Teoria TU- część piąta. Grzyby- moja miłość. - trawa1965
Proza » Inne » Teoria TU- część piąta. Grzyby- moja miłość.
A A A

Jak co roku, o tej porze w Mogilnie rozpoczyna się wielki wysyp grzybów. Dziś nawet nie byłem w stanie ich udźwignąć, toteż poprosiłem o podwiezienie do domu. Teraz oczekuję na pyszną zupę z grillowego kociołka na przynajmniej tydzień.

Wydaje się, że to zwyczajna historia, jakich na terenie Polski, Europy i świata miliony. Taka sama jak łowienie ryb. Ale nie tym razem.

Gdy miałem trzynaście lat i jeszcze mieszkałem w Warszawie, znajomi mojej Cioci zaprosili nas do Sulejówka na grzybobranie. Wówczas ani o grzybach, ani o przyrodzie, nie wiedziałem dosłownie nic- poza tym, że czytałem nazwy gatunków sprzedawanych na bazarach na Ochocie. Lecz ten zapłakany, wrześniowy dzień zapoczątkował zmiany w moim życiu. Grzybów było tak dużo, że od razu połknąłem bakcyla. Było to jeszcze na zasadzie rywalizacji- po prostu nie chciałem być gorszy od innych uczestników grzybobrania. I choć jeszcze nie zdawałem sobie z tego sprawy, tego dnia narodziło się moje ja.

Już nieraz na łamach tego portalu pisałem o dalszych etapach mojej przygody, więc nie ma sensu powtarzać się. Ale wszystko zaczęło się właśnie od grzybów, które do dziś pozostały moją największą miłością. Dlatego w tej części mojego wykładu poświęcę im szczególnie dużo czasu. Postaram się przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, jaka jest rola grzybów w ogólnej teorii TU.

***

To oczywiste, że naukowcy nie są tacy głupi, by się nie zorientować, co w grzybach piszczy. Wiedzą oni już o rozbudowanym systemie komunikacji między nimi a resztą organizmów. Prędzej czy później po prostu musieli na to wpaść, mając do dyspozycji zaawansowane techniki badawcze. Cóż z tego, skoro swych odkryć dokonują "na zimno", bez choćby pozorów prób nawiązania rzeczywistego dialogu z grzybami- takiego jak z innymi ludźmi. Nie pytają oni grzybów o ich problemy, czy coś im dolega, czy coś w swoim środowisku chciałyby zmienić i dlaczego. A grzyby bardzo chętnie dzielą się z ludźmi swymi problemami, jeśli tylko nadarzy się okazja. Z żadną inną grupą organizmów dialog nie jest łatwiejszy!

Jeśli jednak tak zwany "niedzielny grzybiarz" sądzi, że " z automatu" dowie się wszystkiego o grzybach, to może być absolutnie pewny czegoś odwrotnego. Każdy dialog to przecież RELACJA OBUSTRONNA. Niedzielny grzybiarz to po prostu Pan Kiepski ze znanego Polsatowskiego serialu- zapchajdziury, szumnie nazwanego komedią. W jednym z odcinków wybrał się on ze znajomymi na "grzybobranie". Ponieważ o grzybach nie miał bladego pojęcia- a może z czystego lenistwa (Ferdek to kawał ohydnego obiboka), nawet nie wszedł do lasu. Usiadł na polanie z koszykiem pełnym wałówki i zaczął opowiadać o sobie- jaki to on jest "naj". Wszystko skończyło się tak, jak skończyć się musiało- karczemną awanturą.

Osobiście nie wierzę też w przechwałki domorosłych grzybiarzy- tubylców, że zbierają kosze grzybów z powodu znajomości miejsc ich występowania. Gdyby tak było istotnie, określone miejsca od dawna czymś by oznaczali. Grzyby to nie drzewa, choć z drzewami wiążą je szczególne związki(o tym później). Mnie zdarzało się niejednokrotnie widzieć wielki wysyp w danym roku,który nigdy później nie został powtórzony( Borek Fałęcki w Krakowie lub Wąwóz Wawrzynkowy w Mogilnie). Ponadto nikt, nawet najbardziej doświadczony zbieracz, nie jest w stanie podać konkretnego momentu wysypu. Zbieranie grzybów to czysty hazard, zupełnie niezależny od pogody, temperatury czy kalendarza.

