Przekładne noce Roselle cz.3 - Krzysztof Konrad
Proza » Historie z dreszczykiem » Przekładne noce Roselle cz.3
A A A

III

 

     Howard Sunless, główny bohater Jeziora, zamienia etykiety kropli żołądkowych i Haloperydolu, ponieważ te pierwsze można wcisnąć na większość schorzeń. Obie buteleczki zawierają po dwadzieścia pięć mililitrów roztworu. Zwykłe leki przeciwbiegunkowe można pić bez opamiętania, a lekarze wręcz zalecają spożycie dawki co najmniej pięciu mililitrów dziennie. Gdy jeszcze żyła mama, mieszkaliśmy na farmie w Poland sporawej wsi należącej do stanu Ohio. Było tam wiele lasów, wilgotne powietrze, a od bagna dzieliło nas zaledwie czterysta jardów drogi. Komary uwielbiały żreć moje nogi, niczym mali, skrzydlaci fetyszyści-pedofile. Pewnego dnia przyszłam do domu ze standardową ilością dziesięciu, może piętnastu ukąszeń. Gdy tata smarował swędzące nóżki swojej Roselle, zauważył mikroskopijny, mokry ślad na kolanie, dokładnie w napuchniętym miejscu. Ten szczegół wyglądał jak bąbelek najdrobniejszego deszczu na białej balustradzie. Rodzice zabrali mnie do szpitala. To był mocz komara z wirusem Dengi. Gdyby nie cud, jakim był mój ojciec, dostałabym gorączki krwotocznej i pewnie zmarła. Haloperydol jest tak silnie toksyczny, że pacjentom zaleca się spożycie dziennej dawki równej trzem takim siknięciom, a lekarze i farmaceuci jednogłośnie zabraniają spożycia choćby pół mililitra więcej, nie wspominając o ilości równej jednemu łykowi kropel żołądkowych.

 

     Ale która kochająca żona nabrałaby podejrzeń po odnalezieniu kilku popieprzonych rzeczy zachomikowanych w tajemnicy? Jeszcze kilka tygodni zabraniałam mężowi szperania po artykułach traktujących o zabójstwach i wszystkiego, czego kontekst ociera o tematykę kryminalną. Mowiłam mu, że do kreacji świata literackiego nie potrzebuje inspiracji z realnego świata. Pracowałam, robiłam zakupy, wylegiwałam się w solarium z Wandą, a co najważniejsze spałam z nim w jednym łóżku przekonana, że sterylnie czyste serce zmusza go do smarowania zmyślonych brudów na elektronicznej kartce edytora tekstu. Gdyby miłość żyła, byłaby tarczą do gry i wielbiłaby piękne rzutki, z którymi dzieliła miejsce na sklepowej półce w jednym opakowaniu. Jeśli jej sercem byłby sam środek, musiałoby się rozegrać wiele partii, zanim zrozumiałaby paradoks własnego losu.

 

      Prawie wszystkim wydaje się, że facet Wandy, kapitan James Morrow, to stuprocentowy, towarzyski i wysportowany kawał dobrze ustawionego mięcha. Dba o nią, pielęgnuje oraz zapewnia dostatek. Mrówka, bo takie nazwisko przyjęła po mężu, przez delikatnie ograniczony zakres rozumowania nie wie, że nie jest bynajmniej oczkiem w głowie lubego, a jedynie trampoliną, dzięki której wyrzuca ze swojej głowy myśli o wydziale antynarkotykowym, w skrócie: DEA. Gdy po cotygodniowym, przyjacielskim posiłku Wanda wkłada naczynia do zmywarki, prowadzimy naturalne rozmowy. James zrzuca wtedy żelazną maskę, za którą chowa odcięte głowy meksykańców i staje się kapitanem. Ten zawód wrósł w jego osobowość i, poza wydziałem, może pokazywać to przez zaledwie siedem do dziesięciu minut od chwili wyjścia mrówki z jadalni. Ten człowiek nigdy nie potrafił zrozumieć, że jedynie w pracy się spełnia, a ja nigdy nie powiedziałam mu, że tak naprawdę on nie chce niczego wyrzucać. Obiecałam sobie, że nie zburzę tego bunkra.

