S. E. R. E. - chawendyk
Proza » Historie z dreszczykiem » S. E. R. E.
A A A
Od autora: Inspiracja:

http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/21119?t=SERE-to-cos-wiecej-niz-przetrwanie

ale to proszę kliknąć po lekturze, no i uznałem że to chyba dla dorosłych, bo tam się biją w tej opowieści
Klasyfikacja wiekowa: +18

S.E.R.E. ( Survival, Evasion, Resistance, Escape – Przetrwanie, unikanie, opór w niewoli oraz ucieczka)

 

 Kurs jak kurs wydawałoby się z definicji zamieszonej powyżej i skopiowanej z okna wyszukiwarki internetowej, takie tam, zabawy dużych chłopców na poligonie. Poligonie czyli takiej piaskownicy dla facetów w dowolnym tłumaczeniu.

"Wydawałoby się" może być tu słowem kluczem.

Ale od początku. A może raczej od połowy bo to co było wcześniej i wygenerowało taką sytuację to równie interesująca opowieść....ale to za jakiś czas.

 

 Złapali mnie. Co zrobić. Taki żołnierski los. Przeplatany chłodem, głodem, wzlotami, upadkami, zabawami do białego rana, treningiem, nocną taktyką na mrozie jak i wartą w ulewie.

 Co było wcześniej zanim, wpadłem w przerębel niewoli?

Złamana noga, mylne wykonanie rozkazu, mgła świecy dymnej, która zmyliła zmysły i wyprowadziła prosto w ręce przyczajonych przeciwników w mundurach o innym odcieniu zieleni czy bieli.

 Co za różnica? Czy to ma teraz jakieś znaczenie? Jestem w niewoli. Mam przerąbane.

Każdy z nas na szkoleniu oglądał film "Łowca jeleni" i scenę jeńców grających w rosyjską ruletkę w niewoli partyzantów Vietcongu.

 Wykończą mnie szybko czy z "pakietem premium" ?  Będą rozmowy w stylu "07 zgłoś się" czy przyjdzie do mnie Brunner z cygarem?  "Wszystko się może zdarzyć", jak śpiewa moja ulubiona artystka, albo raczej na myśl przychodzi mi, refren "diamentową kulą dostaniesz między oczy", nieśmiertelnego "Lombardu".

 Pożyjemy zobaczymy. Na ten moment ciągną mnie za nogi  po śniegu, skutego moimi własnymi plastikowymi kajdankami które nosiłem przyczepione do plecaka i na dokładkę zakneblowali czapką z mojej biednej, obitej głowy.   Ale zęby zostawili.    Dobrze że nie mam złotych bo u tego bardziej sprytnego widziałem kombinerki wystające z kieszeni munduru. No i były jakby nieco czerwone....brrrr na sto procent od rdzy.  Acha. Tak. Akurat.

  Mogliby się zlitować i obrócić na plecy. Ciężko się tak oddycha przez nos  z głową na przemian w kałuży, liściach i śniegu. Litości. Cóż. Było słuchać rozkazów a nie czytać własne myśli na przemian z wcinaniem batonika. A może pogadamy i wypuszczą? Tak. Na pewno. To takie żarty. Gra wojenna.

 Marsz kiedyś się kończy. Ich marsz, a moja wędrówka ludów, kiedy leżąc czuję na ciele każdy kamień, gałązkę, potok i inny  dziwny obiekt po drodze do miejsca docelowego.

 Wyjęli mi czapkę z ust. Przestraszyli że się uduszę a za umarlaka nie dostaną ani awansu, ani medali ani innych przyjemności o których boję się pomyśleć. Mam nadzieję że są hetero. A jeśli nie, to żeby chociaż zdrowi byli.

 Robi się coraz zimniej a my czekamy prawdopodobnie na jakiś środek transportu. Leżę na środku drogi. Tylko czemu w żółtym śniegu ?

 Przyjeżdża podwózka. Ufff co za ulga. Wreszcie koniec koszmaru wleczenia po wczesnowiosennym lesie. Auto jest. Owszem. Ale dla konwoju. Moje miejsce znajduje się na dachu terenówki z maską przeciwgazową na twarzy. Tak na wszelki wypadek żeby gałęzie nie zrobiły mi krzywdy. Muszą przecież widzieć moje oczy kiedy będą przesłuchiwać. Opcji dawcy rogówek do przeszczepu nie biorę pod uwagę.

