ALFA NOVA - SEMPER
Dramat » Komedia » ALFA NOVA
A A A
Od autora: KOMEDIA SCENICZNA SF
Klasyfikacja wiekowa: +18

 









ALFA NOVA





























































SEMPER







OSOBY :





ADAM

HALL

ANNA

JULIA

STELLA

TERESA

MARCIN

JANE (blondynka)

(wszyscy około trzydziestki)





Poza tym:



CIĘŻARNA

KOBIETA

STRAŻNIK

STRAŻNICZKA





Dodatkowo:



GŁOS KOBIECY (OFF)

GŁOS HOLOGRAMU (Z TELEFONU)





A także: głosy i obrazy z ekranu komputera (rozmowa przez Skype'a, inne):



STELLA

HOLOGRAM











scena 1.







Jasno oświetlony pokój bez okien, żadnych ozdób. Kilka białych krzeseł, biały stół. Na jednej ścianie duży ekran TV z obrazem Układu Słonecznego i zaznaczoną trajektorią lotu w kierunku Ziemi. Na drugiej ścianie duże lustro.

HALL stoi przed lustrem i przygląda się uważnie, z niesmakiem, swojej twarzy w odbiciu. Dotyka policzka, nosa, przekrzywia głowę... Niewyspany ADAM siedzi krzywo na krześle i przygląda mu się ironicznie. Obaj są w samych bokserkach.





HALL

Jezu, jak ja wyglądam...

(odwraca się po chwili do Adama)

Ty, jak ja się nazywam?

ADAM

(kończy ziewać)

Hall. Co, kaca masz, czy za długo spałeś?

HALL

Hall... Kto to, kurwa, wymyślił? A ty?



Hall siada na krześle.



ADAM

Adam.



Hall wzrusza ramionami.



ADAM

Adam Stański.



Hall wstaje i podchodzi do lustra.



HALL

Co oni ze mnie zrobili?...

ADAM

Ciesz się, że nie masz brzucha. Mogłeś wyglądać jak ja.

HALL

No, na szpiega to ty nie wyglądasz...



Hall przygląda mu się ironicznie, Adam ciągnie się za fałd tłustej skóry na brzuchu i kiwa głową z dezaprobatą.



ADAM

Pewnie właśnie dlatego tak mnie zrobili...

HALL

I co, mamy w szóstkę załatwić siedem miliardów ludzi na Ziemi?

ADAM

W dwunastkę. Nie zapominaj o Pierwszej.

HALL

Pewnie miałem wyglądać jak Rambo. A ty jak John Wayne. Z tymi, no...

ADAM

Rewolwerami.



Adam głośno kończy ziewać, Hall wraca na krzesło, wzdycha.



HALL

A kto ty właściwie jesteś?

ADAM

Siódmy. Dowódca. Szpiegostwo, logistyka, finanse, Pi- er...

HALL

Aa... A ja jestem Dziewiąty. Biotechnologia, medycyna...



Wchodzi ANNA, też w samej bieliźnie, ziewa i ciężko opada na krzesło, spoglądając w lustro.



ANNA

Cześć, chłopaki.

(zamyka oczy i głośno ziewa)

Ale mi się źle spało...

ADAM

Pewnie za długo, co?

HALL

No, tylko pięćdziesiąt siedem lat...



Anna spogląda w lustro i dotyka swojej twarzy.



ANNA

Co oni ze mną zrobili... A miałam takie piękne, skośne oczy... I piękne uszy... Matko...

HALL

A, to ty pewnie jesteś Dziesiątka?

ANNA

Ania, jak już.

HALL

Ania, Ania... Ale coś ci tu chyba lekko poprawili?...



Hall pokazuje dłońmi przy piersi, jak gdyby trzymał dorodne jabłka.



ADAM

No, niczego...

ANNA

Faktycznie...



Anna spogląda z zadowoleniem na swój biust, potem uśmiecha się do nich trochę złośliwie.



ANNA

Widziałam na hologramach, że i wam trochę przybyło...

ADAM

Nie na hologramach, nie na hologramach, ale na zdjęciach.

HALL

Jak nam przybyło, to i wy jesteście pewnie... Hm... Głębsze? Uczuciowo?

ADAM

Trzeba by sprawdzić...

ANNA

Sprawdzać to sobie będziecie z miejscowymi, jak wylądujemy. Chociaż...

HALL

Do lądowania jeszcze prawie miesiąc. Pierwsza prześle nam z Ziemi ich kod genetyczny, zmienimy sobie DNA na ludzkie, to potrwa z tydzień... A potem wolne.

ADAM

Jakie wolne? Jakie wolne? Trzeba się dokładnie przygotować, zaplanować lądowanie...

ANNA

(wzrusza ramionami)

Pierwsza miała się tym zająć.

ADAM

Wszystkiego za nas nie zrobią.

HALL

No nie. Spać mi się chce...

(ziewa głośno i przeciąga się)







scena 2.







Ten sam pokój co w scenie 1, bez lustra. Na ekranie TV lecą wiadomości CNN.

Hall w spodenkach i T-shircie ogląda ze znudzeniem dziennik. JULIA, w białym szlafroku, siedzi i piłuje paznokcie. Anna, już ubrana, popija jakiś napój siedząc przy stole.





ANNA

Ścisz to.

HALL

Ropy im starczy na jakieś pięćdziesiąt lat, węgla na sto, energia Słońca w powijakach, tak samo atom...

JULIA

Ciekawa jestem ich kosmetyków. Jak się ogląda te ich reklamy...



Julia ziewa głośno i drapie się po głowie.



ANNA

Nie? Ale to może ten ich Photoshop?

JULIA

Ehe... Ale mimo wszystko...

ANNA

Diabli nadali, że też my tu nic nie mamy...

HALL

Dla mnie jesteście piękne i bez tego.



Wchodzi Adam, rozgląda się przez chwilę i siada na krześle.



JULIA

Ale dla nas to trochę za mało, wiesz?

ADAM

Czego wam za mało?

HALL

Kosmetyków.

ADAM

A, wy o tym. A ja się głupio czuję, jak oglądam w tej ich telewizji programy kulinarne.

ANNA

Nie wiadomo, o co chodzi, nie?

HALL

Filmy erotyczne można przetestować i tutaj, ale kuchnia?...

ADAM

Co oglądacie?

JULIA

A, takie tam...

HALL

Zastanawiam się, po co nam w ogóle oni? Przecież tu najdalej za sto lat skończą się wszystkie surowce. I co później? Rozrzutni są.

JULIA

I brudasy.

ANNA

U nas, na Alfie, chodziliby jak trybiki w zegarkach.

HALL

No... Ale jak sobie pomyślę o naszych... Dwadzieścia miliardów... To wcale mi ich nie jest żal. Ścisła kontrola urodzin, koncesja na dziecko, eutanazja, głód, brak wody, surowców... A ci sobie jeżdżą, kurwa, wielkimi samochodami na ropę... Ech...

JULIA

Produkcja spalin.

HALL

I to wszystko szlag trafi. Jak ich wszystkich wykończymy, to wszystko stanie. Fabryki, kopalnie, elektrownie, farmy hodowlane, pola kukurydzy... Wszystko.

ANNA

I kto to posprząta?

JULIA

I kiedy?

ADAM

Kompletnie bez sensu, wiem... No, ale rozkaz, to rozkaz. Może nasi już zaczęli wysyłać pierwszych kolonistów?... I ten kategoryczny zakaz łączności... Doskonale wiecie, jaka u nas jest sytuacja. Bez nowej Alfy... Lepiej nie myśleć.

HALL

Ba, wiadomo. Lecieliśmy tu przecież w ciemno. Tak się mówi? Tak.

JULIA

No... A tu się okazuje, że już latają w kosmos, byli na swoim księżycu, mają satelity...

(zaczyna ziewać)

ANNA

Dobrze, że są jeszcze na etapie fal radiowych, a nie świetlnych czy grawitacyjnych, bo by nas wykryli, jak nic.

ADAM

Za sto lat doszliby i do tego. A co oni tam pokazują?



Adam wskazuje głową ekran telewizora.



JULIA

E tam, jakieś trzęsienie ziemi, czy wojna...

ANNA

Może sami się wykończą.

HALL

E. Nie zdążą. Z trzy dni lądujemy.



Anna ziewa, Adam prostuje się nagle.



ADAM

Plany awaryjne przyswojone?

ANNA

Ehe...

ADAM

Jakieś pytania, sugestie?

HALL

Piwa bym się napił. Nie wiem, jak smakuje.







scena 3.







Na wprost kabina TIR a. Słychać PRACĘ silnika. Adam za kierownicą. Później, w trakcie jazdy ZMIENIA biegi, co także słychać. STELLA siedzi obok. Jadą przez pustynię.

Adam ubrany turystycznie, Stella w burce i chustce na głowie, właśnie zapina pas bezpieczeństwa, trzyma telefon w dłoni.





STELLA

No to w drogę.



Adam WRZUCA bieg i słychać, jak samochód RUSZA.



ADAM

Gładko poszło.

STELLA

(do telefonu)

Ruszamy. Olaf, ty jesteś na końcu, jak tam?... Dobrze... Okey. Jedziemy wszyscy. Dobra... Nie wyłączać łączności przypadkiem. Powodzenia. Bez odbioru.



Stella chowa telefon pod burkę, Adam ZMIENIA kolejny bieg.



STELLA

No...

ADAM

Masz tu wszystko zorganizowane, no, jestem pod wrażeniem. A ci... no, beduini?.. Pewni?

STELLA

Złoto robi swoje. Oni tu żyją z przemytu. Jak się dowiedzieli, że idzie kolejny transport broni, to nie było żadnych problemów. To znaczy, był jeden. Chcieli trochę karabinów i amunicję, ha, ha.

ADAM

Jaja...

STELLA

Trzeba im było wytłumaczyć, że zamówienie... rozumiesz. Dostali złoto, to sobie kupią coś tam... Za pierwszym razem było gorzej. Trzeba było wybrać lądowisko, opracować cały plan, poznać dokładnie tutejsze języki, obyczaje... Ja, jako dowódca, nie mogłam nic powiedzieć nawet, bo tu kobieta jest jak przedmiot... Trzeba było najpierw ich ugłaskać, potem sprzedać legendę, że rozbiły się nam dwa samoloty z trefnym towarem, że burza piaskowa, łapiesz?

ADAM

No...

STELLA

Potem załatwić transport... Skąd ty weźmiesz na Saharze pięć Tirów? Sama improwizacja.

ADAM

Nie na darmo wybrali najlepszych z najlepszych. Śmietanka Akademii.

STELLA

Pewnie.

ADAM

Słuchaj... A autodestrukcja pozostałości?

STELLA

No co ty, nie lądowałeś w trybie tajnym?

ADAM

Tylko na symulatorze. Wiesz, cięcie kosztów.

STELLA

No tak. Pierwsze weszły w atmosferę moduły silnika i korpus, w kawałkach. Lądowały jak meteory i wywołały burzę piaskową. Potem, na wspomaganiu, jak szybowce, nasze lądowniki.

ADAM

Tysiące automatów.

STELLA

Tiry zamówiliśmy na jutro, żeby tu nie sterczeli. A że lądowaliśmy dzisiaj, to Araby nie widzieli lądowania. Zresztą, była burza, nie?

ADAM

Tak jest.

STELLA

Zanim przyjechali, wszystkie ślady zniknęły. Załadunek i już. A po największych fragmentach za dwie godziny nie będzie śladu. Autodestrukcja.

ADAM

I piasek... Dobrze pomyślane... Stella, mam coś dla ciebie w prezencie. Sięgnij po ten pojemnik na tylnym siedzeniu.



Stella przechyla się, bierze pojemnik i kładzie go sobie na kolanach, potem go OTWIERA.



STELLA

O Jezu, ketramaja... i chootoo... I matomaa...

(przechyla się do Adama i całuje go w policzek)

Dzięki, Adam... Ale super. Nawet nie wiesz, jak się cieszę... No, i kuta-kuta...

(wbija zęby w smakołyk)

O, jakie to dobre...

(przymyka oczy z radości)

ADAM

A do picia masz tam azro-uro.

STELLA

Ehe...

(przełyka, OTWIERA butelkę i pije)

Ooo... Ale pycha...

ADAM

(śmieje się do niej)

Co, takie dobre?

STELLA

No, w końcu tyle lat nie miałam tego w ustach... O, kurwa...

ADAM

A kobiety mogą tu przeklinać?

STELLA

Tu? Nie wiem. Ale w Polsce klną jak szewcy. Ale, ale...



Wkłada butelkę do pojemnika. OTWIERA schowek w desce rozdzielczej i wyciąga z lodówki puszkę Tyskiego.



STELLA

Ja też dla ciebie coś mam. Piwo. Wiesz, co to jest?

ADAM

Gazowany napój alkoholowy, około pięć procent.

STELLA

No to sobie spróbuj. Odstaw później tutaj, do tego koszyczka.



Stella OTWIERA puszkę i podaje Adamowi. Ten bierze piwo i pije parę łyków.



ADAM

Dobre. Zimne.

(pije dalej)

Chyba to polubię, wiesz?

(odbija mu się)

O, przepraszam.

STELLA

Nie ma za co. Tutaj to jest nawet dobrze widziane. To znaczy tu, u Arabów.

ADAM

Aha. A w Polsce?

STELLA

Niekoniecznie.

(zajada się czymś z pojemnika)

Ale to dobre...

ADAM

Pierwszy nocleg na pustyni?

STELLA

Yhy... Wszystko załatwione. Ooo...

ADAM

Wystawiamy wartę?

STELLA

(kiwa głową i przełyka)

Zmiana co godzinę. Z naszą bronią.

ADAM

(popija piwo)

Przecież nie powinniśmy mieć.

STELLA

Ale mamy. I kombinezony bojowe. I nasze systemy bezpieczeństwa.

ADAM

Okey. Ty tu rządzisz.

STELLA

Kwestię dowodzenia naszą grupą omówimy na miejscu. Wszyscy. I po zapoznaniu się ze wszystkimi problemami i aspektami.

ADAM

Jakimi aspektami?

STELLA

Wszystkimi. Za dużo by teraz o tym gadać.

ADAM

Ty tu rządzisz. Nie mam parcia na władzę, lubię tylko wiedzieć, co jest grane. Aha, chciałem się jeszcze ciebie spytać... Masz może papierosy? Strasznie jestem ciekawy, jak to jest z tym paleniem.

STELLA

Jasne.



Wyciąga spod burki paczkę Marlboro i zapalniczkę.



STELLA

Ja akurat wolę e-papierosy, bo tak nie śmierdzą w domu, ale normalne też mam. Trzymaj. Albo nie. Sama ci zapalę.

(zapala papierosa i wkłada mu do ust)

O, masz.



Adam zaciąga się i kaszle. Stella się śmieje. Adam bierze papierosa w palce i przygląda mu się badawczo.



ADAM

Kurwa... Co to jest?

STELLA

Zawsze tak jest na początku. Albo to polubisz, albo nie. No, pal sobie powoli. I pociągnij piwko. To pasuje, jedno z drugim. Chociaż śmierdzi się potem na kilometr. Jutro pod wieczór będziemy w porcie. Załadunek na prom, śpimy w kajutach, jak ludzie... To znaczy... A potem Marsylia i autostradami do Łodzi.

ADAM

I płyniemy do?...

STELLA

Nigdzie nie płyniemy. Łódź to taka nazwa miasta.

ADAM

A. Też sobie, w mordę, znaleźli... A wszystkie dokumenty są w porządku?

STELLA

Chłopie. Ty nawet nie wiesz, jak czyste i mocne mamy papiery. Prawie jak poczta dyplomatyczna. Dobra legenda to podstawa, nie?



Adam pociąga sobie piwko i uśmiecha się do niej.



ADAM

Jasne, szefowo.







scena 4.







Na wprost kabina TIR a, tak, jak w scenie 3. Słychać PRACĘ silnika. Hall za kierownicą (ew. trakcie jazdy ZMIENIA biegi, co także słychać). TERESA siedzi obok niego. Jadą przez pustynię.

Hall ubrany turystycznie, TERESA w burce i chustce na głowie.





TERESA

(spogląda na Halla z zawodem i żalem)

Naprawdę nic nie przywieźliście?

HALL

Ani trochę.

TERESA

Szkoda. Zjadłabym coś naszego...

HALL

Sama wiesz, autodestrukcja. Lądował tylko sprzęt i my. No i złoto.

TERESA

Cholera. No trudno... A nikt z was, gamonie, nie pomyślał, żeby coś wziąć ze sobą do lądownika? Chootoo, na przykład... O Jezu, ale bym zjadła taki świeży chootoo... Z matomaa...

