Czy Krzysztof Hołowczyc wielkim poetą jest? - puszczyk
Proza » Obyczajowe » Czy Krzysztof Hołowczyc wielkim poetą jest?
A A A


Witaj w programie GPS. Ze mną na pewno dojedziesz do celu. Krzysztof Hołowczyc.

Przyzwyczaiłem się do głosu Krzysia. Mówi spokojnie i kompetentnie. Kiedyś eksperymentowałem z innymi lektorami, ale szybko mi się znudzili. Głos świętej pamięci pamięci Leppera, informował mnie, że właśnie: „Wjechałeś w buraki”, kiedy pomyliłem trasę. Czarujący, modulowany trel Dody, podniecał informacją - „Kowboju, nie ujeżdżaj mnie tak szybko. Zwolnij ogierze”. Tak śpiewała, kiedy przekraczałem prędkość.
Ale wróciłem do Hołka.
Ustawiam trasę, choć to w zasadzie niepotrzebne. Po stu kilometrach będę kojarzył z pamięci. Jeździłem nią co miesiąc przez sześć lat, pracując na kontrakcie w Ratyzbonie. Teraz kolejny kontrakt w BMW w trochę innych rejonach Bawarii i odkrycie, że byłem w tym miejscu dwadzieścia lat temu. Z ówczesną narzeczoną (dziś żoną,) przyjeżdżaliśmy tu przez dwa lata na zbiór ogórków. Robota parszywa, warunki życia jak u podłej rasy trzody chlewnej na głębokiej Ukrainie, ale są wspomnienia.
Przejeżdżałem przez Landau w drodze do nowej pracy i poczułem swoiste deja vu. Nazwa "Landau" też mi się kołatała w zmęczonej pamięci. Niemieckie miasteczka są do siebie podobne jak kontynuacja eksperymentu na owieczce Dolly, ale tym razem pompa…
Ta sama, obok której mamy wspólne zdjęcie z tamtego okresu, wiszące teraz nad kominkiem.
Pięknie odlana w brązie z fantazyjną rączką w kształcie krowiego ogona.
Obok ten sam sklepik z płytami, gdzie za ciężko zarobione marki kupiliśmy kolekcję płyt z muzyką lat sześćdziesiątych. Orbison, The Packamers, Sweet. Serce się krajało, widząc cenę, ale oboje lubiliśmy tę muzykę.
Teraz leżą gdzieś na strychu, zarastając kurzem, a ja mam znowu tutaj mieszkać i przechodzić koło tego sklepiku.
I pompy.
Zadziwiające koło.

Jest noc i leje jak z cebra. Przede mną osiemset kilometrów nużącej autostrady.
Dokąd? A jakie to ma znaczenie?
Za pięćset metrów skręć w prawo.
Dobra Krzychu. Już nie pamiętam za dobrze tych miejsc i dróg, więc muszę ci zaufać. Za sto kilosów będzie Ratyzbona, a wtedy jestem już w zasadzie u siebie.
Wrzucam płytę z nagraniami muzyki ambitnej, czyli „Kraina Łagodności”. Rozpoczyna ją „Wolna Grupa Bukowina”. Potem będzie „SDM”, Żółtek, Turnau i Rodowicz. Dostałem ją wiele lat temu od uczennicy. Biedna nastolatka chyba podkochiwała się w swoim profesorze, bo wręczyła mi ją jakoś bez okazji i czerwieniąc się mocno jak pomidor po zastrzyku z denaturatu. Pewnie z nadmiaru uczuć, biedaczka źle napisała moje nazwisko w dedykacji na okładce.
Pamiętam jej twarz, a nie pamiętam imienia. Szkoda. Fajnie jest łączyć osoby z ich mianem. Nawet bogowie potrzebowali takiej prymitywnej personifikacji.
Chujowo nie mieć imienia.

