Istota cz.2 - xasddfg
A A A
Od autora: Obawiam się, że robię z tej historii coś bardziej w kategorii YA. Nie wiem jeszcze czy to dobrze czy źle. Powoli tracę wiarę w ten tekst.

Rano czuł się nieżywy. Nie zmrużył oka, owładnięty niepokojem. Szukał informacji na temat tak realnych snów w internecie. Jedyne co znalazł to historie lunatyków, którzy podczas snu robili sobie przypadkiem krzywdę. Antoni nie cierpiał na lunatyzm, przynajmniej nic mu o tym nie było wiadomo. Co dziwniejsze, zauważył, że kilka forów na temat OBE zniknęło. Odkąd zainteresował się tym tematem, strony, na których czytał, często nie pojawiały się drugi raz. Jakby ktoś je usuwał. Jednak to nie było jego najgorsze zmartwienie. Wiele razy podczas tej bezsennej nocy wydawało mu się, że traci kontrolę nad swoim ciałem. Kubek z kawą wypadł mu z ręki. Tak po prostu. W jednej chwili trzymał go mocno, w drugiej po prostu upuszczał. Oddychanie także nie przychodziło mu łatwo, częściej brakowało Antkowi powietrza, jakby coś wyrywało mu je z płuc. W gardle go drapało. Najgorsze jednak było gorąco. Antek otworzył wszystkie okna w swoim pokoju, jednak nadal czuł się jak w piekarniku.
Tak niewyspany, poirytowany i przestraszony poszedł do szkoły. To był jego ostatni rok w technikum, za trzy miesiące czekały go ostateczne egzaminy. Antoni miał duże ambicje, chciał dostać się na Akademię Morską, od dziecka żeglował wraz z ojcem. Marzył o podróżowaniu, czuł, że w miasteczku gdzie mieszkał, zmarnowałby swoje życie.
— Wyglądasz jak zombie — rzucił Albert na widok Antka.
— Dobrze, że nie masz mózgu, bo jeszcze bym ci go zjadł — odgryzł się Antoni, siadając na ławce obok swojego przyjaciela. Albert uśmiechnął się, przewracając ciemnymi oczami; znali się z Antkiem od przedszkola, mieszkali na jednym osiedlu i od czternastu lat chodzili do tej samej klasy. Albert był wysokim i bardzo chudym pół-Latynosem, z czarnymi włosami, które musiał ścinać na krótko, bo szybko przeradzały się w afro; w przeciwieństwie do swojego brata Nataniela, Albert nie należał do najprzystojniejszych, jednak nie umniejszało mu to popularności, znał prawie każdego i każdy znał jego.
— Księżniczka spała na ziarnku grochu? — kontynuował Albert, niezrażony nastrojem przyjaciela.
— Księżniczka nie spała wcale — burknął Antek w odpowiedzi i już miał zacząć opowiadać Albertowi o dziwnych wydarzeniach tej nocy, kiedy zabrzmiał dzwonek na pierwszą lekcję.
— Muszę ci coś powiedzieć — Antek złapał Alberta za ramie w drodze do klasy — Coś związanego z historiami twojego brata — dodał szeptem.
Dotąd radosna twarz Alberta, stężała.
Antek czuł, że ludzie mu się przyglądają, nikt jednak nie patrzył mu w oczy. Musiał wyglądać naprawdę źle, bo nawet nauczycielka spytała go, czy dobrze się czuje. Oczywiście odpowiedział, że wszystko w porządku. Co innego miał powiedzieć?
No wie pani, nie jestem przygotowany, bo w nocy prawie umarłem ścigany przez istotę z innego wymiaru?
Albo posłałaby go do dyrektora, albo do psychiatry.
Każdy kolejny krok wywoływał falę gorąca nie do wytrzymania. Ledwie Antoni doszedł do ławki, czuł, że jest zlany potem. Albert bacznie mu się przyglądał, gdy zajmował miejsce u jego boku.
— Stary naprawdę źle wyglądasz, cały zbladłeś — szepnął do niego.
Antoni wzruszył ramionami, nie chcąc zamartwiać przyjaciela; chociaż gdzieś w jego umyśle kołatała się myśl, że jego złe samopoczucie związane jest z nocną nieprzygodą. Niewidzialne dłonie zaciskały się na jego gardle, zmuszając do wstrzymania oddechu. Łokciami oparł się o ławkę i schował twarz w dłoniach. Policzył do pięciu, próbując się uspokoić, serce mu waliło.
