Godność nędzarza - Miroslaw Sliwa
Proza » Miniatura » Godność nędzarza
A A A

                                                                       Godność nędzarza

 

     Wlecze się jak potępieniec. Chodzi mi o ludzką sylwetkę w ruchu, o obraz idącego człowieka – człowieka pozbawionego nadziei. Duch przygarbionej lichoty, duch jakiegoś szurania i duch giętkości w kolanach znamionującej bezbrzeżną słabość; cechy niemożliwe do zamaskowania. Wszystko typowo ludzkie. Zbity pies od człowieka nauczył się wyglądać jak zbity pies.

     Letni przedwieczerz. Siostra i ja na balkonie. Ubrani; ona letnio i na pastelowo, ja letnio w kusych czerniach. Boso tak stoimy i palimy papierosy, a rześki zefirek owiewa nasze blade nogi. Spojrzeniem wędrowca, który może już jutro, być może jednak dopiero za rok wyruszy w drogę, mierzymy widnokres. My milczymy, ale jakiś owad bzyczy i jakby poza świadomym słyszeniem coś szumi, tylko nie wiadomo czy to miasto, czy krew w żyłach.

     Ponieważ na wprost niczym w lustrze widzimy blok mieszkalny, taki sam jak nasz, więc patrzymy w lewo, a tam w najdalszym planie sinoniebieskie pasmo Beskidu Śląskiego wyraźnie odcina się od chłodnego błękitu nieba. Niżej napiera jakby zatrzymane w kadrze istne tsunami koron drzew; wielgachna fala zieleni we wszystkich odcieniach. Miło mieć taki najdalszy plan na co dzień.

     Osiedle na peryferiach? Trudno powiedzieć, bo moje miasto jest miastem bez centrum, jest przedmieściem nieistniejącego miasta. Moje miasto jest jak wszechświat. Każde miejsce jest tak samo ważne jak i zupełnie nieistotne. Wielkość zbywalna, decydująca równocześnie o być albo nie być wszystkiego. Taki powszedni paradoks.

     Ulica w leniwym błogostanie i prawie idealnym porządku. Prawie, bo obok kontenera na używane ubrania leży spora sterta okryć, których wietrzącemu własne szafy nie udało się wepchnąć do pojemnika.

- Jak spadnie deszcz, to zamoknie – mówi siostra.

- Co ty opowiadasz? Jest idealnie. Nie będzie padać, a jutro pewnie ktoś z PCK po to przyjedzie – odpowiadam i zamiast do popielniczki strącam popiół do kubka z kawą.

     Cholera.

     Siostra prycha śmiechem, a ja poirytowany idę wylać zapaskudzoną kawę.

     Wracam z wodą mineralną i stawiam ją w bezpiecznej odległości od popielnicy.

 

     Przedsenne odrętwienie trwa, lecz, i to nie nagle, jakoś tak z wolna bardziej, wdziera się poruszenie. Zza narożnika Szpitala Dziecięcego, w polu widzenia pojawiają się dwie osoby; kontuzjowana, starsza kobieta wspomagająca chód kulami i mężczyzna wyglądający na jej równolatka, chyba mąż. Ubrani jak przeciętni, niezamożni, starsi ludzie, idąc przypominają mały, płożący się opar. Ich ruch nie jest płynny. Przystają, coś do siebie mówią, gestykulują, wykonują niezborne, raz gwałtowne, raz niemrawe ruchy. Tak czy inaczej opanowują swoją przestrzeń jak mgła; znienacka. Zajęci sobą niby bez reszty, a z drugiej strony jakaś część ich uwagi koncentruje się na rzetelnej lustracji drogi, chodnika i pobocza. Jakby pół głowy gadało, a drugie pół skanowało. Właśnie ten baczny przegląd, ta pierwotna, dzika cecha leniwemu mieszczuchowi rzuca się najbardziej w oczy. Tu „bla, bla, bla”, a tu wzmożona czujność w poszukiwaniu… skarbu? Eh, tam skarbu; czegokolwiek użytecznego i przynajmniej sprawiającego wrażenie własności niczyjej. Ostatecznie, z pewnego punktu widzenia, cały świat to wyspa zagubionych skarbów.

 

     I jest. Haczyk drgnął. W tym samej chwili namierzają cel, niczym dwoje doświadczonych strzelców wyborowych. Automatycznie i z pełną precyzją omiatają wzrokiem teren, bo konkurencja i świadkowie zawsze są źródłem pewnych kosztów, czy ja wiem, wizerunkowych, dla przykładu. No kwestia ludzkiej wrażliwości.

 

     Na całym teatrze działań tylko oni i my. Rejestrują nas błyskawicznym rzutem oka i kalkulacja z konsternacją, ale ledwie kilkusekundowa. On zdecydowanie rusza ku wielobarwnej stercie ubrań, a ona jakby się w sobie zacina. Waha się i wtem podejmuje nagłą decyzję o wycofaniu, ale sama nie odejdzie. Są duetem i tandemem na dobre i złe, na śmierć i życie.

- A zastawże te szmaty, dziadu jeden! – krzyczy do swojego partnera.

     Pełen żałości i rezygnacji ten jej gwałtowny sprzeciw. Siła bezwładu jeszcze popycha łowcę ku zdobyczy, lecz naraz jego poczucie człowieczeństwa doznaje ukąszenia zasadą: jak cię widzą, tak cię piszą. Kapituluje. Z pasją nadjeżdżającej lokomotywy kroczy ku kobiecie. Pełen roztrzęsionej złości zatrzymuje się na krok przed równie zagniewaną połowicą. Strzelają ku nam krótkim, wściekłym spojrzeniem i człapią w swoją stronę. Ogień konfuzji dogasa.

