Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 8. Szkoła - JOLA S.
Proza » Długie Opowiadania » Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 8. Szkoła
A A A

Koniec września, lato w Paryżu na dobre odeszło w niepamięć. Wstałam wcześniej niż zwykle, w mieszkaniu jest zimno i ponuro.  Szybko podniosłam stare rolety, by wpuścić do pokoju więcej światła. Budynek jest pod ochroną, w rzeczywistości niszczeje. Drzwi wejściowe są obdrapane, wypaczone, aż żal patrzeć. Westchnęłam z rezygnacją. Bębnienie ulewnego deszczu o parapety nie poprawia mi humoru. Dom to moja dusza, coś w tym powiedzeniu jest. Lekko przymulona od godziny snuję się po kuchni. Ubrana w ciepły szlafrok robię owsiankę, na stole stygnie mocna kawa. We Florencji było cudownie, taka jest prawda. U Marka bez zmian, przysłał mi czek na więcej niż zwykle. Uśmiecham się na samo wspomnienie naszej ostatniej rozmowy, najwyraźniej to coś znaczy. Tak, życie z dnia na dzień odcina przeszłość niczym kupony.

Obudź się, Kuba!

Tego śpiocha nic nie rusza, okupuje kanapę, w dodatku tak słodko pochrapując, że aż mu zazdroszczę. Obok rozpoczętej butelki mleka leży list, ma stempel sprzed tygodnia. Wcześniej go nie dostrzegłam. Otwieram pospiesznie kopertę. Rozpoznaję odręczne pismo Maria.

Karoline, piszę przy świecy.
Dostałem od majstra Errico kawałek drewna, to bumerang.
Rzuca się nim daleko, ale on przylatuje z powrotem. Gdy mocno go ściskam, drży
i trzeszczy jak moje skrzydła schowane pod kurtką. Uwierz, to nie zabawka, a prawdziwa broń  z Australii.
Wszystko u mnie dobrze.
M.

Niewypowiedziane słowa grzęzną między niezdarnymi literami. To krótka notatka pisana w pośpiechu na grubym papierze. Nie szkodzi, Umberto Eco swoje zapisywał na pudełkach od zapałek. Opublikowane, mimo pisania na marnym podłożu, nikogo nie odstręczyły. Umberto Eco pozostanie zawsze Umberto Eco. Chociaż, znam poetę, który pisze na serwetkach, a jeśli nie ma ich pod ręką, wykorzystuje do tego własne lub cudze nadgarstki. Pisać i rysować można na wszystkim - powtarza.

Mario poddaje się swojej wyobraźni, jego zapiski, choć osadzone w realnym czasie, mówią więcej o jego wewnętrznym krajobrazie niż o tym, co wydarzyło się na jawie. Latem widziałam w jego oczach strach, małe usta zaciśnięte w niemym proteście. Ojciec pije, a matka zaharowuje się w pizzerii. Zostanę zupełnie sam i będzie to moja wina, zwierzył się, w którymś liście.

 Mario, pisz dużo i często, muszę wiedzieć o tobie jak najwięcej... Oczy robią się wilgotne, skończę później. Czy kiedyś zrozumiem ten kłębek serca toczący po podłodze małego domu we Włoszech?

Rok akademicki jeszcze się nie zaczął, a w Ecole des Beaux-Arts trwają zajęcia. Mnie też nie ominą i to dzisiaj. Czuję w głowie narastające napięcie, ale siadam przed sztalugą. Moje szkice rysowane ołówkiem, ciągle są bez wyrazu, wciąż je poprawiam jakbym udoskonalała samą siebie. Efekt krytyki i sugestii ludzi doświadczonych, a może zbyt szybko chcę osiągnąć namacalny sukces? Nie wiem, czy to zaleta, czy wada. Malowanie jest jak o jedno życie więcej. Ojciec też się w nim zatracał, jakby żył podwójnie. Był uparty tak jak ja, ale natura wyposażyła go w coś ważnego, gdy namalował słońce, czułam ciepło spływające z jego pędzla.

