Gdy zakwitną zawilce - Lady Winter
Proza » Miniatura » Gdy zakwitną zawilce
A A A

 

 

Wracała do mnie zawsze w porze kwitnienia zawilców. Przychodziła bez zapowiedzi i pukała cicho, a ja udawałam, że mnie nie ma. Ale ona się nie poddawała, była cierpliwa i bardzo uparta. Nie odpuszczała, aż w końcu musiałam wpuścić ją do środka. Zjawiała się w chwilach skrajnych, wykorzystując lichość kurtyny dzielącej mnie od upadku.
Nazywałam ją Carmillą, bo w gruncie rzeczy była wampirzycą. Melancholijną wampirzycą. Któż nie natknął się kiedyś, w takim czy innym okresie swego życia, na tę smutną istotę? Któż się więcej nie natknie?

Znałam ją od dawna. Była inteligentna, dowcipna, znakomicie panowała nad emocjami i ubierała się zawsze z taką starannością, że jej sukienka, podobnie jak jej zachowanie, nie pozwalały dojrzeć najmniejszej drobiny nagości. Bałam się jej, a jednocześnie chciałam przystawić brutalnie rękę do jej twarzy i w jednej chwili wziąć ją całą, wraz z wszystkimi sprzecznościami, tak nieznośnie podniecającymi: z jej nieskazitelną sukienką i z jej zbuntowanymi jelitami, z jej rezonem i z jej lękiem, z jej dumą i z jej nieszczęściem. Chciałam ją posiąść w tej jednej chwili, w równym stopniu z jej gównem, co z jej niewysłowioną duszą. Zgwałcić, a nie kochać się z nią. Nie chciałam jej czułości. Nawet, gdy jej nie było, śniłam ten kanibalistyczny rytuał: jadłam ją na surowo, odrywałam zębami długie, białe płaty skóry i krwistego mięsa.

W lustrze widziałam oczy wpatrujące się we mnie, pełne lęku i im bardziej były strwożone, tym bardziej moje pożądanie stawało się absurdalne, głupie, skandaliczne, niepojęte, wręcz niemożliwe.
Wysysała mnie jak cytrynę, by po miesiącu lub dwóch odejść bez pożegnania. Żegnałam ją bez żalu, oszołomiona obojętnością i pustką, z którą mnie pozostawiała.

Przychodziła piękna i podniecająca, lecz z upływem czasu zaniedbywała się coraz bardziej. Z dnia na dzień jej odbicie w lustrze ukazywało coraz więcej wad: opuchliznę, ciemne plamy pod oczami, puste spojrzenie w kolorze wiosennego nieba. Stawała się Miltonowskim smutnym szatanem, konfidentem zła i jednocześnie jego ofiarą.
Od pierwszych dni swego pobytu roztaczała wokół siebie aurę śmierci, nieokreślone węchowe wrażenie, na które składał się odór trawionego alkoholu i niemytego ciała, wymieszany z nutą bardzo eleganckich perfum i truskawkowych pudrówek. Mieszanina tych zapachów miała coś z oksymoronu, jak stołówka w szkole dla dziecka albo poczekalnia w gabinecie stomatologicznym dla pacjenta z bolącym zębem. Ta woń miała charakter hormonalny, związany z materialnością ciała, które w ten sposób zawiadamia o swoim nadchodzącym końcu.
Drapała się bez przerwy, pozostawiając wszędzie białe płatki swojej skóry. Pod paznokciami miała czarne obwódki zaschniętej krwi. W tych dniach nie myła się już wcale, twierdząc że środki czystości zaostrzają jej atopowe zapalenie skóry.
 
Kiedy odchodziła, dezynfekowałam całe mieszkanie. Metafora składała broń, wycofując się na palcach, bo swoje już zrobiła. Wymiatałam z kątów kilogramy pożółkłej skóry, trzepałam dywany, gotowałam pościel. Puste butelki po wódce wyrzucałam na śmietnik, wylewałam do zlewu niedopitki. I rzygałam. Wyrzucałam z siebie truciznę, którą we mnie wlewała, wysysając jednocześnie to co dobre i piękne.
 
Tego roku zawilce przekwitły, a ona się nie zjawiła. Myślałam, że dostąpiłam cudownego rozgrzeszenia, że w obliczu świąt Wielkiej Nocy wszystko się wyciszy, a jednocześnie zastanawiałam się, gdzie się podziała – te wyobrażenia miały coś ze starych czarno-białych filmów grozy, odtwarzanych z trzeszczącej, niewyraźnej taśmy.
 
