Dziwka z baru Na Dechach cz.5 próba samobójcza - Gatsby
Proza » Długie Opowiadania » Dziwka z baru Na Dechach cz.5 próba samobójcza
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

  Weszli do podwórza, pod dom Leszkowy. Brzydki, komunistyczny dom, taki jak większość w tamtym czasie budowanych na jedno kopyto.

  –Jak sądzisz co powie? Nie nie nie wiem, ale może być ooostro Aaaagnieszka….

  –a co zrobimy gdy się nie zgodzi? Uciekniemy?

  –spokojnie, bebeznerwów. Pokrzyczy i będzie spokój, jest trochę nenenerwowa ale www gruncie rzeczy to złota kobieta, chodź! 

  Danuta w podwórzu, opatulona w różowe ponczo i karminową spódnicę, karmiła kury. -Macie dziewczyny, jedzta! Dobre kokoszki i ty Szymonie też dobry, piejesz, pilnujesz i dyscyplinę nad swoimi paniami trzymasz. A pisklaki po tobie jak malowane będą! Och muszę ciszej mówić bo jak ta menda z za płotu usłyszy, żem cię jego imieniem ochrzciła to znów mi kury w nocy podprowadzi i co ja w tedy zrobię? Na policję nie pójdę, bo bez dowodów to się tylko na notatce skończy, darmozjady jedne, taką kasę biorą a jak przyjdzie wymierzyć sprawiedliwość to ich kurwa nie ma, albo nie mają podstaw, albo tymi swoimi śmiesznymi paragrafami tak po wywijają, że człowiek wyjdzie od nich głupszy niż wszedł!  Jedyne co pozostaje, to samej sprawiedliwości dochodzić i w nocy, gdy wszyscy śpią otruć tej łajzie psa albo i krowę, a najlepiej i to i to. Krowę do kurwy nędzy, niech poczuje stratę ze zdwojoną siłą. Mleka nie będzie a pół tony wołowiny do ziemi trafi. Psa najlepiej przy okazji też, bo gnida szczeka i szczeka, a przykuty na łańcuchu, zdziczały, jeno kogoś nowego uwidzi to pożółkłe kły wyszczerza i warczy, bez kija nie podchodź! A też taki zamach na pieska wskazanym wielce będzie, bo to to nie wiadomo czy zapchlona gadzina jakiego pieroństwa nie złapała, wścieklizny czy innego groźnego choróbska… Pójdzie biedaczysko po polu bez krowy a w tedy się chuja spytam Co już bez krówki chodzita? Pewno się kapnie od razu żem jakaś zbytnio ciekawska ale co z tego? Co mi zrobi? Chociaż trza przyznać, że cwany cep z niego, jego córka w gminie pracuje więc lepiej nie zaczynać bo jeszcze jakiś donos na mnie puści i ambarasu mi koło dupy niepotrzebnego narobi. A w tedy zaś się koło w ruch wprawi i plotek na własny temat przez rok, jak Bóg mi świadkiem nie zastopuje. Niebezpieczny jest, wie dobrze żem zawsze nocą na własny użytek trochę światła kradła, nie żeby specjalnie ale przypadkiem Lesio taki trik wynalazł, i do kabla przed licznikiem podłączyć się zdołał. To też w pewnym sensie tłumaczy jego obecny stan, że biedaczysko samotne i przygruchać sobie żadnej Jagusi nie potrafi. Pierdolnęło go siarczyście gdy pazurami w skrzynce z prądem grzebał, że przytomność boroczek stracił na dobre kilkanaście minut. I co ja biedna miałam w tedy począć? Do wójta lecieć i na pogotowie dzwonić czy biedaka chlusnąć wiadrem zimnej wody by się ocknął i w domu ewentualnie troszkę podleczyć? No ta druga opcja najodpowiedniejszą była. Ocknął się taki jakiś niemrawy, wzrokiem nieobecnym gdzieś w kąt spojrzał i kukukurwa jajajak mnie jejejebło…. Ino usłyszałam jego jąkanie,  już wiedziałam że silny i tak łatwo byle kopnięciem krzywdy se wyrządzić nie da. Jest twardy, z resztą jak mamusia! Jeszcze trochę pomarudził, poleżał i jak gdyby nigdy nic powstał i do roboty wrócił. Jedynym mankamentem co po tym tragicznym wypadku pozostał to to jąkanie nieznośne, jakby mu tam ten prąd w mózgu jakiś receptor poprzestawiał co to za wymowę jest odpowiedzialny. Teraz bardziej ostrożny w majsterkowaniu i do ogólnie przyjętych zasad i norm BHP się stosuje. To mu na plus tylko wyjdzie, w końcu lepiej mieć ostrożnego syna w całości niż nie ostrożnego w kawałkach…. Dlatego na Szymona sąsiada uważać trzeba, na szczęście, na chwilę obecną uwarunkował się mimowolny statut kfo i dla własnego dobra będzie jak potrwa jeszcze najlepiej kilka kolejnych lat. Bo wojny sąsiedzkie choć mają w sobie wiele uroku są meczące i pochłaniają sporo energii i ofiar, szczególnie ofiar w kurach, psach, kotach… i ogólnie w całym inwentarzu, no i Szymonowych krowach oczywiście.