- Za co ona go tak opierniczyła? Mogli sobie coś powybierać – dziwi się moja siostra, ale jest poruszona tą groteskową, choć niewesołą sytuacją.

- Godność nędzarza – próbuję krótko zdefiniować istotę zdarzenia, ale Wieśka patrzy na mnie, jakbym się urwał z choinki.

- Co się tak dziwisz? Tacy sami ludzie jak my i wszyscy inni. Zawstydzili się. Nas się zawstydzili. Rozumiesz? – peroruję.

- Ale te ciuchy przecież ktoś tu wyłożył, aby ktoś inny mógł z nich skorzystać – siostra brnie w praktyczny realizm.

- A jednak, tak czy inaczej się zawstydzili. Siostra, wyobraź sobie taką sytuację: Paryż, lata sześćdziesiąte XIX i w tym Paryżu Cyprian Kamil Norwid, biedny szlachcic, więc szczególnie przewrażliwiony na punkcie honoru, bo tylko to mu zostało. Mało ceniony i prawie nieopłacany poeta, malarz, rzeźbiarz i jeszcze na to wszystko działacz niepodległościowy,co w jego sytuacji tylko przysparza kłopotów. No ni pies ni wydra. Życie miażdży go jak skorupkę. Jeśli nawet ktoś się nim przejmuje, to tylko ze względu na urodzenie i koligacje. Ogólnie rzecz biorąc bieda z nędzą i łata na łacie. Ten człowiek cierpi. Głód, chłód i może brud towarzyszą mu codziennie, a on chce być bogaty, syty, wolny i leniwy. Powiem ci, że wkurzają mnie te romantyczno-pięknoduchowskie wyobrażenia żywotów artystycznych. Puchy, poduchy, kobiety, wino i śpiew i nikt nie pomyśli, za co lokum, wikt i opierunek.

- Ha, ha, no tak. Kurczę, to niby powszechna wiedza, ale… Czemu on sobie tak słabo radził?

     Aha. Teraz i z siostry zaczyna wychodzić niezgoda na surową rzeczywistość.

- No jak zwykle, rynek ograniczony, a konkurencja duża. Język polski uniwersalnym nie był i nie jest. Poza tym świat miał i ma swoje sprawy. Co go tam, w sensie, że ten świat, jakaś Polska obchodzi..., ale nie o tym chciałem… - przerywam, bo konkret zaczyna mi się rozmywać w ogólnym rozbiadoleniu.

     Do tematu.

- Uwaga! Taka scenka; Zofia i Juliusz Kossakowie zapraszają go do swojego paryskiego mieszkania na obiad. Norwid przychodzi oczywiście, ale już od progu tak jakby łaskę robił gospodarzom. Jest rozdrażniony. Może tylko udawać, że z jego garderobą wszystko jest w porządku, bo nic nie jest w porządku. Rozmowa się nie klei. Kossakowie są mili, ale Norwid tak stara się ukryć swoją mizerię, że ta aż wrzeszczy. Gdyby mogli, odwróciliby od niego wzrok, ale nie wypada, więc ogólne zakłopotanie. Pani Zofia boi się podać obiad, bo Norwid się obrazi, że traktują go jakby na „łaskawe” przyszedł, a on naprawdę nie jadł już ze dwa dni. Gospodyni coś tam przebąkuje o posiłku, więc Norwid powściągliwie prosi o herbatę. Wypija ją z godnością i wychodzi od Kossaków, oczywiście dużo bardziej głodny, niż do nich przyszedł. Rozumiesz?

- No nie, kurczę, nie! Głodu bym się nie wstydziła, a niedostatek znamy przecież z naszego dzieciństwa i młodości.

- Niedostatek?! Siostra, nędza to brak nadziei na choćby jako taki jutrzejszy byt. Brak nadziei na zawsze i na wszystko.

- Mirek, współczuję tym ludziom, jest mi ich żal, nie rozumiem jednak tego unoszenia się godnością – siostra trwa mocno w swoim twardym „tu i teraz”.

- Cóż, mają tylko tyle. Zresztą, dajmy temu spokój; nikt na to recepty nie wymyślił i nie wymyśli. Cichy uwiąd prozy życia. Ot i już.

      Nie spieram się z nią dłużej, bo na dobrą sprawę wiem, że w istocie nikt za nikogo życia nie przeżyje. Prawdą jest, że każdy czuje tylko swój ból i nie jest to egoizm, tylko natura życia. To wszystko prawda, ale bycie świadkiem ratowania resztek godności ludzkiej poprzez wymuszoną niechcącym spłoszeniem, rezygnację z kilku tak cennych, ale przecież tylko szmat, napełnia mnie palącym wstydem.

     Gdzieś z otchłani samowiedzy dociera do mnie ostrzeżenie i groźba, że wystarczy lekkie potknięcie w życiu, jakiś nieszczęśliwy zbieg okoliczności i… Cholera, to tak jakby wyobrażać sobie własne umieranie.

     Tkwię jak kołek na tym balkonie, a pośród wirujących myśli pulsuje goryczą jedna fraza, jedno zdanie ze „ Zbyt głośnej samotności” Bohumila Hrabala: „Niebiosa nie są humanitarne”, więc wstrząsa mną natrętne wyobrażenie i przeczucie upokarzającej litości albo zimnej obojętności, przed którą to ja będę musiał bronić godności nędzarza.

 

Mirosław Śliwa

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Miroslaw Sliwa · dnia 09.08.2017 19:52 · Czytań: 262 · Średnia ocena: 4,9 · Komentarzy: 28
Komentarze
AntoniGrycuk dnia 09.08.2017 20:30 Ocena: Bardzo dobre
Podoba mi się, i to bardzo. Dla mnie to coś więcej niż ludzie z małą ilością pieniędzy. Aby tak dalej.

