Ptaki, część 1 - Dobra Cobra
Proza » Inne » Ptaki, część 1
A A A
Od autora: Ptaki. Opowiadanie dostępne także w wersji do słuchania na YouTube: http://www.youtube.com/watch?v=Vn5-phvdfyk

Zimą Jan Polkowicz niespodziewanie odziedziczył małą fortunę po ukochanej babuni. Natychmiast  wziął tydzień wolnego i przeliczył, że od tej chwili wcale nie opłaca mu się już pracować. Rocznie wyciągał w robocie ze trzydzieści tysięcy, co dawało jakieś trzysta tysięcy zarobku w ciągu dziesięciu lat. Nawet gdyby zdołał przepracować jeszcze kolejne cztery dziesiątki i tak suma, którą by zarobił, nie byłaby nawet jedną czwartą tego, co właśnie otrzymał.

 

Więc rzucił pracę w cholerę. 

 

Mieszkał sam w starej, dwuizbowej chałupie po rodzicach. Od razu po otrzymaniu spadku zrobił w niej generalny remont, ocieplił elewację, obił deskami fasadę i zainstalował nowoczesne ogrzewanie, które dawało też ciepłą wodę. Aby nie zmarnieć bez żadnego zajęcia - o czym nie raz nadawano filmy w telewizji i pisano w gazetach - kupił sobie rower i pięć razy w tygodniu wyruszał na długie wycieczki, które zastępowały codzienny trud w pocie czoła. Dzięki temu miał nadzieję utrzymać morale na wysokim poziomie przez resztę życia. Popołudnia spędzał w ogrodzie, w pielęgnację którego wkładał wiele serca. Wieczorami zaś siadał na ławeczce pod sklepem. W ten mądry sposób zaspokajał wszystkie potrzeby emocjonalne człowieka. 

 

Żadna z pań nigdy nie zdecydowała się zamieszkać z Janem. Tłumaczył to sobie ogólnym trendem ucieczki kobiet ze wsi, oraz tym, że dość niechlujnie szeroko stawiał stopy. Na to drugie nie miał żadnego wpływu, takim się bowiem urodził. A co do płciowej samotności - nieustannie próbował sobie z nią radzić z różnym skutkiem domowymi sposobami. 

 

Przy takim trybie życia mężczyzna szybko stał się domorosłym filozofem, który miał wyrobione zdanie na wiele spraw. 

 

Pewnego styczniowego dnia Polkowicz zaczął dokarmiać ptaki, zimujące gromadnie w okolicy jego domu.  

 

 

 

Dobra Cobra przedstawia opowieść niesamowitą,

 a zarazem jakże lekką, p.t.

 

 

Ptaki

 

Cz. 1

 

 

Hans ist nass, weil er unter einem Wasserfall steht.

(Hans jest mokry, bo stoi pod wodospadem)

 

Powiedzenie niemieckie, bardzo często nadużywane na kursach językowych dla początkujących.  

Mylnie podawane jako przykład piękności, rytmu, gibkości, głębokiej myśli, oraz wyrafinowania 

języka Goethego.

 

 

2

 

   Marzyciel Mirosław łapczywie wciągał tuńczyka wprost z puszki. Próbował tej ryby w wielu restauracjach, lecz właśnie ta forma jej spożywania odpowiadała mu najbardziej. Winnym tego stanu rzeczy mógł być fakt, że Mirosław nie odziedziczył fortuny po rodzinie, a zarobił ją samodzielnie. Nie miał więc żadnych szlacheckich przyzwyczajeń i ograniczeń, które wypija się w wyższej klasie społecznej wraz z mlekiem matki. Zaczynał w okresie transformacji bardzo skromnie: od sprzedaży deficytowych produktów wprost z rozłożonego na chodniku łóżka turystycznego. A potem już poszło. Trzeba było być tylko wiernym swojemu biznesowi i trzymać rękę na pulsie dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, trzysta pięćdziesiąt dni w roku. Ofiara składana bożkowi Biznesowi została przyjęta. 

 

 

   Teraz Marzyciel Mirosław mógł już zaprzestać gromadzenia dóbr, gdyż miał ich w nadmiarze. Zbudował więc w piwnicy pierwszorzędnie wyposażone laboratorium, gdzie w pocie czoła zajmował się wymyślaniem największego wynalazku w historii ludzkości. 

 

Przyszłość naszej planety zależy w wielkim stopniu od znalezienia żródeł energii odnawialnej. Mężczyzna postanowił opatentować maszynę, która będzie zamieniała ludzki krzyk w czystą energię. Podniesiony głos otaczał go od lat młodzieńczych i wpraszał się zewsząd: z ulicy, telewizji, zakładów pracy, autobusów, z domu rodzinnego i od cioci na urodzinach, a nocami także z miejskich śmietników. Krzyczeli wszyscy i każdy z osobna. Mirosław głęboko wierzył, że maszyna ta stanie się kamieniem milowym rozwoju matki Ziemi.

 

W głębi serca obawiał się jednak, że najgorszym, co się może człowiekowi przydarzyć, jest utrata kontroli nad pęcherzem. Tego żaden wynalazek nie zdołał jak do tej pory skutecznie powstrzymać. 

