Cunqui. Rozdział 2 - Alen Dagam
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Cunqui. Rozdział 2
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

Cii, 196 rok przed Erą Przymierza



- Ratunku! Na pomoc, bestia! Goni mnie obłąkana bestia! Czy ktoś mi pomoże?
 
Te i inne, choć podobne w treści jak i co do zawartej w nich ilości decybeli przeraźliwe krzyki zakłóciły spokój poranka. Zamilkły rozśpiewane jak co dzień o tej porze ptaki, wyraźnie zdegustowane nieoczekiwaną wokalną konkurencją.
 
Cunqui z początku nie zwróciła na to uwagi. Pogrążona była całkowicie we właściwym sobie spokojnym wyciszeniu, które przejawiało się niemalże kompletnym brakiem zainteresowania dla wszystkiego tego, co działo się wokół niej. Króciutko tylko przemknęło jej przez myśl, że cokolwiek było przyczyną tego dzisiejszego zakłócenia, działo się ewidentnie gdzieś daleko. Zbyt daleko, by miało jej bezpośrednio dotyczyć.
 
Ale wołania nie ustawały przez długi czas, a ich narastające głośność i wyraźność zdradziły jej, że ich źródło zbliżało się w jej kierunku. I to zbliżało dość szybko.
 
- Pomocy! Zostaw mnie... ty... potworze! Słyszysz... co do ciebie... krzyczę?
 
Hmm, pomyślała Cunqui. Ze zdziwieniem dostrzegła budzące się w niej zaciekawienie. Hmm, powtórzyła w myślach, tym razem z mieszanką zdziwienia oraz skierowanej w swoją stronę delikatnej nagany. Po czym poczuła konieczność stwierdzenia dość oczywistego dla niej faktu: tego jeszcze nie było. Cunqui nigdy wcześniej nie była tak mocno zaintrygowana.
 
Trzeba było jednak przyznać, że jej pamięć wykazywała się dość poważnymi brakami, więc Cunqui, aby sprawiedliwości stało się zadość, usiłowała sobie choć jedną taką sytuację z przeszłości przypomnieć. Ale na próżno. Cóż wobec tego mogło być powodem - zapytała samą siebie - że tym razem było inaczej?
 
Głos wydający owe jakże przykuwające uwagę krzyki był cienki, delikatny i jeszcze chyba nie w pełni wykształcony. Nie było wątpliwości, że jego właściciel należał do gatunku ludzi, bo - jak wiedziała - tylko oni posługiwali się słowami, a nawet pełnymi zdaniami. Ten konkretny osobnik musiał być, jak osądzała po tym właśnie głosie, jednym z ich młodych.
Cunqui miała już co prawda do czynienia z ludźmi, ale do tej pory tylko z dorosłymi osobnikami. To było jednak bardzo dawno temu i zawsze były to samice. O tak, pomimo jej szwankującej pamięci, wspomnienia o nich były bardzo wyraźne. Samice pozostawiły po sobie doprawdy niezatarte wrażenie.
 
A zwłaszcza ta pierwsza, która ją odwiedziła.
 
- O, niech mnie jeżozwierz w zadek połaskocze! - jej głos był świdrujący i trzaskliwy. Cunqui została przez niego tak gwałtownie wyrwana ze swojego zamyślenia, że w pierwszej chwili aż zamarła. - Niech mnie bezzębny dziad wycmoka! A cóż to za goła bezwstydnica tu stoi i nogi jak stąd aż do Gór rozwala? To ci dopiero wyuzdanie!
 
Oglądała Cunqui ze wszystkich stron i macała jej łydkę swoimi palcami. Wyżej nie była w stanie dosięgnąć.
 
- Nie za ładna jesteś? Oddałabyś mi trochę tej urody, co? Po co ona ci tutaj w lesie? A ja z niej dobry użytek zrobię!
 
Cunqui nie odpowiedziała, oczywiście.
 
- Nie? A to się wypchaj tą swoją pięknością! Myślisz, że mi ona potrzebna? Dam sobie doskonale radę bez niej. Ja przynajmniej mam rozum i nie jestem bezmyślną kukłą, tak jak ty.
 
