Andrzej Pilipiuk - Inwestujemy - valdens
Dla użytkownika » Warsztaty Andrzeja Pilipiuka » Andrzej Pilipiuk - Inwestujemy
A A A

powrót do
poprzedniej części




W dzisiejszym odcinku będzie o inwestycjach.

W epoce wczesnego socjalizmu Bycie pisarzem było bardzo fajne. Każdy, kto wykazywał choćby śladowy talent oraz wyznawał jednocześnie odpowiednie poglądy na rzeczywistość, mógł liczyć na życzliwość władzy. Piewcy budowy socjalizmu otrzymywali wille, talony na samochody, prawo robienia zakupów w specjalnych sklepach za żółtymi firankami.
W epoce późniejszego socjalizmu na pisarzy czekały już zdecydowanie mniejsze konfitury, niemniej jednak po kilku wydanych książkach można było liczyć na niezłe mieszkanie, zachodni samochód (lub bezpłatny talon na krajowy) oraz inne dobra luksusowe. Honoraria wystarczyły na spokojne życie przez wiele miesięcy. Do tego pisarze liczyć mogli na skierowania do sanatoriów, wycieczki zagraniczne oraz pobyt w tzw. Domach pracy twórczej, gdzie czas spędzano przeważnie na chlaniu wódy we własnym gronie, zaliczaniu cudzych panienek i podrastających córek kolegów oraz innych "godziwych" rozrywkach.

Oczywiście władza wydawała wszystkie te dobra oszczędnie i aby uzyskać szerszy do nich dostęp należało się umiejętnie podlizywać. Zapisywać do partii, podpisywać protesty intelektualistów, opluwać wskazanych osobników w listach otwartych do prasy etc. Władza oczekiwała służenia na dwu łapkach i radosnego merdania ogonkiem - czego wielu pisarzy błyskawicznie się nauczyło.
W sumie pisanie czegokolwiek schodziło na plan dalszy. Obok wszelkiego rodzaju stypendiów twórczych "literaci" liczyć mogli na wysokie zaliczki za nie napisane jeszcze książki i niezłe honoraria za już opublikowane. Bywało i tak że dzięki odpowiednim układom po zainkasowaniu zaliczki książki pisać już nie było trzeba... Tempo pracy było żadne. Nowa książka powstawała z reguły przez kilka lat. Napisanie ślimaczyło się w nieskończoność. Ale gdzie panowie literaci mieli się spieszyć? Mieli za co żyć, mieli gdzie się zabawić, nikt nie rozliczał ich z tego co zrobili. Zbigniew Nienacki pisał swoje 17 samochodzików przez 33 lata. Ja (nie porównując jakości) 17 tomów kontynuacji napisałem w... 4 lata.

Na literaturze, niczym nowotwór, rozwijała się narośl pism literackich - które z reguły wydawali krytycy literaccy dla innych krytyków - większa część nakładu szła na przemiał, a płaciło za to ministerstwo. W pismach tych swoją niszę ekologiczną zajmowali tzw. krytycy - kolesie znający się na eksperymentach formalnych, powieściach awangardowych i innych meandrach literatury, nie mający zielonego pojęcia o prawdziwych książkach. Dziś jeszcze niekiedy takie glizdy o mózgach zaczadziałych od wódy wyłażą czasem z nor, by pluć na książki z naszej półki.

Wszelkie dochody i profity tych grup miały pewien związek z publikacją i sprzedażą - był to jednak związek bardzo luźny. Z reguły dzieła uznawane za wybitne zalegały na księgarnianych półkach latami, a drukowana na odczepnego fantastyka znikała z handlu błyskawicznie. Dodruków z zasady nie robiono, gdyż nie było na to papieru.
Istnieli wreszcie pisarze, tacy jak Nienacki, Szklarski czy Łysiak, pogardzani i wykpiwani przez krytykę - których książki zarabiały na całe wydawnictwa i druk dziesiątków pozycji ich mniej zdolnych, a za to dobrze zakorzenionych w aparacie kolegów po piórze.

W 1989-90 roku dla setek drobnych pluskiewek skończył się świat. Od tamtej pory trwa rozciągnięta w czasie erozja układu. Część mecenatu nad awangardowymi twórcami przejęła "gazeta wyborcza", część pisemek ciągle jeszcze dotuje ministerstwo, jednak zdecydowana większość tfu-rców i ich promotorów trafiła tam, gdzie im się należało. Zaczęła się inna epoka. Epoka uciekającego czasu. Od tamtej pory już nie jedna książka na 3 lata, ale 3 książki rocznie stanowią minimum pracy twórczej.

w 1989 roku miałem 15 lat i już wtedy byłem zdecydowany zostać pisarzem. Przez pierwszy rok ukazywała się masa literatury antykomunistycznej - dotąd zakazywanej przez cenzurę. Czytałem to i radowało się moje serce. Ale w pewnej chwili zorientowałem się, że do diaska nikt nie wydaje jakoś polskiej literatury antykomunistycznej. Ukazało się kilka książek wydanych w latach 40-tych na zachodzie, garść wspomnień i na tym w zasadzie koniec.

Część literatów filmowców i innych artystów biadała, że komuna nie dawała im żyć - ale nie dość, że żaden nie wyciągnął z szuflady pisanych ukradkiem powieści, to jeszcze żaden przez kolejne 14 lat nic podobnego nie napisał... Przyzwyczajeni do życia na garnuszku państwa nagle - jak chłopi z likwidowanych pegeerów - znaleźli się z ręką w nocniku.

Wybaczcie długachny wstęp przechodzę już do meritum dzisiejszej lekcji. Za komuny można było być literatem i nie pisać książek. Można było świetnie żyć z pisania książek nie nadających się do czytania. Dziś czasy są inne i musimy, choć to brutalne i przykre, spojrzeć im w twarz.
Sytuacja jest pierońsko klarowna. Nikt nie da nam ani złotówki ponad to, ile jesteśmy warci. Wilii samochodów i wycieczek zagranicznych musimy dobijać się sami. (co jak wierzę jest możliwe).
A zatem... Pisanie to inwestycja. Inwestujemy nasz czas w nasz talent. Sytuację oceniać musimy sami. To co osiągniemy to iloraz czasu i talentu. Jeśli mamy słaby talent musimy w pisanie włożyć gigantyczna ilość czasu i wysiłku. Jeśli talent mamy większy musimy i tak włożyć tyle samo czasu - tylko wynik będzie lepszy. Jeśli zdecydujemy się pisać - co więcej - jeśli zdecydujemy, że pisanie ma być naszym sposobem na życie - musimy liczyć się, po pierwsze, z koniecznością poświęcenia ogromnej masy czasu, po drugie z tym, że opłacalność naszej inwestycji stoi pod znakiem zapytania.

