Jeśli mają, to będą - Niczyja
Proza » Obyczajowe » Jeśli mają, to będą
A A A
Od autora: Nieważne gdzie się jest, ważne z kim. Historia prawdziwa.

„Jeśli mają, to będą”

 

- Cholera jasna! – zaklął Dorus. - Nie zdążę! Gdzie są jakieś taksówki?!

Nie spodziewał się, że tego dnia będzie miał podwójnego pecha. Najpierw dowiedział się o zwieszeniu funkcjonowania komunikacji miejskiej, a teraz miał okazję przekonać się o strajku taksówkarzy. Panama zamarła w bezruchu, upale i unoszącym się wszędzie pyle.

Musiał zdążyć na lotnisko, musiał ją jeszcze zobaczyć. Kristine, którą poznał niedawno i z którą spędził zaledwie dwa dni, tkwiła uparcie w jego myślach. Poznali się na imprezie, na którą trafił zupełnie przypadkiem. Wcale nie miał zamiaru tam iść, ale namówił go przyjaciel, z którym spędził kilka tygodni na jachcie podróżując wzdłuż wybrzeża Ameryki Południowej. Ostatni dłuższy postój mieli w Kolumbii i  czuł się wymęczony długim rejsem. Chciał po prostu odpocząć, poleżeć z piwkiem w ręku na ocienionej palmami plaży, a nie męczyć się w ścisku nieznanych mu osobników. Spotkali się w zadymionym busiku wiozącym zaproszonych gości na imprezę. Obydwojgu przeszkadzał papierosowy dym, i gdy busik dojechał na miejsce, z ulgą wysiedli by odetchnąć świeżym powietrzem. Miała śliczny uśmiech, zaraźliwy i promienny. Śnieżnobiałe, równiutkie zęby dodawały jej uroku. Opowiadała mu o Gwatemali, gdzie spędziła dwa miesiące wakacji budując szkoły dla dzieci. Może nie dosłownie budując, ale aktywnie uczestnicząc w projekcie edukacyjnym. Widział, że kochała to, uwielbiała o tym opowiadać. Praca sprawiała jej niesamowitą frajdę, była jej pasją. W swoim kraju była przedszkolanką. Od samego początku znajomości czuł się przy niej swobodnie, jakby znał ją nie od kilku minut, ale lata całe.

Przegadali i przetańczyli całą imprezę. Później, gdy znajomość się zadzierzgnęła spędzili razem dwa dni w Panamie. Gorącej sierpniowej Panamie. Każda wspólna chwila była radością, każda czynność pozbawiona skrępowania i rezerwy cechującej nowopoznane osoby. Bawili się, wiedząc, że to tylko wakacje, które wkrótce się skończą. Ona nazajutrz miała wracać do Niemiec, on za tydzień do siebie, do Holandii.

Tak bardzo chciał zdążyć na lotnisko, jednak z każdą minutą wydawało mu się to coraz mniej realne. Nie miał szans. Nawet teraz, gdy zapłaciwszy horrendalną kwotę zaczepionemu na ulicy panamczykowi pędził w kierunku lotniska. Gdy wbiegł na zatłoczoną halę odlotów odczytał na tablicy, że jej samolot jest po boardingu i z pewnością kołuje już na pasie startowym. Nie zdążył. Jednak.

- Cholera! – zaklął głośno. – Cholera!

Pełnym rezygnacji krokiem skierował się na postój taxi. Miał nadzieję, że coś się zmieni i wkrótce taksówki zaczną kursować. Może przynajmniej będzie jakaś autobusowa komunikacja zastępcza. I wtedy ją zobaczył. Przyspieszył kroku. Siedziała na ławce objuczona licznymi tobołkami.

- Kristine! Kristine! – zawołał radośnie.

Odwróciła się w stronę znajomego głosu. Wstała. Wiatr strącił kapelusz z jej głowy, długie włosy rozsypały się na ramionach. Była zaskoczona, równie mocno jak on. A po chwili promienny uśmiech rozjaśnił jej twarz.

- Dorus! Dorus! Co ty tutaj robisz? – spytała oniemiała.