Pozdrawiam
JOLA S. dnia 09.08.2017 21:23 Ocena: Świetne!
Mirku,

Czytam - przyznaję, pomysł dobry, nawet doskonały, jednakże jakiś taki pusty w środku... Nieosadzony w kontekście społecznym, moralnym, prawie żadnym - może to tylko pozory? :)
Czytam jeszcze raz, niby do niczego nie zmierza, nie prowokuje, ale jest nastrój i refleksja, sugestywna scena i za wszystko mi wystarczy.:)


Cytat:
Gdzieś z ot­chła­ni sa­mo­wie­dzy do­cie­ra do mnie ostrze­że­nie i groź­ba, że wy­star­czy lek­kie po­tknię­cie w życiu, jakiś nie­szczę­śli­wy zbieg oko­licz­no­ści i… Cho­le­ra, to tak jakby wy­obra­żać sobie wła­sne umie­ra­nie.


I tu mam pełnokrwiste opowiadanie. :)

Zachwyt nie wydaje mi się przesadny.

Lubię to Twoje pisanie. :)

Pozdrawiam cieplutko

JOLA S.
Miroslaw Sliwa dnia 09.08.2017 22:18
Cześć AntoniGrycuk, witaj Jolu.

Z premedytacją staram się nie osadzać swoich tekstów w tak zwanych kontekstach społecznych, no chyba że muszę. Staram się również unikać moralizowania, chociaż nie zawsze mi się to udaje.
Życie jest jakie jest, a sztuki piękne społeczeństw nie naprawiają. Mogą coś dać do myślenia pojedynczej osobie, ale i tutaj żadnego szału nie ma, co potwierdzają wnikliwe studia historyczne.

Dziękuję za odwiedziny, lekturę i opinię.

Pozdrawiam.

Mirek
indeed dnia 09.08.2017 22:56 Ocena: Świetne!
Mirku,

plastyczność początkowych akapitów mnie bardzo porusza. Czytam i widzę to przedmieście miasta, które nie istnieje.

Cytat:
Niżej na­pie­ra jakby za­trzy­ma­ne w ka­drze istne tsu­na­mi koron drzew; wiel­gach­na fala zie­le­ni we wszyst­kich od­cie­niach. Miło mieć taki naj­dal­szy plan na co dzień.



Cytat:
Letni przed­wie­czerz. Sio­stra i ja na bal­ko­nie. Ubra­ni; ona let­nio i na pa­ste­lo­wo, ja let­nio w ku­sych czer­niach. Boso tak sto­imy i pa­li­my pa­pie­ro­sy, a rześ­ki ze­fi­rek owie­wa nasze blade nogi. Spoj­rze­niem wę­drow­ca, który może już jutro, być może jed­nak do­pie­ro za rok wy­ru­szy w drogę, mie­rzy­my wid­no­kres. My mil­czy­my, ale jakiś owad bzy­czy i jakby poza świa­do­mym sły­sze­niem coś szumi, tylko nie wia­do­mo czy to mia­sto, czy krew w ży­łach.


Mogłabym tak cytować cały tekst.
Podoba mi się taki oszczędny styl, w którym nic więcej, ani mniej nie potrzeba. Nie przeszkadza mi brak osadzenia w jakimkolwiek kontekście, rzeczywiście jest ledwie zarysowany, jednak dostrzegam w tym tekście esencję problemu, który poruszasz, punkt wyjścia do dalszych rozważań. Impresja - to wystarczy.
Jestem pod wrażeniem.

Pozdrawiam :)
Miroslaw Sliwa dnia 09.08.2017 23:23
Witaj Dagmaro.

Właściwie pewien potencjał moralny istnieje w tytule, w samej scenie, a także przemyślanym wpleceniu losów Norwida w rozmowę z siostrą, ale tyle wystarczy i to aż nadto.
A tak swoją drogą ileż to dzieł sztuki zostało schrzanionych akcentami społecznymi, a mogły stać się wielkimi gdyby autor w porę oparł się pokusie pozostania zbawicielem świata.

Dzięki Dagmaro za lekturę, wizytę, wnikliwą opinię i pomoc.

Pozdrawiam serdecznie. :)
skroplami dnia 10.08.2017 01:29 Ocena: Świetne!
Nie nieistniejące lecz istniejące - miejsca, miasta, państwa.
Codzienność dostrzegana a z czasem już nie.
Godność? W opisanej sytuacji? Bywa, do momentu.
Chociaż fakt, na oczach innych ludzi zdarza się postępowanie nędzarza by w patrzących oczach była zachowana. Czyli zachowanie godności przez ukrycie widocznej nędzy.
Czyli opisani "nędzarze" nie przekroczyli jeszcze "granicy" głodu, chłodu, umierania z zimna. To odnoszę ze względu na sumowanie w końcówce. Każdy z nas może w każdej chwili zostać nędzarzem. Pozostaje pytanie - czy zachowa godność czy sięgnie po ubranie bo np. ma przecież dzieci czy wnuki, którym nic nie może dać oprócz serca? A serce nie ubiera bezpośrednio, może ubrać pozbywając się godności.
Jednak to zbyt szerokie :). Bo opowiadanie odnosi się do jednej sytuacji. I to realna i rzeczywista sytuacja. Są nędzarze z godnością, są też nędzarze bez, są nędzarze odrzucający godność dla miłości.
No wiem :), odnośników można jeszcze :). Ale autorze, to Twoja "wina", spowodowałeś :). I bardzo dobrze :). Mocne i proste, z sercem napisane chociaż nic o nim w tekście :), i od siebie, po prostu. Drugie po prostu - oszczędne a świetne.
Miroslaw Sliwa dnia 10.08.2017 07:36
Witaj skroplami.