 

 

3

 

   Bezzębny masochista kolejowy Andrzej Pędzimąż jak co dnia stawił się o poranku na stacji kolejowej i poprosił o bilet drugiej klasy do Ostrowca. Z dumą podał kasjerce garść monet. Chwile oczekiwania na przyjazd pociągu zawsze przyprawiały go o gęsia skórkę. Najpierw wokoło trwała niczym niezmącona cisza, nieco później na peronie zbierali się nieliczni milczący pasażerowie. 

 

   Emocje osiągały apogeum, gdy na horyzoncie pojawiała się lokomotywa. Tory zaczynały grać swoją melodię w rytm podskakujących na ich łączeniach wagonów, a gdy skład zbliżał się do peronu dawało się słyszeć coraz potężniejszy pomruk elektrycznego silnika.

 

W momencie hamowania Pędzimąż chłonął zgrzytliwy odgłos tarcia metalu o metal, wilgotną od emocji ręką mocno ściskając świeżo zakupiony bilet. W uniesieniu obserwował wsiadających jak i nielicznych wysiadających pasażerów, z ciekawością zaglądał do okien, wreszcie tradycyjnie zamachał konduktorowi na powitanie. 

 

Z wagonu pocztowego sprawnie wydawano przesyłki, kierownik pociągu podpisywał dokumenty i po chwili skład był gotowy do wyruszenia w dalszą drogę.

 

- Odjazd! - Krzyknął wtedy Andrzej dumnie, unosząc wysoko dłoń.

 

Wagony, pociągnięte przez elektrowóz, stuknęły zderzakami, by po chwili zacząć znikać za  zakrętem. Znów nastawała niczym niezmącona sielska cisza. Pędzimąż trwał w podniosłej ekstazie jeszcze przez kilka minut. 

 

Kupił bilet, a jednak nie pojechał, to było dopiero poświęcenie i ekscytująco ułańska fantazja! 

 

Z okienka wychyliła się postać dyżurnej ruchu, pukającej się w czoło za odchodzącym mężczyzną.

 

 

   Masochista kolejowy znów musiał wrócić do domu i stawić czoła brutalnej rzeczywistości. Nie miał serca, aby wyrzucić psa, który się do niego przyplątał parę dni temu. Będzie zatem udawał martwego, by zwierzę zrozumiało i wreszcie sobie poszło.  

 

 

   Nikt nie chciał zatrudnić bezzębnego Andrzeja do jakiejkolwiek roboty. Niejako zatem z przymusu został błękitnym ptakiem. Kiedy zgadzał się z matką, że praca nie jest szczytem wszystkiego, ta zawsze częstowała go smakołykami, które miały zagłuszyć w niej wyrzuty sumienia. I tak sielsko mijały lata jego życia.

 

 

4

 

   Przemysławowi Chudemu, pracownikowi wielkiej ponadnarodowej korporacji, po raz kolejny ktoś brutalnie zgasił światło w kiblu. Początkowo myślał, że to może jakieś spięcie elektryczne, lub że ktoś przypadkiem zaczepił ramieniem o włącznik. Ale sytuacja zaczęła się notorycznie powtarzać. 

 

Dowcipnisia nie udawało się wytropić całymi miesiącami, mimo stosowania przez Przemysława wyrafinowanych technik rozpoznawczych, zaczerpniętych z internetu. Gdy po niedługim czasie przyzwyczaił się do zawsze gasnącego światła i zaczął zabierać ze sobą latarkę, postanowił zapolować na dowcipnisia. Wypadał znienacka z toalety, kładł włączoną kamerkę w telefonie na przeciwległej szafie biurowej, by go nagrać. Któregoś dnia wysmarował całą okoliczną podłogę miodem. Jednak żaden ze sposobów nie przynosił oczekiwanych rezultatów. Gdy wyskakiwał z toalety pod drzwiami nie zastawał nikogo, telefon zniknął na zawsze, a pszczelą substancję wdeptały w wykładzinę tysiące nóg podobnie jak on codziennie poniżanych i upokarzanych pracowników. 

 

Przemysław podejmował śmiałe próby pozostawania w biurze wieczorami, by przez wzgląd na mniejszą ilość pracujących mieć nadzieję na złapanie nieuchwytnego delikwenta. Ale nic z tego. Światło gasło nadal, gdy tylko wchodził do kibla. 

 

Gdy po miesiącach takiego rollercoastera u Chudego stwierdzono nerwowy syndrom niemożności oddawania moczu, postanowił przejść na swoje, porzucić korporację i otworzyć własny interes. Wrócił w rodzinne strony i zaczął dokładne przygotowania. Stworzony metodycznie biznes plan jasno pokazywał, że niebawem odniesie wielki sukces. 

 

 

5

 

   Jan Polkowicz - który niespodziewanie odziedziczył małą fortunę po ukochanej babuni - nie miał szczęścia do pań. Tylko raz zwabił do domu kobietę - samotną Olgę, córkę lokalnego sołtysa. Wielce pomocna okazała się wiejska zabawa, w której oboje uczestniczyli. Upojona alkoholem dziewczyna z chęcią wyszła na spacer dookoła uśpionego ryneczku, by tam wylać przed nim wszystkie żale dotyczące samotności i niespełnienia. 