 

     W trakcie, gdy wchłaniałam kolejną, przerażającą historię policjanta, mój wybranek wyszedł do ubikacji. Ubódł mnie elektryzujący impuls, który kazał zapytać kapitana, czy może załatwić urządzenie namierzające i odpowiedzieć na pytanie, zanim wróci Rob. Przytaknął tylko głową, mrugnął okiem i wtrącił dla niepoznaki gadkę o dupie maryni. Gdybym była tym wyznaniem, chciałabym być czytana przez Jamesa Marrowa. Właśnie on podarował mi nadajnik GPS TL20W, który przyczepiłam do podwozia Jeepa i dzięki niemu mogłam dowiedzieć się, że Robert jako rzutka wstrzelił się w sam środek tarczy, znanej szerzej pod pojęciem miłości.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krzysztof Konrad · dnia 07.07.2017 15:05 · Czytań: 152 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 7
Komentarze
purpur dnia 11.07.2017 16:06
No wpadłem.

I oczywiście mam mieszane odczucia :) Nic się nie przejmuj, ja nie wiem, jak to się dzieje, ale zawsze, no normalnie zawsze, taka mieszanka zbiera się we mnie. Nie może być prosto: do wyrzucenia i prosze się wiecej nie pokazywać... :p

No ale konkretnie!

Z jednej strony - bardzo dobrze. Podobała mi się Twoja zabawa ze słowem, z porównaniem, zresztą chyba wiesz o co chodzi... Czyta się przez to przyjemnie... Fajnie konstruujesz zdania, są one ciekawe. Wydają się dojrzałe, mimo iż traktują lekkim słowem.

Ale...

Za dużo jest tu dygresji, ucieczek w bok, za mało faktycznej treści - opowiadania, które przecież chciałem przeczytać. Gubię się w opowieści i podejrzewam, że gdybym nie przeczytał jednego po drugi, to już w ogóle bym nie wiedział o co właściwie chodzi...

Cytat:
Gdybym była tym wyznaniem, chciałabym być czytana przez Jamesa Marrowa. Właśnie on podarował mi nadajnik GPS TL20W, który przyczepiłam do podwozia Jeepa i dzięki niemu mogłam dowiedzieć się, że Robert jako rzutka wstrzelił się w sam środek tarczy, znanej szerzej pod pojęciem miłości.
- samo w sobie, nawet fajne. A co mi dało jako treść opowieści. Hmmm... Nie mam pojęcia...

Tak.

Myślę, że możesz napisać coś bardzo fajnego, jeśli dasz opowieści prawo głosu i nie zakrzyczysz go dygresjami i zdaniami "łączącymi". Wiesz, czytając szukam zawsze treści, pomysłu na treść, sposobu prowadzenia, tak zgadłeś, treści. Oczywiście... ładne zdania i dobra strona "techniczna" jest wymagana, ale... to treść jest najważniejsza.

Oczywiście... powyższa opinia jest absolutnie subiektywna, przecież dałem ją Ja, jedna osoba. I tak, czepiam się tylko dlatego, że za dobrze piszesz, abym musiał się gubić w tym, co napisałeś!

Pozdrawiam!
Krzysztof Konrad dnia 11.07.2017 16:19
Dziękuję za opinię :) Powiem Ci, że z tymi dygresjami, to jest tak, że są one tu potrzebne, by czytelnik poznał bohaterkę. Ona też musi być choć trochę wyrazista, żeby jej charakterystyczny mąż i ich związek, byli wiarygodni. Jeśli chodzi o zacytowany przez Ciebie fragment - dowiedziałeś się o nadajniku, który jest częścią fabularną wplecioną w dygresję :)
purpur dnia 11.07.2017 16:28
Jasne!

Oczywiście i całkowicie. Ja rozumiem, po co one się tu znajdują!
Budują mi osobę - kogoś kto mi opowiada, to co się wydarzyło. Do tego, jak wspomniałem, robi to bardzo przyzwoicie. Kolejne zdania bardzo fajnie brzmią, są CIEKAWE, co wbrew pozorom, nie tak znowu często się spotyka :)

Ale...

