Ze zwichniętym skrzydłem - cz.9. Mgła - JOLA S.
Proza » Długie Opowiadania » Ze zwichniętym skrzydłem - cz.9. Mgła
A A A

 

Wróciłaś, Księżniczko!

Nie mogę z siebie wydobyć dźwięku. Drgnięcie dłoni, unoszę się i padam na wznak. Co jest? Przepełnia mnie lęk, zaciskam powieki. Nie, nie śnię.  Słowa wdzierają się i pulsują w głowie... Nie mogę uwierzyć, że tak mocno może boleć...Trochę cierpliwości, chwilkę...

****

Jest noc, której nadal się boję. Sen uleciał wraz z narastającym dźwiękiem aparatury wiszącej za wezgłowiem łóżka. Cyferki migają na wyświetlaczu niczym godzina i temperatura na jakimś biurowcu, rzucają drobinki światła na ściany pokoju, to moja codzienna kołysanka. Zza uchylonego okna dochodzi szum miasta. Ulice Paryża istnieją tylko na papierze listowym i w mojej pamięci. Znalazłam się na jednej z nich w niewłaściwej chwili, nie zdążyłam jej uciec. Chciałabym cofnąć wskazówki i przytulić mojego kota.

Jesień dawno zawinęła się w szarobury koc. Już pięć tygodni odkąd leżę w pokoju numer sto dwadzieścia cztery oddziału chirurgii urazowej szpitala Salpêtrière. Jak narysować upływ czasu? Nie wiążą się z nim najprzyjemniejsze wspomnienia, to trudny, ale wartościowy czas z powodu miliona rzeczy. Jedno miesza się z drugim, przenika zmęczone ciało i umysł. Wiem, że to ja, a jednocześnie jakkolwiek zabrzmi to paradoksalnie nie jestem osobą, którą znałam. Wszystko wokół mnie jest inne, oszołamia i onieśmiela. Dlaczego? Może dam radę wejść po schodach, dotąd nie próbowałam.To nie jest pytanie, nie chcę pomocy ani pozwolenia. Przed wypadkiem też byłam zbuntowanym bachorem. Prawa ręka przypomina drewniany wieszak, z trudem układam ją na poduszce. Lekarstwa są niezbędne, żeby kontrolować skurcze mięśni. Nie mogę ukryć się przed bólem, nie ronię łez, bo i brak już miejsca. Radość i śmiech nie licują z powagą życia w szpitalu. Szczerze mówiąc, gubię się w tym wszystkim. Moje życie, tu i teraz, jest pełne historii, które już nie chcą być opowiedziane. Wiele mnie nauczyły. Nikt nie pyta, kim jestem. To na tyle, wystarczy słów, leczę myśli. Karoline, odrzuć te negatywne, pytaj albo szukaj w sobie mocy. Uwierz, że możesz. Wyzdrowiejesz, nie poddawaj się czarnym scenariuszom, nie pozwól odebrać sobie swojego świata, ciesz się towarzystwem aniołów.  Nie dam się, ale mam świadomość, że wiara to dopiero połowa drogi, najgorsze jeszcze przede mną. Moją duszę wypełnia smutek, ale postanawiam walczyć, nie zamienię swojego życia w koszmar.
Słyszę jękliwy dzwonek dochodzący z korytarza, podnoszę głowę.

  Bonjour.

  Entrez!

Otwierają się drzwi do pokoju, wjeżdża wózek ze śniadaniem. Podtacza go do łóżka speszona madame o wielkich piegach na zgrabnym nosku, w butach o gumowych podeszwach i oddechu pachnącym truskawkową gumą do żucia. Sądząc po kolorze identyfikatora z nazwiskiem, jest tu nowa. W niekonwencjonalny sposób każe mi usiąść, jej głos nie zdradza, żadnych emocji, sztuczny uśmiech ma przylepiony do twarzy. Dziewczyna szybko się uczy. Cholera, wkurza mnie! Wybieram milczenie. Tutaj nikt nie może być głodny. Mam to w głowie. Klimatyzacja chwilowo nie działa, siadam wyprostowana, jakby to było coś ważnego. Z wysiłku skronie zrasza pot, koszulę też mam przesiąkniętą, to wszystko jest niełatwe. Dobry Boże! - wzdycham raz po raz. Madame szykuje ospale dwa suche tosty francuskie z pomarańczową marmoladą, po minucie z namaszczeniem nalewa do filiżanki kawę, dodaje spienione mleko i śniadanie gotowe. Toleruję laktozę, więc dostaję jeszcze żółty ser. Delikatnie daje mi do zrozumienia, że jest dobry.

  Merci.

To jakieś niezmienne prawo tutejszej kuchni. Przynajmniej nie muszę się bać, że przytyję. Jem oparta o poduszki, trwam tak może kwadrans. Madame z ostentacyjną cierpliwością czeka, aż skończę, nie ma ochoty rozmawiać. Jest bardziej milcząca niż zwykle. Przyglądam się, gdy zabiera puste naczynia. Wychodząc macha ręką na pożegnanie i znów posyła blady uśmiech. To Francja. Kocham ten kraj.

Dzwoni Antonina, pojawi się za kwadrans.Tym razem może nie spóźni się, a zresztą cierpliwie poczekam. Mam chwilę czasu, odwracam się niezdarnie na bok, oczywiście boli. Patrzę w stronę okna, wyciągam szyję i zamieram. Jest! Tańczy na parapecie, kręcąc szarym łepkiem, grucha, przygląda pewnie chce pogadać. 

Hej, mała, mam na imię Ka­ro­li­ne! Nie odpowiada.

Obserwuję ptaki od dziecka, tak jakoś wyszło. W pobliżu Sekwany widziałam zimorodki, drozdy śpiewaki i mewy srebrzyste. Wśród ptaków na paryskim niebie najbardziej spektakularny jest chyba sokół pustułka, mający gniazda na wieżach katedry Notre Dame, na Wieży Eiffla i bazylice Sacre Coeur. Paryż upodobał sobie również krogulec, czyli jastrząb wróblarz. Od kilku lat w paryskich parkach spotyka się pary tego drapieżnika. Nie omija on również budowli Montmartre'u ani przeszklonych ścian Wielkiej Biblioteki. Na szczycie Wieży Eiffla mieszka też sokół wędrowny – wbrew nazwie ten ptak w Europie prowadzi osiadły tryb życia. Najbardziej pospolitymi ciągle są gołębie, pasą się dosłownie gdziekolwiek spojrzeć. Nie wiem, czy to jest ozdoba, czy zmora miasta. Na dziedzińcu Luwru zauważyłam ich nieco mniej, kilka lat temu magistrat rozpoczął walkę z nimi, zakazując dokarmiania. Uważaj na siebie, jesteś tu najbardziej atrakcyjnym towarzystwem. No leć, rozprostuj skrzydła.
Niemalże w tej samej chwili Antonina podchodzi, by mnie uściskać. Ma na sobie prostą bluzkę, włosy ściągnięte na karku w paradny kucyk, makijaż nie maskuje sińców pod oczami. Pachnie pudrem i roztacza woń dobrych perfum, ściągnięte brwi, poważny wzrok. Wyraźnie jest czymś zdenerwowana, zdradza to ton jej głosu. Nie lubi, gdy ją wy­py­tu­ję, daję spo­kój.