(wzdycha z rezygnacją w głosie)

No, mówi się trudno. Tu też jest dobre żarcie, nie powiem, nawet bardzo dobre, ale wiesz...

(cmoka, zawiedziona)

HALL

A ty masz coś? O, piwo. Masz może piwo?

TERESA

Coś ty, tutaj? Tu alkohol jest zakazany. Po co ryzykować?

HALL

Kurwa...



Teresa śmieje się do niego głośno.



TERESA

Nie bój nic, jeszcze się napijesz. I nie tylko.



Jadą chwilę w milczeniu.



TERESA

A jak tam u ciebie z kobietami, Hall?

HALL

(spogląda na nią uważnie znad kierownicy)

To znaczy?

TERESA

No, czy lubisz...

HALL

Głupie pytanie...

(śmieje się do niej i puszcza oko)

Pewnie. Teraz chyba nawet bardziej... A jak tu jest?



TERESA

No, wiesz... Po wylądowaniu postanowiliśmy, chociaż to niby było oficjalnie zabronione, e... no... spróbować tego "owocu zakazanego".

HALL

Że niby z dzikusami?

TERESA

(oburzona)

Jakimi dzikusami?

HALL

Nie no, tak tylko...

TERESA

To są bardzo fajni ludzie... E, to znaczy...

HALL

To znaczy co, masz jakiegoś faceta?



Chwilę nic nie mówią. Teresa wzrusza ramionami i lekko uśmiecha się do siebie, wpatrzona w drogę przed nimi.



TERESA

Wszyscy mamy... To znaczy, nasi mają miejscowe kobiety, a my facetów, rozumiesz.

HALL

O, to widzę, na bogato...

TERESA

A jak...



Uśmiecha się szeroko do niego. Chwilę jadą w milczeniu.



TERESA

Dobra. Żarcia nie przywieźliście, ani żadnych wiadomości od naszych rodzin... A, co tam. Trudno. Ale macie coś lepszego...

(uśmiecha się do niego szeroko, jak do starego kumpla)

Wiesz, co?

HALL

Co?

TERESA

Mamy zmienić nasze DNA na ludzkie, tak?

HALL

No.



Chwila ciszy.



HALL

Nie rozumiem.

TERESA

Och, ale z ciebie matoł. Co z tego, że możemy się pieprzyć z miejscowymi, jak nie możemy mieć dzieci? Hę?

HALL

Aaa...

TERESA

No właśnie. A wy przywieźliście sprzęt. Jak dotrzemy do bazy, to się zoperujemy i już. I...

(KRZYCZY głośno)

KURWA MAĆ!... Jak najszybciej zbrzuchacieję!...



Teresa chwilę milczy, uśmiechnięta od ucha do ucha, rozmarzona, wpatrzona gdzieś przed siebie.



TERESA

O Jezu, jak ja chcę mieć dziecko... Ty sobie nawet nie wyobrażasz, bo jesteś facet, jak ja chcę mieć wielki brzuch, a potem urodzić MOJE dziecko. Albo i dzieci... A, co mi tam... Na Alfie bym musiała przechodzić testy, egzaminy, mieć dobre układy i kasę

żeby dostać koncesję... Albo zejść do podziemia. A tu? Chcesz? Proszę bardzo. Ile Pani zamawia?...

(spogląda na Halla, uśmiechnięta)

My tu wszyscy mamy rodziny, rozumiesz, Hall? Tylko dzieci nam brakuje. Pojmujesz?

HALL

A wasi... A twój facet coś wie?

TERESA

Coś ty, głupi?

HALL

No to jak?...

TERESA

No, jakoś tam. Jesteśmy w końcu szpiegami, tak?

HALL

Ale jaja...



Dłuższa chwila milczenia.



HALL

Nie, to mnie zastrzeliłaś. Tak się mówi?



Teresa kiwa głową, uśmiechnięta. Chwilę milczą znowu.



TERESA

Zobacz, jak tu pięknie. Pustynia, góry, upał jak diabli, co prawda... I jak tu pusto... U nas nawet pustyń już nie ma.



Chwila ciszy.



HALL

Coś ci się, widzę, optyka zmieniła przez te trzy lata tutaj. Tam, na Alfie, dwadzieścia miliardów naszych czeka, aż im damy Ziemię Obiecaną. A ty chcesz mieć dziecko?... Po prostu, swoje dziecko?



Chwila ciszy.



TERESA

Mam jedno pytanie, Hall. Jedno. Jak dwanaście osób może zabić siedem miliardów ludzi?

HALL

Taa... Dla mnie to też bez sensu... Ale się wpierdoliłem w bagno...



Zalega ciężkie, długie milczenie.



TERESA

Hall?

HALL

No?

TERESA

Nie wiem, co będzie. Nas nie ma. Nie wrócimy na Alfę, no bo niby jak? Oleją nas.

HALL

Już dawno olali. Co, wrócimy po ponad stu latach? Jako kto? Pradziadkowie?... Kurwa. To będzie dla nas obca planeta...

TERESA

Byliśmy dobrzy, jak lecieliśmy tutaj. Ale nie wezmą nas z powrotem na Alfę. To, co ty mówisz i "cięcie kosztów". Ile kosztuje przetransportowanie litra wody na dystansie trzydziestu lat świetlnych? Pewnie jakieś dziesięć kilo złota. To ile by to było za nas wszystkich?

HALL

(ŚPIEWA)

One way ticket, one way ticket...

TERESA

Za parę dni nie będzie już podziałów, Pierwsza, Druga... Jesteśmy jedną drużyną...

HALL

A, to dlatego w każdym samochodzie jest ktoś ze starej ekipy i z nowej? Agitacja?

TERESA

Ale ty masz jeszcze naleciałości z tego naszego prania mózgu... Matko...

HALL

No... Jakbym przyleciał tu od tego, no, jak mu tam... Kima, nie?... A wiesz, wylatywaliśmy, to tutaj był tysiąc dziewięćset pięćdziesiąty szósty... A oni tam jeszcze teraz...

TERESA

Żadna agitacja, tylko wprowadzenie. Jedziemy wszyscy na tym samym wózku. I musimy was, nowych, szybko przestawić na właściwy sposób myślenia.

HALL

A nie boisz się, że jestem donosicielem? Że zaraz napiszę jakiś raport?

TERESA

Mam to w dupie. Głęboko.



Hall parska śmiechem. Uśmiechają się do siebie ze zrozumieniem, jak starzy kumple i śmieją się. Chwilę trwa milczenie.



HALL

Wiesz, dwa lata przygotowywałem się do tego lotu. Mordercze treningi, szkolenia... Nie było czasu na myślenie. Dopiero jak nas wybudzono, zacząłem się nad tym wszystkim zastanawiać. Że puścili nas zupełnie w ciemno, bez żadnego konkretnego planu działania... Nic. Macie zrobić wszystko, ale radźcie sobie sami. I ten brak łączności z Alfą... Tu się zmieniło, teraz jest dwa tysiące trzynasty, satelity, GPS... Na Alfie też musiało się wiele zmienić... Jaki był sens nas posyłać?... A my tu, kurwa, nic nie wiemy. Nic. Może ich tam już w ogóle nie ma? A my mamy wykonać rozkaz sprzed sześćdziesięciu lat...

TERESA

To są te nasze dylematy. I jeszcze te moralne.

HALL

Tak. Porwać sto osób do eksperymentów medycznych, a potem...

(milknie na chwilę)

Wiesz, Tereska, mam pewien pomysł. Myślałem już o tym wcześniej, na statku, żeby wilk był syty i owca cała. Tak to się mówi? I chyba mam coś takiego.

(puszcza do niej oko z uśmiechem)







scena 5.







Salon w domu Stelli. Sofa, fotele, stół, inne meble. Przez duże okna i otwarte drzwi tarasowe widać ogród. Kilka osób w ogrodzie, kwitną bzy, jest późne popołudnie.

Stella i Adam siedzą na sofie, palą e-papierosy, na stole stoją kieliszki z czerwonym winem.





ADAM

Trochę mnie zaskoczył Hall. Ale, przyznaję, ma łeb na karku. Albo inaczej: nie mieliśmy dobrego planu.

STELLA

Wcale go nie mieliśmy. Mogliśmy zacząć to robić już trzy lata temu.

ADAM

Dokładnie. A w tym planie jest wszystko.

STELLA

Miliony próbek DNA. I jeszcze będą nam za to płacić...



Adam sięga po kieliszek z winem, kręci głową i śmieje się.



ADAM

To jest najlepsze.

STELLA

No, wiesz, z tymi dotacjami nie możemy przesadzać. Ale...



Uśmiecha się i też sięga po kieliszek. Z tarasu wchodzi MARCIN.



MARCIN

Chodźcie już, mięso gotowe.



Stella i Adam wstają i idą z kieliszkami za nim, do ogrodu.







scena 6.







Salon w domu Stelli (jak w scenie 5), nieco później. Na stole zakąski, słodycze, owoce, kawa, alkohol...

Na sofie i w fotelach, na krzesłach, siedzą: Adam, Hall, Anna, Julia, PAWEŁ, Marcin, Teresa. Niektórzy trzymają kieliszki, szklanki, talerzyki... Adam pociąga e-papierosa. Stella stoi z kieliszkiem wina.





STELLA

No dobrze. To co, zaczynamy?



Powoli cichnie GWAR rozmów.



STELLA

Witam wszystkich na otwarciu naszego Funduszu Farmaceutycznego.



Ciche ŚMIECHY i OKLASKI.



STELLA

Hall, twój pomysł jest świetny. Nie mieliśmy dokładnego planu działania, ba, w ogóle go nie mieliśmy, teraz mamy. Brawo. Pod przykrywką działalności non-profit, szukając nowych lekarstw na choroby genetyczne, nowotworowe i co tam sobie jeszcze wymyślimy,... możemy zebrać próbki DNA od milionów ludzi. Genialne. Możemy szukać naszej super-toksyny. Potrzebujemy czegoś, co wyeliminuje wszystkich ludzi. I tylko ich. I co ulegnie autodestrukcji... W spadku po ludzkości dostaniemy całą infrastrukturę, samochody, fabryki, farmy, ropę... wszystko. Super.

ADAM

I jeszcze oni sami nam za to zapłacą.



WSZYSCY się ŚMIEJĄ.



STELLA

Jest wśród nas ośmiu biologów. Wy zajmiecie się swoją działką: zakładanie firm farmaceutycznych, badania, biotechnologia, laboratoria, wiadomo... Pozostała czwórka, to znaczy Barbara, Adam, Marcin i ja, stworzymy wam podstawy finansowania. Mamy tyle złota, że możemy rozkręcić tu niezły biznes. Do tego celu stworzymy nasz Holding, gdzie cały zysk, a i nie tylko, przeznaczony będzie dla Funduszu. Mamy tydzień, aby wszystko dobrze zaplanować. Proponuję, żeby połowa z nas przeniosła się do Londynu, tam już mamy naszą filię. Piotrek, Olaf, Barbara i Wiktoria już tam polecieli, ale tylko na dwa dni. W Londynie potrzebujemy czterech biologów i dwie osoby do biznesu. Taki sam zestaw tu, w Łodzi. No i musimy stworzyć sobie bardzo dobrą legendę...

TERESA

No dobrze, ale ja mam tutaj rodzinę, przyjaciół...

STELLA

Wiem. I jak chcesz, zostaniesz tutaj, jak dojdziemy do jakiegoś konsensusu. Nie ma problemu. Twój Tomek raczej nie będzie chciał się przenosić do Londynu. Okey.

TERESA

No właśnie. O to mi chodzi. Przecież ja mam dwójkę małych dzieci.

JULIA

Jakim cudem?

TERESA

A, to z pierwszego małżeństwa mojego męża.

JULIA

A, aha.

ANNA

Nas, nowych, przecież tu nic nie trzyma. Dla mnie nie ma różnicy, Londyn czy Łódź.

STELLA

Dogadamy się. Marcin, na przykład, chętnie poleci do Angoli, nie?

MARCIN

Pewnie. Znam tam jedna babkę. Była tu na stypendium.

STELLA

Wszystko sobie dobrze ułożymy. Ja też bym wolała zostać tutaj, Teresa. Mój Wojtek pracuje w dużym banku...

TERESA

No właśnie.

STELLA

Adam, jeśli się zgodzi, mógłby polecieć z Marcinem...

(spogląda pytająco na Adama, a ten kiwa głową z aprorobatą)

Dzięki, Adam. Tu wszystko jest do dogrania. Baza jest tutaj... Rozkręcaliśmy firmy komputerowe, innowacyjne, także biotechnologia, więc przestawienie się na genetykę i farmację nie stanowi żadnego problemu... Jesteśmy jedną drużyną. Dajmy sobie tydzień na sprawy organizacyjne. A potem Pierwsza przechodzi operację zmiany DNA. No, i rusza nasza operacja Alfa Nova...

(podnosi kieliszek z winem)

Za powodzenie naszej misji.







scena 7.







Laboratorium. Biurko, fotele, dwa białe taborety obrotowe przy dużym stole. Na nim pojemniki z probówkami, typowy sprzęt, odczynniki, szkło. Dwie wirówki, które obsługuje Teresa. Z pojemników jednego typu przekłada probówki z kolorowymi płynami do pojemników innego typu, które wkłada do wirówek, zamyka je w nich i WŁĄCZA WIROWANIE.

Teresa w białym fartuchu, w zaawansowanej ciąży. Słychać PUKANIE do drzwi i wchodzi Hall, całuje ją w policzek na przywitanie.





HALL

Cześć, Terenia. Co tam nowego? Jak zdrówko?

TERESA

A, cześć. Dobrze. Przyszły nowe próbki od Piotrka, z Chin. Będzie roboty na jakiś miesiąc.

HALL

A te od Pawła przyszły wreszcie?

TERESA

Te z Kenii? Jeszcze nie. Wiedziałbyś, gdybyś nie był taki latawiec.

HALL

E tam...

(przysiada na białym, obrotowym taborecie i kręci się lekko)

Słuchaj, Terenia, mam sprawę.



Teresa wkłada kolejny pojemnik do wirówki nie patrząc na niego.



TERESA

No?

HALL

Teresa, czy my mamy jakieś antybiotyki?

TERESA

A na co ci?

HALL

E, tego... Słuchaj... Wiesz, złapałem chyba coś... No wiesz...



Teresa odwraca się i spogląda na niego badawczo.



TERESA

To znaczy?

HALL

Cholera, no... Zaczęło mnie tam coś piec, rozumiesz?... No, złapałem jakiegoś syfa...



Teresa z wrażenia aż przysiada na taborecie obok i STAWIA na najbliższym stole pojemnik z probówkami.



TERESA

O, masz ci... A to dopiero...

(kręci głową i uśmiecha się uszczypliwie)

Łajdaczysz się na prawo i na lewo, zamiast normalnie, założyć rodzinę...

HALL

Wam coś, kurwa, odbiło wszystkim na tym cholernym zadupiu. Same ciężarówy... Sorki. Ale zamiast brać się do roboty...

TERESA

A po co?

HALL

No właśnie...



Zalega długie milczenie.



HALL

Przepraszam, Teresa.

TERESA

(macha ręką)

Wszyscy tu wariujemy... Idź do lekarza. Do jakiegoś specjalisty...

HALL

Byłem właśnie. No, ale... to była kobieta.

(wzrusza ramionami i uśmiecha się trochę niepewnie)

Ładna nawet. No i tego...

TERESA

(śmieje się do niego i kiwa głową)

No i?...

HALL

Nagadałem jej coś tam... A poza tym, pomyślałem, że jak zrobią jakąś analizę...

TERESA

Ty mi tu nie ściemniaj.

HALL

Nie masz pod ręką jakiegoś dobrego antybiotyku?

TERESA

Nie mam. Jak się jej wstydzisz, to idź do innego lekarza. Faceta. Ha, pomyślałby kto, taki kogut, pies na baby, a boi się jednej lekarki...

HALL

Bardzo ładna jest, cholera jedna, taka brunetka...

TERESA

Pacanie jeden, tyle bab już tu naobracałeś...

HALL

A pewnie. Takie sztuki tu chodzą, że grzech nie spróbować tego miodu.

TERESA

Ty, żebyś ty czasem nie złapał hifa. No, to by się dopiero narobiło...

HALL

A, to bym sobie zmienił geny i tyle.

TERESA

Ha, ha. Ale śmieszne... No i teraz masz za swoje. Ja mam jednego faceta, jest mój i tyle.

HALL

A. Ty, to co innego. Instynkt macierzyński. Wszystkie już jesteście brzuchate... A mnie dali takie geny,że tylko bym młócił.