Cytat:
zacytowany przez Ciebie fragment - dowiedziałeś się o nadajniku, który jest częścią fabularną wplecioną w dygresję


Wiem :) To był tylko przykład, starałęm się jakoś uplastycznić moje wypowiedzi. Dla mnie, osobiście MNIE, jest tego trochę za wiele... Co oczywiście nie oznacza, że dla innych nie będzie w-sam-raz :)

Fajnie piszesz, bez dwóch zdań, teraz tylko chciałbym przeczytać opowiadanie :) Bo po prostu rozmyło się w tych zdaniach.

Dobra, koniec marudzenia - ty do pracy, jeszcze ze dwie części tutaj poproszę :p A ja czekam i gryzę pazury :) No!

Pozdrawiam,
Pur
JOLA S. dnia 11.07.2017 18:27
Krzysztofie, przeczytałam wszystkie części i nareszcie zebrałam się, żeby napisać o swoich odczuciach. Mam pełniejszy obraz. Jest pomysł i zdolny autor, który nie grzeszy czasem. Pisanie zżera czas. Czytałam ostatnio wywiad z znanym pisarzem, w magazynie "Książki" / w jednym z ostatnich numerów polecam/. Otwarcie mówi on o swoich twórczych cierpieniach, gani swój warsztat, uważa go ciągle za niedoskonały, wskazuje ścieżki naprawy. Naprawdę interesujący tekst.
Wracając do Twojego. Niestety częściowo muszę się zgodzić się z Purpurem.
Ale upieram się, przy swoim. Stanowi on zalążek ciekawej opowieści, oczywiście po niewielkim dopracowaniu.
Wierzę, że go tak nie zostawisz, to przecież nie w Twoim stylu. :)
Moja opinia nic nie znaczy. Pozostaje mi tylko życzyć Ci sukcesów. Jako Twoja wierna czytelniczka poczekam cierpliwie. :)

