Krzyk Brzasku, cz.2 - Yumira
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Krzyk Brzasku, cz.2
A A A

Rozdział II

          Gerill nigdy nie przywykł do pałacowego życia. Choć doskonale rozumiał świat dworskich intryg, niejednokrotnie musząc w nich uczestniczyć, wizyty zarówno w stolicy Yumiru, jak i przymus przebywania na królewskim dworze, sprawiały, że czuł się brudny.  Towarzyszyło mu okropne uczucie, że przylepiło się do niego coś, czego nie sposób się pozbyć – i wysysa z niego życie, marzenia i ideały.  A teraz jeszcze – siedząc w komnacie wyłącznie z królewskim namiestnikiem, o którym powszechnie mówiono, że sprawuje faktyczną władzę w Yumirze – czuł się jeszcze gorzej.

Mazzarini – stary mężczyzna, o chudej, owalnej twarzy pooranej zmarszczkami, przyglądał mu się uważnie. Jego długie, rzadkie, siwe włosy, sięgające ramion i wydatny orli nos potęgowały wrażenie, że jest wcieleniem karzącej zarazami śmierci. Obaj posiadali harde spojrzenia, które mają wyłącznie ludzie, którzy niejednokrotnie ujrzeli coś przerażającego i jednocześnie nie dali się przy tym złamać. W tych oczach była swoista pustka i głębia. Zatem obaj natychmiast obdażyli się  szacunkiem, zaciekawieni sobą nawzajem.

       - Mistrzu – zaczął królewski doradca. Jego głos był spokojny, nieco chrapliwy, a wszelkie ruchy starannie wyważone. Miał zwyczaj gestykulować wyłącznie jedną dłonią, unosząc ją nieznacznie. – Wiesz, czego od ciebie oczekuję. Pragnę, abyś użył wszelkich swoich umiejętności, aby odnaleźć tę dziewczynę.

Gerill zmarszczył brwi. Nie tylko dlatego, że królewska córka została nazwana „tą dziewczyną”; chodziło o coś o istotniejszego – oto po pięciu latach od zaginięcia Deidre, zleca się Mistrzowi Magii poszukiwania. Dlaczego dopiero teraz? – myślał gorączkowo. Dotychczas nie zastanawiał się zbytnio, co mogło się z nią stać. Nie przebywał nawet w pobliżu dworu, a to wydarzenie nie wywołało w nim większych emocji. Podobnie jak i resztę Akademii. Całą sprawę starannie wyciszono. Uprzednio sugerowano chorobę królewny, porwanie – bądź też, jak mówili ci najbardziej spragnieni sensacji – Deidre uciekła z którymś z żołdaków króla. Z czasem i zapomniano o niej. Bowiem na dworze wiele się wydarzyło. Król owdowiał i ponownie się ożenił, by niedługo znowu zostać wdowcem. Jego młodziutka żona zmarła podczas porodu, zabierając ze sobą jedynego syna Rodryka. Mazzarini widząc wahanie Gerilla, uśmiechnął się delikatnie.

 - Wiem, co sobie o tym myślisz. Jednak sprawa nie jest tak podejrzana, jak się wydaje. Yumir po prostu nie ma dziedzica. Stąd te nagłe poszukiwania.

 - Jednak to nie tłumaczy, dlaczego odbywają się one dopiero teraz – odrzekł spokojnie mag.

-  Ależ tłumaczy. Po prostu dopiero teraz mamy odpowiednie środki, chęci i motywację, aby to zrobić – powiedział Mazzarini, lekko przedrzeźniając sposób mówienia Gerilla. – Naprawdę myślisz, że nie istnieją sytuacje, w których władca i ojciec nie chce pozbyć się dzieci i jednocześnie osób, które uzna za niegodne dziedziczenia tronu?

Mistrza Magii przebiegł dreszcz.

 - Zatem czemu zmienia zdanie i chce odzyskać to, co sam nakazał stracić?

