Dziewczynka z zapałkami - Jacek Londyn
Proza » Obyczajowe » Dziewczynka z zapałkami
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Dziewczynka z zapałkami 

 

 

 

Ciepłe żółcie, brązy, złota i czerwienie pochłonęła zabłocona szarość. Jesień jeszcze trwała, lecz przygnieciona kupą przemokniętych, opadłych z drzew liści traciła z wolna siły. Zima o lodowatym sercu stała już u wrót. Jeszcze chwila, a przegoni jesień na cztery wiatry i – biorąc świat pod but – będzie toczyć śniegiem z pyska jak wściekły pies pianą.

 

W przenikliwym chłodzie zapadającego zmierzchu, pod jedną z latarni na głównej ulicy miasteczka, stała dziewczynka w lichej sukienczynie i znoszonych, letnich bucikach. Zmuszona przez wredny los do ulicznego zarobkowania, przebywała – zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy – w miejscu przeznaczonym zazwyczaj dla panienek zajmujących zupełnie inną działalnością gospodarczą. Miała (na całe szczęście) szczęście w nieszczęściu – latarnia nie świeciła. W normalnych warunkach, zapewnionych przez sprawne źródło światła, bidulka niechybnie stałaby się obiektem zaczepek ze strony śliniących się mężczyzn, a tak, na skrytą w niezachęcającym mroku, nawet pies z kulawą nogą nie spojrzał.

 

U stóp dziewczynki spoczywało sfatygowane blaszane pudło, przypominające kształtem walizkę. Było wypełnione po brzegi tekturowymi pudełeczkami z zapałkami. Wesołe barwy opakowań nie przyciągały jednak wzroku przechodniów; nieprzyjemny, przeszywający wiatr już dawno wygnał ludzi do ciepłych domów.

 

Z oddali dobiegł zatrważający odgłos grzmotu, a po chwili, jakby na jego sygnał, ze skłębionych ciężkich chmur zaczęły spadać ogromne krople zziębniętego dżdżu. Zgrabiałymi dłońmi dziewczynka zamknęła wieko pudła i roniąc krokodyle łzy zawołała:

 

– Ooooch, ja nieszczęśliwa! I wcześniej nie było chętnych na zapałki, ale teraz, zamkniętych szczelnie w pudełku, na pewno nikt nie zauważy. – Jej wołanie zabrzmiało tak przejmująco, że szara myszka, która wychyliła główkę zza węgła, czmychnęła czym prędzej, by nie pękło jej z żałości malutkie serduszko.

– Dobrzy ludzie, pomóżcie samotnej, biednej sierotce – jęknęła wygłodzona chudzina. – O sobie mówię, żeby nie było wątpliwości. – Wyrzucane ze ściśniętego gardła słowa targał wiatr i porwane na strzępy rzucał w nieubłaganie gęstniejący mrok. Nikt z miejscowych nawet jej nie odszczeknął. I psa by nie wygonił w taką pogodę.

 

Sierotka ukryła twarz w dłoniach. Słone ślozy spływające po jej policzkach mieszały się ze strużkami zrozpaczonego deszczu.

Prośbę biedactwa niesioną wiatrem usłyszała zła Królowa Lodu. Owego dnia była w paskudnie dobrym humorze i zapewne dlatego nie pozostała obojętna na słowa dziewczynki. Jednym mrukliwym zaklęciem: A niech cię szlak! zmieniła zimny wiatr w wicher, który ściął w trymiga trzy najbliższe kałuże na chodniku, a potem kolejne, które mu się nawinęły pod mrożący nawet krew w żyłach chuch.

Łzy dziewczynki zmieniły stan skupienia, przeistaczając się w grudki lodu, które spadały na wieko blaszanego pudła, wybijając żwawy rytm. Odgłos uderzeń był tak czysty i donośny, że wyciągnął z pobliskiej bramy żebrzącego z mizernym skutkiem małego, brudnego obdartusa.

