Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 11. Antonina - JOLA S.
Proza » Długie Opowiadania » Ze zwichniętym skrzydłem - cz. 11. Antonina
A A A
Od autora: Ciekawostka:"Ruchome święto" Ernesta Hemingwaya znalazło się w czołówce bestsellerów działu biografii w internetowym sklepie Amazona. Książka cieszy się tam taką popularnością, że zabrakło jej w magazynie.

      Docieram na miejsce przed czasem. Od stacji metra Cluny La Sorbonne szłam na piechotę, to naprawdę niedaleko, miałam cudowny spacer. Jest już wiosna. Nie ma piękniejszego widoku niż Paryż o tej porze roku. Rozłożyste kasztany wybuchły białymi kwiatami, sycąc nozdrza słodkim zapachem. Wiatr znajomo gra w liściach, powietrze jest cudownie rozgrzane. Zajmuję ostatni wolny stolik pod granatowym parasolem Café de Flore na Boulevard Saint-Germain 172. Wracam w to miejsce z wielką przyjemnością, bywałam tu nieraz z moim ojcem. Dzięki temu poznałam delikatny smak bułeczek nadziewanych czekoladą maczanych w kawie z mlekiem, podawanych na ogół w dużych filiżankach. Rozkoszowałam się każdym kęsem, kiedy kończyłam, odchylałam się w fotelu i wygrzewałam twarz w słońcu. Musiałam kilka minut odpocząć po jedzeniu. Znów pojawiał się sympatyczny kelner  i nucąc cichutko jakąś melodię uprzątał stolik. Od tego czasu minęły całe lata.

 Lubię tę okolicę, rozwijała się w cieniu Sorbony, zaciszna, nastrojowa, niepowtarzalna. Zachowała się w niej dużo ze starodawnego charakteru, kojarzy się ze stylem życia paryskiej bohemy. Wystarczy tu przyjść, by znaleźć jedyną w swoim rodzaju atmosferę. Na chwilę zamykam oczy, w głowie szybko przewijają się obrazy jak klatki niemego filmu. Takie miejsca uruchomiają wyobraźnię, to jak podróż wehikułem czasu. W latach dwudziestych ubiegłego stulecia właśnie tu przesiadywał Ernest Hemingway. Niewielka, klimatyczna kawiarnia była jego stałym przystankiem na codziennej drodze do Ogrodów Luksemburskich, ucieczką od zgiełku i gwaru wielkiego miasta.

"Jeśliś miałeś szczęście mieszkać w Paryżu za młodu, to przez resztę życia, gdziekolwiek się udasz, będzie on z tobą, bo Paryż jest świętem ruchomym" — napisał w swojej biografii.

Kelnerka podaje mi w szklance mrożone Daiquiri, koktajl przyrządzony na bazie białego wina, syropu cukrowego i soku z limonki. Hemingway najbardziej lubił go w wersji Papa Doble, czyli z podwójną ilością rumu.

Jest około południa, zanurzam usta w chłodnym, aromatycznym płynie i czekam spokojnie na Antoninę.

„ Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny.”

Ten cytat wisi dokładnie zafoliowany, wśród innych, przyczepionych do lustra w mojej łazience. To fragment najbardziej ambitnego artystycznie dzieła Hemingwaya - książki ikony „Komu bije dzwon.” Pod tymi słowami mogłabym się podpisać tu i teraz. Spisane mądrości ciągle tak samo smakują.