 

Korzystając z okazji, którą dawał los, Jan bez większych oporów pociągnął ją do chałupy, by tam po łatwym rozłożeniu jej nieco krzywych nóg z zaskoczeniem stwierdzić, że w intencji zaznania miłości kobieta nie założyła ona tego wieczora majtek. Co natychmiast obnażyło bujnie zarośnięty czarny ogród miłości, przez który Polkowicz próbował się przedrzeć siłą przez ponad godzinę, wciąż nie mogąc właściwie trafić.

 

- Chciałeś zamienić świątynię mego ciała w jakiś wór do walenia?! - Krzyknęła Olga, gdy naraz ocknęła się w pijanym widzie. - Wszyscy chcielibyście mieć w kółko tylko dziewice! Co jest z wami? Może jeszcze powinnam zostać wegetarianką? - Dokończyła, trzaskając chłopaka w gębę.

 

Po czym wstała, obciągnęła spódnicę i wyszła z domu zdecydowanym, acz nieco chwiejnym krokiem, by po następnych pięćdziesięciu metrach z pluskiem wpaść do rowu melioracyjnego, wypełnionego zazieleniałą wodą. 

 

Tego wieczora biedny Jan dostał w twarz tak mocno, że przez dłuższy czas wyraźnie widział Mikołaja Kopernika jeżdżącego na zielonym dinozaurze po podwórzu. Dramatyczne doświadczenie z Olgą sprawiło, że zwątpił w swoją męskość definitywnie i zarazem ostatecznie. 

 

 

   W wolnych chwilach Polkowicz nadal z oddaniem dokarmiał okoliczne ptactwo. Zwierzęta zlatywały się zewsząd, jako, że zima była tego roku wyjątkowo sroga. Sikorki, wróble, sroki, gile, sójki, kosy i wiele innych gatunków domagało się coraz większej ilości żarcia, by przetrwać. 

 

Zimą nie trenował kolarstwa, więc z podwójną pasją i wielkim oddaniem poświęcił się ochronie życia skrzydlatych przyjaciół. Dobrze bowiem rozumiał zależności zachodzące w przyrodzie. Ptaki zaczęły zlatywać się w takich ilościach, iż powziął podejrzenie, że dokarmia już pewnie z pół gminy. Z troską snuł rozmyślania, czy jego pomoc nie spowoduje przeptaszenia okolic miasteczka. 

 

Nie namyślając się długo Polkowicz zakupił po okazyjnej cenie nowoczesny traktor z siewnikiem, setkę worków z ziarnem i objeżdżając okolicę obficie rozsiewał je po łąkach, zagajnikach i polnych ścieżkach. 

 

 

6

 

   Marzyciel Mirosław popijał szczególnie cenioną whisky, rozwalając się w eleganckim skórzanym fotelu. Status społeczny wynalazcy zmuszał go bowiem do kupowania drogich alkoholi, lecz gdy był sam wolał pijać wino owocowe Szwagry. Miało bowiem bliski każdemu rodakowi aromat i smak rodzimych pól, łąk i lasów, gdzie dzięcielina pała. A na dodatek nie pachniało myszami i jak trzeba naprawdę potrafiło nieźle sponiewierać. 

 

Mirosław porzucił ideę wynalezienia maszyny wytwarzającej energię odnawialną z ludzkiego krzyku. Przecież już na pierwszy rzut oka można się było domyślić, że to zdecydowanie niewykonalny pomysł, na którego realizację szkoda drogocennego czasu, jak i pieniędzy. 

 

Marzyciel prowadził obecnie niesamowicie ważne badania, starając się dociec, dlaczego kobiety po trzydziestce zaczynają tyć. 

 

 

   Życie jego matki tak naprawdę rozpoczęło się wtedy, gdy pewnego dnia usłyszała po raz pierwszy zgrzyt klucza ojca w drzwiach. Dlaczego jego ojciec ożenił się akurat z tą kobietą, choć podobno miał o wiele ładniejsze kandydatki do wyboru? Może powodem był fakt posiadania przez przyszłą rodzicielkę zachodniej trampoliny, która w tamtych czasach była uważana za wielki luksus i można ją było dostać tylko w Pewexie. A i to po wcześniejszej rezerwacji i miesiącach oczekiwania na towar. 

 

Po niedługim czasie od ślubu narodził się Marzyciel Mirosław, który z oczywistych względów nie był wtedy jeszcze marzycielem. Przez pierwsze dwa lata mały sypiał we dnie, by nocami pruć gębę w najlepsze. 

 

I od tego momentu matka Mirosława zaczęła nabierać kilogramów w zastraszającym tempie. 

 

 

7

 

- Co się stało? - spytała z troską w głosie matka masochisty kolejowego Andrzeja Pędzimęża, Urszula. - Jesteś taki smutny, jak nie przymierzając dziewczynka pod uschłą choinką.

- Osobowy do Ostrowca się dziś spóźnił…

- Ależ ty jesteś głupi z tymi pociągami!

- Przysięgam, matko: nienawidzę ciebie bardziej niż siebie samego!

- Bęcwał! Licz się ze słowami! A teraz nie gadaj głupot tylko szybko powiedz zdanie złożone z jak największej ilości wyrazów zaczynających się na „p”.

- Ale…

- Raz, dwa, trzy! Biegusiem! - Przerwała mu pani Urszula, klaszcząc w dłonie po nauczycielsku.