  Usłyszała skradających się za plecami zakochanych i nagle odwróciła w przestrachu. Odłożyła garnek, podparła się w bokach i z miną co do kurwy spytała:

  –A wy co tutaj robicie? Leszek kto to jest?

  –Daj błogosławieństwo, mamamama proszę cię! –zaczął Leś

  –Pani kochana, nasza miłość jest skarbem!

  Ściskając namiętnie dłonie stali wpatrzeni w matkę z błagającym wyrazem twarzy.

  –Co ona tu robi, ty z nią? Jak to, od kiedy?

  –Od wczoraj, można by rzec.

  –Leszek nie pierdol bo nie uwierzę nawet tyle co za paznokieć wejdzie! Chcesz matkę niepotrzebnie wkurwić?! –sypnęła kurą trochę pokrojonych skórek z chleba, które przygotowane miała w kieszeni i odganiając je nogą podeszła do zakochanych –Wio spierdalajcie mi spod nóg, kury pierdolone! Sracie i sracie, gdzie nie stanie to gówno! Już dawno miałeś zbudować zagrodę dla kur, gdzie ona? –zwróciła się do Leszka, bacznie obserwując przyprowadzoną dziewczynę –Szlajasz się po nocach a żeby coś w domu zrobić to cię nie ma, zupełnie jak twój ojciec… niby chłop jak dąb a jak trzeba było królika zabić to się jak  kamfora wytracił …. Żeś Boziczku mnie takim synem uraczył! No cały stary, cały stary!

  –Mamo nie denerwuj się, my z Lesiem….

  –Coś ty do mnie powiedziała „MAMO”? Matkę to ty masz tam, Na Dechach, drinki sporządza w tym waszym burdeliku.

  –Pani Danusiu, spokojnie,  jak mam się do pani zwracać skoro już prawie rodziną jesteśmy?

  –Ty mnie kurwa nie wkurwiaj bardziej, bo jak chwycę ten garnek a się zamachnę to zobaczysz!

  –Przeprzeprzestań! Uspokój się inaczej sysysyna więcej nie zobaczysz!

  –Mnie gówniarzu szantażować nie będziesz, niejedno w życiu przeszłam a ciebie znam jak własną kieszeń i wiem do czego jesteś zdolny.

  –Takaś pewna? Agniecha leć do szopki, tatatam na wprost, przynieś linę, leży na stole, a ja jeszcze z matką pogadam.

  –Nie waż się po mojej ziemi chodzić! –zawołała do Agnieszki, która niepewna z pytającym wzrokiem zerknęła na Łeszka.

  –Idź, kukukurwa nie słuchaj jej!

  –NIE IDŹ!

  –IDŹ!

  –Dobrze Leś, idę!

