Poplamiony margines - Wiktor Orzel
Proza » Miniatura » Poplamiony margines
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Zaczynam tonąć, najpierw tonę w dźwiękach, a potem, już spokojnie, dryfuję półświadomie z moimi nadbałtyckimi marami sennymi; docieram do tych wszystkich mórz i oceanów, nad którymi nigdy nie będę, smakuję potraw, których nigdy nie spróbuję, podziwiam drogie butelki wina, których nie będzie mi dane odkorkować. Ta chwila zapomnienia dość szybko się ulatnia; jestem przecież na Małym Rynku, w Krakowie, w miejscu, gdzie jeszcze całkiem nie tak dawno temu chłopi zarzynali świnie i sprzedawali kury, a szlachta sprzedawała chłopów.

Idę niechętnie przed siebie, mijam starsze panie, które trzymają sztandary z poszatkowanymi płodami; krzywię się, one też się krzywią, perspektywa dnia ulega zakrzywieniu, jest nieprzyjemnie.

Skręcam w stronę Szpitalnej, widzę dom numer jedenaście, nie tak wyobrażałem sobie ten spacer. Z widmowych, pokiereszowanych okien patrzą się na mnie nieobecne ślepia dzieci molestowanych przecieżsamychsobiewinnych i zgwałconych kobiet, które przecieżsamesięotoprosiły, ale zakonnice się nimi zaopiekują, winny już żyje w odosobnieniu, a Bóg wszystkich równo potraktuje, na razie więc cicho, cichutko i pod dywan, będzie dobrze, będzie dobrze. Gdzieniegdzie spacerują też ostentacyjnie i bezpardonowo te nazistowskie, łyse skurwysyny wygrażające białymi pięściami w kierunku żółtego słońca, które za nic w świecie nie chce być białe.

Przystaję i kupuję obwarzanka od małego chłopca, który próbuje się do mnie uśmiechnąć. Zamiast maku piasek zgrzyta mi między zębami. Śniadanie nie należy do najprzyjemniejszych, ale jakoś udaje mi się je przełknąć. Wstępuję do hotelu Pod Złotą Kotwicą, ale wita mnie tylko pustka, więc idę dalej, a za mną wciąż pada i pada. Deszcz nie odpuszcza, krople są wielkości grochu, wody przybywa i przybywa, a w sklepach i barach sprzedają i sprzedają tę wódkę i to piwo; jest tłoczno, jak zawsze o tej porze, a może i nawet tłoczniej, jakby coś wisiało w powietrzu, może wiosna, na którą wszyscy tak czekają, a może ta jesień, która nigdy nie przemija.

Na Floriańskiej zaczepiają mnie naganiacze, proponują świeże, żywe mięso tańczące w podziemnych lochach na metalowych rurkach. Długo się nie opieram – dostałem zniżkę na truciznę i pierwszy taniec, nie zastanawiam się więc dłużej i hyc, nurkuję do jednej z piwnic. Błoto jest wszędzie, ledwo dopycham się do mojej wybranki, której macham przed oczami plikiem banknotów.

Płacę za taniec, tańcz, kurwo, tańcz! da się słyszeć ze wszystkich stron od podchmielonej klienteli, powtarzam za nimi i krzyczę coraz głośniej, jej szklą się oczy, to chyba łzy, klepię mocniej w chude pośladki, ona odwraca głowę i kręci energiczniej tyłkiem – odtwarzanie roli wraca do normy. Orkiestra rżnie R&B, drogie alkohole leją się strumieniami. Wszyscy dookoła przeczuwają koniec, więc chlają, ile wlezie, tylko panie od rurek nie piją – zbierają napiwki w nadziei, że to już ten ostatni raz, a potem szerokie wody, carte blanche i Nowy Świat za oceanem. Jedna z nich, długonoga blondynka, podchodzi do mnie i mówi, że studiowała psychologię i religioznawstwo, ale za mało zarabiała, dlatego woli kręcić dupą, tutaj i w okolicznych portach. Nie wiem, po co mi to mówi, zapewne nie jestem pierwszym, który słyszy tę gadkę, tańcz, kurwo, tańcz! – błoto sięga już kolan, pora na ewakuację, wspinam się wyżej po metalowej drabince, mijam piętro, gdzie każdy kopuluje z każdym  (w błocie) w przeróżnych konfiguracjach, mijam piętro, gdzie trwa walka (w błocie) na śmierć i życie o ostatnią butelkę burbonu, wreszcie mijam piętro gdzie postanowiono utopić (w błocie) i złożyć w ofierze jedną z tancerek.