- Eeee… Piękna Paulina przyszła w perskich portkach na pieprzne przyjęcie w…  porowato pochyłym Poznaniu. 

 

Matka Andrzeja rozmarzyła się przez dłuższą chwilę.

 

- Ach, to jest wyraźnym dowodem, synu, że twoim ojcem był jednak przystojny kosmita, co to go ludzie zaraz łopatami zatłukli, jak tylko wylądował i chyłkiem podążał do mnie z kwiatami…

- Próżność przez ciebie przemawia, matko! Jak Obcego zaciukali to upadł na łąkę, a tam rosły kwiaty, więc w ostatnim podrygu zagryzł wiązkę w paszczy. Jak chcesz sprawdzić, to możemy pójść do piwnicy sołtysa i zajrzeć do beczki po kiszonej kapuście, gdzie go złożono w święconej wodzie no i sama zobaczysz.

- Synu, muszę ci coś wyznać. W młodości byłam nierozważna i popełniłam kilka błędów…

- Jakich błędów? - Zaniepokoił się masochista kolejowy. - Był jeszcze jakiś drugi ufolud?

- Przespałam się ze szkolnym palaczem, panem Józefem. On był swój, nie z żadnego kosmosu. Och, żebyś widział, jak podniecająco potrafił podkręcać wąsa…

- Poleciałaś na wąsa?

- Hodował konia. I często mnie zapraszał, żebym wpadła na nim pojeździć. Potrzebowałam wtedy ciepła i zainteresowania, jak każda kobieta. Ale nie myślałam, że będzie mu chodziło o taką przejażdżkę… A zaraz potem urodziłeś się ty. Zrujnowałam zdrowie twojej babki.

 

- Jakoś tak ciemno się tu zrobiło - zaniepokoiła się pani Urszula, patrząc w niebo - Deszcz idzie?

 

Oboje jednocześnie wyjrzeli przez okno.

 

- Ostatnio jakoś dużo tych zarazowatych ptaków tu lata… 

 

 

8

 

   Największy krajowy reżyser telenowel - Jan Piotr Paul - wprost oniemiały z powodu pozytywnego wrażenia - wnikliwie przyglądał się zimowym plenerom, na które go przywieziono. Było nawet lepiej, niż to sobie początkowo wyobrażał. Wszędzie zalegała gruba warstwa śniegu, a wielkie stada ptaków krążyły złowieszczo po okolicy w bliżej nieznanym celu. Było to wprost Idealne miejsce do nagrania remake’u Ptaków Alfreda Hitchcocka! Z drżeniem dłoni otworzył scenariusz na pierwszej stronie.

 

Akt 1. Scena 1.

 

   Koło podbiegunowe. Śnieg. Lód. Mróz. Bohater filmu Buck Bonkers - którego zagra gwiazdor ponad połowy najpopularniejszych telenowel oraz wzięty celebryta Filon Amantowicz - wychodzi z jurty. Drżące z zimna modelki topless tulą się do niego i szczelnie go otaczają, z niepokojem rozglądając się wokoło. Buck nic sobie nie robi z ich strachu i spokojnie popija kawę w plastikowym kubeczku, zakupioną na wynos w pobliskiej kawiarni. (TU DA SIĘ LOKOWANIE PRODUKTU ZA DUŻY SZMAL!). Nagle ze wszystkich stron nadlatują ptaki. Modelki zostają natychmiast porozrywane przez ich dzioby…

 

 

Reżyser Jan Piotr Paul zamyślił się w tym miejscu dość głęboko. Jeśli bowiem chciał, żeby ten obraz obejrzały miliony Polek i Polaków, nie mógł uśmiercać ludzi na ekranie ot tak dla zabawy. Lepiej będzie, jak wszystkie dziewczyny uratuje bohater filmu, a te w nagrodę przygotują mu w jurcie jajecznicę z osiemnastu jaj.

 

Wziął do ręki długopis i śmiało nakreślił dokończenie pierwszej sceny: 

 

… Nagle ze wszystkich stron nadlatują ptaki.. Modelki uciekają w popłochu w lewo i w prawo, krzycząc i energicznie potrząsając kształtami (co rodzimy widz bardzo lubi i na co bez wahania pójdzie do kina). Wszystkie ratuje Buck, któremu na końcu sceny z kieszeni (jeszcze PRZED zjedzeniem jajecznicy) wypadnie najlepszy - z dostępnych na rynku - majonez (I ZNÓW SIĘ ZROBI LOKOWANIE PRODUKTU ZA POTWORNIE WIELKI SZMAL!). Cięcie!

 

Za pomocą telefonu szybko porozumiał się z producentem:

- Ładujcie sprzęt na pakie, bierzcie ludzi i przyjeżdżajcie. Bo zaczynamy kręcić najlepszy polski film fabularny. Jak ja - to najlepszy! A później weźmiemy się za drugą część Potopu, bo aż się chce zobaczyć w kinie, jak niegodna Oleńka normalnie liże rany Kmicica w alkowie. No, dawaj, przyjeżdzaj. Robimy filma. 

 

 

Jan Piotr Paul czuł, że to będzie najlepszy film w jego dotychczasowym dorobku zawodowym. A jak pod koniec zdjęć na dodatek - niby przypadkiem - zaprószy się ogień na planie, ubezpieczenie wypłaci dodatkowo potężne odszkodowanie. Bajka normalnie, żyć nie umierać! 

