Arystokrata cz.1 - violka
Proza » Długie Opowiadania » Arystokrata cz.1
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Wysiadła z samochodu i głęboko wciągnęła ostre, mroźne powietrze do płuc. Poczuła, jak serce zaczyna mocniej bić, a dłonie zaczynają lekko drżeć. Uśmiechnęła się smutno sama do siebie. Jadąc tutaj nie myślała, że powrót do rodzinnego gniazda wywoła w niej tyle emocji i powrócą wspomnienia, które w większości przez wiele lat próbowała wyprzeć ze świadomości. Przez całą drogę zastanawiała się, czy decyzja, którą podjęła pod presją pewnych wydarzeń była słuszna i jak bardzo zmieni się jej życie, ustabilizowane i spokojne. Dużo czasu, nerwów i sił kosztowało ją ugruntowanie pozycji osiągniętej jako kobieta oraz szefowa korporacji, którą przejęła po rozpadzie macierzystej firmy Radvan, w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Czy była gotowa na kolejne wyzwania? Czy miała w sobie tyle energii, by działać na dwa fronty? 
     Spojrzała na pięknie oświetlony, ogromny dom. Ciągle robił na niej olbrzymie wrażenie swą majestatyczną sylwetką starego zamczyska, które miało być repliką dawnej siedziby jej przodków. Po wielu przebudowach, swój ostateczny wygląd zawdzięczał jej dziadowi, który spowodował znaczne złagodzenie bryły, tworząc imponujący kompleks wielu połączonych ze sobą budynków, w rozmaitych odmiennych stylach, lecz nie pozbawiony przez to smaku i uroku.   
Jeszcze raz wciągnęła do płuc potężny haust powietrza. Napawała się zapachem sosnowych lasów otaczających rodową siedzibę, jakby chciała zaaklimatyzować się w tym miejscu na nowo. 
Nie wiedząc czemu, przeszedł przez nią niepokojący dreszcz, na pewno nie spowodował tego chłód... Powróciła do świata z dzieciństwa, nie była tu tak dawno, czyżby stąd ten niepokój? I ten klimat... Tak, cisza! Ta złudna cisza tego miejsca... 
     -Witam, Pani. 
     Zamyślona nie zauważyła, gdy pojawił się młodziutki niewolnik, nie podnosząc głowy, czekał na rozkazy. 
     - Czy moje pokoje są przygotowane?- spytała, spoglądając na największą, mieszkalną część rezydencji. Od południowej strony, na pierwszym piętrze był kiedyś jej apartament, w oknach widziała przytłumione światło. Czy nadal jeszcze należał do niej? 
     Odwróciła się w stronę cudownie rozświetlonego wieloma stylowymi lampami parku. Kilka hektarów ogrodu z roślinami tworzącymi bogate kompozycje przestrzenne, poprzecinane idealnie utrzymanymi alejkami z marmurowego tłucznia, zachęcały do zejścia tarasami w dół, w głąb pomiędzy wiekowe drzewa o rozłożystych koronach, teraz pozbawionych liści, ale niezmiennie dostojnych. Widok stawu, większego niż sam park, w którego tafli wody odbijał się księżyc, zapierał dech w piersi nawet teraz, o zmroku. Zapewne nad brzegiem ciągle rosły ukochane krzewy kwiatowe ich matki, pięknie kwitnące od wiosny do późnej jesieni. To wszystko widziała w świetle tych latarni niezmiennie,  od lat dodającym uroku temu magicznemu miejscu. Wszystko było tak, jak zapamiętała. Tęskniła za tym światem, do teraz nie sądziła jak bardzo pragnęła wrócić do tego miejsca, wbrew temu, co próbowała sobie wmówić przez tyle czasu. Najchętniej tak jak dawniej pobiegłaby i przytuliła się do tych drzew, do ich szorstkiej kory, pachnącej ziemią, słońcem i wiatrem . Próbowała kiedyś zrozumieć ich tajemną mowę, zawsze wierzyła, że gawędzą sobie o wydarzeniach, które się tu działy i ludziach, którzy w tym domu przychodzili na świat, żyli i umierali. Słyszały ich śmiech i płacz, widziały historie ważne i błahe, śmieszne i smutne... były niemymi świadkami przeszłości, zarówno tej pięknej, fascynującej, pełnej wzniosłych wydarzeń, jak i tej skrzętnie skrywanej. 