  Był  znowu twój niezwykły gość? pyta.

  Przylatuje codziennie. To rasowa gołębica.

  Jasne!

  Nie kpij! Uwierz, samiec stroszy pióra inaczej, jest większy i ładniej ubarwiony.

Tracę pewność siebie, czuję, że nie traktuje mnie serio. Z trudem siadam na łóżku, nieporadnie obciągając brzeg szlafroka i przyglądam się. Antonina zajmuje krzesło naprzeciwko, nerwowo przeszukuje przepastną torbę. Milczy. Nie pytam dlaczego, to nieodpowiedni moment.

  Wszystko w porządku. Oto czek i książka, o którą prosiłaś. Unosi obie rzeczy jak trofea.

  Podziękuj Markowi, zresztą zrobię to sama. Dzięki, że znalazłaś dla mnie czas.

Widzę, że jej umysł pracuje na najwyższych obrotach.

  Mam wolną godzinę. Mogę cię o coś spytać?

Wal!

Chciałabym się dowiedzieć, gdzie w tej chwili jest Victor? Przygotuj się, że utracisz świat, który stworzyłaś.

Kamienieję.

Co masz na myśli?

Victora.

Rozumiem. Chyba jest w Nowym Jorku, już za nim nie nadążam. Chyba nie miał nic lepszego do roboty, zresztą dowiem się wszystkiego po jego powrocie.

Mówię to ze ściśniętym gardłem, zamykam oczy, kryję twarz w dłoniach. Mam wrażenie, że ciężkie, stojące powietrze opada na moje ciało i opatula jak gruby koc. Chyba wyczuwa, że kłamię, zmienia się kompletnie na twarzy.

  Poznałam samochód Victora. Ciekawa byłam, dokąd się wybiera, pojechałam za nim dowiedzieć się, co w trawie piszczy. Patrzę, a on nie jedzie do pracy, tylko zatrzymuje się przed tym nowym jasnoróżowym biurowcem, przypominającym do złudzenia Pepto - Bismolu. Sprawdzam, co tam się mieści. Same kancelarie adwokackie...? Oczywiście to nic nie znaczy, poza tym, że jest w Paryżu, nigdzie nie wyjechał. Karoline, powiedz, lubisz go?

Lubię? Dobrze wiesz, że zakochałam się w nim natychmiast i bezwarunkowo. Spędziliśmy ze sobą prawie dwa lata. Byliśmy tak bardzo razem. Przejął się moim wypadkiem, ale przed wyjazdem nawet się nie pożegnał, może przestraszył się zmian, jakie zaszły po moim wypadku. Mam takie chwile, że chcę do niego zadzwonić, ale po namyśle tego nie robię. To nie ja odbieram pocztę. Gdybym dostała list, to bym zapamiętała. Tak liczyłam na jego pomoc i wsparcie.

Przykro ci?

Mam to gdzieś! Mężczyźni są inni. Włażą na strych lub do garażu i udają, że to ich jaskinia, musimy to zrozumieć.

Antonina pociera wierzchem dłoni włosy. Wydaje mi się zmieszana moją szczerością, łagodność znika z jej twarzy. Czuję, że poczerwieniałam. Ostatnio między mną i Victorem sporo się zmieniło na gorsze. Nie mam oporów, żeby mówić o swoich porażkach.

  Tylko tak gadam, to boli, jeszcze z niejednym zmierzę się w życiu. Chyba na dzisiaj mam dosyć dodaję zniechęcona.

Zza okna słońce spogląda z ukosa, z lekka mnie oślepiając. Przysłaniam lewą ręką oczy, prawa ciągle przypomina przetrącony kij wbity w białą pościel. Odkąd skończyłam osiemnaście lat w moim życiu zawsze był jakiś mężczyzna. Z Victorem czułam się naprawdę zakotwiczona i chciałam, żeby ten stan trwał. Dawał mi uczucie bezpieczeństwa i to się liczyło. Dziś miłość brzmi w moich ustach banalnie. Słowo, piękne i prawdziwe, używane tak często, ostatnio staje się powierzchowne, traci treść, to prawie jak sen o przeszłości. U Victora widzę strach przed cierpieniem, zagubił się, opada z sił, chociaż robił wrażenie mocniejszego. Poraził go ogrom nieszczęść, które na nas niechcący sprowadziłam.
Nie ma reguł gry, żadna miłość nie jest łatwa, trzeba się natrudzić. To najprawdziwsza prawda. Chcę tak myśleć i nic na to nie poradzę. Patrzę w jeden punkt na ścianie, rozmowa z Antoniną daje do myślenia, wywołuje burzę emocji. Chyba zadaję sobie niewłaściwe pytanie. Powinno ono brzmieć  Czy jestem pogodzona ze sobą? Jednak nie. Wiedzieć, że jestem zdolna do miłości, to wystarczająco dużo. Nie będę trzymać się na dystans, obserwować z daleka rozwój wypadków. Nie będę czekać, zrobię jakiś krok. Spróbuję walczyć, chyba że życie postawi mnie przed koniecznością wyboru. Nie widzę żadnego powodu, dla którego nie mielibyśmy spróbować od nowa.

Antonina, patrząc na moją minę, przystawia mi palec do ust.

Karoline, wiem, co mi chcesz powiedzieć.