Diesel mojego „Pabla” mruczy usypiająco. Dopóki nie dojadę do autostrady, nie może się żabojad rozwinąć i zaryczeć jak pewien byk w Daskach.
Na najbliższym rondzie skręć w lewo. Trzeci wyjazd.
Dobrze, że cię mam, Krzychu. Po tych wsiach kręciłbym się jak gówno w przerębli i nigdy nie dojechał do celu. Choć czy ja właściwie mam jakiś cel?
Coś tam ustawiłem na navi.
Żótko śpiewa o zabijaniu w nadfiolecie i powstających z obłędu wierszach. Jest noc, więc nie ma na niebie złotego mordercy (znaczy pożyję jeszcze parę godzin), a wiersz sobie właśnie składam w głowie. Rzeczywiście czysty obłęd.
Przez najbliższe siedemdziesiąt kilometrów, prosto.
A więc już Autobahn. Bierz się do roboty „cytryno”.
Ratyzbona. Niemiecki Regensburg. Sto sześćdziesiąt tysięcy moich niemieckich przyjaciół. Odliczając dzieci, baby, starców, chromych i ułomnych, kilka dobrych dywizji.
Nic nie poradzę, że jako polski historyk, tak będę na nich patrzył.
Piękne miasto. Pełne nowych zabytków, czyli gotyckich katedr i mostów, podnoszonych z kolejnego szaleństwa ludzkich wojen. Dlaczego historia uczy nas jednego? Że nigdy, nikogo i nic nie nauczyła? Odbudowali wszystko, zginęło ich dziewięć milionów, a oni znowu w przewadze ilościowej.
Kto to robi?
W któryś weekend na kontrakcie pojechaliśmy na zwiedzanie ratyzbońskiej starówki. Oczywiście zatankowani w sposób polski. Był późny wieczór. Kumpel wyrwał jakąś Niemrę i poszedł z nią w podwórko kamienicy. Ona chciała normalnie, a on „w paszczu”. Słuchamy i nikt nie wie, czemu on taki oporny. Niemka faktycznie brzydka jak noc listopadowa, ale przecież jest ciemno!
I nagle słychać: "Bierz suko! Za trzydziesty dziewiąty"!
Pomyślałem sobie, że kocham jego nauczyciela historii, a na rozmnażanie dzięki Polakom, to oni nie za bardzo mogą liczyć.
Zostaje im fala emigrantów, pączkowanie albo podział.
Z autostrady pięknie widać oświetloną katedrę i stare miasto. Tam przechadzał się wielki ratyzbończyk, Ratzinger.
I mój kolega.
Za kilometr trzymaj się lewego pasa.
Dobra chłopie. Wiem, że zjechać trzeba na A-92.
SDM śpiewa, ze jest czwarta nad ranem. Faktycznie.
Jesteś poza trasą.
Chyba jednak zmienię tego Krzyśka na Dodę. Gdyby mi powiedziała : „Kowboju, nie schodź ze mnie. Jesteś na balkonie, a ja tu” to byłoby super. Taki tekst w jesienną, deszczową noc , mógłby mnie nieco ożywić.
A tak, to zjechałem na parking, bo oczy mi się zamykają. Chyba trzeba płytę zmienić, bo coś marudzą o zakochanych wariatach, pędzących nocami do dziwnych kobiet. Idioci.
Rany, to parking Pilsting!
Wracaliśmy w grudniu z kraju fałwejem transporterem. Pięciu, nie licząc kierowcy. Wypiliśmy chyba z pięć butelek kochanej polskiej „Pomroczności jasnej”. „Zbenio” uwalił się na trzecim rzędzie siedzeń, nakrył kocem i zginął dla otoczenia.
Zatrzymaliśmy się na tym parkingu, bo nie wiadomo czemu przepijaliśmy czterdzieści procent, sześcioprocentowym „Żubrem”. Ot, polska fantazja ułańska, ale pęcherz nie zna tego terminu.
Wszyscy wyszczani, siadamy i jedziemy. Nagle krzyk: Kurwa, gdzie jest „Zbeniu”?!
Zawracamy po stu kilometrach. „Zbenio” stoi w kiblu. W cienkim sweterku ( a zima jest) i nie ma przy sobie nic – ani portfela, ani telefonu.
„ Chłłłopakkki, jjja teeeż się chciałłłem wy… wy… lllać”.
„Zbenio” nazywał się Grudzień. Parszywa ironia losu.