     - Tak Pani, wszystko jest przygotowane. - Słowa niewolnika wyrwały ją z niespodziewanej melancholii. 
     Przyjrzała mu się uważniej, przystojny, wysoki blondyn, dyskretny w obyciu i nienagannie ubrany. Póki co, wizerunek firmy i rodziny na zewnątrz pozostawał idealny, służby i domu też, przynajmniej na pierwszy rzut oka. 
     Zaczęła odczuwać przenikliwy chłód, więc skierowała się do wejścia. Jasnowłosy bezszelestnie wyprzedził ją, aby otworzyć drzwi. Gdy znalazła się w ogromnym holu, w jej stronę natychmiast pospieszył mężczyzna, o wiele starszy ale o wciąż lekkich, sprężystych ruchach, z autentyczną radością na twarzy i jakby niedowierzaniem na jej widok. 
     - Witam, panno Rays! Do końca nie byłem pewny, że jednak przyjedziesz. 
     Podała mu dłoń na powitanie, którą delikatnie musnął ustami. 
     - Czy już zapomniałeś, że gdy coś powiem, to tak się stanie? Obiecałam, ze wrócę?      Obiecałam, a więc jestem. - Roześmiała się dźwięcznie i po chwili dodała poważnie. - Cieszę się, że cię widzę, Martinie. 
     W tych słowach nie było nawet cienia kurtuazji. Biorąc pod uwagę sytuację, która sprowadziła ją do rodzinnego domu, czuła zadowolenie z faktu, że on ciągle tu jest i miała nadzieję, że jak dawniej pozostaje sprzymierzeńcem. 
     - Ile to już lat? - spytała, dostrzegając jego mocno przyprószone siwizną skronie. Postarzał się, ale ciągle był przystojnym, o uważnym, inteligentnym spojrzeniu, mężczyzną, świadomym swej pozycji w tym domu, na co też liczyła. Potrzebowała sojusznika, któremu będzie mogła zaufać i którego zdanie ciągle się liczy. 
     - Patrząc na ciebie to chwila, licząc lata... niedługo minie dwanaście - odpowiedział niskim, ciepłym głosem. 
     Roześmiała się, ciągle uważał na słowa, był ostrożny i taktowny, jak widać pozwoliło mu to przetrwać w tym bezwzględnym świecie.  
     - Zawsze wiesz co powiedzieć, dyplomacja to twoje drugie imię – zmierzyła go wzrokiem, dodając głosem pełnym uznania – i jak zwykle szarmancki.  
     - Cóż, takie czasy...- nie umknęło jej uwadze napięcie, które przez moment przemknęło po twarzy Martina. 
     - No dobrze – zaintrygował ją, ale nie był to najlepszy czas na polityczne rozważania- Jestem zmęczona a chyba wiele mnie tu czeka... 
     - Oczywiście!- skinął na niewolnika, aby ten wziął bagaże. 
     Dłonią wskazał jej schody, prowadzące do skrzydła domu z prywatnymi apartamentami rodziny. 
     - Czy mój brat jeszcze jest, czy już wyjechał? - spytała, podziwiając zmiany, które zaszły w rezydencji. 
     - Robert czekał z wyjazdem na ciebie, teraz jest na plantacjach, wróci rano – wyjaśnił. 
     - Doskonale - chciała mieć już za sobą rozmowę, która od kilku dni przyprawiała ją o ból głowy - A więc jutro rano się z nim spotkam- powiedziała chłodno, zbyt chłodno. Skarciła się w duchu, powinna lepiej panować nad sobą.  
     Usłyszała, jak ze świstem wciągnął powietrze i spojrzał na nią wymownie. Posłała mu delikatny uśmiech, charakterystycznie dla Raysów mrużąc przy tym oczy. Szybko uciekł ze wzrokiem, dając tym wyraźny znak, że bezbłędnie odczytał jej przekaz, który potwierdził jego przypuszczenia. Nie do końca wiedział o co chodzi, ale był pewien, że pomiędzy rodzeństwem niewiele się zmieniło. 
     Otworzył przed nią drzwi i puścił przodem. 
     - Witaj w domu, Marto- powiedział cicho. 
     Jej oczom ukazał się widok, do którego tęskniła. Widząc zmiany jakie zaszły  w rezydencji, obawiała się trochę o to małe gniazdko. 
     - Nic nie zostało tu zmienione od czasu twojego wyjazdu. Robert nie pozwolił tu niczego tknąć - wyjaśnił mężczyzna zadowolonym głosem.- Wszystko zostało tylko odświeżone i czekało na twój powrót, sam dopilnowałem, żeby nikt nie ośmielił się zrobić cokolwiek inaczej. 
