Kraina Niekończącej się Bajki - JOLA S.
Proza » Bajka » Kraina Niekończącej się Bajki
A A A
Od autora: Pozwoliłam sobie zamieścić poniżej pierwszy rozdział mojej książeczki dla dzieci p.t."Różowy Pinokio". Nakładem Warszawskiej Grupy Wydawniczej ukazała się w księgarniach w I kwartale tego roku

Serdecznie zapraszam. :)

 

Mały, pluszowy miś prawie od zawsze siedział na półce w sypialni Ewy. To był jego dom. W nim zestarzał się i wyblakł, niedawno zaczęły sypać się z niego trociny, oczy z czarnych guzików straciły dawny, promienny blask. Przytłaczała go samotność. Chciał nadal być zauważany, przytulany i kochany. Taka jest natura pluszowych misiów. Misiowi zrobiło się raźniej, gdy Ewa postawiła obok niego drewnianą, różową kukiełkę. Miś miał przynajmniej z kim pogadać. Z zapartym tchem słuchał barwnych opowieści Różowego Pinokia o Krainie Niekończącej Bajki. Zasłuchany patrzył na przyjaciela zawsze z zazdrością.


- On przynajmniej jest częścią bajki - powtarzał, pociągając czarnym noskiem.


Czas płynął. Przeminęły lato i jesień, a ściany sypialni miały ciągle ten sam wygląd. Dni Misia coraz bardziej przepełniała tęsknota za czasami, gdy był ulubioną maskotką Ewy. Gorące łzy nieraz spływały  z pluszowego policzka. Różowy Pinokio stał obok na półce coraz częściej niemy i zamyślony. Wspomnienia przygód były tak żywe. Pluszaka to jeszcze bardziej przygnębiało, zakrywał łapkami oczy.

Aż pewnego dnia:


- Mam też dosyć tej nudy, uciekniemy do Krainy Niekończącej się Bajki - nagle zarządził Pinokio.


Miś wybałuszył na niego oczy z guzików. Nie znał Krainy Niekończącej się Bajki, bo i skąd miał znać? Nigdy w niej nie był, dotąd jego jedynym światem była sypialnia Ewy. Obietnica przygody zawarta w opowiadaniach Pinokia brzmiała zachęcająco. 


****

Zimowej nocy sypialnia jest pusta, Ewa jest nieobecna. Wszędzie jest cicho, blask księżyca wpada do pokoju jasną smugą.


- Teraz albo nigdy - oświadcza Różowy Pinokio, zeskakując z białej półki.

Miś nie wierzy uszom.


- Nie uprzedził mnie, że to będzie tej nocy - mamrocze, niemrawo podążając za przyjacielem. Nie nawykł wstawać nieomal o świcie.

Pinokio wyciąga z kąta niski taboret i podsuwa go do okna.


- Okna nie można otworzyć,  jest szczelnie zamknięte!  - stwierdza z przerażeniem.

- Są jeszcze drzwi, mądralo!

Drzwi na szczęście nie są zamknięte na klucz. Pinokio z trudem dosięga mosiężnej klamki. Próbuje raz po raz, szarpie, w końcu oporna klamka puszcza. Przeskakują próg i pędem pokonują długi, ciemny przedpokój. Mają niewiele czasu, zaczyna  świtać.

 - Misiu, jeszcze parę kroków i będziemy na skraju brzozowego zagajnika, przebieraj żwawiej nogami.


- Cierpliwości! To dla mnie nie  takie proste – mruczy pod nosem pluszak, oglądając się co chwilę za siebie.


Ma krótkie nogi i wyrzuty sumienia, że znika bez słowa.


- Ewa jest już dorosła i nie ma dzieci - szepcze cichutko, usprawiedliwiając się sam przed sobą.

Z zadumy wyrywa go głos zniecierpliwionego przyjaciela.

- Misiu, wyluzuj! Wskakuj do plecaka, to cię poniosę ,  przed nami długa droga – ponagla.