I samica podwinęła spódnicę, kucnęła pod Cunqui i bezczelnie wypróżniła się, wypinając w jej stronę swój owłosiony tyłek.
 
Gdyby Cunqui mogła, powiedziałaby tej samicy ludzkiej coś do słuchu. Wyniośle i z godnością uznała jednak, że nie warto było tracić na nią nawet jednej myśli i obróciła się w duchu z powrotem do swoich kontemplacji. Rozum… ta samica nie miała pojęcia, co to znaczyło mieć rozum.
 
Od tej pory ogarnęła ją głęboka niechęć do ludzi. Być może i umieli posługiwać się słowami, a nawet całymi zdaniami, ale co z tego, skoro ich usposobienie było prymitywne i grubiańskie. Miała nadzieję, że ta wizyta była jedyną, której miała z ich strony zaznać.
 
Ale potem przyszły inne samice - głównie młode dziewczyny o rumianych policzkach i w długich spódnicach, zapewne zwiedziawszy się o niebywałym, jak dla nich, zjawisku. Istnienie Cunqui musiało wywołać prawdziwą sensację , skoro przygnało gapiów.
 
Te były mniej zjadliwe i ordynarne niż ta pierwsza, ale niewiele bardziej znośne. Bardzo dużo mówiły. Co dziwne, ich słowa - które zawierały w sobie niestety niewiele oryginalności - skierowane były właśnie do niej.
 
- Piękna pani, leśna boginko, spraw proszę, by mój luby kochał zawsze tylko mnie! - mówiły, przyklękając u jej bosych stóp.
 
One czegoś ode mnie chcą… ciekawe, dlaczego właśnie ode mnie?, zastanawiała się na początku. Potem jednak zrozumiała. Najwidoczniej samice były przekonane, że Cunqui była w stanie spełnić ich życzenia. Przynosiły jej nawet prezenty - miski i kosze wypełnione kwiatami, miodem, owocami i masą innych darów natury. I to właśnie miłość, zjawisko chyba typowe dla ludzi, bo nie zaobserwowane przez nią w tak intensywnej formie u żadnego ze zwierząt, była głównym - jeśli nie jedynym - tematem ich długich, skierowanych do niej wywodów.
 
- Spraw, by zniknęły moje piegi na nosie… spraw, by moje sutki zawsze sterczały do góry, a piersi nie wiotczały jak u staruch! Spraw, by moja talia wysmuklała… by mój brzuch był bardziej płaski…
 
Miłość, jak udało się zrozumieć Cunqui przez lata słuchania jej gości, była niezwykle skomplikowanym zjawiskiem w życiu ludzi. Nie mogła nadziwić się ilości wymagań, które stawiały sobie samice w celu jej znalezienia lub utrzymania. Wnioskując z ich opowieści, była to bardzo wymagająca czynność, pełna pułapek i niespodziewanych zwrotów. Wymagała też sporej dozy planowania i przebiegłości. Na drodze stały: przemijająca uroda - lub jej brak; nieodpowiednie kształty - choć Cunqui nie mogła nigdy do końca zrozumieć, na czym ich nieodpowiedniość polegała; ale przede wszystkim rywalki. One były najgorsze. Posiadanie rywalki było dla ludzkiej samicy jednoznaczne z przygotowaniem się do zaciekłej walki. Nie wiedziała, czy była to walka krwawa, ale pewnie i tak się nieraz zdarzało.
 
Zwierzęta rozwiązywały problem swoich potencjalnych partnerów w znacznie mniej wyczerpujący sposób.
 
A potem samice przestały przychodzić. Być może zauważyły wreszcie, że ich prośby nie były przez nią spełniane? Nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiała.
 
Błogi spokój.
 
Las gęstniał i zarastał coraz bardziej wokół jej polany. Zamiast ludzi pojawiały się już tylko zwierzęta. Nie, żeby tęskniła za ludźmi. Pamiętała doskonale, jak straszliwie samice nudziły ją pod koniec. Wszystkie powtarzały to samo. Jakby nic poza tym nie miały w swoich głowach.
 