 - Stracić? Nie. Raczej poświęcić. Zgubić. – Mazzarini głęboko zaczerpnął powietrza. – Posłuchaj, chcę, żeby ta sprawa nadal pozostawała tajemnicą. O Deidre zapomniano. I bardzo dobrze, dziewczyna nie rokowała zbyt dobrze. Mało urodziwa, chorowita. Cały potencjał zgarnęła Darlen, która, jak wiesz, nie żyje.

 - Skoro tak, dlaczego król Rodryk nie spłodzi innego dziedzica? Tylko pragnie szukać kogoś, kto, być może, od dawna nie żyje?

 - Rodryk… nie jest w stanie tego zrobić. On gnije. Jak wiesz, swawole z poczciwymi kobietami lekkich obyczajów wiążą się z ryzykiem. Zresztą, to nie on jej szuka, jest zbyt zajęty umieraniem i panikowaniem.  – Mazzarini machnął lekceważąco dłonią. – To ja zlecam jej odnalezienie.

Gerill zmarszczył gniewnie brwi.

 - Skąd te tajemnice? A jeśli poinformuję króla o twoich zamiarach?

 - Co mu powiesz? Że chcę odnaleźć jego córkę?

 - Że spiskujesz za jego plecami. Po co ci królewna?

 - Proszę, nie tym tonem. Nie zapominaj do kogo się zwracasz. – Królewski doradca wstał z siedziska, obrzucił maga nieprzyjemnym spojrzeniem i podszedł do okna. Skinął mężczyźnie dłonią, żeby i on się zbliżył.

  - Być może sądzisz, że chcę zostać królem. Albo, że chcę szantażować króla, mając jego córkę. Nic z tych rzeczy.

 - Wy… obaj pozbyliście się jej, prawda?

 - Oczywiście, jeszcze przed chwilą właśnie to powiedziałem.

 - Więc co tobą kieruje? Sumienie?

Mazzarini uśmiechnął się kpiąco.

 - Sumienie? – powtórzył. – Nie. Po tym wszystkim, co robiłem, żeby zostać tym, kim jestem moje sumienie jest dosyć elastyczne. Zresztą, nie obwiniam się o to, co stało się z dziewczyną. Nie było innego wyjścia. – Westchnął. – Proszę, zrób to, co ci nakazałem. Wiele na tym zyskasz. Jeśli odmówisz, źle się to dla ciebie skończy.

 - Teraz chyba ty zapominasz, z kim rozmawiasz. Grożenie Mistrzowi Magii jest co najmniej absurdalne.

 - Myślisz, że nie przygotowałem się na taką okoliczność? Za drzwiami czekają strażnicy, gotowi cię pojmać. To zawodowi łapacze magików. Na dodatek cała sala wyłożona jest drobinkami qua. Wiesz, jak to działa. Blokada magiczna. Jestem pewien, że jesteś sobie w stanie z nią poradzić, jednak zajmie ci to nieco czasu. Odrobinę zbyt wiele. Jest więc zatem szansa nie tylko na to, że przeżyję, ale że i zdążę wezwać straże.

Gerill pokręcił głową. Czegu mógł się spodziewać w tym gnieździe żmij?

 - Zatem szantażem chesz mnie zmusić do współpracy? A może przekupstwem?

 - Ukazałem ci dwie perspektywy. Jedna wiąże się z bezsensowną walką, druga z możliwością wzbogacenia się. A jeśli żadna z nich cię nie interesuje…- Mazzarini ponownie usiadł w swoim siedzisku, powoli wyciągając swoje chude, zniekształcone artretyzmem palce w kierunku kielicha wina. Wypił nieco, nie spuszczając z oczu Gerilla. – Będziemy musieli się pożegnać. - Mag także usiadł. Nie obawiał się na tyle, żeby to ukazać. Niejednokrotnie grożono mu śmiercią i choć do tego nigdy nie da się przywyknąć, doświadczenie pozwala  stworzyć dookoła siebie pewną iluzję obojętności.

 - Posłuchaj – zaczął na nowo królewski doradca. – Jesteś tutaj z polecenia mistrzyni Thiamnol. I choć zdaję sobie sprawę z tego, że to może nic dla ciebie nie znaczyć, wiedz, że jednak bardzo mi zależy na owocnej współpracy. Wydajesz się osobą na tyle kompetentną i rozsądną, że jesteś w stanie mi pomóc. Zatem zacznijmy od początku. Opowiem ci tyle, ile mogę. O tym, dlaczego ta dziewczyna zniknęła, czemu musimy ją koniecznie znaleźć i o co ją podejrzewam. Albo raczej to, co z niej zostało.

