Warszawskie dzieci - kg
Proza » Obyczajowe » Warszawskie dzieci
A A A

Poległym chwała, wolność żywym,

Niech płynie w niebo dumny śpiew,

Wierzymy, że nam Sprawiedliwy,

Odpłaci za przelaną krew.

 

Starannie zaplatała warkocze, chciała, by wyglądały dziś idealnie. Zanim ubrała się, dumała bardzo długo nad tym, jaką spódnicę włożyć. Zdecydowała się na długą, ciemną, którą miała na pierwszym spotkaniu z Tadeuszem. Spojrzała na zegarek – za niedługo musiała wyjść, by na czas dotrzeć w ustalone miejsce.

Co czuła? Ciężko to określić słowami. Na pewno wielką, przeogromną ekscytację, po tylu latach udręki, wiecznego strachu, cowieczornej modlitwy przed snem – Boże, daj nam przeżyć jeszcze jeden dzień. W końcu nadeszła ta chwila, kiedy wszyscy razem, niczym jedność, stawią czoła wrogowi. I pokonają go – tak wszyscy sądzili.

Bardzo w to wierzyła. O to także modliła się każdego dnia. Tadeusz jeszcze wczoraj mówił jej, że za kilka dni wróci do domu i rozpocznie się nowy, lepszy świat. A wtedy pobiorą się, zamieszkają w domu jego rodziców i doczekają się trójki ślicznych dzieci. Tak sobie wymarzyli, już nawet wymyślili im imiona, tak bardzo pragnęli, by spokojne, błogie czasy w końcu nadeszły.

Oprócz ekscytacji, gdzieś wewnątrz jej serca krył się także strach. Co, jeśli coś – a może nawet wszystko – pójdzie nie tak? Co jeśli dosięgnie ją kula, albo, co gorsza – jego? Starała się spychać te ponure myśli w głąb podświadomości, ale wiedziała, że tam są, przypominały o sobie, wpychając się nieproszone do jej umysłu.

Dlaczego bała się tego teraz, skoro od dobrych kilku lat, codziennie mogła zginąć od niemieckiej kuli? A jednak nadal tu była, stała przy oknie i przykładała dłoń do serca – tak strasznie mocno biło, już od rana, odkąd tylko się obudziła i zdała sobie sprawę, że to dziś jest ten dzień.

Słyszała jak matka rozmawia z jej młodszym bratem w kuchni. Musiała się z nimi pożegnać. Na kilka dni -  powtarzała to sobie jak mantrę – tylko na kilka dni.

- Mamo… - popatrzyła w jej wielkie, zatroskane oczy pełne łez – Mamo, muszę iść…

Wtuliła się w nią, zupełnie tak jak wtedy, gdy była małą dziewczynką. I dokładnie tak, jak wtedy, jej zapach przepełniał ją poczuciem bezpieczeństwa. Potrzebowała tego bardziej niż czegokolwiek innego.

Miała wrażenie, że czas się zatrzymał, kiedy tak przytulały się do siebie, chcąc złapać, zatrzymać tą chwilę, przeciągnąć ją na wieczność. Matka głaskała ją po plecach i włosach, jakby chciała ją uspokoić.

- Też chcę iść – usłyszała rozżalony głos swojego czternastoletniego brata – Zosia, ja chcę z tobą!

- Nigdzie nie pójdziesz – powiedziała gniewnie, po czym przytuliła go i spojrzała błagalnie – Proszę, obiecaj mi, że nie pójdziesz. Chcę, żebyś był bezpieczny.

Widziała, że jest niezadowolony, marszczy brwi i ucieka wzrokiem. Był dla niej małym, bezbronnym braciszkiem, którym musiała się opiekować – chociaż, gdy patrzyła tak na niego, zdała sobie sprawę, że zmienia się już powoli w młodego mężczyznę.

Ściskała ich tak na zmianę, nie mogła skierować się w stronę drzwi, chciała zapamiętać każdy dotyk matki i brata, zapisać w pamięci, aby dodawał jej sił, gdy będzie jej ich brakowało.

Ktoś zapukał do drzwi. Nie przestraszyła się, tak charakterystycznie robiła to tylko jedna osoba. Uśmiechnęła się.

Tadeusz trzymał w dłoni pojedynczy smutny, praktycznie zwiędły kwiatek.  Ucałowała ukochanego, śmiejąc się i czule pieszcząc w dłoniach podarunek.