- Czy ktoś... mnie... słyszy? Doprawdy... ta okropna... bestia... chce mnie chyba... pożreć!
 
Głosowi zaczynało brakować tchu, stąd długie przerwy między okrzykami, ale to nie było jedyne, co Cunqui w nim zauważyła. Jego specyficzne, głębokie zabarwienie, którego jeszcze nigdy u nikogo nie słyszała. Przywodzące na myśl stanowczość i siłę, choć nie były to cechy kojarzące się z młodym osobnikiem żadnego gatunku. Czyżby miała do czynienia z innym rodzajem człowieka?
 
Czy w końcu miała okazję spotkać jednego z ludzkich samców?
 
Nasłuchała się o samcach wiele z ust odwiedzających ją niegdyś, spragnionych pomocy samic. To właśnie one opisywały swoich ukochanych, o których względy zabiegały lub których uwagę próbowały zatrzymać, szczegółowo i z ogromnymi emocjami.
 
Teraz w tym obcym głosie przede wszystkim dominował strach. Strach przed bestią… ale jaką? Zastanowiła się przez chwilę i doszła do wniosku, że chyba wiedziała, o jaką bestię chodziło.
 
Kulawy Dziad. Tak go nazywała. Prawdziwy kuternoga, który stracił sporą część jednej ze swoich tylnych łap w jakimś niewątpliwie zawziętym, krwawym i traumatycznym zajściu. W ostatnim czasie stały bywalec Lasu Paprotników. Niejednokrotnie była świadkiem, jak przeróżne leśne czworonogi stawały się obiektem jego zainteresowania.
 
Upewniła się w słuszności swojej hipotezy, gdy do krzyków, zbliżających się nieustannie, dołączyły głośne kroki. Kroki dwóch szybko biegnących istot, z których jedną na pewno nie był człowiek.
 
Hmm. To Kulawy Dziad, bez dwóch zdań. Rozpoznałaby go wszędzie.
 
Rozciągająca się przed jej oczami leśna polana niejednokrotnie była miejscem, w którym Dziad uganiał się za posiłkiem. Jednak ze względu na jego ułomność, posiłkom Dziada często udawało się uciec. W takich wypadkach jawną niesprawiedliwość okrutnego losu Dziad oznajmiał całemu światu długim, zawodzącym rykiem.
 
Tym razem jednak wyglądało na to, że kuternoga doczeka się porządnego śniadania. Cunqui wsłuchała się uważniej w odgłos wydawany przez drugi zestaw nóg. Chaotyczne, niezdarne, niepodobne ani do jelenich, ani sarnich. Kroki dwunożnej istoty. W dodatku ich właściciel przedzierał się przez gęstwinę paprotników z wyjątkowym hałasem i wychodziło mu to bardzo powoli i szamotliwie. Jakby uciekał na oślep, nieprzyzwyczajony do otoczenia. Tak, zdecydowanie Dziad otrzymał tym razem od losu prawdziwą gratkę i wreszcie miał mocną szansę na pełen brzuch.
 
Rada była w jego imieniu, ale jednocześnie coś przy tej myśli wzbudziło jej niepokój. Było to o tyle dziwne, że i tego uczucia - lęku - Cunqui nie miewała niemalże nigdy.
 
Czy było możliwe, że nie chciała, by ten człowiek zginął?
 
Wytłumaczyła sobie swój niepokój tym, że prawdopodobnie po prostu chciała zobaczyć na własne oczy, jak wygląda ludzki samiec - o ile był to ludzki samiec - zanim Dziad rozerwie go na kawałki. Uspokojona tym, cierpliwie czekała, aż pościg dotrze do niej.
 
Gdy goniony, a chwilę później i goniący wpadli na jej polanę, Cunqui aż wytężyła wzrok. Nie myliła się ani co do jednego, ani co do drugiego sprintera.
 
