Nieznośna ciężkość pobytu - Carvedilol
Proza » Inne » Nieznośna ciężkość pobytu
A A A

 

Nieznośna ciężkość pobytu
 
 
 Na początku był tylko chaos. Biliardy niesfornych atomów powoli formowały się w coś, co można było określić mianem bytu. I to bytu, nazywanego wzniośle, homo sapiens. Gigantyczny huk rozszczepiał się powoli, na kolejne, osobne fale dźwiękowe. Byt wyłowił w końcu wibrującą ścieżkę, skierowaną wprost do niego.
- Panie Antoni! Panie Antoni, budzimy się! - wrzasnął babsztyl w pielęgniarskim fartuchu, tuż nad uchem powracającego z oddali bytu, leżącego na noszach, w kącie Centralnej Izby Przyjęć. - Ile można tak chrapać, otwieraj pan oczy!
 Antoni ani myślał poddać się cudzej woli. A zwłaszcza jakiejś wrzeszczącej baby. Odczekał, aż pielęgniarka oddaliła się, by udzielić pomocy innemu bytowi i dopiero wtedy postanowił podjąć nadludzki wysiłek - unieść w górę, te dwie ołowiane kotary, przesłaniające oczy. Powieki drgały chwilę nerwowo, ale w końcu człowiek zwyciężył. Zwycięstwo było krótkie i bolesne. Miliardy fotonów dopadły siatkówek i mknąc synapsami, wpiły się w ośrodek wzroku, w płacie potylicznym. "To jeszcze za wcześnie na przebudzenie, świat nie jest gotowy przyjąć mnie w tej chwili" - pomyślał filozoficznie byt i spróbował wrócić do błogiego chaosu. Ewolucja jednak nie zna kierunku wstecznego. Sen nie nadchodził. Piekielny ból głowy i mieszanina wrzasków, jęków i stukotu, skutecznie przywróciła bytowi realne istnienie. Antoni, po dłuższej walce, zdołał przyzwyczaić oczy do otaczającego światła i delikatnie ruszając głową, zarejestrował szczegóły otoczenia. Jeden gips, jakaś astma, dwa "niewiadomoco" i jeden histeryk. A pomiędzy nimi, uwijający się w chałatach lekarze, i pielęgniarki w różnokolorowych wdziankach. Do tego, jedna załoga karetki, w swoich oczogryzących kamizelach, oraz stale pojawiający się i wypraszani, członkowie rodzin, innych poszkodowanych bytów. Ten nieustanny, wejściowo-wyjściowy ruch, sprawiał wrażenie, że izbowe drzwi są obrotowe.
 