Rozlega się miauczenie. Kocie, pora na befsztyczek, nie mam wyboru. Pachnie pięknie, znika w oczach. W moich rozmyślaniach kryje się ziarno prawdy, ale chyba nie ma co przesadzać z ambicjami, jestem początkującą malarką, a przyszłość pokaże na co mnie stać. Czas zwija się w kłębek, znikam w łazience. Brzęczy komórka. Nie mogę odebrać, siła wyższa. Cichnie. To zapewne Victor, brakuje mu relacji z rozmowy z Markiem. Zapyta: Czy jesteś pół krwi Żydówką? Nie godzę się z jego zapatrywaniami i nie mam ochoty na spowiedź.

Nerwowo się ubieram, jeszcze parasol, zielony płaszcz przeciwdeszczowy, rysunki pakuję do teczki i w drogę.

– Baw się dobrze, Kuba. Niedługo wrócę!

Idę piechotą przez mokre ulice, myśli uparcie krążą wokół Victora. Dotychczas odnosiłam wrażenie, że wszystko między nami układa się wspaniale, od jakiegoś czasu mam wątpliwości. Muszę mu zadać kilka pytań. Może uda się wieczorem, dziś ma trzydzieste urodziny.

Na słupie ogłoszeniowym reklama Le Bazar – Klimatyczne, świeżo otwarte bistro z lustrami i boazerią, położone na lewym brzegu Sekwany. Inne niż wszystkie paryskie bistra, nastrojowe, z muzyką z lat  trzydziestych - czytam na plakacie. Mnie kojarzy się z romantycznym wyobrażeniem o wielkich artystach, pisarzach i intelektualistach Paryża z tego okresu. Wieczorny wypad? Dobry pomysł, potrzebuję porządnej imprezy. Rozchylam płaszcz, ubrałam się za ciepło. Liście na drzewach przy kościele Saint-Julien le Pauvre szeleszczą poruszane podmuchami wiatru. Odgłos przypomina cichutkie grzechotanie kamyczków w słoiku. Pada coraz mniejszymi kroplami, Paryż zaczyna tętnić normalnym życiem. Na moście Saint- Michel pojawia się muzyk. W Paryżu na początku sezonu kulturalnego widok występów ulicznych nikogo nie dziwi. Tłum się śpieszy, pobłyskują białe kołnierzyki i gazety. Przedzieram się przez sznur samochodów, krótki łomot i jestem za bramką metra. Na peronie zauważam Robina. Rusza pędem w moją stronę, ściska dłoń na powitanie.

– O, cześć, Karoline! Daj, poniosę ci teczkę z rysunkami.

Podnoszę rękę w geście kapitulacji. Oczy mu się świecą jak kotu na widok sperki. W metrze panuje okropny tłok. Robin rzuca nonszalancko kapelusz i Timesa na półkę sterczącą nad głowami stojących ludzi, teczkę upycha na siłę tuż przy mojej.

– Popatrz, chyba złamałem paznokieć! - Skarży się, podtykając mi pod nos wskazujący palec.

Mogłabym wprawdzie poprzestać na zdaniu: Robin zachowujesz się jak dupek, ale powstrzymuję się. - Od dawna jawisz mi się jako koszmarny Anglik. Co chwilę pociągasz zakatarzonym nosem, a uważasz się za cholernie atrakcyjnego, błyskotliwego i pełnego empatii chłopaka. Czy wiesz co to znaczy? Nasze umysły nie są zbudowane według tego samego planu, dzieli nas tysiące mil. Jesteś wrażliwy? A niech mnie! Masz wrażliwość deski klozetowej.

Przygląda mi się z krzywym uśmieszkiem, odwracam głowę.


– Biedactwo, oblałaś rysunek?

– Tak, nie byłam dość dobra.

– Dasz radę, spójrz na mnie.

– Dobre sobie. W moim przypadku to raczej preparowanie śmieci.

Robin wytrzeszcza oczy, ale mu walnęłam.

– To tylko kwestia przykładania się.

– Robin, nie jestem tego taka pewna.

Kiwa głową, cokolwiek to znaczy.  Na peronie szczęśliwie tracę go z oczu.