– Dobry wieczór, panienko – odezwał się z wyszukaną galanterią do dziewczynki z niesprzedanymi zapałkami. – Pięknie grasz, bez odrobiny fałszu. Krystaliczne dźwięki świadczą o czystości twojego serca i intencji, które przyświecają twoim poczynaniom, choć – między nami mówiąc – mrok tu, że aż strach. Słuchając tych rytmów, wprost rwę się do tańca. Jeśli pozwolisz, ciut się rozgrzeję i rozruszam nieruchawy członek. – Wskazał na prawą nogę zdrętwiałą od długiego siedzenia w pozycji „beznogi kaleka”, żeby dziewczynka, nie pomyślała, broń Boże, o czymś nieprzyzwoitym. Nie strzępiąc dłużej języka ruszył w tan, a łzy sierotki, zachęcone komplementami, spadały jeszcze żwawiej niż dotychczas i toczyły się do jego stóp jak perły rzucone przed wieprze.

 

Wesoły widok chłopca wywijającego skoczne hołubce i wstrząsanej dreszczami werblistki, podającej mu rytm, ściągnęły uwagę przechodzącego nieopodal właściciela jedynego nocnego klubu w miasteczku. Przedsiębiorca popatrzył na nich uważnie, po czym zadumał się chwilę i lekko kulejącą angielszczyzną rzekł: – Go, go za mną. – Tu kiwnął do nich zachęcająco wskazującym palcem i dodał: – Możecie grać i tańczyć w lepszych warunkach, oczywiście, jeśli jesteście zainteresowani moją propozycją. – Utykając ruszył przed siebie, a za nim podążyła bez chwili zwłoki skuszona polepszeniem swojego nędznego bytu para.

Metaliczne dźwięki wydawane przez pudło ciągnięte przez dziewczynkę po kocich łbach ulicy, przypominające wesoły głos dzwoneczków sań Św. Mikołaja, dały znak mieszkańcom miasteczka, że Święta już za pasem.

 

 

***

 

 

Nie minęło parę dni, jak podkarmiona para młodziutkich artystów zaczęła występować w przybytku wabiącym klientów podświetlaną reklamą z napisem „Night Club, open 24 hours a day”.

Zgodnie z nieśmiałą sugestią szefa młodzi zamienili się rolami – chłopczyk ze skąpą przepaską typu „hawaiian” na biodrach grał na blaszanym bębenku, nie mogąc oderwać płomiennego wzroku od swojej partnerki, a ona tańczyła, zwiewna niczym nimfa. Od czasu do czasu podawała ogień rozpartym na czerwonych sofach, z cygarami w dłoniach, statecznym ojcom i mężom, szukających w klubie odrobiny wytchnienia od domowego rozgardiaszu.

Dziewczynka miała z właścicielem niepisany układ – kasa za zapałki wpadała wyłącznie do jej kieszeni, choć określenie „kieszeń” (w przypadku tańczącej nago na rurze) nie jest być może najtrafniejsze.

Mimo natłoku gości, blaszane pudło wciąż było pełne towaru. To chłopiec, ślęcząc nocami w swojej izdebce, przy świetle podrygującego płomienia naftowej lamki, wyrabiał z kawałków drewna, które wpadły mu w ręce nowe zapałki o kształtnych główkach z czerwonego fosforu. Gdyby właściciel klubu wiedział, że dosłownie siedzi na kupie łatwopalnego materiału zalegającego w piwnicy nie mógłby zmrużyć oka. A tak spał jak głupi suseł, nie myśląc o ubezpieczeniu się od pożaru.

 

Zapałczany interes szedł tak dobrze, że po wielu latach grajek i tancerka zebrali pokaźny grosz, który pozwolił im na otwarcie nowoczesnej fabryki zapałek. Pochłonięci pracą, wdrażaniem nowych technologii, walką z nieuczciwymi pracownikami i ze zmieniającymi się przepisami podatkowymi oraz szczwanym jak lis urzędem skarbowym, coraz mniej czasu poświęcali na grę i taniec w klubie. W końcu byli zmuszeni do porzucenia zajęcia, które sprawiało im niemało radości.