Śmieją się oboje głośno, serdecznie, jak starzy kumple.



TERESA

O, znalazł się młynarz. Widzicie go. Uważaj, żebyś nie został z tym twoim cepem sam.



Przez chwilę milczą.



TERESA

No, ale ja ciebie rozumiem. We mnie też się coś zmieniło...

(milknie na chwilę)

Wiesz co? Niby powinnam się solidaryzować ze wszystkimi kobietami, ale... Tak sobie pomyślałam, że czemu nie?... Wiesz co? Ty załóż sobie harem.

(parska śmiechem)

HALL

A co ja, jakiś Arab jestem, czy co?

TERESA

No, zaraz jakiś Arab.

(znowu parska śmiechem)

Chociaż masz taką urodę, południową, przystojniaku... Nie możesz tu mieć czterech żon, wiadomo. Ale cztery kochanki? Co? I wszystkie z brzuchami, jak ja. No? Jak nie możesz inaczej?

HALL

Cztery?

TERESA

(nowe parsknięcie)

No, a ile chcesz?

HALL

(uśmiecha się i do niej i do siebie, wzrusza ramionami)

Phy... Bo ja wiem?...

TERESA

(uśmiecha się do niego i kiwa głową z niedowierzaniem)

Ty kogucie jeden. Jeszcze z jednego kłopotu nie wyszedł, a już się pakuje w następne... Najlepiej, zacznij od tej lekarki. Co za model... Jak ci się tak podoba?... I łaskawie weź pod uwagę, że niedługo rodzę. A potem Julia. I pójdziemy na macierzyński. Może przestaniesz się wreszcie obijać, bo ciebie tu zastać, to cud prawdziwy. Latasz za tymi babami, jak jakiś głupi, to teraz masz za swoje.

HALL

No, mam, mam...

(wzrusza ramionami)

Ale... taki harem?... No... Tereska! Jesteś wielka!



Hall wstaje nagle i całuje ją serdecznie. Teresa lekko go odpycha w udawanym gniewie, uśmiechając się do niego.



TERESA

A idź mi, cholera, jeszcze coś od ciebie złapię!



Hall powoli wychodzi z pomieszczenia, rozradowany.



HALL

Kocham cię, Tereska! A świat jest pię-ękny.

TERESA

(kiwa głową i uśmiecha się za nim)

Pacan.







Scena 8.







Krótki korytarz szpitalny (albo fragment). Oddział położniczy. Po obu stronach sale chorych, niektóre drzwi otwarte. W oddali widoczna lodówka, bliżej stoi wózek z talerzami. Niedaleko wózka drzwi do jednej z sal, na korytarzu jakaś CIĘŻARNA w szlafroku.

Położna DOROTA trzyma w ręce jakiś ręcznik i idzie w kierunku dużych, oszklonych drzwi, prowadzących na korytarz. Drzwi te OTWIERAJĄ się i wchodzi przez nie na korytarz Hall. Patrzą na siebie, zaskoczeni, Hall ZAMYKA drzwi.





HALL

O, Dorotka, cześć. Ale spotkanie...

DOROTA

Hall? Co ty tu robisz?

HALL

Właśnie przyszedłem odwiedzić moją przyjaciółkę. Wczoraj urodziła. Syna. Piotruś mu dała...

DOROTA

A coś ty taki uradowany? To twoje?

HALL

Nie, coś ty. Terenia to moja najlepsza kumpela.

DOROTA

Kumpela? Ty draniu... To pewnie jeszcze jeden babsztyl z tej twojej kolekcji, co?

HALL

Dorotko, kochanie, przecież mówię...

DOROTA

A mów sobie, ty... Parszywcu jeden...

HALL

Oj, przecież ci mówiłem, że nie...



Z oddali dochodzi jakiś kobiecy GŁOS.



GŁOS KOBIECY (OFF)

Co tam za hałasy? Dorota?



Z sali tuż obok OTWIERAJĄ się drzwi i wychodzi z niej Teresa, już po porodzie, ubrana w niebieski szlafrok.



HALL

O, Tereska. No, moja kochana...



Hall podchodzi do niej, obejmuje ją czule i całuje w policzek. Teresa ZAMYKA drzwi i uśmiecha się do niego.



HALL

Tak się cieszę... Jak się czujesz? I jak tam maluszek?

TERESA

Wszystko w porządku. Zdrowy.

HALL

No to wspa...

DOROTA

To twój facet?

TERESA

E... Hall? Nie...

DOROTA

No przecież widzę.

HALL

Dorotko droga. To moja koleżanka z pracy. Zaraz pewnie...

TERESA

Hall, jak możesz...

DOROTA

(ze łzami w oczach)

No właśnie. On tak kłamie...

HALL

No, ale ja przecież...



Hall cofa się trochę i UDERZA o stojący obok wózek z talerzami. Stojąca na korytarzu CIĘŻARNA zaczyna się im przyglądać z zaciekawieniem i rozbawieniem.



HALL

Cholera...



Podchodzi do niego wściekła Dorota.



DOROTA

Ty draniu jeden... Ja ci oczy wydrapię, zobaczysz...

HALL

Dorota, co ty. Opanuj się.

TERESA

Ale proszę go puścić. Ja tu czekam na męża. A Hall to tylko kolega z pracy, naprawdę. No, uspokój się dziewczyno. Gdzie jest ten mój Tomek!

HALL

Dorota, uspokój się, ludzie patrzą.

DOROTA

Ludzie, ludzie...

TERESA

Hall, ty idź lepiej do hallu, weź sobie kawę czy co i poczekaj na mojego męża. Ty kogucie jeden cholerny. I nie pokazuj mi się tu bez Tomka. Jasne? A my sobie wyjaśnimy z panią Dorotą to wszystko...



Hall powoli wycofuje się z oddziału...



HALL

Dorota, to naprawdę nie tak, jak myślisz. Przyjdę później do ciebie, porozmawiamy spokojnie...

TERESA

Dobra, Hall, idź już... Idź...



Hall OTWIERA drzwi, wychodzi z korytarza, ZAMYKA drzwi.



DOROTA

Ja bardzo panią przepraszam, nie wiem, jak mogłam pomyśleć... Ale jak go zobaczyłam tutaj...

TERESA

No tak, wiem. Głupio wyszło. Jesteś jeszcze jedną ofiarą tego podrywacza. Przecież to babiarz, nie wiedziałaś?

DOROTA

(ma łzy w oczach)

No...

TERESA

Wiem, zawrócił ci w głowie. On to potrafi... Nie wiem, ma jakieś feromony, czy co? Diabli wiedzą... Przykro mi to mówić, ale nie ty pierwsza, nie ostatnia...



Dorota zaczyna łkać.



TERESA

No, nie płacz... To fajny facet, ale nie dla ciebie.

DOROTA

Rzucił mnie, drań jeden... Ze dwa miesiące temu... Wydzwaniałam, szukałam go po całej Łodzi, a on nic. Najpierw mówił piękne słówka, obiecywał, a potem...

(łka, chlipie i pociąga nosem)

TERESA

No, nie płacz... Albo popłacz sobie, może będzie lepiej...

DOROTA

Ja przepraszam, ale... No...

(wyciąga z kieszeni fartucha chusteczkę higieniczną, wyciera nos)

TERESA

Dobrze, dobrze. Nic nie mów... On by cię i tak rzucił. Lepiej prędzej, niż później. Pocierpisz, popłaczesz sobie, to i prędzej ci przejdzie. Taki nasz los. A później znajdziesz sobie kogoś porządnego. No, już...

DOROTA

A jak się z nim pracuje?

TERESA

E... Jest trochę roztrzepany. Wszędzie go pełno, niczego nie dokończy, bo już leci za czymś nowym. Tak, jak z kobietami. Żadna go na dłużej nie zatrzyma. No, chyba, że trafi na taką, co mu się oprze. Ale to nie ty, dziewczyno, nie ty...



Dorota znowu zaczyna płakać.



TERESA

No, popłacz sobie, dziewczyno, popłacz. Idź do pokoju pielęgniarek, zrób sobie melisę czy coś takiego, bo tu tylko straszysz inne kobiety. No, idź, idź do siebie.



Dorota, chlipiąc, odchodzi.



TERESA

(do siebie)

No, Hall, kogucie jeden, już ja cię urządzę, czekaj no...







Scena 9.







Salon w domu Stelli (jak w scenie 5). Przez okna i drzwi tarasowe widać ogród, lekko przysypany śniegiem. W dziecinnym łóżeczku córka Stelli, Sylwia. Dziecko śpi.

Stella i Hall przechodzą z przedpokoju do salonu. Hall wręcza jej bukiet róż.





HALL

Dziewczyny namawiały mnie na jakieś ciuszki dla małej, w prezencie, ale przecież ty się na tym lepiej znasz, dlatego przychodzę do ciebie z kwiatami.

STELLA

No chodź, chodź. Przychodzę. Ja cię tu wezwałam. Ale kwiaty piękne, dziękuję.

HALL

Jak wasze zdrowie? Mała śpi?



Podchodzą do łóżeczka i przyglądają się śpiącemu dziecku.



STELLA

Tak. Niedawno ją karmiłam i zasnęła. Zdrowiutka.

HALL

No, super... Uhu, śpi, maleństwo...

STELLA

(poprawia coś przy kołderce)

Jak idzie praca?

HALL

Pełną parą. Jak byłaś w szpitalu, przekroczyliśmy milion w naszej bazie DNA. Wyobrażasz sobie? A mieliśmy mieć sto... Stopujemy ten etap.

STELLA

Oczywiście. Teraz tylko badania.

HALL

No. Toksykologia i genetyka. I zakaźne. Cały czas myślę o AIDS, ale to chyba nam nie wypali. Wiesz...

STELLA

Wiem.

HALL

O, budzi się?

STELLA

Nie. Śpij, Sylwia, śpij, kochanie.

HALL

Sylwia. Ładnie. Teresy Piotruś ma już ze dwa miesiące... No, a jak tam twój Wojtek, zadowolony?

STELLA

Ba. Ty wiesz, że chyba ja bardziej chciałam mieć chłopca? Teraz to on jest szczęśliwy tatuś swojej córeczki. Chcesz kawę?

HALL

Aha.



Stella wychodzi z salonu i przechodzi z kwiatami do kuchni. Hall pochyla się nad dzieckiem.



HALL

Ładniutka. Jakąś wstążkę powinnaś powiesić przy łóżeczku, tylko nie wiem, czy to ma być czerwona, czy niebieska? Co?

STELLA (OFF)

Co?



Hall odwraca się w stronę Stelli i podchodzi w kierunku kuchni.



HALL

A nie, nic takiego. Słuchaj, ciebie nie ma, Tereski nie ma, Julia na ostatnich nogach... Miałaś znaleźć kogoś na wakat.



Wchodzi Stella niosąc tacę z dwiema filiżankami kawy, stawia je na stole i oboje siadają.



STELLA

No tak, tak.

HALL

Bo zostaliśmy z Pawłem we dwójkę. Jest kilkunastu pracowników, ale brakuje nam osoby na stanowisko Tereski. Musisz kogoś wybrać.

STELLA

Rozpisz konkurs. Może złapiemy kogoś kumatego z zewnątrz. Bo z załogi nikogo nie widzę. Wszyscy mają klapki na oczach. Robią wszystko od A do Zet, ale nic więcej. Zero strategii.

HALL

O, to to.

STELLA

Myślałam, że ty to ogarniesz, ale gdzie tam. Ledwo wyrabiasz się ze swoją działką. I wiecznie latasz za babami... Aż mi głupio o tym mówić, ale ty się jakoś ogarnij, chłopie. Paweł latał po całym świecie, zbierał materiał, nie jest tak obeznany z całością,a ty...

HALL

No, co ja?

STELLA

Jak motyl...

(sięga po filiżankę i wypija łyk kawy, odstawia ją na stół)

Z kwiatka na kwiatek. Teresa namawiała cię, żebyś założył harem... Ale się naśmiałyśmy... A ty to chyba wziąłeś dosłownie, kogucie jeden...

HALL

(wzrusza ramionami i sięga po filiżankę)

Co ja poradzę. Takie geny dostałem.

(popija kawę)

STELLA

Geny, geny... Ile ty masz tych swoich bab?

HALL

Obecnie? Trzy.

STELLA

Obecnie.

(z uśmiechem wznosi oczy do góry)

HALL

W tym dwie w ciąży.



Hall popija kawę.



STELLA

(parska śmiechem)

No, toś się postarał. A wyleczyła cię ta twoja... Jola, tak?

HALL

No.. chyba tak, skoro jest ze mną w ciąży?...

STELLA

Jezu, cały czas o seksie. Ale to twoja wina. Zamiast się zająć pracą... Jestem zła na ciebie właśnie o to. Muszę wiedzieć, czy sam zajmiesz się całością, strategicznie...

(sięga po filiżankę i pije z niej łyk kawy)

...czy robić konkurs? Bo ja bym na ciebie machnęła ręką i brała kogoś z zewnątrz.

HALL

To bierz.

STELLA

Coś się tak nabzdyczył? To ważne. I o to właśnie mam do ciebie pretensje.

HALL

Pretensje to ty powinnaś mieć do Marcina.

STELLA

Jeszcze i to...



Popija kawę i odstawia filiżankę. Przez chwilę trwa milczenie.



HALL

I co z nim?



Stella wzrusza ramionami, wpatrzona w łóżeczko ze śpiącą córeczką.



STELLA

Nie wiem.

HALL

Defraudacja... To brzmi groźnie.

(odstawia filiżankę)

STELLA

Gorsze są wyłudzenia i łamanie przepisów podatkowych. Zdefraudował nasze pieniądze, to ogarniemy sami.

HALL

Na razie jest w areszcie, tak? I ta jego blondi też?



Stella kiwa głową i chwilę milczy.



STELLA

Chcę, żebyś tam poleciał. Na miejscu jest Adam, ale chcę, żebyś to ogarnął. Żebyś go odwiedził w areszcie, pokazał, że można inaczej. Bo on się chyba zakochał.

HALL

Nie miał w kim. Suka jedna.

STELLA

Musicie go wyciągnąć z pudła i przywieźć tutaj. Zapłacić, co trzeba, wyciszyć. Rozumiesz?

HALL

Oczywiście.

STELLA

To wszystko może trochę potrwać, dlatego myślę, że konkurs będzie najlepszy. Bo ty będziesz w Londynie, a tutaj sprawy trzeba ciągnąć dalej. Tylko pamiętaj, kogucie jeden, żebyś tam nie narozrabiał. Żadnych panienek. Zero. Rozumiesz? Tu masz już trzy... Jak ty to właściwie robisz? To znaczy, jak to zorganizowałeś, co? One wiedzą o sobie nawzajem?

(sięga po filiżankę i popija kawę)

HALL

A, to dłuższa historia. Chcesz, to was poznam. Właściwie, to powinienem to wszystko poukładać... Czas by był już...

STELLA

I mówisz, że trzy ci wystarczą?

(uśmiecha się, ubawiona i popija kawę)

HALL

Takie geny...

(rozkłada ręce, sam ubawiony tą rozmową)

STELLA

Geny mówisz, geny... geny...

(odstawia na stół filiżankę, zaaferowana)

Genialne.

HALL

Co, ja?

STELLA

Nie... No, przyznaję, masz w sobie trochę geniuszu... Ale bez przesady. Słuchaj.

HALL

No?

STELLA

Ty go tu przywieziesz i zmienimy mu geny. Kopia twoich. Rozumiesz? On ma po prostu złe geny. I dlatego ta cholerna Angolka go omotała. Gdyby był taki jak ty...

(spogląda mu głęboko w oczy)

HALL

To by się nie dał tak frajersko podejść. Zgadza się.







Scena 10.







Sala widzeń w areszcie śledczym w Londynie. Pomieszczenie z drzwiami po jednej stronie i drugimi drzwiami po drugiej stronie (na wprost zakratowane okna). Na ścianach kamery (z boku stoi STRAŻNIK). Na środku stoją trzy - cztery stoliki. W głębi siedzi FACET, naprzeciwko niego jakaś KOBIETA. Najbliżej siedzą, naprzeciwko siebie, przy stoliku Hall i Marcin.

Marcin ma podbite oko i opuchniętą szczękę. Hall nachyla się nad stolikiem.





HALL

Kretyn jesteś i tyle.

MARCIN

Wiem.