- Musiałem… - nie skończył, rzucili się sobie w ramiona i zaczęli namiętnie całować. Jak dwa wygłodniałe pisklaki, które dawno nie miały w ustach nic do jedzenia. Świat stanął w miejscu. Nie istnieli otaczający ich ludzie, ani wiatr hulający wokół i unoszący w powietrze tabuny śmieci oraz brudnego pyłu.

- Musiałem cię jeszcze zobaczyć – powiedział z naciskiem. -  Myślałem, że już odleciałaś, a ty jesteś tutaj…

- Nie pozwolili mi wejść do samolotu. Moja wiza jest nieważna. Muszę wyrobić nową.

- Ile czasu to będzie trwało?

- Nie wiem, dowiem się w ambasadzie.

- A kiedy masz kolejny samolot? – spytał Dorus.

- Tego też nie wiem. Zależy od terminu otrzymania wizy i ceny biletu.

- Sprawdzimy to razem, dobrze?

- Dobrze.

 

Na szczęście miasto uruchomiło komunikację zastępczą i wkrótce znaleźli się w centrum Panamy. Tam udali się do ambasady i od ręki załatwili formalności. Następnie w biurze podróży sprawdzili ceny połączeń lotniczych do Europy.

- Mogłabym wracać jutro, ale wtedy cena biletu byłaby znacznie wyższa, niż gdybym wracała za tydzień.

- To wracaj za tydzień – odrzekł spontanicznie Dorus.

- Niezła myśl, kusząca – znów obdarzyła go tym swoim cudownym uśmiechem. – Tylko co będziemy tutaj robić przez tydzień?

- A kto mówi, że będziemy tutaj? Polecimy do Kolumbii.

- Nigdy tam nie byłam.

- To będziesz. Zawsze kiedyś jest ten pierwszy raz.

 

*****

W Bogocie, mieście położonym prawie trzy tysiące metrów nad poziomem morza było strasznie zimno. Różnica temperatur wynosiła około dwudziestu stopni. Kristine nie była przygotowana na takie chłody. Nie miała nawet kurtki. Na dole, w Panamie i Gwatemali, panowało wilgotne i upalne lato, tutaj na górze nieznośny ziąb.

Chodzili w zakupionych w lupmeksie swetrach i ciepłych okryciach. Wszystko musiało być tanim kosztem, musieli oszczędzać. Nie przeszkadzało im to jednak cieszyć się wzajemnym towarzystwem, śmiać przy każdej nadarzającej się okazji, a nawet i bez okazji. Śmiali się wybierając dania z prowizorycznie wyciętych z papieru menu. Śmiali się drepcząc w kałużach po świeżo spadłym deszczu. Śmiali, leżąc na trawie lub zwiedzając urocze zakątki stolicy Kolumbii. Uwielbiali swoje towarzystwo. Czuli się jak papużki nierozłączki i nawet różnica wieku, w tę niedobrą stronę, im nie przeszkadzała. Kristine była cztery lata starsza, kończyła właściwie studia. Dorus dopiero zaczynał studenckie życie. Był wysokim, szczupłym chłopakiem o pogodnym i żartobliwym usposobieniu. Kristine nie była ani gruba, ani chuda, nie wyróżniała się też specjalnie urodą, jednak promienny uśmiech zjednywał jej rzesze przyjaciół. Czarowała nim, nie potrafiłaby mieć żadnych wrogów, nawet gdyby chciała. A w jej uszach kołysały się egzotyczne kolczyki – pamiątka z Gwatemali.

Kilka dni w Bogocie było rajską przygodą. Ich przyjaźń pogłębiła się, uczucie zawrzało w krwiobiegach. Czas jednak mijał nieubłaganie i nadeszła pora, by wracać do Panamy. Jak zwykle prawie spóźnieni jechali na lotnisko. Dorus miał wracać nazajutrz, teraz żegnał przyjaciółkę.

