Samotnik rozdział 15: To jest mój teren. - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Samotnik rozdział 15: To jest mój teren.
A A A

 

Gdy znalazłem się w kamienicy, w której zostawiłem mój plecak wraz z moimi rzeczami, wiedziałem, że należy uzupełnić amunicję. Z plecaka poza nią wziąłem jednak tylko kolejną porcję MRE i dwa kolejne pakiety medyczne. Planowałem wrócić do mojej hali, by z kryjówki zabrać mój wyborowy karabin. Problem tylko polegał na tym, że teraz nie byłem sam. Wiedziałem, że byłem odpowiedzialny za Dominikę i Tereskę. Zastanawiałem się, czy byłyby w stanie mi pomóc. Szybko, ale bezpiecznie dotarłem do hali i dokładnie sprawdziłem główne wejście, było jednak nienaruszone. Zawsze zostawiałem sobie jakiś ślad, który musiał zostać zmieniony, gdyby ktokolwiek wszedł do środka. Tym razem była to stara, podeptana puszka po coca-coli leżąca pod drzwiami. Nie dało się ich otworzyć, nie ruszając jej. Wiedziałem więc, że hala była pusta. Ostrożnie wślizgnąłem się do środka i szybko ruszyłem do kryjówki, w której trzymałem karabinek oraz amunicję. Zabrałem dwa dodatkowe magazynki do karabinka, dwa do Glocka oraz moją snajperkę, z trzema magazynkami po dwadzieścia nabojów. Po chwili zabrałem również trzecią broń, którą tam trzymałem - strzelbę Remington 870 tactical. W ładownicy na kolbie tkwiło sześć nabojów, a na pasie, w uchwytach kolejnych piętnaście. To powinno było nam wystarczyć. Po chwili zastanowienia zabrałem też zwiniętą w torbę FOO-1 i kilka wojskowych, jednorazowych kajdanek. Chwilę później ruszyłem w stronę mojej kryjówki.
 
- Mamy poważne kłopoty - powiedziałem, gdy tylko wszedłem do środka. - Szykujcie się do wyjścia. Strzelałaś kiedyś? - zapytałem od razu. Dominika tylko popatrzyła na mnie zaskoczona.
- Maciek, co się dzieje? - zapytała. Zobaczyłem, że jej czarne oczy jeszcze się powiększają.
- Mariusz postanowił upomnieć się o swoje - powiedziałem ponuro. - Zbliża się kilkunastu ludzi. Chcą wiesz… pozbyć się mnie - dodałem. - Najpewniej będą chcieli dostać się na teren batalionu, żeby zabrać moje zapasy. Musimy się obronić.
- Maciek… - jęknęła, ale tylko pokręciłem głową.
- Nie - powiedziałem twardo. - Nie bój się. To jest mój teren. Strzelałaś kiedyś? - zapytałem ponownie, podając jej strzelbę. Wzruszyła ramionami, odbierając broń z moich dłoni. Zauważyłem że chwyciła ją od razu jak należało.
- Trochę - westchnęła i wzruszyła ramionami. - Ale nigdy nie miałam dobrego oka.
- To jest załadowane grubym śrutem. Wystarczy wymierzyć mniej więcej w stronę celu, byle z bliska. Gotowe? - zapytałem, patrząc na nie i uśmiechnąłem się. Cóż, musiałem przyznać, że obie dziewczyny doskonale wiedziały już, że muszą mnie słuchać. Od tego zależało po prostu ich przeżycie. I zdawały sobie sprawę, że przecież nie ja byłem dla nich zagrożeniem. Obie kilka chwil później były ubrane i gotowe. Tereska patrzyła na mnie nieco zamglonym wzrokiem, pewnie spała. Ale posłusznie wykonywała wszystkie polecenia.
- Wychodzimy? W nocy? - zapytała tylko.