Przeczytałaś tak jak chciałbym aby było rozumiane,
Temat naprawdę szeroki, ale ta scena była do tego stopnia sugestywna, iż uznałem, że wtrynianie tutaj czegokolwiek więcej byłoby zwykłym przegadywaniem; po prostu obcym ciałem.

Dziękuję za wizytę, wnikliwą lekturę i cenną opinię.

Pozdrawiam.:)

Mirek
Krystyna Habrat dnia 10.08.2017 11:11 Ocena: Świetne!
Świetny tekst jako krótka i celna prawda psychologiczna o ludzkim losie. Tylko trochę za dużo komentarza. Prawdy, jakie chcesz czytelnikowi przekazać, powinny wynikać z akcji i obrazu. Ale z drugiej strony ty te wnioski wykładasz bardzo ładnie. To pasowałoby do felietonu, może eseju, gdyby tekst wydłużyć, ale jak na felieton to materiał byłby zmarnowany.
To musi być opowiadanie i w tym kierunku wyraźnie zmierzasz. Popracuj jeszcze nad komentarzem, by tekst nie stał się publicystyką, a literaturą piękną.
Myślę o jednym opowiadaniu Czechowa (skojarzenie nieprzypadkowe), gdzie - o ile pamiętam - jest tylko jedna refleksja w krótkim akapicie (cytuję z pamięci: "Dlaczego ludzie tak głupio żyją, dlaczego nie dają żyć jeden drugiemu?" Reszta wniosków wynika z ekspresji akcji.
Być może pamięć mnie zawodzi (a nie chce mi się w dzisiejszy upał iść do półki z tomami tego autora), ale jeśli nawet pierwszą część zdania (że głupio żyją) jest moją interpretacją (bo druga na pewno tam jest), to jest to na pewno po myśli Czechowa. I chyba to były "Skrzypce Rodszylda".
Komentarz - to jednak drobna rzecz - wg mnie - do poprawienia, bo świetnie piszesz i zawartość ideowa tego tekstu świadczy też o twoim głębokim usposobieniu filozoficznym.
Miroslaw Sliwa dnia 10.08.2017 13:04
Kłaniam się Krystyno.
W istocie, literatura nie powinna wspierać się publicystyką, ba w ogóle, jeśli jest dobrze zrobiona, jej nie potrzebuje.
Staram się ją rugować w moich tekstach literackich, ale czasami, jak widać nie potrafię do końca nad tym zapanować.
Będę się jednak starał.
Piękne dzięki za wizytę, lekturę i ważką opinię.

Pozdrawiam. :)

Mirek
Dobra Cobra dnia 10.08.2017 13:22 Ocena: Świetne!
Dobre, zaangażowane. Niby zwykła scenka, do jakiej pewnie zdążyli przywyknąć miastowi z bloków.

Mirosławie.

Czytam i zastaję u Ciebie pełnię: jest zaangażowanie, piękne nawiązania do historii literatury, mądre. Świetnie napisane. Jest spiritus movens, są obserwatorzy, jest real.

Hrabal życia łatwego nie miał, bo cierpiał za miljony.


Dziękuję za piękne chwile okołoobiadowe, które dane mi było zasmakować :)


Do następnego,

Dobra Cobra
Miroslaw Sliwa dnia 10.08.2017 13:48
Witaj Dobra Cobro.

A czyż życie nie składa się z takich czy innych scenek?
Czasami jemy, a czasami jesteśmy jedzeni. Raz widzowie na trybunach, raz gladiatorzy na arenie.
Co się tyczy Hrabala, to pod koniec lat czterdziestych i w latach pięćdziesiątych raczej lekko nie miał. Potem się zmieniło.

Dzięki za wizytę, lekturę i koment.

Do poczytania, do posłuchania. :)

Mirek
al-szamanka dnia 10.08.2017 14:40 Ocena: Świetne!
Tak z ciekawości spojrzałam na datę opublikowania Twojego ostatniego tekstu na PP.
Czy wiesz, że to równo pięć miesięcy?
Lenisz się prawie tak samo jak ja ;)
Ale...
Zbierałeś się, zbierałeś, i w końcu pokazałeś coś, co absolutnie mi leży.
Uwielbiam takie momenty, uchwycone znienacka kadry i pochylenie się nad nimi.
Jak wiele można wtedy odkryć w drugim człowieku, a także w sobie.
Ujął mnie przykład Norwida.
I wiesz, myślę, że Zofia Kossak nigdy przedtem nie wgłębiła się w godność jakiegokolwiek nędzarza i przez to zabrakło jej intuicji, a może zakłopotanie zbyt ją hamowało.
Poza tym nie każdy nędzarz godność posiada, jest to raczej, moim zdaniem, zjawisko unikatowe. Szczególnie od czasu, gdy szperanie w śmietnikach przez dobrze usytuowanych ludzi podniesione zostało do rangi ciekawego protestu przeciwko throw-away society. Przyznam się, że sama to robię, ratując kwiaty doniczkowe z kontenera pobliskiej kwieciarni - a mój balkon służy im potem jako dom spokojnej starości.
A poniższe, jakże prawdziwe:
Cytat:
Praw­dą jest, że każdy czuje tylko swój ból i nie jest to ego­izm, tylko na­tu­ra życia. To wszyst­ko praw­da, ale bycie świad­kiem ra­to­wa­nia resz­tek god­no­ści ludz­kiej po­przez wy­mu­szo­ną nie­chcą­cym spło­sze­niem, re­zy­gna­cję z kilku tak cen­nych, ale prze­cież tylko szmat, na­peł­nia mnie pa­lą­cym wsty­dem.