To był dzień przed Wielkim Piątkiem. O szóstej rano usłyszałam pukanie. Zbudziłam się z dwugodzinnego snu po nocy, która wypadła mi z kalendarza i pociągnęła na skraj, w nieznane. Pewna tym razem listonosza czy wizyty sąsiadki z nieśmiertelnym mazurkiem wielkanocnym, niebacznie otworzyłam drzwi.
Weszła jakby nigdy nic, ot, przyjacielska wizyta – usiądziemy sobie, pogadamy przy kawie, omówimy moje życie, i spożyjemy śniadanie, które zaserwuję na talerzu i w szklance przede wszystkim. Powiedziałam coś o wczesnej godzinie i o policji, którą zaraz wezwę. Potem jednak podałam wódkę, żeby ją ułagodzić. Przez chwilę poczułam nawet litość, lecz zaraz powróciła straszna, dusząca fala, która wzrastała od wewnątrz.
 
I nagle zrozumiałam, że mam serdecznie dosyć tej likantroficznej wariatki, terroryzującej mnie od lat.
Z szuflady pod blatem kuchennym wyciągnęłam nóż o szerokim, ostrym jak brzytwa ostrzu, bo choć zawsze go ostrzyłam, nie używałam nigdy.
Wystarczyło jedno precyzyjne cięcie wzdłuż gardła.
Gorąca krew wypływała z tętnicy.
 
Dopiero teraz dostrzegłam, że sufit jest upstrzony muszymi gównami.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Lady Winter · dnia 09.08.2017 19:51 · Czytań: 210 · Średnia ocena: 3,6 · Komentarzy: 29
Komentarze
pociengiel dnia 09.08.2017 20:21
Dopiero teraz dostrzegłam, że sufit jest upstrzony muszymi gównami.

A w czasie aktu miłosnego rozprasza burczenie w brzuchu.
Estetyka wrażliwego kata.
Bez znanych nazwisk.
Bardzo dobre. Zaczynam czytać od ostaniego zdania.
Lady Winter dnia 09.08.2017 20:31
Można i tak :)

Serdecznie dziękuję!
AntoniGrycuk dnia 09.08.2017 20:49 Ocena: Dobre
Dla mnie dobre, choć nie bardzo. W końcówce brakuje jakiejś "iskry". Ale to tylko moje zdanie.
mike17 dnia 09.08.2017 21:17
Od monotematycznego czegoś wymaga się więcej niż od epopei.
Tu mi tego zabrakło.
Opko jest po prostu nudne, jeden wątek, żadnych bajerów, żadnych wątków pobocznych, a to błąd.
Jeśli już ciągniesz jedną fabułę, warto ją jakoś atrakcyjnie podać, zamotać, fikuśnie zakręcić.
Coś wprowadzić, by nie było drętwo, by to coś żyło, by czytacz nie poczuł się jak na czeskim filmie.

Jeśli zaś chodzi o warstwę literacko-językową uważam że jest zupełnie poprawnie.
Interpunkcja też pokazała, że stoi na wysokości zadania.
Zatem jako autorka możesz być z siebie dumna.

Treściowo siadło, ale reszta jest ok :)
W sumie niewiele brakowało, by było wporzo.
Trochę drobiazgów, małego zamieszania, czegoś takiego.

Ogólnie dobry średniak.
Gramofon dnia 09.08.2017 21:23
Ona jadła ciebie, a to ty chciałaś zjeść ją. Zjadały się nawzajem a jednak się nie zjadały.

Sąsiadka z mazurkiem mnie dobiła :D w wielki piątek by nie przyszła, bo jest ścisły post ;)

Zupełnie mnie ten tekst nie ruszył, ani żadnej ciekawej treści nie znalazłem, ani żadnych ciekawych scen ani żadnych ciekawych opisów. Bardzo dobrze trzy z plusem.
JOLA S. dnia 09.08.2017 21:35 Ocena: Dobre
Przeczytałam , traktując go jako odrębną scenę większej (nieznanej) całości. To nie tylko mój odbiór :(
Tekst prawie bez emocji i obrazowania. Zupełnie mnie nie porywa, robi wrażenie szkicu.
Prawdy, jakie chcesz czytelnikowi przekazać, powinny wynikać z akcji i obrazu.
Wydaje mi się, że stać Cię na więcej, na dużo więcej. :)

Na zachętę - dobrze.