     - To miło z jego strony.- Rozglądała się z przyjemnością po wnętrzu. - Dziękuję ci, bardzo dziękuję. 
     Naprawdę ucieszyła się, że apartament pozostał bez zmian, w jej ulubionych odcieniach brązu, z przewagą beżu i écru. Trzy duże, głębokie kanapy z masą poduch ustawione wokół sporych rozmiarów stolika, grube dywany i zwiewne tiule w wielkich oknach powodowały, że duża przestrzeń nabierała przytulności. Punktowe oświetlenie akcentowało intymny, przesiąknięty jej osobowością charakter pomieszczeń oraz wyposażenia. Ogień wesoło trzaskający w stylowym olbrzymim kominku z otwartym paleniskiem, przed którym stał fotel, jakby oczekując właśnie na nią, dopełniał wizerunku całości salonu. Kochała te wnętrza, za ich prostotę i swojskość, nigdzie indziej takiego nastroju nie odnalazła, ani nie udało się go stworzyć. Przekrzywiony abażur stojącej przy regale lampy tuż obok fotela, wciąż miał frędzle w zaplecione przez nią warkoczyki. Rozczuliło ją to, taki maleńki szczegół, a od razu zrobiło się cieplej koło serca. 
     - Zanieś bagaże do sypialni - zwróciła się do niewolnego, który ciągle stał z walizkami w małym holu. 
     - Jesteś głodna? - spytał Martin z troską w głosie - Zaraz każę przynieść kolację... 
     - Nie, dziękuję. - Usiadła wygodnie na kanapie i podwinęła pod siebie stopy. - Nie jestem głodna. 
     Przytuliła się z przyjemnością do poduszki i utkwiła wzrok w portrecie wiszącym nad kominkiem. Przedstawiał jej matkę, w lawendowej sukni z bukietem kwiatów w jednej dłoni i drugą wyciągniętą przed siebie, jakby do kogoś albo po kogoś. Wskazywało na to też jej spojrzenie pełne ciepła i łagodności, a piękna twarz okolona burzą rudych włosów, roześmiana radośnie, zachęcała do podbiegnięcia, do wtulenia się w szczupłą, zwiewną postać. Czasami miała wrażenie, że pamięta tę scenę z dzieciństwa, zachód słońca nad ogrodem różanym i matka próbująca ją przywołać do siebie, gdy zbiegała ze wzgórza w kierunku wody... a może to tylko jej wyobraźnia szalała, podsuwała obrazy, które nie miały miejsca, lub były zlepkiem kilku innych? 
     - Jestem zmęczona, nie będę nic jadła, poproszę tylko o gorącą herbatę. 
Mężczyzna sięgnął po gruby wełniany pled leżący na drugiej kanapie i okrył ją delikatnie, z czułością. 
     - Zaraz podam ci herbatę. Jutro również wybierzesz sobie służbę. - Usłyszała jak wdycha jej zapach. Doskonale wiedziała jak frapująco działają na otoczenie jej perfumy, nikt nie pozostawał obojętny na kuszący bukiet nuty kwiatu jaśminu, połączonej z naturalnym zapachem jej skóry. 
     - Czy przysłać ci na noc jakiegoś chłopca? - spytał z wyraźnym napięciem w głosie. Nie był pewien jej zwyczajów, a biorąc pod uwagę dawniejszą zależność nie chciał popełnić gafy... a może zadziałały perfumy? 
     - Nie, wystarczy herbata - odparła, starannie ukrywając rozbawienie i udając, że nie zauważyła drżenia w głosie - a co do służby, całkowicie zdaję się na ciebie, tylko proszę ogranicz się do koniecznego minimum. 
     Znów wtuliła się, szczelniej okrywając kocem, dając tym samym znak, że chce zostać sama. 
     - Nic się nie zmieniłaś, Marto... - powiedział szeptem. Odchodząc raz jeszcze  obejrzał się w stronę kobiety, w jego oczach mieszało się wzruszenie z całkowitym oddaniem. 
     Skinął na niewolnika, który w mig odczytał jego intencję i obaj wyszli, cicho zamykając za sobą drzwi. 
     Marta wyłączyła lampy, w pokoju zapanował półmrok. Trochę rozproszonego światła wpadało przez duże okna z parkowych latarni i od ognia w kominku. 
     “Zmieniłam się Martinie... nawet nie wiesz, jak bardzo...”To była ostatnia myśl jaka przebiegła jej przez głowę przed zaśnięciem. 