Dlaczego więc tak łatwo ludziom wtajemniczonym znaleźć wspólny język z grzybami? Ano dlatego, że to najinteligentniejsza grupa organizmów, wymykająca się jakimkolwiek schematom. Gdyby dodać do siebie inteligencję przeciętnego człowieka i przeciętnego psa, to i tak nie dorównywałaby ona inteligencji borowików! Są one wspaniałymi nauczycielami, którzy swoją wiedzę przekazują w sposób niekonwencjonalny(czyli charakterystyczny tylko dla nich). Nigdy nie wykładają kawy na ławę, lecz zmuszają ludzkie umysły do samodoskonalenia się. Są w stanie podnieść ludzkie IQ oraz nauczyć ich cierpliwości, pracowitości i innych ważnych rzeczy.

Przekonałem się o tym dziś, gdy poszedłem na grzybobranie. Największe borowiki widziałem na niedostępnych skarpach, gdzie nawet użycie bardzo długiego kija nic nie pomoże. A jednak- pomyślałem- ludzie pokonują nie takie trudności( dowodem zdobywanie najwyższych górskich szczytów). Tylko co ma w tym przypadku zrobić człowiek mający lęk wysokości?

Jeszcze w lesie doszedłem do wniosku, że tu pomoże tylko metalowy durszlak z bardzo długą rączką lub... siatka entomologiczna. Chociaż nie miałem i nie mam stuprocentowej pewności, że zadziała to, jak należy. A zresztą tak inteligentne grzyby zasługują na to, by żyć. Choćby dlatego, że leczą mnie z kompleksu niższości wobec innych, ponieważ tubylcy też nie potrafią tych grzybów zebrać! Dowodem na to jest fakt, że rosną w tym samym miejscu od dwóch dni. A dziś tak mnie zdopingowały, że wdrapałem się na górę, którą od lat uważałem za niemożliwą do zdobycia...

Właśnie za tę przemianę mojej osobowości mogilniańskie borowiki postanowiły mnie uhonorować i odkryły przede mną wielką tajemnicę prywatnego bądź co bądź lasu. Okazał się nią borowik królewski. Jak na porządnego króla przystało, obsypany był złotem i nosił purpurowy płaszcz. W czasie suszenia stał się królikiem -purpura wyblakła.

Jego znalezienie okazało się dla mnie dopiero trzecim tak przełomowym momentem w historii badań przyrody. Do tej pory znany on był tylko z jednego stanowiska w Polsce w okolicach Krynicy. Poprzednimi tak spektakularnymi osiągnięciami w mojej karierze badawczej były kruszczyki Muellera w Lasach Łagowskich na Kielecczyźnie oraz nawrot czerwonobłękitny na jednej z wapiennych skałek w okolicach Krakowa.

Borowiki, jak sama nazwa wskazuje, to grzyby boru. Tylko tam czują się prawdziwymi gospodarzami. Posiadają więc silną tożsamość historyczną, wielokrotnie przewyższającą tożsamość historyczną przeciętnego Polaka. Dziś przyznają to nawet sami naukowcy i chwała im za to, ponieważ jest to równoznaczne z odchodzeniem od antropocentryzmu. Niestety, wciąż jeszcze nie ma to żadnego przełożenia na literaturę piękną. A przecież grzybiarze doskonale wiedzą, że rozmawiają z grzybami i że grzyby są chętne do rozmowy. Dlaczego jednak nie chcą tego opisać? Czyżby bali się oskarżeń o... chorobę psychiczną?

***

W przerwie między opisem borowika a opisem innych gatunków zastanówmy się nad odpowiedzią na postawione przeze mnie pytania, których jak ognia unikają naukowcy.

Niby-wiersz Harasymowicza zatytułowany "Muchomor" to przykład jego radosnej i często bezmyślnej twórczości, której źródłem jest brak wiedzy. Jednak zwróciłem uwagę na fragment, w którym muchomor zajmuje się "rozkładem jazdy hub latających". Ten przeciętny poeta nieświadomie zwrócił tu uwagę na najważniejszy i nie rozwiązany do dziś problem grzybów- chęć wzbicia się w powietrze!