Po raz ostatni pocałowała mamę i brata.

- Niedługo wrócę – obiecała, przełykając łzy.

- Idźcie z Bogiem, dzieci – wyszeptała tylko matka, robiąc nad nimi znak krzyża.

Wiedziała, że rodzicielka nie chce, aby szła. Ale wiedziała także, że musi to zrobić. Inaczej nie mogłaby żyć w zgodzie ze sobą.

Zeszli po schodach kamienicy w dobrych nastrojach, pełni radosnej ekscytacji. Idąc ulicami, dało się czuć w powietrzu ogromne napięcie. Miasto czekało, niecierpliwiło się, odliczało minuty. Tadeusz, jeszcze przed chwilą rozgadany, nagle zamilkł. Przemierzali miasto w ciszy, miała wrażenie, że nie słyszy odgłosów życia miasta a jedynie hałaśliwe, ogłuszające, nieregularne bicie swojego serca, każdy swój płytki, szybki oddech. Trzymała mocno Tadeusza za rękę, wbijała mu paznokcie w dłoń.

Gdzieś w oddali padły strzały. Wybiła godzina „W”. Popatrzyli sobie w oczy, pełni przerażenia przeplatywanego ekscytacją, ciekawością.

Chcieli walczyć. Chcieli zrobić wszystko, by wyzwolić ojczyznę z krępujących ją łańcuchów. Chcieli w końcu być wolni. Musieli to zrobić, dla siebie i dla przyszłych pokoleń.

Pocałował ją, jeszcze nie wiedziała, że po raz ostatni. Jeszcze nie wiedziała, że gdy ujrzy go następnym razem, jego spojrzenie będzie puste i nieobecne, skóra nienaturalne blada i zimna, a jego czaszka naznaczona kulą.

Zaczęła się długa i powolna śmierć Warszawy.

 

73 lata później.

 

Dwóch młodych mężczyzn siedziało na ławce gdzieś niedaleko ruchliwych ulic Warszawy. Zaciętą rozmowę przerwało im przeciągłe, głośne wycie syren.

Spojrzeli na zegarki. Siedemnasta. Patrzyli, jak wszystko wokół zamiera na jedną, krótką chwilę.

Auta zatrzymały się, wszystkie, co do jednego, tak bardzo zgodnie, chociaż na co dzień wyprzedzały się, trąbiły, a ich kierowcy pokazywali sobie niekulturalne gesty. Pasażerowie wysiedli, stanęli z lekko pochylonymi głowami. Ludzie idący chodnikiem zatrzymali się w miejscu, jakby ktoś rzucił na nich jakiś czar. Chociaż dotąd nieznajomi, teraz wszyscy razem, wspólnie, tak nagle bardzo sobie bliscy, oddawali hołd powstańcom.

Mężczyźni nie wstali z ławki. Spokojnie obserwowali, jak syreny przestają wyć, a życie wraca do normy. Na ich twarzach malowała się pogarda.

- Powstańcy byli głupi, tak samo jak ten ich zryw, od początku skazany na porażkę – powiedział jeden z nich.

Jego towarzysz kiwnął głową i zapalił papierosa.

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
kg · dnia 01.08.2017 22:03 · Czytań: 193 · Średnia ocena: 2 · Komentarzy: 6
Komentarze
Dobra Cobra dnia 02.08.2017 15:54
Przychylam się do reakcji jednego z dwóch mężczyzn siedemdziesiąt trzy lata później.


kg,

Się czyta, jest dramat rozstania i w ogóle gitarra gra. Czyli styl ok i słodyczą jest czytać.

Jedynym mankamentem jest powracający od dziesięcioleci temat, co do którego wnioski są różne. Obecnie - jak za socjalizmu - górą jest nurt bohaterski. Czyli warto było, etc. Nurt antybohaterski - który narodził się w czasie zmina ustrojowych - podaje, że ta walka nie miała sensu. Ze główny koles dowodzący powstaniem nie powinien dawać rozkazu do walki. Sam też być moze był pod wpływem obcych sił, i nie myślę tu o kosmitach.

W każdym razie kupa ludzi zginęła, z czego najbardziej ucieszyli się ruscy, stojący za Wisłą. I czy to było bohaterską walką czy samounicestwieniem.