                              *** 

     Oparł się ramieniem o ścianę i opuścił głowę w momencie, kiedy ona weszła do środka domu. Czekał na nią, długo czekał, bardzo długo, a teraz… chciał odwlec moment spotkania. A przecież tak bardzo chciał wyjść jej naprzeciw, chciał wziąć ją w ramiona, przytulić, nie wypuścić… Pamiętał ten dzień, gdy wyjeżdżała, pamiętał i miał przed oczami, tak jak by to było dzisiaj, nawet przez moment odniósł wrażenie, że tak właśnie się dzieje, że ona nie przyjechała tylko wyjeżdża. Wtedy też był wieczór, padał śnieg, teraz zresztą też zaczynał prószyć, też stał w tym samym oknie i też chciał do niej wybiec, chciał ją zatrzymać, ale bał się, bał się dokładnie tak samo jak dziś. Uderzył głową w ścianę, potem jeszcze raz, dużo mocniej, jaki był wtedy głupi, beznadziejnie po szczeniacku głupi! Bał się, że nie zatrzyma jej, że się ośmieszy, że ona powie coś, czego on nie chciał usłyszeć… Kurwa! Kurwa, jaka ironia losu. Teraz bał się spojrzeć jej w twarz, właśnie przez tamten wieczór sprzed wielu lat. Serce waliło jak oszalałe, to przecież jego mała siostrzyczka, jego w tym momencie jedyny sens istnienia… tylko że ona nie była już mała. Tamtego feralnego wieczora, gdy wsiadając do samochodu, jeszcze raz obejrzała się i spojrzała w okno w którym stał, gdy odniósł wrażenie, że ich spojrzenia skrzyżowały się, dopiero wtedy dostrzegł, że nie jest już małą dziewczynką, za którą ją ciągle uważał. Cholera, zbyt późno uświadomił sobie, że stała się młodą kobietą, która może nie do końca wszystko rozumiała, ale na pewno wiedziała czego chce. Teraz, po kilkunastu latach zobaczył dorosłą osobę, pewną siebie, zdecydowaną i taką… piękną. Przypominała ich matkę, bardzo była do niej podobna, wysoka, o zdecydowanych, energicznych ruchach, z wachlarzem rozpuszczonych czarnych włosów wyglądała zjawiskowo. Wiedział do czego doszła i wiedział w jaki sposób osiągnęła sukces, spodziewał się więc, że jutrzejsza rozmowa nie będzie łatwa dla nich obojga. Nie miał pojęcia, czego może po niej oczekiwać, chyba już jej nie znał, a ona na pewno nie znała jego. Tak wiele się zmieniło, on się zmienił… Boże, dlaczego to wszystko spotkało ich? Dlaczego?!  
     Odwrócił się gwałtownie, czując jak narasta w nim irracjonalna wściekłość. Musi się napić! Musi się opanować! Musi się, do kurwy nędzy zebrać do kupy! Przecież nie będzie się jej bał, to jego się boją… tylko o ile nie bał się ludzi, to bał się uczuć. Co to w ogóle są uczucia? Jakieś sentymenty, które utrudniają życie, które powodują, że człowiek staje się słaby. Na szczęście ktoś kiedyś wyleczył go z tej przypadłości, bardzo skutecznie, tak mu się przynajmniej wydawało aż do dzisiaj. Wiedział od kilku dni, że przyjedzie, ale dopiero gdy ją ujrzał, odżyło w nim coś, o czym chciał zapomnieć, coś co umarło dawno temu. Zazgrzytał zębami, czyżby los dawał mu szansę, czy też chciał z niego tylko zadrwić, kolejny raz. 
     Roześmiał się w głos i spojrzał na klęczącego przed nim niewolnika.  
     - Wiesz Drugi…- włożył dłoń w jasne włosy i delikatnie je przeczesał. - Życie to taka ruletka. - Zamachnął się drugą ręką i uderzył klęczącego w twarz. - Nigdy nie wiesz kiedy dostaniesz, a wiesz co jest najśmieszniejsze w tym wszystkim… - Tym razem wziął dużo większy zamach, cios był bardzo silny, zabolała go dłoń – …że na dodatek nie wiesz, jak mocno dostaniesz. 
     Patrzył, jak jasnowłosy niewolnik nie mogąc utrzymać się w pozycji uległego, po drugim uderzeniu potoczył się pod ścianę. Długo się nie podnosił, to uderzenie go przymroczyło, w innym wypadku byłby już znów na kolanach, aby nie narazić się na większe bicie. 
     Westchnął głęboko i spojrzał w okno, śnieg zaczynał padać coraz mocniej, okrywając park białym puchem, wielkie płaty śniegu tańczyły w sodowym świetle lamp, wszystko było takie spokojne i ciche… Kurwa, nie znosił ciszy… przyprawiała go o ból głowy, jak się zaraz nie napije… 
     Omijając dochodzącego do siebie niewolnika, podszedł do stolika na którym stała elegancka, kryształowa karafka w połowie wypełniona whisky. Nalewał złotego płynu do szklaneczki i obserwował Drugiego, da mu jeszcze chwilkę. Twardy jest, nawet nie jęknął. Wypił spory łyk, za jutrzejsze spotkanie z ukochaną siostrą, za jej nagły powrót i za to, co ją tu sprowadziło, cokolwiek miało to być. Skrzywił się lekko i znów przechylił szklaneczkę, alkohol palił gardło i wzburzał żołądek, ale przestał przełykać dopiero, gdy musiał zaczerpnąć powietrza. Nie chciał upić się przyjemnie, musiał zagłuszyć gniew i wspomnienia. Tak, zostaną dzisiejszej nocy tutaj, w jego ulubionym gabinecie uciech. Nie może iść na górę, bo mógłby spotkać się z tą, za którą tak bardzo tęsknił i do niedawna był w stanie dać wszystko, aby móc chociaż spojrzeć na nią z daleka… zresztą oficjalnie pojechał przecież na plantację… Stłumił kolejne przekleństwo i skupił się na swoim osobistym niewolniku. Dopił resztę whisky jednym haustem i nie spuszczając z niego oczu, cofnął się krok do tyłu, by łatwiej wyprowadzić potężne uderzenie… Skurczybyk znał go dobrze. Zobaczył, jak Drugi napina mięśnie ramion, by uprzedzić cios, znacznie osłabiając siłę  uderzenia. Nawet go to nie wkurwiło, wręcz rozbawiło. Przynajmniej niewolnik go znał i rozumiał bez słów. Złośliwy chichot losu!  
     Przechylił głowę raz w jedną, raz w drugą stronę, aż strzeliły kręgi szyjne, miał jakieś niejasne przeczucie, że już nic nie będzie takie samo. Złapał chłopaka za włosy i uniósł mu twarz, tak żeby ten spojrzał na niego, przez chwilę ich wzrok spotkał się, obaj wiedzieli co się teraz stanie.  
     - Wiesz, Drugi? - Przejechał paznokciem po jego policzku. - Życie jest jak dziwka - jednym nagłym szarpnięciem zdarł z niego koszulę - zawsze się pierdoli…