Zaczynamy pisać jeszcze w szkole. Może to być podstawówka, bardziej prawdopodobne jest, że będzie to gimnazjum lub liceum. Pierwsze teksty nie nadają się z reguły absolutnie do niczego. To wprawki, które po przeczytaniu rzucamy do szuflady. Może kiedyś wrócimy do nich i napiszemy te pierwsze pomysły w sposób nie urągający polszczyźnie. Ile tego będzie? Trudno ocenić. Jak obliczam napisałem ok. 1600-2000 stron maszynopisu zanim zaczęto mnie drukować. Ile lat na to poświecimy? Ja poruszałem się na ślepo. W dzisiejszych czasach, w dobie Internetu, znalezienie kogoś, kto udzieli rad jest łatwiejsze. Powiedzmy, że 2-3 lata zajmie Wam opanowanie podstaw warsztatowych. W tym czasie musicie znowu zainwestować masę godzin... Napisanie 1 strony to przeważnie 15-30 minut. 500 godzin ćwiczeń to bardzo dużo.
Czas na to potrzebny musimy ukraść. Ukraść kosztem czytania książek, oglądania telewizji, odpoczynku, rozrywek, nauki snu... I po tych 500 godzinach nauki zaczyna się dopiero nasza droga przez życie. Czytamy nasze pierwsze wypociny, zgrzytamy zębami i piszemy od nowa. Potem wysyłamy na łup redaktorom.

Jeśli jesteśmy początkującymi pisarzami znajdujemy się na samym dole hierarchii, jak "koty" w wojsku, czy terminatorzy na nauce zawodu u szewca. Redaktorzy, którym już poświeciłem oddzielną lekcję, nas nie znają, nie szanują, olewają. Debiut, potem pierwsze opowiadania, honoraria, których czasem w ogóle nie ma (są pisma, które nie płacą debiutantom), niskie, wypłacane z wielomiesięcznym poślizgiem. Całe miesiące, kiedy nie ukazuje się nic naszego, nieustanne bombardowanie redakcji naszymi kolejnymi tekstami. Mamy obecnie komfortową sytuację - na rynku fantastyki jest 5-6 pism. Powiedzmy, że raz na dwa tygodnie ukazuje się jeden numer jakiegoś periodyku, do tego jeszcze kilka pism internetowych - które niestety nie płacą... Te obszar należy zagospodarować. I znowu jest to inwestycja - tym razem podwójna. Z jednej strony znowu czas - czas, który musimy poświęcać każdego dnia na pisanie, wymyślanie sprawdzanie szczegółów.... Po drugie same pomysły.
Nie wiem, czy człowiek jest w stanie wymyślić w życiu nieskończenie wiele dobrych fabuł, czy też nie. Miewałem jednak całe miesiące bloku twórczego, w czasie których nie byłem wstanie, ze skamieniałego nagle mózgu, wykrzesać ani iskry... A więc inwestujemy fabuły. Wymyślamy, piszemy opowiadania i rzucamy, gdzie się da. Znowu przychodzi refleksja. Czy mamy prawo do takiej rozrzutności? Czy dobrze robimy pisząc opowiadanie, może fabuła jest na tyle nośna by stworzyć na jej bazie powieść? Wyraźnie widać do po literatach z USA. Wpadają na pomysł piszą opowiadanie, po jakimś czasie zaczynają żałować, rozdmuchują je do objętości powieści, potem ciągną w cykl...
Po trzecie wreszcie inwestujemy naszą sprawność rzemieślniczą. I tu znowu zaczyna nas gnębić refleksja. Machniemy opowiadanie na 20 stron, zapłacą nam trzy stówki (minus podatek), za 20 storn artykułów w byle gazecie dostaniemy 3-6 razy więcej forsy... I forsa zaczyna kusić. Pojawiają się złe myśli. Do diabła z opowiadaniami, trzeba się zaczepić w gazecie, pisać felietony, reportaże, opisywać otaczający nas chlew jakby miał zapach róż, wady polityków przedstawiać jako cnoty i inkasować kasę... Można też pisać opowiadania, sprzedawać je znacznie taniej, ale za to mieć nadzieję, że kiedyś ukażą się w postaci książkowej. I że książka ta stanie się bestsellerem. I że nasze dzisiejsze straty uda się powetować z nawiązką... Tak więc pisząc opowiadania znowu inwestujemy. Poświęcamy naszą teraźniejszość na rzecz niepewnej przyszłości.

Skończyliśmy naukę podejmujemy pracę. I znowu pojawiają się dylematy. Z pisania możemy mieć dodatkowy dochód. Tylko czy jest sens okradać się z ciężko zarobionych godzin odpoczynku? Czy nie lepiej runąć nieprzytomnie przed telewizorem i wyłączyć mózg na godzinkę albo kilka? Czas...
Napisanie powieści - nie mówię tu o jej wmyśleniu, czy zgromadzeniu danych - samo wklepanie jej w komputer, to minimum 3 tygodnie harówki. I znowu inwestujemy czas... 100 godzin na napisanie książki. Wydaje się, że to niewiele. Ale co jeśli w połowie okazuje się, że zmieniła nam się koncepcja i trzeba wywalić 40 stron, by przerobić cały wątek? Przyjmą albo odrzucą. Jeśli odrzucą jesteśmy miesiąc czasu w plecy. Za komuny przynajmniej zostałaby zaliczka w garści i legitymacja w kieszeni...

Podjąłem ryzyko szalone. Zdecydowałem się nie łączyć pracy zarobkowej i pisania - ale próbować żyć z tego, co naskrobię. Zaryzykowałem, nie zdając sobie sprawy, na co się porywam.
8 lat szlifowałem warsztat - na ślepo... Przez kolejne 7 lat napisałem osiemdziesiąt opowiadań i osiem tomów powieści. Ukazały 3 zbiory opowiadań, a jeden znajduje się w druku. Wydałem jedną powieść, a jej kontynuację kończę pisać. Jedna powieść mi się nie udała i nie mam ochoty jej poprawiać. Trzy tomy jednego cyklu i dwa tomy drugiego leżą czekając lepszych czasów. W wolnych chwilach napisałem 17 tomów kontynuacji przygód Pana Samochodzika. Jeden odrzucono.