Pozostaję w wierze :)

Serdeczności :)

JOLA S.
Milena1 dnia 09.08.2017 21:43 Ocena: Bardzo dobre
Do mnie tekst przemawia, dobrze się czyta.
Bardzo podoba mi się takie przedstawienie swoich stanów emocjonalnych - tak to odbieram.
Pouenta też świetna, daje do myślenia.
Pozdr
Lady Winter dnia 09.08.2017 22:01
Dziękuję, kochani, za komentarze :)
Tak na marginesie, dla rozjaśnienia: Carmilla jest metaforą depresji bohaterki.
Personifikacja jest figurą jak najbardziej trafną dla stanu melancholii ewoluującej w skrajną depresję i manię.
W finale drastyczne zrównanie z alter ego narratorki.
Obie postaci, co prawda w różnych odsłonach, ale równie okrutne wobec siebie.
Zabić siebie, aby nie cierpieć z powodu... tej innej siebie.

Obiecuję, na przyszłość będę wstawiać prostsze teksty, by nie było problemów z interpretacją :D
Niczyja dnia 09.08.2017 22:28
Ciekawe opowiadanie, obrazowe opisy - takie jak lubię.
Mimo ciężkości tematu, podobało mi się.
PS. Bardzo ładny tytuł:)
Lady Winter dnia 10.08.2017 00:22
@Milena1 - w punkt! Dziękuję serdecznie :)
@Niczyja, miód na me serce...
wiktoria dnia 10.08.2017 01:13
Trochę bajkowy ten tekst jak na opis stanu depresyjnego. Może można i tak.

Dla mnie jałowo i bez iskry, nie wywołuje żadnych emocji. A pisząc o tak trudnych sprawach, emocje powinny udzielić się czytelnikowi. Cała analogia tu przedstawiona, to raczej powierzchowne przedstawienie tematu, z naciskiem raczej na efekt, niż jakąkolwiek głębię. A gdzie w tym wszystkim dramat emocjonalny bohaterki? Bo taka choroba to jest dramat, z kapelusza się nie bierze, jak i sama z siebie nie odchodzi.

Droga Lady, w komentarzu odautorskim wyjaśniłaś całą treść swojego tekstu, bo nikt z komentujących nie wyczytał tego, co chciałaś przekazać. Nie dziwię się, bo sposób podania nie pozwala na odczytanie czegokolwiek głębszego. A stwierdzenie, że w przyszłości będziesz wstawiać prostsze teksty, by nie było problemów z interpretacją, przysporzyło mnie o walnięcie szczęką o podłogę. Ten jest wystarczająco prosty.

Rozumiem pomysł, jest całkiem fajny i podobał mi się wstęp, jednak rozwinięcie brzmi tak, jakby autorka nie do końca wiedziała o czym pisze. Depresja, inteligentna, dowcipna, panująca nad emocjami, piękna, podniecająca?

Ja jestem ciekawa tych prostszych tekstów, może w nich znajdę to, czego szukam.

Pozdrawiam :)
Lady Winter dnia 10.08.2017 01:46
@Wiktoria. Milena zrozumiała, więc to jednak nie leżało poza możliwościami.
Rozumiem, że czytelnicy PP są przyzwyczajeni do długich opowiadań, w których wszystko jest wyłożone jak chłop krowie na rowie :D I - tak jak podpowiada mike17 - muszą być to teksty "fikuśnie zakręcone" i naładowane emocjami.

Za te cenne wskazówki pozwolę sobie ubarwić Wasze komentarze na zielono. Jestem tu nowa, więc każda uwaga jest dla mnie na wagę złota.

Dziękuję raz jeszcze za miłe słowa i również pozdrawiam bardzo serdecznie!
Gramofon dnia 10.08.2017 06:15
i już całe PP wrzucone do jednego wora, hehe.

Tu nie jest kwestia zrozumienia lub jego braku, tu jest kwestia nijakości. Fragment ten w powieści byłby jak najbardziej ok, ale nie w krótkim opowiadaniu.
Lady Winter dnia 10.08.2017 06:42
Gramofonie, na innym portalu tekst został oceniony pozytywnie. W moim komentarzu nie było uszczypliwości, tylko rodzaj podsumowania, na podstawie Waszych opinii (za które jestem bardzo wdzięczna, i mam wrażenie, że właśnie niewielka objętość tekstu przyczyniła się do tak dużej liczby głosów), jakie teksty są preferowane na PP.
Gramofon dnia 10.08.2017 06:54
Nie wiem co tu się preferuje w prozie, bo rzadko ją czytam, gdyż przy długich tekstach bolą mnie oczy, to przeczytałem, bo jest krótkie.