****

Boczny korytarz Ecole des Beaux-Arts  jest jak wymarły. Przez wysokie, wąskie okna wpada tu mało światła, przez co wydaje się jeszcze bardziej mroczny. Monumentalne gipsowe figury, niczym z Wyspy Wielkanocnej, rozpadają się w abstrakcyjne obrazy. Odmienny świat, specyficzny nastrój i aranżacja wnętrza nie mająca nic wspólnego z napuszonym stylem paryskich galerii sztuki, nie przytłacza tak jak Luwr. Skoro wszyscy tak powtarzają, to coś w tym jest. Od progu nie opuszcza mnie wrażenie, że duchy sławnych absolwentów szkoły przywarły do ścian i straszą. Ależ głupków przyjmują do Ecole des Beaux-Arts – czyżby rozmawiali o mnie? Z trudem opanowuję chęć roześmiania się i przyspieszam kroku.

W holu przed windą zjawia się Pauline Castalin, diabelnie zdolna studentka czwartego roku. Marszczy brwi, obrzuca mnie lodowatym spojrzeniem. Kiedyś na wernisażu zadałam kilka głupich pytań. Nie przypuszczałam, że ją tym urażę, nie miałam takich intencji. Kręcę się w miejscu, chcę pogadać, ale nie zwraca na mnie uwagi. Nie rozmawia się z byle kim - mówi spojrzeniem. A miałam o niej takie dobre zdanie. O ile pamiętam, dopiero po roku 1897 dopuszczono do studiów na Ecole des Beaux-Arts kobiety. Być jedną z nich to do dziś robi wrażenie. Zupełnie tego nie rozumiem, ale żadne roztrząsania nie umniejszają faktu. Winda rusza w górę.

Sala katedry malarstwa stoi otworem, pachnie farbami, jest zadziwiająco pełna. W czystym świetle lamp na okrągłym podium pręży się nagi, muskularny model. To zwykły obrazek, ale miło popatrzeć. Chcę zająć jedno z wolnych miejsc. Grupka studentów otacza wiankiem profesora, skutecznie blokując przejście wzdłuż ściany. Wpada do ucha kilka potoczystych zdań przez niego wypowiedzianych. Co za górnolotny, kwiecisty język! To wrażenie mam od momentu, gdy tylko otworzył usta. Profesor jest zjawiskiem, autorytetem, jego opinie są szczere do bólu, ale trafiają w sedno. Chwilę później widzę go omawiającego rozpięte na sztaludze dokonania malarskie ślicznej Ann. Przysiadam na krześle w imponującej grupce gapiów, śledząc scenę z zapartym tchem. Studenci boją się profesora niczym ognia. Bohaterka spektaklu tkwi niczym słup, trudno  sobie wyobrazić jej minę. Zza sztalug dochodzą tłumione, paskudne chichoty. Posyłam prześmiewcom mało przyjemne spojrzenie. Naprawdę jest mi jej żal. Co za ludzie! Czarna profesorska broda sterczy niczym rozczochrany pędzel. Moja wyobraźnia harcuje, serce mam w gardle. – Czemu ludzki umysł jest tak skonstruowany, że mam w sobie ciągle strach i wątpliwości? - Zadaję sobie pytanie. Na mój widok twarz profesora tężeje. Idzie w moim kierunku, za nim podąża spragniony sensacji orszak. Już po mnie, drzwi są dokładnie naprzeciwko, przemyka mi przez głowę. O nie, nie stchórzę, jeszcze z niejednym przyjdzie mi się zmierzyć. Ciekawski, żądny widowiska tłumek gęstnieje za moimi plecami.

– Karoline, dzień dobry, jak się miewamy tego ranka? - Profesor pyta z automatycznym sarkazmem.


Moje imię wypowiada zawsze w pełnym, dorosłym brzmieniu. Głos odbija się od ścian i wraca, aż skóra cierpnie na karku. Paul Charpentier bywa nader bezpośredni, tak bardzo, że trzeba milczeć. Pracowitość i talent go przekonują, nic poza tym. U mnie nie zawsze objawiają się w widocznej postaci.
Nieśmiało rozkładam na stole rysunki. Ogląda wszystkie z uwagą. Nie jestem w stanie o niczym innym myśleć, na moment nie spuszczam z niego wzroku. Bierze każdy z osobna do ręki i w skupieniu studiuje. Można zwariować! 