Zapisałem wiersz na telefonie i zaliczyłem piętnastominutową drzemkę.
Jesteś na trasie. Jedź prosto dwieście – dwadzieścia – siedem - kilometrów.
To będzie Drezno, ale póki co przejeżdżam przez most na Elsterze. To ulubione miejsce kąpieli dla niektórych Polaków. Co spowodowało, że znany birbant, dziwkarz i hulaka, czyli Józef Poniatowski ksywa „Pepi”, postanowił tu zażyć śmiertelnych ablucji? Wszyscy opuścili Napoleona, jemu obiecywano złote góry, a on powiedział „Nie”.
Czym jest honor i dlaczego może takich ludzi skłaniać do skoku do zimnych nurtów? Czy można być skurwysynem i świętym? Wielkim i małym? Istnieć i nie?
Eh, jak fajnie jest znaleźć się na kartach podręczników z powodu jednej decyzji. Wprawdzie głupiej (nie przeżył), ale zawsze.
Zapuściłem płytę zz Top. Od razu lepiej. Napierdalają chłopaki aż miło. A jak usłyszałem „Gimme All Your Lovin’” to zamrowiło mi w stopie na pedale gazu, oczy się nieco rozszerzyły, a mrowienie poczułem też gdzie indziej.
Jeny, czy ktoś pamięta niesamowite laski z tego teledysku?!
Zjedź na A-4.
Kierunek Polska. Jeszcze sto dziesięć kilometrów do kraju. Tego z poezji Mickiewicza, Norwida czy Różewicza. Tej poezji o skrwawionych stopach, miłości do psów, zbroi i złotych łanów.
Ooo, ten fragment powinien szczególnie cenny dla naszych rządzących…
„… Jego dom podpalili Niemcy
A on nie ma broni, on się nie mści...

Hej ty brzozo, hej ty brzozo-płaczko,
smutno szumisz nad jego tułaczką,

opłakujesz i armię rozbitą
i złe losy, i Rzeczpospolitą...”

Alkoholik Broniewski jak dobrze pamiętam.
Pewnie nieźle był napruty.

Z autostrady roztacza się panorama Drezna. Kolejne z miast podniesionych z ruin totalnych.
W lutym czterdziestego piątego, tysiąc bombowców zrównało go z ziemią.
Zginęło około dwadzieścia pięć tysięcy ludzi. Burza ogniowa spowodowała pewnie, że matki widziały swoje płonące dzieci. Żony, swoich mężów, a bracia – zwęglające się uroczo, siostry.
Czy można było współczuć? Przecież to oni zbierali burzę, skoro posiali wiatr. Pewnie wyli z entuzjazmu na wiecach Hitlera. Pewnie głosowali na niego w wyborach trzydziestego drugiego.
Mają prawo do współczucia?
Tysiąc bombowców, to osiem tysięcy ludzi, zamkniętych w metalowych rydwanach fosforowej śmierci. Na jednego wojownika odwetu wychodzi nieco ponad trzy ofiary. Czy sumienie pozwoli pogodzić się z zamordowaniem trojga niewinnych w imię wyższego celu? Idei?
Do celu jeszcze trzysta – dwadzieścia kilometrów.
Bautzen (Budziszyn), Sprewa (Szprewa), Goerlitz (Zgorzelec). Same rdzennie germańskie nazwy. Trochę żeście tych Słowian przetrzebili w ramach „Drach nach Osten”.
Tysiąc lat temu szedł sobie tutejszym borem młody, jasnowłosy blondynek z charakterystycznie wyeksponowanymi kościami policzkowych. Pucołowaty, jasny i niski. Miał jakieś drewniane narzędzie do obrony, bo na żelazo nie było go stać. Te Teutony zawsze bogatsze były.
I właśnie wyskakuje taki „Allgemaine” w zbroi i z żelaznym mieczem. Miłego chłopaka w łeb, kobietę za włosy i pod drzewo w celach seksualnych. Dzieci pod nóż, albo do roboty na własnym polu.
To się nazywa cywilizowanie dzikich.

