Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 6. Słowa. - JOLA S.
Proza » Długie Opowiadania » Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 6. Słowa.
A A A

Czasem w dziennym świetle można zobaczyć w pęknięciach nieba resztki prawdziwych twarzy”.*

 

****

Wydaje mi się, że nie spałam od wieków, jestem niespokojna. Kręcę się od rana po domu i myślę o nieuniknionej rozmowie z Markiem. Im więcej się zastanawiam tym moje rozczarowanie zmienia się w złość. Szukałam w starych listach, ale to  lakoniczna, zwykła korespondencja, najmniejszego śladu czy wskazówki. Nie szkodzi, chociaż to wszystko nie jest zabawne, męczy. Czuję przestrach, że dowiem się od Marka czegoś, co nie będzie mi się podobało. Nie ma innego sposobu. Łyczek kawy i zaraz wychodzę. Czas nagli, jeszcze telefon do Victora.

Gdzie moja komórka? Siedząc w taksówce, rozpaczliwie przeszukuję przepastną torbę.


- Tu Karoline, lecę do Marka, do Florencji, zdecydowałam – mówię, przygotowując się na jego lodowaty ton.

- O rany, dobrze to przemyślałaś?

- Robię, to, co muszę

Słyszę wyraźne westchnienie. Pewnie, tam siedzi i kipi ze złości. Ciśnienie mi wzrasta, ale zaciskam usta jakby toffi skleiło mi zęby. Jeszcze chwilę próbuje mnie przekonać, że to był tylko głupi żart, ale tego nie kupuję.

****


Dobrze jest siedzieć w samolocie. Rozciągam się w fotelu, parę głębokich wdechów i druga kawa poprawiają mi humor. Drobinki kurzu tańczące w  snopach światła wpadającego przez okienka gwałtownie zwalniają. Za trzy godziny będę we Florencji. Jest coś bezwstydnego w moim zachwycie tym miastem. Nic dziwnego, kolebka włoskiej kultury i sztuki, która niezmiennie, od wieków fascynuje  architekturą średniowiecznej zabudowy zatopionej w urzekającym krajobrazie, nie jednego skusiła  ładem i spokojem. Właśnie tu mieli swoje domy i tworzyli Leonardo da Vinci i Michał Anioł.


****
 
Autobus staje. Puszczam się marszobiegiem w wąską uliczkę. Chmury stłoczyły się, odsłaniając niebo. Mam nieodparte wrażenie, że nade mną unosi się korzenny zapach chianti. To poprawia moje samopoczucie. Wreszcie, zza wzniesienia wyłania się  zabudowa w kolorze palonej cegły. To tak mieszka Mark? Dom jest dokładnie taki jak mi opowiadał. Gąszcz drzew oliwnych i cyprysów, a w nim skromny, zabytkowy budynek o małych oknach. Drzwi są uchylone. Pukam kołatką. Znajomy głos poleca mi wejść.
Pokój na poddaszu jest skąpo umeblowany, przez co wydaje się większy, sufit opada ku oknu. Stół, krzesła, kanapa, żadnych zbędnych gadżetów. Jedynym wyróżniającym elementem jest pianino. Porzucone, otwarte nuty są gotowe krzyczeć w śmiertelnej męce. Mark zrywa się z krzesła, cybuch fajki wypada mu z ust. Pozwalam się pocałować. Robi to gorliwie, ale bez entuzjazmu. Zdumiewające - jego twarz jest taka blada, zmęczona. Przeczesuje palcami pasma rudych włosów. 

- Mark, przepraszam, że nie zatelefonowałam.


- Wspaniała sprawa, fajnie mieć cię tutaj, ale powinnaś mnie uprzedzić.


 Posyła mi kwaśny uśmiech. Poprawia niedbałym ruchem okulary, przygląda mi się, jakby coś wyczuwał. W głowie mi pulsuje; w brzuchu przelewa się. Postanawiam nie panikować.

- Mark, powinnam znać prawdę. Kto jest moim ojcem? Nie będziemy tu sterczeć cały dzień. – Wyrzucam z siebie jednym tchem.

- I słusznie. Tu nie ma, co wyjaśniać!

Staje się drażliwy. Moja oskarżycielska mina chyba rozwiewa wszystkie jego wątpliwości, ale milczy uparcie. Nerwowo przemierzam pokój, ale uzbrajam się w cierpliwość, muszę stawić czoła temu, co mi ewentualnie powie. Unosi brwi w szczególny dla siebie sposób.


- Bądź rozsądna! Co masz w papierach?


- Mark, po co się zgrywasz?