Nieumiejętność latania jest dla grzybów pierwszorzędnym problemem ze względu na ich rolę w obiegu pierwiastków, a nie, jak w przypadku ludzi, ze względów "wygodnicko- militarnych". Pamiętajmy zresztą, że człowiek również nie rozwiązał należycie tego problemu! Gdyby tak było, zniknęłyby rujnujące środowisko autostrady, mosty łączące brzegi rzek oraz ostatni krzyk mody- hyperloopy.

Grzyby są NIEPEŁNOSPRAWNE RUCHOWO, a mimo to wypełniają służebną misję wobec przyrody. Muszą walczyć o każdy metr ziemi. Żyją w zgodzie z konkurującymi z nimi innymi gatunkami grzybów, które wyraźnie je wspierają. Daje to znakomite efekty, czego przykładem jest choćby "zabawa w komandosa", gdy owocnik jednego gatunku chowa się między owocnikami innego gatunku.

Na pytanie, co jeszcze grzyby chciałyby zmienić w swoim środowisku, odpowiedziałyby, że nie wiedzą, ponieważ każdemu (z małymi wyjątkami) gatunkowi pisany jest ten sam los. Silne ograniczenia ruchowe, przypadkowość i skokowość własnego wzrostu- to czynniki jednoczące w niedoli niemal cały grzybowy świat. Masowość ich pojawu w niczym nie rekompensuje niedostatków ich anatomii. Mogą jednak próbować je zminimalizować poprzez umiejętność posługiwania się narzędziami. Czyni tak wiele gatunków-najczęściej podgrzybek złotawy i kania czerwona. Narzędziami tymi, tak jak w przypadku małp człekokształtnych, są gałęzie, regularne stosy drzewa, butelki.

Grzyby mogą nas nauczyć podstaw ekonomii. Według nich, konkurencja to UMIEJĘTNOŚĆ MNOŻENIA PODMIOTÓW OBDARZONYCH RÓŻNORODNYMI UMIEJĘTNOŚCIAMI. Im ich więcej, tym większa gwarancja bogactwa i dobrobytu, a w końcu szansa na uniezależnienie się od kaprysów atmosfery. Dlatego konkurenci chętnie dzielą się własnym bogactwem między sobą- dla wspólnego dobra. Nic więc dziwnego, że w lesie zawsze istnieją miejsca, które podczas suszy czy innych klęsk nie podlegają degradacji. Dla człowieka takie podejście do ekonomii to typ niebezpiecznego żartu. Konkurencja ma WYNISZCZAĆ konkurujące podmioty(tak przynajmniej twierdzą tak zwani "wolnościowcy"), co jest prostą drogą do powstania monopolu lub koncernu.

Wszystko to jest elementarzem, który każdy człowiek powinien znać. Trzeba tylko chcieć ruszyć się w wolnej chwili tam, gdzie oczekuje nas przyroda, a nie hotelarze.

***

Z grzybami mam do czynienia od 38 lat, a zacząłem poważnie je badać ćwierć wieku temu. Wiem więc o nich prawie wszystko i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że wiedza o nich to KLUCZ DO ZROZUMIENIA WSZECHŚWIATA. Organizmy te należą do wszystkich czterech królestw przyrodniczych według nowej taksonomii. To one są twórcami jedynego w swoim rodzaju sposobu życia zwanego MIKORYZĄ. Łączy ona w sobie wiele dziedzin- gospodarkę, moralność, uczuciowość no i oczywiście sposób odżywiania. Aż dziw bierze, że żaden artysta do tej pory tego nie dostrzegł!

Moim zadaniem nie jest jednak wyręczanie innych w twórczości, lecz zgodnie z teorią TU zaproszenie innych zawodowych artystów do poważnego potraktowania tego zagadnienia. Muszę więc Wam(oraz przeciętnym zjadaczom chleba) wyjaśnić, że mikoryza dotyczy bezpośrednio każdego z nas, włączając w to tych, którzy nie cierpią chodzić po lesie. Użyję do tego celu wszystkich możliwych środków.