 Antoni spróbował się podnieść, ale nawet uchwycenie oburącz barierki i mocne napięcie mięśni, pozwoliło jedynie na przetoczenie się z lewa na prawo. Skutkiem tego, Antoni, przez uchylone do łazienki drzwi, zauważył kolejny izbowy byt. Dziewczę, jakieś piętnastoletnie, z rozmazanym od płaczu tuszem do rzęs, siedziało na wózku przy umywalce. Nad nim stał Cerber, w postaci korpulentnej pielęgniarki i wydawał krótkie, kategoryczne rozkazy. "Pij! Szybko, duże łyki! Pij, pij! Lepsze to, niż rurka do żołądka! A na drugi raz się zastanowisz, zanim łykniesz tabletki. Nie warto dla żadnego chłopaka. A teraz cierp, wyrzuć to z siebie, pij i rzygaj! Od razu zmądrzejesz!".
 Dziewczę łykało, aż miło. W pewnym momencie gwałtownie rozdęty żołądek, w ekspresowym tempie odesłał do umywalki sporą ilość wody z kwasem, zabarwionej na czarno węglem. Antoni poczuł regurgitację, a Cerber, jakby miał oczy z tyłu głowy, podetknął mu blaszaną nerkę. "Zuch dziewczyna – wyraziła uznanie pielęgniarka – Doktooooorze! Są resztki tabletek! Całkiem spoooooro! Doktoooorze, obejdzie się bez rury!"
 Po tej krótkiej akcji, zuch-dziewczyna spoczęła obok Antoniego. Ten zaś, kiedy przestano się nimi zajmować, przeprowadził z sąsiadką własny wywiad.
- Czyyyym się tru..ułaś? - wybełkotał pytanie.
 Sąsiedni byt spojrzał z ukosa, odsuwając ze wstrętem głowę, ale na ponowione pytanie, odparł:
- Rutinoscorbin, No-Spa i Flegamina.
- He, he, he... - wychrypiał Antoni - to żeś się, cho..cho..le..ra, mało nie prze…jechała, he, he. Dziecko, tym to nawet nie… nie… niemowlaka nie o… o…otrujesz - podzielił się swoim doświadczeniem.
- A co ty myślisz dziadu, że ja mam aptekę w domu?! Wzięłam co było, capie! – dodało dziewczę, obrzucając interlokutora jeszcze paroma niewybrednymi epitetami.
- No, no – uniósł się honorem Antoni – trochę.. sza.. sza..cunku.. dla starszych. Góóó…wniaro!
 I tak na wzajemnych wyzwiskach, dialog tych dwóch bytów, ostatecznie zakończył się.
 
 Antoni powoli zaczynał odbierać coraz więcej sygnałów z otaczającego środowiska. W pewnym momencie zorientował się, że coś jest nie tak jak powinno.
- Ożesz… - wrzasnął – to jest cham..stwo!
 Już po raz ósmy w tym roku znalazł się w tym miejscu, ale po raz pierwszy spotkał go taki afront. Zawsze, kiedy się wybudzał, miał elegancko załadowany cewnik i mocz kulturalnie spływał do zawieszonego worka, nie budząc ani właściciela pęcherza, ani nie zmieniając, i tak gęstej atmosfery, tego niewielkiego pomieszczenia. A dziś ktoś nie wypełnił należycie swoich obowiązków. Dżinsy w kroczu były jak wykrochmalone, od zaschniętej już uryny i nieprzyjemnie kleiły sie do ciała. Na szczęście dla właściciela, nie wszystkie zmysły wracały z chaosu równocześnie, a węch zazwyczaj należał do tych najbardziej ospałych.
- To ja, tyle… lat.. płaciłem skł..adki…żeby mnie teraz… traktować… jak wieprza! – wydzierał się byt, pomijając fakt, że przepracował może osiem lat, a od dwudziestu dorabiał tylko „na czarno” – to taka… tu… tu… jest… opieka! Ska… ka… kandal!...
 Pielęgniarka z salową starały się go uciszyć, ale izbowy Armagedon, był w dniu dzisiejszym zdecydowanie ponadprzeciętny i losy takich bytów jak Antoni, schodziły na dalszy plan.
 W końcu wielki, brodaty ortopeda podszedł do Antoniego i powiedział podniesionym głosem:
- Panie, ludzie tutaj mają naprawdę poważne problemy, bądź pan człowiekiem i siedź chwilę cicho! – a kiedy to nie poskutkowało, nachylił się nad niechcianym bytem, i ciszej, lecz ostro, dodał:
- Zamknij pan ryja!
 Antoni, przyzwyczajony do takiej formy konwersacji, wyciągnął otwarte, drżące dłonie i wybełkotał:
- Tak… jest, szefie… przepraszam – czknął jeszcze i potulnie wrócił do fazy wegetacji, w pozycji płodowej.
 