Jest wiele historii z kart chocby 2 Wojny, gdzie nasi niepotrzebnie leźli po guza. Słynne Monte Cassino - wszystko obok wzgorza było już wyzwolone i niepotrzebnie nasi atakowali niemaszków, skoro ci i tak by się poddali. No, ale rząd londyński potrzebował pokazać waleczność żołnierza polskiego.


Sumując.

Napisane miło, wybór tematu dwója. A miłość młodych zawsze w cenie.


Pozdrawiam,

DoCo
kg dnia 02.08.2017 19:41
@Dobra Cobra każdy może mieć własne zdanie na ten temat, tak jak mówisz, są różne nurty :) Ja myślę tylko jedno - nieważne, czy rząd podjął dobrą czy złą decyzję - Powstańcom należy się szacunek. Czytałam wiele ich relacji z tamtych 63 dni, zakładając, że mówili szczerze, a raczej tak było, wszyscy chętnie szli do walki. A cywile? Ilu cywili dobrowolnie im pomagało? Nie byliśmy i obyśmy nigdy nie byli na ich miejscu, nie zrozumiemy targających nimi wtedy emocji i tej radości, że w końcu mogą zmierzyć się z okupantem.
A jeśli nawet nie patrzymy już na ich uczucia - to był rozkaz. Musieli go wykonać. Więc nie widzę powodu, dla którego akurat na nich miałaby spaść krytyka z jakiejkolwiek strony. Decyzję rządu można rozpatrywać, można się z nią nie zgadzać, natomiast tym w większości młodym ludziom walczącym w powstaniu należy się szacunek.
Btw. A czy powstanie w Gettcie miało sens i szansę na zwycięstwo? Jednak wystarczy przeczytać "Zdążyć przed panem Bogiem", by zrozumieć, dlaczego ludzie walczyli. :)
Pozdrawiam i dziękuję za komentarz! :D
JOLA S. dnia 02.08.2017 21:30
Cytat:
- Po­wstań­cy byli głupi, tak samo jak ten ich zryw, od po­cząt­ku ska­za­ny na po­raż­kę – po­wie­dział jeden z nich.

Kg, pragnę zaznaczyć na wstępie, że chylę czoło przed bohaterstwem powstańców, szanuję ich pod każdym względem, a ich samych nie ważę się oceniać. To także historia mojej rodziny - mojej mamy i jej braci.
Byli narzędziem w czyimś ręku, nie bójmy się jej nazwać, taka jest jedyna prawda.
Przelana niepotrzebnie krew, przerwane młode życie polskiej inteligencji na czyjś rozkaz, w imię czyjegoś wiadomego interesu.
Podpisuję się obiema łapami pod komentarzem Dobrej Cobry, z nadzieją, że historia nie zatoczy koła.
Tekst płynie, dobry warsztat :) :)

Pozdrawiam serdecznie :)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 02.08.2017 22:59
kg,

Mądra odpowiedź. Tak, masz rację. Najlepiej ocenia się z fotela.

Najgorsze jest jednak żąglowanie przeszłością w celu zdobycia korzyści, np. politycznych. To dopiero jest g..no.

Pozdrawiam z ukontentowaniem, wynikającym z wymiany poglądów.