Trochę przeinwestowałem, ale łudzę się nadzieją, że to, co napisałem jednak uda się kiedyś wydać... Nie wiem, ile czasu poświeciłem na naukę pisania i samo pisanie. Być może 5 tysięcy godzin? Jeśli gotowi jesteście zaryzykować tyle, co ja, możecie znaleźć się w tym miejscu. A ja zainwestuję chętnie drugie tyle, bo jestem ciekaw, jak daleko można dojść przy odrobinie uporu.

przejdź do
następnej części


Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
valdens · dnia 02.12.2008 13:25 · Czytań: 7016 · Średnia ocena: 3,73 · Komentarzy: 43
Komentarze
al_qubain dnia 02.12.2008 13:46 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Można było świetnie żyć z pisania książek nie nadających się do pisania

Ekhm... chyba czytania?

Nie martwię się czy zainwestowany w pisanie czas zwróci mi się w postaci pieniędzy. Samo pisanie, tworzenie postaci, wymyślanie miejsc i bohaterów, intryg czy zwrotów akcji i potem zgrabne związanie to w opowiadanie/powieść jest dla mnie wystarczająca nagrodą (to ocenią oczywiście ci co przeczytają moje wypociny). Mam już pracę więc pisanie traktuję jako hobby, gdyby przy okazji udało się coś uciułać lub choćby zdobyć szacunek czytelnika byłoby już bosko. :yes:
milla dnia 02.12.2008 14:12 Ocena: Bardzo dobre
Oj, nie. Ja bym tam za nic nie ryzykowała życiem z książek. Bo są nikłe szanse, że bym wyżyła:D Zeby nie powiedzieć, żadne, póki co.
Z drugiej strony, praca na etaciku, dom i te sprawy zabiera mnóstwo czasu potrzebnego na pisanie już czegokolwiek. Czy to książek czy felietonów i opowiadań. I bądź tu madry, i znajdź złoty środek:)
A jak się szlifowało warsztat, gdy nie było jeszcze portali pisarskich na przykład?
valdens dnia 02.12.2008 14:16
O, to jest ciekawe pytanie. :yes: Ja bym ciągle był analfabetą, gdyby nie internet.
TomaszObluda dnia 02.12.2008 14:24 Ocena: Świetne!
Pan Andrzej, jak zwykle straszy. Ale cóż, rację ma, prawda... ;)

Dobra ja rzucam pracę, zaczynam jeść cement ze ścian, trawę i zostanę pisarzem. A może iść siedzieć? Mnóstwo wolnego czasu, zbyt dużo rozrywek nie ma, karmią za darmo, a i wiele tematów do opisania ;)
Ehhh piszę, więc jestem...
valdens dnia 02.12.2008 14:28
A żebyś wiedział! Już dawno sobie myślałem, że gdybym trafił do jakiegoś stosunkowo spokojnego więzienia, to bym fajne rzeczy powypisywał. Tutaj wszystko mnie rozprasza :(
Usunięty dnia 02.12.2008 14:52 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo trafne uwagi czyli najprawdziwsza prawda, Znam je z autopsji,
TomaszObluda dnia 02.12.2008 14:53 Ocena: Świetne!
No najgorsi są ci ludzie,.Człowiek wierzy, że zachowają się jak tworzone postacie i będą się chociaż trochę słuchać, a oni mają własną wole. Ba jeszcze chcą ograniczać naszą. Coś tu jest nie w porządku.
Za tej komuny musiało być lepiej. I piłkarze lepiej grali i młodzież się uczyć chciała.
Co tam więzienie pakuję się i jadę na Kubę, albo do Korei Północnej dadzą mi status uchodźcy politycznego i będę pisarzem co się zowie :D
Dobry plan :)
Samuel Niemirowski dnia 02.12.2008 18:37 Ocena: Przeciętne
Erystyka A.P. zdumiewająca:

" Ale gdzie panowie literaci mieli się spieszyć? Mieli za co żyć, mieli gdzie się zabawić, nikt nie rozliczał ich z tego co zrobili. Zbigniew Nienacki pisał swoje 17 samochodzików przez 33 lata. Ja (nie porównując jakości) 17 tomów kontynuacji napisałem w... 4 lata."

Nie chcę być zgryźliwy, ale nich Pan porówna warsztat Zbigniewa Nienackiego do warsztatu książek "z naszej półki" lub swoich kontynuacji. 17 książek na 33 lata to naprawdę dobre tempo, zapewniającą (przy talencie autora) odpowiednio wysoką jakość.
Dlatego od dawna uważam, że dotacje dla pisarzy są rzeczą jak najbardzie pożądaną.

Naprawdę - wolny rynek jest dobry, ale na łupież nie pomaga. Na literaturę też nie. Wręcz ją psuje.

Głupoty piszesz, Andrzeju Pilipiuk. Sam mówisz wielokrotnie o "morderczym tempie", a masz za złe dawnym pisarzom, że żyli na poziomie godnym swego talentu. Zazdrość?
Samuel Niemirowski dnia 02.12.2008 18:40 Ocena: Przeciętne
Aha - sory, piszesz "nie porównując jakości". No to sam mnie wyręczasz w ten sposób.
Miladora dnia 02.12.2008 19:15 Ocena: Przeciętne
1. Przyznał się Pan do wieku, a więc czasów opisywanych nie może Pan znać z własnego doświadczenia. Brzmi jak ściągnięte żywcem z Bułhakowa. Jako młoda dziewczyna pracowałam z żoną jednego z najlepszych (i wydawanych) poetów. (przepraszam, że nie podam nazwiska) Nie opływali w luksusy. Może był to wyjątek potwierdzający regułę? Może.
2. Z całym szacunkiem, ale to, co Pan pisze zaczyna coraz bardziej przypominać epatujący samego siebie życiorys.
3. Nadmiar dobrych rad przypomina mi czasem sytuacje, gdy porad typu - "Jak ćwiczyć, żeby mieć zgrabne nogi" - udziela kobieta, która nigdy niczego nie musiała ćwiczyć, bo urodziła się ze zgrabnymi nogami. Każdy człowiek jest inny. To, czego Panu się udało dokonać, niekoniecznie musi się sprawdzić w przypadku drugiego człowieka. Żaden talent też nie jest równy drugiemu talentowi. Rzadko zdarzają się podobne sytuacje w życiu nawet podobnych ludzi.
Pozdrawiam ;)
TomaszObluda dnia 03.12.2008 07:56 Ocena: Świetne!
Wolny rynek psuję dobrą literaturę!