Panował smutny nastrój. Milczeli, co było do nich niepodobne. Dziewczyna próbowała nadrabiać miną do złej gry uśmiechem, jednak nie był to uśmiech przekonywujący. Gdy dotarli na miejsce, okazało się, że trafili na niewłaściwe lotnisko. W Panamie są dwa duże lotniska i pech chciał, że trafili nie na to, na które powinni.

- Nie zdążymy chyba dojechać na drugie lotnisko – powiedziała bez przekonania.

- Nawet nie będziemy próbować – uradował się chłopak. – Mamy jeszcze jeden dzień od losu.

- Może nie ostatni… – dodała z uśmiechem Kristine. – Jak tak dalej pójdzie, będę musiała poprosić rodziców o przesłanie mi pieniędzy. Niebawem się skończą.

- Damy radę. Nie martw się na zapas.

- Nie martwię się. Czy widać po mnie zmartwienie?

- Niezupełnie – i znów roześmiali się. – To co, wracamy do Panamy?

- Ty lepiej sprawdź, z którego lotniska jutro odlatujesz.

Dorus wyciągnął swój bilet, z którym podeszli do informacji. Miał wylot z tego właśnie lotniska.

- Jutro będziemy wracać osobno – dodała ze smutkiem dziewczyna. – To nasz ostatni dzień.

- Ciii… – przytulił ją chłopak. – Cieszmy się z tej chwili. Z czasu, który nam jeszcze pozostał.

 

W autobusie wiozącym ich w stronę centrum stali ciasno przytuleni do siebie. Była to pozycja wymuszona, bowiem wśród pasażerów z całego świata panował ścisk i tłok. Kristine nie miała się czego trzymać, więc objęła w pasie Dorusa i tak jechali.

- Pięknie pachną dzikie róże w słońcu, latem… - wyszeptał jej do ucha.

- Nie ma tu żadnych róż. Jest gorąco, upalnie wręcz.

- Miałem na myśli ciebie – schylił się, by pocałować ją za uchem. - Są, są tobą.

Jej uśmiech, bez słów wyrażał więcej niż tysiąc stron rękopisu.

- Kupię ci takie na pamiątkę – kontynuował.

- Będę je dozować do kolejnego spotkania.

 

*************************************************************

Rok później…

 

Czerwiec w Szkocji bywa kapryśny. Potrafi być ciepło i słonecznie, czasem jednak pogoda przybiera barwy jesieni - staje się wietrzna i deszczowa. Taki był ten wieczór. W jednym z wiktoriańskich barów przy głównej ulicy starego Edynburga trwał koncert na żywo. Goście siedzieli ciepło opatuleni w kurtki, niektórzy mieli na sobie szaliki w tartan. Grał kanadyjski piosenkarz. Miał dobry kontakt z gośćmi baru. Rozmawiał z nimi, czasem wykonywał piosenki na życzenie.

Kristine siedziała naprzeciwko Dorusa, oboje zwróceni w stronę muzyka. Jak zawsze promienieli szczęściem, popijając kolejne pinty szkockiego piwa. Miała na sobie zieloną kurtkę i takież spodnie. Włosy luźno upięte z tyłu, w uszach długie kolczyki. Chłopak ubrany w czarną koszulę i niebieskie jeansy, nie zdejmował bejsbolówki z głowy. Na twarzy miał zarost i obowiązkowy uśmiech. Podobnie jak na jej ustach był stałym gościem.

Do ich stolika podeszła kobieta i spytała, czy może się dosiąść. Rozejrzeli się po sali, w lokalu panował tłok, nie było wolnych miejsc. Grzecznie przytaknęli głowami i wrócili do słuchania muzyki. Piosenkarz także zauważył wejście nowoprzybyłej. Pomachał do niej ręką i obdarzył uśmiechem, ona zrobiła to samo. Dorus wraz z Kristine spojrzeli na kobietę z zainteresowaniem. Piosenkarz zaśpiewał jeszcze kilka kawałów, po czym ogłosił dziesięciominutową przerwę i dosiadł się do ich stolika.

- A więc jednak przyszłaś? – zwrócił się do kobiety.

- Byłam też w innych, ładniejszych barach, ale chciałam ciebie posłuchać. Więc przyszłam – odparła prostolinijnie. – Masz bardzo ładny głos.

