Alesund. Miasto nadziei, miasto cudów - hannacze
Proza » Obyczajowe » Alesund. Miasto nadziei, miasto cudów
A A A

Alesund. Miasto nadziei, miasto cudów cz.4

 

Nie poznałam jej imienia, choć w tej historii akurat imię wydaje się być najmniej istotne.

 

Kończyła się zima, która w tym rejonie Norwegii przybiera bardzo łagodną postać.

Dla mnie był to przedziwny czas, pełen skrajnych emocji. Od fascynacji po rozczarowanie, od stanu poczucia bezpieczeństwa po kompletną degrengoladę.

 

 

Zwiastunem końca zimy i nadchodzącej wiosny jest po pierwsze sezon na dorsza. Świadczy o nim ilość łodzi pozostających nocą w zatokach, które przybierają postać odbijających się w wodzie kolorowych świateł. Obserwowane z wysokości stanową piękny obrazek. Po drugie, ilość przybywających turystów w miarę zbliżania się sezonu na coraz większych statkach osiągających rozmiary małych osiedli mieszkaniowych.

 

Pasażerowie wspomnianych statków zawsze odwiedzają jedyną w mieście cukiernię usytuowaną dokładnie naprzeciw dworca promowego. Moja przyjaciółka, pracująca w tej cukierni, twierdzi, że ilość klientów nabywających ich wyroby to jakieś nieporozumienie.

 

Wracałam nad ranem z pracy.

Odcinek drogi pomiędzy miejscem mojej pracy a dworcem autobusowym komunikacji miejskiej przypomina dzielnicę przemysłową z okresu mojego dzieciństwa. Duże przestrzenie pozbawione domów mieszkalnych i drzew zapełnione sporych rozmiarów budynkami różnego przeznaczenia. W tym wypadku jest to centrum handlowe położone na dużej powierzchni, bardziej rozciągnięte wszerz niż wzwyż. Budynki usytuowane są po obu stronach czteropasmowej drogi. Zarówno nocą jak i nad ranem sprawia to dość przygnębiające wrażenie, zważywszy dodatkowo na fakt, iż nikogo się wtedy nie spotka.

 

 

Około piątej nad ranem skończyłam pracę. Zwykle o tej porze jestem na dworcu sama.

 

Zobaczyłam ją z daleka.

Gdy podchodziłam, widziałam wbity we mnie jej wzrok.

Przez umysł przebiegła mi niebezpieczna myśl, że będzie chciała gadać ale szybko ją zlekceważyłam. Niemożliwe, pomyślałam.

Byłam już blisko strefy ławek gdy pomachała do mnie otwartą dłonią i przesunęła się, jakby miejsca na pustej ławce było mało.

 

- Hei, wiesz która może być godzina?- zapytała.

 

Gadać w tym momencie to mi się chyba najmniej chciało, jednak to jej „hei” wyraźnie mnie orzeźwiło.

Przyjrzałam się jej.

Nie była piękna, ale nie była też pospolita. Miała coś takiego w wyglądzie, co zmusiło mnie do poświęcenia jej uwagi i skupiło na niej. Była raczej drobna. Długie ciemne włosy, gdzieniegdzie zakończone ciemnozielonym ombre, luźno opadały jej na ramiona i plecy. Kilka pasem stanowiło grzywkę, którą właśnie w tej chwili założyła za ucho, by ją po chwili stamtąd uwolnić. Jasna cera, niebieskie oczy w ciemnej oprawie. Regularne rysy twarzy. Ubrana w czarny przylegający płaszczyk, czarne spodnie wciśnięte w długie skórzane ciemne kozaki.

Na ustach miała czerwoną ostrą pomadkę.

 

Zwykle noszę na ręku zegarek. Odruchowo odsunęłam rękaw. Nie znalazłam go jednak, musiałam zdjąć go w pracy. Zanurzyłam dłoń w kieszeni ciepłej zimowej kurtki i wyjęłam telefon.

 

- Piąta dziesięć- odpowiedziałam

- A która godzina może być teraz w Tokio?- zapytała

 

Spojrzałam na nią nieprzytomnie. Zatkało mnie, zamurowało, zwaliło z nóg, zaszokowało czy jakkolwiek by tego nie nazwać - na pewno ustawiło mnie to pytanie do pionu.

Musiała zobaczyć jakiś głupkowaty wyraz mojej twarzy, bo natychmiast zareagowała:

 

 

- O, nie, nie, ja tak tylko... Nie przejmuj się tym w ogóle. Chciałam zagaić rozmowę- szybko dodała.

 

 

… Chciała zagaić rozmowę… z jakiej epoki ona przybywa, pomyślałam, … zagaić rozmowę… .

 

-Źle zaczęłam- Uśmiechnęła się tak, jakbyśmy były kumpelami całe życie – Przepraszam. Lecę dalej, a ty pewnie z pracy wracasz- sama sobie odpowiedziała.

 

Może powinnam była zapytać dokąd leci ale ani to pytanie, ani żadne inne nie przyszło mi wtedy do głowy.

 

-Długo tu mieszkasz?- zapytała.