Lepiej jest na Kubie i w Korei Północnej,albo w Iranie :)
Tam jest świetna literatura i nikt nie ma łupieżu.

Co do morderczego tempa :) W CHRL tylko rolnicy i robotnicy pracują w morderczym tempie (dosłownie).I dobrze, grunt aby pisarzom się dobrze żyło.Kogo obchodzą czytelnicy.Pisarz, powinien tworzyć dobrą literaturę, nie taką co chcą ludzie.
To jak z filmami dotowanymi przez państwo. Wiadomo,że są dobre, trudno ,że ludzie wolą inne.Trzeba utrzymywać artystów,którzy tworzą wybitne dzieła :)

Nie psujmy literatury,muzyki i filmu - apeluję!! Niech unia dopłaca do książek,jak do mleka.Nie liczy się człowiek lecz sztuka!!!
valdens dnia 03.12.2008 11:55
Cytat:
To jak z filmami dotowanymi przez państwo. Wiadomo,że są dobre


A to heca :lol: Mówisz o tych, którymi panie od polskiego katują biedne dzieci?
TomaszObluda dnia 03.12.2008 12:07 Ocena: Świetne!
Ranisz moją duszę :( Chyba oczywistą oczywistością jest to,że to co dotowane przez państwo nie jest komercyjnym szajsem .Popatrz na USA tam za prywatne pieniądze kręcą takie gnioty , jak "Czas Apokalipsy", "Forest Gump" albo "Rain man". Państwowe jest dobre.Pensje państwowe, sklepy państwowe, telewizja państwowa i państwowe książki. Jako młody człowiek, wierzę ,że czasy które znam głównie z filmów i książek powrócą. Razem z dotowanym wszystkim oraz cenzurą.Choler... nie będą kłamstw pisać.

I piłka była na wysokim poziomie :)
valdens dnia 03.12.2008 12:23
Tomasz, ja nie wiem, czy Ty mówisz serio teraz, czy żartujesz. Naprawdę nie wiem.
TomaszObluda dnia 03.12.2008 12:39 Ocena: Świetne!
Nie no cały czas się śmieję :)

"Naprawdę - wolny rynek jest dobry, ale na łupież nie pomaga. Na literaturę też nie. Wręcz ją psuje." - bo z tym się nie mogę zgodzić, zwłaszcza z ostatnim zdaniem/
I za to lubię wolność słowa,że możemy sobie dyskutować swobodnie mając inne poglądy.

"dotacje dla pisarzy są rzeczą jak najbardziej pożądaną."- i to też. Na Boga, a kto będzie decydował, jacy mają dostać dotację. Jak ja będę decydował o tym pójdę walczyć, o głosy dla partii mającej to w programie,ale jak ma decydować kto inny to .wg mnie zły pomysł.No chyba,że o dotacjach będą dedcydować obywatele w referendum. Co pół roku głosowanie,kto ma dostać dotację. :) Genialny pomysł ;]
valdens dnia 03.12.2008 12:46
Łomatko. To może dodawaj didaskalia do swoich wypowiedzi, albo coś, bo zakręciłeś mnie jak ruski termos.
TomaszObluda dnia 03.12.2008 12:55 Ocena: Świetne!
no zapominam,że nikt mnie tu nie zna, i w sumie skąd ktokolwiek miałby znać moje poglądy.Sypię ironią na prawo i lewo, a członkowie forum,łącznie z Tobą, wezmą mnie za jakiegoś szaleńca ;) o skrajnych poglądach :) będę starał się zawsze przy moich złośliwościach, dodawać coś co pozwoli je dostrzec.
Pozdro i sorki za zamieszanie :D

Ale ruskie państwowe termosy z ruską dotowaną herbatą są w porządku.
Usunięty dnia 04.12.2008 05:57 Ocena: Dobre
PRL. Czyli syf - jak to podsumował Ziemkiewicz.

Nie zdajecie sobie jakie macie szczescie że urodziliście się później.
Podsumuję króciutko - potraktujcie ot jako dziadkowe wspominki. Jesli chcecie możemy zrobć wątek gdzie indziej.

a zatem Tomaszu:

Wyobraź sobie świat jak z filmów Barei tylko nie na wesoło a na poważnie. I wyobraź sobie że jesteś w środku bez możliwości wyłączenia telewizora.

Wśród tych wszystkich hien, chamów, cwaniaczków robiących kopiejkowe interesiki...

Świat gdzie mięsa miesięcznie przysługuje Ci mniej niż dziś jadasz tygodniowo.
Świat w którym banany obejrzeć możesz przez szybę w Peweksie. (jeśli akurat są dostępne w Pewexie bo zazwyczaj nawet tam nie sposób ich kupić).

Świat w którym po wszystko stoi sie w nieskończonych kolejkach.

Czasem wielodniowych. (np po kolorowe radzieckie telewizory czy bardziej poszukiwane meble)

Gdzie mieszkania czy samochody kupuje się wyłącznie w systemie argentyńskim - najpierw płacisz przez lata potem może dostaniesz, a który jesteś w kolejce decydują jakieś zagadkowe gremia.

Świat gdzie na podłaczenie telefonu czekasz osiemnaście lat a na przeniesienie telefonu dziesięć.

Gdzie bez zgody SB potwierdzonej odpowiednim pismem nie kupisz sobie anteny statelitarnej (zakładając że masz za co kupić 700 dolarów to twoje pięcioletnie zarobki).

Gdzie nie możesz malować ludziom mieszkań jeśli nie masz ukończonej zawodówki w specjalności malarz.

Gdzie lampy kupujesz w postaci zestawów i samodzielnie przykręcasz oprawkę (tylko jedna śrubka ale stolarz który je produkował nie ma uprawnień inżyniera elektryka).