Zaprowadźcie mnie do Betel ktoś krzyczy i chwyta mnie za rękę, ale odtrącam go. Słyszę tylko cichy jęk zawodu i cierpliwie wspinam się dalej, już niedaleko, światło jest coraz bliżej. W końcu wydostaję się na pokład. Wyglądam za burtę, miasto całe jest zalane i w szampańskim nastroju, ktoś zamawia łódkę, ktoś rzyga, ktoś się z kimś okłada pięściami, całkiem spora grupa majtków szcza pod Teatrem Słowackiego. Festyn, fiesta, ja pierdolę!

Woda jest już coraz żwawsza, zatacza mordercze kręgi i zaczyna wciągać, pochłaniać. Sęk w tym, że całe to miasto jest nawciągane i w stanie wiecznopiątkowym – nikogo cały ten potop i śmierć za bardzo nie obchodzą, kościół stoi pusty, burdele, które należą do niego, pękają w szwach.

Mija północ, godzina druga, pierwsza czy tam trzecia, kapitan zalany w trzy dupy, statek podskakuje na falach i giba się na boki, coraz więcej wody, coraz więcej błota. Może jakimś cudem dopłyniemy do soboty, ale – jak na zawołanie – abordażu dokonują najebani Babilończycy, którym się ten nasz Betel nigdy nie podobał. Siepią na oślep maczetami, o mały włos i dostałbym kosę pod żebro, wspinam się więc na bocianie gniazdo, niech się tłuką. Odbijamy się od Barbakanu, niesie nas teraz w kierunku Księgarni Pod Globusem. Żaglowiec z tysiąc dziewięćset piątego roku już dawno odpłynął i zabrał ze sobą cały literacko-kulturalny dobytek; zostały tylko nieliczne egzemplarze literackiej miernoty, której nikt nie chciał zabrać, nawet jako opał do kominka. Tumult na dole już nieco mniej żywiołowy, Babilończycy biorą w niewolę kilka bardziej dorodnych tancerek i próbują podpalić maszt, ale jest mokro, lecą więc butelki naszych dzielnych wojaków, którzy nagle przetrzeźwieli. Betel się przebudził, kobiety im zabrano, Babilończycy w popłochu uciekają, grupa pościgowa za nimi, ale mnie to już nie interesuje; widzę, jak horyzont zdarzeń się załamuje, milkną surrealne echa, w czarnej dziurze statki toną wraz z załogą.

Dziękujemy za podroż z Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacyjnym w Krakowie, koniec trasy, proszę wysiadać i proszę na siebie uważać, bo – jak dodaje motorniczy – dzisiaj będzie bardzo mocno padało.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Wiktor Orzel · dnia 13.07.2017 12:15 · Czytań: 387 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 5
Komentarze
JOLA S. dnia 13.07.2017 12:43
Witaj Wiktorze,

Historia leci wartko, pomysł interesujący, obrazy płyną. :)
Opisy pokazują wiele charakterystycznych elementów budujących nastrój krótkiej opowieści. Mnie nie rzuca na kolana, ale na pewno znajdzie swoich zwolenników.

Pozdrawiam ciepło :)

JOLA S.
Tjereszkowa dnia 13.07.2017 18:17
Hej Sagit,
dla mnie to taki oniryczno-psychodeliczny groch z kapustą, co samo w sobie nie jest wadą. Za minus uznaję dobór rekwizytów (z braku lepszego określenia) - wiem, że to subiektywne - ale po prostu tyle już takich tekstów zjadłam, że nie mogę oprzeć się wrażeniu wtórności. Ale i tak popłynęłam stworzonym przez Ciebie nurtem. Szczególnie początek czytało mi się dobrze (tyle że potykałam się o niepotrzebne średniki, które spokojnie można zastąpić mniej irytującymi znakami - tak wiem - to też subiektywne). Później, gdy tekst wyraźnie przyśpiesza, czułam się nieco mniej komfortowo - co paradoksalnie odbieram na plus, bo i treść niepokojąca.
Ogólnie, powtórzę po Joli - na kolana nie rzuca, ale to porządny kawałek prozy, z charakterystycznym klimatem, co uznaję za największą zaletę tekstu.
Milena1 dnia 14.07.2017 08:45
Przeczytałam nie powiem, że z przyjemnością bo nie za bardzo lubię takie tematy. Czyta się w miarę łatwo. Dla mnie historia jakby trochę wymuszona, jakby autor sam nie wiedział co tu jeszcze wymyślić (takie odniosłam wrażenie).
Ogólnie podpisuję się pod komentarzami powyżej
pozdr
Ekszyn Dupacycki dnia 14.07.2017 20:12
Milena1 nazwała mi brakujący element, jaki zawsze wyczuwałem w Twoim pisaniu, ale nie umiałem ubrać w słowa. Chodzi o "wymuszenie", jakbyś poprzez opisywanie, skądinąd nijakich, sytuacji, chciał je zaczarować literackim potraktowaniem w coś innego. Problem jednak w tym, że chyba nie widzisz w nich niczego innego, poza tym, czym są i tylko przemalowujesz je na papier winietując oparami dymu, artystycznie (niby niechlujnie - wulgaryzmy) zachalapując alkoholem i w zasadzie grasz otoczką, atmosferą wokół pisania. Przyznam, że mnie to akurat mocno dystansuje. Podejrzewam, że wymuszasz pisanie nie mając weny.
Kogoś innego na pewno bym chwalił za takie teksty. Wydaje mi się, że masz wszystko, co powinien posiadać pisarz: pijesz, palisz, operujesz kontrolowanym słowem, obserwujesz, tylko niczego nie widzisz, zatrzymujesz wzrok na nudnym pozorze, w którego opisie się zatraca Twoje pisanie.