Jakby z oddali usłyszał kobiecy głos.
— Antoni, wszystko w porządku? Może idź do pielęgniarki, cały posiniałeś — Nauczycielka machnęła na Alberta, by ten towarzyszył mu w drodze.
Albert nic nie mówiąc, położył dłoń na ramieniu Antka i dyskretnie podtrzymywał go, gdy ten się podnosił. Antoni odetchnął głęboko, jakby przez cały ten czas brakowało mu powietrza.
Zauważył, że wszyscy jego klasowi znajomi uważnie mu się przyglądają. Na niektórych twarzach widać było zmartwienie, inne uśmiechały się drwiąco. Antoni cieszył się opinią osoby przeważnie lubianej, jednak lista osób, z którymi miał na pieńku była dłuższa, niż chciał przyznać.
Chłopcy wyszli na korytarz i Antek lekko kopnął drzwi za sobą, potem ciężko opadł na najbliższej ławce.
— Siadaj — polecił Albertowi, który kręcił z niezadowoleniem głową
— Nie pójdziemy do pielęgniarki co?
— Przecież ona nie może nawet podać mi leku przeciwbólowego, jak ma mi pomóc?
Albert zrezygnowany usiadł obok niego.
— Powiesz mi, co się stało? — spytał.
Antoni splótł drżące dłonie. Teraz albo nigdy. Miał nadzieję, że chociaż Albert nie weźmie go za wariata. Sam tak właśnie się czuł.
— Pamiętasz, tego lata, kiedy twój brat przyjechał i opowiedział nam te wszystkie dziwne historie...
Albert westchnął zniecierpliwoiny
— A ty dalej o tym? Przecież to były jakieś brednie, znasz Nataniela. Naczytał się w internecie głupot...
— Niekoniecznie — zaczął Antoni, ale przez chwilę wahał się, czy kontynuować, czuł, że Albert mu nie uwierzy — Wiesz, że próbowałem tego dokonać, wyjść z ciała tak jak on mówił, że zrobił.
— Nie, to zupełnie nowa informacja— rzucił z sarkazmem jego przyjaciel — przechodziliśmy już przez tę obsesję.
Antoni niecierpliwił się. Za każdym razem, gdy Albert mu przerywał, tracił pewność siebie i narastała w nim irytacja.
— Daj mi skończyć! — odciął się, nieco za ostro — Zrobiłem to. Przynajmniej tak mi się wydaje. Początek był taki, jak czytałem, wyszedłem. To było fantastyczne uczucie — dodał zgodnie z prawdą — potem wszystko się zjebało. Nie wiem na ile to możliwe, ale nie trafiłem tam, gdzie powinienem.
Albert nie komentował słów przyjaciela, choć jego mina wskazywała, że ma ogromną ochotę to zrobić. Antek opowiedział mu o swoim śnie, ciągle czując palce Istoty prześlizgujące się po jego szyi. Kiedy skończył, odchylił kołnierz swojej koszuli, pokazując odciski palców, które znalazł po przebudzeniu się.
Na ten widok Albert otworzył usta zszokowany, wyrwało mu się przekleństwo.
— Jak myślisz, skąd to? — spytał.
Antoni posłał mu znaczące spojrzenie, ale Albert pokręcił głową.
— Niemożliwe — uznał — Niby jak...
— Nie wiem — przyznał Antek — ale od tego czasu okropnie się czuje. Nie mogę wziąć porządnego oddechu, a ten gorąc...
— Jest minus dwa stopnie! — Albert powiedział trochę zbyt głośno, ale zreflektował się i dokończył, szeptając — Musisz iść do lekarza.
— I co mu powiedzieć? Że jakiś potwór nie z tego wymiaru rzucił na mnie klątwę?
— Naprawdę myślisz, że tak było? Antek, brzmisz jak chory psychicznie.
Antoni spodziewał się tego, jednak postawa Alberta zdenerwowała go. Całą noc odpychał od siebie tę nieprawdopodobną myśl, ale dręczyła go jak gorączka. Czerwone światło migało mu przed oczami. Zastanawiał się, czy nie postrada zmysłów, jeśli tego od siebie nie odepchnie.
Może już je postradał. Potarł kark, krew się w nim gotowała.
— Wiesz co, ja chyba dzisiaj nie dam rady tu siedzieć — uznał Antoni — Zabiorę swoje rzeczy i idę do domu.
— Zostało jeszcze pół godziny tej lekcji.
— To powiem, że pielęgniarka mnie zwolniła.
— Nie masz żadnej karteczki.