 Stopniowo, byt zwany Antonim, zaczął ewoluować; w pierwotnej masie białych i szarych komórek, zwanych mózgowiem, wykiełkowała empatia. „Ech, biedni ci lekarze i pielęgniarki. Ciągły ruch, wieczne pretensje, wszyscy ci chorzy naraz, i jeszcze mnie muszą tu znosić. Przecież ja zdrowy jak byk jestem, podrzemię chwilę i nie będę im dokładał pracy. Ta Centralna Izba Przyjęć, to efekt tej całej reformy, co to SOR-y miały być w każdym szpitalu. Jak to zwykle, w tym zafajdanym kraju, wszystko od niewłaściwego końca się zaczyna, początek jest od tyłu. Najpierw wprowadzili reformę na papierze, a potem w praktyce sprawdzają jak to będzie działać. I zanim znaleźli personel, lokum i sprzęt, to zamiast SOR-u, to tylko „sorry” powstało; wcisnęli wszystkie wcześniejsze, oddzielne izby, w jedną, wywiesili tablicę „Centralna Izba Przyjęć” i niech się inni martwią, co się z tego wykluje. Na papierze cymes.” – filozofował w myślach, rozwijający się byt, ale w pewnym momencie zdarzyła się kolejna tragedia. W kieszeni zabrudzonej koszuli, nie znalazł takiej ilości brzęczących przyjaciół, jakiej się spodziewał.
- Cholera… jasna… - wydusił – znowuście mnie…okradli, haloooo…
- Co tam, panie Antoni, wstajemy? – zmaterializowała się przy nim, śmierdząca papierosami, chuda salowa.
- Pięć… dziesiąt groszy… mi oddajcie… - wychrypiał pretensję Antoni.
- Oj, panie Antoni – pogroziła mu palcem – już pan zapomniał jak było ostatnim razem?
 Byt skupił się, coś niejasno zaczynało mu świtać, aż w końcu przypomniał sobie pobyt sprzed dwóch tygodni. Wtedy, po długim śnie, gdy zbierał się do ewakuacji, zorientował się, że jego obuwie w połowie jest niekompletne, a przecież dokładnie pamiętał dwa adidasy tkwiące na stopach, kiedy leżąc na wznak, na ławce w parku, transformował powoli ciało w niebyt. Niestety, nirwana okazała się krótkotrwała, a w trakcie powrotu zdematerializował się lewy but. Po wielce krzykliwej i bełkotliwej awanturze, wskórał tylko tyle, że dostał przyspieszony, darmowy transport, w asyście niebieskich bytów mundurowych. Dlatego też, opamiętał się teraz i wspaniałomyślnie zrezygnował z przysługujących mu roszczeń. Byt miał gest, niech inni sobie nie myślą.
 
 Po pewnym czasie, leżący odłogiem Antoni, wzbudził większe zainteresowanie personelu.
- Ile on tu już leży? – dotarło do niego. – Ze trzy godziny będzie - odpowiedział żeński głos, pozbawiony emocji. Resztę dialogu zagłuszył wrzask jakiegoś małego, izbowego bytu, z klitki obok.
 Sześćdziesiąt cztery sekundy później, Antoni poczuł najpierw klepnięcie, potem szarpnięcie i gdy otwierał oczy, usłyszał pytanie retoryczne:
- Czyż nie nadszedł czas, na ostatnią kroplówkę wzmacniającą, panie Antoni?
 Doświadczenie, zdobyte w czasie wielu poprzednich izbowych wcieleń, mówiło Antoniemu jasno, jaka jest prawdziwa przesłanka „ostatniej kroplówki”. Potulnie zgodził się na podłączenie soli fizjologicznej z furosemidem, silnym lekiem moczopędnym, ale kiedy tylko Cerber oddalił się, zaczął przygotowania do ucieczki. „Ostatnia kroplówka” była czytelną zapowiedzią, że właśnie wezwano niebieską taksówkę, ale żeby byt nie zdezerterował, podłączano mu cokolwiek, byle wenflon tkwił w żyle i utrzymywał osobnika w jednym miejscu. Do czasu, kiedy pacjent zostanie odebrany przez funkcjonariuszy. „O, co to, to nie, niedoczekanie wasze” – wykrystalizował myśl byt – „ani ja chory, ani przestępca”.
 Spod półprzymkniętych powiek obserwował otoczenie i w dogodnym momencie, kiedy na izbie pojawiła się kolejna załoga karetki, złapał kroplówkę i korzystając z zamieszania, wyszedł z izby. Wykorzystując chwilę prywatności, w toalecie w korytarzu, pozbył się wenflonu, następnie ucisnął chwilę krwawiące miejsce, choć zdawał sobie sprawę, że i tak sina pamiątka pobytu, pozostanie w zgięciu łokcia.
 