Tym przenikliwym spojrzeniem i urodą przypomina do złudzenia dziewczynę z baru z obrazu Edouarda Moneta. Delikatność nie wyklucza siły. Mądra, czuła umie słuchać podobnie jak mój Mark. Przez tydzień nie odchodził od mojego łóżka. To on zadawał mi pytania, gdy wychodziłam ze śpiączki, trwał dzień i noc, tuż obok, na fotelu. Nie wiem jak to załatwił, we francuskich szpitalach to nie ma takiego zwyczaju. Dla personelu to kolejna osoba, na której pytania trzeba odpowiadać i którą trzeba się zajmować. Wprowadził się ze swoją walizeczką i pledem co za niezwykła umiejętność nawiązywania relacji. Pomimo wielu słabości, w godzinach próby jest nieoceniony. Powrócił do Florencji, ale wiem, że przyleci bez wezwania. Zabrał ze sobą Kubę, a kiedyś nie tak lubił kotów.

Antonino, pomódl się za mnie. Jutro mam operację ręki, jestem ogłupiała z radości. Dam radę, cuda się zdarzają, przecież ktoś, do cholery, musi namalować świat.

W duchu wydaje mi się to nierzeczywiste. Antonina jest pierwszą osobą, której to wyznaję. Przygląda się uważnie, sceptycznie kręci głową, po minucie odwraca się, widocznie wyczytując coś z mojej twarzy. Mam prawie pewność, o czym pomyślała. Pędzel w mojej dłoni? To niemożliwe, nierealne! Antonina delikatnie ściska moją dłoń i dodaje:

  Wiesz, że nie chodzę do kościoła, wolę jogę. A poza tym w niebie zrobiliby ze mnie wspólniczkę, nie chcę ryzykować. Mówiąc, wydaje z siebie dziwne parsknięcie, jest zmieszana.

Przyłączam się, próbuję twarz pokryć uśmiechem, kolejne niechciane pytanie ginie pomiędzy materią. Nagle czyjś długi cień pada na pościel. W drzwiach pokoju widzę dziewczynę o szczerym wyrazie twarzy. Podchodzi z małą białą tacką w ręku. Dobrze ją znam, spoglądam w jej oczy z rezygnacją.

  Czy może pani nas zostawić same?

Antonina unosi dłoń, dając mi do zrozumienia, że wróci. Opadam na poduszkę, przymykam oczy.

  Karoline, proszę nie ruszaj się. Zrobię zastrzyk, to ból minie.

 Przez moje zastrzyki i leki ta klinika zbankrutuje, a ziemia pokryje się tonami szklanych, niezutylizowanych odpadów.

  Co powiedziałaś?

  Nic ważnego. Myślę o świecie, tym za oknem, znudzi się oczekiwaniem.

Uśmiecha się i ściska mi stopę przez prześcieradło. Po minucie mierzy tętno.

  No, dobrze - rzuca i zapisuje coś w karcie.

Ann, bo tak ma na imię, jest kimś dla mnie ważnym. Prowadzi zwykłe, ostrożne życie, nie nosi w sobie gniewu. Nic po niej nie widać, a przecież dźwiga na barkach masę smutku, wyznała to w podsłuchiwanej przeze mnie rozmowie z drugą pielęgniarką. Wcześniej tego nie zauważyłam, bo dużo się uśmiecha, widocznie dobrze zarządza swoimi emocjami. Jej mąż podobno był miłym człowiekiem, zdążył zrobić jej dziecko, zaraz potem zginął w katastrofie lotniczej nad Koreą. Przynajmniej zostawił po sobie ślad. Nikt nie ma władzy nad godziną śmierci. Nie wiem, jak Ann sobie z tym wszystkim radzi, jej córeczka ma niespełna cztery lata. Kiedyś mi ją przedstawiła. Śliczny dzieciak. Ann próbuje być dzielna - mówi małej to, co należy: - Twój ojciec jest jak statek, który znikł za horyzontem. To nie znaczy, że nie istnieje. Wczoraj, gdy zapytałam o córkę, natychmiast się rozjaśniła.


  Już idź, Ann. Dziękuję.

  Będę blisko. Dobranoc.

Zaprzyjaźniłam się z Ann, często o niej myślę. Kiedy wspominam jak inni kroczą chodnikiem, są wolni od grozy, dociera do mnie, że nie wiedziałam, jacy są. Tak wiele w życiu wydaje się domysłem? Robię się senna, to dobrze. Wiem wszystko o bezsenności. Za szpitalnym oknem lśni księżyc niczym znak na niebie.


****

Rano do pokoju wchodzi prowadzący mnie lekarz; pojawia się w każdy piątek. Wyrywa mnie ze snu, rozsuwając zamaszyście zasłonę wokół łóżka. Blade światło poranka zalewa pościel. Cieszę się, że go widzę, jest w porządku.

 Jak się masz?

 Znośnie odpowiadam, wzdychając.

Na dźwięk swojego głosu otrząsam się z resztek snu. Ma zmęczoną twarz, szczupły, zgarbiony, prawie się nie odzywa. Nie wpada mi do głowy, żeby zapytać, czemu tak wcześnie. Pochyla się nade mną, podnosi prześcieradło, bez pośpiechu ogląda skrupulatnie świeży, wielki siniak na mojej lewej ręce, dotyka. Jęczę, patrząc na niego wyczekująco.

Tak, to możliwe mruczy do siebie.

Zadaje dwa słuszne pytania. Na żadne nie znam odpowiedzi. Po nich przychodzą następne, względnie niegroźne, niepotrzebnie się bałam. Rozmowa się nie klei. Konsternacja. Może wie coś, czego ja nie wiem! Jak można utrzymywać moją przyszłość w tajemnicy? Dzwoni mi w uszach, przeszywa mnie strach, ale o nic więcej nie pytam. Zerka na zapisaną kartkę, którą właśnie wyjął z kieszeni wyprasowanego, bielutkiego uniformu. Tonie w myślach, najwyraźniej nie uznaje czczej gadaniny. Bada puls, zawsze to robi. Wychodzi z pokoju, daje do zrozumienia, że wróci. Trwa to wieki.Wraca ... Sącz, do cholery!

Unosi brwi. Spinam się w sobie, nadstawiam uszu, moja twarz płonie oczekiwaniem. Dłużej nie wytrzymam, chcę wiedzieć.

Posłuchaj, Karoline, dobra nowina oznajmia rzeczowo. Wkrótce wypisujemy cię, operacja powiodła się. Na zdjęciu rentgenowskim wszystko jest dobrze, nie ma żadnych zmian chorobowych. Jestem pod wrażeniem, ordynator także.


Uciekam wzrokiem zaskoczona, nie wiem, co powiedzieć. Otwieram usta i poruszam bezgłośnie wargami. Słowa zawisają między nami. Leżę długą bez ruchu, naprawdę długą chwilę, tylko łopocze mi serce. Tylko nie płacz, idiotko! Ocieram krople potu z czoła. Gdy wychodzi, biorę z szafki komórkę...