A teraz piękny kawałek autostrady, który bardzo lubię. Tu z reguły jest pustawo i blisko do Polski.
Kiedy jeździłem tędy „Omegą”, dociskałem pedał gazu do oporu.
Kiedy już wiedziałem, że „omesia” pójdzie na żyletki, postanowiłem sprawdzić co jest warta. Do kraju niedaleko, wiec zobaczymy. Właśnie na tym kawałku drogi.
I zamknęła licznik! Dwieście dwadzieścia, szum powietrza i napięcie psychiki na granicy losowania toto – lotka, kiedy wyczytali twój piąty, poprawny numer.
A potem się okazało, że zgubiła w tym szalonym pędzie lusterka, antenę i boczną listwę. O dziwo, kierowcę, nie.
Ale jak zapierdalała!
Za pięćset metrów granica Państwa.
A tu nic. Droga leci nieprzerwanym ciągiem betonu. Nawet nie ma już śladów po przejściu granicznym. Wyburzyli strach, towarzyszący sprawdzeniu bagaży (fajki, alkohol, narkotyki). Nie usłyszę już: „Papieren, bitte” i nie będę się zastanawiał, czy gdzieś nie funkcjonuję w niemieckim systemie komputerowym.
Kiedyś z obrzydzeniem spojrzeli na tylną kanapę „Omesi”. Był tam totalny syf, zrobiony przez moich synów. Torebki po chipsach, opakowania po batonikach i porozwalane puzzle.
Chciałem błysnąć znajomością języka, a jednocześnie jakoś wytłumaczyć „Polnische burdel”, więc mówię do nich:” Kinder kaputt”.
Jezu, rozebrali mi w specjalnej hali pół samochodu, a ja jadąc dalej, uświadomiłem sobie, co powiedziałem.
Mało nie wypadłem z samochodu ze śmiechu.
Granica Państwa.
Tysiące ludzi poległo za kreskę na mapie. Umierali, oglądając swoje wyprute flaki. Zostawili żony i dzieci. Cierpieli i mówili, że to dla ojczyzny. W obronie granic. Niezależności, niepodległości i innych chujności.
A ja teraz przejeżdżam i nawet nie wiem, że ją przejeżdżam. Oczywiście nie wiedziałbym, gdyby nie Hołek i jakiś napis „Republic Polen” na pięknym niebieskim szyldzie z gwiazdkami Unii.
Durny świat.
Jedź prosto dwieście kilometrów.
No tak, do bramek pod Wrocławiem. Dlaczego niemiecki beton jest bezpłatny, a polski nie? Czym się różni? Czym się różnią te kraje? Podobny klimat, podobne bogactwa naturalne, ziemia i kultura. A kierunek do normalnego życia jest od setek lat jest jeden. Od nas, do nich.
Wojny przegrali, miliony w zaświatach już nawet nie pamiętają, gdzie są ich kości (zapewne mają tę wiedzę w dupie), miasta odbudowane, drogi zrobione i znowu jeździ się do nich.
Trzymaj się lewego pasa.
Węzeł „Krzyżowa”, czyli Wrocław. Bilet na bramce i zostało dziewięćdziesiąt kilometrów. Leci płyta „ Live” zespołu „Nazareth”. Jako nastolatek byłem fanatykiem tej walijskiej kapeli. Jak słyszę „Telegraph” to mi się włoski łonowe jeżą. Od wspomnień, więc nie wiem, czemu łonowe. To musi być jakieś niewłaściwe połączenie półkul w mózgu, niemniej nie słyszałem, aby wynaleziono na to lek, więc trzeba z tym żyć.
