Zaraia - część pierwsza - Z wizytą u wyższych sfer - qba99
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Zaraia - część pierwsza - Z wizytą u wyższych sfer
A A A
Od autora: Pierwsza część serii opowiadań, których bohaterami są postaci występujące w wykreowanym przeze mnie na potrzeby książki uniwersum. Opowiadanie te pozwalają na zapoznanie się ze światem, który ciągle tworzę oraz na poznanie mojego stylu pisarskiego. Oczekuję konstruktywnej krytyki odnośnie sposobu pisania, jak i sugestii co do kierunku rozwoju raczkującego jeszcze książkowego świata. Zapraszam do lektury.

W budynku panował półmrok. Żaden ze strażników nie wiedział jeszcze, co takiego dla nich przygotowałam. Od największego w moim życiu łupu dzielił mnie pół skarbca, pięciu uzbrojonych mężczyzn i potężny zamek stalowej skrzyni oświetlonej światłem jednego z księżyców Falleńskiego nieba, wpadającym przez świetlik nad nią. Moje serce zabiło szybciej, gdy jeden z mężczyzn przeszedł po kracie wentylacji podłogowej, z której uczyniłam swoją kryjówkę. Planowałam skok na dom tego jakże szlachetnego księcia około miesiąca, więc nie mogę pozwolić, żeby cokolwiek poszło nie po mojej myśli. Przywołałam jeszcze raz w myślach plan domu i prawdopodobne rozmieszczenie zapadek w zamku. Teraz jedynie czekać…

Usłyszałam za sobą dźwięk zasuwania żelaznych drzwi, a następnie metaliczny odgłos mechanizmu blokującego. Policzyłam wcześniej czas potrzebny strażnikowi do otwarcia żelaznych wrót. Jeśli ktoś zdoła podnieść alarm, będę miała około dwudziestu sekund, żeby zniknąć, a więc czasu mam aż nadto. Odczekałam jeszcze chwilę, aż jeden z obrońców skarbu wdrapie się po metalicznie błyszczących schodkach na piętro skarbca. Obchód góry zajmuje mu pięć minut, tak więc tego mam z głowy. Zostało jeszcze dwóch gawędziarzy na lewo od wielkiego sejfu.

Uchyliłam kratę z lekkim zgrzytem, który na szczęście tonął w dźwiękach zajadłej dyskusji na temat żony księcia, a następnie wprawnie wyszłam z wentylacji. Ustawiłam się za ścianą w niedużej odległości od miłych panów i wyciągnęłam białą kredę z wewnętrznej kieszeni rękawa. Nakreśliłam wyćwiczonymi ruchami cztery przecinające się, łuki otoczone okręgiem, a następnie wyszeptałam kilka słów w języku En’Khoi. Minęła chwila, a jeden ze strażników oznajmił, iż musi udać się na stronę, po czym poszedł w kierunku drzwi, które całkiem przypadkiem znajdowały się blisko mojej kryjówki. Gdy tylko zniknął z pola widzenia swojego kolegi, skupiłam całą uwagę na nim, próbując „włamać się” do jego głowy. Moje oczy błysnęły zielonkawym światłem i już miałam dostęp do jego wszystkich myśli. Cała akcja w jego głowie trwała jedynie ułamek sekundy, kiedy to mogłam wybrać interesujące mnie w danej chwili wspomnienie, na szczęście podczas wykonywania tej operacji, którą nazwałam ślizgiem, czas płynie dla mnie znacznie wolniej. Przejrzałam przelotnie wszystkie obrazy i uwydatniłam ten, który moim zdaniem był najgorszy. Przedstawiał scenę najprawdopodobniej z jego pierwszej egzekucji, bo emocje były naprawdę silne. Wyszłam z jego głowy, przywracając mu to okropne wspomnienie, tak jakby znów przeżywał ten dzień, kiedy to był zmuszony ściąć mieczem jednego ze swoich towarzyszy. Zdezorientowany strażnik zatrzymał się w półkroku, próbując określić, co się dzieje, a następnie skierował się z powrotem do swojego rozmówcy. Tamten nieświadomy mojej ingerencji w umysł jego przyjaciela, na nowo nawiązał konwersację. Nie zdążył powiedzieć wiele, gdyż omamiony towarzysz złapał go za włosy, przycisnął głowę do drewnianego stołu i szybkim ciosem odseparował głowę nieszczęśnika od jego tułowia, po czym sam padł na ziemię. Wzdrygnęłam się na myśl o tym, do czego doprowadziłam.