Mark? zaczynam i urywam.

Uhm odpowiada. 

Zrywa połączenie.

On wie, co czuję, poznał po tonie głosu. Uspakajam się, lecz mimo wszystko coś zostaje i nawet jeśli tylko smutek niosę go ze sobą sobą dalej 1, nie tracąc nadziei. Za oknem gęsta mgła otula Paryż, podnosi z ziemi nawet ranne ptaki.

 

 

 

 

 

---------------------------------------------------------------------------

 1 - wiersz "Świeca za szybą" - Miladora

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 16.08.2017 11:45 · Czytań: 437 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 15
Komentarze
al-szamanka dnia 17.08.2017 10:27 Ocena: Świetne!
Gdy pod ostatnim tekstem napisałaś: Nie powiedziałam ostatniego słowa, przywiązałam się do mojej Karoline... jakoś nie przyszło mi do głowy, co tak naprawdę chciałaś powiedzieć, zbyt sugerująca była końcówka.
Teraz wiem.
I cieszę się, że zwichnięte skrzydło co prawda mocno boli, ale jednak niczego nie przekreśla.
NICZEGO!
Ja też polubiłam Karoline.
Lubię jej myśli, spostrzeżenia i to, jak widzi świat.
Interesują mnie jej dalsze losy... a tu wszystko zależy od Ciebie :)
Oczywiście zachwycona też jestem narracją - uważam, że jesteś coraz lepsza.
W każdym bądź razie to, co piszesz trafia bezbłędnie w moje najbardziej wrażliwe struny i dostrajam się tak, że nie tyle czytam tekst, co w nim jestem.
Hmm, jeśli chodzi o Paryż, to spoglądasz na niego z takiej perspektywy, że czytając, prawie go lubię, a ja przecież nie znoszę tego miasta.
Cytat:
spe­szo­na (m)Ma­da­me o wiel­kich pie­gach na zgrab­nym nosku. Dziew­czy­na szyb­ko się uczy.

Jeżeli dziewczyna, to raczej mademoiselle ;)

Piękny tekst :)

Pozdrawiam ciepło :)
JOLA S. dnia 17.08.2017 10:53
Al, :) dzięki serdeczne za wspaniały komentarz.

To fabularna historia, więc zdaję sobie sprawę, że tekst może być albo zbyt otwarty albo zbyt zamknięty, zależnie od punktu widzenia.

Tłumaczenie autorskiego zamysłu chyba nie ma sensu i też po prostu nie mam teraz siły.
Dzięki za uwagę, niemniej we francuskich szpitalach nawet do salowej bez względu na stan cywilny czy wiek jest zwyczaj zwracania się per "Madame". :)

Ogromnie się cieszę, że polubiłaś świat Karoline. :)

Pozdrawiam :) :)
al-szamanka dnia 17.08.2017 18:40 Ocena: Świetne!
JOLA S. napisała:
we francuskich szpitalach nawet do salowej bez względu na stan cywilny czy wiek jest zwyczaj zwracania się per "Madame"

No popatrz, nie wiedziałam ale to tylko dowód na to, że nigdy nie potrzebowałam francuskiej pomocy szpitalnej ;)
Dobra Cobra dnia 20.08.2017 17:34
Dramat coraz więksiejszy, cholera jasna!


JOLU S,

Ze drżeniem czytałem kolejną odsłonę, w której aż kipi od dramatycznych rozstrzygnięć! Oto majtanie się losu, oto tajemnicza, acz niebezpieczna choroba. Więc jest dygot i telepanie serca.

Najważniejsze, że na koniec było do kogo zadzwonić!

Co będzie dalej, co będzie????


Pozdrawiam,

DoCo
JOLA S. dnia 20.08.2017 17:49
Dobra Cobra napisał:
Więc jest dygot i telepanie serca.


DoCo, spoko!

Mówisz, że w dramatach jestem dobra, nie gorsza niż ty w seksie, z podtekstem czy bez.
Nie umiem się odpiąć od Twoich opowieści. :)
Kiedy mnie zaskoczysz nową? Tamte już znam na pamięć, polecam tę inną od innych lekturę. Pouczająca. Dobry surrealizm nikomu nie zaszkodzi. :yes:



A wracając do mojego pisania. Karoline - TO TWARDA SZTUKA. ;)



Ukłaniam :)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 20.08.2017 23:14
Pokrzepiasz mą duszę pisząc, że Karoline to twarda sztuka. Wszak takich bohaterek nam brak. Miast tego dostajemy zgodne, spolegliwe jak lelija dziewczątka, które są na wyciągnięcie ręki. Easy come, easy go. A szkoda.

DoCo z ukłonem.
kamyczek dnia 26.08.2017 22:26
Cieszę się, że kontynuujesz opowieść, bo przyznam, że i ja polubiłam Karoline. Podoba mi się w jaki sposób rozbudowujesz rożne wątki (np. gołębica pojawiająca się na parapecie szpitalnego okna - opowiadasz, przy okazji o ptakach żyjących w Paryżu).
Ciekawi mnie, czy Karoline pamięta cokolwiek z wypadku: moment uderzenia, pierwsze chwile w szpitalu, kto był sprawcą wypadku? Czy policja francuska prowadzi w tej sprawie śledztwo? Ale to autorka decyduje, czy i kiedy nam, czytelnikom, to opowie, więc już gryzę się w język i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy opowiadania.

Acha, jeszcze drobiazg, a w zasadzie dwa, które wpadły mi w oko przy czytaniu – brak spacji po kropce,
o tutaj:
Cytat:
Od razu wpro­wa­dził się ze swoją wa­li­zecz­ką i ple­dem.To do­pie­ro jest


i w tym miejscu:
Cytat:
To nie zna­czy, że nie ist­nie­je".Wczo­raj, gdy o nią za­py­ta­łam


Całość na tak. Ciekawy, piękny tekst.

Pozdrawiam serdecznie.
JOLA S. dnia 26.08.2017 23:49
Kamyczku, moja wierna Czytelniczko,

dziękuję za bardzo miły komentarz. :)

Cieszę się, że historia Karoline do Ciebie przemawia.

Dziękuję również za uwagę, masz rację.

Śpij dobrze i do następnego :)

JOLA S.
Miladora dnia 31.10.2017 03:49
Makuszyński powiedział kiedyś, że stracony jest każdy dzień bez uśmiechu.
Bez korekty również (dnia, tekstu, siebie i wielu innych rzeczy). ;)
Więc zaczynajmy - przynajmniej połowę.