- Idziemy tylko na piętro hali - powiedziałem spokojnie, patrząc na Dominikę. I nagle przypomniałem sobie o Bogusławie. - Jest jeszcze jedna rzecz - dodałem i popatrzyłem w jej oczy. - Bogusław. Tylko naprawdę, Dominika. - W odpowiedzi tylko strzeliła sugerująco oczami w stronę Teresy. A potem znów popatrzyła na mnie. Musiała coś odczytać w moim spojrzeniu, bo nagle jej oczy zrobiły się szkliste, a potem popłynęły pierwsze łzy.
- On nie żyje, prawda? - zapytała, łkając. Skinąłem głową.
- Tak. Uratował mi życie. I dowiedział się, że jesteście ze mną, bezpieczne. My sobie ufaliśmy. Dominika, zrobię wszystko, żeby nas z tego wyciągnąć. Ale wiesz, że do tego potrzebuję…
- Bezwzględnego posłuszeństwa i zaufania - przerwała mi. - Zrobię wszystko, co mi każesz, Maciek. - Skinąłem głową. - Wiem, że to możliwe z tobą.
- Nie idziemy daleko. Ruszamy - powiedziałem i popatrzyłem na Dominikę. - Nie strzelasz bez pozwolenia - dodałem. Skinęła tylko głową, a ja rozejrzałem się po mojej kryjówce. Jej zaletą było to, że… mogłem bez żalu ją zostawić. Na szybko, gdy dziewczyny się jeszcze zbierały, do wojskowego plecaka wrzuciłem kilka najbardziej emocjonalnych szpargałów, po czym byłem gotowy. Naprawdę potrzebne rzeczy - amunicję, pakiety MRE czy pakiety medyczne - miałem pochowane w różnych kryjówkach wokół hali i w promieniu kilku kilometrów od niej. To nie był żaden problem. Wiedziałem więc, że nawet jeżeli ludzie Mariusza dojdą do hali, będą mogli co najwyżej zniszczyć moją kryjówkę. I ewentualnie zostawić coś po sobie. Zdawałem sobie sprawę, że będę musiał uważać. I wiedziałem, że dam radę. Błąd - że damy radę. We trójkę.
 
Szybko wyszliśmy na pierwsze piętro hali elektrociepłowni po mojej ewakuacyjnej drabince. Domyślałem się, że jeżeli ludzie Mariusza będą chcieli sprawdzić, po pierwsze teren mojej hali, a po drugie tereny batalionu. Mieli tylko dwie drogi z miejsca, w którym po raz pierwszy się z nimi spotkałem - po pierwsze, mogli pójść wzdłuż torów kolejowych, przez stację kolejową, obok starego, zostawionego na torach pociągu. To była względnie szybka trasa, którą można było pokonać w jakieś kilkanaście minut. Ale z mojego punktu widzenia była to dość niebezpieczna droga - bez możliwości uzyskania osłon, bez możliwości szybkiej ucieczki i ukrycia. Ja wybrałbym zdecydowanie drugą trasę - dłuższą, ale z pewnością bezpieczniejszą. Trasą, która biegła ulicami. Czas wzrastał do prawie pół godziny. Ale było bezpieczniej, bo główna droga idąca wzdłuż mojej hali, dwupasmowa, szeroka była pełna samochodowych wraków. Jednak te leżały tylko i wyłącznie na zewnętrznych pasach. Pamiętam jak wojskowe spychacze kilka razy przejechały ulicą oczyszczając dwa środkowe pasy dla wojskowych kolumn. Po gąsienicowych spychaczach zostały tylko głębokie bruzdy w asfalcie. Wiedziałem, że wśród wraków było kilka wojskowych ciężarówek, ze dwa kampery, trzy miejskie autobusy, ale ja wśród wraków miałem inną ulubioną, tymczasową kryjówkę - starego, policyjnego Fiata Ducato leżącego na boku. Z uwagi na mocne, policyjne kraty na szybach, których zresztą stan co kilka dni sprawdzałem, było w środku naprawdę bezpiecznie. Jednak na razie nie zdecydowałem się, by tam się ukryć. Zaryzykowałem i uznałem, że ludzie przejdą się właśnie drogą, tym bardziej, że będą chcieli sprawdzić moją halę. Schowaliśmy się więc w niewielkiej kryjówce na szerokim balkonie pierwszego piętra w hali, skąd miałem świetny widok zarówno na parter hali i mojego Rosomaka, jak i ulicę. Byliśmy przygotowani i mogliśmy poczekać.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 13.09.2017 09:47 · Czytań: 120 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
Niczyja dnia 13.09.2017 22:39
Czekajmy zatem...