                                                                                                                                    

 

 

 * * *

             Kamira wyczuła, że ją znalazły. Siedziała w zatłoczonej przydrożnej karczmie, jakich pełno w Yumirze. Miała przed sobą miskę, ledwie ciepłego już, wołowego gulaszu, zrobionego z dosyć ścięgnistego mięsa i pajdę suchego chleba. Zmęczona i znudzona otaczającym ją gwarem, bezsensownie grzebała łyżką w brązowej brei. A gdy uniosła lekko głowę, zauważyła to stworzenie. To był zwyczajny odruch, gdy podświadomie odwracała się w kierunku,w którym ktoś na nią patrzył. Pierwszy raz dała się podejść tak blisko. Przyglądało jej się, przeraźliwe biała, humanoidalna istota. Choć nie miała ona oczu, uszu ani nozdrzy, była w stanie doskonale zidentyfikować, gdzie dziewczyna siedziała. A teraz w dodatku  wiedziała, że została dostrzeżona. Wyszczerzyła się w czymś, co mogłoby być uśmiechem. Kamira przez chwilę widziała obrzydliwą dziurę zamiast ust, w której połyskiwał szereg ostrych, niewielkich, czarnych zębów. Następnie stworzenie groteskowo ruszyło w jej stronę, by po chwili przystanąć i okazać się w pełnej krasie. Wydłużone górne kończyny zakończone były skręconymi szponami. Przez wychudzony tułów dosłownie przebijały się żebra. Ich ostatnia para wbijała się w miejscu, w którym powinien znajdować się żołądek kreatury. Tworzyło to niezagajalną  ranę, z której wystawał kawałek jelita. Nogi zdawały się być parą wielokrotnie łamanych patyków, co sprawiało, że stworzenie stale kulało.

        A mimo wszystko, to coś w żaden sposób nie było kalekie, umierające czy oszalałe z bólu. Bowiem celowo przybierało takie formy, żeby przerazić tego, kogo nawiedzało. Kamira zacisnęła dłoń na wisiorku w kształcie jelenia tak mocno, że ten wbił się w jej rękę. Zamknęła oczy. Nie boję się. Nie jesteś w stanie przybrać takiej formy, która mnie przeraża. Bo nie boję się niczego, co ma formę i kształt. Obawiam się wyłącznie tego, co nie jest w stanie być fizyczne, rozumiesz? Więc odejdź. Jestem silniejsza. Zatem zniknij, przepadnij. Nie boję się – myślała i powtarzała wciąż te same słowa, niczym najgorliwszą modlitwę. Działało, jej oddech wyrównał się, a strach na chwilę ją opuścił. Miała już styczność z podobnymi kreaturami, wiedziała jak się ich pozbyć. A gdy tylko otworzyła oczy, serce o mało nie wyskoczyło jej z piersi. Stworzenie siedziało po przeciwnej stronie stołu. Również miało przed sobą miskę, w której zapalczywie grzebało, nie spuszczając swego dziwacznego pyska z dziewczyny. Wyciągnęło łapę z naczynia, zacisnęło w pięść i podsunęło Kamirze tuż przed nos.  Ta nie była w stanie się poruszyć. Nagle istota pokazała to, co trzymała. Było to ludzkie oko i usta, które zaczęły przeraźliwie krzyczeć. Wrzask rozniósł się po całej karczmie, lecz tylko Kamira była w stanie go usłyszeć.