Ogromny ciemnobrązowy niedźwiedź o długim pysku i zmierzwionej sierści poruszał się z trudem i utykał wyraźnie. Był stary i widać było po nim ślady niejednej zwycięskiej walki na życie i śmierć, drogo opłaconej skórą, kawałkami uszu i bliznami na całym jego masywnym ciele, na których nie rosło już futro.
 
Druga istota była prawie dwa razy mniejsza od niedźwiedzia i nie było wątpliwości, że należała do gatunku ludzkiego. Czy jednak był to samiec? Nie mogła być pewna. Inaczej wyobrażała sobie samców z niekończących się opowieści, których niegdyś przyszło jej wysłuchiwać.
 
Odwrócił się w jej stronę. Miała teraz możliwość przyjrzeć mu się dokładniej.
 
Słyszała kiedyś wyrażenie “nie ma na czym zawiesić oka”. Wtedy nie znała jego znaczenia, ale teraz… w tym wypadku pasowało jej ono idealnie.
 
Samice tyle opowiadały o szerokich ramionach, wąskich biodrach i muskularnych udach - ale ten przedstawiciel samczego gatunku nie był w posiadaniu żadnego z tych godnych podziwu atrybutów. Wręcz przeciwnie. Był niewysoki i dość wątły - kształtem przypominał rozgałęziony cienki patyk - miał bladą cerę nakrapianą czerwonymi punkcikami i biegnąc mrużył oczy, jakby miał trudności z zobaczeniem tego, co znajdowało się przed nim. Nic dziwnego, że miotał się po chaszczach z takim hałasem. Jego uszy sterczały na  boki, a jego długie do ramion włosy, teraz mokre od potu i wysmagane gałęziami paprotników, przyklejały się do twarzy. Jego cienka bluza była już dość mocno podarta. Trzymały się jeszcze skórzane spodnie i jakimś cudem kawałki skóry, które niezdarnie obwiązał sobie wokół stóp.
 
Może to był jakiś ułomny okaz. Albo może jeszcze nie w pełni wykształcony. Był rzeczywiście jeszcze bardzo młody. Poznała to po jego bardzo gładkiej skórze. Nie znała się przecież na mierzeniu ludzkiego wieku.
 
Młody człowiek znalazł się na polanie tuż przed głodnym niedźwiedziem. Nie przestając biec, rozejrzał się szybko wokół, mrużąc przy tym oczy tak mocno, że wyglądały jak podłużne wąskie szparki. Hmm, pomyślała Cunqui, może on jest nieprzyzwyczajony do światła? Tak, jak wiele zwierząt, które wychodziły i polowały tylko w nocy.
 
- Pomocy! - zawołał znowu, żałośnie i bez tchu. Widziała wyraźnie, że znajdował się już na skraju wyczerpania długim i intensywnym biegiem.
 
Jej ciekawość zaspokojona, choćby i tylko po części - w końcu prawdopodobnie miała możliwość zobaczyć wreszcie ludzkiego samca - Cunqui, choć nieco rozczarowana, postanowiła z powrotem oddać się swoim obojętnym na świat wokół medytacjom. Doszła do wniosku, że nie musi przyglądać się dalszej części pościgu, który i tak z pewnością za niedługą chwilę przerodzi się w walkę. Krótką i krwawą walkę, z której głodny kuternoga wyjdzie zwycięsko.
 