— O mój Boże przecież coś wymyśle! — Antek wstał rozdrażniony i nieco zakręciło mu się w głowie.
Albert podążył za nim, nic nie mówiąc, uznał, że nie przemówi przyjacielowi do rozsądku. Tak było z Antonim, potrafił uparcie trzymać się nawet najdziwniejszych teorii. Jego umysł był otwarty na wszystko, zawsze musiał dojść do prawdy, a Albert martwił się o niego. Czasem obsesyjne stany przyjaciela go przerażały. To jak Antek potrafił wlać całego siebie w jedną rzecz, aż pozostawał kompletnie pusty. Czasem skupiał się na zbyt wielu rzeczach naraz i aż rozrywały go od środka.
Wchodząc do klasy, Antek skłamał nauczycielce, że pielęgniarka go zwolniła, a papierek zaniósł wychowawczyni. Matematyczka pozwoliła mu wyjść, pytając, czy ktoś po niego przyjdzie. Chłopak zaprzeczył, twierdząc, że nie ma takiej potrzeby. Czuł się trochę winny, opuszczając klasę, ta kobieta zawsze starała się mu pomóc, poza tym zdawał z jej przedmiotu rozszerzony egzamin. Powinien się przygotowywać.
Jak zwykle jednak znalazły się ważniejsze rzeczy do zrobienia.
Antoni okłamał Alberta, wcale nie miał zamiaru iść do domu. Zamiast tego napisał SMS do Nataniela, który obecnie spędzał przerwę międzysemestralną w mieście. Jeśli ktokolwiek miał mu uwierzyć, to właśnie on.
Wciąż trwała zima, mimo to Antoni nie ubrał ani kurtki, ani czapki. Jego ciało pulsowało, jakby płonął. Przez chwilę nawet wydawało mu się, że jego dłoń stanęła w ogniu.
Mrugnął dwa razy i wrażenie zniknęło.
— O proszę, kto znowu ucieka ze szkoły — Antek usłyszał za sobą męski głos i od razu zacisnął dłonie w pięści. Nie musiał nawet odwracać głowy, rozpoznałby ten arogancki ton wszędzie. Chłopak, który za nim stał był jego dawnym znajomym. Antoni szczerze go nienawidził.
— Kornel — Antek odwrócił się do niego, od razu żałując tej decyzji. W sekundę podniosło mu się ciśnienie i miał ochotę zmazać typowi szelmowski uśmieszek z twarzy. Kornel nie miał nic przeciwko Antkowi, nienawiść była jednostronna. Antoniego denerwowało głośnie usposobienie chłopaka, jego ciągłe próby zwrócenia na siebie uwagi i to, że mieszał się w nie swoje sprawy. Kornel po prostu był głupi, wypowiadał się, chociaż nikt go nie prosił, używał słabych argumentów i uważał, że zawsze ma racje.
— Rany co ci się stało? Słabiutko wyglądasz.
— Dlatego idę do domu — mówiąc to, Antek odwrócił się i ruszył przed siebie, modląc się, by kretyn nie poszedł za nim.
Jego modlitwy nie zostały wysłuchane.
Nie dość, że Kornel podążył za nim, dodatkowo zapoznał Antoniego z najświeższymi plotkami oraz swoją opinią na ich temat. Antek szedł w milczeniu, zastanawiając się, ile jeszcze zniesie, zanim irytacja go rozsadzi. Od tego paplania głowa bolała go jeszcze bardziej.
— Kornel słuchaj — Antek zatrzymał się nagle — nic mnie to nie obchodzi — wycedził powoli każde słowo.
— Jak zwykle uroczy — usłyszał jedynie w odpowiedzi.
— Serio, po co za mną chodzisz? Nawet nie mieszkasz w tę stronę.
— Ty też nie — zauważył Kornel i Antek zamarł — Wydawało mi się, że Albert został w szkole? — Kornel dodał, posyłając mu sztuczny uśmiech, który zwiastował kłopoty.
Czy ten chłopak naprawdę wiedział wszystko?
— To nie twoja sprawa. — Antkowi krew huczała w głowie. Znowu wydawało mu się, że nie panuje nad swoimi odruchami. Kornel chwycił go za przedramię, zmuszając go do zatrzymania się.
— Kto wie, może jednak będzie moja?
Zanim Antoni się zorientował, Kornel zawisnął kilka centymetrów nad ziemią. Antek trzymał go za kurtke. Dłonie mu poczerwieniały, zaognione. Tym razem nie tylko on to zauważył. Kornel otworzył szeroko oczy na widok żarzących się dłoni, przypalających jego kurtkę.