Następne części:

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
violka · dnia 13.09.2017 13:24 · Czytań: 187 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 20
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Lady Winter dnia 13.09.2017 17:50 Ocena: Świetne!
Bardzo dobra proza. Pamiętasz, co Ci napisałam w innym miejscu? Nie spodziewaj się wielu komentarzy i pozytywnych ocen. Hipokryci czytają po cichu pod kołdrą :)
violka dnia 13.09.2017 19:06
Domyślam się. Chciałam sprawdzić na innym portalu, ale zdaję się, ze dokładnie tak samo działa. :) Łatwiej jest kiedy widzisz, gdy są z tego wymierne korzyści. Miło Ci czytać Milady :)
Lady Winter dnia 13.09.2017 19:31 Ocena: Świetne!
Ano. Znalazłam swoją bezpieczną przystań z dala od mętnych zagrywek :D
Cieszę się, że tu trafiłaś :)
violka dnia 13.09.2017 19:37
Całkiem przez przypadek tu zajrzałam, szukając portalu z którego nie wygonią mnie z takim tekstem.
Lady Winter dnia 13.09.2017 19:51 Ocena: Świetne!
I dobrze zrobiłaś, bo brakowało mi Arystokraty :)
violka dnia 13.09.2017 19:57
Lejesz miód na moje serce. :)
Lady Winter dnia 13.09.2017 20:07 Ocena: Świetne!
E tam :D Po prostu nie uciekaj stąd :)
violka dnia 13.09.2017 20:23
dopóki mnie nie wyrzucą, to będę trwać :)
Dobra Cobra dnia 13.09.2017 20:25 Ocena: Bardzo dobre
Jak słodka opowieść to jest! A na dodatek na poły historyczna i dziejąca się niewiadomogdzie :)


violka,

Jest dobrze. Może dla lepszego wrażenie trza by było tekst przewietrzyć - pododawać spacje przy niektórych akapitach. trochę leży też formatowanie, brak spacji przy myślinkach sporadycznie, raz jakaś duuuża dziura w tekście. Trudno powiedzieć, z jakiego to powodu.