Każdy, kto interesował się historią i geografią wie, że w pewnym momencie dziejów żeglarzy opanowała "indyjska mania". Pieprz jednak nie był artykułem pierwszej potrzeby- nasi średniowieczni przodkowie świetnie obywali się bez niego. Wystarczyła kasza, chleb i dziczyzna. Sam bardzo chętnie spróbowałbym nawet "biblijnych" potraw. Z drzewami było podobnie- zanim pojawiły się grzyby, świetnie radziły sobie bez nich. W wielu przypadkach tak jest do dziś- czy słynna sosna rosnąca na skalistym szczycie Sokolicy słyszała kiedyś o grzybach?

Ale nikt z nas nie jest w stanie wyobrazić sobie powrotu do czasów przedinternetowych- nawet do tych, gdy istniała już zaawansowana telewizja. A wiecie dlaczego? Bo jesteśmy postępowi! Dążenie do doskonałości leży zresztą w naturze wszystkich organizmów- u wielu z nich to potrzeba silniejsza niż u człowieka. Dla wielu drzew właśnie mikoryza stała się owym przysłowiowym pieprzem, bez którego nie potrafią już żyć. Między nimi istnieje też zaawansowany wyścig technologiczny mający uczynić mikoryzę królową wszystkich zjawisk.

Mikoryza jest też lekcją pokory dla grzybów. Przy tak rozbudowanej sieci szlaków handlowych konflikt wydaje się nieunikniony. Jednak, w przeciwieństwie do wolnorynkowych teorii, grzybów w lesie wcale nie ubywa, a co więcej, w najmniej oczekiwanych miejscach co roku pojawiają się nowe gatunki. Działa tu, moim zdaniem, zbiorowa świadomość anatomicznych ograniczeń, a więc WSPÓLNOTA LOSU. Grzyby chciałyby latać za wszelką cenę. Jeśli niektóre gatunki posiądą tę umiejętność, międzygrzybowa solidarność ulegnie załamaniu.

Niewiele już do tego stanu brakuje. Istnieje grzyb bardzo zaawansowany technicznie, posiadający umiejętność swobodnego przemieszczania się, z wchodzeniem na słupy i płoty włącznie. Przypomina to do złudzenia zachowanie młodego ptaka przed wylotem. Jest on też najbrzydszy ze wszystkich grzybów i wygląda jak odpad przemysłowy. Mowa o wykwicie piankowatym, traktowanym w starej taksonomii jako organizm pośredni między królestwem grzybów a królestwem zwierząt. To groźny drapieżnik pożerający wszystko na swej drodze. Gardzi moralnością, a swą nikczemną działalność prowadzi pod osłoną nocy. W dzień wygląda niewinnie, lecz z wysokiego płotu bacznie obserwuje okolicę. Osobiście nazywam go "polskim tygrysem".

Spróbujmy sobie odpowiedzieć na pytanie, jakimi towarami handlują grzyby mikoryzowe i... z kim. Druga część pytania wydaje się tak oczywista, że nawet dzieci z podstawówki to wiedzą. Lecz wiedzą źle! Bo szkoła, przesiąknięta duchem antropocentryzmu, źle uczy. Skutki są potem opłakane- drzewa traktujemy jako podstawę rozwoju przemysłu oraz własność bogatej jednostki. Prowadzi to często do dramatów w relacjach międzyludzkich, szczególnie w krajach, gdzie dużo do powiedzenia mają "wolnościowcy".

Pod względem anatomicznym drzewa są STUPROCENTOWYMI LUDŹMI. Ich kora to skóra, wiązki przewodzące są tętnicami, łyko- mięśniami, a drewno- kośćmi. Stożek wzrostu jest odpowiednikiem szyszynki mózgowej, przetchlinki-płucami. Mógłbym wymieniać jeszcze długo, ale nadmienię tylko, że istota tak zbudowana myśli i czuje tak jak my. Dlatego właściciele lasów to WŁAŚCICIELE NIEWOLNIKÓW, a grzyby to ich jedyna nadzieja na poprawę losu. Najczęściej dostarczają im "drzewną hemoglobinę", czyli mieszaninę związków żelaza i magnezu. Towar ten "materializuje się" w postaci sinienia owocnika grzyba.