– Karoline, szkice są wprawdzie surowe, ale to nie ma znaczenia – cedzi przez zęby. – Dobry portret chłopca: zdecydowana kreska, zachowane proporcje głowy, przemyślana kompozycja. Dobrze, nie mam uwag, robisz duże postępy. Roślinny motyw w rogu portretu, rozumiem, że to twój podpis? Interesujący pomysł. Na Boga, weź do ręki farby, najwyższy czas.- No to do roboty!

Skończył. Rumienię się, nie zapominając o dobrych manierach. Serce zalewa mi fala radości. Uśmiecham się z wdzięcznością. Chcę coś powiedzieć, ale nic z tego, rozmowa skończona. Ściska mocno rękę. Nie mogę uwierzyć! Porozumiewawcze spojrzenie asystentki profesora utwierdza mnie w przekonaniu, mile łechcąc próżność. Opieram się o sztalugę, z ulgą wypuszczam powietrze. I co teraz? Prawie piąta, chyba zdążę kupić drobny prezent dla Victora. Wybiegam na ulicę...

****

- Słyszę war­kot uru­cha­mia­ne­go sa­mo­cho­du. Sil­nik wyje, gdy kie­row­ca wci­ska gaz do dechy, po czym wóz rusza pro­sto na chod­ni­k...

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 01.08.2017 21:58 · Czytań: 524 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 8
Komentarze
kamyczek dnia 04.08.2017 07:47
Bardzo ładnie, sprawnie napisane. Podoba mi się, tak jak i pozostałe części opowiadania.
Cytat:
Inne niż wszyst­kie pa­ry­skie bi­stra, na­stro­jo­we z mu­zy­ką z lat z lat trzy­dzie­stych.

- jedno "z lat" zbędne.
Cytat:
Roz­legł się war­kot, uru­cha­mia­ne­go sa­mo­cho­du. Sil­nik zawył, gdy kie­row­ca wci­snął gaz do dechy, po czym wóz ostro ru­szył pro­sto na sto­ją­cą na chod­ni­ku młodą dziew­czy­nę w zie­lo­nym płasz­czu. Kie­row­ca nie zwol­nił. Wmu­ro­wa­ło mnie w środ­ku sa­mo­cho­du. Szcze­gó­ły? Od rana pa­ry­ska prasa ko­men­tu­je ten strasz­ny wy­pa­dek…”

Dziewczyna w zielonym płaszczu to, jak się domyślam, Karoline prawda? Szkoda, że musiała zginąć w ten sposób, wielka szkoda.
Polubiłam Twoją bohaterkę, Jolu, i, gdyby to mogłoby coś zmienić, wycięłabym z zakończenia te zdania:"Wmu­ro­wa­ło mnie w środ­ku sa­mo­cho­du. Szcze­gó­ły?" zostawiając tzw.furtkę dla dalszych losów Karoline. Ale nic nie sugeruję, bo to Ty decydujesz.

Pozdrawiam serdecznie.
JOLA S. dnia 04.08.2017 08:36
Kamyczku,
dzięki za przemiły komentarz, bardzo dla mnie satysfakcjonujący, bo potwierdza, że tekst realizuje to, co zamierzyłam. :)

Cenne wskazówki. Obiecuję, przemyślę.

No i cieszę się, że odnalazłaś w nim coś dla siebie.
Serdeczności :) :)

JOLA S.
al-szamanka dnia 05.08.2017 12:11 Ocena: Świetne!
Tylko przykłady:
"Opu­bli­ko­wa­ne, mimo, że pi­sa­ne na mar­nym pod­ło­żu ni­ko­go nie od­strę­cza­ły"
Drugi przecinek to błąd, zawsze stawia się przecinek tylko przed mimo że.
"Mar­twi się, z każ­dym dniem staje się coraz bar­dziej nie­spo­koj­ny, jego ro­dzi­ce tym się nie przej­mu­ją"... strasznie dużo się jak na jedno zdanie.
"Drzwi są do­kład­nie na prze­ciw­ko"
naprzeciwko

Wstrząsające zakończenie, takiego zupełnie się nie spodziewałam.
Ale cóż, w końcu piszesz o złamanych skrzydłach.
Jolu, świetny tekst!
Twój sposób pisania po prostu mi leży, trafia tam, gdzie trzeba, rozpoznawalny styl... i ten rytm, jakbyś rzewnie grała na bałałajce.
Mam wrażenie, że powieść po Twojemu napisana mogłaby być prawdziwym bestsellerem.