Ich szefowi trudno było się z tym pogodzić. Nawał obowiązków, które spadły mu nagle na barki, poważnie nadszarpnęły jego system nerwowy. Któregoś wieczoru  zidiociały staruszek zaprószył ogień w czasie niezdarnej próby odpalenia cygara słomianemu chochołowi stojącemu w progu lokalu, myląc go z przewodniczącym rady miejskiej, spędzającym tu codziennie większość ośmiogodzinnego dnia pracy.

Słomiany ogień przeistoczył się w pożogę. „Night Club, open 24 hours a day” spłonął szybciej niż zapałka, a jego właściciel poszedł z torbami, by po niedługim czasie umrzeć ze zgryzoty.

Dziewczynka, która – mimo wielu propozycji napalonych klientów – nie sprzedała nigdy swego ponętnego ciała, już jako dojrzała kobieta, oddała się zupełnie bezinteresownie swojemu partnerowi w interesach. Łącząc przyjemne z pożytecznym żyli w uświęconym związku małżeńskim długo i szczęśliwie.

Ich potomstwo nie było zainteresowane przejęciem dobrze prosperującego biznesu – mała Rózia, cierpiąca na zespół niespokojnych nóg, została wielką primabaleriną, a Stasio (dotknięty od dziecięctwa ADHD) światowego formatu perkusistą. Oboje żyli w szczęściu i zbytku, otoczeni uwielbieniem fanów.

Nim koniunktura na zapałki padła na pysk, seniorzy sprzedali z zyskiem fabrykę, po czym zaczęli prowadzić stateczne i pełne uroków życie emerytów klasy lux.

 

Opowiedziana historia zadaje kłam powiedzeniu „Najciemniej pod latarnią”. Gdyby ktoś w to powątpiewał, wystarczy zadać mu pytanie: A czy to nie pod nią rozbłysła olśniewającym blaskiem szczęśliwa gwiazda dziewczynki z zapałkami? Odpowiedź brzmiałaby z całą pewnością: Pod nią.

Właściwym będzie zatem od tej chwili rozpowszechniać prawdziwe przysłowie: Najjaśniej pod nieświecącą latarnią.

Warto, by wiedziały o tym panienki bojące się ciemności.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Jacek Londyn · dnia 25.08.2017 12:01 · Czytań: 239 · Średnia ocena: 4,33 · Komentarzy: 9
Komentarze
Dobra Cobra dnia 26.08.2017 12:15 Ocena: Świetne!
Bardzo celne opowiadanie, przechodzące z czasem w obyczajówkę.


Jacek Londyn,

Jakiż zbieżność imienia i nazwiska z innym Jackiem ;).

Chcę powiedziec, że opo jest w pyteczkę, a na dodatek jest ono pochwałą cnoty, co jest mi szczegolnie miłe.


Cytat:
- ooooooo, ja nieszcześliwa
hahaha, jaka samoswiadomość głownej bohaterki! Brawo!

Taaaa, taniec dobry na wszystko, hehe. Teraz takie czasy, ze najlepiej każdy winien się wyrażać tańcem.

Napisane ze swadą miło się czyta. Zawodowe formatowanie tekstu to dodatkowa zaleta dzieła.

Zatem same plusy, jakaż zatem może być ocena?

Masz to coś, z ciekawością (a może i radością) przeczytam coś jeszcze Twojego.


Pozdrawiam pieknie i do następnego,

DoCo
JOLA S. dnia 26.08.2017 15:17
Mnie też się podoba.

Autor mogłaby się podzielić tymi
treściami. ;)

Bo ja wielkie ilości ich tu znajduję i chętnie
bym pożyczyła:).

Lubię jak w opowiadaniu jest dużo i jeszcze więcej.