Miś wystawia czubek nosa z plecaka.


- Brr, Brr, ale zimno.

Pinokio  patrzy na przyjaciela podejrzliwie.

- Chyba masz stracha, pluszaku?

- I to ma być współczucie! - odpowiada szorstko Miś.

Kierują się w stronę majaczącego w oddali zagajnika, Pinokio stara się iść jak po sznurku, wydaje się, że zna drogę. Mróz przenika drobne ciała na wylot, wyczerpuje siły, nogi grzęzną w głębokim śniegu, plecaczek nieznośnie ciąży...


****

Kuchenne okno w mieszkaniu Ewy zamiast szyby ma wstawiony witraż. Tego ranka szkiełka przybierają niebieskawy odcień. To źle wróży, mróz nie odpuści.
Wybiega pospiesznie z mieszkania. Na starym zegarze właśnie wybiła ósma; spóźni się do pracy, szef będzie wściekły. Po chwili wyjeżdża samochodem z garażu. Za zakrętem skuty mrozem zagajnik widnieje jak kiczowaty pejzaż, zamknięty w białe ramy. Na jego tle widać drobną, skuloną postać. Mały chłopiec próbuje pokonać głęboką zaspę, z oddali wyraźnie słychać jego płacz i narzekania. Ewie, z trudem udaje się zatrzymać się na oblodzonej drodze, podchodzi do chłopca.

- Zgubiłem drogę do Krainy Niekończącej się Bajki. – Chłopiec skarży się nieśmiało.


Wbija w nią smutny wzrok, poprawia wypchany plecaczek i sterczącą na głowie różową czapeczkę. Jest zmarznięty i zmęczony, aż żal patrzeć. Chlipanie chłopca przechodzi w cichy szloch.

- Nie płacz! Wiem jak tam trafić - Ewa słysząc wypowiedziane przez siebie słowa, truchleje. - Co ja plotę? – Próbuje zebrać myśli.

Zamyka oczy, w głowie ma mętlik. Co się ze mną dzieje? Po chwili powoli podnosi powieki. Przed nią nadal stoi chłopiec o  brązowych, błyszczących oczach o kształcie migdałów i ustach namalowanych czarną kredką. Spod popielatego płaszczyka sterczą drewniane, chude nogi. Wielkie kamasze  też są z drewna, ledwie wystają ze śniegowej zaspy. Twarz malca wydaje się Ewie znajoma.

- Dziwne! Zupełnie jak u różowej kukiełki z białej półki w mojej sypialni.

Okolica też wydaje się znajoma, dokładnie przypomina wyglądem wyjętą z jej opowieści Krainę Niekończącej się Bajki! Z początku nie może w to uwierzyć. Łapie głęboki oddech, nozdrza łapczywie podążają za unoszącą się w powietrzu orzeźwiającą wonią, obudzonej wiosennym słońcem trawy. Brzozowy zagajnik nie nosi najmniejszych śladów zimy, jest soczyście zielony, tętni radosnym szczebiotem ptaków. Motyle nie ustają w powietrznej gonitwie. Słońce cudownie przygrzewa Od razu na duszy robi się raźniej.


Nagle z plecaczka, przewieszonego niedbale przez ramię Pinokia, wydobywa się cienki głosik.

- Możesz już wyjść, guzdrało – odzywa się drewniany chłopiec, stawiając na trawie plecaczek.

Ewa dostrzega małą postać, z miłością wpatrującą się w nią parą czarnych oczu. Ich spojrzenia spotkają się.


– Mój Miś?

Podnosi Misia i mocno przytula. Powracają  wspomnienia z dzieciństwa, jest znowu małą dziewczynką z rudymi jak sierść wiewiórki warkoczami. Przed oczami staje jej obraz domu rodzinnego, radosnego i bezpiecznego. Przypomina sobie dzień, w którym dostała od ojca wymarzonego misia. Po raz pierwszy od wielu dni czuje, że może się szeroko uśmiechnąć.