Pozdrawiam ciepło :)
JOLA S. dnia 05.08.2017 12:34
Droga Al, cóż mogę powiedzieć. Było miliony powodów, aż zwątpiłam w siebie. :) Ty i Kamyczek jesteście nieocenione, dla Was warto pisać. Nie powiedziałam ostatniego słowa, przywiązałam się do mojej Karoline, widzę codziennie jej twarz... Piszę dalej.

Dzięki. Buziaki. :) :)

JOLA S.
Miladora dnia 29.10.2017 19:33
Zapomniałam o słowie wstępnym, ale chyba mi darujesz, prawda? :)

Cytat:
Jest koniec września / w miesz­ka­niu jest zimno i po­nu­ro.( )Szyb­ko pod­nio­słam stare ro­le­ty, by wpu­ścić do miesz­ka­nia wię­cej / Budynek jest

Cytat:
Bu­dy­nek jest pod ochro­ną, a wła­ści­wie tylko nisz­cze­je.

- w mieszkaniu zimno i ponuro -
- do pokoju -
- Budynek ma ochronę, w rzeczywistości jednak niszczeje. -
Cytat:
na­szej, ostat­niej roz­mo­wy

Bez przecinka.
Cytat:
Tego śpio­cha nic nie rusza, śpi na ka­na­pie i na do­da­tek tak słod­ko pochrapuje, aż mu zazdroszczę

Powtórzenia i rym.
- Tego śpiocha nic nie rusza, okupuje kanapę, w dodatku tak słodko pochrapując, że aż mu zazdroszczę. -
Cytat:
Gdy mocno go ści­skam(,) drży

Cytat:
Au­stra­lii.(”.)

Usuń.
Cytat:
Opu­bli­ko­wa­ne, mimo że pisane na mar­nym pod­ło­żu ni­ko­go nie od­strę­cza­ły.

- Opublikowane, mimo pisania na marnym podłożu, nikogo nie odstręczyły. -
Cytat:
a jeśli nie ma ich pod ręką(,) wy­ko­rzy­stu­je do

Cytat:
jego za­pi­ski, choć osa­dzo­ne w re­al­nym cza­sie(,) mówią wię­cej

Wtrącenia oddziela się przecinkami.
Cytat:
a matka za­ha­ro­wu­je (się) w piz­ze­rii. Będę zu­peł­nie sam i to bę­dzie moja wina (-) zwierzył się(,) w którymś liście.

- zostanę zupełnie sam - myślnik (–) - bez przecinka (,).
Cytat:
Rok aka­de­mic­ki jesz­cze się nie za­czął, a w Ecole des Be­aux-Arts (już) trwa­ją za­ję­cia.

Cytat:
Mnie to też nie ominą i to dzi­siaj.

Usuń.
Cytat:
Czuję na­ra­sta­ją­ce na­pię­cie. Sia­dam przed szta­lu­gą ze ści­śnię­tym ser­cem.

- narastający stres - ?
Cytat:
Moje szki­ce(,) ry­so­wa­ne ołów­kiem, cią­gle są bez wy­ra­zu, wciąż je po­pra­wiam, to tak(,) jak­bym udo­sko­na­la­ła

Cytat:
Nie wiem(,) czy to za­le­ta

Cytat:
Ma­lo­wa­nie jest jak o jedno życie wię­cej. Oj­ciec w ma­lo­wa­niu też się za­tra­cał,

- Ojciec też się w nim zatracał -
Cytat:
Był upar­ty(,) tak jak ja, ale na­tu­ra

Cytat:
O wilku mowa...

Mowa była o ojcu. Usuń.
Cytat:
Pora na bef­szty­czek,

Nie zdrabniaj, jeżeli nie musisz.
Cytat:
Czas zwija się w kłę­bek, zni­kam w ła­zien­ce wziąć

Ujmij inaczej czas.
Cytat:
Za­py­ta(: ) (-) Czy je­steś pół krwi Ży­dów­ką?