No, chyba że chirurgia ma coś do powiedzenia.
Trzydzieści kilometrów do celu.
No właśnie. Wtedy złapałem gumę. Zaczęło szarpać „Cytryną”, a ja umarłem ze strachu, ze się zepsuł totalnie. "Panie Boże, bądź miłościw mnie, grzesznemu…”.
Zjechałem na pas awaryjny i jest kapeć. Hola, to nie jest takie proste dla potomków Napoleona. Umieścili zapas gdzieś pod podłogą. Zaczepy są skorodowane, więc stoję jak idiota, płakać mi się chce i nie wiem jak wyjąć to jebane koło.
Zatrzymują się jacyś goście, wracający z pracy, bo ich samochód pełen jest narzędzi, brudnych ciuchów i żelastwa do wszystkiego. Dają mi brzeszczot i leżę pod „Pablem”, tnąc ten kretyński uchwyt. To była godzina, bo tam nie ma praktycznie podejścia. Obok śmigały super- sprzęty, a ja spocony i zziajany.
Magda, czy warto jechać do ciebie zziajany i spocony?
Na najbliższym zjeździe, skręć w prawo. Potem w prawo.
Sześć dziewięćdziesiąt do zapłaty na wyjazdowej bramce i parę kilometrów przez piękny, jesienny las. Dwa parkingi, na których stoją zawsze te same dziwki. Jedna ładna, druga rodem z pornosów Transsylwanii.
I miasto. To, gdzie chciałem przyjechać. Z romantycznym mostkiem i kłódkami zapiętymi na barierce. Głupimi „A +M = WM”, pieczołowicie wyskrobanymi w metalu.
Jednak lubię trochę ten świat.
Jesteś u celu. Prowadził cię Krzysztof Hołowczyc.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
puszczyk · dnia 08.07.2017 19:26 · Czytań: 280 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 15
Komentarze
Koniczyna dnia 10.07.2017 09:54 Ocena: Bardzo dobre
Podoba mi się. Miejscami nawet się śmiałam. Koniec również bardzo dobry. Mimo, że tekst pojedynczy i nie jakiś super długi, zdążyłam polubić twojego bohatera ( i jego samochód ). Aż mi się przypomniał ,, Pan Samochodzik " z dzieciństwa. Gratuluję!
puszczyk dnia 10.07.2017 16:22
Tak się składa Koniczyno, że jest to fragment całości. Na nią składa się kilkadziesiąt opek, spisanych w różnej konwencji (obyczaj, fantastyka, proza poetycka itp) dotyczących tej samej postaci i ułożonych chronologicznie. Niemniej każde z nich stanowi odrębną całość, z jakimś dylematem i pytaniem zawisłym w powietrzu. Zostawionym dla czytelnika.
Wierz mi, dupek z tego bohatera i zawsze wzbudzał ogromne kontrowersje u czytelników. Czasami rozpalał dyskusje i namiętności do bólu. Wcześniejszy "świetlisty szlak" też jest o nim.
Jeśli będzie jakieś zainteresowanie, to trochę wrzucę Piotra.
Ale raczej nie komentuje się tu nowych i ta szczytna inwokacja portalowa "Witamy" nieco mnie rozbawiła.
Dzięki.
purpur dnia 11.07.2017 17:10
No witaj malkontencie :p

