O szyby deszcz dzwoni* - Jacek Londyn
Proza » Obyczajowe » O szyby deszcz dzwoni*
A A A

O szyby okna maleńkiej kawalerki Leopolda, na ostatnim piętrze bloku nr 8 na podmiejskim osiedlu „Wiosna” Spółdzielni Mieszkaniowej „Cztery pory roku” deszcz dzwonił jesienny, i pluskał niewesoło. Do sypialni powoli, kropla za kroplą, szarego światła nieblask sączył się bezsenny.

 Zapowiadała się długa noc. Leopolda opuściła – dopiero co poznana, w barze na rogu –  kobieta. Wybrała akuratnie ten chmurny dzień słotny, a on, po jej wyjściu, w nastroju nietrzeźwo depresyjnym, w łóżku zalegał rozpaczliwie samotny.

Gdyby był na chodzie, trzeźwy jak świnia, poszedłby teraz, jak nic, tam, gdzie oczy poniosły wcześniej tego tam, no jak mu tam…, tego znanego poetę. Powlókłby się jego śladem

„z ponurym, na piersi zwieszonym czołem

i kwiaty kwitnące przysypał popiołem,

trawniki zarzucił bryłami kamienia

i posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...”,

a uczyniwszy ostatecznie z pięknego krajobrazu za oknem jedną, wielką ruinę, na obraz i podobieństwo swoje,

„strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu

położył(by) się na tym kamiennym pustkowiu,

by w piersi łkające przytłumić rozpacze,

i smutków potwornych płomienne łzy płacze”...

Ale Leopold nie był poetą, natomiast świnią i owszem, usłyszał o tym od niej na odchodne. Chciała wprowadzić się do niego, być jego światłem, ale to go raziło.

„Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło”. Tak by powiedział poeta, ten sam, co wcześniej.

Co też mnie akurat teraz naszło na poezję? Jakbym większych problemów nie miał, myślał Leopold. Zdawał sobie sprawę, że ma, absolutnie; sam to sobie w życiu! w życiu nie poradzi. Aż zadrżał bezradny.

Chciała go ukochać, jego niedoszła ukochana, lecz rzekł jej niefrasobliwie: Poszła won, więc poszła, by serce jej nie pękło. Głupi był, głupi, że eh. Eh! nienormalne to wszystko.

Deszcz za oknem zachowywał się za to, jak na złość, normalnie i jesiennie – pluskał jednako, miarowo, niezmiennie. Zimny i zupełnie obojętny, olewał życiowe problemy Leopolda.

 

A Leopold przypominał sobie jej twarz o konturach rozmazanych płaczem lub kroplami dżdżu, wpadającymi przez dziurę w dachu. Nie miał okazji sprawdzić. Poszła, tak czy siak, na smutek i życie tułacze, a Leopold pozostał w niepewności, czy z rozpaczy po niej, już tu nieobecnej, sam płacze, czy to deszcz płacze. Jej marzenia na wspólną noc, marzenia dziewicze, czekały, by choć cień jego lubieżnego uśmiechu padł na jej oblicze. A gdzie tam! Głupi był, głupi, że eh… I zalany w sztok, seksualne zero. Eh! nienormalne to wszystko, tej samotności, sam ze sobą na sam, sam nie zniesie.

Leżał z tą charakterystyczną męską, zrezygnowaną pewnością jak wór, niekształtny i bez nadziei na to, że ktoś go zawiąże, by mizerne resztki dobrego, porannego samopoczucia nie wysypały się z niego na zatracenie.

Trzeba wziąć się za siebie, poszukać opiekunki domowego ogniska, pomyślał desperacko, bo chłodem od niego zaciąga, że aż strach. Tu przypomniał sobie dłoń w oknie naprzeciwko, przestawiającą w samo południe doniczkę z pelargonią, z lewej strony na prawą, i z powrotem, by w końcu pozostawić ją ostatecznie na środku parapetu. Godzinę później, ta sama dłoń (z przedramieniem, widocznym aż do łokcia), podlewała rzęsiście łaknący wody, jak kania dżdżu, kwiatek.

Postanowił mieć ją na oku, może będzie miał szczęście ujrzeć przy okazji oszałamiającą pozostałość, a na resztę przyjdzie czas, gdy już otworzy okno i się przedstawi. Zwykle jego widok zwalał kobiety z nóg.