Muzyk uśmiechnął się na jej słowa. Młoda para przysłuchiwała się rozmowie starszych.

- Ty wy się znacie? – spytał Dorus.

- Tak. Powiedział, że dziś będzie tutaj grał, więc jestem – wyjaśniła kobieta.

- I tak chodzisz za nim na koncerty? – dociekała Kristine.

- To dopiero drugi. Poznałam go wczoraj. Zagrał dla mnie piękną piosenkę i zaprosił na dzisiejszy koncert.

- Moja przerwa dobiega końca, wracam do mikrofonu – powiedział muzyk, wstając.

 

Zapanowała chwila ciszy. Goście czekali na wznowienie koncertu. Brad, bo tak miał na imię piosenkarz, rozejrzał się po wnętrzu baru. Dłużej zatrzymał wzrok na stoliku, od którego właśnie odszedł i przemówił.

- Zagram teraz piosenkę dla mojej znajomej - Daisy. To „Caledonia”, bardzo ją lubię. Przypomina mi o dalekim kraju, za którym bardzo tęsknię.

Goście zaklaskali, Daisy uśmiechnęła się i popłynęły dźwięki melodii. Piosenka była smutna, rzewna, pełna nostalgii. Wykonanie również.

- Tak na was patrzę… – zaczęła Daisy, gdy wybrzmiały ostatnie nuty – chyba niepotrzebne wam piwo, aby tak ciągle się radować.

- Nie, chyba wcale – odrzekła promiennie Kristine.

- Wyglądacie, jakbyście lubili ze sobą spędzać czas. Jakbyście bardzo się lubili – kontynuowała wątek Daisy.

- To ona mnie lubi – odparł przekornie Dorus.

Kristine wyglądała na nieco zawiedzioną, tak przynajmniej pomyślała Daisy.

- Ja też ją lubię, bardzo… - dodał z mocą chłopak.

Przy kolejnej piosence jego dłoń zanurzyła się w jej włosach, poczynając od czubka głowy, schodząc do karku. Masował jej szyję i ramiona, Kristine zamknęła oczy. Po chwili już całowali się ponad stolikiem. Daisy nie przeszkadzała im. Ukradkiem tylko obserwowała szczęśliwych młodych, słuchając koncertu Brada.

Po chwili Dorus podniósł się i dokądś wyszedł. Wrócił stawiając na stoliku trzy piwa, w tym jedno przed zaskoczoną Daisy.

- Ależ nie trzeba było – obruszyła się kobieta. – Sama bym sobie kupiła.

- Chciałem, to kupiłem.

- Dziękuję – odparła pogodnie. – Wiecie, patrzę na was z przyjemnością. Bije od was taka niewymuszona radość, taki spokój. Jak się poznaliście?

Dorus, na przemian z Kristine opowiedzieli Daisy ich historię. Ona słuchała, a uśmiech błąkał się po jej ustach.

- Mieszkacie osobno i udaje się wam utrzymać bliską relację na odległość?

- Czasem przylatuję z Niemiec do Edynburga. Dorus mieszka tutaj na stałe – wytłumaczyła dziewczyna. – Czasem spotykamy się w Birmingham.

- Jesteśmy ze sobą w codziennym kontakcie. Piszemy do siebie o każdym ważnym wydarzeniu, o każdej nawet błahostce.

- Bardzo trudno utrzymać związek na odległość  - rzekła w zamyśleniu Daisy. – Obie strony muszą się bardzo starać. Musi im zależeć. Czas i odległość potrafią zabić najpiękniejsze uczucie. Musi być troska, zaufanie, prawdziwe zainteresowanie drugą osobą. Trzeba jasno patrzeć w przyszłość.

Młodzi spojrzeli na siebie ze szczerym uczuciem i objęli się ponad stołem.

- Zewsząd czyha wiele pokus, kłamstwo, zdrada, nad którymi trzeba chcieć i umieć zapanować. To gdzie spędzacie tegoroczne wakacje? – zapytała Daisy.

