Opętanie - jeden
Proza » Miniatura » Opętanie
A A A

Świta, jest pierwszy dzień nowego roku, rok pierwszy, jedziemy w podróż, uprawialiśmy miłość pierwszy raz od dawna, cieszyłam się delikatnością męża, on teraz śpi, a ja jestem sama, pierwszy raz doświadczam strachu bycia w pociągu. Nie mogę wysiąść i nie wiem, nie pamiętam gdzie kończy się podróż.
Wstając z łóżka, widzę wszystkie symptomy lęku, wargi mi spuchły, trudności z oddychaniem, drżenie rąk.
Na prawie wszystkich ścianach wiszą lustra - nie mogę uciec przed własnym odbiciem. Widzę siebie jak piję, widzę jego jak śpi, jak ubieram się i rozbieram, jak wkładam palce do majtek i jak te majtki później zdejmuję; pierwszą przeklętą rzeczą na jaką pada mój wzrok gdy się budzę jestem ja sama. Kiedy nagle olśniła mnie myśl, jak łatwo mogłabym od tego uciec - wystarczy wyskoczyć przez okno jadącego pociągu.
Odpalasz zapałkę, zapalasz papierosa, dotykasz ognia, już nie przeszywa cię ból. Wyglądasz nieśmiało przez okno, rzeki krwi pienią się pod mostami. Rozwierasz okno, ale wiesz dobrze, że się przez nie nie zmieścisz, on twardo śpi, uśmiech ma miękki, chcesz uciec, ale nie możesz, widzisz siebie jako rozkawałkowane ciałko, strzęp, łachman rozsądku - boisz się i zawracasz.
*
Gdy to się stało on milczał, znużone, zbolałe milczenie. Może trochę zbladł tak, że kości stały się zbyt widoczne. Niemota go rozdymała od wewnątrz, a potem nawiedziły ich tępe rezygnacje, czas który bardziej kaleczył niż leczył, wszechobecne, ciągłe orgie kłamstw. Rozpierała ich cicha wściekłość, gorącość jakaś, której nie mogli wytłumaczyć. Dziecko przeciwko dziecku, anioł przeciwko aniołowi, a oni splatali się wtedy ciasno mokrzy od potu, zniszczeni gorącą nocą i pożądaniem. Dziecko zabija dziecko? Kto o czymś takim słyszał? O czymś tak potwornym? Włosy jej spływały na ramiona i piersi, powoli splatał tworzywo snu wolne od powiązań z tym co było wcześniej, gdy ona nagle wydała z siebie krzyk. Wstrząsający sens. Łóżeczko rozgorzałe czerwienią, młodsze - dziewczynka ma niebieskie oczy, które teraz stały się żółte a jej włosy zdają się być rudawe chociaż są jasne. Starsze - chłopiec nie wie co się dzieje i scyzoryk, i patrzy niewinne z oczami jak ziarenka pieprzu. Dotknęła ją ustami, całowała nieprzytomnie swoje dziecko, a on zabrał chłopca i zadzwonił, gdzie? Nie wie. Ale pamięta, że policzki dziewczynki błyszczały bielą jak kość w zimowym słońcu. A ona sama zabłyszczała od łez, lśniąca i napięta od krzyku. A łzy nie chciały cieknąć, obsychały w połowie drogi, na środku policzka. Ciało spływa łzą. Kości spływają łzą. Ja cała spływam płaczem. To ja płaczę! To ja opowiadam! To ja jestem tym co było, w swym ściszeniu, w powściągliwości, tamtego dnia deszcz miał słonawy smak krwi - jakby spadał z jakiegoś innego nieba. To i to ciągłe dreptanie w miejscu jak dwunogi szczeniak.
Chłopca oddaliśmy do mojej siostry, nie rozumiał niczego, a może miał jakieś przebłyski swojej zbrodni? Nie wiem, nie chcieliśmy o tym myśleć, czuliśmy tylko sztywność gniewu. To miała być historia przejściowa. Dla poradzenia sobie ze wszystkim, z prozaicznymi rzeczami, z wyrzuceniem rzeczy po Klaudii, z pogrzebem, z żałobą, sama nie wiem z czym jeszcze. Otoczeniem, omotaniem śmierci, zrobieniem z niej kłębka lekkiej waty.
*
Kochasz ją, jest taka silna i taka delikatna. Chcę byś wybiegł w przyszłość, przenieś się o miesiąc do przodu. Jedziecie pociągiem, widzisz dobrze, prawda? Udajesz, że śpisz, wcześniej pierwszy raz od dawna kochaliście się, była uległa, wspaniale uległa i kochana, już nie zimna jak mur. Widzisz jak ona wstaje z łóżka, otwiera okno, wyobrażasz sobie jej przerażony wzrok jak zamkniętego zwierzęcia w klatce. Chcesz jej pomóc, ale teraz zasypiasz naprawdę.