 Idąc powoli, wyszedł z budynku, następnie, nie zaczepiany przez nikogo, udał się do przyszpitalnego parku.
 Po drodze wyłuskał trzy złote dwadzieścia groszy, co pozwoliło mu zaopatrzyć się w pobliskim sklepiku, w klucz do transformacji, w postaci płynnego chmielu.
 Biorąc pod uwagę porę roku, mógł śmiało nie martwić się zapadającym zmierzchem. To nie zima, czy jesień, tylko piękny czerwiec. Może nawet do rana spoczywać na łonie natury i mieć nadzieję, że nikt nie powtórzy akcji ratowniczej sprzed paru godzin. Nie wiedział, kto dziś zadzwonił po służby i wcale go to nie interesowało. Kiedyś, przed erą telefonów komórkowych, zdarzało się to zdecydowanie rzadziej - jakieś różańcowe mohery, czy niespełnione, dobrotliwe dusze litowały się nad podobnymi mu bytami, a teraz byle smarkacz ma smartfona i chcąc spełnić dobry uczynek, albo po prostu zrobić użytek ze swojego gadżetu, od razu dzwoni na 112. Ech, technologia.
 W czasie gdy mróz mógł wprowadzić byt w permanentny niebyt, takie zachowanie było jak najbardziej pożądane, ale aktualnie nie było potrzeby, by fatygować życzliwych ludzi i wykorzystywać ich miłosierdzie. Antoni nie należał do osób, które żerują na bliźnich i wystawiają niepotrzebnie na próbę. Dlatego znalazł odpowiednie miejsce pod drzewem, za mocno rozrośniętymi krzakami, gdzie byle przypadkowy spacerowicz nie zaglądnie. Otworzył butelkę i spoglądając na mury pobliskiego szpitala, zamyślił się. Ludzie tylko chorują, cierpią, biegają za milionem potrzeb, pracują, żeby zarobić i zobaczyć, że inni i tak mają lepiej, więc pracują jeszcze więcej. A przecież świat jest taki piękny, szczęścia nie znajdziesz w biegu. Trzeba się zatrzymać, podumać, podelektować tym życiem, a kiedy staje się zbyt trudne, znaleźć wytrych do lepszego świata. Wlewając w siebie klucz do jego bram, Antoni powoli oddalał się wszystkimi zmysłami od tego materialnego padołu i przenosił do swojego upragnionego niebytu. Bilardy niesfornych atomów dematerializowały się. Znowu był tylko chaos.
 
 
 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Carvedilol · dnia 04.07.2017 09:28 · Czytań: 311 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 2
Komentarze
JOLA S. dnia 04.07.2017 12:43 Ocena: Bardzo dobre
Dobry tekst, mnie się podoba, bardzo. Widzę, że Carve nam dojrzewasz. Brawo! Widać progres, jeśli chodzi o komunikatywność przekazu chociażby. Jednocześnie jesteś wierny swojej specyficznej, "potarganej" poetyce i stylowi - super. Tylko zastanowiłabym się nad tytułem opowiadania, ale to Twoja decyzja:)

Serdeczności :)