  –Szybko! Zozozobaczysz matka, gorzko tego pożałujesz! –Leszkowi z nerwów aż żyła fioletowa na czole wyskoczyła. Zawsze blada twarz pokryła się rumieńcami, a zawsze bezpłciowe spojrzenie dzisiaj tryskało nadzwyczaj energią.

  –Leszek, co ty z tym sznurem zamierzasz zrobić? –spytała podejrzliwie matka i usiadła na stojący przy oborze gnotek. –Wiesz że matka święta i nie śmiesz nawet na mnie krzywo spojrzeć a co dopiero sprzeciwianie się mojej woli bądź… zastanów się nad swoimi czynami.

  –MASZ JĄ?

  –No mam, już idę.

  Idąc do Leszka, prawie biegnąc, w poślizg wpadła jakby na skórce od banana, i natychmiast wyrżnęła się na betonową posadzkę. Danuta w śmiech, łzy z oczu strumieniami jej spływały –ty fajtłapo jedna, teraz wstań! Ha, nie potrafisz! –Leszek podbiegł, jakby na pomoc, lecz zamiast dźwigać lubą, zamiast uchwycić jej wyciągniętą, proszącą o pomoc dłoń  to tylko wyszarpnął  linę z ręki (bo też porywczym był mężczyzną), i w te pędy wbiegł do domu, na balkon, na pierwsze piętro. Zamknął za sobą drzwi wejściowe, by nikt nie wszedł, i już na balkonie –teraz patrz! –Zawiązał pętlę, linę przywiązał do barierki i pętlę założył na szyję….

  –Dajesz błogosławieństwo?

  –Leś natychmiast złaź!

  –Kochanie nie rób tego! –krzyczała Agnieszka  leżąca na zolu –ona i tak nie rozumna jest, nie rozumie naszego uczucia, chodź ze mną uciekniemy i na zawsze razem….

  –Co ty pleciesz, że niby ja nierozumna?

  –Kukukurwa patrzcie za siebie! –Odwróciły wzrok a tam Nowakówna  z córkami u płotu stoją, i się całemu zajściu uważnie przyglądają.

  –Mamo, no popatrz co on robi, ratuj! –Wykrzyknęła Agnieszka i powstawszy niezgrabnie z ziemi, jak niedorozwinięta kaczka poczłapała do płotu. –Zróbcie coś, niech ta baba się opamięta, bo przez jej pierdolenie Leszek skoczy!

  –Absolutnie, pani Nowakowa niechaj pani po rozum do głowy przyjdzie, ja już sił nie mam! –Danuta podeszła do płotu –Widzicie co oni wyprawiają, wpłyń na swoją córkę!

  –Danka na dyć dałabyś młodym spokój, ja pobłogosławię, niech moja córka w szczęściu żyje!

  –A ja w życiu zgody nie dam!

  –Skoro taką jesteś okrutną matką to żegnaj odchochochodzę! –Wykrzyknął zdruzgotany Leś i na barierkę z pętlą na szyi się wspiął.

  –Nie! Przestań, twoja matka nie warta byś życie poświęcał! –wykrzyczała, zapłakana Agnieszka

  –Ty ździro, zawryj się!

  –Na moją córkę ździro? –Nowakówna nie wytrzymała –ja ci pokażę zdzirę.

  –Mamo spokojnie to sprawa zakochanych i Danuty, nie róbmy złości, niechaj sami w trójkę do porozumienia dojdą! –uspakajała Aleksandra.

  –Ja wam kurwa dam, ja wiem czy można złości robić czy nie! –I wkurwiona, otwarła bramkę i wystartowała do Danuty. Siostry Nowakówne  już uwagi na Lesia nie zwracały, wszystkie wraz z Agnieszką jakby o nim zapomniały, tylko szybko za matką że niby obstawa, ze niby silniejsze, że w razie czego z pomocą do akcji wkroczą….