Tłumaczyć się będę później, teraz chwilę o tym co wyczytałem :)

Przyciągnął mnie tytuł, przyznaję się bez bicia :) Do tego sama idea, wplecenie Hołka w treść, również przypadła mi do gustu.

Kilka elementów bardzo fajnych, czuć doświadczenie życiowe bohatera, jakiś, być może, ciężar na plecach. Wydaje się być prawdziwy, posiadać coś pod skórą - fajnie!

Zdania również bardzo dobrze budują atmosferę. Nie wychodzą poza swój klimat, całość jest całością i nie czuję, że nagle wszystko zalał przyjazny uśmiech losu, czy coś w tym rodzaju. Jest spójność.

Niestety opowidanie to ( zresztą podobnie jak świetlisty szlak, który również liznąłem ) nie jest dla mnie. Nie jestem fanem wiecznych przemyśleń. Pozwól więc, że powstrzymam się od opinii co do samego tekstu - myślę, że to byłoby bez sensu. Czegoś innego oczekujemy po tekście.

Teraz wracając do początku i "malkontendztwa":

Cytat:
Ale raczej nie komentuje się tu nowych i ta szczytna inwokacja portalowa "Witamy" nieco mnie rozbawiła.


A powiedz mi, ile ty skomentowałeś tekstów od Twojego przybycia?

Myślę, że dając coś, możemy czegoś oczekiwać, ale nie wcześniej...
puszczyk dnia 12.07.2017 09:00
Skomentowałem dwa. Czyli obecnie jest 3:2. Jako nowicjusz muszę raczej popatrzeć na początku na komentowanie innych, a potem sam się brać. Kto mnie rozpoznał ten wię, że moje komentarze są raczej bezpardonowe i mało pieszczotliwe, więc lepiej trochę poczekać i zakotwiczyć.
Co do Twojej oceny - nie ma literatury uniwersalnej. Podobającej się wszystkim. Jeden lubi pomyśleć, mieć trochę refleksji, drugi woli naperdalankę laserową, trzeci hektolitry krwi Ja akurat lubię skłaniać do refleksji i przemyśleń, jeśli ktoś jest do tego skłonny.
Nie lubisz - Twoja sprawa.
Prousta z siebie nie robię staram się to oddać raczej w formie lekkiej, łatwej i przyjemnej. Jeśli i to nie skłania, to po prostu rozmijamy się z oczekiwaniami literackimi.
Wrzucę coś mało-refleksyjnego i dopieszczę grupę, którą reprezentujesz.
Dzięki.
PS. Może faktycznie jestem malkontentem. Za dużo od ludzi oczekuję. :| :|
purpur dnia 12.07.2017 11:08
Cytat:
Skomentowałem dwa. Czyli obecnie jest 3:2.


Wiesz...

nikt nie zmusza do komentowania czegokolwiek, a wszyscy jesteśmy amatorami :)
Jeśli uważasz, że jest to wystarczająco, to na pewno masz rację :)

To była raczej taka rada - dla Ciebie i dla każdej innej osoby, która czeka na komentarz.
Zrobisz z nią ( tą radą ) co ci się rzewnie podoba :)

Cytat:
Co do Twojej oceny - nie ma literatury uniwersalnej.

Oczywiście! To jest dokładnie to, o co mi chodziło. Tekst dobrze napisany, mi po prostu nie pasuje. A co to znaczy? Nic :)

puszczyk napisał:
Jeśli i to nie skłania, to po prostu rozmijamy się z oczekiwaniami literackimi.
No już nie będę polemizował z łatwością Twoich tekstów, ale tak, jest dokłądnie tak, jak piszesz. Oczekujemy czegoś innego.

Cytat:
Wrzucę coś mało-refleksyjnego i dopieszczę grupę, którą reprezentujesz.

Hmm... Aha, czyli ja lubię mało refleksyjne. Ciekawe na jakiej podstawie wysuwasz ten wniosek? A pomijając już tę kwestię, to dlaczego miałbyś pisać coś, czego nie czujesz?
Zastanów się.

Nie chcę, i mam nadzieję że nie odbierasz tego w ten sposób, ale powyższe to jest jedynie "dyskusja". Nie mam najmniejszej ochoty, lub zamiaru, w jakikolwiek sposób zwracać Tobie uwagę.

To co? Miłego kolejnego pisania?
No mam nadzieję!