"Siniejące" grzyby rosną przeważnie pod tymi drzewami, które mają największe zasługi w odjaławianiu gleby. Zgodnie z teorią TU zasługi każdego drzewa w tej dziedzinie nie zależą od jego gatunku, ale INDYWIDUALNEJ OSOBOWOŚCI. Toteż podgrzybki brunatne- symbole "siności" spotkać można zarówno pod sosną, jak i klonem.

Drugą pod względem ważności grupę towarów stanowią związki chromu. Ich nosicielami są gatunki o kremowożółtych trzonach- najczęściej borowiki i maślaki. Niektóre z tych grzybów, takie jak maślak pstry czy dość rzadki borowik omglony, dostarczają drzewom również sporą dawkę żelaza.

***

Fakt, że potrafię rozmawiać z grzybami, bynajmniej nie oznacza negacji ich prawa do prywatności czy zachowania dla siebie części tajemnic. Grzyby mają prawo mi nie ufać, ponieważ jestem przedstawicielem gatunku, od którego w swej historii doznały( i doznają) mnóstwa cierpień. Wiem na przykład, że piękno ma wartość użytkową, lecz to właśnie grzyby stanowią dla mnie pod tym względem nierozwiązywalną zagadkę.

Jeszcze w przypadku koźlaków jest jako tako. Posiadają one zawsze ten sam kolorystyczny schemat- pstrokaty trzon, taki błazeński, szpanowaty, co jednak nie świadczy o ich zarozumiałości, lecz stanowi element mimikromimetyzmu(osia talia, cętki drapieżnika). Brąz kapelusza symbolizuje "mądre" tchórzostwo gwarantujące przetrwanie. W tym przypadku związki żelaza ukryte są tuż ponad grzybnią(niebieszczeje podstawa trzonu, a nie cały grzyb). Nie rozumiem jednak , po co niektórym koźlakom czerwone kapelusze- to stoi w całkowitej sprzeczności z ideą MM i wprost zachęca zwierzęta do zainteresowania się nimi.

A już przy gołąbkach i rydzach kapituluję na całej linii. Jedyne, co mogę zrobić, to dzięki barwom ich kapeluszy odróżniać gatunki jadalne od trujących.

Jako osoba pełna ograniczeń właściwych wszystkim ludziom, lecz ambitna i dociekliwa, znajduję tylko jedno wytłumaczenie tak nietypowego zachowania grzybów- one uważają, że piękna nie można przeliczyć ani na pieniądze, ani na żadne praktyczne korzyści, ani nawet na stopień uduchowienia! Piękno każdego organizmu to NICZYM NIEZASŁUŻONY PRZYWILEJ, o który należy dbać o każdej porze, by nie został odebrany przez Stwórcę. Cóż z tego, że wykwit piankowaty wszystko potrafi, skoro każdy omija go z obrzydzeniem i dlatego żyje tylko pod osłoną nocy?

Grzyby, poza nielicznymi wyjątkami, są prostolinijne, szczere i pracowite. Piękno ich owocników jest odzwierciedleniem piękna ich dusz. Nawet motyle nie są w stanie konkurować z nimi pod tym względem. Mam więc duże trudności, by wybrać najpiękniejsze i najoryginalniejsze spośród nich. Dlatego wymienię je w kolejności alfabetycznej:

1. Bielaczek pozrastany. Gatunek typowo górski, rosnący pod jodłami. Kolor tego gatunku można określić jako "impresjonistyczny". Oznacza to, że impresjonizm nie narodził się w Salonie Odrzuconych, lecz w lesie przed setkami lat. Grzyb jednak jest nie tylko oryginalny kolorystycznie, ale również pod względem kształtu. Jak sama nazwa wskazuje, to "jedność w wielości". Tylko jeszcze jeden polski grzyb ma podobny kształt- silnie trujący podblaszek zrosły i z tego względu odradzam zbieranie bielaczka, gdyż łatwo go pomylić z jego groźnym sobowtórem.