- Ja jadę do Gwatemali budować szkoły dla dzieci. Na dwa miesiące albo dłużej. Mój kontrakt w przedszkolu właśnie się skończył, nic mnie w Niemczech nie trzyma – zaczęła Kristine.

- Ja jeszcze nie wiem – odparł Dorus. – Może wybiorę się na rejs wzdłuż wybrzeża Ameryki Południowej. Lubię wodę.

- Chcecie spędzić wakacje osobno? Nie boicie się? 

- A czego mamy się bać? – spojrzeli na siebie,  uśmiechając się. – Będziemy w kontakcie, jak zawsze.

Koncert dobiegł końca. Brad przyszedł się pożegnać, zrobili wspólne zdjęcie. Minęła północ. Daisy podniosła się, zakładając kurtkę i szalik w szkocka kratę.

- Miło było was poznać, tak naprawdę.

- Nam również.

- Życzę wam powodzenia.

Oboje uśmiechnęli się w odpowiedzi. Daisy wyszła w noc. Mimo późnej pory, na niebie panowała magiczna jasność, prawie taka sama jak w Sankt Petersburgu.

 

************************************************************

Rok później…

 

- Tylko sprawdź, na którym lotnisku lądujesz – napomniała Kristine. – W Panamie są dwa, wiesz przecież.

- Sprawdziłem. Na tym samym, co ty – odparł spokojnie Dorus.

- O której będziesz? Ja o trzeciej po południu.

- O dziesiątej rano – odrzekł beztrosko. – Poczekam na ciebie. Albo się prześpię, czekając.

- Ach ty… - usłyszał jej perlisty śmiech w słuchawce telefonu.

- Tylko nie zapomnij kurtki.

- Nie zapomnę!

Dorus ponownie usłyszał jej śmiech, a w myślach zobaczył promienny uśmiech, rozświetlający całą twarz.

- Do jutra – powiedział radośnie.

- Do jutra – odpowiedziała identycznie.

 

 

 

(24-25 czerwca 2017), Szkocja

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Niczyja · dnia 07.07.2017 09:24 · Czytań: 421 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 17
Komentarze
Krzysztof Konrad dnia 07.07.2017 21:36 Ocena: Dobre
Hej. Przełamię się i pierwszy raz w portalowej karierze pomarudzę o błędach :D


Cytat:
i nawet róż­ni­ca wieku, w tę nie­do­brą stro­nę

Która różnica wieku jest w dobrą stronę? Facet starszy/ młodsza kobieta czy odwrotnie? Każda różnica wieku jest w złą stronę.

Cytat:
- Mo­gła­bym wra­cać jutro, ale wtedy cena bi­le­tu jest znacz­nie wyż­sza, niż gdy­bym wra­ca­ła za ty­dzień.

- To wra­caj za ty­dzień – od­rzekł spon­ta­nicz­nie Dorus.


Nie było jej stać na bilet w tym dniu, ale wybrali się do innego miejsca, do którego bilet też kosztuje? Taka mała nieścisłość.

+ " Wtedy cena biletu BYŁABY" [...]

Cytat:
Śmia­li się wy­bie­ra­jąc dania z pro­wi­zo­rycz­nie wy­cię­tych z pa­pie­ru menu. Śmia­li się drep­cząc w ka­łu­żach po świe­żo spa­dłym desz­czu. Śmia­li, leżąc na tra­wie lub zwie­dza­jąc uro­cze za­kąt­ki sto­li­cy Ko­lum­bi


Wiem, że powtórzenie jest celowe, ale nie rozumiem, po co je zastosowałaś. Tyle jest synonimów tej frazy, a ty zastosowałaś najprostszą.

Cytat:
Był wy­so­kim, szczu­płym chłop­kiem


Chłopek? To zdrobnienie nacechowane negatywnie. Jest określeniem człowieka roztropnego, głupio mądrego lub okazujące politowanie nad osobą, która pochodzi ze wsi (inaczej wieśniak)

Cytat:
Dziew­czy­na pró­bo­wa­ła nad­ra­biać miną do złej gry uśmie­chem,


Kompletnie nie czaję tego zdania.