DoCo
Malesza dnia 03.08.2017 07:45 Ocena: Przeciętne
Skupię się na treści. Co chciałaś przekazać, kg? Podkreślić, że zależało im na wolności, czy pokazać, że z miłości i dla miłości można/trzeba zrobić wiele i wiele poświęcić. Do fragmentu "Chcieli walczyć. Chcieli zrobić wszystko, by wyzwolić ojczyznę z krępujących ją łańcuchów. Chcieli w końcu być wolni. Musieli to zrobić, dla siebie i dla przyszłych pokoleń." - jest to dla mnie obraz zakochanej dziewczyny, która dla uczucia zrobi wszystko, potem robi się trochę, wybacz, szkolnie za sprawą zacytowanego wyżej fragmentu. Można było tego nie pisać, nie popadać w banał, bo to bohater opowieści ma pokazać, co jest jego prawdziwym celem, w tym wypadku bohaterka.
Jeśli natomiast miał to być rodzaj portretu warszawskich dzieci, był bardzo wybiórczy.
Zbyt szumny tytuł, zbyt skąpa treść. Puenta za to idealna.
kg dnia 03.08.2017 17:24
@Malesza, możliwe, że troszkę przesadzony tytuł w stosunku do treści, jednak to pierwsze przyszło mi do głowy i uznałam, że będzie pasowało. Co chciałam przekazać? Przede wszystkim przybliżyć za pomocą tej jednej bohaterki to, na czym zależało wielu, bardzo wielu z nich - by w końcu stanąć do walki z okupantem, poczuć trochę wolności, po tylu latach wojny. Fakt, chyba niepotrzebnie dodałam tamten fragment, zbyt dosłownie uzmysłowiłam to, co chciałam przekazać.
Dziękuję za komentarz! :)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
20/10/2017 02:33
Przyszłam z ciekawości, jak sobie radzisz w prozie, Hope. ;)»
Miladora
20/10/2017 01:24
Rzeczywiście jest nad czym myśleć. :) Ale tyle już… »
Miladora
20/10/2017 00:33
Mam sporo różnych skojarzeń, ale trudno byłoby wszystkie je… »
Zola111
20/10/2017 00:03
Przeczytałam z uśmiechem i wielką aprobatą dla kontrastów,… »
Miladora
19/10/2017 23:52
No i w porządku. :) Taka mała sugestia na koniec -… »
kamyczek
19/10/2017 23:38
Serdeczności, Allasko. Dziękuję, Gastonie, za mniam i am.… »
ElaM
19/10/2017 22:51
Wiersz dobry, lecz przeszkadza wybiórcza interpunkcja.… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 22:04
Raczej żywot człowieka malującego. Ale bardzo dziękuję… »
domofon
19/10/2017 22:00
ElaM, jak miło. Dzięki braparb, wielkie dzięki za… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 21:55
Jeszcze tutaj - ram pam pam. Violka - już był u Niej ja on… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 21:45
A ja tam nigdy bym jej nie zamienił na nic innego. Taki… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 21:27
Nie czaruję bo od tego zmarszczek można dostać. Napisałem… »
Gaston Bachelard
19/10/2017 21:20
Chm. Kiwa oczywiście na Christophera Marlowe, czyli na… »
Zola111
19/10/2017 21:17
Gastonie, co do cytatu: Twój też jest piękny. Wszech -… »
liathia
19/10/2017 21:13
Introwerka i Nalka, bardzo Wam dziękuję za słowa pod… »
ShoutBox
  • mike17
  • 19/10/2017 20:20
  • By poznać bliżej zasady gry, zapraszam tutaj : [link]
  • mike17
  • 19/10/2017 20:19
  • Konkurs czeka i wzywa z daleka! Czyli zapraszam serdecznie wszystkich śmiałków pióra do udziału w MUZO WENACH 5, a więc zabawie w prozie, gdzie musimy napisać miniaturę na 5000 słów i tyle. Łatwe?
  • allaska
  • 18/10/2017 13:08
  • jak miło czasem poczytać coś po polsku ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 22:20
  • Mądre, a w jakim sensie? Ja uważam, że są zwyczajne. Dla każdego. I każdy może wejść w tę tematykę i ją całym sobą poczuć. Bo czym jest napisanie utworu? Kontaktem z piosenką i daniem czegoś z siebie.
  • Silvus
  • 17/10/2017 21:54
  • Właśnie @Krzysiowi chodziło raczej o to, że Twoje utwory, @Mike, są mądre, a więc nie sztuka napisać do takich mądry tekst.
  • Esy Floresy
  • 17/10/2017 21:47
  • Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem ;)
  • mike17
  • 17/10/2017 19:30
  • Czas na napisanie utworu masz do 31 października. Czy moje utwory są popową papką. Raczej nie sądzę. Ale fajnie się do nich pisze i w to bezwzględnie nie wątpię, zatem ready, steady, go!
  • Krzysztof Konrad
  • 17/10/2017 19:00
  • A do kiedy jest czas na dodanie tekstu? Mógłbyś czasem dać jakąs popowa papkę. Nie sztuka napisać coś do mądrej piosenki, a prostego chłamu ^^
  • mike17
  • 17/10/2017 17:59
  • Siemanko, Krzysiek :) Fajnie, że się pojawiasz. Wbijaj do mojego konkursu w prozie MUZO WENY 5, gdzie możesz dać czadu jako prozaik i pokazać, na co cię stać, a konkurs jest dość łatwy :)
Ostatnio widziani
Gości online:31
Najnowszy:Ashbaughse7r
Wspierają nas