- Weź się w garść. - Powiedziałam do siebie, próbując się uspokoić. - Łup jest zbyt kuszący, by teraz zastanawiać się nad moralnością.

Zmazałam znak ze ściany i szybkim, lecz cichym krokiem podbiegłam do miejsca zajścia. Uklęknęłam przy tym, który upadł po dokonaniu egzekucji. Sprawdziłam puls oraz zawartość kieszeni. Żył i miał przy sobie jedynie pięć Gwinów. Stanu zdrowia drugiego z nich już nie sprawdzałam, ale za to kieszenie owszem. Zrobiłam to z obrzydzeniem i pogardą dla samej siebie. Negatywne uczucia szybko jednak zniknęły w blasku pięknego pierścienia, który znalazłam w sakwie zmarłego. Ciekawe skąd zwykły strażnik miał przy sobie taki przedmiot. Schowałam pierścień do sakiewki. Ta błyskotka ma wartość co najmniej pięćdziesięciu Gwinów co w sumie pokrywa połowę ceny przygotowania do tego skoku. Według Herberta w sejfie znajduje się coś, co umożliwi mi godne życie przez lata. Powiedział, że jest to bransoleta śmierci i na pewno znajdę na nią kupca gotowego zapłacić każdą cenę. Jest jednak warunek. Nie mogę dotknąć tej wspaniałej ozdoby gołą ręką tak więc nici z przymierzana. Szkoda, że nie wyjaśnił dlaczego.

Przeszukałam naprędce szafki w pobliżu stołu, nie znajdując nic godnego uwagi, a następnie skierowałam się w ku sejfowi. Ta stalowa skrzynia jest większa ode mnie, a jej zamek oprócz standardowych zapadek ma podłączone jakieś przewody. System alarmowy? Taka zabawka kosztuje fortunę! Więc Herbert nie kłamał, mówiąc o wartości przedmiotu w środku. Spojrzałam na mój skromny zegarek zamontowany na nadgarstku i uśmiechnęłam się do siebie. Na rozbrojenie tego zamka mam trzy minuty. Rozpieszczacie mnie. Uklęknęłam przed masywnymi drzwiczkami, wyciągając klucz uniwersalny z jednej z moich licznych kieszeni i umieściłam go ostrożnie w otworze. Klucz zaskoczył cztery razy, a więc mam do czynienia ze średnio skomplikowanym mechanizmem. Skoncentrowałam się na każdej z zapadek, dostając mglisty obraz odpowiedniej kombinacji. Pięć, dwa, cztery, osiem. Zaczęłam przekręcać pierwszy trybik mojego klucza, z każdym przeskoczeniem modląc się, by alarm nie zadziałał. Piąty obrót i... Nic. Odetchnęłam z ulgą. Czas na trybik numer dwa. Pierwszy obrót, cichy przeskok. Drugi obrót i…

-Co ty tutaj robisz?! - Dobiegł mnie wrzask strażnika.

Zapomniałam o tym piątym! Odruchowo odwróciłam głowę w kierunku głosu, przez co przekręciłam klucz zbyt mocno. Usłyszałam agresywny, metaliczny zgrzyt, a zaraz po nim przenikliwy pisk alarmu. Na sejf spadła klatka, więżąc mnie w środku.

Mam dwadzieścia sekund do otwarcia drzwi, trzydzieści na przybycie księcia z kluczem do klatki i pięć po jej otwarciu. Już nie raz miałam mniej czasu na ucieczkę. Wróciłam do zamka, nie marnując więcej czasu. Ustawiłam zapadkę tak, jak powinna być i kontynuowałam pracę. Pięć, dwa, cztery, osiem. Krzyki ludzi dookoła w niczym nie pomagały, ale bez klucza nic więcej niż krzyczeć nie mogą. Ostatnia zapadka znalazła się na swoim miejscu, a sejf został odblokowany, co wyłączyło alarm. Szarpnęłam ciężkie drzwiczki, a moim oczom ukazała się piękna bransoleta z nieznanego mi materiału, pokryta runami na całej długości. Nie miałam czasu na ich odczytanie, więc złapałam błyskotkę jedną ręką, a drugą wyciągnęłam klucz z zamka. Wrzuciłam obydwa przedmioty do worka. W drzwiach stał już książę z wściekłością wymalowaną na młodej twarzy. W otwór przy ścianie wsunął klucz, który przekręcił z istną furią. Uśmiechnęłam się do niego tak zadziornie, jak tylko potrafiłam, a następnie złapałam się klatki, lecąc w górę ku świetlikowi razem z nią. Sięgnęłam ręką do wyżej znajdującego się pręta, ale nie zdołałam go chwycić. Nagle czas zwolnił, a ja dopiero po chwili zorientowałam się, że spadam. Skierowałam wzrok na moje prawe ramie. Wystawał z niego bełt, a z miejsca, w którym tkwił, sączyła się szkarłatna ciecz. Spojrzałam na księcia. Teraz to on zadziornie się uśmiechał, dzierżąc kuszę. Zanim dotknęłam ziemi, zebrałam resztki świadomości i przypuściłam desperacki atak na umysł szlachetnego Edmunda, księcia Falletu. Nie byłam w stanie wybrać konkretnego wspomnienia, więc uwydatniłam je wszystkie. Dotknęliśmy ziemi w tej samej chwili, a ja zdążyłam zarejestrować jeszcze dźwięk gruchotanych kości oraz zapadającej się posadzki…