Pozdrawiam cieplutko

JOLA S.
Krzysztof Konrad dnia 11.07.2017 20:57
Dzięki Jolu. Na pewno wezmę to pod uwagę. Dobrze czasem dostać rzeczowa opinie, bo mi się pomysł, wykonanie i wszystko inne - bardzo podobało, a tu proszę :D popracuję nad tym. Pozdrawiam.
skroplami dnia 22.07.2017 08:41 Ocena: Świetne!
Dobrze się czyta do "momentu" gdy ilość fragmentarycznych opisów zaczyna uwierać pojmowanie o co chodzi. To stwierdzenie po "zaliczeniu" wszystkich trzech części od razu. Czytając z przerwami na pewno nie rzuci się tak w oczy ale. Ale wtedy trzeba wrócić aby zrozumieć co się w tym momencie czyta :(. Jestem prosty człowiek a tu szachy ;). Ok, lubię je :). Do czytania cenię jednak "warcaby". Faktem, już poprzednik na to zwrócił uwagę, przenośnie w prozie są ok ale w historii z dreszczykiem romantyczne "wzdychania" obok "jęków" strachu dziwnie się odbiera. Bądź lawiną, porywającą i w całości zimną a kwiatek czy człowiek przez nią porwany niech się ukażą tylko oczom lub w domyśle.
Dobra, nie wytłumaczę logicznie :). Nie moja specjalność ;). Sumując, utwór wciąga jednak ponownie ale. Ale trzeba go czytać jak pić dobrą kawę. W małej filiżance i co kilka godzin, nie rząd pięciu i raz po raz :). Znika smak który wyrazisty w jednej dawce. Część Twojego opowiadania, np nr 1 lub nr 2 lub nr 3, daje "kopa". Gdy trzy jednocześnie ten "kop" słabnie. Tłumaczę, ok. Pisząc prościej ale w swym stylu możesz uzyskać duszenie i wygraną z czytelnikiem. A tak jak jest, widz podziwia technikę i ciosy, i walka nie kończy się przed czasem. Oczywiście, takie walki mogą być piękne :) i porywające aż do zawału ;). Może i takie będą Twoje opowiadania, utwory, już niedługo. Bo widać talent, wielki. Można się zachwycić techniką ale to mało, wciąż mało :(. Ostatnia kropla: wlej więcej ducha, nawet tylko miejscami, a w całości będzie bić serce :).
Teraz? Tak, teraz bije nie głośno. Można się domyślać bo opowiadanie jednak żyje :).
Jest dobre, bardzo, pomimo skondensowania "tylości" na kilku stronach :).
Krzysztof Konrad dnia 22.07.2017 09:42
Dziękuję :) wiesz, tak naprawdę opowiadanie o Roselle klecę na szybko i w międzyczasie uczę się o samym warsztacie pisarskim. Wkurza mnie to, że nie stanąłem jeszcze w miejscu z poziomem, tylko cały czas się to zmienia. O wszystko się założę, że różnica między 3 a 10 częścią tego tekstu byłaby kolosalna. W która stronę, to już inna brocha. Piszę taki cykl "Anatomia Prawdy" i tam to cholernie widać. Musiałem ją zapauzowac do czasu, aż przestanę się formować, bo różnica między niektórymi rozdziałami jest nie do zniesienia. W tym, co teraz napisałem zawarłem odpowiedź na Twoje pytanie. Jestem jeszcze młody, w życiu przeczytałem z siedem książek. Nadrabiam czytaniem, dużą dawką czytania i wciąż uczę się pokory, logiki i konsekwencji. Co do talentu - chciałbym, lecz wątpię. Dzięki i pozdrawiam serdecznie.
P. S. Czy tekst na pewno zasługuje na tak wysoką ocenę? :)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
25/07/2017 04:26
szalony tekst :) »
zbycho
24/07/2017 21:38
piękny tekst »
skroplami
24/07/2017 20:50
AJW chociaż wiem że ma być ajw :). Witaj wśród prozy. Masz… »
skroplami
24/07/2017 20:12
Przypadkiem. Nie pamiętam kiedy i gdzie czytałem tak dobry… »
skroplami
24/07/2017 20:01
Bajkowo marzenna miłość :). Dobrze, jest i niech taka… »
Toya
24/07/2017 16:45
Świetny, Alku, ale zgodzę się z puszczykiem. Za dużo tego.… »
Toya
24/07/2017 16:39
Nie porwał. Całość dość chaotyczna i przegadana. Męcząca… »
skroplami
24/07/2017 16:37
Takie spokojne a takie zaskakujące zakończenie :). No… »
skroplami
24/07/2017 15:46
Co do joty zgadzam się z JOLA S. :). S-f, thiller, horror… »
Autor
24/07/2017 15:39
Dziękuję Wiktorio. Miłego dnia :) »
wiktoria
24/07/2017 15:33
Autorze, bardzo dobrze doczytałeś, chodzi o agresję słowną,… »
Autor
24/07/2017 13:11
I to jest to, niby miniatura, a dużo akcji, wiele się… »
Autor
24/07/2017 12:57
No tak, najpierw należy wyjąć belkę ze swojego oka. W… »
Toya
24/07/2017 12:56
Robaczki, jak to robaczki. Są wszędzie. Haaa... :p »
wiktoria
24/07/2017 10:31
Autorze, nie widzisz jej, bo jej tu nie ma. Za to jest to,… »
ShoutBox
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 22:09
  • Tru. Ale niektórych słucha się pierońsko dobrze :)
  • Krzysztof Konrad
  • 24/07/2017 21:41
  • Mam taką teorię, że pisarze to kretacze i krasomowcy. Gadają dużo o niczym, ale sami nie wiedzą co i jak :
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:57
  • Rozumiem, nie znam niestety dobrych podręczników warsztatowych, chociaż Pinkera już mam kupionego i czeka na czytanie. Jest dużo takiej literatury po angielsku.
  • Maru
  • 24/07/2017 20:51
  • Uwaga, chwalę się! ^^ Lipcowy numer Histerii, a w nim moja "Sprawiedliwość"! :D
  • Krzysztof Konrad
  • 24/07/2017 20:38
  • Właśnie takie mnie nie interesują, gdyż nie mam kłopotów z motywacją. Jak chce to po prostu to robię. Ale byłoby miło dobrze wykonywać tę robotę.
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:37
  • Ale jeżeli ktoś lubi i potrzebuje takiego klimatu, to ksiazka spełnia swoje zadanie.
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:05
  • Krzysztof Konrad, "Będę pisarzem" Dorothei Brande jest całkiem całkiem, tylko trzeba wziac pod uwagę, że to jest poradnik czysto inspiratywny, motywujący. Nie ma tam za wiele o warsztacie.
Ostatnio widziani
Gości online:40
Najnowszy:muaser
Wspierają nas