– Hej! Słyszycie mnie? Nie mamy czasu do stracenia. – Niecierpliwy głos Różowego Pinokia wyrywa ją z zamyślenia.

Ruszają krętą, piaszczystą ścieżką, prowadzącą przez sosnowy las. Ani śladu wiatru. Misiowi zdaje się, że przydrożne drzewa  wyciągają do niego ramiona. Rozgląda się ostrożnie. Przez grube gałęzie przebłyskuje czysty jak kryształ strumień. Słychać plusk wody. Widoki przemawiają do wyobraźni pluszaka.

- To nie jest sen, to nie jest sen - mruczy i wtula się w Ewę.

Całym sobą chłonie bijące od niej ciepło. Jest mu dobrze. Pinokio biegnie przodem, wygląda na zaniepokojonego.

-  Dawno tu nie byłem - szepcze.


-  Jesteśmy już niedaleko, doskonale znam drogę - uspakaja go Ewa.

Za kolejnym zakrętem białej drogi otwiera się przed nimi niezwykły ogród. Zaprasza jak starych znajomych. Jawi się niczym panna młoda w zwiewnej, pastelowej sukni. Baldachim z gałęzi dorodnych jabłoni obsypanych  blado - różowym kwiatowym puchem otula szerokie wejście. Słodko pachną, aż kręci w nosach. W głębi olbrzymie, białe konwalie kuszą niczym wielki puchar lodów waniliowych. Żółte żonkile rozwarły kielichy. Kwiatów jest mnóstwo, wszędzie i to przeróżnych. W czerwieni zachodzącego słońca kwiatowe rabaty lśnią, jak rozwinięta na trawie tęcza. W Kwiatowym Ogrodzie mali wędrowcy dostrzegają to, czego nie sposób było zobaczyć z daleka. Zachwytom Misia nie ma końca. Pinokio ćwierka jak ptaszek:

- A nie mówiłem, tak wygląda moja kraina. Tu nie ma miejsca na smutki.

 Podnosi dumnie brodę i znacząco zerka na pluszaka.

- To prawda - odzywa się Miś z przekonaniem.


Ewa ma wrażenie, że jej uwolniony szczęśliwy duch unosi się wysoko, tańcząc na tle bezkresnego nieba. Miś widząc jej radość rzuca pełne nadziei spojrzenie.

- Czy zostaniesz z nami? - pyta nieśmiało, tak by nikt nie słyszał. 

- Bardzo bym chciała, ale naprawdę nie mogę, czeka mnie jeszcze dużo pracy  –  odpowiada smętnie.

Miś posyła za nią żałosne spojrzenie.


****

W środku nocy w pokoju na piętrze panuje styczniowy zmrok. Ewa przeciera zaspane oczy, chłód zdaje się zgniatać kości. Zapala świecę. Przed nią na biurku stoi laptop, ekran monitora jest czarny. - Znowu awaria, koniec pisania na dziś.
Wstaje z krzesła. Za oszronionym oknem dużymi płatkami pada śnieg. Wiatr nawiał go równiutko, aż po same czubki płotów. Zagląda do sypialni, na jej twarzy pojawia się nikły uśmiech. Biała półka jest pusta.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 29.07.2017 11:19 · Czytań: 551 · Średnia ocena: 4,33 · Komentarzy: 13
Komentarze
Lady Winter dnia 31.07.2017 10:33 Ocena: Dobre
Podoba mi się ten utworek. Jest w nim wszystko, co powinna mieć bajka dla dzieci.
Interpunkcja dość poprawna, gdzieniegdzie szwankuje zapis dialogowy. Trochę niechlujnie wygląda pomieszanie czasów w pierwszej części narracji.
JOLA S. dnia 31.07.2017 11:04
Lady Winter,

Uśmiałam się czytając Twój komentarz. Z każdego można coś wyciągnąć - dla siebie. Niewczesne refleksje - wrzuciłam surowy tekst, przed profesjonalną korektą.