Od czasu wypadku moje życie tak szybko się zmienia, każdy dzień przynosi coś nowego, towarzyszy temu nieustanna huśtawka nastrojów. Nic nie jest w życiu ani czarne, ani białe, mieszają się kolory i tak już będzie do końca świata. Cieszę się ot tak, z każdej godziny, tak szybko płyną. Mark wrócił po Nowym Roku do Florencji. Mario pisze prawie codziennie. O Victorze myślę z rzadka, już bez wypieków. Wyjeżdżając, zabrał jakąś ważną cząstkę mnie, od tamtego spotkania więcej się nie odezwał. Zero wiadomości. W śnie o miłości wszystko jest piękne oprócz przebudzenia. Czasem trzeba w sobie poczuć ból, by wiele zrozumieć. Pożyczone sny, miliony wspomnień, nic to! Inną odnalazłam radość. To nie cud, ale zasłużyłam na niego. Moja prawa ręka w barku i w łokciu jest sprawna, tylko dłoń ciągle wygląda okropnie. Prawdopodobnie na zawsze będę miała lekki niedowład nadgarstka. Wychodząc z domu zakładam skórzaną rękawiczkę mniej zwraca uwagę. Te męczące, zbędne pytania. Czasem czuję się obca, nietutejsza, egzotyczna - przecież  każdy ma swoją historię. Biorę ołówek i rysuję dalej. Dowiedziałam się, że farby można rzeźbić nawet palcami. Odkryłam w sobie także inne rzeczy, dotąd tak głęboko skrywane. Wydobyłam je na światło dzienne i nieraz gubiąc oddech, przejrzałam. Czy zrobiłam rachunek sumienia? Bez przesady. Teraz wiem, że taki remanent jest nieodzowny, na pewno, jeżeli nie rozgrzesza to oczyszcza mózg, czyniąc sumienie lżejszym. Teraz dni podpisuję moim imieniem. Tak, „Żyje się tyko dwa razy. Za pierwszym dla siebie - za drugim dla własnych marzeń”. Z nadejściem wiosny dostałam skrzydeł, których pozazdrościłby mi nawet ptak. Wróciłam na uczelnię, liczę małe sukcesy.

Ale „ wszystko jeszcze się może się zdarzyć dopóki życie trwa.”


****


W piątek tydzień temu zadzwonił telefon. Punkt ósma. Czułam, że to ważne. To był mój adwokat. Odebrałam z bijącym sercem.

- Tak?

- Chcą oficjalnego wycofania zarzutów, w stosunku do sprawcy pani wypadku. Moja koleżanka twierdzi, że to porządny człowiek, który dorobił się majątku, jako prezes i szef zarządu banków na południu Francji. Jego prawnicy zabiegają o ugodę z klauzulą poufności. Zależy im by sprawa nie ujrzała światła dziennego, boją, że posypią się pytania, no i prasa zrobi swoje. Proponują załatwienie wszystkiego po cichu, oczywiście za sowite odszkodowanie. On pragnie zachować twarz.

- Co pan mówi? To brzmi jak kiepska bajka. Porządny facet, a uciekł z miejsca wypadku, ukrywał się, zacierał ślady. O tym, że wpadł zadecydował czysty przypadek. Straciłam nadzieję na cokolwiek, już nic nie będzie jak dawniej. Dobrze wiemy, że przypłaciłam wypadek trwałym kalectwem.

- Owszem, ale jeszcze się zastanów. Karoline, nie cofniemy czasu. Jak dojdzie do rozprawy, jego prawnicy wytłumaczą, że nie ma wystarczających dowodów dla wydania wyroku skazującego? Ucieczkę da się wytłumaczyć szokiem. Sąd wezwie cię w celu oddalenia skargi. Prokuratura wycofa zarzuty. A tak, dostaniesz swoje i będzie po sprawie.

- I co? Pana zdaniem sprawiedliwości stanie się zadość? To wszystko jest żałosne!

Chwila przerwy. Nie przeszkadza mi, że zwraca się do mnie po imieniu, dorastałam z jego młodszym synem.

- Wiem! Nie krzycz! Jutro spotkamy się u mnie w kancelarii i na spokojnie wszystko omówimy.

Otworzyłam oczy, przełączyłam telefon na tryb głośno mówiący i wypalam prosto do słuchawki.

- Panie mecenasie, od razu pojęłam o co chodzi, znam pana wystarczająco długo. Proszę, o szczere wyjaśnienie całej tej sytuacji, nawet, jeśli nie powinno się tego robić. Chyba pan się nie boi? Jestem wystraszona, ale jedyna rzecz, która może mi pomóc, to poznanie całej prawdy, niezależnie czy jest dobra czy zła. Dlaczego we mnie wjechał, co nim powodowało?