Inny portal to inny portal, różni ludzie są w różnych miejscach, to nie wyznacznik, poza tym tu widać, że nie został oceniony negatywnie ;]
ani pozytywami ani negatywami nie należy się zbytnio przejmować (z resztą jak całym życiem) trzeba wyciągać wnioski(czasem trudno poprzez emocje i poprzez potoki bezsensownych słów komentujących) Moje opowiadania tu nie odniosły sukcesu, a w czasopismach internetowych się jednak znalazły :)

Ja z racji nie znania się i mówienia o tym otwarcie, jako przeciętny czytelnik wypowiadam tylko swoje zdanie na temat jakiegoś dzieła i tu mnie nie porwało, a biorąc pod uwagę, że w XXI wieku jest przesyt książek to jak już coś czytam chciałbym, żeby mnie coś walnęło obuchem.
Lady Winter dnia 10.08.2017 06:57
No właśnie dlatego zrobiłam risercz.
Serdecznie dziękuję i pozdrawiam :)
pociengiel dnia 10.08.2017 10:07
Teraz się wypowiem z odstojnika, po innych.
Opisana sytuacja jest jak partia szachów, symulatana z samym sobą np obrona sycylijska.
Mnie się kojarzy z Obroną Łużyna bez widzów.
Fajna kóńcówka aż by się chciało rzecz, że to same muchy, które upstrzyły portret Najjaśniejszego Pana w Dzielnym wojaku Szwejku.
Ale to symultana na wiele posunięć, bez większego znaczenia komercyjnego jak zum Beispiel clip z gołymi dupami albo innymi gadżetami.
purpur dnia 10.08.2017 11:31
Wiesz...

Nie cierpię tekstów, które rozgrywają się w głowie bohaterki, gdzie autor opowiada wszystkie swoje myśli, które zazwyczaj są coraz cięższe i cięższe... Być może, po prostu, za dużo takich tekstów się trafia i jest to po prosu nużące.

Każdy autor ma jakiś cel, dla któregoś pisze. Moim skromnym zdaniem, ostateczną rację-prawdę ma ZAWSZE czytelnik. Oczywiście możemy sobie tłumaczyć, że nie zrozumiał, że trafił się mierny i dlatego... Pewnie czasami tak nawet jest - ale ja uważam, że i tak MA rację. Nie piszę dla siebie, oczywiście troszkę też :), ale jednak chciałbym, aby komuś sprawiły przyjemność moje gryzmoły :)

No i trafiłem do Ciebie - droga autorko.

No właśnie... nie wiem, naprawdę nie wiem dlaczego, ale przyjemnie i z zaciekawieniem przeczytałem powyższe!

Tak! Też się sobie dziwię :p

Może to był dobry moment, na przeczytanie, ale przez większą część tekstu potrafiłaś podtrzymać moje zainteresowanie. Czytało się ciekawie, było płynne, spójne. Hmm... no fajne :)

Moim zdaniem zabrakło zakończenia. Oczywiście jest ono, ba, nawet może nie najgorsze, ale przechodząc przez Twoje zdania oczekiwałem czegoś lepszego - narobiłaś smaku, więc sama jesteś sobie winna, że kręcę nosem.

To co sobie wynotowałem:

Cytat:
z jej nieskazitelną sukienką i z jej zbuntowanymi jelitami,
- świetne zdanie!

Cytat:
w równym stopniu z jej gównem, co z jej niewysłowioną duszą.
- tu uważam, że jest za mocno. Oczywiście to moja osobista preferencja, ale oczekiwałbym finezji a nie drewnianej pałki :)

Cytat:
Żegnałam ją bez żalu, oszołomiona obojętnością i pustką, z którą mnie pozostawiała.
- ciężko uwierzyć w ten "bez żalu", czytając poprzedzające go zdania. Trochę mi to zgrzytnęło.

Cytat:
które zaserwuję na talerzu i w szklance przede wszystkim.
- tutaj bym coś w szyku zdania przestawił , może: i przede wszystkim w szklance? Ot, taki drobiażdżek.

Ciekawe co też trafi się na kolejnym talerzu, podanym przez Ciebie - na pewno sprawdzę! Tutaj na pewno zadziałał element zaskoczenia - czytałem Cię pierwszy raz. Kolejnym razem będę jednak przygotowany :p Mam jednak nadzieję, że mnie przemiło zaskoczysz!