Teraz będzie mieć temat to plotek.
— Odczep się ode mnie, ostrzegam cię — Antek puścił go i powoli zaczął się wycofywać. Gniew nad nim górował i nie był pewien, co zrobi, jeśli natychmiast stamtąd nie zniknie. Jego dłonie znów były ludzkie, także można by wziąć ten incydent za przywidzenie. Kornel jednak przyglądał się dziurze wypalonej w ubraniu z otwartymi ustami. Nastała pełna napięcia cisza, obaj nie wiedzieli co myśleć. Nagle Kornel jakby się otrząsnął, wyprostował i już bez cienia zdziwienia, jakby jeszcze nic się nie wydarzyło, rzucił:
— Aż tak łatwo cię wyprowadzić z równowagi? Pewnie masz to po swojej mamusi...
Pięść lecąca w jego twarz nie pozwoliła mu dokończyć. Jedno uderzenie za drugim. Wreszcie mu się to udało. Złamał Antoniego. Był aż tak głupi. Żadnych świadków, żadnej samokontroli. Antek był znacznie wyższy od swojego przeciwnika, do tego silniejszy.
Kornel próbował sparować ciosy, ale furia odebrała Antoniemu resztki rozsądku. Nigdy nie należał do najspokojniejszych, mimo to, zawsze znał swoje granice.
Spodziewał się, że złe samopoczucie go osłabi. Było wręcz przeciwnie. Jakby cierpienie dodawało mu siły.
Kornel upadł na chodnik, trzymał się za nos, z którego ciekła krew. Miał podbite oko i całe jego ubranie wierzchnie było we krwi.
— Przestań! Nikomu nie powiem! Przestań! — krzyknął histerycznie i dopiero wtedy Antonim szarpnęło poczucie winy, przywołując go spowrotem do porządku. Zatrzymał cios w połowie drogi. Rozejrzał się, jakby dopiero do niego docierało, co robił. Przez chwilę wydał się sobie obcy, jakby ktoś przejął jego świadomość.
Kornel na pewno miał złamany nos, wyglądał na przestraszonego. Antek go tak przeraził; płomień w jego turkusowych oczach, władcza postawa, precyzja. Jakby robił to już wcześniej. Wydawałoby się, że nic go nie powstrzyma przed zamknięciem ust Kornela na zawsze.
Antoni cofnął się kilka kroków, nie był pewien, co zrobić. Nie chciał przepraszać, Kornel zaczął obrażać jego rodzinę, zasłużył sobie. Cieszył się, że zdążyli opuścić teren szkoły, bo inaczej na pewno by go wyrzucono.
Nie mógł pozwolić Kornelowi odejść. Nie po tym, co tamten widział.
Antoni przybrał więc groźny wyraz twarzy, pomimo że wewnątrz cały się trząsł, kucnął powoli przed chłopakiem, nie urywając z nim kontaktu wzrokowego.
— Nikomu nie powiesz, co się stało. Nie spotkałeś mnie po wyjściu ze szkoły, rozumiesz? Przewróciłeś się na oblodzonej drodze i uderzyłeś o ławkę. Wymyślisz coś, wciskanie kitu to twoja specjalność. — powiedział Antoni cicho, ale dosadnie.
Kornel nic nie mówiąc, pokiwał głową. Dłońmi trzymał się za krawiący nos.
Antek wstał i szybko ruszył przed siebie. Nie mógł mieć pewności, że Kornel wypełni jego polecenie, ale nie miał czasu, by się tym teraz zajmować. Gdy znalazł się wystarczająco daleko, od miejsca, gdzie leżał poobijany chłopak, odetchnął głęboko. Miał ochotę krzyczeć, aż zedrze głos. Przeszły go dreszcze, bynajmniej nie związane z ujemną temperaturą.
Musiał jak najszybciej dotrzeć do Nataniela.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
xasddfg · dnia 21.08.2017 09:27 · Czytań: 96 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 3
Komentarze
skroplami dnia 21.08.2017 13:45 Ocena: Bardzo dobre
Witam znającego Istotę :). Ciekawe, dla mnie bardzo. Ciekawe także co w c.d. się pojawi. Dlaczego bardzo, proszę bardzo :). Przeczytaj autorze cz. 3 "Warkocze w złodziejowie" i dawaj "grabę" ;). Będziesz wiedział dlaczego takie "witaj" :).