- Dalej się nie boisz? – zapytała telepatycznie istota. Położyła usta, które tuż przed sobą, a oko zgniotła i wcisnęła do gulaszu Kamiry. A ta zamarła z przerażenia, gdy nagle to, co leżało przed stworzeniem zaczęło mówić głosem jej matki. – Gdzie jesteś? Czemu jest tu tak ciemno. Bogowie, Kamiro, chyba mnie tu nie zostawisz? Tu jest tak zimno. Dlaczego uciekłaś? Proszę, wróć. Jesteś moją córką. Zawsze ci wybaczę. Przez chwilę zapanowała cisza. A potem głos, tym razem nieco zniekształcony, ponownie się odezwał. – Ty głupia szmato. Czemu w końcu nie zdechniesz? Naprawdę myślisz, że ktoś na ciebie czeka? Że zasługujesz na wybaczenie? Nie. Piekło, w które tak wątpisz istnieje. I czeka na takie śmieci jak ty. Ludzie się tobą brzydzą. Kpią z ciebie. Nienawidzą. Wzbudzasz tylko pogardę.

I ponownie rozległ się głos istoty w głowie dziewczyny. – Dalej się nie boisz? - zapytało znowu. – Przecież nie boisz się niczego, co może przybrać fizyczny kształt. Dalej, walcz ze mną. Walcz. Walcz. Walcz.

Kamira nagle zdała sobie sprawę, że wszyscy, którzy ją otaczają są potworami – zdeformowanymi humanoidami, które wydrapywały sobie oczy, wyrywały uszy i wbijały, co tylko mogły, we własne ciała. Ze ścian spływały strugi dziwacznej mazi, przypominającej krew, okropnie przy tym cuchnącej. Jednak najgorsza zdawała się podłoga – była wyłożona zwłokami ludzi, w różnym stadium rozkładu, których znała. Kamira nigdy nie spotkała tak potężnego stworzenia Roju, które byłoby zdolne do stworzenia tak silnej iluzji. Walcz. Walcz. Lub zdychaj  – wyło w jej głowie. A ona wiedziała, co się za chwilę stanie. Widziała ludzi, którzy są zabijani przez Rój.

         I nagle wszystko się skończyło. Znowu była w zwyczajnej karczmie. Z tym, że dla przebywających w pomieszczeniu czas się zatrzymał. Zastygli w miejscu. Sworzenie przed nią odwróciło się gwałtownie i zasyczało gniewnie. Zdrajca! – ryknęło, patrząc w tłum ludzi. A z pośród nich, z szelmowskim uśmiechem, wynurzał się młody mężczyzna, w długim czarnym płaszczu. Miał długie do pasa, proste i ciemne włosy, równie ciemne oczy, barczyste ramiona. A ponadto, był wyjątkowo przystojny. Rozłożył szeroko ręce, jakby chciał uścisnąć stworzenie, które wycofało się i przykucnięte syczało na niego. - Zdychaj, zdrajco, ona jest moja. Zawarła konrakt. Jest moja – powtarzało.

 - Zawarła kontrakt ze mną – odparł telepatycznie. – Wynoś się, póki daję ci tę możliwośc kanaal’l.

 - Sihonul kar! – rzuciło w języku Wiecznych Ludów.

 - Sam się pierdol – odezwał się mężczyzna. Skrzywił się w grymasie, a jego przystojna twarz zaczęła się zmieniać. Wydłużyła się, na skroniach pojawiły się zgrubiałe narośle, które po chwili przekształciły się w rogi. Źrenice stały się niczym u kóz i owiec, a tęczówka przybrała żółtą, błyszczącą barwę. Wyszczerzył zęby – miał je takie same, jak istota, z którą zamierzał walczyć. I bez chwili namysłu rzucił się na nią, wgryzając w jej szyję i rozrywając tętnicę. Buchnęła czarna, śmierdząca zgnilizną krew. Stwór jęknął i próbował wbić swoje szpony w przeciwnika. Jednak i tym razem ten go ubiegł. Jego dłoń nagle stała się jednym, kościanym ostrzem i z łatwością odcięła kończyny istoty. Był przerażająco szybki, nawet dla czegoś, co nie pochodziło ze znanego świata. Po chwili, będąc samym podrygującym korpusem, umierało. Jego głowa, odcięta i leżąca kilka metrów od ciała. Brunet otarł usta i uśmiechnął się do dziewczyny. Znów wyglądał tak, jak przedtem.

 - Cóż za nieprzyjemny typ – powiedział, zerkając na zwłoki istoty.