Uchylił zasłony i w dal zerknął – chmurną i dżdżystą, ciemną i szarą. W oknie naprzeciwko też było ciemno. Leopold miał równie niejasne przeczucie, że wkrótce coś się wydarzy. Czekał. Niecierpliwe, podniecone oczekiwanie zaczęło żywiej pompować jeszcze niewytrzeźwiałą krew do serca. Bum, plum, bum, plum, słyszał jego pijane bicie.

 

Nagle obserwowane okno pojaśniało w całej okazałości, odsłonięte zasłonki odkryły całą (nagą) prawdę. Zobaczył…Eh!, głupi był, głupi… Lepiej było nie patrzeć! Zmoczoną, wieczorną ciszą wstrząsnął Leopolda jęk szklany, pot szklany zrosił jego nagle wytrzeźwiałą mordę, a w świat popłynęła prośba, a raczej polecenie:

– Niech dżdżu krople walą i tłuką w jej okno, a szyby skutecznie mgłą mokrą zamokną.

Leopold zasunął szczelnie zasłony, gdyby miało się okazać, że jego wołanie było tylko głosem wołającego na puszczy. Noc okryła wieczór czarnym całunem.

 

O szyby deszcz dzwonił, deszcz dzwonił jesienny.

 

 

 

 

  (*) W tym miejscu Autor przeprasza Autora wiersza „Deszcz jesienny”, że nie zadzwonił z prośbą o pozwolenie na wykorzystanie w tekście opowiadania fragmentów wspomnianego utworu. Jedynym wytłumaczeniem może być pora, w której przyszło mu to do głowy. Było już wtedy zdecydowanie za późno na telefon.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Jacek Londyn · dnia 13.09.2017 13:15 · Czytań: 128 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 6
Komentarze
Dobra Cobra dnia 13.09.2017 20:30
Leopold fajny koleś, nie ma dwóch zdań.

Jacek Londyn,

No, jest tajemnica oraz nieudaczny bohater, który w swoich oczach jest udaczny. Oraz twardy. Choć płacze za kobietą. A wszystko przez tę jesień?

Intrygujące. Szkoda, że tak krótkie.


Miło się czytało,


Do zoba,

DoCo
Niczyja dnia 13.09.2017 22:15
Kogo on zobaczył w tym oknie???
Różne możliwości przychodzą mi do głowy, ale nie wiem jaki był prawdziwy zamysł autora.
No jaki? Powiedzże, Jacku Londynie:)
Milena1 dnia 14.09.2017 20:48
Tak zajrzałam bez przekonania, bo myślałam, ze będzie jakieś smutadło :)
A tu miła niespodzianka. Przeczytałam z uśmiechem.
Ciekawy portret psychologiczny młodego mężczyzny
Zawsze,szczególnie dla płci przeciwnej, jest interesujące,
co tez w tej głowie siedzi u faceta :)
Pozdr
Jacek Londyn dnia 16.09.2017 07:26
Mileno 1,
Twój uśmiech to miód na moje serce. :) Facetom w głowie siedzi niejedno, jeszcze o tym kiedyś napiszę.
Pozdrawiam
JL

Niczyja,
zostawię Tobie tę niepewność i zagadkę do rozgryzania w dżdżyste, jesienne wieczory. :)
Pozdrawiam
JL

Dobra Cobro,
krótki to tekst, krótki jak jeden wieczór z życia miękkiego twardziela Leopolda. Nie mogłem też pisać dłużej, żal ściskał mi serce zbyt mocno.
Pozdrawiam
JL
JOLA S. dnia 16.09.2017 10:07
Wydaje mi się, że to krótki, ciekawy materiał na opowiadanie, momentami nawet wzruszający, a jednocześnie zabawny. Wymaga jednak jeszcze cierpliwej i życzliwej redakcji, ze względu na samą docelową formę literacką. Pokusiłabym się na dłuższy tekst, mam lekki niedosyt. ;)

Ale po kolei:

- postaci, moim zdaniem są zbyt grubą kreską rysowane, może lepiej byłoby subtelniej na nie spojrzeć, ale to tylko moje zdanie ;)

- cytaty z wiersza wielopiętrowe, uprościłabym - to na pewno.

Podsumowując, temat wzbudził moje zainteresowanie, a to plus.