- Ponad rok - odpowiedziałam.

-Tak… Ja nie zapuszczam korzeni. Nie, że nie umiem, nie chcę. Po prostu nie chcę. Coś takiego jak stabilizacja raczej mnie ominie- dodała.

 

Nie wiedziałam co powiedzieć i nie dlatego, że nie chciałam. Wręcz bardzo chciałam, czułam nawet wewnętrzny przymus. Marzyłam o tym, by coś powiedzieć.

 

Poczekała chwilę i nie doczekawszy się ode mnie żadnego znaku, żachnięcia czy pomruku w stylu „aha” lub „hm” albo choćby „o”, kontynuowała.

 

- Ten brak stałego miejsca zamieszkania… Wiesz, czasem by się przydał, gdybyś na przykład chciała wysłać mi życzenia - dodała.

 

Nie śmiała się przy tym więc ustaliłam, że nie traktowała tej wypowiedzi jak żart.

 

- Jutro będę już w innym miejscu, wszystko się kiedyś kończy. Odcinam przeszłość, skupiam się na przyszłości, wiesz coś na ten temat?- zapytała i nie czekając na odpowiedź sama sobie odpowiedziała - Każdy wie.

 

 

Powoli zaczynało świtać. Na horyzoncie pojawiły się zarysy wierzchołków gór, które tutaj widać niemal z każdego miejsca.

Pusty dworzec wzmagał dodatkowo siłę tego, co do mnie mówiła.

 

- Wiesz, że zawsze dzieje się to, co powinno?- zapytała - Może pojedziesz ze mną? - dodała po chwili.

 

Widząc po raz kolejny nietypowy wyraz mojej twarzy, szybko dodała:

- Tak, na wszystko jest czas.

 

Wyjęła z kieszeni telefon, by sprawdzić godzinę.

-Zaraz przyjedzie mój autobus, jeśli nic się nie wydarzy- powiedziała uśmiechając się.

 

Rzeczywiście autobus za chwilę podjechał.

Wstała, spojrzała na mnie i powiedziała:

 

-Nigdy się nie bój, strach jest twoim podstawowym wrogiem.

 

Poprawiła płaszczyk, zawinęła włosy we wspomnianym ruchu, wysunęła z walizki rączkę i odeszła w kierunku autobusu.

Kierowca pomógł jej umieścić torbę w pustym bagażniku.

Kupiła jeszcze bilet, odwróciła się do mnie i pomachała na pożegnanie otwartą dłonią. Był to ten sam ruch dłonią, którym mnie przywitała.

Po chwili już jej nie było.

 

Być może, gdyby nie była to tak wczesna pora i gdybym nie miała za sobą nieprzespanych nocy, wszystko wyglądałoby inaczej.

 

 

Od tamtego spotkania minęło już trochę czasu.

Zdarza mi się, że wypatruję dziewczyny w czarnych długich włosach zakończonych gdzieniegdzie zielonym ombre wśród coraz większej ilości przybywających turystów.

Może pewnego dnia usiądzie na ławce obok mnie i jakby nigdy nic zapyta o wilgotność powietrza w Katmandu.

 

 

Hanna Czerwińska Alesund 9.04.2017

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
hannacze · dnia 08.07.2017 09:50 · Czytań: 322 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 4
Komentarze
Niczyja dnia 08.07.2017 12:09 Ocena: Świetne!
Bardzo ładne opowiadanie, hannacze. Bardzo mi się podobało. Ma rzewny klimat, taki jak lubię:)
Jestem podróżniczką, może kiedyś wybiorę się tam, by zobaczyć Twoje Alesund...

Pozdrawiam pięknie,
Niczyja
skroplami dnia 08.07.2017 12:56 Ocena: Świetne!
Przeoczyłem nr 2 i 3 więc po nr 4 doczytałem :). Da się, jest ok :).
Tak, ma swoją atmosferę miasto, całkiem dobrą chociaż za dużo w nim "wszystkich". Wszyscy tylko w czasie lipcowym? Ok, nie pytam. Sumując wszystkie cztery części, nawet jeśli wcześniej coś napisałem. Nr 1 i 2 świetne, 3 i 4 bdb. Za dużo pracy, poza pisaniem, no tak rozumiem :).
A, tak, mam podobnie :(. Autorko, jednak Twoje opowiadania tj. "Twoje" miasto, jak nie jest w całości to jest co najmniej w kawałku, mości się w pamięci i nieraz wierci ;). Ciekawe obyczajowe historie czyli ciekawi ludzie którzy Ci sami się "wystawiają" lub których Ty wybierasz, piękne i groźne tło, historia Skandynawii która jak niebo nie nad a w głowie :). Tak, współcześni wikingowie też tam żyją, mnóstwo :). Znalazłaś? Nie skupiaj się na obcych, ok, można "odrobinkę" bo też ciekawi. Wejdź pod skórę rdzennym, do szpiku aż, "posmakuj", napisz o tym :). Niech będą jak chleb, posmaruj Polakami, Afrykanami, "Gott mit uns", skośnookimi i kogo Bóg da na drodze do pisania, też :). Taki masz plan? No wiem, ja "wszystko" widzę ;), zwłaszcza gdy śpię ;). Nie żartuję, podajesz nam z uśmiechem do patrzenia przez litery:). Tak, i jest w treści uśmiech, w każdej części. Są pytania na które odpowiedzi wyraźne i niewyraźne lub brak. Ale nie muszą istnieć, istnieje miejsce, osoba, wir przez całość stworzony o inne wiry trącający, no życie w Alesund jak taniec wzrok przyciągający i serce budzący też do tańca :). Dobra, pisz dalej, to "całkiem niezłe" jest, w całości i w "kawałkach". Przypomnę, nr 1 i 2 mają pierwszeństwo, zresztą cyfry same "mówią" ;). Są jakieś niedociągnięcia, sama dostrzeżesz gdy za miesiąc ponownie przeczytasz :), ale to się wydaje facetowi czyli mi. No różne patrzenie mamy, to całkiem naturalne. Dlatego poprawiaj po swojemu ;).
Gratulacje za cz. 4 i za całość, c.d.n. mam nadzieję, jeszcze w tym roku. Wiem, mogę sobie mieć ;).
hannacze dnia 12.07.2017 20:50
Niczyja, w takim razie na Ciebie czekam :)

