Samotnik rozdział 14: Ostatnia przysługa - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Samotnik rozdział 14: Ostatnia przysługa
A A A

Gdy tylko dobiegłem do Bolesława, zdałem sobie sprawę, że nie będę w stanie za bardzo mu pomóc. Na ułamek sekundy zerknąłem tylko na leżącego obok mężczyznę, ale... celowałem w jego plecy, pocisk trafił kilka centymetrów poniżej karku. Trzeci. Wzdrygnąłem się na tą myśl. Położyłem karabinek obok i sięgnąłem po nóż, ale gdy rozciąłem kurtkę i koszulę na piersi Bolesława, opuściłem ręce. Dwie rany postrzałowe dużego kalibru w okolicy pępka, dostał z Kałasznikowa. Oddychał ciężko, widziałem, jak się dusił, mimo, że już dawno zdjął maskę. Z każdym oddechem z jego ran wypływała krew. Widziałem, że usiłował coś powiedzieć, ale nie był w stanie.
- Nie mów nic - powiedziałem, widząc jego ciężkie spojrzenie. - Nie będę umiał ci pomóc, wiesz o tym? - zapytałem. Niemal niezauważalnie skinął głową. Wyciągnąłem z bocznej kieszeni spodni pakiet medyczny, a z niego dwie autostrzykawki z morfiną. Wbiłem jedną po drugiej zaraz obok trafień, rzuciłem gdzieś na bok i westchnąłem ciężko, gdy jego oczy odpłynęły w głąb czaszki. To była ostatnia przysługa, jaką mogłem mu oddać. Niestety, nic więcej nie mogłem zrobić, a co gorsze, musiałem teraz zadbać o siebie - gdzieś blisko było jeszcze kilkunastu ludzi, którzy zamierzali przeszukać moje magazyny, mój teren. Ale wiedziałem, że to załatwię już po swojemu. Szybko podniosłem karabinek, po czym raz jeszcze popatrzyłem na Bolesława. Jego klatka piersiowa jeszcze się unosiła w powolnych oddechach, chociaż oczy były już kompletnie nieprzytomne. Prawdopodobnie przeżywał właśnie swój ostatni, morfinowy odjazd. Nagle gdzieś daleko, za kamienicami, rozległo się głośne, ponure wycie. Dzikie psy. Szybko popatrzyłem w tamtym kierunku, a potem z powrotem na Bolesława. Potem popatrzyłem dokładnie na jego klatkę piersiową, wreszcie przyłożyłem dwa palce do jego szyi. Pod jego skórą nie wyczułem najdrobniejszego ruchu. Opuściłem głowę cicho, a potem westchnąłem. I znów gdzieś daleko, za sobą, usłyszałem głośne, ponure, wycie dzikiego psa. Zapewne zwietrzył już świeżą krew. Albo usłyszał strzały. Te sprytne bestie nauczyły się już, że huk wystrzału niemal zawsze oznaczał świeże mięso. Zmrużyłem gniewnie oczy i postanowiłem, że nie pozwolę na to, by mojego dawnego znajomego ot tak po prostu zeżarły psy.

Szybko wstałem i podszedłem do samochodu, o który się opierał. To był jakiś minivan, kiedyś może żółty, z kształtu chyba przypominał któryś z modeli Seata, chyba Alteę. Jakimś cudem szyby były całe, chociaż były pokryte warstwą z kurzu, popiołu i cholera wie czego jeszcze liczącą przynajmniej kilkanaście milimetrów. Może po prostu to był osad z kwaśnych opadów? Sięgnąłem po klamkę, ale oczywiście drzwi nie otworzyły się. Chyba nie dlatego, że zamek był zablokowany, odniosłem wrażenie, że raczej drgnęły, ale tylko tak, jakby coś trzymało je od środka. Zupełnie, jakby uszczelki przymarzły zimą. Szybko wyciągnąłem nóż i nie bez oporów wbiłem ostrze pomiędzy drzwi i karoserię. Kilka razy przesunąłem go w górę i w dół, za każdym razem wydrapując resztki całkowicie sparciałych uszczelek. Wreszcie przesunąłem wzdłuż całych drzwi i te ustąpiły powoli. Ledwo zdążyłem uskoczyć, gdy ze środka wysypał się z okropnym chrzęstem starych kości szkielet, jeszcze ubrany w jakieś resztki ubrania. Kiedyś takie widoki robiły na mnie jakieś wrażenie. Ale to było kiedyś. Teraz zwyczajnie był to po prostu element mojego świata. Upiorna dekoracja. Tak jak dziecięcy fotelik na tylnej kanapie, z którego wciąż wystawały malutkie, dziecięce buciki. Wzruszyłem tylko ramionami, otworzyłem drzwi na całą szerokość, po czym podszedłem do Bolesława. Był może i niższy ode mnie, ale zdecydowanie grubszy i obawiałem się, czy będę w stanie go podnieść, ale gdy stanąłem za nim i chwyciłem go pod ramiona, o dziwo wydał mi się lekki. A może to była kwestia mojej siły? W końcu trzy lata takiego życia jak moje było niezłą siłownią. Podniosłem go niemal w całości i zacząłem powoli ciągnąć w stronę samochodu. Z pewnym trudem, ale jednak posadziłem go na przednim fotelu pasażera i w ostatniej chwili złapałem za ramię, by nie przewrócił się na bok. Potem, również nie bez trudu, do wnętrza auta wsunąłem jego nogi i starannie zamknąłem drzwi.