  Widowisko ponadprzeciętne i aż nadto komiczne. Dwie przyszłe teściowe stanęły przed sobą na placu (tym od kurzych gówien obesranym), zakasały rękawy i jak kwoki zadziorne do siebie skoczyły. Która więcej uderzy, która więcej pogryzie, która więcej opluje, wyzwie i spoliczkuje! Oj działo się, działo! Nawet Leszek zmęczony ciągłym wiszeniem na barierce, zszedł z niej i usiadł na stołeczku co matce do obierania ziemniaków służył, i wpatrzony w całe zajście pod nosem uradowany  –wpierdol mały dostanie to na pewno się zgodzi, i błogosławieństwa udzieli…. Pech chciał że Nowakówna nie wprawiona w bijatyce, jakoś nie bardzo wiedziała jak się za Danutę wziąć, podskoczyła do niej że niby z pięści, że niby skok węża, a ta unik, i masz!

  W nos przyfastrygowała, że matula Agnieszki oszołomiona odsunęła się do tyłu, i tak jakoś nogi niefortunnie postawiła, na śliskiej wylewce od tych gówien… rozkraczyła się i jak akrobatka szpagat zrobiła! Oj bolało, bolało….Musiało boleć. Zamarła z rozdziawionymi ustami, rękoma za kroczę się chwyciła, i z impetem na beton runęła. –Kurwa moja cipa! –krzyknęła.

  –Co żeś matce zrobiła? –spytała Aleksandra –Mamusiu, mamusiu nic ci nie jest? Chodź, pomożemy ci…. Monika, dawaj!   

  Siostrzyczki podniosły matkę i zaprowadziły na bezpieczną odległość pod płot, gdzie z zaciekawieniem przyglądały się całemu zajściu. Agnieszka wołała, prosiła, płakała, Danuta syczała i groziła a Leś… a Leś walczył o swoją miłość. Walczył jak potrafił.

  –Leś, schodź do mnie nie zwracaj uwagi na matkę, uciekniemy do miasta!

  –Ja ci kurwa dam do miasta, na pewno nie z nim!

  –A właśnie że tak, z Agnieszką chociażby nanana koniec świata….

  –Ale synek ona nie dla ciebie, to zło, życie przez nią zmarnujesz!

  –Przeze mnie niby?

  –Agnieszka jest dobrą kobietą, dobrą siostrą, zawsze nam z pomocą przychodziła, nigdy nie było sprzeciwu czy odtrącenia, niech pani zaakceptuje ich miłość! –krzyknęła Moniczka.

  –Ja ci kurwa zaakceptuje….

  Nowakówna pozbierała się po nieudanej bijatyce, spokorniała, i całkiem zrezygnowana odpuściła jakichkolwiek dalszych pertraktacji w tej sprawie. Otarła chusteczką ubrudzone nogi, poprawiła spódnicę, lekko fryzurę, przyłożyła do ust krwawiącą dłoń, dmuchnęła i paląca się wstydem ruszyła w stronę domu.

  –Chodźcie córeczki, pójdziemy już, niech robią co chcą. Ta niech tu lamentuje, ten niech się wiesza…. Idziemy stąd, nic tu po nas.

  –Zostawicie mnie z tą babą? A jak on się zabije?

  –Kukukurwa to potem będzie żażałować! –I wspiął się na barierkę, rozpostarł ręce jak skrzydła, że  niby bocian i przechylił się niebezpiecznie po za poręcz. Scena jakby z Tytanica, ta pamiętna, ta co wszystkich o łzy przyprawia…. Tak balansował aż w końcu, może przez wiatr a może przez boskie zrządzenie, równowagę zatracił jak ten muzykant w barze, i poleciał przed siebie z pętlą na szyi. –O nie! LESZEK! –Lecz pech chciał że lina była zbyt długa i gdy ten cielskiem spadł na porośniętą różami i chrzanem rabatkę, to trudno w to uwierzyć, ale nic się mu nie stało. Do zaciśnięcia sznura zabraknął metr. Krzyknął jedynie, bo na rękę runął i pewno ją załamał, skok z pięciu metrów na szczęście śmiertelnym nie był.