2. Czubajka kania. Razem z innymi pieczarkami należy do królestwa padlinożerców(saprofitów) i dlatego nie zaliczam jej w poczet grzybów leśnych. Do życia wystarczą jej nieużytki. Wcześniej wydawało mi się, że mikoryzuje z bukami. Wynikało to z faktu, że jako niepełnosprawny mieszkaniec Krakowa jeździłem najczęściej do bukowego Lasu Wolskiego lub podkrakowskich lasów mieszanych z dużą domieszką buka.

Grzyb jest arcydziełem BIORZEŹBY, dorównującym poziomem "Piecie" Michała Anioła czy abakanom Magdaleny Abakanowicz. To również jeden z herbów natury - na białym tle widnieje rysunek żmii zygzakowatej dźwigający symbol cętkowanego drapieżnika. Oczywiście każde arcydzieło, oprócz piękna, niesie ze sobą ważne przesłanie. W tym przypadku czarny garbek na szczycie kapelusza, będący niezawodną cechą rozpoznawczą gatunku oznacza, że niczyje życie nie jest usłane różami. Każdy organizm w pewnym okresie życia musi dźwigać swój garb.

3. Gołąbek zielonawy. Mam do niego szczególny sentyment- był on bowiem PIERWSZYM grzybem jadalnym, z którym się zapoznałem. Jednak do dziś stanowi on dla mnie zagwozdkę. Nie umiem odpowiedzieć sobie na pytanie o znaczenie jego koloru. Wszelkie logiczne rozumowanie kompletnie w tym przypadku zawodzi i może jego autora narazić na śmieszność.

Gatunku tego, pospolitego w górskich lasach jodłowych i nieobecnego na nizinach, nie da się pomylić z żadnym innym. Na zielonym tle kapelusza występują ostro zarysowane gruzełki, układające się w siatkowaty wzór. Sama zaś zieleń jest tak zmienna, że nawet samice Sapiens nominative, słynące z umiejętności wychwytywania i nazywania wszelkich kolorystycznych niuansów, bezradnie rozłożyłyby ręce.

Gołąbek zielonawy, wraz z pozostałymi gołąbkami i rydzami, należy do wielkiej rodziny Russulidae, słynącej ze szczególnego piękna swych owocników. Są wśród jej członków gatunki naśladujące tęczę, jak grupa tak zwanych "gołąbków papuzich", polecanych przeze mnie do smażenia na oliwie.

4. Gwiazdosz frędzelkowany. To "grzyb- kwiat", członek wymierającej już grzybohippisowskiej bandy, słynącej z ekstrawagancji. Spotykany jeszcze w dzikich ostępach Jury Krakowsko- Częstochowskiej, gdzie zazwyczaj towarzyszy storczykom. Większość ludzi nie ma pojęcia o jego istnieniu. Niewielkie nadzieje na przedłużenie swego istnienia na tym łez padole daje mu brak znaczenia kulinarnego.

Gwiazdosz jest podręcznikowym przykładem KONWERGENCJI, czyli odchodzącej powoli do przeszłości teorii głoszącej, że gatunki niespokrewnione upodabniają się do siebie, żyjąc w tym samym środowisku. Jednak teoria TU podważa istnienie tego zjawiska choćby ze względu na zaproponowany przez nią nowy model taksonomii.

Korzystając z założeń mojej teorii, która wymaga współpracy z Czytelnikami, pragnę teraz zwrócić się do Was z prośbą o pomoc w rozwiązaniu pewnego problemu, związanego z obalaniem teorii konwergencji. Chodzi mi o pospolitego grzyba zwanego sromotnikiem bezwstydnym, zachowującym się jak normalny, stuprocentowy, barwny kwiat łąkowy. Posiada on zapach(wprawdzie śmierdzący, ale według teorii TU jest to subiektywne odczucie) wabiący owady, by pomagały w zapłodnieniu. Czy według Was fakt ten wystarczy, by zaliczyć go do grona roślin, czy też jest to zwykłe zakpienie sobie z praw wymyślonych przez naukowców? A może ktoś z Was ma jeszcze inny pomysł? Liczę na poważną dyskusję na ten temat.