Cytat:
rzu­ca­ją dro­bin­ki świa­tła na blade po­licz­ki,

Usuń - nie widzi swoich policzków.
Cytat:
Już pięć ty­go­dni(,) jak leżę w po­ko­ju numer sto dwa­dzie­ścia pięć od­dzia­łu chi­rur­gii ura­zo­wej szpi­ta­la Salpêtrière. Jak na­ry­so­wać

- odkąd -
- daj inny numer pokoju, byle się nie rymował - ;)
Cytat:
Gdy się śmie­ję(,) to myślą, że ich nie ro­zu­miem.

Usuń.
Cytat:
Nikt nie pyta(,) kim je­stem.

Cytat:
wy­star­czy słów, leczę myśli. Ka­ro­li­ne, od­rzuć ne­ga­tyw­ne myśli,

Cytat:
Pod­ta­cza go do łóżka spe­szo­na Ma­da­me o wiel­kich pie­gach

Dlaczego "Madame", skoro to młoda dziewczyna? I dlaczego dużą literą?
Cytat:
spo­sób karze mi usiąść,

- każe - od kazać, a nie od kary.
Cytat:
szer­szy i szer­szy. Dziew­czy­na szyb­ko się uczy. Cho­le­ra, dzia­ła mi na nerwy!

Cytat:
Tutaj nikt nie może być głod­ny. (–) Mam to w gło­wie.

Bez (–).
Cytat:
- Dobry Boże! - (w)zdy­cham

Cytat:
Ma­da­me szy­ku­je dwa suche tosty

Cytat:
na­le­wa do fi­li­żan­ki kawy

- kawę -
Cytat:
– Merci!

Bez wykrzyknika.
Cytat:
Od­wra­cam się nie­zdar­nie na bok, musi boleć.

- oczywiście boli. -
Cytat:
Dzwo­ni An­to­ni­na, po­ja­wi się wkrót­ce.
Od­wra­cam się nie­zdar­nie na bok, musi boleć. Pa­trzę w stro­nę okna, wy­cią­gam szyję i cze­kam. Jest! Kręci sza­rym łep­kiem, gru­cha, pew­nie chce po­ga­dać.

To brzmi tak, jakby Antonina się zjawiła, kręcąc szarym łebkiem. ;)
- Na razie czekam na innego gościa, patrzę w okno, wyciągam szyję. Jest! -
Może w ten sposób?
Cytat:
– Hej(,) mała, mam na imię Ka­ro­li­ne!

Cytat:
Ob­ser­wu­ję ptaki od dziec­ka, tak to jakoś wy­szło.

Usuń.
Cytat:
na pa­ry­skim nie­bie, naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­ny jest

Bez przecinka.
Cytat:
w pa­ry­skich par­kach spo­ty­ka się parki tego dra­pież­ni­ka.

Cytat:
sokół wę­drow­ny - wbrew na­zwie

Myślnik, nie dywiz.
Cytat:
cią­gle są go­łę­bie, pasą się do­słow­nie wszę­dzie. Nie wiem(,) czy to jest ozdo­ba(,) czy zmora mia­sta.

- pasą się dosłownie gdziekolwiek spojrzeć - ?
Cytat:
ma­gi­strat roz­po­czął walkę z tymi pta­ka­mi, za­ka­zu­jąc do­kar­mia­nia.

- z nimi -
Cytat:
w pa­rad­ny kucyk(; ) ma­ki­jaż nie ma­sku­je siń­ców pod ocza­mi. Pach­nie pu­drem i per­fu­ma­mi, ścią­gnię­te brwi, po­waż­ne spoj­rze­nie. Wy­raź­nie jest czymś zde­ner­wo­wa­na, zdra­dza to lek­kie drże­nie jej głosu. Nie lubi(,) (gdy) ją wy­py­tu­ję,

- pudrem i nutą perfum - ?
- poważny wzrok -
Cytat:
– Był tu znowu ten twój nie­zwy­kły gość? - pyta za­ła­mu­ją­cym się gło­sem.

Usuń zaimki.
"Głos" jest powyżej. "Załamujący" jakoś tu nie pasuje. Wystarczy "pyta" albo "pyta na powitanie".
Cytat:
– Nie śmiej się! Sa­miec stro­szy

Śmiech nie pasuje do poprzedniego zdenerwowania. Może - Nie wydziwiaj. - ?
Cytat:
sie­bie, czuję, że nie trak­tu­je mnie serio. Pró­bu­ję z tru­dem usiąść na łóżku, nie­po­rad­nie ob­cią­gam brzeg szla­fro­ka i gapię się na nią. Siada na krze­śle i (przez) kilka se­kund prze­szu­ku­je prze­past­ną torbę.

Rymy i powtórzenie.
Cytat:
– Wszyst­ko w po­rząd­ku. Przy­nio­słam czek i książ­kę, o którą pro­si­łaś.
Po chwi­li unosi czek jak ja­kieś tro­feum.

Połącz te zdania.
– Wszyst­ko w po­rząd­ku. Przy­nio­słam czek i książ­kę, o którą pro­si­łaś. – Unosi obie rzeczy, jakby to były trofea.
Cytat:
– Po­dzię­kuj Mar­ko­wi, zresz­tą zro­bię to sama. Dzię­ki, że zna­la­złaś dla mnie czas - pi­snę­łam nie­swo­im gło­sem.

Nie skacz po czasach i nie piszcz. ;)
Wystarczy - mówię niewyraźnie.
Nieswoim - kiedy ktoś się czuje nieswojo.
Nie swoim - kiedy innym, cudzym, nie własnym.
Cytat:
Po­wie­dzia­łam to ze ści­śnię­tym gar­dłem. Mam wra­że­nie,

Nie skacz po czasach - mówię to ze ściśniętym gardłem.
Cytat:
że cięż­kie, sto­ją­ce po­wie­trze opada na moje ciało i opa­tu­la jak cięż­ki koc.

Cytat:
– Po­zna­łam( )sa­mo­chód Vic­to­ra.

Cytat:
Cie­ka­wa byłam(,) dokąd się wy­bie­ra, po­je­cha­łam za nim, do­wie­dzieć

Bez podkreślonego przecinka.
Cytat:
przed tym nowym, ja­sno­ró­żo­wym biu­row­cem

Bez przecinka.
Cytat:
do złu­dze­nia bu­tel­kę pep­to- bi­smo­lu.