Milczy chwilę, słyszę stuknięcie, jakby odłożył telefon.

- Przepraszam, zamykałem drzwi. Jestem pewien, że ten człowiek chętnie by się z tobą spotkał. Karoline, to ty musisz podjąć decyzję, zgódź się, to leży w jego interesie. Tę wojnę wygra tylko jeden. Czekam na odpowiedź, na kiedy się umawiamy?

- Najlepiej na jutro!

Na tym zakończyliśmy rozmowę, nic więcej nie usłyszałam. Pomiędzy moimi kolanami i telefonem zapanowała głucha cisza. Wypełniam ją szybkimi oddechami, siedząc po turecku na dywanie.

- Cholera! Ta rozmowa wcale nie była przyjemna! Mam wrażenie, że mój adwokat postępuje ze mną nie fair.  Mam milczeć? To do mnie niepodobne. Wtedy wszystko wiedziałam, wiem kim byłam, wiem kim jestem, może wyraźniej niż kiedykolwiek przedtem! To jakaś gra! Chciałabym zobaczyć się z tym facetem, spojrzeć mu w oczy i to jak najszybciej. Nie będę nic owijała w bawełnę, nie umiem postępować inaczej! Podjęłam decyzję! Jestem zbyt silna, żeby mnie to powaliło. Najważniejsze, żeby wiedzieć w życiu, czego się chce, tego tak nie zostawię. Mam okropny bałagan w głowie, ale nie byłam czegoś tak pewna, jak tego.

Wciągam i wypuszczam powietrze. Wdech. Wydech.

- We Francji, orzecznictwo sądowe w sprawach wypadków drogowych sytuuje pieszego na pozycji bardzo uprzywilejowanej. Stąd w praktyce, zwłaszcza na drogach Paryża, zjawiskiem powszechnym jest między innymi przechodzenie przez jezdnię na czerwonym świetle. W moim przypadku to nie miało miejsca! Czasem jedno zdarzenie potrafi odmienić całe życie.

Dopiero, co tryskałam energią, a teraz ogarnia mnie wściekłość. Nikt nie powiedział, że życie jest łatwe. No tak, telefon znowu dzwoni. Świecie mój, zwolnij!

- Jak się masz Księżniczko? Nie siusiałem od dwóch dni.

To mnie otrzeźwia, przestają drżeć kolana. Przyjaciele są po to by wysłuchać, nie może być  inaczej, nie jestem potworem! Po powrocie do Florencji zdrowie Marka gwałtownie się posypało, z dnia na dzień nasyca się znaczeniem. To mnie niepokoi. Kolejny prezent, kolejny etap mojego życia i tak bywa. Jest pod opieką dobrych lekarzy, przerażony, zszokowany, niezdolny zaakceptować faktów. Diagnoza to przerost prostaty, gruczołu krokowego, z którym problemy mają głównie mężczyźni w dojrzałym wieku. Często się zdarza - tyle wiem.

- Dlaczego nie chcesz się poddać się operacji?

– Na razie nie! Mówiłem ci wielokrotnie, nie będę chodził po z pieluchą jak dziecko. Działając fizjologicznie, organizm człowieka jest w stanie pokonać każda chorobę. - Tłumaczy mi długo z uporem.

Nie wiem, gdzie się tego nasłuchał, co czytał, nie mam pojęcia, czy to dobry pomysł. Może ma rację? Nie jestem, do licha lekarzem, psychologiem na pewno też nie! Naprawdę nie wiem, co powiedzieć, nie myślę jasno.  Za dużo jak na jeden raz. Rozumiem, co Mark mówi, jestem cierpliwa, ale nie mogę dłużej dyskutować, przelewać z pustego w próżne. Nerwy mi puszczają i na dodatek muszę zaraz wychodzić na uczelnię mam zajęcia. W końcu mu proponuję:

- Mark, powiem ci wprost, na ile potrafię i mam nadzieję, że mi wybaczysz ten język, ale nic mi nie przychodzi do głowy, jak lepiej to ująć: czas się zesrać albo wstać z nocnika. Najlepiej jest pokrzyżować szyki tej chorobie, oczywiście w konsultacji z lekarzem.