 Kierowca jest dobrym fachowcem i straciłem tylko jednego buta na zakręcie. Drugim własnym dostaję po głowie od wartownika ściągającego mnie z tego wesołego autobusiku zaraz po zaparkowaniu przy  ich miejscu postoju czy jakiejś innej bazie.

 Zaczyna być nie wesoło. Dostrzegam kątem oka fortyfikacje polowe których charakter jednoznacznie wskazuje na zaminowanie terenu wokół co wyklucza moje kalkulacje szybkiego sprintu na przełaj i do rzeki która na pewno będzie w pobliżu. Na filmach zawsze jest.

  I to ostatnie co widzę.

 Już za chwilę naprawili swój błąd zamazując czarnym sprayem okulary maski przeciwgazowej wciąż tkwiącej na mojej twarzy ku uciesze zgromadzonej licznie gawiedzi która przy okazji pozbawia mnie zegarka, nowego paska od spodni, resztek nadziei i nieśmiertelnika.

  Dostaję kopniaka w tyłek sportowym butem wyćwiczonej nogi i ląduję na miękkim podłożu ciepłych, ruszających się i mruczących z niezadowolenia ciał. A więc nie jestem tu sam. Pierwszy raz od kilku godzin robi mi się raźniej na duchu. Może nas wymienią na jakąś ciężarówkę jedzenia i puszczą wolno. Jeśli mieli by nas pozabijać to już słychać było by dźwięk odbezpieczanej broni bo zakładam z góry że każdy z nich ma ją od dawna przeładowaną. To profesjonaliści. Wciąż czuję celny cios w splot, kopnięcie w krocze i skuteczne duszenie połączone z siniakiem na czole po  przyłożonym tłumiku, nawet chyba zapamiętałem że był zielony.  Siła argumentów była przekonywująca. Nawet nie dyskutowałem swoim wyćwiczonym prostym i sierpem. A dalej  co pamiętam to gwiazdy, komety, wirujące słońca i brak oddechu. Wzięli mnie jak chcieli wyskakując z pod ziemi. Co najmniej ninja.

 Leżymy tak całą noc, wijąc się jak węże i pomrukując w tych maskach niczym świnki morskie.

Zrobili tu sobie mini zoo bo w końcu od czasu do czasu dokarmiają nas wiadrem wody i dbają o nasze samopoczucie włączając głośną muzykę która nie za bardzo pasuje do naszej części świata.

 I tak do rana dopóki nie obudzi nas słońce klaksonów samochodowych które pędzą nas do głębokiego po piersi stawu z pachnącą świnkami wodą gdzie spędzamy kwadrans albo i mniej bo większość z nas mdleje ze zmęczenia lub po prostu zaczyna odczuwać skutki hipotermii po odłączeniu od źródeł ciepła w postaci kolegi a wyławiani jesteśmy najbardziej skuteczną i sprawdzoną metodą którą jest przywiązana do kostek konopna lina na której prawdopodobnie ktoś wczoraj wisiał za ręce czy inną dowolnie wybraną część ciała przez naszych nowych mało sympatycznych znajomych z linii frontu... A działa grzmią dalej grzywami salw armatnich wystrzałów.

  Tresura jest kontynuowana do wieczora ze skutkiem takim że przestajemy myśleć i zachowujemy się jak stadko fok. Góra dół - lampa stół. Lampa w oczy i stół z kolegą na głowie. Wszystko czego dusza zapragnie i wojenna radość życia wymyśli. Myślę że nie jeden modli się o koniec i pragnie by zaczęli wreszcie porządnie bić. Wtedy można by stracić przytomność i po prostu zasnąć. A tutaj zacząć spać to po prostu umrzeć...

 Po takiej rozgrzewce i wprowadzeniu można wreszcie zacząć spokojnie z nami rozmawiać.

 Rozmawiać??? Ale o czym. Większość nie wie jak się nazywa a numeru telefonu nie odróżnia od peselu.