HALL

Dałeś się wmanewrować, jak dziecko, tej całej Jane. A po co wam były te przekręty podatkowe? Ty się stuknij w ten durny łeb! Co to za działalność non - profit, żeby skubać podatki? Wiesz ty, ile teraz trzeba będzie się narobić, żeby to wszystko odkręcić? I żebyś nie poszedł siedzieć, na dodatek... Straty finansowe to jedno, ale zła opinia!... To już poszło w świat.

MARCIN

Mówiłem ci, to wszystko było zupełnie przypadkowe... A Adam jest bardzo dobry w Pi-erze. Odkręci.

HALL

Oczywiście, że odkręci. Ale smród pozostanie. No i coś ty taki potłuczony, co?

MARCIN

Jak to się mówi, wpadłem na klamkę. Niezgodność poglądów.

HALL

Klamka? Hm... A klamka jak się czuje?

MARCIN

Nie najlepiej.

HALL

Chociaż coś... Nie bój nic, poradzimy sobie. Najważniejsze, żeby cię stąd jak najszybciej wyciągnąć. Tu są wszędzie kamery, pewnie i mikrofony, więc mówię ogólnie.



Rozglądają się ospale, ze znudzeniem, po sali.



HALL

Masz bardzo dobrego adwokata. Już wszystko zagłaskuje. Jeszcze parę dni i zabiorę cię do Łodzi.

MARCIN

Tak szybko? Super. Bałem się, że to potrwa.

(Marcin wyraźnie się cieszy)

HALL

Ba. Wiesz, ile kasy na to pójdzie? Dobra, ja nie o tym...

(macha ręką)

Coś ty się tak uczepił tej całej Jane, co? Przecież to ona cię tak na to nakręciła...

MARCIN

Ha... Wiesz, powiem ci szczerze, że ja ją chyba kocham... Albo raczej kochałem. Sam już nie wiem. Dopiero tutaj oczy mi się otworzyły... Chciałem... Ale ona nigdy taka nie była. Taka pazerna. Myślałem, że...



Kilka stolików dalej kończy się widzenie. Duży FACET o byczym karku mówi coś KOBIECIE, swojemu gościowi. W pewnym momencie wściekła KOBIETA mówi mu coś gniewnie, po czym wstaje, ODSUWAJĄC głośno krzesło i podchodzi do drzwi, które widać za nią. Naciska przycisk dzwonka i po chwili drzwi się otwierają i zagniewana KOBIETA wychodzi.

FACET siedzi jeszcze chwilę, wzrusza ramionami, potem wstaje powoli (spogląda w stronę STRAŻNIKA) i zaczyna równie powoli iść w kierunku swoich drzwi, mijając po drodze siedzących przy stoliku Marcina i Halla. Nagle, słysząc ich rozmowę, przystaje i odzywa się do nich przyjaźnie.



MARCIN

...Myślałem, że to miłość. Nie jakiś tam seks, rozumiesz?... A ona mnie tak uwaliła...

FACET

O, Polacy. Cześć.

HALL

No, "sami swoi", nie?

FACET

He, he, no... Rysiek jestem...



Facet wyciąga prawą rękę, aby się przywitać, ale, jak gdyby spostrzegając wzrok strażnika, cofa nagle rękę na wysokość piersi.



FACET

Ryszard Wolski.

HALL

Marcin i Hall. "Wszystkie Ryśki to fajne chłopaki", nie?

FACET

No, he he... To z "Misia"?

HALL

No. Rysiek, mam do ciebie biznes. Mogę?

FACET

Wal.

HALL

Widzisz, kolega mi się tu, kurwa, natknął na jakąś klamkę.

FACET

No, widać.

HALL

A to złoty chłopak jest. Dosłownie.

FACET

Eee?

HALL

No, wiesz. Tykać go, to tak, jakby drzeć studolarówki, łapiesz?

FACET

Pewnie, co mam nie łapać.

HALL

Masz adwokata?

FACET

E, taki tam... Papuga z urzędu.

HALL

No to już masz nowego. Przyjdzie jeszcze dziś, przyniesie ci suweniry.

FACET

Brzmi ciekawie.

HALL

No bo to jest bardzo ciekawe. Dasz mu namiar na tego, co tu rządzi. Dostaniesz dziesięć procent tego, co ten najważniejszy. Łapiesz? A mój kolega...

(wskazuje głową Marcina)

...będzie miał lekkie życie, żadnych klamek. Nie?

FACET

No. Już ma. Jasne.

HALL

"Sami swoi".

FACET

"Nasi tu byli". Tak ktoś wydrapał u mnie, pod celą.







scena 11.







Sala widzeń w areszcie śledczym w Londynie (podobnie, jak w scenie 10). Pomieszczenie z drzwiami po jednej stronie i drugimi drzwiami po drugiej stronie (na wprost zakratowane okna). Na ścianach kamery (z boku stoi STRAŻNICZKA). Na środku stoją trzy - cztery stoliki. Przy jednym z nich siedzi Hall.

Otwierają się drzwi, ze strony naprzeciw Halla. Wchodzi JANE, ładna blondynka przed trzydziestką. Rozgląda się po sali, jak gdyby kogoś szukała, po czym podchodzi do Halla.





JANE

Pan do mnie?

HALL

Jane?

JANE

Tak.



Hall wskazuje jej krzesło, po czym Jane siada przy stoliku.



HALL

Siadaj, proszę. Będziemy rozmawiać po polsku, skończyłaś przecież filologię słowiańską, nie? Jestem Hall, przyjaciel Marcina.

JANE

Jane. Jane Austin.

HALL

Wiem.



Zapada długie milczenie. Hall wpatruje się jej prosto w oczy. Słychać jedynie jakieś ściszone ROZMOWY po angielsku gdzieś z oddali.



HALL

I co się tak wdzięczysz? Na mnie to nie działa. Ja takie jak ty jadam na śniadanie. Możesz sobie odpuścić.



Hall macha dłonią i znowu zalega milczenie. Cały czas patrzy jej prosto w oczy. Siedzi bez ruchu.



HALL

Jeszcze, widzę, nie dotarło.



Znowu milczenie. Długie milczenie. Patrzą sobie prosto w oczy. Jane na chwilę marszczy brwi, jakby intensywnie myślała.



HALL

Olewam Marcina. Wali mnie to wszystko.



Zapada znowu długie milczenie, oboje wpatrują się sobie w oczy. Jane przełyka ślinę, na chwilę spogląda gdzieś w bok, potem wraca wzrokiem do niego. Wreszcie Hall powoli kiwa przecząco głową.



HALL

Nic nie ugrasz. Przyjechałem tu posprzątać brudy. Jeden mam przed sobą. Jasne?

JANE

Ale to nie moja wina. To Marcin wszystko...



Znowu zalega długa cisza, mierzą się wzrokiem. Jane zaczyna kręcić się na krześle, na jej ustach pojawia się grymas. Wreszcie Hall uśmiecha się szyderczo do niej.



HALL

Myślałaś, że będę stawał w jego obronie? Nie... W dupę kopany, on też pójdzie kiblować.



Znowu cisza. Jane wierci się coraz bardziej na krześle. Hall nie zmienia pozycji od dawna, cały czas wpatrzony wprost w jej oczy, chociaż ona raz ucieka, raz wraca wzrokiem do niego.



HALL

Nie... Wymyśl coś innego, blondi. I nie zacinaj się tak, bo brzydniesz.



Jane wzrusza ramionami, jakby się poddawała. Hall nic nie zmienia w swojej kamiennej postawie.



JANE

No to co będzie?

HALL

Trzy albo i cztery lata. Twój Marcin też. Ja tylko mam wyczyścić papiery. Spłacę wasze zobowiązania, ładnie przeproszę, podźwignę nadszarpnięty wizerunek... I wracam. Sam. Zostaliście skreśleni.



Jane aż podskakuje na swoim krześle, zaskoczona.



JANE

Jak to?

HALL

A spodziewałaś się że... Że co?

JANE

Jak to „co”? Że nas stąd wyciągniecie...



Zalega znowu milczenie. Hall siedzi nieporuszony, wpatruje się nadal w jej oczy, jakby z ironią. Widać, że Jane zaczyna być po prostu wściekła. Zaczyna głośniej, szybciej oddychać. Mierzą się wzrokiem.



HALL

Za dwa, trzy dni przyjdę jeszcze raz. Może ostatni. Bo mam dużo pracy. Przyniosę ci jakieś suweniry. Co chcesz? Fajki? Jakiś ciuch? Albo tampony?

JANE

Coo?

HALL

To co? Fajki?

JANE

Ale ja dużo wiem...

HALL

Dobra. Tampony.







scena 12.







Duży, widny salon. Nowoczesna aranżacja. Adam i Hall siedzą przy stoliku, na którym stoją szklanki z piwem i rozmawiają przez Skype'a, z komputera, ze Stellą, której twarz widać na ekranie.





ADAM

Nie, nie. Najwięcej szkód narobili w Pi erze. Finanse już ogarnąłem. Marcin wyjdzie za kaucją i zniknie. Mam dla niego już nowe pa...

STELLA

My gadamy przez Skype'a?

ADAM

Kur... Dobra.

HALL

I wszystko się jakoś uładzi. Nie będzie żadnych problemów, Gwiazdko ty moja. A jak tam Sylwia? Zdrowa?

STELLA

Zdrowa, zdrowa. Przybiera na wadze.

HALL

A Julka?

STELLA

Jeszcze się trzyma. Ma termin za trzy dni, a jeszcze dziś była w pracy. Mówiłam jej, żeby...

HALL

Daj jej spokój. Jak się dobrze czuje? Ona jest z żelaza dziewczyna...

STELLA

No, żebyście wiedzieli.

ADAM

Dobra. Wracając do sprawy, on wyjdzie w przyszłym tygodniu. Powinnaś go przejąć, Stella.

STELLA

Ale wszystko legalnie, rozumiecie? Legalnie.

HALL

Się załatwi, kochana.

(sięga po szklankę i popija piwo)

ADAM

Ja na razie dam sobie radę sam, ale jak się uspokoi wszystko, przyda mi się ktoś obeznany.

STELLA

Jasne. Gadałam z Baśką. Mówi, że chętnie poleci do Londynu.

ADAM

No i super. W finansach straty wyniosły jakieś siedem procent. Trochę jeszcze na koszty "różne", no, łącznie jakieś dziesięć procent. Może jedenaście.

STELLA

Sporo.

ADAM

Gorzej z wizerunkiem, ale to się odbuduje. Też będą koszty. Cała nasza górka poszła w cholerę.



Adam sięga po piwo i popija parę łyków. Hall bierze sobie orzeszki z miski stojącej na stole.



HALL

Mogło być gorzej. Lepiej zapłacić, doklepać, pogłaskać...

(pakuje sobie orzeszki do ust)

ADAM

Podstawowa sprawa jest nieruszona.



Widać na ekranie, jak Stella popija kawę z filiżanki.



STELLA

To najważniejsze.

ADAM

Pomimo tych strat, badania idą do przodu. Nawet więcej, powiem. Jest bardzo dobrze. Dokładnie opowie ci wszystko Hall, jak wróci.

STELLA

A co z nią?

ADAM

Nie wiadomo, ile wie. I co.

HALL

Gadałem z nią parę razy. A umiem to, wiesz, Stella.

(sięga po piwo)

STELLA

No i?

HALL

Jest tak.

(popija piwo i odstawia szklankę na stół)

To cwana bestia... Z nim, to wiesz co dalej, nie? Gadaliśmy już o tym. A ona... Gwiazdko ty moja! Mamy jeszcze nasze sześć zestawów DNA?



Chwilę trwa cisza.



STELLA

Ty chcesz?...

HALL

No oczywiście. Przylecimy we trójkę. Tylko musisz się zastanowić, jaki zestaw jej podać.



WSZYSCY troje ŚMIEJĄ się głośno.



STELLA

Na pewno nie mój.

ADAM

Nie, nie. Twój od razu skreśliliśmy. Jedna "Gwiazdka" nam wystarczy. Ale Tereska na przykład...

STELLA

No.. Ale się porobiło... Ja p...



Hall bierze szklankę z piwem i wyciąga ją z gestem toastu w stronę kamery laptopa.



HALL

Ulżyj sobie, kochana...



Hall pije parę łyków piwa i odstawia szklankę na stół.



ADAM

To wydaje się być bardzo ciekawe rozwiązanie, Stella.

STELLA

Ale ona i tak nie zapomni niczego.

HALL

Pralnia... Mówi ci to coś?

STELLA

Ehe... Niech cię cholera, Hall, ty...

HALL

Bardzo mi przyjemnie, Gwiazdko ty moja. Całusy... Pa.







Scena 13.







Salon w domu Stelli (jak w scenie 5). Przez okna i drzwi tarasowe widać zaśnieżony ogród. Przy stole siedzą, przy słodyczach i kawie, Stella, Hall i Paweł.





PAWEŁ

Neurotoksyna ZTX siedem, tak?

HALL

Anka mi mówiła, ze badali całą linię tego ZTX...

STELLA

Ale po co nam neurotoksyna. To nie to.

PAWEŁ

No, nigdy nie mów nigdy. Nie szliśmy tym tropem, prawda, ale...

HALL

No właśnie. Ania mówiła, że szczepy numer sześć i siedem, ale przede wszystkim siedem, mają bardzo silne działanie. Niewiarygodnie silne. A cała linia ZTX nie występuje na Ziemi w sposób naturalny.

(sięga po filiżankę z kawą)

Znaczy, nigdzie nie występuje. Jest całkowicie sztuczna i obca. Nieorganiczna. Na bazie związków krzemu. A to daje duuże szanse...

PAWEŁ

Ale mówiłeś, że na razie nie badali tego na próbkach, jedynie sztucznie?



Paweł także sięga po filiżankę. Hall popija swoją kawę.



HALL

Tak.

STELLA

I jak na to wpadli? Przypadkiem?

HALL

I tak, i nie. To jest jak broń biologiczna, czy chemiczna. Trepy z niejednej armii cały czas pracują nad takimi rozwiązaniami.

(bierze do ust łyk kawy i odstawia filiżankę na stół)

Ale pewnie szukają po omacku. Anka też to znalazła trochę przypadkiem. Pracowała nad czymś innym, stosując nasze algorytmy z Alfy.

STELLA

Przecież wyraźnie zabroniłam. To zbyt ryzykowne. Mamy pracować na tutejszych komputerach, miejscowych programach i w ogóle...

HALL

Nie, nie, spokojnie. Czy przeniesienie z głowy, tak, z pamięci, do czystego komputera, bez internetu, jest dopuszczalne? A Anka ma fenomenalną pamięć, wiesz. I na komputerach zna się najlepiej z nas wszystkich. Poza tym, te algorytmy były jej potrzebne do czegoś tam innego. Nie pamiętam już. A wyszło tak, "boczkiem, boczkiem", po cichu, coś zupełnie innego. No i mamy ZTX.



Hall sięga po ciastko i zaczyna je jeść.



PAWEŁ

A te algorytmy są ze sto lat do przodu, w stosunku do ziemskich.

STELLA

Tak, ale to nadal...

HALL

Jasne, jasne. To produkt uboczny. Ale uważam, że trzeba to zbadać. Dobra, niech ci będzie. Też ubocznie, po godzinach. A co to nas kosztuje? Tyle, co nic.

STELLA

Ubocznie, to można jakiegoś konia trojańskiego wprowadzić.

PAWEŁ

No i niech ci będzie z tym koniem. Trzeba będzie jakiejś stajni dla niego poszukać. Ale nie u nas, a u nich.



Hall i Paweł się śmieją.



STELLA

A... metody?...

HALL

Przecież można połączyć jedno z drugim. Epidemia dżumy plus ZTX. I masz swojego konia.



Zapada milczenie, Stella wpatruje się im kolejno w oczy, po czym mówi cicho i bardzo powoli.



STELLA

No dobra... Anka to prowadzi?

PAWEŁ

Oczywiście.

HALL

To jej.



Stella przykłada dłoń do ust, zastanawia się chwilę, po czym prostuje się w fotelu i mówi powoli, zdecydowanym tonem.



STELLA

Dobra. Czego potrzebuje?

HALL

Ma tam wszystko na miejscu. Robi badania laboratoryjne, podstawowe. Potem przejdą na tkanki. Przede wszystkim nerwowe, ale nie tylko. To zajmie parę miesięcy. A potem można przejść do testowania na zwierzętach. No, a co dalej, to... Ty jesteś szefową.

STELLA

No tak... A po co jej były potrzebne nasze algorytmy?

HALL

Do usprawnień, ogólnie.

STELLA

Do jakich, kurrr... usprawnień?

PAWEŁ

Ciszej, Stella, bo obudzisz małą.

STELLA

Do czego jej to było potrzebne?

HALL

Oj, tak ogólnie...

STELLA

Ogólnie, cholera, do czego?