- Jutro tam pójdę, obiecuję. Po rozmowie z lekarzem zadzwonię. Nie czuj się zobowiązana wiem ile teraz masz na głowie. Chciałem ci tylko dać znać, nawet, jeśli to tylko głos wołającego na puszczy…

Kocham spać. Moje życie ma skłonność do rozpadania się na kawałki, kiedy jestem obudzona. Leżąc już w łóżku, próbuję przypomnieć sobie rozmowę z Markiem, jest mi wstyd, że go tak obcesowo potraktowałam, jego słowa wracają i wracają, stale od nowa. W głowie mam nieznośny szum, pozwalam płynąć łzom, gdzie chcą. Mam opuchniętą od płaczu twarz, a jutro będę grubsza niż krowa. W końcu wszystko we mnie cichnie, chyba moja mama w niebie zmrużyła oczy. Życie jest drogą, a dni to kilometry, nigdy nie wiadomo co przyniosą.
Druga w nocy. Księżyc wytacza się zza chmur niczym srebrna kula, zagląda przez okno. Dobrze, że nic nie mówi. Będę śledzić najnowszą historię Marka, na ile jeszcze będzie chciał nią się ze mną dzielić. Trzymam za niego wszystkie palce, jak będzie taka potrzeba to polecę do Florencji.

****

- Cześć, przepraszam za spóźnienie! Nie myślałaś chyba, że zostawię cię w takiej sytuacji samą.

Antonina obejmuje mnie mocno, aż trudno  mi oddychać. Mało jest w życiu rzeczy idealnych, ale ten moment jest tego bliski. Wcześniej, prawie wszystko jej opowiedziałam przez telefon. Czuję jakby spadła na mnie tona cegieł, a jednocześnie tamtej bezsennej nocy zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę to ja rządzę swoimi uczuciami, a nie, kto inny. To ja sobie robiłam krzywdę przez te wszystkie lata, nie inni mnie. To ja najwięcej straciłam. Bo w tym wszystkim nie chodzi o mnie. Tylko o nich. O moich rodziców, Marka i o Victora też w jakimś sensie. Niby nie powinniśmy oglądać się wstecz, ale do ważnych wniosków trzeba dojść samej.

Nabieram powietrza, nagle zrobiło mi się zimno.

- O czym tak myślisz Karoline? Dawno nie byłaś taka przygnębiona? Jestem, tu żeby cię wysłuchać, żeby z tobą płakać albo się śmiać. Cokolwiek jest ci potrzebne. Będę tu w te paskudne dni i w te lepsze. Owszem, wytrzymasz - wyszeptała. - Wytrzymasz dziewczyno wszystko, nigdy niczego nie żałuj i nigdy nie dyskutuj o stratach.

Moja Antonina. Popatrzyłam w jej twarz. Prawie zapomniałam, że jest tu ze mną. Zapadła chwila ciszy. Chyba zakręciła się jej łza w oku. Mnie na pewno.

- Karoline, odpręż się. Weź w garść swój czas, wielkie oczy ma strach. Musisz mi to przysiąc.

Głos ma zaniepokojony. Nigdy nie umiałam dobrze ukrywać swoich myśli, nie jestem przebiegła. Westchnęłam, ale już inaczej. Ujrzałam światełko w tunelu. Taka właśnie jestem.

– Przysięgam. Chyba dam radę.

- Zuch dziewczyna!