- Moje słowa nic nie zmienią, chyba zabrnęłaś w ślepy zaułek. To twoje nazwisko po ojcu i tak zostanie. Jesteś bogata - to mówi ci stary Żyd, bo kto może się pochwalić, że  ma dwóch ojców.


- Mark, żarty sobie stroisz? Mów jasno!

- Jest, jak być musi. Wypłacz się, to pomaga.

-  Od łez wolę czekoladę - mamroczę przygaszona.

Zaprasza gestem na kanapę. Posłusznie siadam sztywno na jej brzegu. Sadowi się obok i nareszcie wykazuje zainteresowanie, zaczyna mówić, nie patrząc mi w oczy.

Połykam haczyk, zawsze się na to łapię, gdy zaczyna mówić o swoim życiu.

 
- „Każde trudne dzieciństwo jest jak niewidzialny wróg: nigdy nie wiadomo, kiedy uderzy” - to motto pasuje do mnie jak ulał. Moje młode życie było małe, zawsze wiedziałem, że istnieje coś większego.
Jego oczy w miarę opowiadania robią się coraz bardziej szkliste. Ma przykre wspomnienia. W pewnej chwili zamyśla się, wygląda jakby koncentrował się na tym, co chce mi powiedzieć.


- A Paryż? Przecież go kochałeś?


- To nie tak! To, co ci powiem ma znaczenie. Mój Paryż to kawał prawdy o srogim show - biznesie. Do Paryża przyjechałem dla kariery, chciałem pracować w mojej branży. Ściągnął mnie przyjaciel ojca, szef firmy producenckiej, łowca głów. Był jak oni wszyscy spragniony świeżej krwi. "Wielki Paryż - tu wszystko jest możliwe" - myślałem naiwnie. Szybko się przekonałem, że tylko marzenia można mieć za darmo. Cóż, nie miałem ojcowskiego talentu do interesów, więc mieszkałem w studiu pozbawionym bieżącej wody. Nagrywałem płyty, których długo nikt nie słuchał, trochę komponowałem i pisałem. Nieustanna huśtawka nadziei i porażek, ale zwyczajnie robisz to, co musisz, bo muzyka to twoje powołanie. Miałem nadzieję, że kiedyś  wypłynę. „Nadzieja jest torturą, gdyż przedłuża cierpienie”-  to są słowa Nietzchego, które czasem cytuję. Ale nie zgadzam się z nimi. To znaczy przedłuża cierpienie, ale zarazem jest jedynym powodem, dla którego wstawałem z łóżka. Jak ci wiadomo, w końcu wszedłem do biznesu muzycznego, ale nie czułem potrzeby by należeć do grup interesu, może miałem w sobie za mało agresji. Dopadła mnie neuroza. Zło się bierze z braku miłości i samotności. Kompensowałem swoje lęki konsumpcją wszystkiego - od narkotyków do mężczyzn. Patrzysz na mnie? Nie, nie jestem gejem, a gdyby jednak, to, co? Czy homoseksualizm w świecie stanowi jeszcze jakąś różnicę? Co on w ogóle znaczy? Dla większości może wydawać się niezrozumiały.


- Mark, skłamałabym, że nie zauważam odmienności gejów, że bycie bądź nie gejem nie stanowi dla mnie różnicy - odzywam się niepytana.

Moja wiedza o Marku okazuje się zdumiewająco płytka, to kilka szkiełek z kalejdoskopu jego życia. A jego melancholijne  zwierzenia, nie mam nawet czasu, aby je przemyśleć.

- Karoline,  życie twoich rodziców poznawałem  latami. Byliśmy blisko. Miałem wgląd w skrywane przez nich sekrety, zdrady i upokorzenia.  Elity kulturalna Paryża. Widok piękny, pozornie bez zastrzeżeń,  niezwykła para, napędzająca się wzajemnie w twórczych poszukiwaniach. Paul, postać niemal mesjańska, gdy brakowało powodzenia nikogo nie oszczędzał, uciekał do Włoch, do swojej kryjówki. Kiedy wracał do Paryża nie czuł potrzeby przepraszania. Twoja matka była najbardziej autentyczną, piękną i delikatną osobą, wierzącą w  doskonały moralnie świat. Czasem nie miała czasu o ciebie zadbać, a Paul jej niczego nie ułatwiał. Chyba nie zaprzeczysz?

- I tak i nie. Moja matka była jak torebka herbaty, ujawniała swoją moc, dopiero, gdy było gorąco. Mężczyźni nigdy nie czuli się jej potrzebni. O Ojcu mam  dobre i złe wspomnienia.

Mark nie przestaje mówić.