Jakieś tam uwagi:

Cytat:
Póki co, wizerunek firmy i rodziny na zewnątrz pozostawał idealny, służby i domu też, przynajmniej na pierwszy rzut oka.
O, i tak się buduje napięcie i zaciekawienie Czytelnika!

Cytat:
Do końca nie byłem pewny, że jednak przyjedziesz.
Jakoś nie gra to zdanie. Moe lepiej byłoby: Do końca nie byłem pewny, czy przyjedziesz. Czy cuś w podobie.

Cytat:
Postarzał się, ale ciągle był przystojnym, o uważnym, inteligentnym spojrzeniu, mężczyzną, świadomym swej pozycji w tym domu, na co też liczyła.
MOże lepiej by było jakoś tak: Postarzał się, ale ciągle był przystojnymmężczyzną, o uważnym, inteligentnym spojrzeniu, świadomym swej pozycji w tym domu, na co też liczyła.

Cytat:
... i écru
Oatrzegam, że meżczyźni nie rozpoznają takiego koloru. Co więcej - oni nawet nie wiedzą CO to za kolor :)


Bardzo mniue się podobało, czekam na część drugą, ciągiem dalszym zwaną.


POzdrawiam pięknie,

DoCo
violka dnia 13.09.2017 22:06
Witam Cię Dobra Cobro :)
Nie wiem co z tym formatowaniem, przyznaję się, że troszkę jestem do tyłu z takimi sprawami, tekst jest przygotowany do publikacji odpowiednio, a wyszło jak widać. Mam nadzieję, ze zostanie mi ta niedogodność wybaczona.
Pozwolisz, że odniosę się do Twoich sugestii.
"jednak" - ma swoje uzasadnienie, wyjaśnione w późniejszych częściach. Niestety, powieść jest nieco obszerna, a publikacja na PP w krótkich częściach, z tego powodu nie widać sensu pewnych zdań.
W przypadku "mężczyzny" - wypracowałam już pewien styl w Arystokracie, który jest poprawny, a cechuje w pewien sposób autora i utwór, obawiam się, że spotkasz się jeszcze z niejednym podobnie skonstruowanym zdaniem.
"ecry" - no cóż, przekonasz się, że w tym świecie, mężczyźni muszą znać się na wszystkim ;)
Miło mi bardzo, że ten "słodki" fragment przypadł Ci do gustu i mam nadzieję, że nie zmienisz zdania...
Pozdrawiam.
skroplami dnia 14.09.2017 01:11 Ocena: Świetne!
Realność z zasadami średniowiecza, interesujące :).
I codzienne, to dzieje się w wielu miejscach czasu aktualnego.
Oczywiście, przypuszczenie, oczywiście, pewność 200% :). Nie widzieć a wiedzieć, nic trudnego ;).
Bardzo szczegółowo napisane, obszernie, i wcale nie przeszkadza. Przeciwnie, zachęca do zanurzenia w te szczegóły. I styl jest czysto kobiecy :). Tak, ale to tylko odczucie osobiste komentującego :). Bo istnieje różnica pomiędzy wiedzą że autorka kobietą a kołysaniem tematami, zdaniami, poświatą z tekstu, jak biodrami :).
Dawno nie dziwiłem się czyli czas. Dlaczego na dolnej półce, nie zrozumiem :).
Całość budzi zainteresowanie i chęć czytania więcej o tym co będzie, jednocześnie istnieje zwykła przyjemność czytania na skutek stylu. Swoiście wysublimowany i dojrzały, a lekki. Chociaż już na początku brutalność na tacy czyli życie :).
Dobrze napisane, dobrze się zaczyna, oby się działo ;).
violka dnia 14.09.2017 13:46
Skroplami, bardzo dziękuję za miły komentarz i za chwile, które zechciałeś poświęcić na przeczytanie mojego tekstu. :)
al-szamanka dnia 14.09.2017 18:30 Ocena: Bardzo dobre
Przeczytałam tekst już wczoraj, ale byłam nim zbyt wzburzona, aby cośkolwiek na jego temat napisać.
Dziwne opowiadanie, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo o czym, wspomnienia siostry i brata, a raczej ich mgliste zarysy.
Oczywiście jest to początek, w początku nie zdradza się wszystkiego, czytelnik mógłby zrezygnować z następnych części... bo już prawie wie.
A Ty tu ładnie prowadzisz, leciutko i pięknie, aż do momentu...
No właśnie, zatrzęsło mną porządnie.
Bo zaczęło się coś czego nie cierpię.
Pierwsze uderzenie poczułam także na mojej twarzy.
Od następnych dostałam mdłości.
Już do końca było tylko strasznie, obrzydliwie.
Ale za to, kurczę, jak dobrze napisane.
A ja cenię dobre pisanie.
Chociaż nie wiem, czy będę miała dość odwagi, aby przeczytać następne części.