Kamirze wydawało się, że zbudzono ją z bardzo długiego snu. Potrząsnęła głową, jakby chciała odpędzić od siebie wszystkie obrazy, które wryły się w jej umysł.

- Co ty tu robisz?

- Szukałem cię. I, jak widzę, przybyłem w samą porę.

Dziewczyna zmarszczyła brwi. Wizyty kogokolwiek – bądź jak twierdzili niektórzy: czegokolwiek – z innego wymiaru zawsze wpędzały śmiertelników w kłopoty. Kamira wiedziała o tym doskonale. Oto stał przed nią ktoś,  kogo możnaby uznać za boga. Ramajasz; sprawcą jej wszystkich problemów i nieszczęść.

 - Czego chcesz? – zapytała. Jej głos był niesamowicie ostry i pełen niechęci.

 - Nie zamierzasz mi podziękować? Za to, że ocaliłem ci życie?

- Doskonale wiesz, że nie można odebrać mi życia. Nie na zawsze. Mam ci za coś dziękować? Może za to, że te mutanty stale za mną podążają?

Zacmokał.

 – Miła jak zwykle. Nieważne. Musisz ze mną iść.

 - Niby dokąd?

 - Wyjaśnię po drodze. Zbierajmy się, mam dość zatrzymywania czasu. A czuję, że niedługo kanaa’l będzie więcej. -  Przemienił się w sokoła i przysiadł na ramieniu Kamiry. Ta, pomimo wielkiej ochoty, nie zrzuciła ptaka z ramienia.

 - Co ty znowu knujesz? – Pchnęła myśl do niego.

 - Zobaczysz. Gwarantuję ci, że gdy skończymy, ten świat już nigdy nie będzie taki sam. Albo rzucimy go na kolana, albo on nas. Nic pomiędzy.

I nie mylił się.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Yumira · dnia 09.09.2017 11:44 · Czytań: 149 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 5
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Infernus dnia 09.09.2017 21:49 Ocena: Świetne!
Ode mnie wielkie ukłony! Tworzysz naprawdę dobrą historię, czujesz świat fantastyki. Czytałem jednym ( no może dwoma) tchem. Po pierwszym rozdziale bałem się, że opisów końca nie znajdę. Znalazłem. Historia rozkręca się, a druga część tekstu przeważyła na mojej ocenie. Niestety na tym portalu jest szał na obyczaje i teksty bez większego potencjału, ale moim zdaniem gdzieś się wybijesz.


Cytat:
- Wiem, co sobie o tym my­ślisz. Jed­nak spra­wa nie jest tak po­dej­rza­na, jak się wy­da­je.

Tutaj "sobie" jakoś mi przeszkodziło.

Cytat:
Je­stem pe­wien, że je­steś sobie w sta­nie z nią po­ra­dzić, jed­nak zaj­mie ci to nieco czasu.

Znowu "sobie" :) chyba powinno być w innym miejscu - chyba.

Pozdrawiam.
skroplami dnia 17.09.2017 14:07 Ocena: Świetne!
Witam milczącą/milczącego. Na szczęście książka (na pewno:) ), z której tu dwie części, pięknie owija się wokół entuzjastów gatunku i gryzie, pięknem swym ze słów ;). Zresztą, nie tylko wśród nich. Nie jestem entuzjastą, wystarczy lubię, ale "Krzyk brzasku" jest bardzo dobry. Oczywiście, wymalowany inny świat ale też mnóstwo szczegółów. I kilku bohaterów chociaż to zaginiona księżniczka będzie nr 1. Jak nie, nic to nie zmieni :). Na PP czytałem tylko jedno podobne, stylem i światem chociaż bohaterką złodziejka, jakby :). Niestety, do dziś nie znalazłem, nie doczekałem, cz. 2 :(. Za to powyższe już rozbudowane, już się "kroi", będzie piękna suknia, strój, ze słów :). Tak, wciąga, budzi ciekawość, chce się więcej. Pozostaje: pisać c.d. :).
Yumira dnia 18.09.2017 22:15
Naprawdę dziękuję za tak pochlebne komentarze. To naprawdę motywujące i budujące do dalszej pisaniny.
Jeśli kogoś uraziło, że dotychczas nie odpisywałam, to bardzo przepraszam, ale zwyczajnie nie miałam pojęcia ani co mogłabym, ani nie miałam nic szczególnego do powiedzenia, prócz podziękowania za poświęcony czas na przeczytanie i zostawienia po sobie tak miłego śladu :)
Alen Dagam dnia 22.09.2017 18:05 Ocena: Bardzo dobre
Spotkanie dwóch głównych bohaterów, mocnych postaci, opisane jest bardzo dobrze. Zatrzymuję się tylko na kilku sformuowaniach.