Jednym słowem świetny tekst, pięknie poprowadzony, przy czym w wielu fragmentach rozpoznawalna prawdziwie impresjonistyczna pasja.

Pozdrawiam ciepło :)
Miroslaw Sliwa dnia 10.08.2017 15:13
Witaj Aldonko.
Cóż, lenię się, chociaż, może nie mam światu zbyt wiele do zakomunikowania.
Kaziuk w "Konopielce" Redlińskiego mówi do syna: "pisze się to co ważne" i ja się z tym zgadzam.

Z godnością jest tak, że wszyscy właściwie tylko ją posiadamy i na jej punkcie jesteśmy przeczuleni. W skrajnych warunkach, a nędza to skrajne warunki, przeczulenie się zwiększa, więc i ratowanie honoru wygląda dosyć rozpaczliwie. Nędzarz coby nie robił wygląda rozpaczliwie, a na pewno sam tak to odbiera. Ich wstyd udzielił się mnie i to było dla mnie uderzające. Ten tekst powstał właśnie dlatego, że ich wstyd udzielił się mnie. To był Palec Boży.

Aldonko, jeśli jeszcze nie czytałaś, to bardzo Ci polecam "Dziedzictwo" Zofii Kassak - młodszej. Scenkę z Norwidem wziąłem chyba stamtąd, chociaż dokładnie nie pamiętam, bo tę sagę rodzinną czytałem kilkanaście lat temu.

Bardzo Ci dziękuję za wizytę, lekturę i piękny, i pouczający komentarz.

Pozdrawiam serdecznie i czekam na Twój nowy tekst. :)

Mirek
Niczyja dnia 10.08.2017 22:34 Ocena: Świetne!
Mirku,
Świetny tekst, dobrze napisany i skłaniający do refleksji, czyli trzy w jednym:) To jest dopiero talent. Perełka wyłuskana z morza, długo oczekiwany skarb.
Czekam na kolejne Twoje perły, mogę i długo czekać... Będę, nic innego poza czekaniem nie mam.

Wiesz, oglądałam ostatnio bardzo dobry, stary film, z ikonami kina w obsadzie. Jeden z bohaterów, bezdomny, z czarnym humorem wyznaje swojemu bezdomnemu towarzyszowi:
- Mam raka!
Tamten milknie, zszokowany wiadomością.
- Mam wreszcie coś swojego... - i uśmiechając się wisielczo, robi dobrą minę do złej gry.
...
Oczywiście to tylko wyrwana z kontekstu scena, chciałam tylko pokazać, że tacy ludzie zawsze byli, żyją wśród nad i będą... Mają swoją dumę, swój świat inny od naszego.

Dziękuję za dobry tekst:)
Niczyja
retro dnia 11.08.2017 00:08
Twój tekst jest z tych trudnych, bo jakże lubimy piękne i załagodzone widoki. Ekwilibrystyka, aby oddać to co chcę łatwą nie jest.

Życie... Ciska się na usta, ale...

Cytat:
Miło mieć taki najdalszy plan na co dzień.


Co jest tym najdalszym planem?

Rodzi się we mnie bunt zawsze, gdy widzę, że komuś jest źle (ale tu pojawia się pytanie: co służy za wyznacznik takiego wniosku? Dach nad głową? Co?).

Mirku, w życiu chyba najważniejsze jest jednak to, abyśmy mieli z kim wypić ten kubek herbaty. Aby ten ktoś nas rozumiał? Aby nastąpił dialog? (jakże dobrze jest mieć brata, siostrę, przyjaciela, rodzinę!).

Pozdrawiam serdecznie,
Retro

p.s. Dodatkowe uznanie za odniesienie do Norwida.
Miroslaw Sliwa dnia 11.08.2017 09:33
Niczyja, Retro witajcie.

Niczyja dziękuję za uznanie, bo to zawsze miłe. :)
A propos scenki filmowej, którą przytoczyłaś; widzisz w tej sytuacji też jest jakaś, taka odwrócona, a przez to trochę surrealistycznie wyglądająca, obrona czegoś ostatniego, co bohater posiada. Tej choroby nikt mu nie odbierze. I oczywiście wcale nie o chorobę tu idzie, akcent kładzie się na posiadaniu czegoś bardzo osobistego. W moim tekście ludzie zawstydzili się utraty wizerunku, a z tym "jak cię widzą tak cię piszą" jest jak ze zdrowiem (fraszka Kochanowskiego); dopóki jesteśmy dobrze postrzegani, nie zwracamy na to szczególnej uwagi, ale kiedy zaczyna się źle dziać sprawa od razu staje się pierwszoplanową.
Dzięki Niczyja. Pozdrawiam i sukcesów życzę. :)