W ciągu następnej godziny śmiałyśmy się z szokujących scenariuszy, które nam było dane przeżyć, lub które zmyślałyśmy. Im bardziej szalone tym lepiej. Nie zmarnowałyśmy ani sekundy. Tęczówki naszych oczu nigdy nie wydawały się jaśniejsze, słońce ogrzewało nasze twarze. Rozmowa była wartka, wesoła, ożywiona. „ Zapomnieć, przemilczeć, wyprzeć z pamięci” to jej dewiza. Nic bardziej mnie nie cieszyło niż  śmiech Antoniny, może zdziałać cuda.Tylko raz poczułam się zakłopotana

Posłałam Antoninie pocałunek na pożegnanie. Kocham ją całym sercem, jest dla mnie jak siostra. Znamy się od przedszkola, chodziłyśmy razem do szkoły, nosiłyśmy jednakowe ubrania. "Romeo i Julia" to była nasza ulubiona sztuka. Już nie pamiętam ile miałam lat, gdy delektowałam się nią po raz pierwszy. Antonina też miała bzika na punkcie Szekspira i kochanków z Werony. Ja pogodzona z losem, uległa, grałam Julię. Uratowałam przedstawienie teatralne. To były rzadkie sceny szczęścia. Czas szybko umyka. Teraz jesteśmy znacznie bliższymi przyjaciółkami niż w dzieciństwie. Przypadek długiej przyjaźni? Mamy dowody, że tak być może, wśród naszych przyjaciół i nie tylko. Antonina ma tysiące zalet, które podnoszą ją na duchu i nie jest to zaślepienie. Nadal jest bardzo ładna, zgrabna, nie ma szerokich bioder. Nie straciła, szczupłego ciała trójboistki, którą kiedyś była. Ja sytuuję się przy niej na granicy brzydoty i mam za duży biust, " nie wiadomo po której stronie granicy", podszepnąłby Victor.
Kobiety potrafią być cudownymi przyjaciółmi. Antonina dotrzymuje danego słowa, jeszcze mnie nie zawiodła.


Szczęście jest czymś, co przychodzi pod wieloma postaciami, któż, więc je może rozpoznać?


Słońce powoli wpadało między dachy Paryża, leniwie szumiały kasztany, okna domów rozświetlała czerwona poświata, to miało coś ze starego obrazu  wiszącego w moim mieszkaniu. Chciałam się jeszcze przewietrzyć, odetchnąć zapachami wiosny. Szłam i szłam, zakładając, że w końcu się zmęczę. Minęłam „Małe Ateny”. Nabierają uroku zwłaszcza wieczorami, gdy trwa krzątanina w otulających kościół, malowniczych, greckich restauracjach. Stopy miałam lekkie jak piórka. Mój umysł był spokojny, trzeźwy i chłodny, tylko kolorów było jakby mniej... Nie wiem jak zareaguję na spotkanie ze sprawcą mojego wypadku? To już jutro, ustaliliśmy datę. W każdym razie jestem ostrożna, nie chcę wyjść na idiotkę...

Tylko ”Kotom bez trudu udaje się to, co nie jest dane człowiekowi: iść przez życie nie czyniąc hałasu”. – Pomyślałam, kierując kroki w stronę domu.





 

 -------------------------------------------------------------------------------------------------------------

*) cytaty kursywą w tekście opowiadania pochodzą z „Ruchomego święta" Ernesta Hemingwaya.


Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 09.09.2017 11:42 · Czytań: 295 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 9
Komentarze
kamyczek dnia 10.09.2017 23:33 Ocena: Świetne!
Witaj, Jolu,

Cytat:
- Panie me­ce­na­sie, od razu po­ję­łam, o co, cho­dzi, znam pana od dziec­ka.


- Tu pomyślałabym nad zmianą „znam pana od dziecka” na np.: „ – Panie mecenasie, od razu pojęłam, o co chodzi, znam pana wystarczająco długo”, bo skoro Karoline była w wieku syna mecenasa,
Cytat:
Nie prze­szka­dza mi, że zwra­ca się do mnie po imie­niu, do­ra­sta­łam z jego młod­szym synem.

to nie mogła dorastać z mecenasem, a więc „znać go od dziecka” – tak uważam, ale być może nie mam racji.