- Pepto-Bismolu - to oryginalna nazwa, w Polsce jest Pepto Bismol.
Cytat:
Jakiś głos, scena czy przed­miot wy­do­by­wa­ją za­po­mnia­ne epi­zo­dy,

Usuń to rozwinięcie, nie pasuje tutaj.
Cytat:
Chyba na dzi­siaj mam dosyć - do­da­ję znie­chę­co­na.

Myślnik, nie dywiz.
Cytat:
Odkąd skoń­czy­łam osiem­na­ście lat(,) w moim życiu za­wsze był

Cytat:
za­stę­pu­jąc mi całą ro­dzi­nę.

Zbędne.
Cytat:
widzę strach przed cier­pie­niem, za­gu­bił się, opada z sił, (chociaż) wy­da­wał (się) sil­niej­szy.

- opadł -
Cytat:
To naj­praw­dziw­sza praw­da. Nie­praw­daż?(.)

Usuń przypadkową kropkę (.).
Cytat:
Chcę tak my­śleć i nic na to nie po­ra­dzę. Pa­trzę w jeden punkt na ścia­nie i snuję roz­my­śla­nia.

Cytat:
chyba, że życie po­sta­wi

Bez przecinka.
Cytat:
Nie widzę(,) żad­ne­go po­wo­du, dla któ­re­go nie mie­li­by­śmy spró­bo­wać od nowa.
An­to­ni­na(,) wi­dząc moją minę, przy­sta­wia mi palec do ust.

Bez przecinka (,).
- nie znam żadnego powodu, dla -

Druga połowa jutro.
Zasiedziałam się, ale lubię czytać po nocach, więc nie masz mnie na sumieniu. :)
A co do pochwał, to nadrobię, gdy skończysz wszystko poprawiać. Nie ma nic za darmo. :)
Buziak.
JOLA S. dnia 31.10.2017 09:57
Mileńko, jesteś niesamowita. :) Jesteś muzyką, moją inspiracją. :) :)
Fragmenty tekstu napisałam dziś od nowa - zerknij przy okazji. :) Minęło też trochę czasu... i odrobina zdrowego samokrytycyzmu ;)

Dobrego dnia, dzięki. :) Buziaki.
Kwestię "madam" wyjaśniłam Al, w odpowiedzi na komentarz.
Miladora dnia 31.10.2017 10:49
JOLA S. napisała:
Kwestię "madam" wyjaśniłam Al, w odpowiedzi na komentarz.

Przyszło mi na myśl, że to zwyczajowy zwrot, ale ponieważ nie czytam komentarzy, by się niczym nie sugerować, zapytałam Ciebie. :)
Zatem w porządku.

Cytat:
- jak­kol­wiek za­brzmi to pa­ra­dok­sal­nie - nie je­stem osobą,

Nie zapominaj o myślnikach.
Cytat:
Szcze­rze mó­wiąc(,) gubię się w tym wszyst­kim. Moje życie, tu i teraz, jest pełne hi­sto­rii, które już nie chcą być opo­wie­dzia­ne. Wiele mnie na­uczy­ły. Nikt nie pyta(,) kim je­stem. To wszyst­ko,

Cytat:
potem, to nie łatwe. - Dobry Boże! - wzdy­cham.

- niełatwe -
Cytat:
jej uśmiech robi się coraz szer­szy. Dziew­czy­na szyb­ko się uczy. Cho­le­ra, dzia­ła mi na nerwy!

Nadal jest rym.
Cytat:
Tutaj nikt nie może być głod­ny. – Mam to w gło­wie.

Usuń myślnik.
Cytat:
– Hej(,) mała, mam na imię Ka­ro­li­ne!

Cytat:
Nie wiem(,) czy to jest ozdo­ba(,) czy zmora mia­sta.

Cytat:
Nie lubi(,) (gdy) ją wy­py­tu­ję, daję spo­kój.

Zastosuj ten zapis.
Cytat:
Za­mil­kła na chwi­lę. Nie pytam dla­cze­go,

Zmień na czas teraźniejszy.
Cytat:
o którą pro­si­łaś. (–) Unosi obie rze­czy jak tro­fea.

Dodaj myślnik.

Dopisane fragmenty są dobre, ale, jak widzę, nie zdążyłaś jeszcze wszystkiego poprawić. :)
Przejrzyj tekst ponownie, ja się zabiorę za resztę jeszcze dzisiaj.
Buźka od buldoga. :)
JOLA S. dnia 01.11.2017 10:45
Milu, przejrzałam, teraz jest OK. :) Dopisałam fragment.
Buziaki :)
Miladora dnia 01.11.2017 22:47
JOLA S. napisała:
teraz jest OK.

To jakim cudem nadal są te same błędy? :|

Cytat:
nie śnię.( )Słowa wdzie­ra­ją

Podwójna spacja.
Cytat:
Szcze­rze mó­wiąc(,) gubię się w tym wszyst­kim.

Cytat:
Nikt nie pyta(,) kim je­stem.

Cytat:
jej głos nie zdra­dzą żad­nych emo­cji(,) sztucz­ny uśmiech

- zdradza - dodaj przecinek (,).
Cytat:
nie może być głod­ny. (–) Mam to w gło­wie.

Usuń myślnik.
Cytat:
(-) Dobry Boże! – wzdy­cham

Zmień (-) na myślnik.
Cytat:
Przy­glą­dam się(,) jak za­bie­ra

- gdy - i dodaj przecinek (,).
Cytat:
się - pew­nie chce po­ga­dać.

Zmień na myślnik.
Cytat:
Z tru­dem sia­dam na łóżku, nie­po­rad­nie ob­cią­ga­jąc brzeg szla­fro­ka i przy­glą­dam się. An­to­ni­na siada na­prze­ciw­ko

Powtórzenie.
Cytat:
Ska­mie­nia­łam.
– Co masz na myśli(,) mó­wiąc "świat"?
– To wszyst­ko, co , jak są­dzisz masz.

- Kamienieję - tu ma być czas teraźniejszy.
Rym, powtórzenie i spacja przed przecinkiem.
Wystarczy:
- Co masz na myśli?
- Viktora.
Cytat:
Po­wie­dzia­łam to ze ści­śnię­tym gar­dłem,

- Mówię to ze ściśniętym gardłem.
Cytat:
Chyba zo­rien­to­wa­ła się, że kła­mię, zmie­nia się kom­plet­nie na twa­rzy.