HALL

Oj, do przeliczeń biochemicznych. Standaryzowanie danych... Jak ty to sobie wyobrażałaś, że na tych ich kompach da się szybko przebadać milion genotypów?

STELLA

A wy... też na tym pracujecie, co?



Paweł i Hall spoglądają na siebie.



PAWEŁ

Pewnie, że tak.

HALL

Musisz o wszystkim wiedzieć?

(wzrusza ramionami i uśmiecha się do niej miło)

STELLA

Z kim ja tu, kurwa, pracuję. Wiecie, idioci, jakie to ryzykowne?

PAWEŁ

A gdzie tam. Anka już dawno opracowała doskonałe filtry, później dane z naszych algorytmów przechodzą przez dokładne sito, żeby się pozbyć echa. Zapis na nośnikach jednorazowych, autodestrukcyjnych. Dopiero takie dane przenosimy na czyste komputery.

STELLA

(zaciskając zęby)

Hall, do kurwy nędzy, dlaczego ja nic o tym nie wiem?

HALL

Bo byś nam zabroniła... Biorę to całkowicie na siebie.

STELLA

Ja cię zamorduję.

HALL

Dobrze... Ten system jest pewny i bezpieczny. Całkowicie szczelny. Sterylny.

PAWEŁ

My wszyscy ponosimy za to winę. No, może poza Piotrkiem, bo on latał po całym świecie, zbierał próbki. Jeżeli to jest jakaś wina. Pomyśl Stella, mamy dzięki temu w całości opracowany genotyp. Wiemy, który gen za co odpowiada. Nawet nasi, na Alfie, nie doszli aż tak daleko. I tak szybko. Wartość błędu jest poniżej setnej promila. Wiesz, co to znaczy?

STELLA

Tak. Że chcesz się bawić w Boga.

HALL

Nie, to nie tak, Stella. To oni, tutaj, mogą tak myśleć. Te dane, które mamy, to jedynie stop-klatka. Zdjęcie. Zatrzymany w kadrze moment. A życie to czas.

PAWEŁ

Oczywiście. Życie to ocean. A to, co my mamy, to tylko jedna kropla. Dokładnie opisana, ale jedna. Chcesz policzyć wszystkie krople wody w oceanie? Nie zdążysz. To jak kwantowa zasada nieoznaczoności.

HALL

Jest tak astronomicznie wielka ilość kombinacji, niepoliczalna, że nie ma sensu bawić się w Boga. Bo Bóg to chaos, przypadek... Nie jesteś ciekawa, czy Marcin będzie podobny do mnie? Co? Nie będzie. I będzie jednocześnie. Paweł, my jesteśmy do siebie podobni?

PAWEŁ

Pewnie. Dwóch facetów. Tylko, czy aż?...



Stella siedzi lekko przygarbiona, z zaciśniętymi szczękami, zaciska pięści i patrzy na nich krzywo.



STELLA

Kurwa, wykończycie mnie obaj.

HALL

Stella, ładnie to tak, przy dziecku?...

STELLA

Zamknij się, bo jeszcze mi nie przeszło.







scena 14.







Nieduży pokój bez okna, przy ścianie łóżko szpitalne, jakiś sprzęt medyczny, kroplówka. Na łóżku leży Marcin. Obok stolik z laptopem, leci jakaś cicha, spokojna MUZYKA. Przy łóżku stoją Stella i Hall, obok nich dwa krzesła.





MARCIN

I co? Wszystko poszło dobrze?

HALL

Technicznie biorąc, tak. Ale...

MARCIN

Co, coś nie tak?

STELLA

Weź go nie strasz.



Hall śmieje się jak z dobrego dowcipu.



HALL

Wszystko okey, chłopie, okey.



Marcin wzdycha, potem patrzy na nich ze złością.



MARCIN

No, to co do cholery?

STELLA

(z uśmiechem)

Nic. Sprawdzamy nasz mały eksperyment.

MARCIN

Że niby co? Jestem jakimś waszym królikiem?

HALL

Nie, coś ty. Nasza Gwiazdka też ma poczucie humoru, nie wiedziałeś ?

MARCIN

Humoru. A co tu jest do śmiechu?... Jak sprawy w Londynie?

STELLA

Pozamiatane. Aha. Konfiskuję ci twój prywatny przydział złota. Całe dziesięć kilo. Od dzisiaj masz gołą pensję. Jak wszyscy pracownicy.

MARCIN

Ale... No dobra. Narozrabiałem, to muszę ponieść karę. Okey.



Stella siada na krześle. Hall przysuwa drugie krzesło bliżej łóżka i też siada.



STELLA

No właśnie. Dzisiaj dostaniesz jeszcze dwie kroplówki...

(przerywa na chwilę, uśmiecha się do Marcina)

A jutro rano do roboty. Jasne? Baśkę wysłałam na twoje miejsce, do Adama. Już zdążyła się wdrożyć. Z nią przynajmniej nie będzie kłopotów.

MARCIN

Miejmy nadzieję.

STELLA

Miejmy nadzieję. A ty jutro przejmiesz jej obowiązki. Bo ja jeszcze jestem na macierzyńskim. I nie chce mi się wracać do firmy. Jest mój Wojtek, ty, a ja steruję najważniejszymi sprawami z domu. Jasne?

MARCIN

Tak jest, szefowo.

STELLA

Ty, on już mówi jak ty, Hall.

(uśmiecha się do Halla)

HALL

E, tam.

MARCIN

Aha. To jest ten wasz "eksperyment", tak? Te same geny?

HALL

No...

MARCIN

A... Jak Jane?

STELLA

Jutro ją wybudzimy.

MARCIN

Kolejny eksperyment, co? Kto?...

HALL

Tereska. Trzeba się było na coś zdecydować.



Marcin siada na łóżku, poprawia sobie kołdrę.



MARCIN

Aha. No to jestem ciekawy efektu... Tylko będziecie musieli ją trzymać na krótkiej smyczy... I jak wy to sobie wyobrażacie, co?

STELLA

Idziemy w ciemno, Marcin. Inaczej się nie da.

MARCIN

Ty, Hall, czujesz się pewnie jak ojciec, co? Czy starszy brat? A może mistrz i uczeń? Co?

STELLA

Pyskaty się zrobił. Jak ty.

HALL

(naśladując głos Stelli)

E... Dobra, Marcin. Pogadaliśmy sobie, pośmialiśmy się... I koniec.

(powraca do swojego normalnego głosu)

My tego nie zrobiliśmy dla jaj. Z konieczności to zrobiliśmy. Rozumiesz? Równie dobrze mogliśmy ci dać geny Adama, Olafa, Pawła czy inne. Mogłeś dostać jakiekolwiek z naszej bazy danych. Ponad milion próbek. Dostałeś takie same jak ja, ale to tylko nakładka. Nakładka, rozumiesz? I zupełnie inaczej zareaguje z oryginałem. Tak, że nie gadaj mi tu o żadnych eksperymentach. Możemy sobie z tego pożartować trochę i to wszystko.

STELLA

I żeby przez te twoje fochy nie przyszło ci do tego twojego durnego łba, żeby sabotować misję. Bo nie zrobiliśmy tego złośliwie. Bo uważaliśmy to za konieczne. Pojmujesz?

MARCIN

Nie wrzeszcz na mnie.

STELLA

Możesz się na nas jeszcze trochę boczyć. Do jutra. Ale nie masz prawa obciążać nas swoją historią.

MARCIN

Bo geny nie mają tu nic do rzeczy?

HALL

No, wreszcie...

STELLA

Przenikliwy, jak ty.

HALL

Nie dołuj go...

STELLA

W pierwszym odruchu tak myśleliśmy, przyznaję. Ale to absurd. I ty też o tym wiesz.

MARCIN

No to po co ta cała szopka z wymianą?

HALL

Nakładka. Trochę inne wymieszanie. Jakaś zmiana może być. Sami nie wiemy.

STELLA

I efekt psychologiczny.

MARCIN

Czyli, mówcie mi: "królik".

STELLA

Masz. A ten znowu swoje.

HALL

A może chcesz zmienić imię? Hall Dwa. Co? Hall Drugi. Albo, po prostu, Drugi... Kretyn.



Chwila milczenia, Marcin wpatruje się w sufit, a potem patrzy na nich zdecydowanie.



MARCIN

Dobra. Do jutra mi przejdzie.

STELLA

Słuchaj, Marcin. Bo to ważne. Jesteś Marcin. Z Alfy. Z Pierwszej. Z Holdingu. I tyle. Koniec, kropka. Bo nikt nie będzie poświęcał misji dla ciebie. Misja jest ważna, nie Marcin, czy Stella. Zespół. Jasne? Nikt z nas nie będzie się zastanawiał, czy ci się coś nie popieprzyło w tym twoim zakutym łbie. Jasne? Nie będziemy tracić czasu i energii, żeby cię śledzić, czy co. Bo jest nam potrzebny Marcin. Koniec.

HALL

Tak jest.

MARCIN

Dobra.

HALL

Uff, myślałem, że pójdzie łatwiej.

STELLA

Co chcesz, to jednak szok.



Chwilę milczą wszyscy.



MARCIN

A co z nią?

HALL

Myślałem, że już ci przeszło?



Marcin wzdycha, stara nie patrzeć się na nich.



MARCIN

Przeszło, nie przeszło...

STELLA

Hall by tak nie mówił. Widzisz...

(kręci głową, jakby smutno)

HALL

Co z Jane? Zobaczymy.







scena 15.







Duży pokój w mieszkaniu Teresy. Typowe meble, wyłączony telewizor. Okna zasłonięte. Przy ścianie łóżeczko dziecinne. Julia, Stella, Teresa, Paweł i Hall siedzą przy zastawionym stole, jedzą kolację.





PAWEŁ

A Wojtek i Tomek tak się od razu zgodzili, żeby nas tu zostawić samych? Przecież oni też są w firmie.

STELLA

No, łatwo nie było... Zakupy świąteczne... Wojtek też mi czasem staje okoniem, ale jakoś sobie radzę. Ech...



Hall popija czerwone wino z kieliszka.



HALL

A myśleliście, jak to będzie potem? The day after? Co? Z waszymi dziećmi, mężami... z Hanką? Paweł?



Paweł odkłada sztućce na talerz i kręci z dezaprobatą głową. Stella, Julia i Teresa przestają jeść.



PAWEŁ

"Nawet mi, kurwa, tego nie mów"...

STELLA

Jasna cholera, Hall, jak ty wszystko potrafisz spieprzyć. Dosyć. Nie ma tematu. Null. Zero. Koniec. Mamy się zająć Jane. No? Jak tam?

TERESA

To w końcu miała tę operację, czy nie?

HALL

Nie. Doszliśmy do wniosku, Stella, Paweł i ja, że to nie ma sensu. To nic nie da. No bo co by to zmieniło?



Hall odstawia kieliszek na stół.



JULIA

Nic. Faktycznie. Osobowość, to osobowość. Już ukształtowana, z pamięcią, ze wszystkim.

TERESA

To co z nią jest?

PAWEŁ

A nic. Śpi. Już czwartą dobę. Cholera wie, co z nią zrobić. Nie mam w ogóle żadnego pomysłu. Dopuścić ją do księgowości? Absurd. Logistyka? Pi er? Tam też coś może zmalować.



Paweł zaczyna jeść.



HALL

Wysłać by ją do Mongolii. Na placówkę.

JULIA

Tam kiedyś nielubianych dyplomatów wysyłano do ambasady. Na zsyłkę.



Stella, Julia i Teresa także wracają do przerwanych posiłków.



STELLA

Kto wie, czy to nie byłoby najlepsze?

JULIA

Tyle, że my tam nie mamy żadnego oddziału.

STELLA

To się stworzy jakąś filię.

TERESA

Ale tam będzie poza wszelką kontrolą. A jak się zaweźmie, to nam narobi takiego bigosu, że nigdy tego nie wyprostujemy.



Teresa odkłada sztućce i sięga po szklankę z wodą, popija.



STELLA

No właśnie. I tego się najbardziej boję. Wolę już ją mieć tutaj, pod ręką.

TERESA

A co ona wie? Hall, ty z nią gadałeś.

HALL

Coś wie. Raz się lekko sypnęła. Ale to tak cwana bestia, że jak później próbowałem, to nic z niej nie wyciągnąłem. Cwana sztuka... To znaczy, według mnie jest tak. Wie, że mamy jakiś sekret...



Hall przerywa na chwilę, zamyśla się. Julia sięga po szklankę z napojem i pije. WSZYSCY są wpatrzeni w Halla, jak zahipnotyzowani.



HALL

Nie zna go, ale wie, że jest. To pewne. Bo niby po co tak się staraliśmy ich wyciągnąć?

JULIA

To po co ją wyciągałeś? Dostałaby parę lat i byłoby po sprawie.

HALL

W pudle też mogłaby namieszać. Jakiś wścibski dziennikarz, czy co... Ale to był mimo wszystko błąd... Za szybko poszło, wyciągnąłem ją z rozpędu, razem z Marcinem. Może niepotrzebnie. A na pewno za szybko.



Stella popija wino.



STELLA

I teraz będzie nam siedzieć na karku i patrzeć na ręce.

HALL

Ona myśli, że szykujemy jakiś duży przekręt, albo coś w tym stylu. I nie da się jej powiedzieć, że to tajemnica handlowa, sprawy patentowe czy coś takiego. Ona jest jak pies myśliwski. Poczuła trop. I nic jej już nie zatrzyma.

TERESA

Ty ją możesz zatrzymać.

STELLA

Co?

JULIA

Hall?

HALL

Ja?

TERESA

No ty, ty. Teraz mi to przyszło... Ale jaja...

(klepie się dłońmi w uda i spogląda na Halla)

No pewnie... A, ty cholero jedna. Babiarzu pieprzony...

HALL

Ale ona nawet mi się za bardzo nie podoba. I wolę brunetki.

TERESA

Ale ja nie o tym. To znaczy o tym, ale inaczej. O, to będzie rozgrywka! Normalnie, mistrzostwo świata. Nie rozumiecie, widzę?

STELLA

Nie. Mów wreszcie...

HALL

A, ja już chyba pojmuję... Oj, Tereska... Taką mi krzywdę robisz... A ja cię tak lubię...

PAWEŁ

Ale o co chodzi?

HALL

Tereska, ja ci byłem tak wdzięczny za tamtą myśl o haremie, a ty mnie teraz tak?... Dziewczyno...

TERESA

Cicho bądź. Dobrze ci tak, kogucie stary. Za te wszystkie dziewczyny, co przez ciebie płakały, będziesz miał teraz pokutę.

STELLA

A...

(uśmiecha się szeroko)

Chyba pojmuję... Aleś ty cwana, Teresa!

JULIA

Coś mi świta, ale mów, Tereska.

TERESA

To jest tak. Ten stary lis, zbereźnik,...

HALL

No, no...

TERESA

...zawsze podrywał dziewczyny, a potem je rzucał. Nie? Ale, "nosił wilk razy kilka", albo, "trafiła kosa na kamień". No. Raz może mu się trafić, że się naprawdę zakocha, i to bez wzajemności.

STELLA

A, piękne...

(spogląda na Halla ze złośliwym uśmieszkiem)

Mów dalej.

TERESA

Nasza śliczna Jane, jak się zorientuje, to mu nie da... No. I po Hallu.



WYBUCHA gromki śmiech, tylko Hall jedynie się uśmiecha. Teresa wstaje od stołu, zaniepokojona, podchodzi do łóżeczka, uspokaja się, że dziecko nadal śpi i wraca na swoje miejsce.



HALL

Litości, dziewczyny...

PAWEŁ

Ale żeś się wp... wpakował w bagno, chłopie. Aż mi cię żal. Daj pyska.

HALL

A idź mi w cholerę.



Kolejny WYBUCH śmiechu, trochę ciszej.



TERESA

Cicho, bo mi Piotrusia obudzicie.

JULIA

No dobrze, dobrze...

(parska śmiechem)

Mów dalej, Tereska. Bo to jak miód po prostu.

(uśmiecha się szeroko do Halla)

HALL

Ładny mi miód. A wy co? Jakieś kumoszki z Windsoru? A ja Falstaff?

STELLA

Cicho bądź. Mów, Tereniu, mów, złota.

PAWEŁ

(parska śmiechem)

Ale jaja...

HALL

A ty też jesteś dobry...

PAWEŁ

Ale to dla dobra sprawy...



Nowy WYBUCH śmiechu, nawet Hall się już z nimi razem śmieje, nie udając gniewu.