Ale nie było jej to dane. A tego, co wydarzyło się kilka chwil później, nawet ona nie była w stanie przewidzieć.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Alen Dagam · dnia 14.09.2017 11:34 · Czytań: 190 · Średnia ocena: 4,33 · Komentarzy: 7
Komentarze
skroplami dnia 15.09.2017 10:23 Ocena: Bardzo dobre
Rozdział 2 całkowicie w innym temacie, miejscowo i treściowo, od rozdział 1. I nr 2 jest bardziej od nr 1 :) <tajemnica co bardziej ;) >. Ok, jaśniej. Dwa rozdziały unoszą w powietrzu tajemnicę i ni cholery nie wiadomo jaką. Tzn. wiadomo, demon i bóstwo, ale nic nie widać. Czyli stoję, siedzę, gapię się czekam. Rozdział 2 ma bardziej napiętą atmosferę, chociaż to w 1 piekło się szykuje.
I nr 2, koniec już z cyframi ;), jest faktycznie ciut magiczny, może oczarować :). Ale już nie czekam na c.d., dwa nieznane końce mogą doprowadzić. No do "zawału" a chyba zacznę szanować zdrowie ;).
Alen Dagam dnia 15.09.2017 15:02
Dziękuję za przeczytanie.
Dwa miejsca pozostaną na razie, ale ostrzegam, że później będzie więcej perspektyw. Nie lubię pozostawać za długo w jednej. Będzie również więcej tajemnic, ale na pewno na końcu wszystko się wyjaśni.
Kolejne rozdziały czekają na zatwierdzenie.
Mam nadzieję, że Twoje zdrowie nie doznało większego uszczerbku ;)

Pozdrawiam serdecznie!
violka dnia 29.09.2017 22:32 Ocena: Bardzo dobre
Przeczytałam wczoraj, dziś skreślę kilka słów. Akcja rozwija się wielotorowo, co czyni opowiadanie atrakcyjnym i zachęca do skupienia się nad tekstem, gdyż nie wiadomo jaki szczegółbędzie ważny w dalszym ciągu opwieści.
Stanowczo nadużywasz zaimków, szczególnie - jej.
Pozdrawiam i biorę się za trójkę :)
Alen Dagam dnia 30.09.2017 10:29
Ach, dziękuję ślicznie za przeczytanie i ocenę!

Masz całkowitą rację z tymi zaimkami. Mam tylko w drugim rozdziale "jej" 37 razy i widzę już miejsca, gdzie są zbędne. Pewnie mam tak we wszystkich tekstach i sądzę, że może to być jedna z naleciałości z języka angielskiego, których nie udało mi się wyeliminować. Będę zwracać na to od teraz uwagę, bardzo dziękuję!

Nie mogę oznaczyć żadnego z Twoich komentarzy jako pomocne i zastanawiam się, dlaczego tak jest. Jakieś ustawienie portalowe, którego nie znam? U innych czytelników mam zazwyczaj taką opcję.

Pozdrawiam serdecznie!
violka dnia 30.09.2017 12:03 Ocena: Bardzo dobre
Ja też nie mogę nikogo oznaczyć, a że jestem od niedawna, to troszkę się nie orientuję. Ale to nic, grunt aby być pomocnym :)
MarcinD dnia 01.10.2017 22:58 Ocena: Świetne!
Cytat:
a ich narastające głośność i wyraźność


Coś mi w tym kawałku nie pasuje. Wiem, że "narastające" tyczy się obu przymiotników, ale całość zgrzyta. Może tak: "Ale wołania nie ustawały przez długi czas, a ich większa głośność i zrozumiałość zdradziły jej, że ich źródło zbliżało się w jej kierunku."

Cytat:
A cóż to za goła bezwstydnica tu stoi i nogi jak stąd aż do Gór rozwala? To ci dopiero wyuzdanie!

Nie wiem, czy prawidłowo, czy nie, ale natychmiast skojarzyło mi się, że opisywana postać ani chybi stać musi w szerokim rozkroku... całkiem nago. Hmm... ;-).

Cytat:
mocną szansę

Chyba mimo wszystko dużą ;-)

Cytat:
Ale nie było jej to dane. A tego, co wydarzyło się kilka chwil później, nawet ona nie była w stanie przewidzieć.


Tego typu końcówki, takie "złośliwe i wredne" są właśnie powodem tego, że człowiek siedzi z telefonem w ręce do północy i strzela sobie światłem po oczach, bo przecież "jeszcze tylko następny rozdział". Proszę tego nie robić, proszę tak kończyć, żeby z czystym sumieniem można było kolejny kawałek odłożyć do dnia następnego, a nie gubić rozsądek i lecieć dalej ;P.
Alen Dagam dnia 02.10.2017 23:30
Zaznaczasz, Marcinie, prawie wszystkie te fragmenty, co do których ja też mam wątpliwości.