Cytat:
Pio­sen­ka była smut­na, rzew­na, pełna no­stal­gii.


Rzewny, to pełen smutku :)

Ale tekst jest niezły. Fajnie płyniesz, bohaterowie przechodzą z miejsca w miejsce, od rozmowy do rozmowy, zmieniają się okoliczności. Inaczej - fajnie malujesz upływ czasu, a to masakrycznie trudne. Używasz czasem dziwnych, niecodziennych słów. W większości podoba mi się, aczkolwiek nie wszystkie dialogi brzmią wiarygodnie. To dobry tekst :)
Niczyja dnia 08.07.2017 00:13
Witaj, Krzysztofie Konradzie, kiedyś zawsze musi być ten pierwszy raz. I miło mi, iż zostałam wyróżniona, aby być tą pierwszą:)

A teraz przejdę do wyszczególnionych przez Ciebie niezgódek:
1. różnica wieku w tę niedobrą stroną - wyjaśniłam w tekście, że chodzi o stereotyp, że kobieta NIE powinna być starsza od mężczyzny w związku. To stereotyp, któremu ja osobiście jestem przeciwna, ale nie wszyscy myślą tak jak ja:)
2. Cena biletu i dodatkowe koszty - ot tak napisałam, żeby było romantyczniej. Czy wszystko musi trzymać się ścisłych reguł matematycznych? Byłoby nudno, nieprawdaż?
3. Tak, powtórzenie jest celowe.
4. Zabrakło literki 'a'. Miało być oczywiście chłopakiem:)
5. Ja też. Coś mi tu nie pasowało od początku.
6. Oj wiem:)

Uświadom mnie proszę, jakie moje słowa są dziwne, niecodzienne. Może dla mnie nie są dziwne. Może to ja jestem dziwna i dla mnie są jak najbardziej codzienne. Każdy jest inny.
Cieszę się, że mimo tyle negatywów tekst uznałeś za dobry, a nawet masakrycznie fajny (momentami). To jest dla mnie dziwne - masakrycznie fajny;)

Pozdrawiam z mżawką,
Niczyja
Papa dnia 17.07.2017 15:25 Ocena: Świetne!
Tekst "masakrycznie fajny" heh. Dobrze jest mieć drugą połówkę, ja na razie jestem sam.
Niczyja dnia 17.07.2017 21:17
Tez tak uważam. To odnośnie drugiej połówki.
Dziękuję, że wpadłeś i zostawiłeś trwały ślad:)
skroplami dnia 24.07.2017 20:01 Ocena: Świetne!
Bajkowo marzenna miłość :).
Dobrze, jest i niech taka zostanie, chociaż tutaj. Te marzenia :).
Z drugiej strony okres czasu gdy są razem, krótki. Nie mają zastrzeżeń do działań, zasad partnera. Może nie znają, może nie byli w chwilach wymagających pewnych decyzji, może tęsknota bo tak rzadko przecież razem - przysłania. Z drugiej strony dobra podpowiedź jak utrzymać jak najdłużej tą początkową fazę miłości - fascynację, pragnienie, oddanie po kres ciała i serca, itd. :). Kochać z bliska ale częściej z daleka.
Bardzo dobre i ładne opowiadanie, prawie rajskie :).
Jednak patrząc na sytuacje istniejące na ziemi to wcale nie jest nierealne.
Oczywiście, jest też czas. Trzymam kciuki aby trwali tak do czasu gdy się zwiążą ślubem, lub nie, i za rozwój ich miłości po tym momencie. Bo jak wiesz autorko miłość znaczy o wiele więcej jak to co opisałaś.
No dobra, wiesz lepiej o swych miłościach i miłościach swych bohaterów :). Trzymam kciuki za miłości w obu "miejscach" :).
Sumując: bardzo dobrze się czyta i radośnie się kończy, lekko i kwiatów pełno w treści, nie tylko róż :).
Niczyja dnia 25.07.2017 20:03
skroplami,
Piękny komentarz:) Tak, życzmy im tego...
Cytat:
Marzenna miłość...tęsknota przysłania
:) Może...
Dziękuję i cieszę się, że określiłeś opowiadanie na prawie rajskie:)
Może wiem, może nie wiem... Nikt nie wie wszystkiego. Każdy dzień to nowa lekcja, nowa nauczka, czasem przyjemna:)
Raz jeszcze dziękuję, ale tym razem kwieciście, rumiankowo. To skromne, piękne, choć nie pachnące kwiaty:)
skroplami dnia 26.07.2017 08:56 Ocena: Świetne!
Niczyja, Niczyja, rumianki nie pachną? Muszę sprawdzić chociaż "może" :) masz rację.
Jest ktoś kto wie wszystko :). Pozdrawiam letnio (pora roku :) ).
Niczyja dnia 26.07.2017 20:38
Sprawdź, proszę, podobnie jest ze stokrotkami. To siostry, rumianek i stokrotka, duża i maleńka:)
A kto to taki?;) Ja nie znam...
Malesza dnia 29.07.2017 09:16 Ocena: Dobre
Unikam miłosnych historii - z zasady ;) Tu zaryzykowałam, bo styl mi się spodobał - piszesz bardzo lekko i, tak jak Twoja bohaterka uśmiechem, stylem zjednałaś sobie czytelnika - mnie.
Chciałam nawiązać do komentarza Krzysztofa, fraza brzmi "robić dobrą minę do złej gry", więc może tak: "...próbowała nadrobić uśmiechem minę do złej gry" - choć to chyba też nie za bardzo po polsku :
W kaźdym razie pozdrawiam i miło mi było u Ciebie zagościć ;)
Niczyja dnia 29.07.2017 10:58
Serdecznie dziękuję, Maleszo i cieszę, że dla mnie złamałaś zasadę:)
Cytat:
piszesz bardzo lekko i, tak jak Twoja bohaterka uśmiechem, stylem zjednałaś sobie czytelnika - mnie.
Może...