TERESA

Hall, ty jesteś znakomitym aktorem, możesz trochę poudawać, że jesteś śmiertelnie zakochany. No, trzeba to zrobić subtelnie, bo to "cwana bestia jest", jak sam mówiłeś. Ale ty sobie poradzisz przecież. Wierzymy w ciebie.

HALL

Nie bierz mnie pod włos, Złota.

TERESA

A im dłużej Hall będzie biednym, zakochanym głupcem, tym dłużej nasza piękna Jane, tfu, niech ją cholera, będzie zadzierać nosa i myśleć tylko o nim. Ale nie: jak mu dać, tylko, jak nie dać. I o niczym innym nie pomyśli.

PAWEŁ

A jak pomyśli?

STELLA

A my to od czego niby jesteśmy? Tu wszystko będzie pod totalną kontrolą. Nie damy tej angielskiej małpie naszego kochanego Halla.

(przytula się do Halla i CAŁUJE go głośno w policzek)

Nie, dziewczyny? No, sorki, Paweł też, nie? Paweł?

PAWEŁ

Jasne. No, daj pyska, bracie.

HALL

(udaje zagniewanego, ale daje się wszystkim obcałowywać)

Ha, teraz: bracie. A razem z tymi trzema wiedźmami uknułeś taką intrygę... Dobra... Nie no... Ale... No, już... Obślinicie mnie tylko, wy wiedźmy.

TERESA

Ja ci dam wiedźmę, ty kogucie jeden!

(daje Hallowi kuksańca w bok, ze śmiechem)

STELLA

No, dobra...

(wyraźnie odprężona i zadowolona, nadal szeroko uśmiechnięta, zakłada sobie ręce za głowę prostuje się)

Plan genialny. A jak coś pójdzie nie tak?

HALL

To się go skoryguje. Ale, a propost tej totalnej kontroli. Wasi mężowie też w to wchodzą?

STELLA

No pewnie.

JULIA

To będzie taki dodatkowy smaczek. I Hania też. I może jeszcze ktoś?

TERESA

Nie, nie. To ma być zrobione subtelnie. Co za dużo, to niezdrowo. Trzeba się dobrze zastanowić, kto w to wchodzi.

JULIA

Fakt. Za dużo też niedobrze. Jeszcze się ktoś sypnie. To musi być klarowne.



HALL

A, jeszcze jedna uwaga. Co ja mam zrobić, z moimi... hm. Dziewczynami?

STELLA

Pomyślimy, pomyślimy.

TERESA

A to w praniu wyjdzie samo.

HALL

No, ale ja mogę uschnąć.

JULIA

W praniu?



WYBUCHA salwa śmiechu. Teresa zerka zaniepokojona do łóżeczka.



TERESA

Cicho, do cholery!

HALL

Gwiazdko ty moja...

STELLA

No dobra, dobra... Co jakiś czas wyślę cię służbowo do Londynu, niby na jakąś inspekcję. Może być?

HALL

Życie mi wracasz, kochanie ty moje...

STELLA

Ćwicz, ćwicz, niedługo będziesz tak gadał do tej... Angolki.



Kolejny WYBUCH śmiechu, tym razem już ciszej.







scena 16.







Identyczne pomieszczenie jak w scenie 14. Nieduży pokój bez okna, przy ścianie łóżko szpitalne, jakiś sprzęt medyczny, kroplówka.

Na łóżku siedzi Jane. Obok stolik z laptopem. Przy łóżku stoją Julia i Paweł, rozmawiają z nią o czymś, obok nich dwa krzesła. Drzwi się otwierają i wchodzi do pomieszczenia Hall. Uśmiecha się do Julii i Pawła, kiwa im głową. Do Jane zwraca się bez uśmiechu, zimno.





HALL

O, cześć, moja droga. Jak się spało?

JANE

Gdzie ja jestem? Coście mi zrobili?

HALL

Co? My? Jak widzisz,...

(pokazuje ręką pomieszczenie)

...jesteś w super tajnej kryjówce naszego super tajnego laboratorium. A co zrobiliśmy? Nic, śpiochu. To znaczy, dostałaś kilka kroplówek,...

(kiwa głową, wskazując motylka na jej dłoni)

...bo śpisz i śpisz, już parę dni. No, odwodniłabyś się przecież... Jesteś głodna?

JANE

Głodna? No jasne. Co to w ogóle ma być? Co? Jestem głodna jak diabli. I zła, jak osa.

HALL

To znaczy, normalnie. Tylko uważaj na to swoje żądło.

JULIA

No widzisz, zdrowa jesteś, znaczy się.

PAWEŁ

Właśnie. A ty masz do nas jakieś pretensje. No, kto tak długo śpi?

JANE

Czego wy chcecie, co? Co to, więzienie jakieś? Coście mi zrobili?...

JULIA

Kochanie, jesteś dla nas zbyt cenna...

(siada na krześle i uśmiecha się do niej złośliwie)

HALL

(nie sili się nawet na cień złośliwego uśmiechu, jest zupełnie zimny)

Nie po to wydaliśmy na ciebie kupę kasy, żebyśmy teraz mieli cię tu torturować, czy co ty tam sobie dumasz w tej durnej blond główce.

PAWEŁ

Julia pomoże ci się teraz umyć i ubrać, a potem zapraszamy na obiad. Do jakiejś dobrej knajpy. Co ty na to?

HALL

No, widzę, że się zgadzasz. Świetnie. Chodź, Paweł, zostawmy dziewczyny same.







scena 17.







Sala restauracyjna. Przy stoliku siedzą: Hall (właśnie dostał pizzę i piwo), głodna Jane (popija czerwone wino z kieliszka i je dużą porcję spaghetti bolognese), Julia i Paweł (piją wodę i jedzą risotto).





JANE

Nareszcie coś porządnego... Jak mogliście mi podawać te cholerne kroplówki... I pachnie... Co to było, więzienie jakieś, czy co?...

HALL

No, super... Lubię tu przychodzić. To jest pizza. Palce lizać.

(odrywa rękoma kawałek pizzy i zaczyna jeść ze smakiem)

JULIA

Ja za rzadko bywam na mieście ostatnio.

PAWEŁ

No tak, ciąża, dziecko... Wiadomo.

HALL

Ale masz za to coś lepszego. Rodzinę.

JULIA

No, pewnie. A i tak Stella każe mi wracać do pracy. Tyle, że wytargowałam pół etatu... No, nawet takie podzielone.

PAWEŁ

Ale to bardzo dobry układ. Dwie godziny do południa, dwie po... Mieszkasz blisko, możesz się zająć dzieckiem.

JULIA

Mam opiekunkę, ale zawsze...

HALL

Julia, oczywiście.

JANE

No, a co ze mną? Dla mnie też macie jakiś "oczywisty" układ?

HALL

(przełyka kolejny kawałek pizzy i sięga po piwo)

No pewnie. Do kasy cię nie dopuścimy, bo narozrabiałaś. Co. Mówię, jak jest. Ale mamy pewien problem, którym się możesz zająć. AIDS.

JANE

Co?

HALL

Dobrze słyszałaś.

(popija piwo)

JULIA

No tak. My się koncentrujemy na genetyce, nowotwory... dobrze wiesz. A mieliśmy się zająć także AIDS, nawet były już pewne przymiarki. Od kilku miesięcy dostajemy pytania i monity z różnych stron, że nic nie robimy w tym kierunku. Wiedzą, bo Fundacja jest transparentna. I naciskają.

PAWEŁ

Patrzą nam na ręce różne instytucje.

JULIA

Normalne. Dlatego tak nas zabolała ta wasza wpadka w Londynie. Co, za mało zarabiałaś?

JANE

To zupełnie nie tak. Przecież myśmy tylko grali na giełdzie. Zebraliśmy trochę kasy z innego źródła i nam nie poszło. Zrobili z tego wielką aferę... A skąd Fundacja ma pieniądze? Od Holdingu.

JULIA

Ale są powiązania. Transparentne właśnie.

JANE

No, a jak to się zaczęło, z Fundacją? Kto ją założył?

HALL

(ma w ustach kawałek pizzy)

Bajkowy miliarder ze Stanów.

JANE

(nawija sobie makaron na widelec i spogląda na niego spode łba)

Aha. Akurat. Miliarderzy są chytrzy. Ci bajkowi też.

HALL

A kto cię wyciągnął z pudła? Nie zastanawiałaś się nad tym? Wiesz, ile kasy na ciebie poszło? Trzeba mieć układy, tam na górze, żeby wszystko ładnie posprzątać.

JANE

I ty jesteś ten "czyściciel"? Jak Reno w tym, no, w "Nikicie"?

HALL

A czy ja mam tutaj jakieś walizki z chemikaliami?

(rozgląda się wokoło siebie, jakby czegoś szukając; sięga po kolejny kawałek pizzy i odgryza kęs)

Pomyliłaś filmy. Oum... Dobra ta pizza... Ale najbardziej lubię chyba hawajską. Z ananasem. A frutti di mare zawsze mi śmierdzi.

PAWEŁ

Jane, wracajmy do tematu. Nie jesteś biologiem, ale jesteś kumata, jak to by powiedział Hall. Organizacja, logistyka, strategia... Powinniśmy się zająć AIDS ze względów prestiżowych. Nie oczekujemy od ciebie, czy od całego zespołu Wiktora cudów, wiele osób połamało sobie już na tym zęby...



Julia elegancko operuje widelcem na swoim talerzu.



JULIA

Są szczepionki, leki, właściwie, dwa rodzaje. Można tak w skrócie... Jedno, to podejście wirusowe. A drugie, genetyczne. Terapia genowa. I to jest bliskie naszemu działaniu.



Hall kończy już jeść, lekko przesuwa talerz od siebie, ku brzegowi stołu, bierze piwo do ręki.



HALL

Amerykanie mają swój gen Trdxh dwadzieścia cztery, kodujący białko, ee, no, zapomniałem. No, to blokuje rozwój infekcji. Formowanie się wirionów.

JULIA

CD cztery cztery.

HALL

No. I inne. My nawet zaczęliśmy iść w tym kierunku, ale za dużo było innej roboty, sama wiesz.

PAWEŁ

Ponad milion próbek. No, a teraz mamy taką bazę danych... I można "to" wyjąć z lodówki.

JANE

Ale ja się przecież na tym kompletnie nie znam.

PAWEŁ

Ale na biznesie się znasz. Pi er, kontakty...

JANE

Szpiegostwo przemysłowe...

HALL

Chyba zwariowałaś. Ukraść? My chcemy sami coś znaleźć i dobrze to sprzedać. Po drugie, prace są wszędzie na świecie utajnione. Bo to są ogromne pieniądze. A jeszcze ABW patrzy nam na ręce i inni... Szalona... Ciebie chyba coś pogięło.



Hall kiwa głową ze zdumieniem i dezaprobatą i kończy swoje piwo, odstawia pusty pokal na stół. Jane, Julia i Paweł kończą powoli swoje dania.



JULIA

Ty chyba naprawdę myślisz, że my tu, w Fundacji, jesteśmy jakimiś szpiegami, nie?

JANE

No, a nie jest tak? Fundacja jest na was. Dwunastu członków Rady. Tu nie ma żadnego miliardera z Teksasu.

HALL

No tak, przylecieliśmy z kosmosu, przywieźliśmy tonę złota i diamenty, a teraz badamy ludzkie DNA. Ot, tak, bo akurat nie mamy co robić. Takie hobby.

(rozpiera się wygodnie na krześle)

PAWEŁ

Altruistycznie.



Julia śmieje się pod nosem i spogląda na Jane ironicznie.



JULIA

Węszysz, węszysz, a tu nic. Zanim powstała Fundacja, ciężko pracowaliśmy wszyscy. Grzebałaś w naszych papierach, to wiesz. Ja, na przykład, byłam kilka lat w Stanach. Tam dobrze płacą, wiesz?

PAWEŁ

To pieniądz robi pieniądz. Chyba to rozumiesz, nie? A co mogą robić biolodzy z pieniędzmi? Otworzyć sklep w Galerii? Albo knajpę, taką jak ta?

JULIA

(uśmiecha się do Pawła)

Ona cały czas jest przekonana, że my tu szykujemy jakiś gruby przekręt na dotacjach, a oni, tam, w Londynie, popsuli nam szyki.

PAWEŁ

Mogliśmy cię zostawić, radź sobie sama. Jak taka mądra jesteś. Ale nasza kasa poszła na ciebie. Rozumiesz? Jesteś nam coś winna.

HALL

Wy tu, kurwa, wszyscy myślicie, że kasę trzeba koniecznie ukraść. A wystarczy tylko trochę pogłówkować, to można całkowicie legalnie zarobić straszne pieniądze. Tylko u niektórych z myśleniem jest kiepsko. Robiłaś na giełdzie i co? Kanał... Ech. Warto był skubać na grosze angielskich podatników? Co? Angolka?



Jane spogląda na niego ze złością znad talerza. Paweł kończy swoje risotto i odsuwa talerz. Sięga po szklankę i popija wodę.



PAWEŁ

Badania genetyczne to żyła złota. Nie dość, że mamy własną kasę, to jeszcze pchają się do nas różne instytucje, mamy dotacje... Spójrz na firmy farmaceutyczne. Miliardy... Ile oni wydają na reklamy....

(pije wodę)

Na byle gówno, że tak powiem... I jakie mają przy tym zyski!... A jak coś się znajdzie, to po prostu... Kopalnia złota.

(wzrusza ramionami z uśmiechem)

JULIA

Chyba dociera do niej wreszcie.

HALL

Miejmy nadzieję.







scena 18.







Salon w domu Stelli (jak w scenie 5). Stella i Julia parzą sobie cappuccino w kuchni i przechodzą do salonu.





STELLA

Gdyby mnie tak nie ciągnęło, to byście mnie zobaczyli dopiero latem.

JULIA

Sama tak mam. No, może i dobrze, że wracasz, bo ja... no...

STELLA

Co?...

(przygląda się jej uważnie)

No nie. Jesteś w ciąży? Przecież to dopiero cztery miesiące...

JULIA

(ucieka przed jej wzrokiem)

Jeszcze nie wiem. Boję się kupić sobie test.



Stella lekko się uśmiecha do niej, podchodzi do fotela i siada wygodnie, stawiając filiżankę kawy na stole.



STELLA

Głupia... Powinnaś się cieszyć. Tu nie ma żadnych koncesji. Tu my jesteśmy Komisja. Ale...



Stella macha ręką, jakby zrezygnowana. Julia siada obok niej, trzymając filiżankę w dłoni.



JULIA

A ty co jesteś taka zdołowana?

STELLA

A, tak ogólne.

JULIA

Ogólnie, ogólnie. Jasne.

STELLA

A jak tam nasza piękna Jane?

JULIA

No, działa. Jakby nawet nie zauważyła, że nie ma tu Marcina. Dobrze, że go odesłałaś do Stanów.

STELLA

Tu by się tylko pętał, przeszkadzał Hallowi... On jest bankowcem, to niech tam sobie siedzi w Nowym Yorku i zarabia dla nas pieniądze.

JULIA

Pewnie.

STELLA

Wiesz, myślałam, że już coś z tego będzie, a tu, widzę, nic. Może on ma taką "strategię działania"?

JULIA

(miesza kawę łyżeczką i popija powoli)

Czasami to mi się wydaje, że on zna nas lepiej, niż my same. Jakby w nas czytał. Daj mu trochę czasu.

STELLA

Chyba tak. Co innego, poderwać jakąś panienkę na imprezie, czy na dyskotece, co innego tutaj...

(miesza kawę, potem podnosi filiżankę do ust i pije swoje cappuccino)

JULIA

No... Tak sobie wyobrażałam, że on może ją zahipnotyzuje, albo jakaś telepatia?...



Stella i Julia śmieją się lekko.



STELLA

Nie... Ona jest za cwana na takie numery. To musi być "działanie gruntowne".

JULIA

Tylko, żeby ten nasz "ogrodnik" za bardzo nie przesadził. Ma zrobić to, co obiecał.

STELLA

No.



Uśmiechają się do siebie i popijają kawę.







Scena 19.







Salon w domu Stelli (jak w scenie 5). Przez okna i drzwi tarasowe widać ogród, kilka kwitnących krzewów forsycji. Stella, i Paweł siedzą w salonie, rozmawiają.





STELLA

No i jeszcze jeden problem.

PAWEŁ

Ale to jeszcze nic pewnego, może Adam przesadza? Analizował ostatnie operacje Marcina i jest zaniepokojony.

STELLA

Tak, czy siak...

PAWEŁ

Miał go mieć na oku, wiem... On gra też opcjami, a po Londynie bardzo chce się wykazać...

STELLA

Zobaczymy. Anka też coś będzie wie...dzieć.