Pozdrawiam :)

JOLA S.
Jacek Londyn dnia 16.09.2017 13:46
Jolu S.
Bohater opowiadania jest jeden, panie z baru na rogu i okna to tylko przystawki.:) Grubą kreską rysowany? No....nie wiem.
Cytatów nie mogłem skrócić - to właśnie wiersz Staffa zainspirował mnie do napisania tej miniatury, a on dobrym poetą był, więc nie mogłem mu tego zrobić. :)
Dziękuję za plus.

Pozdrawiam
JL
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
20/09/2017 12:58
Jak zwykle pomysłowo, Carve. :) Z małymi sugestiami:… »
Miladora
20/09/2017 12:34
Tjereszkowa napisała tak w znaczeniu przedłużenia czasu… »
Miladora
20/09/2017 12:28
Mnie też się podoba. :) Ale zgodnie z obietnicą przelecę… »
introwerka
20/09/2017 12:24
Zolu, dziękuję pięknie za czytanie, dobre słowo dla wiersza… »
Jacek Londyn
20/09/2017 12:19
Za głupi jestem na poezję. Sięgam to znaczeń głęboko,... i… »
Miladora
20/09/2017 11:58
Do moich gawronów akurat pasuje, Milenko. :) A mam ich… »
Miladora
20/09/2017 11:40
Na początek klasyczna wersyfikacja wiersza, gdyby ktoś miał… »
wiktoria
20/09/2017 11:27
Widzę, że nastrój jesienny trwa. Tym razem w innej formie,… »
Jacek Londyn
20/09/2017 11:17
Gdzie lekarza nie uświadczy, człowiek zdrów jest jak się… »
wiktoria
20/09/2017 11:08
Introwerko, przerósł mnie ten wiersz. Ale piszę komentarz,… »
Jacek Londyn
20/09/2017 11:05
Rozumiem Autora i jego obawy. Każdy kiedyś zaczyna, a potem… »
wiktoria
20/09/2017 10:58
Bardzo ładny wiersz Hopeless. Trochę jak dla mnie za dużo… »
wiktoria
20/09/2017 10:49
Domofonie, ten wiersz brzmi jak proza. Poezję znalazłam… »
maak
20/09/2017 10:48
Dziękuję bardzo za odwiedziny i ocenę tekstu. Bardzo… »
Tjereszkowa
20/09/2017 10:26
Początkowo nie podobała mi się wersyfikacja - bo nie lubię… »
ShoutBox
  • Jaga
  • 20/09/2017 11:49
  • Jeśli ktoś jest zainteresowany proponuję przenieść rozmowę na forum
  • Jaga
  • 20/09/2017 11:25
  • A może stworzyć rubrykę, gdzie każdy użytkownik raz w miesiącu może wrzucić anonimowo swój tekst. Inni komentują do woli. Po np. miesiącu autor się ujawnia i odpowiada na komentarze. Co Wy na to??
  • Tjereszkowa
  • 20/09/2017 08:42
  • Gramofonie, zgadywania autorów tekstów nie da się uniknąć. Ale nawet jeśli ma się podejrzenie, inaczej się podchodzi do tekstu anonimowego (mówię z doświadczenia - anonimowa publikacja to nie novum).
  • Gramofon
  • 20/09/2017 06:19
  • chyba ze skasowac opcje podgladu innych tekstow danego anonima...
  • Gramofon
  • 20/09/2017 06:16
  • tylko wtedy trzeba byłoby usunąć dotychczasowe publikacje i ich ponownie nie zamieszczac bo po tym łatwo rozpoznac kto jest kto ;]
  • Gramofon
  • 20/09/2017 06:11
  • też mi się podoba opcja z anonimowością, ale nie wiem czy ktoś decyzyjny czyta teraz shoutboxa wiec napiszmy petycje?
  • Tjereszkowa
  • 20/09/2017 00:23
  • Są też ludzie, którzy pamiętają portal sprzed "ostatnich" zmian i za cholerę nie mogą ich oswoić,choć co jakiś czas próbują ;). A anonimowa publikacja to najdoskonalszy sposób na prezentowanie tekstów
  • Silvus
  • 19/09/2017 23:16
  • Mike, masz rację, dla jednym nowe, dla innych stare. Ja bym optował za zmianami, ale wyobrażam sobie, że są ludzie, którzy nie chcą żadnych zmian. Nie obrzydzałbym im publikowania.
Ostatnio widziani
Gości online:40
Najnowszy:Baquetes8
Wspierają nas