MarcinD dnia 13.09.2017 23:04
Mam nadzieję że to będzie krótki czas; szesnasty rozdział już w poczekalni ;-)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Milena1
25/09/2017 15:11
Zaciekawiła mnie twoja historia. Zachęcona, przeczytałam… »
Miladora
25/09/2017 14:46
O, jak miło zobaczyć pod wierszem nowego czytelnika. :)»
Tjereszkowa
25/09/2017 14:44
Ooo, jak Clark obrodził w komentarze :). Bardzom… »
Miladora
25/09/2017 14:37
Bardzo ładny obraz, Hope. Jak się okazuje, wcale nie… »
braparb
25/09/2017 14:34
Miladoro, Rozbawił mnie Twój wiersz :). Wchodzi gładko i… »
Miladora
25/09/2017 14:14
Zgadzam się z Introwerką. :) Ale na czymś trzeba się… »
starysta
25/09/2017 14:05
Dziękuję Miladoro, Pozdrawiam, nie obawiaj się, to tylko… »
Miladora
25/09/2017 13:58
A może jeszcze trochę zabawy z formą, Black? ;) Masz dwa… »
Miladora
25/09/2017 13:35
Ja też pamiętam - flet z liścia zagra nam sonatę. :) I… »
braparb
25/09/2017 13:32
Nie mam pojęcia o czym jest ten wiersz ale jestem… »
braparb
25/09/2017 13:21
Zolu, Bardzo podoba mi się Twój wiersz, lecz myśl iż z… »
purpur
25/09/2017 12:36
Mhm. No tak... Aż zerknąłem, na inne Twoje teksty. No… »
purpur
25/09/2017 12:27
Rozpocząłem czytanie, przewinąłem, po kilku zdaniach i… »
damian wrotycz
25/09/2017 12:24
6.9 Zabronione jest komentowanie innych komentarzy i osób… »
purpur
25/09/2017 12:23
Lady... Czytając coś takiego, zawsze się zastanawiam, czy… »
ShoutBox
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:31
  • Teraz to juz sam nie wiem skąd ona pochodzi. Na pewno pierwszy raz usłyszałem ją w kościele na kazaniu.
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:27
  • W końcu brzydki kłos pojechał ich tekstem "ale wy jesteście w środku puste"
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:24
  • Słuchajcie, może jest tu ktoś, kto zna dobrze biblię? Szukam przypowieści, która bardzo podobała mi się, gdy uczęszczałem do kościoła. Mowa była o zbożu, gdzie piękne kłosy drwiły z tych wygiętych
  • Zola111
  • 25/09/2017 01:31
  • A Zaśrodkowanie#26 czeka! Dobrej nocki.
  • Silvus
  • 25/09/2017 00:08
  • Ej, ten Eric to wziął zaśpiewał piękny tekst...
  • introwerka
  • 25/09/2017 00:07
  • Dzięki, Silv - nawzajem :)
  • Silvus
  • 25/09/2017 00:03
  • No to - dobrej nocy.
  • introwerka
  • 24/09/2017 23:57
  • Silvus - spokojnie i pięknie :) Nie wiem do końca, jaki to gatunek, ale ja to nazywam romantyczną odmianą bluesa :) A teraz już dobranoc ode mnie, albo jeszcze taka cudna balladka:
Ostatnio widziani
Gości online:33
Najnowszy:Chiarose3
Wspierają nas