 

Nagle boleśnie dało o sobie znać jego przyrodzenie. Film, z dużym udziałem blogerek w wielu drugoplanowych rolach, wymagał intensywnych castingów. Te nieskomplikowane dziewczęta łapały w mig, czego od nich oczekiwano, a zaangażowanie  - z jakim uczestniczyły w filmowym życiu poza planem - było wprost powalające… 

 

Reżyser szybko wyjął kluczyki od samochodu, odgarnął burzę siwych włosów i dopiero wtedy poczuł, że jest dokumentnie obsrany przez wszędzie latające ptactwo. 

 

C.d.n.

 

Dobra Cobra

kwiecień 2017

 

Ciekawy, co będzie dalej? Cała opowieść w wersji do słuchania dostępna jest na YouTube/dobra cobra. Zapraszam!

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 11.09.2017 09:29 · Czytań: 237 · Średnia ocena: 4,75 · Komentarzy: 20
Komentarze
Dobra Cobra dnia 11.09.2017 10:08
Wersja do słuchania - w wykonaniu Roberta Czebotara:

Cz. 1 - http://www.youtube.com/watch?v=Vn5-phvdfyk

Cz. 2 - http://www.youtube.com/watch?v=fSYaUkRLag0


Zapraszam!
JOLA S. dnia 11.09.2017 15:23 Ocena: Świetne!
Dobra Cobro,
mamy coś z sobą wspólnego niewątpliwie. Doszłam do tego wniosku po wysłuchaniu Twojego tekstu/ pierwszej części/ :) Oboje lubimy ptaki :) Ja mam zwichnięte skrzydło, a Ty coś ze Strusia Pędziwiatra.Tak, tak, że na to wcześniej nie wpadłam ;)

DoCo,

a teraz na poważnie, podziwiam Twoje poczucie humoru i umiejętność zaskakiwania Czytelnika/Słuchacza/ zmianą tempa i miejsca akcji, nie mówiąc już nic o nazwiskach i wymyślnych imionach bohaterów. Myślę szybko, ale nie nadążałam, stąd to skojarzenie :)
Może szkoda, że ten tekst nie jest początkiem, na przykład, sensacyjnego (mogącego być bestselerem) pamiętnika (powiedzmy) młodej prostytutki, która po przeszkoleniu w służbach specjalnych dokonała zamachu na faceta rangi Putina, czy jakiegoś tam cesarza Etiopii."
Twoje pisanie ma coś z filmów znanego pana H. Na koniec zabawy z widzami , słodko mrużył oko, myśląc o tym, co miał naprawdę do powiedzenia...

Ech, rozpisałam się już po pierwszej części, a co będzie dalej, no co ?

Pozdrawiam. :)

Twoja fanka JOLA S.
Jacek Londyn dnia 11.09.2017 17:04 Ocena: Bardzo dobre
Dobra Cobro, to czyste wariactwo! Ale o to chodzi, być normalnym to dopiero jest nienormalne.
Trochę dużo postaci na początku i trzeba na etapie zawierania z nimi znajomości mieć uwagę na baczności. Wartko się dzieje, moja ulubiona postać to masochista kolejowy, póki co.:)

Uwagi:
- w kilku miejscach wg mnie niepotrzebne przecinki przed oraz,
- takie widzą mi się zmiany:

"Aby nie zmarnieć bez żadnego zajęcia - o czym nie raz nadawano filmy w telewizji i pisano w gazetach..." - o czym nie raz trąbiono w telewizji ...

"nie odziedziczył fortuny po rodzinie, a zarobił ją samodzielnie". - () a zdobył ją samodzielnie,

"szlacheckich przyzwyczajeń" - arystokratycznych

"wypija się w wyższej klasie" - wysysa

"kamieniem milowym rozwoju matki Ziemi" - kamieniem milowym na drodze rozwoju

"W głębi serca obawiał się jednak, że najgorszym, co się może człowiekowi przydarzyć, jest utrata kontroli nad pęcherzem. Tego żaden wynalazek nie zdołał jak do tej pory skutecznie powstrzymać. "- to zdanie nie ma związku z poprzedzającym je fragmentem

Bohater filmu Buck Bonkers - (którego zagra gwiazdor ponad połowy najpopularniejszych telenowel oraz wzięty celebryta Filon Amantowicz) - z nawiasu lub spacji bym zrezygnował

To na tyle

pozdrawiam
JL
Milena1 dnia 11.09.2017 21:34
Bardzo fajny tekst, świetnie mi się czytało. Zaciekawiło mnie co jest dalej, więc włączyłam youtuba.
Niestety głos tego pana który czyta od razu skojarzył mi się z Polską Kroniką Filmową, jest po prostu dla mnie nie do przyjęcia. Tekst jest czytany za szybko. Oczywiście to tylko moje zdanie.
Pozdr
Dobra Cobra dnia 12.09.2017 00:08
Myślisz, ze pamietnik prostytutki, czyhającej na Putina, jest tym, o czym marzą Czytelnicy?


Droga JOLU S,

Dziękuję za odwiedziny i dobre słowo :).