Pozdrawiam cieplutko :)

JOLA S.
Jacek Londyn dnia 26.08.2017 22:55
Dobra Cobro,
dziękuję za dobre słowo.
Na wybór nazwiska nie miałem wpływu, muszę z nim żyć. :)
Cieszę się, że tekst się spodobał. Wziął się stąd, że lubię bawić się zapałkami.

Pozdrawiam
JL
Niczyja dnia 27.08.2017 11:07 Ocena: Bardzo dobre
Witaj Jacek Londyn,
Za bardzo kusisz, żebym nie zajrzała. A powodów jest kilka: skojarzenie z moim ulubionym Jackiem Londonem, piękno-smutna baśń Andersena, i w ogóle tak jakoś...:)

Podoba mi się Twój tekst, a co ważne jest optymistyczny i kończy się pozytywnie. Daje nadzieję na lepsze jutro i jakoś tak rozświetla wszystko wokół...
Podobnie było podczas lektury. Czytałam go w ciemnym wagonie pociągu, li tylko przy świetle jarzeniówek z korytarza. Swoim tekstem rozświetliłeś mój powrót do domu.
Dziękuję:)

Pozdrawiam jasno,
Niczyja
Dobra Cobra dnia 27.08.2017 11:09 Ocena: Świetne!
Zważaj jednak, ze zabawa zapałkami może doprowadzić do jakiejś większej tragedii. Np. Przez takie zabwy może spłonąć nawet pół miasta - jak to miało miejsce niegdyś podczas wielkiego pożaru Londynu.


Pozdrawiam,

DoCo
Miladora dnia 27.08.2017 14:57
Przyszłam z ciekawości, w jaki sposób przerobiłeś tę starą bajkę. :)
Ogólnie nieźle.
Współczesne zakończenie też jest niczego sobie zabiegiem.

Mam jednak kilka uwag warsztatowych:
Cytat:
przy­gnie­cio­na kupą prze­mok­nię­tych

Sugeruję inne określenie.
Cytat:
tek­tu­ro­wy­mi pu­de­łecz­ka­mi z za­pał­ka­mi.

Unikaj rymujących się form gramatycznych.
Cytat:
ro­niąc kro­ko­dy­le łzy

Niewłaściwie użyte powiedzenie.
https://sjp.pwn.pl/poradnia/.../krokodyle-lzy;1061.html
Cytat:
Słone ślozy

Pleonazm.
Cytat:
A niech cię szlak!

- szlag -
Cytat:
jak perły rzu­co­ne przed wie­prze.

Również niewłaściwie użyte powiedzenie.
http://www.edupedia.pl/words/.../476169_slownik_frazeologiczny-rzucac_perly_przed_wieprze.html
Cytat:
naf­to­wej lamki,

- lampki -
Cytat:
Nawał obo­wiąz­ków, które spa­dły mu nagle na barki, po­waż­nie nad­szarp­nę­ły jego sys­tem ner­wo­wy.

- Nawał obo­wiąz­ków, który spa­dł mu nagle na barki, po­waż­nie nad­szarp­nął -
Cytat:
sprze­da­ła nigdy swego po­nęt­ne­go ciała, już jako doj­rza­ła ko­bie­ta, od­da­ła

Rymujące się formy.

Przy okazji - sprawdź jeszcze interpunkcję, bo brakuje przecinków.

Miłej zabawy na portalu. :)
Jacek Londyn dnia 29.08.2017 15:59
Miladoro,
dziękuję za rzeczowy komentarz i uwagi. Skorzystam. A z rymami to jest tak, że człowiek często nie czuje, kiedy mu się rymuje.:)

Pozdrawiam
JL



Dobry wieczór, Jolu S.
Dziękuję za komentarz. Przepraszam za spóźnioną reakcję, ale nie zgłębiłem jeszcze tajników komunikowania się z komentatorami. Obiecuję, że w moich opowiadaniach będzie dużo i jeszcze więcej.

Pozdrawiam
JL




Dzień dobry, Niczyja.