Pozdrawiam :)
violka dnia 14.09.2017 20:18
Witam Cię, al-szamanko. Powieść, jest długa, już jest napisane około pięciuset stron, a dotarła dopiero do połowy i jest ciężka, mroczna, brutalna. Pragnę zaznaczyć, że nie jestem sadystką, a przemoc której używam w fabule ma swoje uzasadnienie, co dobrze widać w późniejszych częściach. Arystokrata jest thrillerem psychologicznym, usadowionym nie wiadomo gdzie i nie wiadomo kiedy, ale dewiacje postaci, ktore staram się pokazać mają odniesienie w świecie rzeczywistym w którym żyjemy. Jakbyśmy starali się unikać przemocy, udawać że jej nie ma, niestety ona i tak nas dopadnie. Nie napisałam nic co nie istnieje, a staram się pokazać mechanizmy działania ludzi, w sytuacjach kiedy nic ich nie ogranicza i kiedy są całkowicie zniewoleni. To jest powieść w której nie ma przemocy, gdzie litrami leje się krew, fruwają flaki i ludzie są rozczłonkowywani, a trup sciele się gęsto; jest przemoc psychiczna i pokazana z pozycji doświadczających i stosujących, i nie owijam jej w piękne słówka, ale pokazuję ją w postaci w jakiej występuje rzeczywiście. Tekst dla ludzi o mocnych nerwach, chociaż dobro też ma swoją główną rolę i jest ono wtedy naprawdę docenione.
Dziękuję za ładny komentarz i pozdrawiam serdecznie.
Dobra Cobra dnia 14.09.2017 20:19 Ocena: Bardzo dobre
Czyli problem formatowanie powraca. Podczas przenosin na nowy serwer parę lat temu, pojawił sie ten problem z wielką siłą. Walczono z nim, ale do końca nie został zażegnany. Jak ja wstawiam jakiś tekst, to 99 procent dialogów miast myślnikiem zaczyan się duża czarną kropką i trzeba ręcznie to zmieniać. Czasem jakieś pauzy i spacje system wstawia, więc ludzie myślą, że autor niechluja, a to nie on.

Oczywiście, to Twój styl i Twoja opowieść. Ja jednak nie o stylu, ale o niewygodności pewnych zdań. Ale jeśli Ci one pasują - cóż można? Jeno przyklasnąć, uszanować i oczekiwać c.d, który nastąpi.


Pozdrawiam,

DoCo
violka dnia 14.09.2017 20:30
Kolejną część wstawiłam bez przyjrzenia się jak wygląda na stronie, następną zainteresuję się dokładniej, chociaż jestem strasznym laikiem w tych sprawach. Powieść jest przygotowywana profesjonalnie więc chyba to nie moja wina.
Mam pytanie, jak mogę dać ocenę utworowi który przeczytałam? Jakoś nie mogę się troszkę odnaleźć. Pozdrawiam. :)
Dobra Cobra dnia 14.09.2017 20:33 Ocena: Bardzo dobre
Profesjonalnie powiadasz... Jednak dobrze jest przejrzeć tekst po wstawieniu i zobaczyć, jak wygląda. Czasem jest to problem jakiejś niezgodności pomiędzy programami do pisania, lub platformami (PC, Mac...)

Aby dać ocenę jakiemuś utworowi, gdy piszesz komentarz przed wysłaniem go zjedź na sam dół okienka i tam po prawej jest pole wyboru oceny.