Kto wie - może Twój kobiecy instynkt podpowiada Ci kolejny bestseller z ta prostytutką? Ale dlacz przedstawicielka tego zawodu akurat? Czyżby panie wzdychały do swiatowego życia tych dam, pełnego rozkoszy i drogiego szampana?

Taaa, w drugiej części zapewne wszystko się wyjasni. Jednak zapewne po dobrocobrowemu.

Skrzydło lecz i na rehabilitację zasuwaj, bo nie ma co sie użalać nad losem, skoro życie chce nieść tyle nowego.

Zamieram z Tobą w oczekiwaniu, co też przyniesie c.d, który nastąpi.


Ukłony,

DoCo

-------------


Jacku Londynie,

Masz we wszystkim rację. I te przecinki, i ten zapis. Na swą obronę podam tylko (co absolutnie nie jest usprawiedliwieniem), ze zawsze stawiam na potoczystość, a normalny język rządzi sie nielogicznościami i różnego rodzaju skrótami. Albowiem wysilki me idą w produkcję opowiadań audio. To dopiero jest zabawa!

Masochista kolejowy rządzi!


Zapraszam w pięknej przyszłości do drugiej cześci, lub innych Dobrych Cóbr.


Do usłyszenia,

Doco

----------

Mileno1,

Piekny nick, coś jak wspaniała Formuła 1 . Że też ja na cuś takiego nie wpadłem. :)

Raduje, iż Czytelnik zadowolonym.

Co do wersji audio to zawierają one explozję dobrocobrowości. Wiem, ze otaczaja nas smutne audiobooki, czytane przez zmuszanych do smutku aktorów przez producentów. Moze więc dlatego nutka szaleństwa tak potrafi porazić.

Pięknie było Cię gościć. Zapraszam w przyszłości

Ukłony,

DoCo
al-szamanka dnia 12.09.2017 09:42 Ocena: Świetne!
Hej DoCo...
Tyle śmiechu o poranku warte jest najlepszej oceny.
Już Ci kiedyś mówiłam, że w wymyślaniu nazwisk swoich bohaterów tudzież ich charakterystyki nie masz sobie równego :D:D:D
Muszę przyznać, że akurat w tym tekście największą sympatię wzbudził we mnie masochista kolejowy Andrzej Pędzimąż.
Bo...
O takim masochiście nigdy nie słyszałam - chyba zbyt mało jeszcze praktyki psychologicznej :D:D:D
Do tego zmusiłeś mnie niejako do aktywacji szarych komórek, gdyż natychmiast zajęłam się wyliczaniem spadku - wyszło mi ponad milion dwieście tysięcy. Liczę na to, że ten matematyczny trening pomoże mi dzisiaj w przeliczaniu reszty z zakupów i panienka przy kasie nie oszuka mnie tak jak wczoraj na 10 centów.
Mam prośbę. Przed takimi końcówkami jak poniższa ostrzegaj czytelnika... zakrztusiłam się kawą.
Cytat:
Re­ży­ser szyb­ko wyjął klu­czy­ki od sa­mo­cho­du, od­gar­nął burzę si­wych wło­sów i do­pie­ro wtedy po­czuł, że jest do­ku­ment­nie ob­sra­ny przez wszę­dzie la­ta­ją­ce ptac­two.


Przykro mi i nie wiem jak to się stało, ale coś umknęło:
Cytat:
Hans ist nass, weil (er) unter einem Was­ser­fall steht.


Pozdrawiam :)
Dobra Cobra dnia 12.09.2017 11:23
Dziękuję Ci ślicznie za odwiedziny...


al-szamanko,

...i przepraszam, że nie było ostrzeżenia przed dramatycznymi końcówkami!


Oprócz masochistów kolejowych istnieją całe masy innych masochiostów. Np. samolotowych. Już nawet nie mówię tu o zjawisku, zgromadzonym przy stronie Flight Radar, ale pełno jest kolesiów, którzy czatują pod siatkami portów lotniczych i z oddaniem obserwują lądujące (lub wznoszące się) samoloty. Chociaż jednak lądowanie jest chyba bardziej widowiskowe.

Więc wynika z tego, że masochizm może być rzeczą pożyteczną, bo się siedzi w krzkach w oczekiwaniu na..., zamiast iśc pić wódkę z kolegami. Zysk na zdrowiu jak i reputacji :)

Fajnie, że dałaś się wciągnąc w obliczanie majątku! Czyli dodatkowa zaleta dzieła tu wychodzi: rozruszanie szarncyh komórek matematycznych. Bo to niełatwa sztuka jest (o czym sama wiesz z 10-cioma centami)

No i Niemiecki! DZIĘKUJĘ Ci bardzo za help! Jesteś niezastąpioną doradczynią w tym narzeczu ;)


Zapraszam na część drugą, która niebawem...


Pięknie pozdrawiam i do następnego,

Dobra Cobra
retro dnia 12.09.2017 13:25 Ocena: Świetne!
Mnie najbardziej urzekł dialog matki z synem (Urszuli z Andrzejem) i mam w związku z tym pytanie: czy to trzy głosy męskie (bo i narrator), czy dwa, a taki efekt to kwestia modulacji??

Historia... dech zapiera. Dużo ludzi, więc trzeba ich wszystkich spamiętać, aby się nie pogubić w kolejnych częściach. Ale na szczęście u Dobrej Cobry w kolejnych odsłonach jest zgrabne streszczenie wcześniejszych losów bohaterów.