Cytat:
Zatem obaj na­tych­miast ob­da­ży­li się sza­cun­kiem


Nie pasuje mi to do żadnego z nich. "Natychmiast", tylko po obejrzeniu się nawzajem, darzą się "szacunkiem". Dlaczego? Ze względu na twarde spojrzenie? To chyba trochę za mało. Zwłaszcza, że Gerill źle się czuje na dworze. Od razu pozwoliłby sobie na szacunek, nie znając jeszcze swojego rozmówcy - bo wnioskuję, że to ich pierwsze spotkanie?

Cytat:
po­wie­dział Maz­za­ri­ni, lekko prze­drzeź­nia­jąc spo­sób mó­wie­nia Ge­ril­la


Teraz się zastanawiam, dlaczego go przedrzeźniał. Zazwyczaj takie zachowanie wskazuje na brak szacunku, na prowokację. I co przedrzeźniał? W poprzedniej linijce jest tylko mowa o tym, że Gerill mówi ze spokojem. Ton jego głosu? Sposób wymawiania jakiegoś szczególnego wyrazu? Akcent?

Cytat:
Ski­nął męż­czyź­nie dło­nią, żeby i on się zbli­żył.


Jak na to zareagował Gerill? Czy zblizył się do Mazzariniego? Czy uczynił to z wahaniem, z ociaganiem? Potem usiadł, więc zapewne wcześniej wstał, ale czy podszedł do okna?

Od tej pory nie ma w tekście żadnej informacji o tym, jakie było jego zachowanie. I oprócz jednego pokręcenia głową, brakuje mi opisu jego jakiejkowliek reakcji na to, co słyszy.

Ta rozmowa to próba sił dwóch ważnych mężczyzn w królestwie; dwóch twardo zarysowanych charakterów. Może dobrze byłoby ją trochę bardziej rozwinąć? Pokazać trochę więcej "mocowania się"?

Podoba mi się pogłębienie historii o skazanej na zaginięcie córce króla. Motywacja jej ojca i jego namiestnika nabiera kształtów.

Cytat:
Nie­jed­no­krot­nie gro­żo­no mu śmier­cią i choć do tego nigdy nie da się przy­wyk­nąć, do­świad­cze­nie po­zwa­la  stwo­rzyć do­oko­ła sie­bie pewną ilu­zję obo­jęt­no­ści.


Bardzo podoba mi się to zdanie. Więcej takiej wnikliwości.

Druga część jest fenomenalnie napisana pod względem obrazowości. Masz dobre wyczucie rytmu dozowania napięcia i spotkanie Kamiry z koszmarnym stworem jest barwne i ogromnie wciągające.

Tylko:

Cytat:
bez­sen­sow­nie grze­ba­ła łyżką w brą­zo­wej brei


"bezsensownie"? Nie pasuje mi to. Może bezmyślnie?

Cytat:
Ra­ma­jasz; spraw­cą jej wszyst­kich pro­ble­mów i nie­szczęść


sprawca

Czekam niecierpliwie na dalszy ciąg! Co nie znaczy, że masz spieszyć się z pisaniem - nie popędzam, ponieważ wiem, że to na pisarza nigdy dobrze nie działa.