Wybacz, że pozwoliłam sobie jeszcze, dla przejrzystości, oddzielić przypis od opowiadania poziomą kreską, a także zmienić nieco jego treść:

_________________________
*) cytaty kursywą w tekście opowiadania pochodzą z „Ruchomego święta" Ernesta Hemingwaya.


Ale to w sumie drobiazgi, które zupełnie nie wpłynęły na moją ocenę. Oczywiście, nie zmuszam do poprawek.

Reasumując: Nie dopowiadasz wszystkiego, zostawiając czytelnikowi miejsce na domysły – a co jeśli okaże się, że… A może jednak…?

Pisz, Jolu, a ja chętnie poczytam ciąg dalszy.

Serdeczności.
JOLA S. dnia 11.09.2017 00:33
Drogi Kamyczku,
chyba ściągnęłam Cię myślami :) Dziękuję za komentarz i celne spostrzeżenia, niewątpliwie je wykorzystam.
Piszę na bieżąco, pojawiają się nowe pomysły, wyobraźnię tak trudno utrzymać w ryzach, czasem tracę dystans. :( Nic to! Może uda mi się nie zanudzić Czytelników.
O tym, że jesteś nieoceniona już pisałam i nie zmieniam zdania :)
Chwilkę odpocznę i ruszam dalej.

Pozdrawiam gorąco :) :)

JOLA S.
al-szamanka dnia 11.09.2017 18:49 Ocena: Świetne!
Cytat:
Lubię oko­li­cę


Cytat:
Inną od­na­la­złe(a)m ra­dość.

Cytat:
boją (mają obawy?), że po­sy­pią się py­ta­nia

Cytat:
Nie czuj się zo­bo­wią­za­na, wiem, że ile teraz masz na gło­wie.

że zbędne

Cytat:

I udam, że potknięć przecinkowych nie widzę, np. takich, gdzie wszystkie dwa są niepotrzebne :D
- O czym, tak, my­ślisz Ka­ro­li­ne?


A sam tekst? Przyznaję, że jeszcze zanim go przeczytałam, jako pierwsze, postawiłam Ci ocenę świetne :)
W międzyczasie tak dobrze znam Twój styl pisania, że mogę sobie na to pozwolić. Bez zastrzeżeń.
Po prostu, stuprocentowo trafiasz w mój gust.
Zwichnięte skrzydło ciągle zwichnięte... ale może... wszystko się zmieni na lepsze. Skrzydła zrastają się, wyrastają nowe, zdrowe piórka pozwalające na wysokie loty :)
Zaintrygowała mnie propozycja mecenasa. Ciekawa jestem w jakim kierunku Karoline z tego wybrnie.

Pozdrawiam ciepło :)
JOLA S. dnia 11.09.2017 19:48
Droga Al,
wiem co o mnie myślisz, nie musisz nic więcej pisać, już się rumienię. Te przecinki rozmnażają się już w drugim czytaniu. Obiecuję, że przez wzgląd na Ciebie nie spocznę na laurach.
Wracając do Karoline, za moment. Proszę ! :)
Czytam między wierszami Twojego komentarza i chylę czoła jak zwykle. Jesteś doskonałym psychologiem.:)

Wielkie, wielkie dzięki i do następnego.

Serdeczności :)
al-szamanka dnia 11.09.2017 20:25 Ocena: Świetne!
Hmm, sama też orłem przecinkowym nie jestem, Jolu, ale zdarza mi się coś dojrzeć... szybciej u innych niż u siebie :)
kamyczek dnia 11.09.2017 22:37 Ocena: Świetne!
Aż mi głupio, że tak okroiłam Twój przypis pod opowiadaniem, ale cieszę się, że dodałaś tę informację z pierwotnego przypisu jako ciekawostkę w notce Od Autora. :)
JOLA S. dnia 11.09.2017 22:52
Kamyczku,
Tobie jest głupio? Jestem Wam wdzięczna, Tobie i Al. :) Piszący potrzebuje rady i akceptacji. Same wiecie o tym najlepiej. Chyba każdy ma wątpliwości?
Myślę, że swoich nigdy się nie pozbędę, dlatego cenię Waszą pomoc, wszystkie uwagi i wskazówki. :)

Wielkie dzięki. Pozdrawiam gorąco :)
Dobra Cobra dnia 14.09.2017 20:26
Pięknie ciągniesz ów dramat egzystencjonalny. Brawo!