I z tymi ptakami, to jednak ostrożnie trzeba, bo zanim się człowiek zorientuje już ci jakaś parka gniazdko na balkonie zmajstruje.

P.s. Oby tylko potomkowie Hitchcocka nie mieli ci za złe uzurpacji tytułu!;)

Z pozdrowieniami,
Retro
JOLA S. dnia 12.09.2017 13:40 Ocena: Świetne!
I czego tak czekam
I czego tak szukam
przecież nie potrzebuję siedmiu dni
pięć minut zupełnie wystarczy

DoCo,

nie wytrzymałam i puściłam całość / II część też/. Jeszcze mnie w brzuchu łaskocze. Nie, to nie motyle ;)
Pyszna zabawa. No cóż, należy Ci się pochwała, mimo, że zazdrość mi gardło ściska. ;)

Cieplutko :)

JOLA S
Dobra Cobra dnia 12.09.2017 13:52
retro,

to czyta wspaniały Robert Czebotar - do niego należy boska interpretacja całości. Więc to jego zasługa z tymi głosami.

Tak, trochę ludzi występuje, na szczęście wszystko jest w miarę krótkie i dlatego autor ma nadzieję, iż dają się powiązać wszystkie wątki (jak i zboczenia).

Ze drżeniem oczekuję wizyty prawników Hitchcocka!

Dziękuję za wizytę i za ze wszech miar słodką ocenę.


Pozdrawiam,

DoCo

-------

JOLA S,

Błagam, niechaj zawiść ni zazdrość między nami nie staje!

Przytoczony przez Ciebie utwór (na poły poetycki) wiele mówi nam o wahaniach współczesnej kobiety. Tej, która ciagle czeka, a tak wiele świetnych okazji przemyka obok. Ja chociażby jesienne promocje w sklepach... ;)

Ale jesteś odważną kobietą! Tajk puścić od razu też drugą część! Na dodatek bez znieczulenia! Zupełnie, jak jakiś coming out normalnie.

Rad, żem zapewnił Ci pyszną zabawę :) Cóż chcieć więcej???


Oto ja - Dobra Cobra - pozdrawiam i zapraszam: wpadaj, kiedy tylko zechcesz.


Paaaa
JOLA S. dnia 13.09.2017 05:45 Ocena: Świetne!
DoCo,

z tą zazdrością tylko żartowałam, nie wziąłeś tego chyba poważnie? Z lektury wyniosłam nauki, ale o tym innym razem. Nie wątpię, że nastąpi ;)

Pa, pa :)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 13.09.2017 08:09
Alesz oszywiście!


Ukłony,

DoCo
retro dnia 13.09.2017 21:02 Ocena: Świetne!
Zatem jestem miłośniczką talentu p. Roberta Czebotara do wspaniałego przekładu słowa pisanego w mówiony.

I nie obawiaj się prawników, oni sami zlęknieni, bo teraz ludzie się tak nie będą rozwodzić, gdyż przyszłość leży w pełnej rodzinie!

Pozdrawiam,
Retro
Dobra Cobra dnia 13.09.2017 21:32
Tak, Robert pokazał wielki talent krasomówczy oraz interpretatorski. Niełatwo jest bowiem przełożyć polski język pisany na gadanie. Przekaże mu wyrazy uwielbienia.


Pozdrawiam,

DoCo
Niczyja dnia 16.09.2017 22:40
DoCo, przeczytalam czesc pierwsza. Przed chwila. Narazie sie nie wypowiem, bo szczerze powiem, ze nie wiem co powiedziec.
Czy zatkalo? Nie. Tekst jest typowy dla Ciebie. Rozluznia, relaksuje po ciezkim dniu, oddala sennosc, wycisza glupie odzywki i zachowanie wspoltowarzyszy i dzwieki techno.
Lece dalej:) Zobaczmy jak bedzie...
Niczyja
Dobra Cobra dnia 17.09.2017 17:38
Podążam za Tobą...

DoCo
Jaga dnia 20.09.2017 22:32
Droga DoCo, Droga DoCo
Jan Polkowski wpadł mi w oko.
:yes:

Nie ma się co dziwić. Ma kasę i wie, co z nią robić!;) Nie wydaje na bzdury, podróże, dziwne hobby, szybkie samochody, ale postępuje nader rozsądnie;) Ocieplił swoje gniazdko, dba o formę i potrzeby emocjonalne ;) Co prawda nie najlepiej radzi sobie „w tych sprawach”, ale nikt nie jest idealny :(

Dobra Cobra,
„dziwny jest ten świat” i dziwni ludzie. Twoi bohaterowie choć nader dziwaczni wydają się bardzo swojscy i bliscy!
Odnoszę wrażenie, iż ze mną pracuje Przemysław Chudy, tylko on gruby jest!!! Może dla zmyłki go odchudziłeś w swym dziele? Znałam również Andrzeja Pędzimęża. On co prawda nie kupował biletów, ale wyznaczał sobie trasy podróży na mapie. Nigdy nie opuścił swojego miasta, choć miał wszystkie zęby. Przynajmniej te, które widać, dalej nie zaglądałam:)

Co tu dużo gadać, ludzkie portrety odmalowałeś po mistrzowsku. O każdym z bohaterów piszesz jedynie kilka zdań, ale za to pozostawiasz wielkie pole dla czytelnika. A taki pracowity czytelnik jak ja- to sobie zaorze, zasieje i zbierze tyle, że i na kilkanaście kartek starczy :)

Oczywiście humor na wysokim poziomie abstrakcyjności. Świetny dialog z matką.
Najmniej zaskakujący wątek z reżyserem, lecz jakże prawdziwy.