Gdzie szczytem dumy pana domu jest trzypokojowe mieszkanie w bloku i piętanstoletnia trumna na kółkach marki Fiat 126p. (i trzeba w to upchac 4 osobową rodzinę + bagaż)

Gdzie szczytem mody jest turecka kurtka z workowatej tkaniny udającej jeans z podszewką ze sztucznego misia która dzięki odpinanym rękawom jest strojem całorocznym a kosztuje tyle ile się zarabia przez miesiąc.

I koniecznie z akrylowym szaliczkiem w odblaskowych kolorach.

I gdzie raczej nie chodzisz w skórzanej kurtce bo ludzie pomyślą że jesteś ubekiem.

Gdzie szczytem techniki jest tani używany magnetowid kupiony na flomarku w berlinie zachodnim, a kokosy zarabiają ludzie dostrajający ruskie telewizory tak by można je było podłączyć do wideła.

Gdzie komputer to urządzenie montowane do telewizora służące wyłącznie do grania i wyłącznie w najprostsze strzelanki.

Gdzie nie dostaniesz paszportu jeśli nie zostawisz w kraju rodziny jako swego rodzaju zakładników.

Gdzie szczytem marzeń jest duży zestaw klocków lego za 40$ którego nie będziesz miał bo średnie zarobki to równowartość 15-18 zielonych miesięcznie.

Gdzie te szczęśliwie bestie które mają rowery jeżdżą na składaczkach lub dożynają rowery po swoich ojcach i dziadkach. Gdzie prosty badziewny motorower kosztuje 4 pensje.

Gdzie harcerze sami sobie szyją namioty z własnoręcznie impregnowanego płótna bo państwo nawet dla nich - swoich pupilków - nie może załatwić.

A to co jest najgorsze to świadomość że gdzie indziej istnieje normalny świat. Ten świat którego wytwory widać w witrynach pewexów, którego osiągnięcia ogląda się na skrzętnie gromadzonych prospektach, który podziwia się w czarno białym telewizorze jak puszczą zagraniczny film...

Dodam tylko że z tego raju uciekano jak tylko się da.

Co roku nawet pól miliona Polaków startowalo w lotarii wizowej do USA (wygranie to jedno - załtwienie paszportu emigracyjnego to drugie)

Trzej inżynierowie uciekli własnoręcznie skonstruowanymi samolotami. Kilkudziesięciu śmiałków uciekło zwykłymi kajakami na Borncholm. A dwie zaprzyjaźnione rodziny zwiały porywając samolot latający na trasie warszawa - szczecin.

a od strony literackiej? pal diabli nawet cenzurę - po prostu nie było twardej waluty by zapłacić zachodnim autorom.
Usunięty dnia 04.12.2008 06:14 Ocena: Dobre
i jeszcze w temacie litaratury: co byli wstanie osiagnąć w tym wpaniałym ustroju nasi najwybitniejsi twórcy?

Janusz A. Zajdel - średni nakład książek 50-100 tyś szt. miał spore długi po znajomych - opóźniano mu druk, opóźniano wypłaty honorariów.

Joanna Chmielewska - super hiper top pisarka. Dom kupiła już po upadku komuny.

Zbigniew Nienacki - średni nakład ostatniego komunistycznego wydania samochodzików 450 tyś szt x 12 tomów. Majątek? mieszkanie w łodzi, samochod terenowy produkcji bodaj rumuńskiej, poniemiecki dom nad jeziorem i skromniutka żaglówczka. Miał ponoć kilka milionow zł odłożone na książeczce PKO ale ufał bankom PRL i inflacja mu to zeżała tak że wyszedł goły.

Stanisław Lem - tłumaczony na masę języków kandydat do nagrody nobla etc. Dorobek? Niewielki dom z dala od centrum Krakowa.

Alfred Szklarski - średnie nkłady po 250 tyś szt x bodaj 8 tromów mieszkał w wilii ktorą jego ojciec obywate USA kupił tuż przed wojną. Miał też bogaty ksiegozbiór "indianistyczny".

wszyscy wyszli z komuny jak spod zimnego prysznica. Kto nie kupił ziemi (dla nierolników praktycznie niemożliwe) ten stracił całą fortunę. Przykładowo: Milion złotych w 1985 roku to było po cenach czarnorynkowych...2 tyś dolarów USA. Mały fiat na giełdzie kosztował dwa miliony złotych. Najwieksi krezusi z urealnienia stawek wyszli jako dziady
Usunięty dnia 04.12.2008 06:52 Ocena: Dobre
Do Samuela.

Trochę mniej żółci człowieku - szkoda i nerwów i wątroby.;)
TomaszObluda dnia 04.12.2008 07:34 Ocena: Świetne!
Ale ja rozumiem Panie Andrzeju, dlatego krew mnie zalewa, jak słyszę (czytam) takie dyrdymały,ludzi którzy, obejrzeli "Dzienniki motocyklowe" i na tej podstawie wnioskują,że El Che był cool,a tym samym cały komunizm.Guevara to morderca.I chociaż,PRL kojarzy mi się głównie z gównianymi murzynkami,pomarańczami i pepsi(bo to było coś fajnego),żyłem tylko 7 lat w tym kraju,zresztą to końcówka była,to mnie krew zalewa. Bo chyba,każdy rozsądny człowiek,a zakładam,że na portalach pisarskich durnie nie siedzą, powinien sobie zdawać spraę,ze totalitaryzmy nie są fajne.Ludzie po więzieniach siedzieli, żebyśmy teraz mieli normalnie.Chyba,że ktoś zakłada,z ew tym sytemie byłby szują. No,ale co można robić teraz, jeśli się nie śmiać z tego. Ja "Katynia" nie nakręcę,mogę się tylko śmiać z takich debilizmów...