Słychać DZWONEK do drzwi. Stella natychmiast wstaje i podchodzi do drzwi. Otwiera je i wpuszcza do środka Annę, z małym dzieckiem w koszyku podróżnym oraz Halla z dużą walizką. P także wstaje i podchodzi do drzwi.



STELLA

No, jesteście. Nareszcie.



Całują się z Anną. Hall stawia walizkę na podłodze a potem ściąga kurtkę i wiesza ją na wieszaku, wita się z Pawłem.



STELLA

Jak tam lot? Wszystko w porządku? Jak tam nasze maleństwo?

HALL

A ja?

STELLA

A co, chcesz buzi?

PAWEŁ

Cześć, Ania. To mała Klaudia?

ANNA

No, cześć, cześć.



Całują się w policzki. Stella zagląda z ciekawością do koszyka podróżnego.



STELLA

No, pokaż ją, pokaż.

ANNA

Klaudia. Dwa miesiące. Ładna, nie?

STELLA

Super. Daj mi ją, a ty ściągnij kurtkę. No, chodź do mnie, kruszynko...



Stella odbiera od Anny koszyk podróżny z dzieckiem. Anna ściąga kurtkę oraz torebkę i podaje je Hallowi. Hall wiesza kurtkę na wieszak, torebkę kładzie na stoliku obok.



STELLA

Wojtek poszedł z Sylwią na spacer, nie mógł się już was doczekać. Napijecie się kawy?

ANNA

Nie, nie. Ja tylko bawarkę.

HALL

(ze śmiechem)

To ci babiniec. Żłobek się tu zrobił, a nie porządna firma...



Stella stawia koszyk ze śpiącym dzieckiem na sofie.



STELLA

Cicho, ty się nie znasz. Śliczne dziecko. Chodź, Ania, zobaczysz pokój mojej Sylwii.

ANNA

No właśnie. Właśnie. Mam coś dla niej. Hall, gdzie jest moja torebka?

HALL

O, tu, na stoliku. Już ci daję.



Podchodzi do Anny i podaje jej torebkę. Stella i Anna wychodzą do drugiego pokoju. Hall wraca z Pawłem do salonu.



HALL

No, teraz to je wetnie na pół godziny.

PAWEŁ

To co, po koniaczku?

HALL

Ano, po koniaczku.







scena 20.







Salon w domu Stelli (jak w scenie 5), nieco później. Na stole puste filiżanki, kieliszki, talerzyki, jakieś ciasto. Stella, Anna, Hall i Paweł siedzą przy stole. Nastrój jest niezbyt radosny.





STELLA

Jeszcze jeden kłopot.

HALL

E tam, przesadzasz, jak zwykle. To akurat jest bardzo dobra wiadomość.

STELLA

Byłaby. Byłaby, gdyby nie główny cel.

ANNA

Ale o co ci chodzi, Stella. Ja wiem, że mamy robić coś zupełnie innego, ale... Jak się już trafiło? No?

STELLA

"Coś zupełnie innego". No właśnie.

PAWEŁ

Ale to nam da takiego kopa... Pomyśl tylko...



Stella spogląda na niego ze złością, jak na kogoś głupiego...



STELLA

Kopa. No... Świetnie to ująłeś. Brawo. Lepiej już nie można. Naprawdę świetnie. Brawo... Dopóki jesteśmy małym trybikiem, bez jakichś konkretnych wyników, giniemy w tłumie.

(bierze do rąk filiżankę i odstawia ją po chwili z powrotem na stół)

Nikt nas nie dostrzega. Taka tam sobie fundacja. Cicha, gdzieś na zadupiu. Nikt się nam nie przygląda. Takie tam sobie małe laboratorium. A, prowadzą jakieś tam badania. Można machnąć na nich ręką... A wy chcecie to wszystko rozbuchać! Będziemy jak na widelcu... A za rok przyleci Trzecia. Spytają: "macie"? A ja co im powiem? Że właśnie opatentowaliśmy nowy lek? Że przełom w medycynie?... Dla kogo?... Pytam. Dla kogo?... Dla nas? Dla jakich "nas"? Co?



Zalega głucha cisza. Po kilku sekundach Hall wstaje z fotela i podchodzi do barku w komodzie.



HALL

Komu nalać?

ANNA

Ja nie mogę...

STELLA

(zrezygnowana i podłamana)

Nalej.



Hall otwiera barek i napełnia koniakiem trzy kieliszki. Podchodzi do stołu i podaje Stelli i Pawłowi alkohol, swój kieliszek trzyma w ręku. Anna kiwa głową, zmartwiona.



ANNA

Napiłabym się...



W milczeniu piją koniak. Paweł podaje pusty kieliszek Hallowi.



PAWEŁ

Nalej jeszcze.



Hall wypija swój koniak, odbiera kieliszek od Pawła, podchodzi do barku i nalewa oba. Wraca, podaje kieliszek Pawłowi i siada, wypija swój koniak do połowy, trzyma kieliszek w ręku. Paweł tak samo.



ANNA

Ciągnęłam to, jak jakaś głupia. Jak w amoku jakimś.

PAWEŁ

Wierzę. To jak los na loterii.

ANNA

Nawet, jak byłam na porodówce...

HALL

Tragikomiczne.



Hall wypija swój koniak i stawia kieliszek na stole. Stella dopija swój i także odstawia kieliszek. Chwilę trwa milczenie.



ANNA

Olaf i Piotr to dokończyli. Ja od tygodnia wciągam się w to z powrotem. Właśnie zaczęliśmy testy kontrolne, już drugie, bo nie mogliśmy uwierzyć...

STELLA

Daruj sobie. Nalej mi jeszcze, Hall.



Paweł dopija swój koniak, Hall bierze ze stołu puste kieliszki, bierze też od Pawła, wstaje i podchodzi do barku, nalewa alkohol, odwrócony do nich plecami. Nikt nic nie mówi.



HALL

Nie zamieciemy tego pod dywan. Nie da rady...



Hall wraca do nich i podaje im kieliszki; siada w fotelu.



HALL

A ile czasu patent jest tajny? Tak, żeby nikt do niego nie zajrzał? Chyba osiemnaście miesięcy. Trzeba sprawdzić... To by nam dało trochę czasu. Tylko pytanie, czy ciągnąć dalej temat?



Hall popija koniak. Stella i Paweł także piją.



ANNA

Ja już sama nie wiem...

HALL

Zamknąć temat, po ponad roku badań? I co, szukać innych rozwiązań?... A jakie szanse daje ten twój ZTX, co? Bo będziemy się starać o patent, a program badawczy zamkniemy?... No, to jest dopiero podejrzane!



Hall dopija koniak. Kręci kieliszkiem w dłoni i odstawia go.



PAWEŁ

Właśnie. Nie możemy zamykać.



Stella przełyka koniak i odstawia pusty kieliszek.



STELLA

Anka, co z tego twojego cudu da się jeszcze wycisnąć dla nas?

ANNA

Szanse są spore. Ale trzeba przestawić trochę system. Trzeba by się cofnąć. No, nie na sam początek, ale z miesiąc, dwa...

STELLA

Innego wyjścia nie widzę. Nie wiem, czy ci gratulować, czy nie?... I czego. Hall, masz papierosy?







Scena 21.







Pomieszczenie laboratorium ( jak w scenie 7). Biurko, fotele, dwa białe, obrotowe taborety. Typowy sprzęt: stoły, odczynniki, szkło. Obok biurka bufet z ekspresem. Na ścianie tablice korkowe z jakimiś fiszkami, lustro.

Teresa ściąga rękawice, kaptur ochronny, potem cały kombinezon z butami i zostaje w swoich białych spodniach i T-shircie. Hall kładzie coś na biurku, potem podchodzi do ekspresu, WŁĄCZA go i podstawia filiżankę.





TERESA

Dla mnie cappuccino. To co, przyniosłeś, mówisz?

HALL

Tak. Masz to tu, na pen drive.

TERESA

Fajnie. Jeszcze te cholerne buty... To opowiadaj.

HALL

O czym?

TERESA

No, o Jane.

HALL

A o czym tu mówić?

TERESA

No, nareszcie.



Zwija kombinezon i kładzie go na jednym z krzeseł. Ubiera białe klapki. Podchodzi do lustra i poprawia sobie włosy, przygląda się sobie uważnie.



TERESA

No, to już kilka miesięcy przecież. Jakieś postępy, co?



Hall stawia jej filiżankę na biurku, przy jej fotelu. Potem wraca do ekspresu i robi sobie podwójne espresso.



HALL

E tam...



Teresa przechodzi do fotela i siada za biurkiem, przygląda mu się z uśmiechem.



TERESA

Ja myślałam, że będziesz ją jakoś podrywał, czarował, jak to ty zwykle, a ty ją po prostu ignorujesz. To taka twoja strategia, co?



Hall odwraca się do niej i kiwa głową, z krzywym uśmiechem.



HALL

Oj, Terenia, Terenia...

TERESA

Coś ty się zrobił taki markotny ostatnio? Chory jesteś czy co?



Hall bierze swoją kawę i siada naprzeciwko Teresy.



HALL

Nie tam...

TERESA

Przecież to już prawie pół roku. Myślę sobie: on ją ignoruje, a ona, na początku jak trusia cicho siedzi, jak zbity pies... Teraz to się już rozkręciła, ba, podoba mi się nawet jej robota, nie węszy... Nawet jakby zaczęła cię kokietować... Nawet nie „jakby”.

(miesza sobie kawę; chwilę milczy)

Bo myślała, że ją będziesz czarować, a ty nic. No, ty stary lisie, muszę przyznać, że...

HALL

Tereska...

TERESA

No co? Pełen szacun. Każda by się na to złapała, ty cholero...

(uśmiecha się do niego pogodnie. Po chwili mruga okiem)

Kiedy atakujesz? Jeszcze musi trochę zmięknąć, co?

HALL

Teresa, nie męcz mnie tą blondi.

TERESA

Jakież to męczarnie, biedaku... To po co ci ten cały babiniec?

HALL

Ty też masz mnie za "kolekcjonera"?

TERESA

A nie jesteś?

HALL

Jak ty mnie jednak mało znasz, Terenia. A ja ciebie traktuję jak najlepszego kumpla. Sorki... A kobiety... Absolutnie nie czuję do was żadnej potrzeby rywalizacji. Dla mnie każda kobieta to żywe dzieło sztuki... Ja nie muszę was w ogóle zdobywać. Ja się wami cieszę po prostu. Bo życie jest piękne... Jesteście jak nagroda, jak spełnienie. Jak sól.

(sięga po filiżankę i popija swoje espresso)

TERESA

Jaka głębia myśli... Żadnej rywalizacji?

HALL

Chyba cię to nie obraża?



Hall odstawia filiżankę na biurko. Teraz Teresa sięga po swoje cappuccino.



TERESA

A na ciebie można się obrazić? Fakt, jesteś babiarz, ale ja cię lubię. A to... E... Ale coś cię gryzie. Nie ona, to co?

HALL

Co, co. To, co wszystkich nas.

TERESA

A, ty o tym.

(pochmurnieje nagle i odstawia swoją kawę)

HALL

No o tym, o tym.

TERESA

Jezu, Hall, odpuść sobie.

HALL

Teresa, trzeba prawdzie spojrzeć prosto w oczy. Nie można tego odwlekać w nieskończoność.



Zalega milczenie. Teresa ciężko wzdycha.



HALL

Najbardziej mnie wkurwia brak łączności. Nie wiem, jak ja to wytrzymam. Jeszcze prawie cały rok. My nic nie wiemy. A może rozkazy się zmieniły? Może będzie inaczej?

TERESA

Inaczej, inaczej.

HALL

Wy wszyscy poszaleliście. Wszyscy. Rzuciliście się na to życie tutaj, jak szczerbaty na suchary.

TERESA

A ty co, mało to miałeś bab?

HALL

Pewnie, pewnie... A myślałaś, że jak przyjdzie co do czego... No, jak spojrzysz w oczy Tomkowi? A twojemu Piotrusiowi? I co im powiesz?...

TERESA

(błagalnie)

Hall...

HALL

Nie uciekniesz od tego.

TERESA

Koszmar...

(kładzie głowę na biurko i zakrywa ją dłońmi)

HALL

No, żebyś wiedziała...



Zalega głucha cisza.



HALL

Teresa, ty jesteś z Pierwszej. Dawaliście nam sygnał przed naszym lądowaniem. Skąd? Gdzie jest nadajnik i odbiornik?

TERESA

Ty chcesz...

(podnosi głowę i spogląda na Halla)

HALL

Stella nie może nic o tym wiedzieć. Muszę sprawdzić, czy już nadszedł sygnał. Może coś się zmieniło... Muszę, bo inaczej zwariuję.

TERESA

(nagle opanowuje się)

U Stelli w domu. W piwnicy. To jest właściwie bunkier. Nie wejdziesz tam... I nie masz klucza dostępu... No i są kamery, plomby, cały nasz system bezpieczeństwa...

HALL

Skąd wiesz?

TERESA

Przed waszym przylotem byliśmy tam wszyscy, razem. Sam tam nie wejdziesz. Poza tym, mogą być jakieś szyfry, kody... Ja ich nie znam. No i jeszcze, skąd wiesz, że jest już jakiś sygnał?

(milknie na chwilę)

Ze względów bezpieczeństwa sygnał przychodzi na miesiąc przed lądowaniem następnej ekipy. Zakodowany.

HALL

Kurwa.

TERESA

Jesteśmy udupieni.



Zalega milczenie.



TERESA

Hall?...



Hall kiwa głową, jakby zaprzeczał.



TERESA

Hall?...







scena 22.







Salon w domu Stelli (jak w scenie 5). Stella i Hall siedzą w fotelach.





STELLA

Nie, nie i jeszcze raz nie.

HALL

Ależ, Gwiazdko ty moja...

STELLA

Weź mi tu... Ni cholery nie pojedziesz. Masz już bilet, jutro lecisz.

HALL

Stella, kochana moja, te kilka dni przecież nic nie robią. Wrócę w poniedziałek rano...

STELLA

Nie. Ostatnio znikasz gdzieś na całe dnie, nie ma cię w pracy...

HALL

Ale tam. Wszystko idzie do przodu.

STELLA

Aha. Akurat. I jeszcze miałeś się zająć tą Angolką, a ty co? Znalazłeś sobie jakąś nową lafiryndę. Na weekend w góry? Nie ma mowy. Lecisz jutro i tyle.

HALL

Niunia, to tylko kilka dni później. Proszę cię...

STELLA

Nie.







scena 23.







Duży pokój w mieszkaniu Teresy (jak w scenie 15). Typowe meble, wyłączony telewizor. Okna odsłonięte, letni, upalny dzień.

Teresa stoi przy otwartych drzwiach w przedpokoju, wchodzi poważny Hall. Teresa, zaniepokojona, ZAMYKA za nim drzwi.





TERESA

No i?

HALL

Lekko nie było.

(nagle kiwa głową, uśmiecha się do niej szeroko i puszcza oko)

Lecę w poniedziałek.



Teresa wzdycha, odpręża się. Przechodzą do pokoju i siadają w fotelach przy stole, na którym leży zamknięty laptop.



TERESA

No, super. Na laptopie masz programy do dekodowania. Tylko ten klucz... Nawet nie wiadomo, czy może być tylko jedna osoba... Jak nie, to nici.

HALL

Mam dwa dni, coś wymyślę.

TERESA

System bezpieczeństwa może być zdublowany.

HALL

A co mi tam. Idę na pałę. I co mi zrobi? Wyrzuci z pracy?

TERESA

Ale że ty wpadłeś na to, że jest drugie centrum łączności... Głupia jestem.

HALL

Musi być. Rezerwowy. Z naszego statku.

TERESA

Właśnie. Ale nie wiadomo, czy tam. Aha, chcesz coś do picia? Kawę?

HALL

Nie. Ale masz może mineralną? Gorąco dzisiaj.

TERESA

No, siedź, zaraz ci przyniosę.



Teresa wstaje i wychodzi z pokoju do kuchni. Hall wstaje i idzie parę kroków za nią.



HALL

A po co ta dacza na Mazurach? Nikt z nas tam nigdy nie był, nawet na jakimś głupim grillu. To nie jest dziwne?



Teresa wraca i podaje mu szklankę z wodą.



HALL

Dzięki, Terenia.



Siadają z powrotem w fotelach. Hall pije wodę i odstawia szklankę na stół.



HALL

Okamerowany teren, las, jezioro...

TERESA

Ale pewności nie masz.

HALL

No nie mam, nie mam. Najwyżej wpadnę. Zresztą, w ogóle nie wiadomo, czy jest już ten cholerny sygnał.