- Chyba wyczuwa, że kłamię, zmienia się - tu ma być czas teraźniejszy.
Cytat:
Cie­ka­wa byłam(,) dokąd się wy­bie­ra,

Cytat:
bu­tel­kę Pep­to- Bi­smo­lu.

- Pepto-Bismolu -
Cytat:
Same kan­ce­la­rie ad­wo­kac­kie, facet...?

Usuń.
Cytat:
Spę­dzi­li­śmy z sobą pra­wie dwa lata.

- ze sobą -
Cytat:
Odkąd skoń­czy­łam osiem­na­ście lat(,) w moim życiu za­wsze był jakiś męż­czy­zna. Z Vic­to­rem czu­łam się na­praw­dę za­ko­twi­czo­na w życiu

Usuń.
Cytat:
Vic­tor dawał mi uczu­cie bez­pie­czeń­stwa

Usuń - Viktora masz powyżej.
Cytat:
za­gu­bił się, opada z sił(,) cho­ciaż wy­da­wał sil­niej­szy.

- zagubił się, opadł z sił, chociaż robił wrażenie mocniejszego.
Cytat:
To naj­praw­dziw­sza praw­da. Nie­praw­daż?

Zmień "nieprawdaż" albo usuń.
Cytat:
An­to­ni­ną daje do my­śle­nia, wy­wo­ła­ła burzę emo­cji.

- wywołuje -
Cytat:
Po­win­no ono brzmieć – Czy je­stem po­go­dzo­na z sobą? Jed­nak nie. Wie­dzieć, że je­stem zdol­na do mi­ło­ści(,) to wy­star­cza­ją­co dużo.

- Powinno ono brzmieć: Czy jestem pogodzona ze sobą?
Cytat:
ob­ser­wo­wać z dali roz­wój wy­pad­ków

- z dala/z daleka -
Cytat:
chyba, że życie po­sta­wi mnie

Bez przecinka.
Cytat:
Nie widzę, żad­ne­go po­wo­du

Bez przecinka.

To pierwsza połowa, teraz zaczynamy drugą. :)

Cytat:
An­to­ni­na(,) pa­trząc na moją minę, przy­sta­wia mi palec do ust.

Cytat:
umie słu­chać(,) po­dob­nie jak mój Mark.

Usuń.
Cytat:
Ty­dzień nie od­cho­dził od mo­je­go łóżka. To on zda­wał mi py­ta­nia, gdy wy­cho­dzi­łam ze śpiącz­ki, trwał dzień i noc, tu obok, na fo­te­lu ni­czym skała. Nie wiem(,) jak to sobie za­ła­twił, we fran­cu­skich szpi­ta­lach to nie jest do po­my­śle­nia. Dla per­so­ne­lu to ko­lej­na osoba, na któ­rej py­ta­nia trze­ba od­po­wia­dać

- Przez tydzień -
- zadawał -
- tuż obok -
Usuń "niczym skała" - rymuje się "szpitalach".
Usuń "sobie".
- we francuskich szpitalach nie ma takiego zwyczaju - wtedy nie masz kolejnego "to".
- Dla personelu był kolejną osobą, która wymagała odpowiedzi.
Cytat:
i ple­dem - co za nie­zwy­kła

Ma być myślnik.
Cytat:
po­módl się za mnie. Jutro czeka mnie ope­ra­cja ręki,

- jutro mam operację ręki -
Cytat:
prze­cież ktoś(,) do cho­le­ry(,) musi na­ma­lo­wać ten świat.

Usuń.
Cytat:
po mi­nu­cie od­wra­ca się, wi­docz­nie coś wy­czy­ta­ła z mojej twa­rzy.

- widocznie wyczytując coś -
Cytat:
Mam pra­wie pew­ność, o czym po­my­śla­ła. Pę­dzel w mojej dłoni? To nie­moż­li­we, nie­re­al­ne! W gło­wie wi­ru­je od na­tręt­nych myśli.

Usuń kursywę.
- Mam prawie pewność, o co chodzi. -
Cytat:
nie chcę ry­zy­ko­wać. (–) Mó­wiąc, wy­da­je z sie­bie dziw­ne

Połącz myślnikiem (–).
Cytat:
nie nosi w sobie gnie­wu. Nic po niej nie widać, a prze­cież nosi na bar­kach masę smut­ku,

- dźwiga na barkach -
Cytat:
Nie wiem(,) jak Ann sobie z tym

Cytat:
mówi małej, to, co na­le­ży.- Twój oj­ciec jest jak sta­tek, który znikł za ho­ry­zon­tem. To nie zna­czy, że nie ist­nie­je. Wczo­raj, gdy o małą za­py­ta­łam roz­ja­śnia­ła jak słoń­ce.

Popraw na:
- mówi małej to, co należy: Twój ojciec jest jak statek, który zniknął za horyzontem. To nie znaczy, że nie istnieje. Wczoraj, gdy zapytałam o córkę, natychmiast się rozjaśniła.
Cytat:
– Będę bli­sko, jakby coś, to wiesz, co robić.

- jakby co, to daj znać. -
Cytat:
Kiedy wspo­mi­nam jak inni kro­czy­li chod­ni­kiem, byli wolni od grozy, do­cie­ra do mnie, że nie wie­dzia­łam, jacy są. Tak wiele w życiu wy­da­je się do­my­słem?

Bez kursywy.
Nie skacz po czasach.
- Kiedy wspominam, jak inni ludzie kroczą chodnikami, wolni od grozy, dociera do mnie, że nie wiem, jacy są. Tak wiele w życiu jest do­my­słem. -
Cytat:
wcho­dzi pro­wa­dzą­cy mnie le­karz(; ) po­ja­wia się w każdy pią­tek.

Średnik (; ).
Cytat:
wokół łóżka. Blade świa­tło po­ran­ka roz­le­wa się po łóżku. Cie­szę się,

- Blade światło poranka zalewa pościel. Cieszę się, -
Cytat:
– Zno­śnie - od­po­wia­dam,

Zmień dywiz.
Cytat:
Po­chy­la się nade mną, uchy­la prze­ście­ra­dło,

- podnosi prześcieradło -
Cytat:
do­ty­ka. Jęk­nę­łam, pa­trzę na niego wy­cze­ku­ją­co.

Nie skacz po czasach.
- jęczę, patrząc na niego wyczekująco. -
Cytat:
Może wie coś, czego ja nie wiem! Jak można utrzy­my­wać moją przy­szłość w ta­jem­ni­cy? Dzwo­ni mi w uszach. Dźgnął mnie strach, ale o nic wię­cej nie pytam.