Tymczasem idę dręczyć jakąś inna duszyczkę!
Hej!
Lady Winter dnia 10.08.2017 17:51
@pociengiel, Tyś mój brat-Słońce :)

@purpur, serdecznie dziękuję za uwagi i życzliwe pochylenie się nad tekstem. Dodałeś skrzydeł.
Mam nadzieję, że nie zawiodę :)
Usunięty dnia 11.08.2017 21:31
Nie czytałem poprzednich komentarzy, więc nie wiem, czy się nie powtarzam. Ostatni akapit do skreślenia - żenada i w ogóle nie potrzebny. Poza tym tekst to świetny opis postaci, który mógłby się znaleźć w dobrej powieści. Na wskroś zmysłowe to i kobiece.

Najlepszego!
al-szamanka dnia 11.08.2017 21:33
Piękny tytuł.
A tekst przeczytałam już przedwczoraj i od razu wiedziałam o co chodzi.
Najbardziej spodobały mi się dwa pierwsze zdania.
Potem mocno i jakby nieco wyliczankowo przez co ciut ten dobry tekst osłabiasz.
Zabieg z upstrzonym sufitem udany, gdyż jeżeli nie do tej pory to akurat tu czytelnik mówi: aha!

Pozdrawiam :)
skroplami dnia 11.08.2017 22:46 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo dobre :). Oczywiście, dla mnie.
Ma swoją atmosferę, skrajne obrazy, cudnie oddaje drobiny grozy.
Oczywiście, można się w trakcie czytania zastanawiać i domyślać, jednak treść wciąga i przykleja się do wnętrza, aż strach. Osobiście jednak wyrzuciłbym nie ostatni akapit, chyba że znaczy on "ostatnie zdanie" :).
Tak, bez ostatniego zdania jest bardziej krwiście, brutalnie a jednocześnie mocniejsze zakończenie. Nie kołysz nas autorko niepewnością, chociaż bez tego zdania też znaki zapytania, są ;). Jednak krwiste zakończenie dobitniejsze od much i pasuje do całości. Wiem, autorka ma swoje zdanie. Niech będzie :(. Dobra, inaczej: niech będzie :).
Lady Winter dnia 12.08.2017 08:48
@Projekt MaddAddam - całe opowiadanie powstało dla tego ostatniego akapitu :) Serdecznie dziękuję za miłą opinię i pozdrawiam serdecznie.

@al-szamanka - między nami kobietami :)

@skroplami - czuję się, jakbym miała dziś urodziny :)
Infernus dnia 12.08.2017 19:53 Ocena: Bardzo dobre
Piszesz naprawdę ciekawie. Nie spodziewałem się takiego zakończenia, chociaż jak je poznałem to doszło do mnie, że inaczej być nie mogło :) Twój styl ma to coś, nie da się go tak po prostu odrzucić.
Cytat:
Dra­pa­ła się bez prze­rwy, po­zo­sta­wia­jąc wszę­dzie białe płat­ki swo­jej skóry. Pod pa­znok­cia­mi miała czar­ne ob­wód­ki za­schnię­tej krwi. W tych dniach nie myła się już wcale, twier­dząc że środ­ki czy­sto­ści za­ostrza­ją jej ato­po­we za­pa­le­nie skóry.

Ładnie pokazana brzydota :)
Lady Winter dnia 12.08.2017 19:57
Dziękuję. Staram się dzielić dobrem i złem.
Rachela85 dnia 12.08.2017 22:31
Odebrałam ten szkic (?) jako historię zmagania się z chorobą alkoholową. Styl trochę za bardzo "cięty" moim zdaniem- jakoś wolę teksty, które łyka się bez uczucia drapania w gardle ;)Czytając, przypomina mi się Wojaczek- co pozytywnie wpływa na ogólny odbiór tekstu. Dziękuję.
Lady Winter dnia 13.08.2017 07:43
@Rachela85 - masz rację. Alkohol odgrywa w tej historii niebagatelną rolę. A za porównanie do Wojaczka strasznie dziękuję... Aż tak wysoko to ja się nie cenię :)
Jaga dnia 15.08.2017 22:20
Cześć :)
Przeczytałam z zainteresowaniem. Bardzo chciałam się dowiedzieć, kim naprawdę była Carmilla i kto zwycięży w tej nierównej walce. Początek naprawdę wciągający! Drugi akapit jest bezbłędny. Ogrom emocji!