*
Praca żałoby, dom, pensjonat na uboczu, mieliśmy być sami, sami, sami, tylko sami. A jednak, obok nas jest drugi domek. Rodzina, taka z córką i synem, nie wiem czy to dobrze dla niej, to na pewno nie dobrze, to nie pomaga w takich sytuacjach, " w t a k i c h  s y t u a c j a c h ", nie ma takich sytuacji nigdzie indziej. Takie sytuacje nie zostały nigdy przepracowane.
*
Żar słońca, gęste żółte męczące przez mgłę słońce, płomienna nieznośna żółtość. I wszędzie rozfalowana zieleń drzew, aż się zbiera na mdłości.
Rozbieram się, idę długo, wzdłuż ścieżki, na porannym zimnie dostaję gęsiej skórki, brodawki mi twardnieją. Widzę strumień który mijaliśmy w podróży, w lodowatym, ale przyjemnym strumieniu kąpię się, siadam w wodzie, myje włosy i twarz, ramiona, myję się pod pachami i między palcami stóp, jestem dzikuską, szoruję uda piaskiem i smołą, tak - czuję smołę, nacieram piaskiem skórę między nogami. Jak ja kocham zapach smoły, jak kwiaty których jeszcze nie poznałam, jak śmierć. Widzisz anioła, anioł jest biały i nie ma pępka, może nawet blady jak kość, odczuwasz spokój który ma cechy halucynacji. To męski anioł, bo widzisz jak na twój widok ogarnia go pożądanie. Słyszysz podszepty samego Boga, czujesz pragnienie spłodzenia, chcesz mieć w sobie embrionalny płomyk, czujesz spazm słabości, ale jednocześnie pamiętasz ten głód i napierasz na niego swoim uściskiem. Anioł odwzajemnia twoje pragnienia, wyciąga ku tobie duszące białe palce, które chcą cię kochać, napiera na ciebie i kochacie się pod taflą strumienia. Obejmujesz go mocno, on cię mocno obejmuje. Tulisz się do niego. Dotyka twoich piersi, chwyta za plecy i biodra. Całujesz go w policzki, szyję, brodę.
Białymi zębami wgryzasz się w jego obojczyk. Wtedy on wynurza się, a ty czujesz się spełniona, i widzisz, że ten anioł ma twarz twojego syna. Wszystko się zmieniło, trzymasz go w ramionach, wciągasz w głąb strumienia, kładziesz się na jego plecach i chwytasz za kamień, on broni się, rzuca, pije wodę, usiłuje cię uderzyć, ale nie może już wynurzyć głowy, aby zaczerpnąć powietrza. Czerwień, wszędzie czerwień. Po kilku sekundach, kilku długich sekundach, przestaje się ruszać. Ty jeszcze przez chwilę przytrzymujesz go pod wodą, jesteś znużona i drżąca, ale jednocześnie spokojna odpoczywasz na nim. Upewniona, że już się nie rusza puszczasz go i odwracasz. Biegniesz, nieprzytomnie, kalecząc sobie nogi o kamienie. Zapomniałaś umyć dłonie z krwi, wycierasz je o liście paproci.

*
Wróciłam do sypialni. Prawa ręka drżała mi jeszcze, w uszach dzwoniło. Wysypałam z fiolki na dłoń ostatnią pigułkę na uspokojenie, ale ponieważ drżenie ręki, to pigułka spadła gdzieś daleko i potoczyła się w otchłań, pod jakiś mebel. Jego nie było, wzięłam długi prysznic. Wymyć to, odmyć wszystko pachnącym żelem, spłukać barwną nagrodę grzechu i rozkoszy. Plujesz, plujesz litrami śliny i nie możesz wypluć ostrego jej smaku na końcu języka.

*
Imaginacyjnie, intuicyjnie kierujesz się chwiejnymi krokami, ale mocno i uparcie, do przyjemność, ku przyjemności! - woła genialna nieświadomość. Biegniesz, bo widziałeś ją, jak sama udawała się na spacer po lesie, młoda, coś cię opętało, twojej żony nie ma, wstałeś po niej.
Wyczerpujący bieg wywołał u ciebie gorączkę, chłód, dreszcz wpełza między koszule a łopatki ,twoje ubranie jest mokre od potu, boisz się, że zemdlejesz, twoje przerażone serce bije coraz szybciej, nie możesz oddychać, na trzy zemdlejesz, jedna sekunda nieskończonego odpoczynku, druga, trzecia, stop.