Chciałbym zastrzec,że nie polemizuję,czy obrażam ludzi,ale rozmawiam z poglądami.Nie chcę nikogo obrazić,bo ludzie,różne powody mają,aby myśleć w konkretny sposób.
zapomin dnia 04.12.2008 09:26 Ocena: Świetne!
żyłem dłużej niż 7 lat za PRL-u :( - i też mnie zalewa:(. Ostatnio widziałem obrazek przedstawiający che jako św mikołaja w jakiejś świątecznej reklamówce. nie złapałem dowciapu. Odczułem niesmak. Pomyślałem że równie "fajny" byłby Himmler czy Goebbels jako Mikołaj :/
al_qubain dnia 04.12.2008 10:06 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
wyłącznie w najprostrze strzelanki.

tu policja ortograficzna! proszę natychmiast usunąć błąd!:smilewinkgrin:
TomaszObluda dnia 04.12.2008 10:23 Ocena: Świetne!
rozumiem Cię zapomin.Zbrodniarze to zbrodniarze. Czym innym ,jest nabijanie się z Hitlera czy Stalina w Cyrku Monty Pythona, a czym innym oswajanie z mordercami, nie tłumacząc jednocześnie kim byli.
Ludzie, zwłaszcza w moim wieku i młodsi,nie mają świadomości historycznej,dla nich komunizm nie jest tym samym co nazizm.I oczywiście różnią, się.Nazizm głosił wrogość wobec narodów i ras,komunizm wobec klas.Łatwiej to przełknąć,nazizm naprawdę był idiotyczny(jest).Ale co by nie powiedzieć, karykatura ideologii Marksa zabiła więcej osób w samym ZSRR,a jeszcze Chiny, Wietnam, Korea PŁN i Kuba by wymienić najbardziej popularne przykłady.
Nie jestem zwolennikiem tępienia głupoty, każdy ma prawo ogladać Big Brothera, ale z głupotą agresywną i zbrodniczą należy walczyć. Śmiechem, nauką i sztuką ;) (zrymowało się)

W naszych rękach nie jest wcale tak mało. Więc wy starsi uczcie, my młodzi będziemy wyśmiewać, artyści niech potępiają ---
zabrzmiało patetycznie ;)
Ale to poważne sprawy.

al_qubain ja się zaczynam ciebie bać ;). Jesteś tak spostrzegawczy, czy masz jakis program do szukania byków? ;)
al_qubain dnia 04.12.2008 10:47 Ocena: Bardzo dobre
nie ma obaw Tomku.:smilewinkgrin: Nie jestem tak spostrzegawczy, programu do byków też nie mam. :yes: Czasem tylko coś wyłapię.;)

Odnośnie komentarza:
Cytat:
Więc wy starsi uczcie, my młodzi będziemy wyśmiewać, artyści niech potępiają(...)

amen!
Asamur dnia 04.12.2008 12:12 Ocena: Bardzo dobre
Dobry poradnik. Dziękuję za pomoc, bo okazuje się, że miałem słuszną wizję dobrej książki:D
A tu coś podobnego, tylko po angielsku:
http://mikeshea.net/Everything_You_Need_to_Kn.html
Miladora dnia 04.12.2008 12:29 Ocena: Przeciętne
Maleńka dygresja - Bornholm, panie Andrzeju.
Następna - pan też miał szczęście, bo to pana rodzice stali w tych kolejkach.
A w ogóle to trochę pan pomieszał i się zagalopował. (w tych przykładach)
Moje dziecko dostawało klocki Lego (ze skromnej nauczycielskiej pensji).
Pozdrawiam ;)
valdens dnia 04.12.2008 13:11
Cytat:
A to co jest najgorsze to świadomość że gdzie indziej istnieje normalny świat. Ten świat którego wytwory widać w witrynach pewexów, którego osiągnięcia ogląda się na skrzętnie gromadzonych prospektach


Ja tej świadomości nie miałem, bo jestem 3 lata młodszy, ale pewnego dnia ta świadomość przyszła, brutalnie, gdy pierwszy raz zobaczyłem Berilin Zachodni.

A to o peweksach i prospektach, to jakby żywcem z mojej biografii rwane. Ile razy siedziałem z nosem przyklejonym do szklanej gabloty, to nie zliczę. A tam matchoboxy (żelaźniaki) - Porsche, Ferrari, Lamborgini... Ło jessu i w ogóle ten zapach kawy, gum do żucia, te kolory...

No i tak się złożyło, że w 1988 roku tata wziął mnie na wycieczkę do Berlina naszym fiatem 125p.
Przysięgam, że się popłakałem :( jak zobaczyłem Porsche, Ferrari (nawet nie wspomnę motocyklach) jakby nigdy nic zaparkowane przy kolorowych sklepach z wielkimi oknami... Naprawdę, stałem i beczałem.
Miladora dnia 04.12.2008 13:19 Ocena: Przeciętne
Autentyczna historyjka - lata 70-te. Kopenhaga, duży Dom Towarowy, jakbyśmy to określili. Parter z mnóstwem kolorowych stoisk, aż oczy bolą. Wchodzi pracownik ambasady radzieckiej ze swoją matką, taką babuleńką omotaną chustą. Kobieta oczywiście dostaje oczopląsu, syn chwyta ją pod ramię i szepce - spakojno, babuszka, spakojno... :D
Samuel Niemirowski dnia 04.12.2008 18:55 Ocena: Przeciętne
Andrzeju Pilipiuk -

ja mam mieć mniej żółci?! To przecież Ty z żółcią ciągle najeżdżasz na PRL. Ja nigdzie nie stwierdziłem, że PRL był OK. Ale pomimo wszystko uważam, że pozycja pisarza w PRL w stosunku do reszty społeczeństwa była lepsza niż teraz. Kiedyś pisarz to był ktoś. Bo wtedy nie zamieniano wszystkiego na produkt. Gdzie nie dominowało kryterium użyteczności w każdej dziedzinie życia, od wc po wielki biznes. I to jest prawda, czy chcemy tego czy nie.

Również jestem przeciwnikiem PRL. Wolę żyć w III RP niż w PRL. Ale dziki, durny kapitalizm jest prawie tym samym co PRL, z tą różnicą, że teraz mamy pełne brzuchy. Mówię oczywiście o pozycji pisarza/inteligenta.

Bardzo zadziwia mnie, że
PSIOCZYSZ NA PRL, ZAMIAST NA TO, NA CO POWINIENEŚ
,
czyli to całe bzdurne "prawo autorskie".
To, że jest tak a nie inaczej, nie wynika z tego, że jest sytem taki a nie inny.
Może zamiast rozpisywać się nad tym jak to źle było w PRL, pora zastanowić się, dlaczego jeśli ksiażką kosztuje np. 40zł, autor dostaje od sprzedanego egzemplarza 1-2 zł. I czy można to zmienić. I jeśli tak, to jak.