Dzień przed Wielkim Piątkiem to Wielki Czwartek ;)
Bohaterka, która miota się między wezwaniem policji, a za chwilę chce ułagodzić gościa wódką jest bardzo wiarygodna- to pokazuje pewien rodzaj uzależnienia i lęku od „melancholijnej wampirzycy”.

Dla mnie nie było to oczywiste, iż to depresja :(, bo niektóre rzeczy temu przeczą. Uznałam, iż jest to raczej jakiś dziwny stan opanowujący bohaterkę – rozdarcie, pogubienie, chęć znalezienie nirwany...

Nad zakończeniem można popracować, choć ostanie zdanie może świadczyć o tym, że jej wróg nie był wcale tak trudny do pokonania! ;)

„Ktoś puka do Odwagi.
-Kto tam?
- Strach.
Odwaga otwiera, a tam nikogo nie ma”


Pozdrawiam ciepło,
Jaga
Lady Winter dnia 15.08.2017 22:22
Serdecznie dziękuję. Odczytałaś moje intencje. I taka interpretacja... Miód.
Pozdrawiam gorąco :)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miroslaw Sliwa
22/08/2017 08:43
Spokojnie. Właśnie po raz, chyba już siódmy, wziąłem się za… »
retro
22/08/2017 08:37
Witaj najulubieńszy z ulubionych! I pomyśleć, że Janosik… »
retro
22/08/2017 08:30
Ej, nie... Wiele czasu żeśmy przegadały. Śmiem twierdzić,… »
trawa1965
22/08/2017 08:25
Poczytam. »
bruliben
22/08/2017 07:08
Wiktorio, pochylę się nad czasownikami. Dziękuję. I… »
bruliben
22/08/2017 07:04
Mam na myśli i to, przemijanie, zmiany pór roku. Ale poza… »
Silvus
22/08/2017 01:09
OK, mogę tak przyjąć. »
damian wrotycz
22/08/2017 01:03
no jak nie to nie, szkoda. ale i tak wrzuce :) jest o tym o… »
Silvus
22/08/2017 00:46
Hm... ja tam wolę wiedzieć, o czym czytam. ;)»
Pola Kaj
22/08/2017 00:45
Ooo... podoba mi się bardzo :) »
Silvus
22/08/2017 00:41
No właśnie! Jak brzmi autorowi, to się cieszę! :) (pomijam… »
wiktoria
22/08/2017 00:39
Cieszę się bardzo Introwerko. MM jest tylko tłem, a diabeł… »
Silvus
22/08/2017 00:37
Dla ciebie... Hm? Pod łóżkiem? Poza… »
wiktoria
22/08/2017 00:32
Bardzo szczery tekst. Aż jestem ciekawa co będzie dalej.… »
damian wrotycz
22/08/2017 00:27
to super ! :) ale mam też taki dynamiczny krwawy o… »
ShoutBox
  • Esy Floresy
  • 21/08/2017 21:49
  • Vulpes :) A Ciebie co za dobre duchy przywiały?
  • Silvus
  • 21/08/2017 20:57
  • O, Erosa lubię.
  • Niczyja
  • 21/08/2017 16:32
  • Jest tyle nowych opublikowanych tekstów, że sama nie wiem od którego zacząć:) Może na początek zacznę od muzyki ... [link] :)
  • mike17
  • 21/08/2017 15:54
  • Oj, chyba nie. Znane mi są przypadki, gdzie ktoś ze sprzedawcy został kierownikiem sklepu, bo awansował i spotkał się z uznaniem właściciela. To się naprawdę dzieje, ale życzenia można zawsze mieć :)
  • chawendyk
  • 21/08/2017 14:48
  • no to akurat myślenie życzeniowe:)
  • mike17
  • 21/08/2017 12:25
  • A czyż awansowanie nie jest wynikiem uznania?
  • chawendyk
  • 21/08/2017 09:56
  • Gorzej jak uznanie zmienia się w awansowanie
  • JaDziekuje
  • 21/08/2017 02:02
  • Każdemu należy się uznanie, jeśli swoją pracę wykonuje z sercem.
  • Infernus
  • 21/08/2017 01:27
  • Dlatego należy się szczere uznanie dla tych, którzy robią to z sercem..
  • chawendyk
  • 21/08/2017 01:01
  • a wiesz ile śmierci można uniknąć dzięki profilaktyce? odpowiem. większości.
Ostatnio widziani
Gości online:42
Najnowszy:alfonsgrabowski
Wspierają nas