Usuń (-).
Cytat:
Nie godzę się na jego za­pa­try­wa­nia i nie mam ocho­ty na spo­wiedź.

Usuń pierwsze "na".
- z jego zapatrywaniami -
Cytat:
– Baw się do­brze, Kuba! Nie­dłu­go wrócę!

Nie nadużywaj wykrzykników.
Cytat:
mokre ulice, moje myśli upar­cie krążą

Usuń.
Cytat:
Na słu­pie ogło­sze­nio­wym re­kla­mu­je się Le Bazar - kli­ma­tycz­ne,

- Na słupie ogłoszeniowym reklama. -
Cytat:
Le Bazar (-) kli­ma­tycz­ne, świe­żo otwar­te bi­stro z lu­stra­mi i bo­aze­rią, po­ło­żo­ne na lewym brze­gu Se­kwa­ny. Inne niż wszyst­kie pa­ry­skie bi­stra, na­stro­jo­we, z mu­zy­ką z lat( )trzy­dzie­stych(.) (-) (c)zy­tam na pla­ka­cie.

Zmień dywizy na myślniki. Podwójna spacja. Bez kropki (.). Mała litera.
Cytat:
in­te­lek­tu­ali­stach Pa­ry­ża, z tego okre­su.

Bez przecinka.
Cytat:
Na mo­ście St- Mi­chel po­ja­wia

- Saint Michel -
Cytat:
Rusza pędem w moją stro­nę. Ści­ska mi dłoń na po­wi­ta­nie.

Zbędne.
Cytat:
ka­pe­lusz i Ti­me­sa

Bez kursywy.
Cytat:
- Po­patrz, chyba zła­ma­łem pa­zno­kieć! - (s)kar­ży się,

Wstaw myślniki. Skarży się też odnosi się do mowy.
Cytat:
Mo­gła­bym wpraw­dzie po­prze­stać na zda­niu(: ) Robin(,) za­cho­wu­je(sz) się jak dupek,

Cytat:
za­cho­wu­je się jak dupek, ale po­wstrzy­mu­ję się. Od dawna jawi mi się jak

- ale powstrzymuję słowa -
Cytat:
Czy wie(,) co to zna­czy?

Cytat:
Wraż­li­wy? A niech mnie! Ma wraż­li­wość deski klo­ze­to­wej.

- ma subtelność deski -
Cytat:
Robin wy­trzesz­cza( )oczy, ale mu wal­nę­łam.

Cytat:
Kiwa głową, co­kol­wiek to zna­czy.( )Na pe­ro­nie szczę­śli­wie tracę go z oczu.


Sugeruję, żebyś kwestii dialogowych nie oddzielała podwójną interlinią - to bardzo rozciąga tekst.

Jest do połowy, bo muszę nieco odsapnąć. :)

Jest jeszcze jedna rzecz, która ujmuje mnie w tekście - mnogość realiów i swoboda, z jaką się pośród nich poruszasz.
Na razie, Mróweczko. :)
JOLA S. dnia 29.10.2017 20:15
Droga Milu,

podbiłaś moje serce :) Zrobię wszystko dla Buldoga. :)

Cytat:
jest jeszcze jedna rzecz, która ujmuje mnie w tekście - mnogość realiów i swoboda, z jaką się pośród nich poruszasz.


To przynajmniej jakaś pociecha ;)

Miłego :) :) :)
Miladora dnia 30.10.2017 01:35
No to lecimy dalej mimo tego zwichniętego skrzydła. :)

Cytat:
Bocz­ny ko­ry­tarz Ecole des Be­aux-Arts( )jest jak wy­mar­ły.

Cytat:
jesz­cze bar­dziej mrocz­ny. Mo­nu­men­tal­ne gip­so­we fi­gu­ry, ni­czym z Wysp Wiel­ka­noc­nych,

Rym, ale szczęśliwie się składa, że Wyspa Wielkanocna jest tylko jedna. ;)
- niczym z Wyspy Wielkanocnej -
Cytat:
przy­tła­cza tak jak Luwr. Skoro wszy­scy tak po­wta­rza­ją, to chyba tak jest.