A mnie miło było Ciebie ugościć:)
Niczyja
Malesza dnia 29.07.2017 13:32 Ocena: Dobre
Zasadę? Hm, chyba muszę "nadrobić" regulamin, bo najwyraźniej coś mi umknęło :) Po prostu uważam, że styl – może lepiej "świat słów" – to podstawa, a jako użytkownik, jestem również czytelnikiem... Jeśli mnie "poniosło", proszę o wybaczenie:)
Niczyja dnia 29.07.2017 14:22
Złamałaś zasadę własną - nieczytania historii miłosnych:)
Nie ma czego wybaczać, sama się w takich lubuje;)
Malesza dnia 29.07.2017 14:35 Ocena: Dobre
A już się wystraszyłam, że ledwo zawitałam i od razu będzie ban! ;)))
skroplami dnia 29.07.2017 21:31 Ocena: Świetne!
Niczyja, mądralo ;).
Wszystko wie tylko Bóg. Ty nic nie wiesz o nim :(?
No tak, wiem, poważna sprawa. Ale uwierz, Bóg ma i poczucie sprawiedliwości, i poczucie humoru, i wiedzę o tym "co" stworzył.
Pytałaś, odpowiadam.
Sprawdzę osobiście gdy tylko wyjdę spod gruzów, papierowych :). Zapachy sprawdzę, nic więcej :).
Niczyja dnia 30.07.2017 01:37
Maleszo, nie ma się czego bać. Odwagi!:)


skroplami, nie jestem mądralą:)
Wiem o Nim. I wiem, że tak o Nim piszą i mówią.
Sprawdź, miłego wąchania;)
Dobranoc...
Josef Hosek dnia 20.08.2017 14:35
Lubię czytać Twoje opowieści, w pisaniu których osiągnęłaś chyba mistrzostwo świata. Taka trochę globtroterka jesteś. Do tego masz swoją bajkę, styl, własne zdanie i to jest super.

Proszę pozdrowić wzgórza Edynburga, a także stromiste uliczki tego miasta.