5.Koźlarz czerwony. To zbiorowa nazwa czterech gatunków koźlarzy z czerwonymi kapeluszami: koźlarza osikowego, brzozowiaka, koźlarza pomarańczowożółtego oraz koźlarza świerkowego. Podczas gdy pierwsze dwa wymienione są bardzo trudne do odróżnienia, tak w przypadku dwóch ostatnich nie ma z tym żadnych problemów. Koźlarz pomarańczowożółty rośnie nie pod osikami, jak dwa poprzednie gatunki, a wyłącznie pod brzozami. Cętki(kosmki) na trzonie są nie brązowe, lecz czarne. Gatunki te różnią się też między sobą pod względem psychologicznym. "Osikowce" to patentowane tchórze, kryjące się pod spódnicą trzcinnika lancetowatego lub kłosownicy pierzastej, natomiast koźlarze pomarańczowożółte są wybitnymi indywidualistami- raz rosną w trawie, a innym razem na gołej ziemi.

Natomiast czwarty gatunek, który wbrew swojej nazwie rośnie pod jodłami, nie boi się niczego- zawsze rośnie na gołej ziemi. A wcale nie musi tego robić- lasy jodłowe słyną ze swego bogatego runa. Dzieje się tak za sprawą jeżyny gruczołowatej, o praktycznie niejadalnych owocach, której głównym zadaniem jest właśnie runotwórstwo. No i rzeczywiście- oddziałuje ona na rośliny niczym odkurzacz wciągający je do swego "worka".

***

Mikoryza to wynalazek, którego znaczenie można porównać do wynalezienia Internetu. Dzięki niemu różne organizmy mogą się bliżej poznać i, co za tym idzie, zrozumieć, że są jedną wielką rodziną. Jednakże organizmy, których mikoryza dotyczy, NIE TWORZĄ ORGANICZNEJ JEDNOŚCI. Co innego symbionty, do których zaliczamy porosty. W tym przypadku związek grzyba z innym organizmem( najczęściej sinicą z rodzaju Nostoc) jest tak ścisły, że powstaje całkiem nowy typ zależności. Można ją porównać na przykład do stopu metali.

Co osiągają organizmy w zamian za DOBROWOLNE WYRZECZENIE SIĘ WŁASNEJ PODMIOTOWOŚCI? Przecież własna tożsamość to przysłowiowe " creme de la creme" życia na naszej planecie!!! Bez niej nie ma żadnej cywilizacji. Ale skoro tak istotna rzecz nie dokonuje się pod przymusem, musi to oznaczać istnienie jakichś nadzwyczajnych wartości, nadrzędnych wobec świadomości własnego ja...

Jedyną wartością nadrzędną wobec indywidualizmu, która przychodzi mi do głowy, jest KONIECZNOŚĆ PRZYGOTOWANIA GRUNTU POD INDYWIDUALIZM. Tak właśnie czynią porosty- właściwi kreatorzy życia. Potrafią one ożywić wszystko- od runa leśnego po kamienie. Nawet mój dom w Krakowie, pozornie identyczny z innymi domami w Bronowicach Małych, otrzymał własną tożsamość dzięki porostowi o nazwie złotorost ścienny. Zachęcił on nawet wątrobowce do spróbowania swych sił na betonie!

Bez porostów nie byłoby życia na lądach- również życia KOSZTEM życia dla jeszcze innej formy życia. Dzięki grzybom wiara w nirwanę ma realne podstawy. Chodzi o te gatunki, które żyją na drzewach. Znam je stosunkowo dobrze dzięki temu, że można je obserwować nawet w środku surowej zimy. Niektóre z nich są jadalne, na przykład zimówka aksamitnotrzonowa. Na jej przykładzie widać, jak wielokrotnym przekształceniom podlegają organizmy żywe. Sędziwa wierzba krucha, osiągając 4 metry obwodu pnia, przekazuje "pałeczkę sztafetową" życia zimówce (a może to zimówka przypomina, że czas odejść) tuż przed zapadnięciem się pod własnym ciężarem. Zimówka żeruje na trupie w taki sposób, by zaprosić na dalszą część uczty jak najwięcej owadów. Dzięki temu w " życiu po życiu" wierzba nabywa... zdolność latania!