Pozdrawiam,
Pur
puszczyk dnia 12.07.2017 11:25
Pur, przecież jasno wypowiedziałem się na temat ilości komentarzy nowego. I wydaje mi się to słuszne. Jeśli mam na siłę, jako osoba nowa i nie znająca panujących tu obyczajów, komentować, to coś jest nie tak. Nie jestem portalowym nowicjuszem i znam podskórne zasady na nich panujące, ale raczej rolą starych rezydentów jest zachęcenie nowego, a nie wkupywanie się w ich łaski poprzez byle jakie komentarze.
Byłem tu zresztą lata temu, ale pod innym nickiem.
Są portale, gdzie obowiązkowo musisz udzielić 10 - 20 komentarzy, abyś mógł coś wstawiać. I widzę hurt, gdzie w ciągu 10 min., ktoś komentuje jedno-zdaniowo 10 utworów.
Moje teksty zapewne nie są łatwe, ale łatwo się je czyta. A potem trzeba szukać znaczeń, odwołań dylematów. Jeśli nie lubisz tej drogi, to Twoja sprawa i nic mi do tego
A ten wpis o portalowej inwokacji powstał akurat wtedy, kiedy SB zobaczyłem uwagi innych nowicjuszy o kompletnym zlewaniu ich utworów przez portalowe jądro, które dopieszcza się wzajemnie.
To raczej zniechęca, niż mobilizuje, ale może masa krytyczna ilości użytkowników jest już przekroczona.
purpur dnia 12.07.2017 12:07
Cytat:
Pur, przecież jasno wypowiedziałem się na temat ilości komentarzy nowego.


Słuchaj, jesteś osobą inteligentną, czytałem Twój tekst, więc się nie wypieraj :) ( wybacz, te żarciki ). Wydaje mi się, że wiesz o co mi chodziło i wydaje mi się również, że temat komentarzy został wyczerpany. Każdy postępuje, jak uważa - mamy wolność słowa, demokrację i dostęp do lodów czekoladowych w dowolnych ilościach :p

Wybacz, że mój pierwszy komentarz był tak mało merytoryczny w kwestii Twojego tekstu. Szczególnie, że naprawdę nie jest źle napisany. Uważam to za swój błąd, ale po prostu był to zły moment, na czytanie takiego rodzaju tekstu.

Postaram się poprawić następnym razem.
Deal?

Cytat:
A ten wpis o portalowej inwokacji powstał akurat wtedy, kiedy SB zobaczyłem uwagi innych nowicjuszy o kompletnym zlewaniu ich utworów przez portalowe jądro, które dopieszcza się wzajemnie.
To raczej zniechęca, niż mobilizuje, ale może masa krytyczna ilości użytkowników jest już przekroczona.
- mam zupełnie inne zdanie na ten temat, ale cóż, każdy może mieć swoje, nie?
puszczyk dnia 12.07.2017 12:14
Każdy mieć może. Choć w tym kraju staje się to coraz bardziej niebezpieczne.
Trzym się.
Milena1 dnia 12.07.2017 16:01
No ja już ciebie na pewno nie będę czytała
puszczyk dnia 12.07.2017 16:14
Z pewnością to bardzo dobrze. Tekst jest adresowany do ludzi o określonych predyspozycjach. Intelektualnych i literackich też
Tjereszkowa dnia 12.07.2017 17:07
Zrobiło się z Ciebie jakieś paplające squaw (matko, tylko żeby wszystkie paplające squaw się na mnie nie obraziły). Komentuj, nie marudź.

Moje zdanie na temat tekstu znasz. Dla porządku powiem że uważam go za bardzo dobry, świetnie wyważony kawał utworu. Lubię go, choć myślę, że masz w teczuszce lepsze. Aa i ten zapachowy ślad moralnego relatywizmu... mmm B)
A tak poważnie - bardzo dobra, samoczytająca się proza, zdradzająca sporą wiedzę i "doświadczenie życiowe" (nie cierpię tego określenia, alem lepszego nie znalazła).
Amen

