ;))) Dzięki,… »
ShoutBox
  • Infernus
  • 24/09/2017 01:52
  • Dzięki Silvus, wzajemnie...
  • Silvus
  • 24/09/2017 01:50
  • Dobrej nocy wam obojgu. I wszystkim pozostałym!
  • Infernus
  • 24/09/2017 01:48
  • No mi jakoś ciężko nawiązać kontakt z użytkownikami, ale... zatem dobranoc :)
  • introwerka
  • 24/09/2017 01:29
  • Oo, strepsils też dobry ;p To cieszę się bardzo, że tak to odbierasz, i tak trzymaj! :) Na dobranoc dla wszystkich nie mogących się zaaklimatyzować: [link] :)
  • Infernus
  • 24/09/2017 01:24
  • Cholineks nein, to z niemiecka, strepsils - ja :) chamstwo można wyczuć od razu, ale póki co nie spotkałem się z tym... opinie jak najbardziej okazały się przydatne...
  • introwerka
  • 24/09/2017 01:22
  • Dzięki serdeczne, Silve. Już mi trochę lepiej.
  • Silvus
  • 24/09/2017 01:16
  • @Werko, zdrowia.
  • introwerka
  • 24/09/2017 01:00
  • życie :) Warto tak potraktować nawet najbardziej "upierdliwą" w naszym odczuciu krytykę, tzn. uczyć się z niej, o ile oczywiście nie przekracza granic chamstwa itp. ;)
  • introwerka
  • 24/09/2017 00:56
  • Dzięki - właśnie się kuruję cholineksem :) Ale serio, myślę, że coś może być w metaforze zimnego prysznicu, czy, powiedzmy, z angielska, takiego showeru, deszczyku, który schładza upał, ale też niesie
  • Infernus
  • 24/09/2017 00:49
  • Miód i ciepła kołdra Ci zostaje :) po pierwszej publikacji pomyslalem, że wszedłem pod zimny... sory już nie przypominam :)
Ostatnio widziani
Gości online:35
Najnowszy:Marquettese4
Wspierają nas