Pewnie już dawno wysiadłaś z pociągu. Ja dopiero dzisiaj i dlatego (z opóźnieniem) spieszę z odpowiedzią.
Dziękuję za miły komentarz. Cieszę się, że byłem w stanie rozświetlić mroki.:) Przyrzekam, że nie będę ustawał.

Pozdrawiam
JL
Lady Winter dnia 15.09.2017 04:37 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo zgrabnie opowiedziana historia z morałem. Bardzo pozytywna, za co ogromny plus.
Jacek Londyn dnia 16.09.2017 07:17
Lady Winter,
cieszy mnie Twój pozytywny odbiór, nastraja pozytywnie na rozpoczynający się dzień. :)

Pozdrawiam
JL
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Milena1
25/09/2017 15:11
Zaciekawiła mnie twoja historia. Zachęcona, przeczytałam… »
Miladora
25/09/2017 14:46
O, jak miło zobaczyć pod wierszem nowego czytelnika. :)»
Tjereszkowa
25/09/2017 14:44
Ooo, jak Clark obrodził w komentarze :). Bardzom… »
Miladora
25/09/2017 14:37
Bardzo ładny obraz, Hope. Jak się okazuje, wcale nie… »
braparb
25/09/2017 14:34
Miladoro, Rozbawił mnie Twój wiersz :). Wchodzi gładko i… »
Miladora
25/09/2017 14:14
Zgadzam się z Introwerką. :) Ale na czymś trzeba się… »
starysta
25/09/2017 14:05
Dziękuję Miladoro, Pozdrawiam, nie obawiaj się, to tylko… »
Miladora
25/09/2017 13:58
A może jeszcze trochę zabawy z formą, Black? ;) Masz dwa… »
Miladora
25/09/2017 13:35
Ja też pamiętam - flet z liścia zagra nam sonatę. :) I… »
braparb
25/09/2017 13:32
Nie mam pojęcia o czym jest ten wiersz ale jestem… »
braparb
25/09/2017 13:21
Zolu, Bardzo podoba mi się Twój wiersz, lecz myśl iż z… »
purpur
25/09/2017 12:36
Mhm. No tak... Aż zerknąłem, na inne Twoje teksty. No… »
purpur
25/09/2017 12:27
Rozpocząłem czytanie, przewinąłem, po kilku zdaniach i… »
damian wrotycz
25/09/2017 12:24
6.9 Zabronione jest komentowanie innych komentarzy i osób… »
purpur
25/09/2017 12:23
Lady... Czytając coś takiego, zawsze się zastanawiam, czy… »
ShoutBox
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:31
  • Teraz to juz sam nie wiem skąd ona pochodzi. Na pewno pierwszy raz usłyszałem ją w kościele na kazaniu.
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:27
  • W końcu brzydki kłos pojechał ich tekstem "ale wy jesteście w środku puste"
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:24
  • Słuchajcie, może jest tu ktoś, kto zna dobrze biblię? Szukam przypowieści, która bardzo podobała mi się, gdy uczęszczałem do kościoła. Mowa była o zbożu, gdzie piękne kłosy drwiły z tych wygiętych
  • Zola111
  • 25/09/2017 01:31
  • A Zaśrodkowanie#26 czeka! Dobrej nocki.
  • Silvus
  • 25/09/2017 00:08
  • Ej, ten Eric to wziął zaśpiewał piękny tekst...
  • introwerka
  • 25/09/2017 00:07
  • Dzięki, Silv - nawzajem :)
  • Silvus
  • 25/09/2017 00:03
  • No to - dobrej nocy.
  • introwerka
  • 24/09/2017 23:57
  • Silvus - spokojnie i pięknie :) Nie wiem do końca, jaki to gatunek, ale ja to nazywam romantyczną odmianą bluesa :) A teraz już dobranoc ode mnie, albo jeszcze taka cudna balladka:
Ostatnio widziani
Gości online:37
Najnowszy:Chiarose3
Wspierają nas