Bez kursywy.
Nie skacz po czasach i kontroluj zaimki.
- Dzwoni mi w uszach, przeszywa strach, ale o nic nie pytam. -
Cytat:
Trwa to wieki. Wraca( )...

Bez kursywy, bez spacji ().
Cytat:
Dłu­żej nie wy­trzy­mam, chcę wie­dzieć.

Bez kursywy.
Cytat:
– Po­słu­chaj, Ka­ro­li­ne, dobra no­wi­na (-) oznaj­mia chłod­no. (-) Wkrót­ce wy­pi­su­je­my cię, ope­ra­cja po­wio­dła się. Na zdję­ciu rent­ge­now­skim wszyst­ko jest do­brze, nie ma żad­nych zmian cho­ro­bo­wych. Je­stem pod wra­że­niem, or­dy­na­tor także. Słowo.

Zmień (-) na myślniki.
- rzeczowo - chłodno tu nie pasuje.
- Wkrótce cię wypisujemy. Operacja się powiodła. -
Usuń "Słowo".
Cytat:
Słowa za­wi­sły mię­dzy nami. Leżę [url]długą bez ruchu, na­praw­dę długą chwi­lę[/url], tylko ło­po­cze mi serce. Tylko nie płacz, idiot­ko!

Nie skacz po czasach - zawisają.
- Leżę długą chwilę w bezruchu, naprawdę długą, łomoce mi serce. -
Cytat:
Tylko nie płacz, idiot­ko! (-) Ocie­ram kro­ple potu

Usuń (-).
Cytat:
Wy­cho­dzi. Biorę z szaf­ki te­le­fon ko­mór­ko­wy...

- Gdy wychodzi, biorę z szafki komórkę... -
Cytat:
– Mark? - cedzę i ury­wam.

Zmień dywiz na myślnik.
"Cedzę" to nieodpowiednie słowo:
– Mark? – zaczynam...
Cytat:
– Uhm - od­po­wia­da.

Zmień dywiz na myślnik.
Cytat:
On wie­dział, co czuję, po­znał po tonie głosu.

Bez kursywy.
- On wie, co czuję, poznał po -
Cytat:
Uspa­ka­jam się, prze­wra­cam się na bok.

- przewracam na drugi bok. -
Cytat:
Za oknem po­ran­na mgła otula Paryż, pod­no­si z ziemi nawet ranne ptaki.

Bez kursywy, bez pogrubionego (poranna/ranne).

Usuwam Ci kursywę, ponieważ to narracja pierwszoosobowa, a nie myśli. Nie nadużywaj jej. :)
I błagam - poprawiaj ze ściągą w ręce, bo do końca życia się nie wyrobimy. ;)
Buziaki. :)
JOLA S. dnia 01.11.2017 23:02
Mileńko,
wydrukowałam Twoje uwagi / ściągę/.
Błagam, leć dalej, a ja jeszcze dziś w nocy poprawię. :)
Buziaki :)
Miladora dnia 01.11.2017 23:09
JOLA S. napisała:
a ja jeszcze dziś w nocy poprawię.

I jak Cię nie kochać, Mrówko. :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
hopeless
18/11/2017 22:29
Miladora - - dzięki:) »
hopeless
18/11/2017 22:25
Miladora - i tak zrobię:) »
Miladora
18/11/2017 22:14
Niewiele. ;) Za to wiersz jest całkiem, całkiem. :)»
ajw
18/11/2017 22:08
Dziękuję, Mileno :) »
ajw
18/11/2017 22:08
Bardzo lubię Twoją narrację, która jest zawsze jakimś… »
Dobra Cobra
18/11/2017 22:06
Alesz jak najbardziej rozumiem taki stan w pisarnictwie!… »
Milena1
18/11/2017 22:04
Jest klimat, obrazowanie. Pozdr :) »
Miladora
18/11/2017 22:03
I daj Ci, Boże, zdrowie. :) Dorzuć do kompletu. »
Dobra Cobra
18/11/2017 22:02
Jeśli będą następne - to piękna sprawa! DoCo »
Miladora
18/11/2017 22:00
Ja już w to uwierzyłam. ;) Może tak? Lubię rozbijać… »
Lilah
18/11/2017 21:57
Dzięki, ajw. Altanka jest super. Miło Cię gościć. :) »
hopeless
18/11/2017 21:55
Miladora - myślę, że w tym tempie zapełnię koszyczek dużo… »
hopeless
18/11/2017 21:51
Miladora - jeszcze trochę i uwierzę, że robię postępy:)))… »
Miladora
18/11/2017 21:51
To prawda, Ajw. :) Można się w biegu poślizgnąć na… »
Miladora
18/11/2017 21:44
Nieźle i niewiele, Hope. :) - nigdy nie zasypia -… »
ShoutBox
  • Alen Dagam
  • 18/11/2017 22:17
  • @mike17 - jutro już będziemy ciszej w SB, sorki za wcinanie się ciągle :/
  • Alen Dagam
  • 18/11/2017 22:15
  • Jeszcze niecałe 2 godziny do zamknięcia ankiety. 1. Nazwa: [link] 2. Kategorie: [link] . Głosujcie!
  • Alen Dagam
  • 18/11/2017 22:06
  • [link] Heh, ucięło cyferki w linku. Ten jest właściwy.
  • Jaga
  • 18/11/2017 21:59
  • Otwiera mi się "Mark Twain, czyli magiczny czar Tomka Sawyera :)"
  • Jaga
  • 18/11/2017 21:57
  • Alen, na pewno chodziło Ci o ten link?http://www.portal-pisarski.pl/forum/temat/342
  • mike17
  • 18/11/2017 21:56
  • GŁOSOWANIE w MUZO WENACH 5 wciąż trwa, zapraszam : A tu konkursowe info : [link]
  • mike17
  • 18/11/2017 21:54
  • No i pozostało nam już tylko 4 dni do zakończenia GŁOSOWANIA. MUZO WENY 5 potrzebują nowych głosów, nowej krwi, więc już dziś nie wahaj się, zagłosuj i wyraź swoją opinię o utworach.
  • Alen Dagam
  • 18/11/2017 21:03
  • Mamy 13 oddanych głosów w ankiecie z wyborem nazwy nowej strony. Czy będzie więcej? Pierwsze miejsce ma 5 głosów - zdecydowany faworyt. Czemu głosujemy? [link]
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:rkpru1282
Wspierają nas