- Skoro wszyscy to powtarzają, widocznie coś w tym jest. -
Cytat:
Ależ głup­ków przyj­mu­ją( )do Ecole des Be­aux-Arts(.) – (c)zyż­by roz­ma­wia­li o mnie?

Bez (.).
Cytat:
W holu przed windą zja­wia się Pau­li­ne Ca­sta­lin(,) dia­bel­nie zdol­na

Cytat:
Kie­dyś na wer­ni­sa­żu zda­łam kilka głu­pich pytań.

- zadałam -
Cytat:
Nie roz­ma­wia się z byle kim - mówi spoj­rze­niem. A mia­łam o niej takie dobre zda­nie. O ile pa­mię­tam, do­pie­ro po roku 1897 do­pusz­czo­no do stu­diów na Ecole des Be­aux-Arts ko­bie­ty. Być jedną z nich to do dziś robi wra­że­nie. Zu­peł­nie tego nie ro­zu­miem, ale żadne roz­trzą­sa­nia nie umniej­sza­ją faktu.

Podkreślone zdania dotyczą Karoline - usuń kursywę.
Cytat:
lamp na( )okrą­głym po­dium pręży

Cytat:
Wpada do ucha kilka po­to­czy­stych zdań przez niego wy­po­wie­dzia­nych(.) Co za gór­no­lot­ny, kwie­ci­sty język(?) (–) To wra­że­nie mam od mo­men­tu,

Dodaj kropkę (.), zmień pytajnik (?) na wykrzyknik, usuń myślnik (–).
Cytat:
boją się pro­fe­so­ra jak ognia. Bo­ha­ter­ka spek­ta­klu tkwi jak słup,

- niczym ognia -
Cytat:
trud­no mi sobie wy­obra­zić jej minę

Zbędne.
Cytat:
Zza szta­lug(.)do­cho­dzą tłu­mio­ne

Usuń kropkę (.), dodaj spację.
Cytat:
Na­praw­dę jest mi jej żal. Co za ludzie!

Po co kursywa?
Cytat:
wy­obraź­nia har­cu­je, serce pra­cu­je jak be­to­niar­ka

Cytat:
(–)Czemu ludz­ki umysł jest tak skon­stru­owa­ny, że mam w sobie cią­gle strach i wąt­pli­wo­ści? - (z)a­da­ję sobie py­ta­nie.

Dodaj myślnik.
Cytat:
Już po mnie, drzwi są do­kład­nie na­prze­ciw­ko (–) prze­my­ka mi przez głowę. (–) O nie, nie stchó­rzę, jesz­cze nie z jed­nym przyj­dzie mi się zmie­rzyć.

Dodaj myślniki.
- z niejednym -
Cytat:
– Ka­ro­li­ne, dzień dobry, jak się mie­wa­my tego ranka? - Pro­fe­sor pyta z au­to­ma­tycz­nym sar­ka­zmem.

- ranka? - pyta profesor (z zawodowym?) sarkazmem. -
Cytat:
Paul Char­pen­tier bywa bez­po­śred­ni i de­li­kat­ny,

Delikatny nie pasuje do sarkazmu.
Cytat:
Oglą­da wszyst­kie z uwagą. Nie je­stem w sta­nie o ni­czym innym my­śleć, na mo­ment nie spusz­czam z niego wzro­ku. Bie­rze każdy z osob­na do ręki i w sku­pie­niu stu­diu­je. Można zwa­rio­wać!

Usuń kursywę z tego fragmentu. To relacja, nie myśli.
Cytat:
No, to co, do ro­bo­ty?

- No to do roboty! -
Cytat:
Ru­mie­nię się, nie za­po­mi­na­jąc o do­brych ma­nie­rach i uśmie­cham się z wdzięcz­no­ścią.

- Rumienię się, pamiętając o dobrych manierach, i uśmiecham z wdzięcznością.
Cytat:
Nie mogę uwie­rzyć!

Bez kursywy.
Cytat:
Stało się! Nie po­sia­dam się z ra­do­ści. I co teraz? Pra­wie piąta, chyba zdążę kupić drob­ny pre­zent dla Vic­to­ra.