Dzikość w pożądaniu jej. Odwieczne tęsknoty. Dziewczyna mocna i pełna słabości, krew w niej gra. Kipiąca zdrowiem i grzechem, trądzik i małe wągry - oznaki gorącej krwi. Bujność i świeżość prawie dojrzałego owocu.
Objąłem ją od tyłu i chwyciłem za piersi. Zsunęła z siebie niebieską krótką spódnicę i majtki. Oszalała chciwością użycia odwróciła się i rozpięła mi spodnie, pchnęła na trawę, upadłem na wznak. Poczułem pragnienie, pragnienie do niej, do przyrody, do drzew, do ziemi. Szeroko rozsunęła nogi i usiadła na mnie. Wypranie z przyjemności, wypranie z grzechu. Potem roześmiała się : " czoło masz mokre od potu i nos też, ale podoba mi się, że się na mnie patrzysz, tak bardzo mi się to podoba. Leż spokojnie, leż, ale pieść mnie, posiedzę tak i zobaczymy co z tego wyniknie."
Uśmiechnęła się do mnie trochę krzywo, bo taki już miała uśmiech, ale oczy niebieskie i sukienka niebieska, siedziała pochylona, a ja przyglądałem się jej piersiom, nieśmiałym, ale niepojętnie pięknym i jędrnym z dużymi, napuchniętymi brodawkami, odgarnęła nierozczesane poranne złotonośne włosy, aby móc patrzeć na mnie bez żadnych przeszkód. A wtedy zobaczył na jej twarzy twarz anioła. Wcześnie jest - powiedziała - ale musisz iść, zaczyna padać, robi się chłodno, musisz już iść, oprócz mnie i mojego brata, nikt jeszcze się nie obudził.
Westchnęła, usłyszałeś ten lekko świszczący, intymny wydech, dostrzegłeś unoszenie się i opadanie drobnych piersi. W oddechu tym było coś podniecającego - leżeliście obok siebie spleceni nagością, ale jednocześnie niepokojącego - jakby to było muśnięcie z tamtego świata, albo tchnienie przedśmiertne. W śmierci jest pełno spokoju, jednak jej twarz nie była jak śmierć. Była przerażona tym co jej zrobiłeś.
Anioł, zobaczyłeś anioła, zbezcześciłeś anioła. Czy anioł nie ma płci? Jaki jest anioł? Jest biały. Więc może ona jest dzieckiem? Tak, teraz już wiesz, jesteś pewny, tak, to dziecko, to nie anioł, teraz widzisz to dokładnie, dziecko nie jest niewinne, ono pożąda, ale zwyczajnie nie ma apetytu, nie ma możliwości, technicznej możliwości popełnienia zbrodni i grzechu. A ty jej możliwość dałeś. Niebieskie oczy, żółte włosy. Nie widzisz analogii? Nie widzisz grzechu?
Znów bieg, wypocić swój grzech, chcesz zniszczyć, unicestwić, zamienić się w parę.

*
Wiatr zmieniał kierunek i niósł ciężki zapach. Słońce już niemal zaszło. Przechodzą przez barierkę i rzucają się do wody, wpadają w nią i uderza ich twarda jej powierzchnia. Uderza was kamień, uderza was śmierć, lecz czy śmierć was odmieni? Ona tylko wprowadzi spokój, odmieni atmosferę. Wynurzcie się! No już, nie udawajcie! Przecież pływacie wyśmienicie! Nie grajcie w teatrzyku dla lalek, czemu nie słuchacie? Posłuchajcie!
Rankiem śpiący i śpiąca znaleźli ukojenie na dnie rzeki. Płyńcie krwistą, pieniącą się rzeką przez wiele dni, kierujcie się do morza, chcecie się zbudzić, uwolnić, tak, ja to wszystko dobrze wiem, ale już za późno, to niemożliwe.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
jeden · dnia 03.07.2017 09:32 · Czytań: 183 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
puszczyk dnia 07.07.2017 08:13
W miarę obiektywne ocenianie innych przychodzi mi z wielkim trudem. Czy to w poezji, czy w prozie. Jako rasowy egocentryk, mam kłopot z uznaniem faktu, że ktoś to może zrobić dobrze lub lepiej ode mnie. Niemniej posiłkował się będę po prostu własnymi oczekiwaniami i gustami odnośnie literatury.
"Opętanie" przeczytałem. Nie powiem, że z przyjemnością, a to pierwsze, moje kryterium. Siąść, czytać i to czytanie mam mi sprawić radość. Rozumiem co czytam i czekam z niecierpliwością "co dalej?". Tu mam nieodparte skojarzenia z Apokalipsą św. Jana. Krew, jakieś mordy i przyprawione to wszystko seksem. O co chodzi?
Może gdybym przeczytał jeszcze ze dwa razy załapałbym ideę, ale nie mam kompletnie ochoty tego robić! No to gdzie tu przyjemność?