JOLU S,

Niezła praca z tego wychodzi. Zachęcam: nie ustawaj w biegu (jak napisał pisarz Terlecki swego czasu).


Pozdrawiam,

DoCo
JOLA S. dnia 14.09.2017 20:58
DoCo,

Kota pogłaszczesz za uchem i od razu mruczy, żeby zadowolić kobietę musisz stracić pół nocy!
I nie jest pewne, że zamruczy...

Dzięki za wizytę i komentarz. :)

Pozdrawiam

JOLA S.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Milena1
25/09/2017 15:19
Podobno czerwone skarpety rozgrzewają najlepiej :) Pozdr »
Milena1
25/09/2017 15:11
Zaciekawiła mnie twoja historia. Zachęcona, przeczytałam… »
Miladora
25/09/2017 14:46
O, jak miło zobaczyć pod wierszem nowego czytelnika. :)»
Tjereszkowa
25/09/2017 14:44
Ooo, jak Clark obrodził w komentarze :). Bardzom… »
Miladora
25/09/2017 14:37
Bardzo ładny obraz, Hope. Jak się okazuje, wcale nie… »
braparb
25/09/2017 14:34
Miladoro, Rozbawił mnie Twój wiersz :). Wchodzi gładko i… »
Miladora
25/09/2017 14:14
Zgadzam się z Introwerką. :) Ale na czymś trzeba się… »
starysta
25/09/2017 14:05
Dziękuję Miladoro, Pozdrawiam, nie obawiaj się, to tylko… »
Miladora
25/09/2017 13:58
A może jeszcze trochę zabawy z formą, Black? ;) Masz dwa… »
Miladora
25/09/2017 13:35
Ja też pamiętam - flet z liścia zagra nam sonatę. :) I… »
braparb
25/09/2017 13:32
Nie mam pojęcia o czym jest ten wiersz ale jestem… »
braparb
25/09/2017 13:21
Zolu, Bardzo podoba mi się Twój wiersz, lecz myśl iż z… »
purpur
25/09/2017 12:36
Mhm. No tak... Aż zerknąłem, na inne Twoje teksty. No… »
purpur
25/09/2017 12:27
Rozpocząłem czytanie, przewinąłem, po kilku zdaniach i… »
damian wrotycz
25/09/2017 12:24
6.9 Zabronione jest komentowanie innych komentarzy i osób… »
ShoutBox
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:31
  • Teraz to juz sam nie wiem skąd ona pochodzi. Na pewno pierwszy raz usłyszałem ją w kościele na kazaniu.
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:27
  • W końcu brzydki kłos pojechał ich tekstem "ale wy jesteście w środku puste"
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:24
  • Słuchajcie, może jest tu ktoś, kto zna dobrze biblię? Szukam przypowieści, która bardzo podobała mi się, gdy uczęszczałem do kościoła. Mowa była o zbożu, gdzie piękne kłosy drwiły z tych wygiętych
  • Zola111
  • 25/09/2017 01:31
  • A Zaśrodkowanie#26 czeka! Dobrej nocki.
  • Silvus
  • 25/09/2017 00:08
  • Ej, ten Eric to wziął zaśpiewał piękny tekst...
  • introwerka
  • 25/09/2017 00:07
  • Dzięki, Silv - nawzajem :)
  • Silvus
  • 25/09/2017 00:03
  • No to - dobrej nocy.
  • introwerka
  • 24/09/2017 23:57
  • Silvus - spokojnie i pięknie :) Nie wiem do końca, jaki to gatunek, ale ja to nazywam romantyczną odmianą bluesa :) A teraz już dobranoc ode mnie, albo jeszcze taka cudna balladka:
Ostatnio widziani
Gości online:37
Najnowszy:Chiarose3
Wspierają nas