***

O grzybach mógłbym pisać jeszcze długo, jednak podstawowe problemy kreowane przez te organizmy już Wam zarysowałem. Wierzę, że mój opis zachęci Was do pogłębiania wiedzy mykologicznej i na tej podstawie do współpracy ze mną nad dalszym rozwojem teorii TU.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
trawa1965 · dnia 12.09.2017 13:43 · Czytań: 78 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
20/09/2017 12:58
Jak zwykle pomysłowo, Carve. :) Z małymi sugestiami:… »
Miladora
20/09/2017 12:34
Tjereszkowa napisała tak w znaczeniu przedłużenia czasu… »
Miladora
20/09/2017 12:28
Mnie też się podoba. :) Ale zgodnie z obietnicą przelecę… »
introwerka
20/09/2017 12:24
Zolu, dziękuję pięknie za czytanie, dobre słowo dla wiersza… »
Jacek Londyn
20/09/2017 12:19
Za głupi jestem na poezję. Sięgam to znaczeń głęboko,... i… »
Miladora
20/09/2017 11:58
Do moich gawronów akurat pasuje, Milenko. :) A mam ich… »
Miladora
20/09/2017 11:40
Na początek klasyczna wersyfikacja wiersza, gdyby ktoś miał… »
wiktoria
20/09/2017 11:27
Widzę, że nastrój jesienny trwa. Tym razem w innej formie,… »
Jacek Londyn
20/09/2017 11:17
Gdzie lekarza nie uświadczy, człowiek zdrów jest jak się… »
wiktoria
20/09/2017 11:08
Introwerko, przerósł mnie ten wiersz. Ale piszę komentarz,… »
Jacek Londyn
20/09/2017 11:05
Rozumiem Autora i jego obawy. Każdy kiedyś zaczyna, a potem… »
wiktoria
20/09/2017 10:58
Bardzo ładny wiersz Hopeless. Trochę jak dla mnie za dużo… »
wiktoria
20/09/2017 10:49
Domofonie, ten wiersz brzmi jak proza. Poezję znalazłam… »
maak
20/09/2017 10:48
Dziękuję bardzo za odwiedziny i ocenę tekstu. Bardzo… »
Tjereszkowa
20/09/2017 10:26
Początkowo nie podobała mi się wersyfikacja - bo nie lubię… »
ShoutBox
  • Jaga
  • 20/09/2017 11:49
  • Jeśli ktoś jest zainteresowany proponuję przenieść rozmowę na forum
  • Jaga
  • 20/09/2017 11:25
  • A może stworzyć rubrykę, gdzie każdy użytkownik raz w miesiącu może wrzucić anonimowo swój tekst. Inni komentują do woli. Po np. miesiącu autor się ujawnia i odpowiada na komentarze. Co Wy na to??
  • Tjereszkowa
  • 20/09/2017 08:42
  • Gramofonie, zgadywania autorów tekstów nie da się uniknąć. Ale nawet jeśli ma się podejrzenie, inaczej się podchodzi do tekstu anonimowego (mówię z doświadczenia - anonimowa publikacja to nie novum).
  • Gramofon
  • 20/09/2017 06:19
  • chyba ze skasowac opcje podgladu innych tekstow danego anonima...
  • Gramofon
  • 20/09/2017 06:16
  • tylko wtedy trzeba byłoby usunąć dotychczasowe publikacje i ich ponownie nie zamieszczac bo po tym łatwo rozpoznac kto jest kto ;]
  • Gramofon
  • 20/09/2017 06:11
  • też mi się podoba opcja z anonimowością, ale nie wiem czy ktoś decyzyjny czyta teraz shoutboxa wiec napiszmy petycje?
  • Tjereszkowa
  • 20/09/2017 00:23
  • Są też ludzie, którzy pamiętają portal sprzed "ostatnich" zmian i za cholerę nie mogą ich oswoić,choć co jakiś czas próbują ;). A anonimowa publikacja to najdoskonalszy sposób na prezentowanie tekstów
  • Silvus
  • 19/09/2017 23:16
  • Mike, masz rację, dla jednym nowe, dla innych stare. Ja bym optował za zmianami, ale wyobrażam sobie, że są ludzie, którzy nie chcą żadnych zmian. Nie obrzydzałbym im publikowania.
Ostatnio widziani
Gości online:35
Najnowszy:Jolis
Wspierają nas