Cytat:
Nie wiem, czy prawidłowo, czy nie, ale natychmiast skojarzyło mi się, że opisywana postać ani chybi stać musi w szerokim rozkroku... całkiem nago. Hmm... ;-).


Gość Cunqui - jak to zazdrosna kobieta - przeszadza, oczywiście. Cunqui nie rozwala nóg - ale ma je lekko rozchylone.

Cytat:
Tego typu końcówki, takie "złośliwe i wredne" są właśnie powodem tego, że człowiek siedzi z telefonem w ręce do północy i strzela sobie światłem po oczach, bo przecież "jeszcze tylko następny rozdział". Proszę tego nie robić, proszę tak kończyć, żeby z czystym sumieniem można było kolejny kawałek odłożyć do dnia następnego, a nie gubić rozsądek i lecieć dalej ;P.


Wieeem... wredne to jak nie wiem. Działa, ale wredne.

Obiecuję poprawę :)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
23/10/2017 15:06
Widzę, że wprowadziłaś zmiany, Tjere. :) Podoba mi się. »
hopeless
23/10/2017 14:23
Miladora - Jeszcze raz dzięki. Jednak namalowałem autorski… »
Miladora
23/10/2017 13:56
Że będzie dobra książka? :) Uwierz, bo przeczytałam ich już… »
Miladora
23/10/2017 13:53
Wiersz czyta się jak po maśle, avatar w porządku, mogę… »
JOLA S.
23/10/2017 13:52
Milu, niestety nie mogę w to uwierzyć z oczywistych powodów… »
hopeless
23/10/2017 13:40
Miladora Poprawiłem, dzięki:) Avatar też już jest. Miło mi,… »
Miladora
23/10/2017 13:33
Chyba wystarczy powiedzieć, że nie rozczarowałaś mnie. :)»
dziewczynka bez imienia
23/10/2017 12:39
Być może był to pospiech, a być może, jako osoba mało… »
braparb
23/10/2017 12:33
Piękny. Prostota i lekkość. Gratuluję. »
pociengiel
23/10/2017 11:38
Chłostany, w pocie czoła swoją stawę będziesz zdobywał Tak… »
Miladora
23/10/2017 11:32
Masz dobrą rękę do tytułów, panie F. :) Ale przyjrzyj się… »
Miladora
23/10/2017 11:13
To nie jest kwestia tego, że podoba mi się bardziej, bo… »
Miladora
23/10/2017 11:01
Tak - braparb dobrze poradził. :) Teraz tytuł zachęca, a… »
dziewczynka bez imienia
23/10/2017 10:55
Miladora, dziękuję za Twój komentarz. Znowu odrobiłaś za… »
Jaga
23/10/2017 10:52
Carvedilol, bardzo dziękuję za komentarz :) Poprawki… »
ShoutBox
  • Miladora
  • 23/10/2017 15:07
  • To taki system, Tjere - ale już się dopisałam do wiersza. :)
  • Tjereszkowa
  • 23/10/2017 14:29
  • Przegapiłam jakąś możliwość, czy to luka w systemie?
  • Tjereszkowa
  • 23/10/2017 14:28
  • Cholerka, chciałam napisać pod swoim wierszem, że wprowadziłam zmiany, ale nie mogę dodać nowego komentarza, bo mój był ostatni, nie mogę też edytować, bo upłynął czas na wprowadzenie zmian...
  • Miladora
  • 23/10/2017 14:14
  • tak - wiem - doszedł. :)
  • Miladora
  • 23/10/2017 13:50
  • Odpisałam, Agnesko! :)
  • JOLA S.
  • 23/10/2017 00:10
  • Droga Milu, skończyłam, tuż po północy. Cóż za, piękny widok.:)
  • Miladora
  • 22/10/2017 22:00
  • AGNESKO! Zbawienie przyszło! :)
  • Miladora
  • 22/10/2017 21:43
  • Agnesko - masz odpowiedź. :)
Ostatnio widziani
Gości online:48
Najnowszy:rybopujhana015
Wspierają nas