Teraz dopiero odetchnąłem ciężko, czując, jak palą mnie ramiona. Ale naprawdę czułem, że nie mogłem go ot tak po prostu zostawić. Słysząc po raz trzeci głośne wycie dzikiego psa, rozejrzałem się i dostrzegłem go daleko przed sobą. Na moment zwierzę zatrzymało się, jakieś dwieście, może dwieście pięćdziesiąt metrów ode mnie, uniosło nos wysoko w górę, łapiąc zapach, po czym po raz kolejny zawyło głośno. Uklęknąłem na kolano, oparłem spokojnie karabinek o ramię i przełączyłem na serię. Coś czułem, że tym razem nie skończy się na pojedynczym, "czystym" strzale, moje mięśnie wyraźnie drżały, czułem zmęczenie, wiedziałem, że to nie będzie jeden strzał. W tym momencie pies rzucił się w moją stronę. Mierzyłem do niego przez chwilę, po czym nieznacznie opuściłem lufę broni. Pierwsze dwa pociski trafiły przed nim i zrykoszetowały gdzieś bokiem, jednak podrzut zrobił swoje i lufa nieco się podniosła. Kolejne trzy pociski pomknęły prosto w pędzącego psa. Widziałem, jak fiknął kozła, po czym upadł, skowycząc głośno. Odetchnąłem ciężko i popatrzyłem do wnętrza wozu. Bolesław osunął się na bok i leżał na obu przednich fotelach. Zabrałem jego hełm, a z ziemi podniosłem karabin Kałasznikowa. Zastrzelony przeze mnie mężczyzna miał przy pasie bagnet i również zabrałem tą broń. Z rozmachem wbiłem bagnet w maskę wozu, aż po rękojeść. Potem starannie zamocowałem Kałasznikowa na bagnecie i wyciągnąłem magazynek z gniazda i nabój z zamka. Wreszcie na kolbie karabinu zawiesiłem kask, jaki nosił Bolesław i przywiązałem go za kabłąk chroniący spust. Wtedy dopiero ruszyłem szybko w stronę najbliższej kamienicy. Słońce zaczynało zachodzić, a noc nie była dobrym czasem na poruszanie się po mieście.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 08.09.2017 09:24 · Czytań: 208 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 5
Komentarze
skroplami dnia 09.09.2017 09:41 Ocena: Świetne!
Autorze sadysto, czemu takie krótkie "odcinki" ;(?
Rozkręciłeś, wciągnąłeś czytelników, i się znęcasz.
Dobrze, nawet bardzo, rozwija się akcja. Zbudowana na szczegółach, także technicznych co "wiąże" do tekstu mocniej mężczyzn. A, oczywiście, jest coś dla kobiet :). Każda wie, nie muszę Ci autorze wymieniać. Też wiesz oczywiście bo TO Twoje przecież :).
Dobra, czekam, niech będzie krótka ale niech. No będzie, pisz dalej :).
Proponuje tak ze 100 odcinków/części, minimum. Prośba=pytanie to. Niektóre mogą być dłuższe? Pozdrawiam.
Milena1 dnia 09.09.2017 16:40
Ja jeszcze odnośnie poprzedniego odcinka. Było tam zdanie, że dwie uratowane dziewczyny były córkami Bolesława i on pomógł im uciec. Jak to? Bez broni, same dziewczyny, w tych warunkach, skazane były na pewną śmierć. Albo autor, ma coś w zanadrzu :) albo jest to mało wiarygodne dla mnie jako czytelnika.
Ten odcinek świetny, życzę weny na następne :)
Pozdr
MarcinD dnia 09.09.2017 20:38
Cytat:
Albo autor, ma coś w zanadrzu :) albo jest to mało wiarygodne dla mnie jako czytelnika.


Ha ha ha :-). Autor - narrator wie przecież tylko tyle, ile usłyszy i zobaczy ;-).

PS. A jeśli chodzi o długość odcinków - wiem, że jest to do poprawki. Będę nad "Samotnikiem" jeszcze pracował i chcę w miarę możliwości wyrównać długość odcinków oraz uzupełnienić całość o kilka nowych wątków, m.in. o pokazanie konsekwencji życia pod gołym niebem bez ochronnych strojów ;-).
Alen Dagam dnia 27.10.2017 18:42 Ocena: Świetne!
Cytat:
To była ostat­nia przy­słu­ga, jaką mo­głem mu oddać.


Heh, to smutny rozdział. Polubiłam Bolesława, choć nie było go dużo w opowieści.