  –Jezu szybko, pogotowie!

  –Dawaj Monika telefon!

  –Dzwoń do szpitala, niech przyjadą.

  –Nie do szpitala tylko do Grabarza, szybciej będzie.

  –Czy wyście już całkiem ocipiały? Do grabarza?

  –SZYBKO! On umiera! Umierasz?

  –Nie umieram, kukukurwa nic mi nie jest tylko ta ręka chocholernie napiepiepierdala jak skurwysyn….

  Powiedziawszy to stracił przytomność.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gatsby · dnia 04.07.2017 09:30 · Czytań: 134 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mr.odysseus
26/07/2017 01:12
Jedną z żelaznych zasad klasycznych haiku jest brak… »
wiktoria
25/07/2017 23:50
Domofonie, nie wiem czy teraz też ucieszysz się z mojego… »
wiktoria
25/07/2017 23:26
Powiem Ci szczerze Carvedilol, że nie lubię tego typu… »
Toya
25/07/2017 22:49
kamyczku - dobrze odczytałaś. Podmiot ciągle ma wątpliwości… »
chawendyk
25/07/2017 22:35
a inspirowałeś się Closterkeller z 1996 roku? o link… »
kamyczek
25/07/2017 22:34
I odpuść (...) jako i my odpuszczamy... Tytuł skojarzył mi… »
szybki_pisarz
25/07/2017 20:52
Dzięki serdeczne za dobre słowo Purpurze;) »
Pmm
25/07/2017 20:14
Dziękuję wiktoria. Samo życie, dlatego to życie na czasie i… »
Niczyja
25/07/2017 20:03
skroplami, Piękny komentarz:) Tak, życzmy im tego... :)»
wiktoria
25/07/2017 18:37
Kolejny dziś wiersz z motywem śmierci, który czytam. Czyżby… »
wiktoria
25/07/2017 18:06
Alos, ładne obrazy i metaforyka wiersza. Klimat dość ciężki,… »
chawendyk
25/07/2017 17:58
To takie też tu można ???:):):) zaraz się biorę do roboty.… »
zigfi
25/07/2017 16:21
Dziękuję Niczyja :) »
chawendyk
25/07/2017 15:27
Przecież nie ślęczę tak 24h na dobę. Po prostu są czynności… »
Toya
25/07/2017 14:46
No i pięknie. Pozbyłabym się tylko kilku zaimków i… »
ShoutBox
  • chawendyk
  • 25/07/2017 21:53
  • wiecie co...ten portal jest fajniejszy od FB:)
  • Toya
  • 25/07/2017 15:54
  • Myślę, ale nie lubię kiedy jest mi mokro :(
  • pociengiel
  • 25/07/2017 15:35
  • Blisko mnie są wsie / jeszcze niewymarłe / miejscowości, gdzie się dowozi pitną wodę.
  • pociengiel
  • 25/07/2017 15:34
  • Pomyśl, generalnie od kilku lat jeszt susza, poziom wód gruntowych się obniżył. W niektórych rejonach podgórskich niebezpiecznie.
  • Toya
  • 25/07/2017 15:12
  • Woda. Nie ziemia.
  • Toya
  • 25/07/2017 15:11
  • U mnie już nie chłonie. Rozbryzguje się po kolana. Ech:(
  • pociengiel
  • 25/07/2017 14:55
  • u pocięgielka deszczyk ziemia chłonie wodę jak przedwojenny czytelnik *Trędowatą*
  • Toya
  • 25/07/2017 14:41
  • Dzień dobry. Jak to dobrze, że nie jestem pisarzem ;)
  • chawendyk
  • 25/07/2017 14:36
  • Krętacze i krasomówcy lub boją się wypalić z grubej rury bo by mogło albo kogoś mocno zaboleć, albo ktoś mocno by się obraził /np pracodawca lub mecenas/ lub znają moc i wagę swojego słowa...
Ostatnio widziani
Gości online:41
Najnowszy:certyferda
Wspierają nas