- Celowo przewijam czas do momentu, aż my oboje wchodzimy na scenę. Strasznie trudno to wyjaśnić, ale twoje narodziny zmieniły bieg mojego życia. Nawet bezdzietny stary kawaler musi mieć cel, bo inaczej równie dobrze można być trupem. W następstwie wydarzeń, o których nie wspomnę moja kariera  poszła w drobny mak. Może to głupio brzmi, ale dopiero ty mi pokazałaś mi na nowo, że magia istnieje. Zwyczajnie cię pokochałem. Kto mógł przypuszczać, że wyjdzie z tego taki bajzel. Źle to ująłem, przepraszam, że tak plotę.


– Zupełnie nie rozumiesz, o co mi chodzi. Spałeś z nią?

 Moja ręka zaciska się odruchowo w pięść.

- Jeżeli mam powiedzieć prawdę, nie miałem nic przeciwko temu. Facet nie ma zwyczaju rozmawiać o takich sprawach. Czy musimy prowadzić tą idiotyczną rozmowę?

 Wydaję nieprzyjazny pomruk, zaczyna mnie ponosić.

- Nie denerwuj się, rozumiem - dodaje. - Przy Ann poczułem  smak odrzucenia. Owszem, byłem w niej zakochany,  bolało, ale cóż i tak bywa. Skoro już pytasz za czyją sprawą, to znaczy czyje plemniki połączyły się z jajeczkiem twojej matki to ci odpowiem: nie potrzebna jest tu żadna filozofia, najważniejsze, że z tego wyszedł cud z blond czupryną.

Wyciąga rękę by mnie pogłaskać. Odsuwam się.


- Co jeszcze chcesz wiedzieć? Że twój Mark jest morfinistą. Jesteś zaskoczona? Nie potrafiłem pozbyć się tego cholernego lęku. Morfina pomaga, a potem powoli zabija. Jestem w kiepskiej formie. Twój ojciec przyłapał mnie na braniu. Ale nie mówmy o tym więcej! Może chcesz zobaczyć moje ule? To moja oaza. Pszczoły, te sympatyczne owady zapylają większość upraw na Ziemi. Bez nich nie damy rady. Rocznie, według szacunków naukowców tracimy prawie pięć tysięcy gatunków zwierząt. Jeśli świat ginie to przez nas ludzi. To inny problem. I co ja mam zrobić z takim kimś, jak ty?

- Mark, ta rozmowa ma coś z obłędu! Pogrywasz ze mną, nie jestem głupia!

- Proszę, nie krzycz. Może kawy, zapewne zgłodniałaś.  Oprócz kawy, mam tylko ser i lody pistacjowe. A może lepiej gdzieś pójdziemy?


- Wszystko jedno, konam z głodu.

Zaczynam mieć dosyć tej rozmowy. Oczy robią mi się wilgotne. Mrugam powiekami, czuję piach. Pęcherz zmusza mnie do posłuszeństwa. Rozglądam się za łazienką. Mylę drzwi. Na najdłużej ścianie biblioteki, między regałami wiszą obrazy.  Dwie „Dziewczyny z perłą”? Podchodzę bliżej, z jednego patrzą na mnie oczy mojej matki. Poznaję rękę ojca. Świadomy proces myślenia zastępuje seria obrazów, jakbym oglądała telewizję przy wyłączonym dźwięku. Jestem oszołomiona. Muszę ochłonąć. Otwieram okno.

W ułamku sekundy wszystko się zmienia, tak jak to niebo nad Florencją. Spoważniało, ale nie przestało być tajemnicze; obłoki  nadal czarują, chociaż już w zupełnie inny sposób.

 

 


****

Monolog (myśli postrzępione) /wiersz/ *

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 07.07.2017 09:44 · Czytań: 448 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 6
Komentarze
Dobra Cobra dnia 07.07.2017 11:35 Ocena: Bardzo dobre
To potworne, ze rocznie (jesli to prawda) ginie 5 tysi gatunków zwierząt. Znaczy, ze koniec świata blisko.

JOLU S,

Jest akcja, co jest zawsze piękne w literaturze oraz w kinie. Się czyta z zainteresowaniem. Szczere rozmowy, działanie - to wszystko czytelnicy uwielbiają.

Dobreeeee.


W oczekiwaniu cdn.

DoCo
JOLA S. dnia 07.07.2017 13:01
To nie tylko miłe słowa.;)

DoCo,

Dzięki za pochlebną opinię, a ze zwierzętami to smutna prawda.

Pozdrawiam ciepło :)

JOLA S.
kamyczek dnia 20.07.2017 16:07
Witaj, Jolu, przeczytałam już wcześniej, ale dopiero teraz zostawiam widoczny ślad pod tekstem. Co mogę powiedzieć o treści? - zajmująca, jak do tej pory. Podoba się. Od strony technicznej: kilka zbędnych przecinków, niepotrzebna spacja po znaku zapytania
Cytat:
Ko­mór­ka ?