Edit: Aa, jeszcze mi się tak nasunęło... bo gdzieś tam kiedyś rozmawialiśmy na temat oczywistości... To powiem o tytule.
Muszę przyznać, że dobrany jest świetnie. Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że jego rolą jest tylko przyciągnięcie czytelnika. Ale jak się chwilkę pomyśli, to dociera kontekst. Myślę, że parafraza tego konkretnego ferdydurkowego hasła już na wstępie mówi czytelnikowi nad czym Autor będzie się zastanawiał. Że znajdzie więcej takich "Słowackich", o których ktoś kazał myśleć tak a nie inaczej. A czy faktycznie tak jest jak mówią? Kto zły, a kto dobry? Jest w ogóle taki podział? Co słuszne, a co nie? Gdzie kara, gdzie nagroda? Może za bardzo odjechałam, ale w takie malinki mnie właśnie Hołek wpuścił. ;)
puszczyk dnia 12.07.2017 21:27
No właśnie, Tjeri. Tu jest zagrzebany sens tego opka. Jak widać i łatwo, i trudno go dostrzec. I myślisz, że dostrzeżono ideę i proweniencję tytułu? :rip:
Niemniej trzeba się zastanowić poważnie nad dalszym losem "Tych lepszych z teczki". :|
Toya dnia 23.07.2017 22:52
Ty się nie zastanawiaj tylko publikuj. I pisz nowe, Marudo.
puszczyk dnia 24.07.2017 07:37
A Ty skąd się tu wziąłeś, Robaczku? Z lodóweczki wyskoczyłeś?
Toya dnia 24.07.2017 12:56
Robaczki, jak to robaczki. Są wszędzie. Haaa... :p
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
25/07/2017 04:26
szalony tekst :) »
zbycho
24/07/2017 21:38
piękny tekst »
skroplami
24/07/2017 20:50
AJW chociaż wiem że ma być ajw :). Witaj wśród prozy. Masz… »
skroplami
24/07/2017 20:12
Przypadkiem. Nie pamiętam kiedy i gdzie czytałem tak dobry… »
skroplami
24/07/2017 20:01
Bajkowo marzenna miłość :). Dobrze, jest i niech taka… »
Toya
24/07/2017 16:45
Świetny, Alku, ale zgodzę się z puszczykiem. Za dużo tego.… »
Toya
24/07/2017 16:39
Nie porwał. Całość dość chaotyczna i przegadana. Męcząca… »
skroplami
24/07/2017 16:37
Takie spokojne a takie zaskakujące zakończenie :). No… »
skroplami
24/07/2017 15:46
Co do joty zgadzam się z JOLA S. :). S-f, thiller, horror… »
Autor
24/07/2017 15:39
Dziękuję Wiktorio. Miłego dnia :) »
wiktoria
24/07/2017 15:33
Autorze, bardzo dobrze doczytałeś, chodzi o agresję słowną,… »
Autor
24/07/2017 13:11
I to jest to, niby miniatura, a dużo akcji, wiele się… »
Autor
24/07/2017 12:57
No tak, najpierw należy wyjąć belkę ze swojego oka. W… »
Toya
24/07/2017 12:56
Robaczki, jak to robaczki. Są wszędzie. Haaa... :p »
wiktoria
24/07/2017 10:31
Autorze, nie widzisz jej, bo jej tu nie ma. Za to jest to,… »
ShoutBox
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 22:09
  • Tru. Ale niektórych słucha się pierońsko dobrze :)
  • Krzysztof Konrad
  • 24/07/2017 21:41
  • Mam taką teorię, że pisarze to kretacze i krasomowcy. Gadają dużo o niczym, ale sami nie wiedzą co i jak :
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:57
  • Rozumiem, nie znam niestety dobrych podręczników warsztatowych, chociaż Pinkera już mam kupionego i czeka na czytanie. Jest dużo takiej literatury po angielsku.
  • Maru
  • 24/07/2017 20:51
  • Uwaga, chwalę się! ^^ Lipcowy numer Histerii, a w nim moja "Sprawiedliwość"! :D
  • Krzysztof Konrad
  • 24/07/2017 20:38
  • Właśnie takie mnie nie interesują, gdyż nie mam kłopotów z motywacją. Jak chce to po prostu to robię. Ale byłoby miło dobrze wykonywać tę robotę.
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:37
  • Ale jeżeli ktoś lubi i potrzebuje takiego klimatu, to ksiazka spełnia swoje zadanie.
  • mr.odysseus
  • 24/07/2017 20:05
  • Krzysztof Konrad, "Będę pisarzem" Dorothei Brande jest całkiem całkiem, tylko trzeba wziac pod uwagę, że to jest poradnik czysto inspiratywny, motywujący. Nie ma tam za wiele o warsztacie.
Ostatnio widziani
Gości online:35
Najnowszy:muaser
Wspierają nas