JOLA S.
Carvedilol dnia 04.07.2017 19:21
Dziękuję Jolu za odwiedziny i komentarz. Tytuł oprócz nawiązania do znanego dzieła oddaje chciałem przekazać, ale przemyślę sprawę.
Pozdrawiam gorąco
Carvedilol
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
MasterYoda
17/11/2017 22:18
Jako że również wychowywałem się w bloku i całe życie w nim… »
MarcinD
17/11/2017 22:15
Cóż, można mieć gorszy moment ;-). Zabrakło dodatku… »
MasterYoda
17/11/2017 22:10
I co że tekst stary haha. Czyta się przyjemnie, szybko i… »
Alen Dagam
17/11/2017 21:57
Kochana szamanka. Dziękuję. Czytałam tekst przed… »
Alen Dagam
17/11/2017 21:51
Dziękuję ślicznie, panowie. Przemyślę sobie wszystko,… »
JOLA S.
17/11/2017 21:43
Michale, dzięki. :) Bardzo gęsty, wzruszający tekst,… »
al-szamanka
17/11/2017 21:43
Tadeuszu, teraz sam możesz podarować Isi stokrotki. »
Niczyja
17/11/2017 21:25
Mi też się podobało. Coś jeszcze potrafię czuć. »
Melock
17/11/2017 21:25
Jeśli to byłby index, czy coś na wzór spisu treści to… »
Lilah
17/11/2017 21:23
Pięknie napisane, delikatnie, wzruszająco. Dzięki, Michale,… »
Melock
17/11/2017 21:17
Hahahaha, znakomite, masz człowieku dystans do siebie. Na… »
Gaston Bachelard
17/11/2017 21:15
Nie wiem o co próbujesz mnie zapytać, Szanowny Panie… »
hopeless
17/11/2017 21:02
Gaston Bachelard tak naprawdę każde pokolenie ma swoją… »
Jacek Londyn
17/11/2017 20:54
"I co ja teraz mam zrobić?" Myślę, że jeszcze… »
Gaston Bachelard
17/11/2017 20:45
Moje Pokolenie pojechało by po takiej bandzie. A może nawet… »
ShoutBox
  • mike17
  • 17/11/2017 21:43
  • Z Tadeuszem byliśmy bardzo blisko, i teraz, kiedy Go zabrakło, coś w duszy płacze. Wracam do Jego wierszy, do Jego spuścizny. I uśmiecham się, że dane mi było mieć takiego Przyjaciela.
  • Alen Dagam
  • 17/11/2017 21:23
  • Oj, przysnęło mnie się. Dzień dobry wieczór ponownie. Przemycam raz jeszcze naszą forumową burzę mózgów - raj dla giętkich języków. Zapraszamy do pomocy! [link]
  • al-szamanka
  • 17/11/2017 21:18
  • Michale, dziękuję, że przypomniałeś tę miniaturę - popłakałam się. Isia na pewno dostała stokrotki... na pewno!
  • mike17
  • 17/11/2017 20:03
  • Chciałbym polecić piękną i wzruszającą miniaturę Tadeusza : [link]
  • mike17
  • 17/11/2017 18:43
  • Ostatnie dni GŁOSOWANIA zapraszają i wzywają do obywatelskiego obowiązku - głosujcie, a poznamy zwycięzcę : [link]
  • SanaiStark
  • 17/11/2017 18:15
  • A na wieczór podsyłam taki oto śliczny utworek: [link]
  • BeNeK
  • 17/11/2017 17:48
  • A ja w taki już zimny wieczór zapraszam na grzańca :D i honorowa kolejka dla @Alen ;)
  • Alen Dagam
  • 17/11/2017 17:04
  • Dobry wieczór, ludziki, w piąteczek. Zapraszamy do dyskusji o nowej stronie, jej nazwie i nowych kategoriach na PP! Zaintrygowani? [link]
  • Silvus
  • 17/11/2017 16:46
  • A sam sok?
  • SanaiStark
  • 17/11/2017 16:35
  • Pozdrawiam gorącą herbatą z sokiem z czarnej porzeczki ^^
Ostatnio widziani
Gości online:43
Najnowszy:zggxwssmv35
Wspierają nas