Pozdrawiam

PS
Ziemkiewicz? Bardzo wątpliwy autorytet.
TomaszObluda dnia 04.12.2008 19:27 Ocena: Świetne!
podobno w stanach pisarze,najlepiej zarabiają.
Dlaczego tak jest? Może przenieść ich system na nasze warunki? Ja się nie znam,ale jak w Polsce będzie tylu wypasionych autorów, to by było cool :)
Może,jakby to wszystko u nas działało, jak na tamtym rynku ,byłoby podobnie? To jest możliwe?

i nie żartuję.Zasanawiam się poważnie.
Usunięty dnia 05.12.2008 13:56 Ocena: Dobre
do Samuela:

Widać jesteś za młody by to zrozumieć. W PRL byle baba w mięsnym miała pozycję społeczną wyższą niż wszyscy razem wzięci pisarze i profesorowie. byle partyjny dupek mógł swobodnie pomiatać całą wsią. byle synalek milicjanta mógł bezkarnie terroryzować podwórko.

Odnoszę też wrażenie że wcale nie jestem w mniejszym stopniu "kimś" niż byłbym wtedy.

A nie muszę nosić w kieszeni na piersi "karty wędkarskiej" z logo PZPR i nie muszę wysiadywać na partyjnych zebraniach, ani podpisywać listów do KC w sprawiwe objęcia innych pisarzy zakazem druku za "odchył od linii". (np. bardzo znany list z 1979-tego autorstwa wiceszefowej ZLP W.Szymborskiej).

Nie mówiąc o tym że cenzura by nie puściła tego co zazwyczaj piszę, a nawet jakby puściła to był jeszcze problem przydziałów papieru...

Odnośnie prawa autorskiego - co Ci się konkretnie nie podoba?

stawek nie zmienisz puki nie obniżysz radykalnie podatków i haraczu na ZUS który płacą księgarnie, póki nie zniesiesz podatku vat od usług poligraficznych, akcyzy na paliwo ktora nadyma koszty transportu, puki nie zmieni się stuktura własności - dziś 90% ksiegarni gnieździ się w wynajętych pomieszczeniach za ktore bulą co miesiąć czymsz (doliczany do ceny detalicznej). etc. innnymi słowy żeby było lepiej komukolwiek trzeba najpierw zniszczyć socjalizm. Pisze o tym m.in. "ten wątpliwy autorytret" - czyli RAZ.

Swoją dorgą fajny masz nick - ale by dorównać Samille musisz intensywniej i z większą fantazją warchoilić ;)

****************************************************
Do Tomasza:

Ameryka jest lepsza bo jest większa. Wydawca w Polsce ma potencjalny rynek rzędu 38 milionów w Kraju, ok 10 milionów jeszcze polskojęzycznych emigrantów i ze dwa miliony luda który zna język polski i coś w tym języku czasem czyta.

50 milionów użytkowników języka.

Wydawca z USA ma na dzień dobry około 400 milionów ludzi dla których jest to język ojczysty (w tym ok. 250 milionów na miejscu!!!) i do tego jeszcze z miliard ludzi na świecie którzy ten język znają lub usiłują się go nauczyć.

tak duuuuży rynek to odpowiednio duuuże zyski których część można przeznaczyć na reklamę. A obok ma jeszcze hoolywood które każdy bestseler sfilmuje, pocaluje wydawcę w rękę za to że się zgodził i rozpuści po kinach na całym świecie jako darmową reklamę...

a my za to mamy instytut sztyki filmowej ktory uwalnia reżyserów od troski czy na ich film przyjdzie do kina pies z kulawą nogą. czyli znowu socjalizm dławi...
Samuel Niemirowski dnia 05.12.2008 16:35 Ocena: Przeciętne
"Widać jesteś za młody by to zrozumieć. W PRL byle baba w mięsnym miała pozycję społeczną wyższą niż wszyscy razem wzięci pisarze i profesorowie. "

Czepianie się wieku, to mz nietakt. Niejeden młody rozumie więcej od starego. O pozycji baby w sklepie wiem dobrze. Chodzi mi o pozycję majątkową. No Nienacki - domek na wsi, motorówka. Czego chcieć więcej? ;)

"stawek nie zmienisz puki nie obniżysz radykalnie podatków i haraczu na ZUS który płacą księgarnie, póki nie zniesiesz podatku vat od usług poligraficznych, akcyzy na paliwo ktora nadyma koszty transportu, puki nie zmieni się stuktura własności - dziś 90% ksiegarni gnieździ się w wynajętych pomieszczeniach za ktore bulą co miesiąć czymsz (doliczany do ceny detalicznej). etc. innnymi słowy żeby było lepiej komukolwiek trzeba najpierw zniszczyć socjalizm"

Przecież to wszystko co opisujesz to przyszło z wraz z kapitalizmem! Za PRL-u książki były tanie jak barszcz, a pisarze i tak żyli całkiem w porządku, nikt ich nie ganiał ani żaden pisarz nie skarżył się na "mordercze tempo pracy", jak niektórzy przedstawiciele współczesnej fantastyki.
valdens dnia 05.12.2008 18:38
Ja tu wolę dziś nic nie pisać, bo wytrąbliłem 3 i pół piwa, i mógłby wyjść jakiś zbyt śmieszny kabaret. Zostawię to sobie na jutro. Miejsce już mam. (będzie edit)
TomaszObluda dnia 05.12.2008 19:09 Ocena: Świetne!
w sumie głupie pytanie zadałem ;) to fakt, jakoś więcej ludzi. Ale przecież, książka to też towar. Czy teoretycznie nie można by zająć się profesjonalną sprzedażą książek.Jak np się zareklamuję jakąś to ludzie 'walą" do Empiku i kupują i to bez znaczenia czy jest tam Dan Brown czy Masłowska. Reklama dźwignią handlu - wyświechtany frazes,ale chyba prawdziwy. Wbrew pozorom Polacy ani nie są tak durni,ani leniwi.Tylko ich trzeba zachęcić. Browny Rovlingi Gaimany się sprzedają. Trzeba wyjśc do ludzi. Bo tak poprawdzie, ja jakieś 1o lat, temu bym nie pomyslał o kupieniu Kresa czy Pilipiuka, to się trzeba zainteresować --- tak nie każdy zna owe nazwiska. Browna zna w Polsce więcej. Tak myślę.Chyba nie do końca tak głupio.
Usunięty dnia 05.12.2008 19:47 Ocena: Dobre
Samuelu. Powtórzę jeszcze raz:

12 tomów samochodzika wydane w nakładzie 450 tyś egzemplarzy/tom.

To pewnie więcej niż Rowling wycisnęła z 7 tomów Heńka we wszystkich krajach Grupy Wycszechradzkiej.