Skroplami, prawie cały rok nic nie napisałeś?
Dobra Cobra dnia 15.07.2017 15:34
intrygujące spotkanie.


Pozdrawiam,

DoCo
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wiktoria
21/09/2017 14:09
Introwerko, możliwe, że sytuacja była depresyjna i stąd… »
Nalka31
21/09/2017 13:54
Z racji, że z poprzednich wierszy pamiętam tylko wrażenia i… »
Miladora
21/09/2017 13:53
Jako specjalistka w logice pirotechniczno-użytkowej,… »
Miladora
21/09/2017 13:47
A może: - w eg­zo­tycz­nej ramce – port, gdzie… »
Nalka31
21/09/2017 13:45
Bardzo mnie uśmiechnął ten wiersz już w Altance. Miło, że… »
mike17
21/09/2017 13:41
Jago, dziękuję Ci za tak piękny koment do tej miniatury :)»
Pola Kaj
21/09/2017 13:40
Pięknie się czytało. Melodyjne bardzo. I ta "psia jego… »
Pola Kaj
21/09/2017 13:35
Jestem oczarowana. W życiu nie czytałam czegoś podobnego,… »
Opheliac
21/09/2017 13:31
Werko, dziękuję za rozległy komentarz i przemyślenia, trafne… »
Pola Kaj
21/09/2017 13:27
Dziękuję, Dobra Cobra i szczególnie Tobie, skroplami.… »
Zola111
21/09/2017 13:13
Jako technik materiałów "piro", czyli pirotechnik,… »
Miladora
21/09/2017 11:52
Gdy zacznie brakować mi czasu, dam Ci odpocząć, Hope. :) A… »
Dobra Cobra
21/09/2017 11:23
Określając mój stosunek jako "sól w oku" miałem/am… »
Jacek Londyn
21/09/2017 11:00
Violko, fajnie, że prezentowany przeze mnie humor trafia do… »
JOLA S.
21/09/2017 10:25
Carve, ponownie na jednym wdechu połknąłem Twój uroczy… »
ShoutBox
  • chawendyk
  • 20/09/2017 22:43
  • thx, trzeba za te pisanie się brać poważniej:) ale że mnie zarchiwizowali to już przeszedłem do historii:) mam nadzieję że nazwiska nie zapomnieli wpisać :):):)
  • Silvus
  • 20/09/2017 22:40
  • O, o, pięknie, Chaw.
  • Jaga
  • 20/09/2017 22:35
  • Super! :) Gratuluję!
  • chawendyk
  • 20/09/2017 22:28
  • ha, pierwszy sukces:) mój tekst "Powstanie 1944" jest w czytelni Muzeum Powstania Warszawskiego :)..może ktoś tam sobie poczyta:)
  • akacjowa agnes
  • 20/09/2017 17:29
  • O matulu! Wejdę tu za parę miesięcy i w ogóle portalu nie poznam! :) Widzę, że rewolucję szykujecie :) Pozdrawiam.
  • Tjereszkowa
  • 20/09/2017 15:18
  • Gramofonie... ja mówię o efektach a nie o technicznej stronie, bo na tej się kompletnie nie znam. Natomiast wiem, że cuś takiego jest możebne, bom widziała :D
  • Gramofon
  • 20/09/2017 15:08
  • no taki odrebny uzytkownik co by zbieral wszystkie teksty a potem po ujawnieniu trafial do folderu konkretnego jegomoscia lub jegomosciowej ;]
  • Tjereszkowa
  • 20/09/2017 14:34
  • "anonim" to musiałby być dla systemu odrębny rodzaj użytkownika, żeby nic nie było widać. Inaczej to nie miałoby żadnego sensu.
Ostatnio widziani
Gości online:48
Najnowszy:bcghnbdba2m
Wspierają nas