Nie wiem, może tekst jest formą autoterapii, zrzuceniem z siebie koszmarów, jakiejś traumy?
Może miał być mądry i oryginalny? Taka wiwisekcja ludzkiej psychiki we freudowskim stylu?
Ja po prostu nie lubię tego typu literatury.
Na plus warsztat i staranność zapisu.
jeden dnia 09.07.2017 10:14
puszczyk
Po co by była literatura gdyby nie przyjemność płynąca z czytania? Byłaby zwyczajnym komputerowym gromadzeniem danych, to w niej i reakcjach naszej psychiki na nią, możemy jeszcze odkrywać jakieś cząstki czegoś "wielkiego", jakieś namacalne strzępki (być może) duszy.
Przyznam, że trochę się pogubiłem, bo z jednej strony z przyjemnością, a z drugiej już nie. Ale rozumiem, że temat Ci nie podszedł. Czy tekst miał być mądry i oryginalny? Czy Freud? Czy Apokalipsa? Nie wiem, być może. Ale na pewno chodziło mi o to co tragedia, taka jak śmierć dziecka może zrobić z ludzką psychiką. Jak wyrzuty sumienia mogą wprowadzić w stan opętania umysłu i ciała.
Dzięki za zajrzenie i komentarz.
Pozdrawiam
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mr.odysseus
26/07/2017 01:12
Jedną z żelaznych zasad klasycznych haiku jest brak… »
wiktoria
25/07/2017 23:50
Domofonie, nie wiem czy teraz też ucieszysz się z mojego… »
wiktoria
25/07/2017 23:26
Powiem Ci szczerze Carvedilol, że nie lubię tego typu… »
Toya
25/07/2017 22:49
kamyczku - dobrze odczytałaś. Podmiot ciągle ma wątpliwości… »
chawendyk
25/07/2017 22:35
a inspirowałeś się Closterkeller z 1996 roku? o link… »
kamyczek
25/07/2017 22:34
I odpuść (...) jako i my odpuszczamy... Tytuł skojarzył mi… »
szybki_pisarz
25/07/2017 20:52
Dzięki serdeczne za dobre słowo Purpurze;) »
Pmm
25/07/2017 20:14
Dziękuję wiktoria. Samo życie, dlatego to życie na czasie i… »
Niczyja
25/07/2017 20:03
skroplami, Piękny komentarz:) Tak, życzmy im tego... :)»
wiktoria
25/07/2017 18:37
Kolejny dziś wiersz z motywem śmierci, który czytam. Czyżby… »
wiktoria
25/07/2017 18:06
Alos, ładne obrazy i metaforyka wiersza. Klimat dość ciężki,… »
chawendyk
25/07/2017 17:58
To takie też tu można ???:):):) zaraz się biorę do roboty.… »
zigfi
25/07/2017 16:21
Dziękuję Niczyja :) »
chawendyk
25/07/2017 15:27
Przecież nie ślęczę tak 24h na dobę. Po prostu są czynności… »
Toya
25/07/2017 14:46
No i pięknie. Pozbyłabym się tylko kilku zaimków i… »
ShoutBox
  • chawendyk
  • 25/07/2017 21:53
  • wiecie co...ten portal jest fajniejszy od FB:)
  • Toya
  • 25/07/2017 15:54
  • Myślę, ale nie lubię kiedy jest mi mokro :(
  • pociengiel
  • 25/07/2017 15:35
  • Blisko mnie są wsie / jeszcze niewymarłe / miejscowości, gdzie się dowozi pitną wodę.
  • pociengiel
  • 25/07/2017 15:34
  • Pomyśl, generalnie od kilku lat jeszt susza, poziom wód gruntowych się obniżył. W niektórych rejonach podgórskich niebezpiecznie.
  • Toya
  • 25/07/2017 15:12
  • Woda. Nie ziemia.
  • Toya
  • 25/07/2017 15:11
  • U mnie już nie chłonie. Rozbryzguje się po kolana. Ech:(
  • pociengiel
  • 25/07/2017 14:55
  • u pocięgielka deszczyk ziemia chłonie wodę jak przedwojenny czytelnik *Trędowatą*
  • Toya
  • 25/07/2017 14:41
  • Dzień dobry. Jak to dobrze, że nie jestem pisarzem ;)
  • chawendyk
  • 25/07/2017 14:36
  • Krętacze i krasomówcy lub boją się wypalić z grubej rury bo by mogło albo kogoś mocno zaboleć, albo ktoś mocno by się obraził /np pracodawca lub mecenas/ lub znają moc i wagę swojego słowa...
Ostatnio widziani
Gości online:42
Najnowszy:certyferda
Wspierają nas