I co na z tego autor który pisał tę serię 33 lata?

Domek, samochód i żaglówkę.

Sorry - choć nakładami Nienackiemu nie dorastam do pięt mam samochód, mieszkanie (jak bym je spylił to domek bym kupił), a i żaglówki dziś znacznie tańsze...

Czyli mam mniej wiecej tyle co Nienacki pod sam koniec kariery.

Co do oszczędności w prawdziwych pieniądzach mam równowatrość ok 3 tyś dolarów USA. Czyli jak by nie patrzeć półtora miliona złotych peerelowskich w cenach z ok 1985 roku ;)
Usunięty dnia 05.12.2008 19:53 Ocena: Dobre
ps. te 12 tomów a' 450 egzemplarzy to tylko jeno z wydań - tzw. biała seria. Bo wcześniej były inne wydania i tłumaczenia na jezyki większości krajów bloku socjalistycznego.
Usunięty dnia 05.12.2008 21:20 Ocena: Dobre
Do Rzepusi

wydawcy kierują się zazwyczaj opinią selekcjnerów (czyli redaktorów oddelegowanych "bo ktoś musi czytać te wypociny ktore przychodzą";).

Jeśli ktoś ma na koncie publikacje w czasopismach i jego nazwisko jest jakoś tam znane to jego szanse rosną.

do tego trafiają się przypadki druku po linii partyjno-płciowo-koleżeńskiej - ale to raczej w nurcie głównym.

jesli chcesz oceny podeślij pilipiuk@interia.pl
Usunięty dnia 07.12.2008 11:54 Ocena: Dobre
uzupełnienie rozważań: Nienacki miał jeszcze małżeństwo ktore się rozpadło, nieformalny zwiazek i ponoć kochankę w wieku coniebądź kompromitującym.

Tu postanowiłem nie iść w Jego ślady.
valdens dnia 07.12.2008 11:59
ale to kochanka miała za mało lat, czy on za dużo? ;) skoro już se tak plotkujemy.
Usunięty dnia 07.12.2008 17:00 Ocena: Dobre
dla faceta pod sześćdziesiątkę kochanka w wieku balzakowskim nie byłaby kompromitująca...

Dla mnie pisarz to zawód szczególnego zaufania spoczenego - coś jak lekarz czy ksiądz. Problem w tym że nie wszyscy moi koledzy po piórze tak do tego podchodzą... :no:
Usunięty dnia 06.02.2009 18:53 Ocena: Świetne!
Potwierdzam słowa pana Andrzeja. Że niby pisarz w PRL miał wysoką pozycję? Eeee? Wysoką pozycję mieli policjanci, wojskowi i partyjni oficjele. To oni o wszystkim decydowali. O pisarzach nawet się nie mówiło w mediach. Już na temat górników było więcej słychać.

Ja z kolei piszę głównie dla frajdy i nie planuję swojej pisaniny wydawać gdziekolwiek. Po pierwsze dlatego, że piszę pod nickiem i nie chcę żadnych skojarzeń z moimi prawdziwymi personaliami. Po drugie - i tak nikt by tego nie wydał :p
Melock dnia 03.11.2017 21:41 Ocena: Dobre
Literatury PRL zupełnie nie można porównywać do dzisiejszej, to była zupełnie inna sytuacja.

- nie było zupełnie konkurencji. To nie to co dzisiaj, gdzie jest wiele wydawnictw i natłok książek z zagranicy. Kiedy na wystawce w Kiosku Ruchu była wystawiona książka, to była to jedna książka. I ta sama pozycja w całym kraju. Gdyby taka sytuacja była możliwa i dzisiaj, to byście mieli zbyt na poziomie 3 milionów egzemplarzy w miesiąc, jak tabloid. Ale nigdzie na świecie nie ma takiej sytuacji, wybór jest ogromny,

- nakład był olbrzymi, ale nikogo nie obchodziło, czy się sprzeda. To był komunizm. 95% mogło trafić na przemiał po latach leżenia na półkach i nikt się tym nie przejmował,

- żaden z tych wielkonakładowych pisarzy nie zarobił - to prawda, ale kto w komunizmie zarobił? Przypominam, że nasi bolszewicy zaczęli się dorabiać dopiero kiedy stworzyli sobie IIIRP. Właśnie dlatego, że w komunie nie zarabiał nikt, łącznie z wierchuszką bo taka jest idea tego totalitaryzmu,

- i ostatnia rzecz, najważniejsza. Pisarzem zostawało się z nadania lub z łaskawego przyzwolenia władzy. A niektórzy byli wręcz propagandystami. Nawet ci, którzy pisali tylko przygodowe książki dla dzieci, które miały "kształcić socjalistyczną młodzież" (w których to książkach niekoniecznie była indoktrynacja). Przecież mieliśmy dwóch noblistów, którzy byli komunistycznymi wieszczami. Mieliśmy reżysera na zamówienie, uwiarygadniającego kolejne etapy bolszewizmu, który swoją karierę zakończył propagandowym dziełem o agencie "Bolku" już w IIIRP. To byli nasi "twórcy", więc jak to można przyłożyć do człowieka, który żeby coś osiągnąć musi sobie to wypracować i być w tym po prostu dobry?

Doprawdy trudno porównywać tamtejszych artystów i tamtejsze realia do świata dzisiejszego.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe. Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
JOLA S.
22/08/2019 10:39
Rafale, znowu stoję z nożyczkami i nie wiem, od czego by… »
kamyczek
22/08/2019 09:38
Dla mnie, optymistki, szklanka jest zawsze do połowy pełna.… »
kamyczek
22/08/2019 09:34
Bardzo ładny wiersz,, Wodniczko, podoba mi się. I… »
Zdzislaw
22/08/2019 09:21
Przyjemnie, że się spodobał i wywołał uśmiech. Również… »
Madawydar
22/08/2019 07:43
Witaj Decand Dzięki za komentarz. Pozdrawiam. »
ponadchodnikami
22/08/2019 02:23
"myślę więc (że) jestem" jest bardzo poruszające. »
Kushi
21/08/2019 23:44
Czasem w nas samych tak bywa, że nie doceniamy tego co mamy… »
wiosna
21/08/2019 23:41
Kazjuno, Carvedilol dziękuję i właśnie tak jest. W głowie… »
ShoutBox
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:ihilujuf
Wspierają nas