TERESA

A nasze zabezpieczenia?

HALL

A po co, myślisz, jeździłem na to zadupie z pięć razy ostatnio? Żeby sobie połazić po lesie?... Mają cztery zwykłe kamery, oprócz tego sześć naszych. I nasze pasywne czujniki w ziemi. W środku pewnie też coś mają. Ale to wszystko betka, bo przesyłają sygnał internetem satelitarnym. Wystarczy rzucić cegłówką w talerz, że niby awaria... Śmieszne, jak na Stellę. Tam coś jeszcze musi być.

TERESA

No tak, tak... Zdublowane pewnie. Standardowa procedura. Cholera...

HALL

No?

TERESA

Nic, mam nadzieję, że ci się uda. A może jechać z tobą, Hall?

HALL

Nie. Trzymajmy się planu. Ty musisz zostać tutaj, przypilnować Stelli. Bo jakby jej się zechciało nagle jechać na weekend na Mazury...

TERESA

Coś wymyślę. Jeszcze nie wiem co, ale wymyślę... A plomby? Będzie wiadomo, że ktoś przy tym grzebał.

HALL

A to już jest najmniejsze zmartwienie.

TERESA

A co zrobimy potem? Jak nic się nie wyjaśni?

HALL

To coś wymyślimy. Antidotum, jak coś znajdziemy... Ale nie możemy znaleźć. Rozumiesz? Do tej pory nic nie znaleźliśmy, to może tak zostać. Zresztą, przecież tak naprawdę bardzo trudno coś znaleźć.

TERESA

Hall, na kompie masz programy dekodujące, deszyfrujące, inne tam drobiazgi, do kamer, oprócz tego masz tu jeszcze, na pen drive, nasze. Od Anki. Świeżutkie.

HALL

To ona też wie?

TERESA

No, nie gniewaj się. Wprowadziłam ją w to, bo... no... bo. Jest w tym najlepsza.

HALL

No, jest. Fakt... I co, tak sobie gadałyście przez telefon?

TERESA

Hall, do cholery...

HALL

A jak ona ci to przesłała?

TERESA

Czasami to mi Stellę przypominasz, wiesz?

HALL

Konspiracja, kurwa... No dobra. Mleko się rozlało i tyle.

TERESA

No, wraca stary Hall, super kogut.

HALL

Teresa...

TERESA

No co? Co? No dobra... Sorki. Ja tak z przyzwyczajenia... Przecież wiesz...

HALL

No... Dobra. To co? Idę... W piątek po południu jadę, na miejscu będę wieczorem, wiem gdzie są kamery, te ich i te nasze... No, Teresa, idę...



Wstają i wcale nie śpieszą się do drzwi.



TERESA

Hall?...

HALL

Teresa?...

TERESA

Tylko wróć.

HALL

Przecież muszę.







scena 24.







Dosyć duża, trochę zagracona betonowa piwnica. Pod ścianą stoją dwa stare drewniane regały ze słoikami i butelkami, trochę zakurzone oraz stary rower. Malutkie, zakratowane okienko na drugiej ścianie, przy suficie. Na środku stoi stary stół i równie stare krzesło. Obok stołu wpuszczone w betonową podłogę jakieś solidne, spore metalowe pudło, pomalowane zieloną farbą. Na stole leży otwarty laptop, na ekranie widać jakieś kolorowe wykresy.

Na krześle przy stole siedzi Hall, WYSTUKUJE coś na klawiaturze laptopa. Potem wstaje, podchodzi do metalowego pudła, szuka czegoś na jego powierzchni. Wraca do laptopa, siada, znowu coś STUKA w klawiaturę. Na ekranie pojawiają się jakieś inne, dziwne wykresy. Hall chwilę wpatruje się w ekran, potem znowu coś WYSTUKUJE na klawiaturze. Znowu wstaje, podchodzi do pudła, dotyka górnej powierzchni, szukając czegoś na niej. Nie znajduje, wraca do laptopa, siada, PISZE ponownie coś na klawiaturze. Wpatruje się w ekran, potem STUKA w klawisze. Wpatruje się w ekran, kolory wykresu zmieniają się na zielone. Hall trzyma chwilę palec nad klawiszem enter, po czym NACISKA go.

Słychać cichy TRZASK. Hall wstaje, podchodzi do skrzyni, szuka czegoś na jej powierzchni, znajduje jakieś wybrzuszenie, naciska na nie. Po chwili ze skrzyni wysuwa się przedmiot podobny do tabletu, z przyciskami na bokach. Hall naciska kilka z nich. Na powierzchni przedmiotu pojawiają się jakieś geometryczne wzory, w różnych kolorach. Hall naciska po kolei kilka. Słychać jakiś DŹWIĘK. Hall naciska jeszcze kilkanaście razy kolorowe wzory.

Nagle pojawia się nad skrzynią jakiś błysk, potem na ekranie laptopa pojawia się HOLOGRAM. Duża twarz osoby przypominającej elfa, o oliwkowej cerze, z długimi, skośnymi uszami, lekko skośnymi oczami i jasnofioletowymi, długimi włosami. Postać przedstawiana przez HOLOGRAM zaczyna ruszać ustami i słychać jakiś dziwny GŁOS, dziwny, śpiewny, obcy język.



HOLOGRAM

Abogama, abogama, samoruen dornek...



Hall, zaskoczony, wpatruje się przez chwilę i słucha, potem WYSTUKUJE coś na laptopie, chwilę myśli nad czymś, po czym naciska kilka kolorowych wzorów na obcym przedmiocie. HOLOGRAM znika. Hall naciska wzory, jakby pisał coś na klawiaturze laptopa. Po czym chwilę namyśla się i naciska kolejne. HOLOGRAM znowu pojawia się.



HOLOGRAM

Uwaga, uwaga, załogi statków Alfa jeden, Alfa dwa. Komunikat nadzwyczajny. Na Ziemi jest dwunasty kwietnia dwa tysiące szesnastego roku, czasu ziemskiego, lub odbieracie ten komunikat wcześniej, co nas cieszy. Witajcie. W imieniu Rady Naczelnej programu Alfa Nova, odwołujemy niniejszym wszystkie rozkazy dla załóg Alfa jeden i Alfa dwa...

HALL

Ale jaja...



Hall śmieje się głośno do siebie, wpatrzony w hologram. Nagle, jakby coś go ruszyło, dotyka szybko kilku kolorowych wzorów. Hologram znika ponownie.



HALL

Czekaj, czekaj, ptaszku, przecież ja ciebie wcale nie nagrywam...



Hall WYSTUKUJE coś na klawiaturze. Po chwili wahania wyciąga z kieszeni spodni komórkę i włącza w niej funkcję kamery. Kieruje ją ekran laptopa. Po chwili włącza także Hologram.



HOLOGRAM

...odwołujemy niniejszym wszystkie rozkazy dla załóg Alfa jeden i Alfa dwa. Dwa lata po starcie Alfy dwa, potwierdzono aktywne życie w innym rejonie kosmosu, na planecie TRBY cztery. Oddalona jest ona od Alfy o około czterdzieści dwa lata świetlne. To młoda planeta, wiek około czterech miliardów lat, grawitacja prawie taka sama, jak nasza. I pierwsze badania i te najnowsze, z wielką precyzją wskazują na aktywne życie na TRBY cztery. Wszechstronne badania potwierdziły, że geologicznie i biologicznie planeta ta jest na etapie odpowiadającym na Ziemi erze mezozoicznej...



Hall śmieje się na cały głos, uważając, aby wszystko dokładnie nagrać kamerą. Kiwa głową, jakby nie dowierzając.



HALL

Ja pierdolę... Dinozaury. Ha, ha, ha.

HOLOGRAM

...bardzo bogate złoża surowców, nie naruszony ekosystem...

HALL

A pewnie, pewnie... Polowania na dino będą sobie urządzać...

HOLOGRAM

...W związku z tym, Rada Naczelna zrezygnowała z wysłania kolejnej misji na Ziemię, koncentrując wszystkie siły naszej ojczystej planety na programie kolonizacyjnym TRBY cztery, której nadano nazwę Alfa Dwa... Sygnał który odbieracie, wysłano tak, aby można go było odebrać, po rozszyfrowaniu, od razu po wylądowaniu Pierwszej ekspedycji. Sygnał czeka na was od dwa tysiące dziesiątego roku...

HALL

Ja pierdolę...

HOLOGRAM

...W związku ze zmianami planów, odwołujemy wszystkie poprzednie rozkazy dla Alfy jeden i Alfy dwa. Rada Naczelna programu Alfa przesyła wam nowe rozkazy. Rozkazujemy: Pierwsze. Zniszczyć wszystkie dowody wskazująca na jakąkolwiek naszą obecność na Ziemi. Drugie. Zniszczyć wszystkie dowody wskazujące na nasze cele kolonizacyjne w stosunku do Ziemi. Trzecie. Zero łączności z Alfą. Czekać na sygnał od nas, co roku w dniu dwunastego kwietnia. Czwarte. Działać nadal, jako nielegalni szpiedzy. Śpiochy. Zbierać informacje, rozbudowywać bazę. Piąte. Przygotować się na przylot naszej nowej misji, tym razem dyplomatycznej, powtarzam, dyplomatycznej, na Ziemię. Szóste...



Hall naciska jakiś kolorowy wzór na przedmiocie. HOLOGRAM znika z ekranu komputera.



HALL

Dobra, dobra. Pogadałeś sobie, a teraz spadaj.



Wyłącza kamerę i chowa komórkę do kieszeni.



HALL

Ale jaja...



Chwilę siedzi cicho, lekko zgarbiony. Wyłącza komputer. Po chwili wyciąga telefon z powrotem z kieszeni, włącza odtwarzanie kamery i wpatruje się w ekran.



HOLOGRAM (GŁOS Z TELEFONU)

...To młoda planeta, wiek około czterech miliardów lat...



Hall wyłącza ponownie telefon i chowa go z powrotem do kieszeni.



HALL

No, mam cię, ptaszku...







scena 25.







Salon w domu Stelli (jak w scenie 5). Przez duże okna i drzwi tarasowe widać kilka osób w ogrodzie, stoły, ławki, grill. Po chwili wchodzą do salonu z ogrodu: Stella, Paweł, Julia, Teresa, Jane i Hall.

Wszyscy w wyśmienitych humorach, większość z kieliszkami lub szklankami w rękach.





PAWEŁ

Ale się objadłem. Steki wyśmienite!

STELLA

A mojej sałatki nie pochwalisz?

Hall

Steki robił Wojtek, Stella sałatkę.

JULIA

I wszystko jasne. Cała nasza szefowa.

TERESA

Nasza kochana szefowa.



Hall i Jane stoją pośrodku salonu, uśmiechnięci, trzymają się za ręce.



HALL

(naśladując głos Stelli)

Dobra. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, a teraz do roboty.



Wszyscy się ŚMIEJĄ.



STELLA

Ja ci dam, łobuzie jeden. Przedrzeźniać mnie tu będzie!

HALL

No, kochani, a teraz moja kwestia... Jane i ja zapraszamy was wszystkich, bardzo serdecznie, na nasz ślub... Kochamy się, jak już pewnie wiecie, a teraz pobieramy się.

STELLA

No, gratulacje. A jak ci się udało go usidlić? To przecież nasz super Hall.



Stella podchodzi do nich i całuje Jane i Halla w policzki, ściska im dłonie.



STELLA

Bardzo się cieszę. Nareszcie wszyscy w komplecie.

JANE

Jakoś tak wyszło.



Teresa podchodzi do Halla i wali go pięścią w klatkę piersiową.



TERESA

Ty draniu. A mówiłeś, że kochasz tylko mnie!



Wszyscy się ŚMIEJĄ. Hall obejmuje ją serdecznie i całuje w policzki.



HALL

Pewnie, że cię kocham, Teresko ty moja!



Jane ciągnie go ze śmiechem za ucho jak niesfornego uczniaka.



JANE

No no. Uważaj, co mówisz.

HALL

Ja kocham wszystkie kobiety. W ogóle, cały świat. I nawet te cholerne elfy, a co, też kocham.



Teresa całuje się serdecznie z Jane, a już w kolejce stoi za nią Julia. Przepycha się do Jane, a później do Halla, całuje oboje wylewnie, serdecznie. Potem Teresa cofa się nieco, robiąc miejsce dla Pawła.



JULIA

No, puść mnie do nich, Tereska... Naprawdę szczerze... Bardzo się cieszę... To świetna wiadomość. Super się porobiło.



Paweł podchodzi do Jane, całuje ją w dłoń, w policzki, potem potrząsa dłonią Halla i całuje także jego.



PAWEŁ

Moje gratulacje, Jane... Hall, no, chłopie... Wszystkiego dobrego... Piękna z was para... Ach, co to będzie za ślub!

TERESA

Właśnie. A kiedy?

HALL

Chcieliśmy zrobić weselisko na Boże Narodzenie, wiecie, tak klimatycznie, świątecznie... Ale robimy za miesiąc.



Wszyscy ŚMIEJĄ się serdecznie.



TERESA

No pewnie. Wszystko jasne. Tylko powiedzcie mi, proszę, kto tu się bardziej starał, co?



Nowy WYBUCH śmiechu.



HALL

Jakoś tak wyszło...

JULIA

Wyszło?... Czy weszło?...



Kolejny WYBUCH śmiechu.



STELLA

A kiedy wy się zaręczyliście?

HALL

(wzrusza ramionami)

Wczoraj.

TERESA

(uśmiecha się do niego serdecznie)

Ty stary kogucie...

HALL

No no... Tylko bez takich, Tereska. Teraz to ja jestem poważny gość. Zaobrączkowany.

JULIA

Jane, a ty się nie boisz, że on będzie chciał... no, wiesz?

JANE

E, gadanie. Już ja go przypilnuję, nie bój się.

HALL

(patrzy Jane prosto w oczy)

Mogę jej nie zdradzać. Nie mam z tym żadnego problemu. A odrobina strachu...

(spogląda na pozostałych z lekkim uśmiechem i lekko przymykając oczy oraz przekrzywiając głowę, kiwa ręką jak dyrygent)

...przecież jej nie zaszkodzi.



Jane daje mu ze śmiechem kuksańca w bok.



TERESA

Ech, ty...

HALL

Mała szczypta soli daje cały smak. Ech, życie jest pię-ękne.







KURTYNA

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
SEMPER · dnia 20.08.2017 14:43 · Czytań: 187 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
bruliben
21/09/2019 23:32
Zgadzam się z uwagami przedmówców, jednakże widzę w wierszu… »
bruliben
21/09/2019 23:15
Czyste szaleństwo, a może jego skraj, wszystko jedno bowiem… »
Gramofon
21/09/2019 22:53
Znawcy powiedzą, że mało tu środków poetyckich i zero języka… »
bruliben
21/09/2019 22:53
Drobna ważka uważka: “Ogarnęła (mnie?) panika, z całą… »
Gado
21/09/2019 21:06
Dziękuję :) »
Lilah
21/09/2019 20:28
Wiem, wiem, z pośpiechu opuściłam Kota. :) »
ClakierCat
21/09/2019 18:40
Dziekuję Lila, jestem Cat, czyli kocurek ... :) »
mike17
21/09/2019 18:23
Bardzo egzystencjalny wiersz. Mówi o tym, jak zaharowujemy… »
viktoria12
21/09/2019 16:22
miłośniczka kanapy i kocyka weź no popraw bo tak leci z… »
Kamila N
21/09/2019 14:59
Dla mnie impresja. Tylko chcę wpisać, że piękne. »
Kamila N
21/09/2019 14:53
Zastanawiam się czy poeta zbyt stary już, to by się… »
retro
21/09/2019 14:51
Odebrałam ten tekst jako dążenie do odpoczynku, wytchnienia,… »
wiosna
21/09/2019 13:03
Bardzo smutny przekaz. Przerażające, żeby przez całe życie,… »
wiosna
21/09/2019 12:59
bruliben, to już nie do mnie pytanie, a do peelki. Uważam,… »
TomaszObluda
21/09/2019 12:41
Kurcze, podobało mi się. Takie trochę smutne, trochę… »
ShoutBox
  • bruliben
  • 20/09/2019 22:13
  • Czy ktoś ma iphona i już aktualizował/a do ios13? Lepiej działa?
  • bruliben
  • 20/09/2019 22:12
  • Miłego z Krakowa :) Słucham jak szumią tutejsze tramwaje :)
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:16
  • Miłego wieczoru kochani :):)
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:15
  • Znacie? ... nie znacie ?????, to poznacie ;):):):) [link] .... :):)
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:Strayes9
Wspierają nas