Retro

W tekście wyraźnie napisałem co jest wyznacznikiem, co staje się punktem granicznym dla sytuacji, w której człowiek uznaje, że oto stał się pariasem. Chodzi o utratę nadziei na lepsze jutro. Obiektywnie sytuacja tej osoby wcale nie musi być tragiczna. Rejestrujemy rzeczywistość i na zasadzie porównania definiujemy swoją sytuację wobec świata zewnętrznego.
Życie to nie turnus na kursie przetrwania, gdzie z góry wiemy, że po trzech tygodniach trudów, znoju i niedostatków wrócimy w końcu do bezpiecznego, suchego i ciepłego domu, że w tym domu będzie zasobna lodówka, a wokół nas przyjaźni i radośni bliscy. Życie człowieka, który uznał się za pariasa i tak z reguły jest postrzegany, staje się poniekąd pierwotną egzystencją, bolesną egzystencją, bo ciągle zadaje sobie pytanie: czemu nie mogę żyć tak jak inni, normalni ludzie? I tu nie ma się z czym kłócić, to jest bardzo dramatyczny fakt.
Zdarzenie opisane przeze mnie jest jak fuga; tu dwoje ludzi i tam dwoje ludzi, to samo życie i skrajnie inna sytuacja psychologiczna. Napisałem psychologiczna, bo przecież nie znam statusu materialnego tych osób, ale gdyby ta pani tak gwałtownie nie zareagowała, prawdopodobnie w ogóle na całą spraw nie zwróciłbym uwagi. To właśnie ta gwałtowna reakcja wywołała rozmowę między mną, a siostrą i te wszystkie ponure asocjacje w mojej głowie.
Co się tyczy tego obrazka z Norwidem, to wziąłem go dosyć luźno z "Dziedzictwa" Zofii Kossak. Jeśli jeszcze nie czytałaś, to bardzo polecam.

Dziękuję za lekturę i opinię.

Pozdrawiam serdecznie. :)

Mirek
mike17 dnia 11.08.2017 12:27 Ocena: Świetne!
Świetny tekst, Mirku, choć z pozoru statyczny, wszak nie o akcję tu chodziło, a o garść przemyśleń na kanwie pewnego wydarzenia z życia.
Ludzie, o jakich piszesz nie proszą o pomoc - usiłują jakoś zachować godność, choć nie jest to regułą, i tu opowiem Ci coś z mojego podwórka.

Otóż od ponad roku opiekuję się bezdomnym alkoholikiem, o dwóch kulach, który ma jakieś porażenie mięśni nóg i cały dzień stoi pod naszym sklepem i żebrze.
Ubrałem go od stóp do głów, prawie codziennie kupuję mu żarcie, nigdy piwo, o co mnie tylko raz poprosił.
On dawno temu przekroczył już tę cienką barierę godności nędzarza, życie go zmusiło.
Śpi pod mostem, w śmietniku, zimą w piwnicach.
To, że żebrze uważam za przejaw woli życia - nie poddał się "honorowi", on myśli, co zjeść i gdzie spędzić noc, pomimo wszystko walczy i nie daje się losowi.

Uważam, że tę godność można zachować do pewnego momentu, kiedy życie tak da kopa w tyłek, że chętnie przyjmie się każdą pomoc i to bez szemrania.

Owszem, zawsze będą jednostki nieugięte, które odrzucą pomoc, idąc za głosem "honoru".

Świetnie to opisałeś, w ogóle to wielka sztuka z małej scenki wykrzesać coś większego, i to o tak poważnym podłożu psychologicznym.
Udało Ci się to w 200 procentach, nie poszedłeś w moralizatorstwo, dałeś sytuację i garść przemyśleń, i myślę, że to w zupełności wystarcza.

Tęskniłem już za Twoim piórem i cieszę się, że znów mogłem Cię czytać :)

Ahoy, Przyjacielu :)
Miroslaw Sliwa dnia 11.08.2017 13:36
Cześć Michale.
Bardzo trafne uwagi uzupełniające.
W istocie z tą godnością czy honorem różnie bywa. Strasznie to wszystko sytuacyjne. Wspomniany przeze mnie Norwid miał po prostu kręgosłup moralny, chociaż on, w swojej sytuacji życiowej, środowisku w którym żył, właśnie swoim stanem, życia nie ułatwiał. Jego przyjaciele mieli tyle aby przeżyć, on prawie nie miał, właściwie nie miał. Z uwagi na morale nie pozwalał sobie pomagać. Kwadratura koła.
Sytuacja Twojego podopiecznego, chwała Ci za to co robisz, wygląda jakby inaczej. Ten człowiek wygląda na złamanego, jakoś pogodzonego z sytuacją i nie wiem tego, a posądzać nie chcę, ale być może wykorzystującego Twoją pomoc. Wiesz, chodzi mi ostan świadomości, o taki moment, od którego człowiek uznaje, że pomoc należy mu się jak psu micha. Ja znam takie sytuacje, ale zbaczam z tematu, więc ad rem.
Z moich obserwacji wynika, że ludzie nawet złamani moralnie, czyli ci, którzy już otwarcie zachowują się źle; kradną i są agresywnie roszczeniowi, że nawet ci w pewnych sytuacjach jakby chwilami wracali do rzeczywistości i zazwyczaj dosyć hałaśliwie okazują światu, że i oni mają swój honor, że są ludźmi. I nawet kiedy patrzysz na tą nędzę, już nie materialną, ale moralną, to czujesz, że nie sposób im tego odmówić. Dziwny jest ten świat.
Wielgachne elaboraty można by na ten temat pisać.

Michał, bardzo dziękuję za wizytę, lekturę i bardzo trafne uzupełnienie.
Również czekam na Twoje teksty.

Trzymaj się. Pozdrawiam serdecznie. :)

Mirek
Jaga dnia 13.08.2017 22:57 Ocena: Świetne!
Mirosławie :)
Przepiękny, artystyczny wstęp (pierwszych sześć akapitów) do prostej historii, która uruchamia proces myślenia o kruchości życia, własnej nędzy i godności... Godność (nie tylko nędzarza) to wartość, którą tak łatwo jest stracić :(

Dla mnie jesteś mistrzem szczegółów. Potrafisz wyłowić z życia zwyczajne obrazki, które zamieniasz w prawdziwe arcydzieła! Czytając miałam wrażenie, że stoję z narratorem na balonie, sączę swoją kawę, widzę to samo co bohaterowie:) i wielką przyjemnością przysłuchuję się ich dyskusji.