Pozdrawiam,

DoCo
violka dnia 14.09.2017 20:42
Dziękuję bardzo, zauważyłam. :) Ach ta moja znajomość komputerów i innych związanych z tym spraw... czasami mi wstyd. Na pewno następnym razem przejrzę tekst, przed wstawieniem.
Pozdrawiam V.
Milena1 dnia 14.09.2017 21:12
Chciałam zgłosić, że przeczytałam. Piszesz pięknym językiem. Czyta się bardzo łatwo, tekst płynie, lekkie pióro.
Natomiast fabuła - tak jak al- szamanka, nie gustuję w tego typu powieściach. Po prostu to zostaje gdzieś tam i nie wiem czy chcę nabijać sobie głowę, tego typu rzeczywistością, nawet jeżeli jest tylko zmyślona.
Pozdr
violka dnia 14.09.2017 22:00
Milena1 , dziękuję za zajrzenie i komentarz. Powieść wywołuje kontowersje, ma swoich zagorzałych fanów, ale i sporo przeciwników, co w pewnym sensie jest to kmplement dla autora. Ja potrafie cieszyć się z każdej opinii o tym tekście, więc dziękuje Ci za słowa uznania dla warsztatu i mam nadzieję, że jednak kiedyś jeszcze zajrzysz do powieści, zaciekawiona skomplikowanymi losami rodzeństwa i pewnego niewolnika.
Pozdrawiam V.
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
25/09/2017 15:24
Ale to nie jest wiersz o nietolerancji, o poglądach. Raczej… »
Milena1
25/09/2017 15:19
Podobno czerwone skarpety rozgrzewają najlepiej :) Pozdr »
Milena1
25/09/2017 15:11
Zaciekawiła mnie twoja historia. Zachęcona, przeczytałam… »
Miladora
25/09/2017 14:46
O, jak miło zobaczyć pod wierszem nowego czytelnika. :)»
Tjereszkowa
25/09/2017 14:44
Ooo, jak Clark obrodził w komentarze :). Bardzom… »
Miladora
25/09/2017 14:37
Bardzo ładny obraz, Hope. Jak się okazuje, wcale nie… »
braparb
25/09/2017 14:34
Miladoro, Rozbawił mnie Twój wiersz :). Wchodzi gładko i… »
Miladora
25/09/2017 14:14
Zgadzam się z Introwerką. :) Ale na czymś trzeba się… »
starysta
25/09/2017 14:05
Dziękuję Miladoro, Pozdrawiam, nie obawiaj się, to tylko… »
Miladora
25/09/2017 13:58
A może jeszcze trochę zabawy z formą, Black? ;) Masz dwa… »
Miladora
25/09/2017 13:35
Ja też pamiętam - flet z liścia zagra nam sonatę. :) I… »
braparb
25/09/2017 13:32
Nie mam pojęcia o czym jest ten wiersz ale jestem… »
braparb
25/09/2017 13:21
Zolu, Bardzo podoba mi się Twój wiersz, lecz myśl iż z… »
purpur
25/09/2017 12:36
Mhm. No tak... Aż zerknąłem, na inne Twoje teksty. No… »
purpur
25/09/2017 12:27
Rozpocząłem czytanie, przewinąłem, po kilku zdaniach i… »
ShoutBox
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:31
  • Teraz to juz sam nie wiem skąd ona pochodzi. Na pewno pierwszy raz usłyszałem ją w kościele na kazaniu.
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:27
  • W końcu brzydki kłos pojechał ich tekstem "ale wy jesteście w środku puste"
  • Krzysztof Konrad
  • 25/09/2017 11:24
  • Słuchajcie, może jest tu ktoś, kto zna dobrze biblię? Szukam przypowieści, która bardzo podobała mi się, gdy uczęszczałem do kościoła. Mowa była o zbożu, gdzie piękne kłosy drwiły z tych wygiętych
  • Zola111
  • 25/09/2017 01:31
  • A Zaśrodkowanie#26 czeka! Dobrej nocki.
  • Silvus
  • 25/09/2017 00:08
  • Ej, ten Eric to wziął zaśpiewał piękny tekst...
  • introwerka
  • 25/09/2017 00:07
  • Dzięki, Silv - nawzajem :)
  • Silvus
  • 25/09/2017 00:03
  • No to - dobrej nocy.
  • introwerka
  • 24/09/2017 23:57
  • Silvus - spokojnie i pięknie :) Nie wiem do końca, jaki to gatunek, ale ja to nazywam romantyczną odmianą bluesa :) A teraz już dobranoc ode mnie, albo jeszcze taka cudna balladka:
Ostatnio widziani
Gości online:35
Najnowszy:Hielscheres6o
Wspierają nas