Cytat:
Szyb­ko po­pa­trzy­łem w tam­tym kie­run­ku, a potem z po­wro­tem na Bo­le­sła­wa. Potem po­pa­trzy­łem do­kład­nie


Cytat:
Był może i niż­szy ode mnie, ale zde­cy­do­wa­nie grub­szy i oba­wia­łem się, czy będę w sta­nie go pod­nieść, ale gdy sta­ną­łem za nim i chwy­ci­łem go pod ra­mio­na, o dziwo wydał mi się lekki.


Cytat:
Teraz do­pie­ro ode­tchną­łem cięż­ko, czu­jąc, jak palą mnie ra­mio­na. Ale na­praw­dę czu­łem, że nie mo­głem go ot tak po pro­stu zo­sta­wić.


Cytat:
po czym po raz ko­lej­ny za­wy­ło gło­śno.


Tak sie teraz (dopiero) zastanawiam. Czemu psy wyją? Żeby zwołać inne? Ale przecież chyba lepiej dla takiego drapieżnika/padlinożercy, jeśli nie podzieli się swoim posiłkiem z innymi. Więcej dla niego. Nie pamiętam już dobrze, ale dzikie psy chyba nie wędrują w stadach - w przeciwieństwie do szaraków i szczurów? Do tej pory pojawiały sie pojedyńczo...

Maciek będzie się musiał po tej akcji znowu porządnie pociąć...

No i kurcze, no... smutno mi.
MarcinD dnia 27.10.2017 20:39
Cytat:
Czemu psy wyją? Żeby zwołać inne? Ale przecież chyba lepiej dla takiego drapieżnika/padlinożercy, jeśli nie podzieli się swoim posiłkiem z innymi.

Dla strachu ofiary. Maciek powinien był kilka razy o tym wspomnieć. Wspomni ;-). Gdy już zwietrzą coś, na co warto zapolować, głośno wyją, by ofiara wpadła w panikę i robiła w strachu więcej błędów. A gdy atakują wprost, ujadają, tak, jak w galerii, gdy atakował Dominikę.

Cytat:
Maciek będzie się musiał po tej akcji znowu porządnie pociąć...

Tjaaa... Oczywiście, nie będzie już tego robił. Ale brakuje mi tutaj drobnej jego refleksji na ten temat.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
aintone
19/01/2018 03:07
zapraszam do komentowania »
Tomek i Agatka
19/01/2018 02:59
Tu śpiący smok... uśmiecham się przez sen, i wcale nic, a… »
stawitzky
19/01/2018 02:46
Dziękuję za przeczytanie. »
Miladora
19/01/2018 01:46
Gdyby usunąć "śpij", powstałaby większa… »
Tomek i Agatka
19/01/2018 00:24
Tak Milu, zalogowanie to żaden problem oczywiście, jednak… »
skroplami
19/01/2018 00:22
Zazdroszczę "purpurowi", wydrukował sobie :(.… »
Miladora
18/01/2018 23:57
Kamysiu - jak dla mnie, to ten wierszyk skończył się za… »
Miladora
18/01/2018 23:47
Jak miło, Wiolinku, że się zjawiłeś po tak długiej… »
Miladora
18/01/2018 23:42
Byłam ciekawa, Figielku, czy ktoś zwróci uwagę na cytaty.… »
Figiel
18/01/2018 23:21
Dzięki, Darconie za komentarz. W pewnym sensie potwierdzasz… »
Dobra Cobra
18/01/2018 23:12
Rożnie Wena daje: raz krótko, raz dłużej. Najważniejsze, aby… »
Dobra Cobra
18/01/2018 23:04
Też myślę, że wersje do słuchania to fantastyczna sprawa… »
Miladora
18/01/2018 22:55
Z tego, co wiem, utrudnienie to wyszło z przyczyn… »
Wiolin
18/01/2018 22:43
Witaj Miladoro. Tobie we wszystkim do twarzy a i tematy… »
Lilah
18/01/2018 22:43
Jeśli coś pokręciłam, to sorry. :) U mnie też pada,… »
ShoutBox
  • Tomek i Agatka
  • 19/01/2018 00:05
  • Dzięki Milu, już czytam, przywołałaś mnie tą informacją w shoutboxie. Smoczy podwójny buziak na Dobrą Noc :* :*
  • Miladora
  • 18/01/2018 22:56
  • Smoki - masz odpowiedź pod kołysanką. :)
  • kamyczek
  • 18/01/2018 18:54
  • I dla Ciebie, Agnieszko :) :)
  • mike17
  • 18/01/2018 15:01
  • Jarek, masz już wydawcę, teraz czas znaleźć sobie reżysera :)
  • trawa1965
  • 18/01/2018 10:52
  • Jasne. Rome was not built in a day.
  • Silvus
  • 18/01/2018 03:13
  • @Trawo, poczekaj, aż więcej ludzi pozna Twoją twórczość. :)
  • trawa1965
  • 18/01/2018 02:24
  • Jestem szczęśliwy, że tyle osób mnie kibicuje. A może następnym krokiem będzie ekranizacja tego utworu? Wiara przenosi góry!
Ostatnio widziani
Gości online:8
Najnowszy:pynnby
Wspierają nas