Usuń pogrubione i kursywę.
Cytat:
Roz­legł się war­kot, uru­cha­mia­ne­go sa­mo­cho­du. Sil­nik zawył, gdy kie­row­ca wci­snął gaz do dechy, po czym wóz ostro ru­szył pro­sto na sto­ją­cą na chod­ni­ku młodą dziew­czy­nę w zie­lo­nym płasz­czu. Kie­row­ca nie zwol­nił. Od rana pa­ry­ska prasa ko­men­tu­je ten strasz­ny wy­pa­dek...

Przejdź na czas teraźniejszy, narrację pierwszoosobową i nie dopowiadaj, bo w tej wersji brzmi sztucznie. Sugeruję w ten sposób:
- Słyszę war­kot uru­cha­mia­ne­go sa­mo­cho­du. Sil­nik wyje, gdy kie­row­ca wci­ska gaz do dechy, po czym wóz rusza pro­sto na chod­ni­k... -

No to do miłego następnego, Mróweczko. :)
I pamiętaj o wymianie dywizów na myślniki.
JOLA S. dnia 30.10.2017 09:18
Milu, dziękuję z twórczy wkład.
Twoje uwagi i komentarze okazują się bezcenne na każdym etapie.
Jestem niezwykle wdzięczna. :) :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
15/12/2017 01:28
To może trochę uzasadnię? :) Villanelle nie są łatwe,… »
falsyfikat
15/12/2017 00:10
w sumie ocena redakcji mi wystarczy, dziękuję. »
falsyfikat
15/12/2017 00:06
trudna sprawa z tym tłumaczeniem, owszem, delikatnie… »
Dobra Cobra
14/12/2017 22:58
Jest myśl, rozwój akcji, punkt szczytowy, rozwiązania akcji… »
Dobra Cobra
14/12/2017 22:50
Albowiem gdyż lubię czasami zacząć tak lyrycznie, by potem… »
maak
14/12/2017 22:42
Trudno nie lubić tych Twoich zagadek. Trzeba je czytać po… »
maak
14/12/2017 22:16
Dobry wieczór Dziękuję wszystkim za odwiedziny i za… »
Gaston Bachelard
14/12/2017 21:17
Głównie żabojadowa poezja mnie nakręca, i klasyczna, u nas… »
Leszek Sobeczko
14/12/2017 20:57
bardzom ciekaw którym się tak poszczęściło, ja toże czytam… »
Gaston Bachelard
14/12/2017 20:46
Przenigdy (to o komentarzu powyżej). Dla tego tekstu daję… »
Gaston Bachelard
14/12/2017 20:29
Ten zapis posiada sens i coś, co kusi na dumankę. Dla mnie… »
mike17
14/12/2017 20:17
Całkiem niezłe to haiku. Choć tłumaczenie nieco odbiega od… »
Gaston Bachelard
14/12/2017 20:01
Perspektywa mazaków na kamykach jaskini Lascaux jest… »
Gaston Bachelard
14/12/2017 19:49
Zauważyłem, że próbujesz się pokazać nie tylko na PP. Wiem.… »
Skuul
14/12/2017 19:02
Szybkie zwięzłe, spodobało mi się, więc dzięki za chęć… »
ShoutBox
  • Gramofon
  • 14/12/2017 16:13
  • Pasztet trzeba robic i bigos mieszać
  • Zola111
  • 14/12/2017 16:06
  • Piszmy do Zaśrodkowania#27.
  • mike17
  • 13/12/2017 18:51
  • Świąteczny Elvis wiecznie żywy :) Niektóre kawałki nie podlegają prawom czasu i przestrzeni : [link]
  • Alen Dagam
  • 13/12/2017 17:56
  • Tak sobie czytam te Wasze wirtajki, jak tylko się pojawiają na portalu i coraz częściej mam łzy w oczach że wzruszenia. Autorzy, jesteście wspaniali! Dziękuję za to, że Wam się chce! <3
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 21:26
  • Grzeczna i cierpliwa.CMOK.:)
  • Esy Floresy
  • 12/12/2017 21:20
  • Grzeczna - to pojęcie względne ;)
  • JOLA S.
  • 12/12/2017 15:56
  • Już jestem grzeczna.CMOK:)
  • Miladora
  • 12/12/2017 15:17
  • Dziewczyny - nie rozdwoję się, wszystko po kolei. :)
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:gsmowy6
Wspierają nas