Tu mi coś zgrzyta:
Cytat:
Zza na­roż­ni­ka Szpi­ta­la Dzie­cię­ce­go, w polu wi­dze­nia po­ja­wia­ją się dwie osoby; kon­tu­zjo­wa­na, star­sza ko­bie­ta wspo­ma­ga­ją­ca chód ku­la­mi i męż­czy­zna wy­glą­da­ją­cy na jej rów­no­lat­ka, chyba mąż. Ubra­ni jak prze­cięt­ni, nie­za­moż­ni, star­si lu­dzie,


Skoro pojawia się szpital odniosłam wrażenie, że będzie miał on jakieś znaczenie w tej historii. Nie pasuje mi słowo "kontuzjowana". W tym samym zdaniu powtarzasz słowo „starszy”. Oczywiście to niuanse.

Zazwyczaj nie wystawiam ocen przy komentarzu. Tu nie mogę się oprzeć :yes:

Pozdrawiam ciepło,
Jaga

P.S. A to moje ulubione fragmenty:
Cytat:
Cho­dzi mi o ludz­ką syl­wet­kę w ruchu, o obraz idą­ce­go czło­wie­ka – czło­wie­ka po­zba­wio­ne­go na­dziei. Duch przy­gar­bio­nej li­cho­ty, duch ja­kie­goś szu­ra­nia i duch gięt­ko­ści w ko­la­nach zna­mio­nu­ją­cej bez­brzeż­ną sła­bość; cechy nie­moż­li­we do za­ma­sko­wa­nia.
Mistrzowski opis!

Cytat:
Letni przed­wie­czerz. Sio­stra i ja na bal­ko­nie. Ubra­ni; ona let­nio i na pa­ste­lo­wo, ja let­nio w ku­sych czer­niach. Boso tak sto­imy i pa­li­my pa­pie­ro­sy, a rześ­ki ze­fi­rek owie­wa nasze blade nogi.Spoj­rze­niem wę­drow­ca, który może już jutro, być może jed­nak do­pie­ro za rok wy­ru­szy w drogę, mie­rzy­my wid­no­kres. My mil­czy­my, ale jakiś owad bzy­czy i jakby poza świa­do­mym sły­sze­niem coś szumi, tylko nie wia­do­mo czy to mia­sto, czy krew w ży­łach.

Jak wyżej!

Cytat:
moje mia­sto jest mia­stem bez cen­trum, jest przed­mie­ściem nie­ist­nie­ją­ce­go mia­sta. Moje mia­sto jest jak wszech­świat. Każde miej­sce jest tak samo ważne jak i zu­peł­nie nie­istot­ne.

Genialne!
Miroslaw Sliwa dnia 13.08.2017 23:29
Witaj Jago.
Aż się zaczerwieniłem czytając Twój komentarz.
Z tym szpitalem to jest tak, że stoi on bardziej na lewo od krajobrazu kontemplowanego przez siostrę i mnie. Droga z przystanku autobusowego w kierunku osiedla przebiega wzdłuż ogrodzenia rzeczonego szpitala. Stamtąd te dwie osoby się wyłoniły, więc i szpital musiał zostać zauważony. Zapisałem tak jak widziałem i co widziałem.
Zaobserwowałem tę sytuację i od razu przypomniała historia z Norwidem, bo ich sytuacja trudna, jego też, oni mogli tutaj coś zyskać, a Norwid też często rezygnował z "darowanego", ale dzisiaj Norwid jest uważany za wieszcza i tu niejednemu w głowie zrodzi się ahistoryczny zgrzyt, a ahistoryczny, bo Norwida za wieszcza uznano dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym, a więc już dawno po jego śmierci w przytułku, było nie było.
Miły, mądry komentarz. dziękuję.

Pozdrawiam i do poczytania.:)


Mirek
Jaga dnia 14.08.2017 00:00 Ocena: Świetne!
Mirku:)
Rozumiem, że zapisałeś, co widziałeś. Uwierz mi, są tacy co widzieliby to samo, a zapisali inaczej;) ...czytaj "gorzej lub w ogóle"...
Czepiam się tego szpitala, bo mi nie pasuje w tekście. Podobnie jak "kontuzjowany bezdomny" (Wiem, że nie użyłeś tego określenia, ale pojawił mi się w głowie taki skrót myślowy). To moje czepianie nie ma żadnego znaczenia. Ważna jest wartość, o której mowa. Zawsze się cieszę, gdy ktoś dostrzega w ludziach ludzi. Bez oceniania, wywyższania się, z szacunkiem i pokorą. Tak przynajmniej odbieram Twoje pisanie i dlatego chylę czoła przed Autorem.
:)
J.
Miroslaw Sliwa dnia 14.08.2017 11:24
Jago, jest OK.

Pozdrawiam. :)

Mirek
retro dnia 17.08.2017 14:58
Mirku, chyba o tej właśnie książce opowiadała mi pewna znajoma (niesamowita kobieta); czy chodzi w niej o pokładane w dziecku nadzieje (rodziny, rodu Kossaków)? O to, że ma sprostać ich oczekiwaniom? Przyznaję się: więcej zgaduję, niż pamiętam, ale...

Ona - ta znajoma podarowała mi pewną książkę (z dedykacją pisaną od serca) i z myślą o niej (i jej podarku) proponuję taki układ: ja przeczytam "Dziedzictwo" Z. Kossak, a Ty przeczytaj książkę, którą mi wówczas podarowała, pt. "Ostatni wykład" R. Pausch. Jest niesamowita, tak i jej darczyńca (właśnie odkryłam, że nie ma formy żeńskiej tego słowa, czyli zgodnie z zasadami pisowni nie powinnam pisać darczyni, ale to była darczyni).

To jak? Czytamy?