Treść ciekawa, warsztat do poprawy, tak jak mój :). Jednak różnisz się i dobrze. Nie, nie będę nic porównywał :). A, no tak, przepraszam. Powyższe odnosi się do "Istota" cz. 1 i cz. 2, oraz do "Początek", czyli całość.
Co w warsztacie do poprawy? Trochę "dziecinnych" zwrotów ale to minie, z czasem. Które dziecinne? Przeczytaj ponownie sam całość, cz. 2, dostrzeżesz.
Poza tym widać zaangażowanie w akcję, dosłownie. To norma ale nie u każdego dostrzegalna. U Ciebie tak.
Ogólnie ok, na bdb :).
Pozdrawiam i powodzenia w "walce" :).
xasddfg dnia 21.08.2017 16:26
"Początek" to w sumie nie jest część "Istoty" jednak dziękuję bardzo. Te "dziecinne" zwroty właśnie spędzają mi sen z powiek, próbuję się oduczyć. Chętnie zerknę na twój profil :D
skroplami dnia 21.08.2017 17:36 Ocena: Bardzo dobre
Zerkaj ale ja też mam je do usunięcia, da się chociaż mam same zaległości. Poprawiaj na bieżąco, lub prawie na. Jeszcze raz pozdrawiam.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
25/09/2017 15:24
Ale to nie jest wiersz o nietolerancji, o poglądach. Raczej… »
Milena1
25/09/2017 15:19
Podobno czerwone skarpety rozgrzewają najlepiej :) Pozdr »
Milena1
25/09/2017 15:11
Zaciekawiła mnie twoja historia. Zachęcona, przeczytałam… »
Miladora
25/09/2017 14:46
O, jak miło zobaczyć pod wierszem nowego czytelnika. :)»
Tjereszkowa
25/09/2017 14:44
Ooo, jak Clark obrodził w komentarze :). Bardzom… »
Miladora
25/09/2017 14:37
Bardzo ładny obraz, Hope. Jak się okazuje, wcale nie… »
braparb
25/09/2017 14:34
Miladoro, Rozbawił mnie Twój wiersz :). Wchodzi gładko i… »
Miladora
25/09/2017 14:14
Zgadzam się z Introwerką. :) Ale na czymś trzeba się… »
starysta
25/09/2017 14:05
Dziękuję Miladoro, Pozdrawiam, nie obawiaj się, to tylko… »
Miladora
25/09/2017 13:58
A może jeszcze trochę zabawy z formą, Black? ;) Masz dwa… »
Miladora
25/09/2017 13:35
Ja też pamiętam - flet z liścia zagra nam sonatę. :) I… »
braparb
25/09/2017 13:32
Nie mam pojęcia o czym jest ten wiersz ale jestem… »
braparb
25/09/2017 13:21
Zolu, Bardzo podoba mi się Twój wiersz, lecz myśl iż z… »
purpur
25/09/2017 12:36
Mhm. No tak... Aż zerknąłem, na inne Twoje teksty. No… »
purpur
25/09/2017 12:27
Rozpocząłem czytanie, przewinąłem, po kilku zdaniach i… »
ShoutBox
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:31
  • Teraz to juz sam nie wiem skąd ona pochodzi. Na pewno pierwszy raz usłyszałem ją w kościele na kazaniu.
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:27
  • W końcu brzydki kłos pojechał ich tekstem "ale wy jesteście w środku puste"
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:24
  • Słuchajcie, może jest tu ktoś, kto zna dobrze biblię? Szukam przypowieści, która bardzo podobała mi się, gdy uczęszczałem do kościoła. Mowa była o zbożu, gdzie piękne kłosy drwiły z tych wygiętych
  • Zola111
  • 25/09/2017 01:31
  • A Zaśrodkowanie#26 czeka! Dobrej nocki.
  • Silvus
  • 25/09/2017 00:08
  • Ej, ten Eric to wziął zaśpiewał piękny tekst...
  • introwerka
  • 25/09/2017 00:07
  • Dzięki, Silv - nawzajem :)
  • Silvus
  • 25/09/2017 00:03
  • No to - dobrej nocy.
  • introwerka
  • 24/09/2017 23:57
  • Silvus - spokojnie i pięknie :) Nie wiem do końca, jaki to gatunek, ale ja to nazywam romantyczną odmianą bluesa :) A teraz już dobranoc ode mnie, albo jeszcze taka cudna balladka:
Ostatnio widziani
Gości online:44
Najnowszy:Hielscheres6o
Wspierają nas