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
qba99 · dnia 05.07.2017 10:33 · Czytań: 171 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 3
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Maru dnia 09.07.2017 09:19
No to lecim...
Cytat:
Od naj­więk­sze­go w moim życiu łupu dzie­lił mnie pół skarb­ca, pię­ciu uzbro­jo­nych męż­czyzn i po­tęż­ny zamek sta­lo­wej skrzy­ni

dzieliło mnie
Cytat:
Usły­sza­łam za sobą dźwięk za­su­wa­nia że­la­znych drzwi, a na­stęp­nie me­ta­licz­ny od­głos me­cha­ni­zmu blo­ku­ją­ce­go. Po­li­czy­łam wcze­śniej czas po­trzeb­ny straż­ni­ko­wi do otwar­cia że­la­znych wrót. Jeśli ktoś zdoła pod­nieść alarm, będę miała około dwu­dzie­stu se­kund, żeby znik­nąć, a więc czasu mam aż nadto. Od­cze­ka­łam jesz­cze chwi­lę, aż jeden z obroń­ców skar­bu wdra­pie się po me­ta­licz­nie błysz­czą­cych schod­kach na pię­tro skarb­ca.

żelazny, metaliczny - powtórzenia.
Cytat:
za­trzy­mał się w pół­kro­ku

w pół kroku
Cytat:
Spoj­rza­łam na mój skrom­ny ze­ga­rek za­mon­to­wa­ny na nad­garst­ku i uśmiech­nę­łam się do sie­bie. Na roz­bro­je­nie tego zamka mam trzy mi­nu­ty. Rozpiesz­cza­cie mnie. Uklęk­nę­łam przed ma­syw­ny­mi drzwicz­ka­mi, wy­cią­ga­jąc klucz uni­wer­sal­ny

Czas przeszły, dwa zdania w teraźniejszym i znów przeszły. Można by to zmienić, np. tak: Miałam trzy minuty na rozbrojenie tego zamka. Rozpieszczacie mnie - pomyślałam.