Pozdrawiam serdecznie!
Yumira dnia 23.09.2017 15:54
Twoje uwagi są bardzo cenne, choć z pewnością się powtarzam :)
Co do "szacunku", to nie chodziło mi o podziw względem siebie tych postaci czy zdobycie jakiegoś autorytetu. Bardziej zależało mi o podkreśleniu szacunku, jako... no nie wiem, zwyczajnie poważnego potraktowania przeciwnika. Niczym na turnieju szachowym. Rywal, jako jednostka, jest niemalże zupełnie bez znaczenia; nie obchodzi Cię kim jest, co lubi i czym się zajmuje - przynajmniej teoretycznie. Szanujesz go wyłącznie za umiejętności i to, że możesz sprawdzić samego siebie.
Ale fakt, "szacunek", to dosyć niefortunne ujęcie i może wskazywać na wiele rzeczy - niekoniecznie te, które chciałabym opisać.
Co do przedrzeźniania się i braku opisów; tu w pełni się zgadzam, ta scena wcześniej wydawała mi się wybrakowana, ale dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo ona jest. W najbliższym czasie szykuje się ostra korekta :)

Pozdrawiam i dziękuję po raz kolejny
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Milena1
25/09/2017 15:19
Podobno czerwone skarpety rozgrzewają najlepiej :) Pozdr »
Milena1
25/09/2017 15:11
Zaciekawiła mnie twoja historia. Zachęcona, przeczytałam… »
Miladora
25/09/2017 14:46
O, jak miło zobaczyć pod wierszem nowego czytelnika. :)»
Tjereszkowa
25/09/2017 14:44
Ooo, jak Clark obrodził w komentarze :). Bardzom… »
Miladora
25/09/2017 14:37
Bardzo ładny obraz, Hope. Jak się okazuje, wcale nie… »
braparb
25/09/2017 14:34
Miladoro, Rozbawił mnie Twój wiersz :). Wchodzi gładko i… »
Miladora
25/09/2017 14:14
Zgadzam się z Introwerką. :) Ale na czymś trzeba się… »
starysta
25/09/2017 14:05
Dziękuję Miladoro, Pozdrawiam, nie obawiaj się, to tylko… »
Miladora
25/09/2017 13:58
A może jeszcze trochę zabawy z formą, Black? ;) Masz dwa… »
Miladora
25/09/2017 13:35
Ja też pamiętam - flet z liścia zagra nam sonatę. :) I… »
braparb
25/09/2017 13:32
Nie mam pojęcia o czym jest ten wiersz ale jestem… »
braparb
25/09/2017 13:21
Zolu, Bardzo podoba mi się Twój wiersz, lecz myśl iż z… »
purpur
25/09/2017 12:36
Mhm. No tak... Aż zerknąłem, na inne Twoje teksty. No… »
purpur
25/09/2017 12:27
Rozpocząłem czytanie, przewinąłem, po kilku zdaniach i… »
damian wrotycz
25/09/2017 12:24
6.9 Zabronione jest komentowanie innych komentarzy i osób… »
ShoutBox
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:31
  • Teraz to juz sam nie wiem skąd ona pochodzi. Na pewno pierwszy raz usłyszałem ją w kościele na kazaniu.
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:27
  • W końcu brzydki kłos pojechał ich tekstem "ale wy jesteście w środku puste"
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:24
  • Słuchajcie, może jest tu ktoś, kto zna dobrze biblię? Szukam przypowieści, która bardzo podobała mi się, gdy uczęszczałem do kościoła. Mowa była o zbożu, gdzie piękne kłosy drwiły z tych wygiętych
  • Zola111
  • 25/09/2017 01:31
  • A Zaśrodkowanie#26 czeka! Dobrej nocki.
  • Silvus
  • 25/09/2017 00:08
  • Ej, ten Eric to wziął zaśpiewał piękny tekst...
  • introwerka
  • 25/09/2017 00:07
  • Dzięki, Silv - nawzajem :)
  • Silvus
  • 25/09/2017 00:03
  • No to - dobrej nocy.
  • introwerka
  • 24/09/2017 23:57
  • Silvus - spokojnie i pięknie :) Nie wiem do końca, jaki to gatunek, ale ja to nazywam romantyczną odmianą bluesa :) A teraz już dobranoc ode mnie, albo jeszcze taka cudna balladka:
Ostatnio widziani
Gości online:41
Najnowszy:Chiarose3
Wspierają nas