 Dyrygent tego show jest prawdziwym mistrzem. Tutaj bicie nie jest potrzebne. Ono pojawi się, ale dopiero za jakiś czas. Wpierw trzeba nas złamać i zgnieść, a potem przyjdzie czas na walca z kolacją i szczere rozmowy przy świeczce. Tylko tutaj świeczka będzie płonąć tuż pod naszą dłonią aż do ustalenia spójnej i logicznej odpowiedzi którą jest spowiedź z własnego życia ze szczególnym uwzględnieniem zainteresowań, pracy zawodowej, stopni wtajemniczenia wojownika oraz wyrecytowania kodów binarnych do wszelkiego rodzaju bomb atomowych o których istnieniu i położeniu na pewno sobie przypomnimy ponieważ kolejnym mocnym argumentem w tej dyskusji, po zaprezentowaniu na nas każdego rodzaju sztuk walki, będzie farmakologiczne wspomaganie prawdy oraz tabletki na szczerość...

...a wspomniana kolacja ? Wszelka wiedza z naszej głowy nią będzie.

...................

...................

...................

Następnym i jednocześnie finałowym elementem jest tabletka na zapomnienie, czyli po prostu pistolet przyłożony do głowy i precyzyjny strzał w dowolnie wybrany przez egzekutora punkt.

Ale nam to już będzie kompletnie wszystko jedno, ponieważ nas już nie będzie.

 Zanim klękniemy sami nad wykopanym dołem nasza dusza będzie już tylko formularzem na stole przesłuchującego podpisanym naszą krwią a strzał  będzie już tylko formalnością i zanim łuska spadnie na ziemię  my słodko zaśniemy przykryci zapomnieniem w odmętach upragnionego od tygodnia snu gdzieś w zapomnianej przez ludzi krainie której nazwy nawet nie będzie potrafił wymówić  poprawnie, piszący meldunek kancelista o naszym zaginięciu w akcji...

.................

.................

.................

 

 Czy opisałem sytuację w miarę klarownie co czekać może żołnierza po dostaniu się do niewoli w przypadku wyjątkowego pecha lub po prostu natrafienia na fachowców od swojego zajęcia ?

 Myślę że odrobinę specyficznego  humoru należy jedynie zastąpić niezbyt miłym zapachem, bólem,  strachem, i cała sałatka jest gotowa na tym skromnym okrągłym stole mojej opowieści.

 

 To jak to przetrwać, nie dać się złamać i wyjść z tego bez szwanku fizycznego oraz psychicznego to wiedza tajemna strzeżona niczym klejnoty królewskie w Tower do której dostęp mają naprawdę nieliczni w naszym kraju.

 Zacząć taki kurs to jedno a skończyć to naprawdę duży sukces przede wszystkim dla samego siebie.

Można być naprawdę dumnym ale i nabrać pokory do tych których doświadczenie pozwoliło scementować całą wiedzę przekutą z cierpienia w logiczne i twarde procedury.

 

 Jeśli więc znasz przypadkiem kogoś, kto skończył takie szkolenie które przygotowuje ciało i umysł do przetrwania po dostaniu się do niewoli lub podejrzewasz że charakter czyjejś pracy wskazuje na to że mógł mieć z tymi zagadnieniami do czynienia, okaż mu nie tyle co szacunek który oczywiście jest należny to przede wszystkim zrozumienie, że to czym się zajmuje to nie tylko piękny mundur i regularna wypłata na koncie bankowym ale też cała gama doznań które naprawdę woli zachować w  swoim sercu dla dobra kogoś ważnego i dlatego czasem woli spokojnie w niedzielę pomilczeć i popatrzeć przez okno jak pięknie rośnie trawa, no i uwierz w jego głupie tłumaczenia że zadrapania na jego plecach to nie jest to o czym myślisz...

 

Pozdrawiam. Przede wszystkim serdecznie.

 

P.S. Paznokcie też wyrywają. I to akurat w momencie  gdy kolega obok stara się pozbierać swe wybite zęby za pomocą połamanych kończyn, których dłonie są duże niczym bochenki chleba, kiedy zaciśnięte z całą mocą oprawcy plastikowe kajdanki nie pozwalają gęstej jak klej krwi swobodnie wypełniać naczyń życia w naszym zmasakrowanym ciele...

 

 

 

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
chawendyk · dnia 02.08.2017 12:49 · Czytań: 316 · Średnia ocena: 2,5 · Komentarzy: 11
Komentarze
Lady Winter dnia 02.08.2017 17:13 Ocena: Dobre
Niezłe. Według mnie trochę za delikatnie to opisałeś, a temat wszak zacny.
Cytat:
słońce klaksonów samochodowych
pozbądź się tego, bo psuje klimat opowieści.
Do poprawy interpunkcja.
chawendyk dnia 02.08.2017 18:19
No miało być delikatnie bez epatowania horrorem.