Życzę sukcesów na niwie literackiej. Może coś napisałaś, chętnie przeczytam :)

JOLA S.
Lady Winter dnia 31.07.2017 11:25 Ocena: Dobre
Dziękuję. Choć tak naprawdę na sukcesach mniej mi zależy niż na dobrej zabawie w dobrym, portalowym towarzystwie :)
JOLA S. dnia 31.07.2017 11:29
Dobra zabawa to jest to, co tygrysy lubią najbardziej :)
Lady Winter dnia 31.07.2017 11:32 Ocena: Dobre
B)
Dobra Cobra dnia 08.08.2017 16:57
Gdybyż tak człowiek mógł sie przenieść do lat swej młodości... PO ZASTANOWIENIU - Jednak to niedobry pomysł, gdyż przecież w owym czasie młodzięctwa człek był nieszczęśliwy i chciał być dorosłym. Czyli nie ma wyjścia, trza czytać bajki dorosłym będąc.


JOLU S,

Kupię sobie cała książeczkę, jak wyjdzie w ramach planu wydawniczego owego wydawnictwa na wskroś poważnego, odpowiedzialnego, ba - może nawet fair trade!?!


Pozdrawiam pięknie,

DoCo
JOLA S. dnia 08.08.2017 17:42
DoCo,

nie czytasz mnie uważnie :)
Książeczka jest w sprzedaży od lutego br.
Głowię się nad dalszym ciągiem. Urwipołcie nie chcą wracać, mówią - jeszcze nie teraz.
Uzupełniam pierwszą część. Przez pośpiech i zamieszanie wkradło się kilka błędów.

Podaj adres to przyślę Ci z radością jeden z egzemplarzy autorskich. Oczywiście ze specjalną dedykacją :)

Ukłaniam się,

JOLA S.
Carvedilol dnia 11.08.2017 13:24
Jolu, jak wiesz wiesz ja również lubię tworzyć dla dzieci, więc z chęcią przeczytałem ten fragment i spodobał mi się, nie wiem dlaczego trafił na dolną półkę
Gratuluję wydania książeczki

Pozdrawiam i trzymam kciuki za dalsze pisanie
Carvedilol
JOLA S. dnia 11.08.2017 20:14
Dziękuję Ci za śliczną recenzję.

Pozdrawiam :)

JOLA S.
mike17 dnia 12.08.2017 17:40 Ocena: Świetne!
Jolu, obok Al-szamanki (Aldonki) piszesz na portalu bajki.
A ja jestem dużym chłopcem i lubię bajki, choć uprawiam męską prozę.
Czytanie Ciebie dziś było dla mnie prawdziwą ucztą duchową.
Im jestem starszy, tym młodszym się czuję, i może stąd ten pociąg do bajek :)

A u Ciebie czułe klimaty, piękne obrazy...
Aż chce się czytać.
Ostatnio mało mam na to czasu, ale nie mogłem Cię zaniedbać.
Zatem jestem i daję najwyższą ocenę, bo naprawdę warto.

Wrócę, ilekroć coś zapodasz :)
Lubię Twoje pióro - widać wyrobienie i klasę, ja Ci to mówię :)

:)
JOLA S. dnia 12.08.2017 22:00
Wielkie dzięki, Michale. Nawet nie wiesz jak się cieszę, czytając takie Twoje słowa:)
Miło Cię widzieć pod moim tekstem po długiej, urlopowej przerwie.

Cytat:
uprawiam męską prozę.

Dodam i to w najlepszym wydaniu. :)

A odrobina romantyzmu każdemu dobrze służy jak widać i słychać :)

Buziaki :) :) :)
al-szamanka dnia 13.08.2017 08:27 Ocena: Świetne!
Małe przykładziki:
Cytat:
- Mo­żesz już wyjść(,) guz­dra­ło – ode­zwa (odzywa) się drew­nia­ny chło­piec, sta­wia­jąc na tra­wie ple­ca­czek.
Ewa do­strze­ga małą po­stać, z mi­ło­ścią wpa­tru­ją­cą się w nią parą czar­nych oczu. Ich spoj­rze­nia spo­t(y)ka­ją się.