Biegnę do części 2.
J.

P.S.Wersja audio rewelacyjna!
Dobra Cobra dnia 20.09.2017 23:00
Wersje audio są solą w moim oku :)


Jago,

Jak Ty potrafisz wyciagnąc 200 procent z opowieści! A Czesław Wydrzycki, aka Niemen, też miał pomysły niezłe.

Bardzo szanuję Ciebie jako czytelnika, zawsze wszystko czaisz, że użyję tak popularnego słowa.

Pędzę za Tobą do części numer dwa.


Paaaaaa,

Drogie DoCo
Jaga dnia 20.09.2017 23:34
No chyba nie wszystko czaję :( "Solą w oku"? Czyżbyś był zazdrosny o swoje wersje audio?
Chyba, że w rozumieniu dosłownym, bo dziś słuchając Czebotara prawie popłakałam się ze śmiechu :)

Nie biegnij jeszcze do drugiej części, bo udaję się na spoczynek, a drugiej części posłucham w pozycji horyzontalnej, więc komentarz jurto.
Dobrej nocy,
Jaga
Dobra Cobra dnia 21.09.2017 11:23
Określając mój stosunek jako "sól w oku" miałem/am na myśli wielką troskę o ten dział Dobrej Cobry.

Płakałaś ze śmiechu! Robert to jednak potrafi...

To fajnie obserwować, że dzieła docowe są po coś :) Nadaje to moim wysiłkom sens. A nawet głeboki sens. Oraz wymiar.


Jak było w pozycji horyzontalnej?


Ukłaniam,

DoCo
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
25/09/2017 15:32
Braparb, a tak, to wiersz z tajemnicą. Ale wiele można… »
Zola111
25/09/2017 15:24
Ale to nie jest wiersz o nietolerancji, o poglądach. Raczej… »
Milena1
25/09/2017 15:19
Podobno czerwone skarpety rozgrzewają najlepiej :) Pozdr »
Milena1
25/09/2017 15:11
Zaciekawiła mnie twoja historia. Zachęcona, przeczytałam… »
Miladora
25/09/2017 14:46
O, jak miło zobaczyć pod wierszem nowego czytelnika. :)»
Tjereszkowa
25/09/2017 14:44
Ooo, jak Clark obrodził w komentarze :). Bardzom… »
Miladora
25/09/2017 14:37
Bardzo ładny obraz, Hope. Jak się okazuje, wcale nie… »
braparb
25/09/2017 14:34
Miladoro, Rozbawił mnie Twój wiersz :). Wchodzi gładko i… »
Miladora
25/09/2017 14:14
Zgadzam się z Introwerką. :) Ale na czymś trzeba się… »
starysta
25/09/2017 14:05
Dziękuję Miladoro, Pozdrawiam, nie obawiaj się, to tylko… »
Miladora
25/09/2017 13:58
A może jeszcze trochę zabawy z formą, Black? ;) Masz dwa… »
Miladora
25/09/2017 13:35
Ja też pamiętam - flet z liścia zagra nam sonatę. :) I… »
braparb
25/09/2017 13:32
Nie mam pojęcia o czym jest ten wiersz ale jestem… »
braparb
25/09/2017 13:21
Zolu, Bardzo podoba mi się Twój wiersz, lecz myśl iż z… »
purpur
25/09/2017 12:36
Mhm. No tak... Aż zerknąłem, na inne Twoje teksty. No… »
ShoutBox
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:31
  • Teraz to juz sam nie wiem skąd ona pochodzi. Na pewno pierwszy raz usłyszałem ją w kościele na kazaniu.
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:27
  • W końcu brzydki kłos pojechał ich tekstem "ale wy jesteście w środku puste"
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:24
  • Słuchajcie, może jest tu ktoś, kto zna dobrze biblię? Szukam przypowieści, która bardzo podobała mi się, gdy uczęszczałem do kościoła. Mowa była o zbożu, gdzie piękne kłosy drwiły z tych wygiętych
  • Zola111
  • 25/09/2017 01:31
  • A Zaśrodkowanie#26 czeka! Dobrej nocki.
  • Silvus
  • 25/09/2017 00:08
  • Ej, ten Eric to wziął zaśpiewał piękny tekst...
  • introwerka
  • 25/09/2017 00:07
  • Dzięki, Silv - nawzajem :)
  • Silvus
  • 25/09/2017 00:03
  • No to - dobrej nocy.
  • introwerka
  • 24/09/2017 23:57
  • Silvus - spokojnie i pięknie :) Nie wiem do końca, jaki to gatunek, ale ja to nazywam romantyczną odmianą bluesa :) A teraz już dobranoc ode mnie, albo jeszcze taka cudna balladka:
Ostatnio widziani
Gości online:35
Najnowszy:Hielscheres6o
Wspierają nas