A w sumie w tej całej opowieści sens ma tylko jedno zdanie...


Cytat:
Jeśli więc znasz przy­pad­kiem kogoś kto skoń­czył takie szko­le­nie które przy­go­to­wu­je ciało i umysł do prze­trwa­nia po do­sta­niu się do nie­wo­li lub po­dej­rze­wasz że cha­rak­ter czy­jejś pracy wska­zu­je na to że mógł mieć z tymi za­gad­nie­nia­mi do czy­nie­nia, okaż mu nie tyle co sza­cu­nek który oczy­wi­ście jest na­leż­ny to przede wszyst­kim zro­zu­mie­nie, że to czym się zaj­mu­je to nie tylko pięk­ny mun­dur i re­gu­lar­na wy­pła­ta na kon­cie ban­ko­wym ale też cała gama do­znań które na­praw­dę woli za­cho­wać w swoim sercu dla dobra kogoś waż­ne­go i dla­te­go cza­sem woli spo­koj­nie w nie­dzie­lę po­mil­czeć i po­pa­trzeć przez okno jak pięk­nie ro­śnie trawa, no i uwierz w jego głu­pie tłu­ma­cze­nia że za­dra­pa­nia na jego ple­cach to nie jest to o czym my­ślisz...


i to moim zdaniem dotyczy wielu zawodów...

Intuicyjnie raczej jest za długie.

A zimą to napisałem jakoś...
Lady Winter dnia 02.08.2017 20:03 Ocena: Dobre
Heh... Zdanie jest rewelacyjne, ale podziel je. To nie felieton, żeby epatować taką erudycją. Aczkolwiek zgadzam się w całej rozciągłości z tym przesłaniem.
chawendyk dnia 02.08.2017 20:05
"ma wczesna twórczość przepełniona emocjami posiada błędów tak wiele i tak stylistycznych" :);):)późna też, ale jak popiszę jeszcze parę lat to znikną :)
Lady Winter dnia 02.08.2017 23:18 Ocena: Dobre
A pisz, pisz. Trening czyni mistrza :) Ja Ci dopinguję.
chawendyk dnia 03.08.2017 00:01
To w sumie dobrze. Łinterko lejdi
Lady Winter dnia 03.08.2017 10:13 Ocena: Dobre
B)
mike17 dnia 03.08.2017 18:47
Cytat:
Kurs jak kurs wy­da­wa­ło by się

wydawałoby się
Cytat:
"Wy­da­wa­ło by się" może być tu sło­wem klu­czem.

wydawałoby się
Cytat:
Co było wcze­śniej(,) zanim wpa­dłem w prze­rę­bel nie­wo­li?

Cytat:
mgła świe­cy dym­nej(,) która zmy­li­ła zmy­sły

Cytat:
"Wszyst­ko się może zda­rzyć"(,) jak śpie­wa moja ulu­bio­na

Cytat:
Mogli by się zli­to­wać

mogliby
Cytat:
Ich marsz(,) a moja wę­drów­ka ludów(,) kiedy leżąc czuję na ciele

Cytat:
Le­ży­my tak całą noc(,) wijąc się jak węże

Cytat:
Ono po­ja­wi się(,) ale do­pie­ro za jakiś czas. Wpierw trze­ba nas zła­mać i zgnieść(,) a potem przyj­dzie czas

Cytat:
...................

a co to???
Cytat:
Jeśli więc znasz przy­pad­kiem kogoś(,) kto skoń­czył takie szko­le­nie


Jak sam widzisz, interpunkcja leży i kwiczy.
Tekst pod żadnym względem nie porywa - jest jak jakiś szkic napisany na kolanie.
Nie ma napięcia, nie ma erudycji, nie ma akcji, jest jakaś drętwa narracja, która nic nie daję mnie jako czytelnikowi.
Myślę, że utwór jako utwór literacki w ogóle się nie broni, czuć nieporadność i brak pisarskiego szlifu.

Nie daję nigdy oceny "słabe", ale tu by się przydała - szanuję wkład i wysiłek autorów, co nie znaczy, że taką ocenę nie dałbym w myślach.