Dobra, poMARUdziłem. Tekst mnie nie zachwycił, ale słaby również nie jest. :) Ogólnie rzecz biorąc, nie dostrzegam tu jakichś poważnych błędów. Jest tu parę zdań brzmiących dla mnie nie do końca dobrze, ale to raczej coś na zasadzie "Ja bym to sformułował inaczej", więc zachowam to dla siebie - bo "po mojemu" nie znaczy "lepiej". :p Ale za to większa ilość akapitów byłaby dobrym pomysłem. Taką ścianę tekstu źle się czyta. :
Cóż mogę Ci powiedzieć... Po prostu pisz dalej - już jest dobrze, a z każdym słowem będzie coraz lepiej. ;)
qba99 dnia 10.07.2017 22:33
Dziękuję serdecznie za pomoc w wyłapaniu błędów :) Postaram się uwzględnić to wszystko w kolejnych pracach. Cieszę się, że pierwsze opowiadanie nie wypadło tak tragicznie. :D
skroplami dnia 19.07.2017 23:42 Ocena: Bardzo dobre
Widoczne ziarenka talentu :). Podlewaj a będzie rosło i kwitło, twórczością.
To oczywiście możliwość, reszta zależna od Twojej pracy. Nie wymagaj jednak podpowiedzi
"co do kierunku rozwoju". Chociaż, ok. Poezja będzie szła Ci trudniej :), no przeczytałem też tą Twoją :). Mądra i niesie coś w sobie, ale... poczytaj ajw i innych tutaj ;), zrozumiesz. Oczywiście, pewności nie mam bo ziarenka w Tobie, niezależnie od Twej płci, mogą zaowocować całkowicie niezwykle :).
Zrób poprawki wytknięte przez Maru, to rzuca się w oczy czytającym, przeszkadza. Zwłaszcza że np. pierwszy cytat u Maru z Twego opowiadania jest z początku. Gdy to zobaczyłem prawie się zniechęciłem i już miałem "odejść" :) od c.d.. Zostałem. I zdanie po zdaniu coraz bardziej przyciągało, pochłaniało, znalazłem się w miejscu gdzie bohaterka i robiłem, ok - raczej czułem, co ona :).
I ponownie uwaga od Maru, powtórzę: RÓB AKAPITY!
Bo chociaż tekst jest w mojej ocenie bdb, mnóstwo szczegółów i jednocześnie wartka akcja w nieziemskim miejscu z nieziemskimi a może jednak ziemskimi właściwościami bohaterki, jest za gęsty. Jak beczka miodu w której się zanurzam i muszę chłeptać wciąż i wciąż, zamiast smakować. Tyle, wystarczy :).
Podoba mi się, pisz c.d. a jeśli jest to dawaj go, autorko/autorze :).
Byłoby świetne ale błędy wyszczególnione przez Maru z którym się zgadzam, ściągają ocenę w dół, tylko bdb :(.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
25/07/2017 04:26
szalony tekst :) »
zbycho
24/07/2017 21:38
piękny tekst »
skroplami
24/07/2017 20:50
AJW chociaż wiem że ma być ajw :). Witaj wśród prozy. Masz… »
skroplami
24/07/2017 20:12
Przypadkiem. Nie pamiętam kiedy i gdzie czytałem tak dobry… »
skroplami
24/07/2017 20:01
Bajkowo marzenna miłość :). Dobrze, jest i niech taka… »
Toya
24/07/2017 16:45
Świetny, Alku, ale zgodzę się z puszczykiem. Za dużo tego.… »
Toya
24/07/2017 16:39
Nie porwał. Całość dość chaotyczna i przegadana. Męcząca… »
skroplami
24/07/2017 16:37
Takie spokojne a takie zaskakujące zakończenie :). No… »
skroplami
24/07/2017 15:46
Co do joty zgadzam się z JOLA S. :). S-f, thiller, horror… »
Autor
24/07/2017 15:39
Dziękuję Wiktorio. Miłego dnia :) »
wiktoria
24/07/2017 15:33
Autorze, bardzo dobrze doczytałeś, chodzi o agresję słowną,… »
Autor
24/07/2017 13:11
I to jest to, niby miniatura, a dużo akcji, wiele się… »
Autor
24/07/2017 12:57
No tak, najpierw należy wyjąć belkę ze swojego oka. W… »
Toya
24/07/2017 12:56
Robaczki, jak to robaczki. Są wszędzie. Haaa... :p »
wiktoria
24/07/2017 10:31
Autorze, nie widzisz jej, bo jej tu nie ma. Za to jest to,… »
ShoutBox
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 22:09
  • Tru. Ale niektórych słucha się pierońsko dobrze :)
  • Krzysztof Konrad
  • 24/07/2017 21:41
  • Mam taką teorię, że pisarze to kretacze i krasomowcy. Gadają dużo o niczym, ale sami nie wiedzą co i jak :
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:57
  • Rozumiem, nie znam niestety dobrych podręczników warsztatowych, chociaż Pinkera już mam kupionego i czeka na czytanie. Jest dużo takiej literatury po angielsku.
  • Maru
  • 24/07/2017 20:51
  • Uwaga, chwalę się! ^^ Lipcowy numer Histerii, a w nim moja "Sprawiedliwość"! :D
  • Krzysztof Konrad
  • 24/07/2017 20:38
  • Właśnie takie mnie nie interesują, gdyż nie mam kłopotów z motywacją. Jak chce to po prostu to robię. Ale byłoby miło dobrze wykonywać tę robotę.
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:37
  • Ale jeżeli ktoś lubi i potrzebuje takiego klimatu, to ksiazka spełnia swoje zadanie.
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:05
  • Krzysztof Konrad, "Będę pisarzem" Dorothei Brande jest całkiem całkiem, tylko trzeba wziac pod uwagę, że to jest poradnik czysto inspiratywny, motywujący. Nie ma tam za wiele o warsztacie.
Ostatnio widziani
Gości online:39
Najnowszy:muaser
Wspierają nas