Przepraszam, pozdrawiam.
Papa dnia 17.07.2017 14:38 Ocena: Bardzo dobre
Szybko mi się czytało, linijka za linijką. Dobre opowiadanie, ale zawsze może być lepiej.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
20/11/2017 02:25
Nadal masz rym: :) »
Miladora
20/11/2017 01:48
To rzeczywiście ładny wers, Dod. :) Warto byłoby dla… »
Miladora
20/11/2017 01:04
Miło było wrócić do przędzenia, Lil. :) Mam tylko dwie… »
Miladora
20/11/2017 00:55
Prawdę mówiąc, mnie też śmieszy osiodłany Charon. :) W… »
Miladora
20/11/2017 00:31
Wręcz przeciwnie - łatwiej niż w poezji, która bazuje na… »
Leszek Sobeczko
20/11/2017 00:19
Rodzina to filar; poza tym jakoś tak dla mnie zamotane, za… »
hopeless
20/11/2017 00:18
Miladora - lubię, gdy wybudza się twoja agresja...… »
Miladora
20/11/2017 00:11
Jak to mówią - co nagle, to po diable. ;) Zostaw… »
Miladora
20/11/2017 00:07
A ja się z Tobą nie zgodzę, Hope. :) Żeby dobrze pisać,… »
hopeless
19/11/2017 23:53
Miladora - a miałem iść już spać:) Spokojnie... chwila.… »
Miladora
19/11/2017 23:49
I dobrze. :) A teraz ja też będę wredna i przyczepię się… »
hopeless
19/11/2017 23:43
Jola, myślę, że wyliczanie potknięć nie ma tu sensu. To nie… »
Leszek Sobeczko
19/11/2017 23:43
Nie! Same zgrane poetyckie rekwizyty, to nie ich wina /bo… »
kamyczek
19/11/2017 23:42
Witaj po długiej przerwie, Apisie. Dziękuję,… »
hopeless
19/11/2017 23:34
Leszek Sobeczko - co tylko chcesz. Dobrej nocy:) »
ShoutBox
  • Silvus
  • 20/11/2017 00:06
  • Wzajemnie!
  • BeNeK
  • 19/11/2017 23:54
  • Miłej nocy wszystkim! ;)
  • SanaiStark
  • 19/11/2017 21:14
  • Silvus, ty tam czytaj moje nowe opko, a nie podrywaj mnie tu, hehehe :p
  • Silvus
  • 19/11/2017 20:29
  • @Sa, pamiętaj, że opinie mogą być różne, zachęcające i zniechęcające. Może też nie być żadnych.
  • SanaiStark
  • 19/11/2017 19:10
  • Hmm... Tak sobie myślę, czy wrzucić tu z czystej ciekawości dwa opowiadania, kktóre napisałam w wieku 16-17 lat, jedyne, które się zachowały... Z ciekawości xD
  • Alen Dagam
  • 19/11/2017 00:18
  • Ankiety zakończone! Wyniki na forum. Dziękujemy!
  • Esy Floresy
  • 18/11/2017 23:01
  • Kto żyw nie próżnuje, łapie ankietę i głosuje. :)
  • Alen Dagam
  • 18/11/2017 22:17
  • @mike17 - jutro już będziemy ciszej w SB, sorki za wcinanie się ciągle :/
  • Alen Dagam
  • 18/11/2017 22:15
  • Jeszcze niecałe 2 godziny do zamknięcia ankiety. 1. Nazwa: [link] 2. Kategorie: [link] . Głosujcie!
  • Alen Dagam
  • 18/11/2017 22:06
  • [link] Heh, ucięło cyferki w linku. Ten jest właściwy.
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:Fasellpo
Wspierają nas