Sądzę, że jeszcze daleka droga przed Tobą do pisarskiego Parnasu :)

Howgh!
chawendyk dnia 03.08.2017 22:35
A ja po połowie roku klikania nie oczekuję tu kwiatów:)
A do Parnasu się nie wybieram. Za sucho. Same wapienie.
No i w sumie to aż dziw bierze że tak ten tekst w jego mierności chciało się tak na atomy rozbijać.

W tej całej opowieściobajce sens głębszy ma tylko fragment, który już cytowałem.
Infernus dnia 04.08.2017 00:34 Ocena: Przeciętne
Pomysł na opowiadanie jest dobry. Narracja wydaje mi się lekka( a powinno być przeciwnie) przez co tekst stracił zamierzony cel. Zabrakło mi dynamiki i dialogu, który mógłby rozpędzić akcję. Końcowa uwaga, jakby się tak zastanowić - coś w tym jest.
chawendyk dnia 04.08.2017 00:42
spoko, taki słaby tekst a tyle komentarzy :):):)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
22/10/2017 21:03
Rzeczywiście - dobry, mądry tekst. Sprawny w obrazowaniu,… »
Bozena B
22/10/2017 20:50
Witaj Zwyczajowo pozostawiam na pamiątkę ze strony… »
mike17
22/10/2017 20:39
Prościutki wierszyk, a ile mówiący :) Lubię takie formy,… »
retro
22/10/2017 20:36
Witaj:) Twoja kolejna opowieść jest powiązana z… »
mike17
22/10/2017 20:34
Bardzo piękny wiersz, któremu nie potrzebne żadne zmiany :)»
Infernus
22/10/2017 20:27
Czytając jednym tchem byłem przekonany, że mowa o miłości… »
MarcinD
22/10/2017 20:14
Tylko troszeczkę, ale jak zawsze skrupulatnie i konkretnie.… »
braparb
22/10/2017 19:51
Piękny Tylko ten tytuł Sam altannik by wystarczył »
Silvus
22/10/2017 19:42
A nie będzie poprzedniej wersji poniżej? Może na razie nie… »
Ustiusza
22/10/2017 19:41
Dlatego trzeba rozmawiać. Dobry tekst. »
Ustiusza
22/10/2017 19:34
Ciekawy tekst. Zastawia mnie tylko częstotliwość akapitów.… »
Krzysztof Konrad
22/10/2017 19:32
Dzięki, Jolu. Na pewno poprawię błędy :) »
jeden
22/10/2017 19:06
JOLU S. Dziękuję za obecność pod tekstem. Miło, że Ci się… »
Opheliac
22/10/2017 18:56
Ajw, tym ostatnim wersem chciałam zrobić zapętlenie do… »
Zola111
22/10/2017 18:52
Braparb, jestem zwolenniczką zmian, które zaproponowała… »
ShoutBox
  • Infernus
  • 22/10/2017 20:30
  • Pisanie komentarzy na tel jest nader męczące :)
  • allaska
  • 22/10/2017 19:53
  • Silvus, dzięki :) sprobuje
  • Silvus
  • 22/10/2017 19:44
  • @Allasko, wiadomość wyślij do kogoś z redakcji.
  • akacjowa agnes
  • 22/10/2017 19:16
  • Oki, czekam na Ciebie, jak na zbawienie ;)
  • Miladora
  • 22/10/2017 18:50
  • Agnesko - niedługo wrócę. :)
  • Miladora
  • 22/10/2017 18:40
  • Już odbieram, Agnesko. :)
  • akacjowa agnes
  • 22/10/2017 18:26
  • Hej, kochani :) Wpadłam, bo mam sprawę do Miladory ;) Choć i Was zobaczyć, jest bardzo miło :*
  • allaska
  • 22/10/2017 15:33
  • Dzień dobry. Mam prośbę do redakcji:) bardzo proszę o usunięcie mojego tekstu z poczekalni, pt.: "już nie", wymaga jeszcze dopracowania. Serdecznie dziękuję.
  • Krzysztof Konrad
  • 22/10/2017 15:28
  • No dziwna sprawa. W wakacje rozumiem, ale w zimne, jesienne dni...
Ostatnio widziani
Gości online:68
Najnowszy:Kaniaa31sh
Wspierają nas