Serdeczności! :)
Niczyja dnia 20.08.2017 17:20
Josef Hosek, jak miło, że wpadłeś:) Minęły chyba wieki, odkąd mnie ostatnio czytałeś...
Miło mi bardzo, aczkolwiek jest w tym chyba trochę przesady;)
Cytat:
Lubię czytać Twoje opowieści, w pisaniu których osiągnęłaś chyba mistrzostwo świata.
Nie jestem mistrzynią, jestem sobą, po prostu Niczyją. I uwielbiam podróże.
Nie wiem co to znaczy: mieć swoją bajkę, ale odczytuję to że żyję w swoim wyimaginowanym świecie, tak?
Oczywiście, że pozdrowię przy następnej tam bytności, od niego wszystko się zaczęło. Jest uroczy, ma swój niepowtarzalny klimat. Tam jakby zatrzymał się czas.

Odserdeczniam się:)
Niczyja
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lady Winter
22/09/2017 10:08
Nalka, to prawda: blask dawnych gwiazd nigdy nie gaśnie.… »
Nalka31
22/09/2017 10:05
Czytałam ten wiersz wczoraj zanim Miladora wpadła na niego.… »
Esy Floresy
22/09/2017 10:01
Witaj, Hopless, wiersz zmienił się na korzyść od jego… »
Tjereszkowa
22/09/2017 09:05
O matulu... o mało bym go nie przegapiła... przepiękny,… »
Tjereszkowa
22/09/2017 08:52
Jaga, ja mam podobnie. Kieruję się w życiu zapachem,… »
hopeless
22/09/2017 08:49
Zola111 - Dziękuję za wizytę i refleksję. Pozdrawiam… »
violka
22/09/2017 08:23
skroplami, sama bym lepiej nie ujęła ;) Dziękuję za link do… »
Infernus
22/09/2017 01:22
Krótko i mocno! Ból, krew, dezorientacja: tutaj nie chciałem… »
Zola111
22/09/2017 00:22
Bardzo piękny wiersz, Hope. Jest tu melancholia ale i… »
Miladora
21/09/2017 23:57
Dziękuję serdecznie, Dysfunkcjo, za tak miły odbiór wiersza.… »
skroplami
21/09/2017 23:52
Autorko. S-f w tekście? Gdzie? Przecież to czasy rzymskie,… »
Miladora
21/09/2017 23:51
Bo to rzeczywiście świetny sposób. :) Czy jesteś jednak… »
Dysfunkcja
21/09/2017 23:30
Jaki wspaniały zabieg! Połączenie jesiennej liryczności z… »
hopeless
21/09/2017 23:11
Miladora - Dzięki:) Pozdrawiam serdecznie. Dobrej nocy:) »
Miladora
21/09/2017 23:04
Moją już jest. :) A co do wiersza - TAK! Teraz jest… »
ShoutBox
  • Infernus
  • 22/09/2017 00:54
  • Być może nie wszyscy Użytkownicy mają świadomość poruszonego tematu. Zapraszam: [link]
  • Esy Floresy
  • 21/09/2017 20:47
  • Faktycznie, za mało znaków ma okienko ;) Tutaj info: [link]
  • Tjereszkowa
  • 21/09/2017 20:41
  • Nie działa mi ten link... Jaki konkurs?
  • Esy Floresy
  • 21/09/2017 19:42
  • Został już tylko jeden dzień, kto podejmie wyzwanie i rzutem na taśmę, weźmie jeszcze udział? :) [link]
  • chawendyk
  • 20/09/2017 22:43
  • thx, trzeba za te pisanie się brać poważniej:) ale że mnie zarchiwizowali to już przeszedłem do historii:) mam nadzieję że nazwiska nie zapomnieli wpisać :):):)
  • Silvus
  • 20/09/2017 22:40
  • O, o, pięknie, Chaw.
  • Jaga
  • 20/09/2017 22:35
  • Super! :) Gratuluję!
  • chawendyk
  • 20/09/2017 22:28
  • ha, pierwszy sukces:) mój tekst "Powstanie 1944" jest w czytelni Muzeum Powstania Warszawskiego :)..może ktoś tam sobie poczyta:)
Ostatnio widziani
Gości online:40
Najnowszy:Buchenaues5u
Wspierają nas