Cytat:
Ru­sza­my z pi­skiem.
- napisałabym: Ruszamy z piskiem opon. Ale to tylko kosmetyka, a opowiadanie, jak najbardziej - fajnie się czytało.

pozdrowienia.
JOLA S. dnia 20.07.2017 16:23
Kamyczku, to prawdziwa przyjemność gościć Ciebie w moich skromnych progach. Pomagają mi Twoje komentarze, nawet nie wiesz jak bardzo. :) Chyba skończę to moje pisanie, przynajmniej na PP. Muszę to jeszcze przespać.
Pozdrawiam Cię gorąco , chyba zatopię się w Twoich wierszach :) :)
JOLA S.
kamyczek dnia 20.07.2017 22:00
JOLA S. napisała:
Chyba skończę to moje pisanie, przynajmniej na PP.
- nawet tak nie myśl, Jolu. Buziaki.
JOLA S. dnia 20.07.2017 22:14
Dzięki, Kamyczku :) :)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Nalka31
21/09/2017 13:54
Z racji, że z poprzednich wierszy pamiętam tylko wrażenia i… »
Miladora
21/09/2017 13:53
Jako specjalistka w logice pirotechniczno-użytkowej,… »
Miladora
21/09/2017 13:47
A może: - w eg­zo­tycz­nej ramce – port, gdzie… »
Nalka31
21/09/2017 13:45
Bardzo mnie uśmiechnął ten wiersz już w Altance. Miło, że… »
mike17
21/09/2017 13:41
Jago, dziękuję Ci za tak piękny koment do tej miniatury :)»
Pola Kaj
21/09/2017 13:40
Pięknie się czytało. Melodyjne bardzo. I ta "psia jego… »
Pola Kaj
21/09/2017 13:35
Jestem oczarowana. W życiu nie czytałam czegoś podobnego,… »
Opheliac
21/09/2017 13:31
Werko, dziękuję za rozległy komentarz i przemyślenia, trafne… »
Pola Kaj
21/09/2017 13:27
Dziękuję, Dobra Cobra i szczególnie Tobie, skroplami.… »
Zola111
21/09/2017 13:13
Jako technik materiałów "piro", czyli pirotechnik,… »
Miladora
21/09/2017 11:52
Gdy zacznie brakować mi czasu, dam Ci odpocząć, Hope. :) A… »
Dobra Cobra
21/09/2017 11:23
Określając mój stosunek jako "sól w oku" miałem/am… »
Jacek Londyn
21/09/2017 11:00
Violko, fajnie, że prezentowany przeze mnie humor trafia do… »
JOLA S.
21/09/2017 10:25
Carve, ponownie na jednym wdechu połknąłem Twój uroczy… »
hopeless
21/09/2017 09:51
Miladora - nie jest tak źle, głowa trzyma się dobrze.… »
ShoutBox
  • chawendyk
  • 20/09/2017 22:43
  • thx, trzeba za te pisanie się brać poważniej:) ale że mnie zarchiwizowali to już przeszedłem do historii:) mam nadzieję że nazwiska nie zapomnieli wpisać :):):)
  • Silvus
  • 20/09/2017 22:40
  • O, o, pięknie, Chaw.
  • Jaga
  • 20/09/2017 22:35
  • Super! :) Gratuluję!
  • chawendyk
  • 20/09/2017 22:28
  • ha, pierwszy sukces:) mój tekst "Powstanie 1944" jest w czytelni Muzeum Powstania Warszawskiego :)..może ktoś tam sobie poczyta:)
  • akacjowa agnes
  • 20/09/2017 17:29
  • O matulu! Wejdę tu za parę miesięcy i w ogóle portalu nie poznam! :) Widzę, że rewolucję szykujecie :) Pozdrawiam.
  • Tjereszkowa
  • 20/09/2017 15:18
  • Gramofonie... ja mówię o efektach a nie o technicznej stronie, bo na tej się kompletnie nie znam. Natomiast wiem, że cuś takiego jest możebne, bom widziała :D
  • Gramofon
  • 20/09/2017 15:08
  • no taki odrebny uzytkownik co by zbieral wszystkie teksty a potem po ujawnieniu trafial do folderu konkretnego jegomoscia lub jegomosciowej ;]
  • Tjereszkowa
  • 20/09/2017 14:34
  • "anonim" to musiałby być dla systemu odrębny rodzaj użytkownika, żeby nic nie było widać. Inaczej to nie miałoby żadnego sensu.
Ostatnio widziani
Gości online:47
Najnowszy:Tarriconees7
Wspierają nas