Tylko na spokojnie, bez pośpiechu, bo życie obliguje i trzeba sprostać jego wyzwaniom.

Z ciepłymi pozdrowieniami,
Retro :)
Miroslaw Sliwa dnia 17.08.2017 15:19
Witaj Retro.

Bardzo Ci dziękuję i z przyjemnością przeczytam polecaną przez Ciebie książkę.

Chyba tak, w sensie, że darczyni, bo darczyniąca nijak nie brzmi. :)

Pozdrawiam serdecznie. :)

Mirek
retro dnia 18.08.2017 22:19
Witaj ponownie,
przypomniałam sobie, że opowiadała mi o Simonie.

Znalazłam tę książkę od niej. Myślę, że nie miałaby nic przeciwko, abym zacytowała to, co napisała pod tytułem: „Nieustająco twórz SIEBIE i nie rezygnuj z MARZEŃ”.

p.s. nie uprzedziłeś mnie, że „Dziedzictwo” ma trzy tomy, w związku z tym potrzebuję więcej czasu;)

Pozdrawiam,
Retro
Miroslaw Sliwa dnia 18.08.2017 23:16
Witaj Retro.
Pani w tej dedykacji dała Ci dobrą, ale trudną radę, chociaż na dobrą sprawę, człowiek chce, czy nie chce i tak jakimś siebie tworzy. Rozumiem jednak, że tej pani chodziło o świadome podejście do życia.

Dziedzictwo składa się z trzech tomów, ale za to jak dobrze się czyta. To wspomnienie o wizytach Norwida czy Mierosławskiego znajduje się z pewnością w pierwszym.

Pozdrawiam. :)

Mirek
retro dnia 22.08.2017 08:30
Ej, nie...

Wiele czasu żeśmy przegadały. Śmiem twierdzić, że nie o to jej szło, aczkolwiek Twoje słowa zabieram, licząc na kolejne ciekawe, pouczające konwersacje.

p.s. sedno: ja już mam w koszyku w ulubionej księgarni wskazaną książkę, a Ty?

Pozdrawiam,
Retro
Miroslaw Sliwa dnia 22.08.2017 08:43
Spokojnie. Właśnie po raz, chyba już siódmy, wziąłem się za "Sto lat samotności", ale przeczytam polecaną przez Ciebie pozycję, bo niby czemu nie. :)

Pozdrawiam. :)

Mirek
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miroslaw Sliwa
22/08/2017 08:43
Spokojnie. Właśnie po raz, chyba już siódmy, wziąłem się za… »
retro
22/08/2017 08:37
Witaj najulubieńszy z ulubionych! I pomyśleć, że Janosik… »
retro
22/08/2017 08:30
Ej, nie... Wiele czasu żeśmy przegadały. Śmiem twierdzić,… »
trawa1965
22/08/2017 08:25
Poczytam. »
bruliben
22/08/2017 07:08
Wiktorio, pochylę się nad czasownikami. Dziękuję. I… »
bruliben
22/08/2017 07:04
Mam na myśli i to, przemijanie, zmiany pór roku. Ale poza… »
Silvus
22/08/2017 01:09
OK, mogę tak przyjąć. »
damian wrotycz
22/08/2017 01:03
no jak nie to nie, szkoda. ale i tak wrzuce :) jest o tym o… »
Silvus
22/08/2017 00:46
Hm... ja tam wolę wiedzieć, o czym czytam. ;)»
Pola Kaj
22/08/2017 00:45
Ooo... podoba mi się bardzo :) »
Silvus
22/08/2017 00:41
No właśnie! Jak brzmi autorowi, to się cieszę! :) (pomijam… »
wiktoria
22/08/2017 00:39
Cieszę się bardzo Introwerko. MM jest tylko tłem, a diabeł… »
Silvus
22/08/2017 00:37
Dla ciebie... Hm? Pod łóżkiem? Poza… »
wiktoria
22/08/2017 00:32
Bardzo szczery tekst. Aż jestem ciekawa co będzie dalej.… »
damian wrotycz
22/08/2017 00:27
to super ! :) ale mam też taki dynamiczny krwawy o… »
ShoutBox
  • Esy Floresy
  • 21/08/2017 21:49
  • Vulpes :) A Ciebie co za dobre duchy przywiały?
  • Silvus
  • 21/08/2017 20:57
  • O, Erosa lubię.
  • Niczyja
  • 21/08/2017 16:32
  • Jest tyle nowych opublikowanych tekstów, że sama nie wiem od którego zacząć:) Może na początek zacznę od muzyki ... [link] :)
  • mike17
  • 21/08/2017 15:54
  • Oj, chyba nie. Znane mi są przypadki, gdzie ktoś ze sprzedawcy został kierownikiem sklepu, bo awansował i spotkał się z uznaniem właściciela. To się naprawdę dzieje, ale życzenia można zawsze mieć :)
  • chawendyk
  • 21/08/2017 14:48
  • no to akurat myślenie życzeniowe:)
  • mike17
  • 21/08/2017 12:25
  • A czyż awansowanie nie jest wynikiem uznania?
  • chawendyk
  • 21/08/2017 09:56
  • Gorzej jak uznanie zmienia się w awansowanie
  • JaDziekuje
  • 21/08/2017 02:02
  • Każdemu należy się uznanie, jeśli swoją pracę wykonuje z sercem.
  • Infernus
  • 21/08/2017 01:27
  • Dlatego należy się szczere uznanie dla tych, którzy robią to z sercem..
  • chawendyk
  • 21/08/2017 01:01
  • a wiesz ile śmierci można uniknąć dzięki profilaktyce? odpowiem. większości.
Ostatnio widziani
Gości online:43
Najnowszy:alfonsgrabowski
Wspierają nas