Cytat:

- Czy zo­sta­niesz z nami? - (p)Pyta nie­śmia­ło


... ale właśnie trafiłam pod Twój post, gdzie piszesz, że tekst jest jeszcze sprzed korekty, więc postanowiłam się więcej nie trudzić.

I cieszę się, że tu trafiłam (tropem Michała!), bo nie wiedziałam, że piszesz bajki.
A ta Twoja śliczna jest i przeczytałam ją jednym tchem.
I oczywiście wiem, dlaczego biała półka jest pusta :)
Wiem, bo pielęgnuję w sobie nie tylko dziecko w dorosłym, ale i bajkę w dorosłym.
To wbrew pozorom dwie różne rzeczy i aby wszystko grało obie muszą pasować, jak głowa pełna marzeń do kolorowej poduszeczki pod nią.
Podobają mi się Twoi bohaterowie, fajny język i przede wszystkim opis niezwykłej krainy - może dlatego, że jest mi wyjątkowo i we wszystkich szczegółach znany :)

Pozdrawiam ciepło :)
JOLA S. dnia 13.08.2017 09:57
Droga Al,

moje domowe przedmioty mówią, to mi się wcale nie wydaje, nie skazują mnie na milczenie, odkrywają przeszłość, pokazują przyszłość, podają dłoń na zgodę, prześcigają się w dyskusji. Z nimi przenoszę się w inny świat - w świat bajki, który lubią nie tylko dzieci.

Tak, na to nie ma wieku.

Wielkie, wielkie dzięki. :) Jeżeli pozwolisz przyślę Ci jeden egzemplarz.

Serdeczności :) :)

JOLA S.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
20/10/2017 02:33
Przyszłam z ciekawości, jak sobie radzisz w prozie, Hope. ;)»
Miladora
20/10/2017 01:24
Rzeczywiście jest nad czym myśleć. :) Ale tyle już… »
Miladora
20/10/2017 00:33
Mam sporo różnych skojarzeń, ale trudno byłoby wszystkie je… »
Zola111
20/10/2017 00:03
Przeczytałam z uśmiechem i wielką aprobatą dla kontrastów,… »
Miladora
19/10/2017 23:52
No i w porządku. :) Taka mała sugestia na koniec -… »
kamyczek
19/10/2017 23:38
Serdeczności, Allasko. Dziękuję, Gastonie, za mniam i am.… »
ElaM
19/10/2017 22:51
Wiersz dobry, lecz przeszkadza wybiórcza interpunkcja.… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 22:04
Raczej żywot człowieka malującego. Ale bardzo dziękuję… »
domofon
19/10/2017 22:00
ElaM, jak miło. Dzięki braparb, wielkie dzięki za… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 21:55
Jeszcze tutaj - ram pam pam. Violka - już był u Niej ja on… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 21:45
A ja tam nigdy bym jej nie zamienił na nic innego. Taki… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 21:27
Nie czaruję bo od tego zmarszczek można dostać. Napisałem… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 21:20
Chm. Kiwa oczywiście na Christophera Marlowe, czyli na… »
Zola111
19/10/2017 21:17
Gastonie, co do cytatu: Twój też jest piękny. Wszech -… »
liathia
19/10/2017 21:13
Introwerka i Nalka, bardzo Wam dziękuję za słowa pod… »
ShoutBox
  • mike17
  • 19/10/2017 20:20
  • By poznać bliżej zasady gry, zapraszam tutaj : [link]
  • mike17
  • 19/10/2017 20:19
  • Konkurs czeka i wzywa z daleka! Czyli zapraszam serdecznie wszystkich śmiałków pióra do udziału w MUZO WENACH 5, a więc zabawie w prozie, gdzie musimy napisać miniaturę na 5000 słów i tyle. Łatwe?
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:Ashbaughse7r
Wspierają nas